Olinko, tak dokładnie zależy od charakteru. Skoro tak masz i nie dusisz nic w sobie, to jest ok. Ja bym wtedy dusiła w sobie, więc dla mnie to nie byłoby ok. Wiadomo, jesteśmy różne i tyle. Ja np lubię się wypłakać, poczuć czyjeś wsparcie, współczucie też, poczuć, że ktoś jest obok. No, ale ktoś inny jak Ty tego nie lubi i woli całkowicie sam sobie poradzić. Nie widzę w tym oczywiście nic złego. Jaki jest mój facet? On też potrafił przy mnie płakać, np gdy wspominał o swoim psie i ja jego rozumiem. Co najlepsze, ja przy nim nie rozpłakałam się nawet po stracie psa, bo jak pisałam tutaj mam problem, chcę, ale czasem jakby blokada. Może nie zostałam do końca nauczona tego, dlatego chcę, ale nie do końca mogę. No, ale pracuję nad tym, bo chcę się tak czasem wypłakać i wiem, że nie będzie miał "nic przeciwko". Za to czasem zapłakałam przy nim jak się pokłóciliśmy, kiedyś za bardzo to przeżywałam. Wtedy nie miałam blokady, a wtedy tak, dziwne, ale jakoś tak było. Teraz oczywiście nie płaczę po kłótni, ale kiedyś właśnie zdarzyło mi się. Mój facet jest pod pewnym kątem i tu podobny, tzn postawi mnie do pionu, jak ja bym nie dała rady psychicznie, ale też jak sam potrzebuje wsparcia, to nie wstydzi mi się o tym mówić. Cieszę się, cieszę się, że wtedy mogę wysłuchać, czasem coś doradzić. Nie jest takim typowym facetem, który skrywa w sobie, nie. Do tego często mi gada dużo jak było w pracy, to też niestereotypowe 
U nas mama jest silniejszą osobowością, tata słabszą i jest właśnie mimo że facet dość emocjonalny, umie spoglądać na sprawy chłodno, dać wsparcie, ale też mocno pewne sprawy przeżywa, jest bardziej nerwowy niż mama. Tutaj właśnie mam bardziej po nim, podobne w miarę mamy charaktery.
Edit: Olinko, to świetnie, że załatwiliście sprawę z wypadkiem już i oby nigdy więcej czegoś takiego, by nic Ci się nie stało. No bo gdzie znaleźć taką drugą redaktor naczelną forum? 
Pozdrawiam 
Edit: WitchQueen, powiem Ci, że nie zawsze. Ja np nie jestem może słabsza psychicznie (choć to też zależy od sytuacji), bo takie są stereotypy, tylko po prostu mam pewne cechy charakteru, które w pewnych sytuacjach mnie taką sprawiają. Czy to gorzej? W pewnych sytuacjach tak, a z drugiej lubię swoją wrażliwość i wiele osób też. Mogę pracować nad sobą i to robię gdzie mogę, ale nie oszukujmy się, w pewnych kwestiach taka jestem i np z emocjonalnej osoby, wrażliwej nie stanę się twardą, której prawie nic nie rusza. Z osoby, której pomaga płacz, która się go nie wstydzi i czasem popłaczę nie zmienię się w niepłaczącą czy nieprzejmującą się niczym, bo to u mnie by było duszeniem emocji w sobie co dobre nie jest. Skoro w pewnych sytuacjach nie jestem opanowana, co nie znaczy też, że histeryzuje, to nie zmienię się też całkowicie w osobę opanowaną, radzącą sobie w każdej sytuacji.
Dlatego nie wstydzę się tego, że tak czasem potrzebuję męskiego ramienia czy pomocy przyjaciółki w jakiejś kwestii. No i wiadomo też, że z osoby emocjonalnej nie zmienię się całkiem w całkowicie rozsądną planującą na chłodno osobą, bo aż tak się nie da. Mogę trochę to skorygować, ale wiadomo całkiem zmienić się tego nie da i stać się inną osobą. Nikogo nie udaję, taka jestem, nie dlatego, że stereotypy. Jednak oczywiście, pewnie i niektóre osoby tak robią, bo stereotypy.
Z tym, że np jeśli facet mój częściej postawi mnie do pionu w kryzysowej sytuacji to nie oznacza też, że nie ma między nami partnerstwa, ale dominacja. To moim zdaniem nadal jest u nas partnerstwo, oprócz tego, że on wtedy stawia mnie do pionu, to nie ma u nas tak, że jedna osoba zawsze decyduje w jakichś kwestiach czy coś. Tutaj raczej razem, tylko właśnie w tych kryzysowych czasem może być bardziej opanowany czy wesprze mnie czy coś tam zrobi. Dla mnie to nadal partnerstwo, tak jak pisałam kiedyś w wątku o partnerstwie i innych modelach związku. Po prostu czasem, gdy mi będzie ciężko, to pociągnie mnie w górę, co nie oznacza, że związek dominujący, bo raczej u nas nie jest.