Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PRAWO , ODSZKODOWANIA , FINANSE , UBEZPIECZENIA » Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Witam!
Chcę pomóc siostrze, która ma problem z byłym partnerem. Mają 4letnią córeczkę. Siostra nigdy nie utrudniała im kontaktu, przyjeżdzał do małej 2-3 razy w tygodniu. Niedawno złożył wniosek do Sądu o pozwolenie zabierania małej na co któryś weekend i święta. Zaskoczyło nas to, tym bardziej, że nigdy samodzielnie dziecka nie karmił, nie usypiał, nie przewijał. W odczuciu mojej siostry nie potrafił by się zająć córką sam przez cały weekend, nie poradziłby sobie.
Opinia biegłego psychologa sądowego była podobna. Ojciec jest zrównoważony psychicznie, wie co się dzieje, chcę kontaktu z córką, ale nie rozumie jej potrzeb, mógłby zaszkodzić jej niezależności i ją ograniczyć. A ponadto brak między nimi więzi emocjonalnej. Biegła psycholog zgodziła się, aby na próbę zabierał dziecko w każdą środę oraz w dwie soboty i dwie niedziele w miesiącu, po 3 godziny dziennie, poza miejscem zamieszkania, bez nadzoru matki, tak aby między nimi utworzyła się więź.. Taka też była decyzja Sądu.
Siostra miała 7 dni na apelację, ale nie miała nic przeciwko. Przygotowuje mu dziecko, pakuje potrzebne rzeczy, wszystko, jedyny jej warunek, żeby nie zabierał małej do siebie do domu (mieszka nadal z matką).
Po pierwszym razie jak zabrał moją siostrzenicę - na basen z piłeczkami - wróciła z rozciętą ręką i zdartym noskiem. Myśleliśmy, że miał pecha i od tej pory będzie ją pilnował bardziej. Mała mówiła też, że bała się na zjeżdżalni i nie chciała tam pójść. Ojcu o tym nie powiedziała bo się bała lub wstydziła, nie wiadomo.
Ale drugi raz mała też wróciła cała pozdzierana, z rozwalonym kolankiem, zbitym bioderkiem; brudna, z piaskiem w ranach. Kiedy siostra ją kąpała był jeden wielki płacz. Ponadto ma krostki w okolicach intymnych. Okazało się, że mądry tata posadził ją na brudnej desce w jakimś szalecie, zamiast trzymać ją w powietrzu...
Siostra dostaje białej gorączki na samą myśl, że ma mu znowu dać dziecko.
Co waszym zdaniem powinna zrobić? Odwoływać się? Dziewczynka jest za mała by wychodzić z ojcem. On nie potrafi jej upilnować. Czy to nie są wyraźne sygnały, że dobro dziecka jest zagrożone? Czy siostra ma nic nie robić i czekać, aż ojciec nauczy się zajmować córką? Byleby nic się gorszego nie stało do tego czasu...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca
Sasza napisał/a:

Witam!
Chcę pomóc siostrze, która ma problem z byłym partnerem. Mają 4letnią córeczkę. Siostra nigdy nie utrudniała im kontaktu, przyjeżdzał do małej 2-3 razy w tygodniu. Niedawno złożył wniosek do Sądu o pozwolenie zabierania małej na co któryś weekend i święta. Zaskoczyło nas to, tym bardziej, że nigdy samodzielnie dziecka nie karmił, nie usypiał, nie przewijał. W odczuciu mojej siostry nie potrafił by się zająć córką sam przez cały weekend, nie poradziłby sobie.
Opinia biegłego psychologa sądowego była podobna. Ojciec jest zrównoważony psychicznie, wie co się dzieje, chcę kontaktu z córką, ale nie rozumie jej potrzeb, mógłby zaszkodzić jej niezależności i ją ograniczyć.
...
Co waszym zdaniem powinna zrobić? Odwoływać się? Dziewczynka jest za mała by wychodzić z ojcem. On nie potrafi jej upilnować. Czy to nie są wyraźne sygnały, że dobro dziecka jest zagrożone? Czy siostra ma nic nie robić i czekać, aż ojciec nauczy się zajmować córką? Byleby nic się gorszego nie stało do tego czasu...

NIE spodoba Ci się to co powiem - ale JAK miał się ten tatuś zajmować dzieckiem, jeżeli nie miał po temu okazji?
Może POPATRZCIE z siostrą bardziej długofalowo i perspektywicznie? POTRZEBNY jej ten tata czy to "wymysł szatana"?
Mam wrażenie, że dziecko ma przed sobą jeszcze duuuuużo różnych zetknięć z REALNYM światem... Lepiej by takie "problemowe" sytuacje: NOWE i nieznane, przeżyła w towarzystwie OBCYCH czy jednak osoby przychylnej, bo jak by nie było, bliskiej?
Może WARTO nauczyć małą komunikować swe POTRZEBY i uczucia - powiedzenia "Tato (tego) NIE CHCĘ"! To taki trening asertywności od małego...
TATUSIA za to w sposób elegancki naprowadzać na PRAWIDŁOWE reguły postępowania. Tłumaczyć a nie skreślać z życia dziecka...?
W sądzie można za to zasugerować odsunięcie w czasie decyzji o wspólnych weekendach, do czasu "przyuczenia" tatusia do nowej roli w czasie DOTYCHCZASOWYCH parogodzinnych wypadów "bez strat w postaci podrapanych kolanek"... NAJPIERW niech się tato nauczy PRAWIDŁOWEJ opieki "z doskoku" smile Odroczenie sprawy na rok (np.)?
CZY mała chodzi do przedszkola?

3 Ostatnio edytowany przez Sasza (2014-06-10 10:01:37)

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Dlaczego ma mi się nie spodobać cokolwiek? smile Ja piszę to w imieniu siostry, tak, jak ona to przedstawia. Sama jeszcze nie mam dzieci, dopiero jestem w ciąży, ale w udanym związku i nie sądzę bym miała kiedykolwiek tego typu problemy. I sama staram się być obiektywna i uważam, że siostra trochę przesadza i panikuje. Za szwagrem nie przepadam i w roli ojca jest tak beznadziejny jak w innych dziedzinach życia, ale to tylko i wyłącznie moje zdanie wink Po prostu słucham codziennie wybuchów rozpaczy przez telefon i już brak mi argumentów, brak też mi doświadczenia w takich sytuacjach i zwyczajnie nie wiem co jej radzić, dlatego piszę tutaj - zresztą za gorącą prośbą siostry. Powtarzam jej, że to normalne, że dzieci się przewracają, a że on nie ma doświadczenia - to po prostu przy nim zdarza się to częściej. I że się nauczy wszystkiego, że powinna być cierpliwa i wiele rzeczy tłumaczyć mu i dziecku. Ale fakt faktem on jest strasznie uparty i jak tylko się mu powie słowo to od razu krzyczy, że on wie, rozumie, nie jest głupi. A zresztą sam mogły wykazać odrobinę zaangażowania? Nam matkom nikt nie tłumaczy co robić z dzieckiem, staramy się wsłuchiwać w nie, same odgadywać zawczasu ich potrzeby. On nie ma przed sobą noworodka, głodnego, z brudna pieluchą, który krzyczy z niebogłosy - a 4-letnią, odchowaną już dziewczynkę, która wiele rzeczy już umie, która mówi i chodzi. Zadanie ma proste. Jeśli nie umie zajmować się córką, a chce - powinien chyba pytać. Jest też literatura i internet. Albo po prostu rozmowa z dzieckiem, proste pytania czy chce pić, czy chce jeść, jak robi to czy tamto mamusia?
Mała nie chodzi do przedszkola. Zderzanie się z realnym światem? Ja mam wrażenie, że spacery z mamą, ciocią czy babcią, różne zabawy i atrakcje, odwiedziny rodziny czy u kogoś - są takowymi zderzeniami - i nie musi zderzać się z chodnikiem czy każdą ścianą żeby te zderzenia były bardziej odczuwalne. To jest jednak mała dziewczynka, żal żeby tak ciągle się "tłukła" to tu to tam. A wiadomo, płytki chodnikowe krzywe, nam dorosłym się zdarza często potknąć, jeśli nie przewrócić. Trudno tu się dopatrywać winy dziecka. To dorosły idący z takim dzieckiem jest za nie odpowiedzialny. I jeśli nie umie wyjść na godzinny spacer z dzieckiem, żeby dopilnować, by się nie przewróciło, to chyba coś z nim jest nie tak? Ja mając 16 lat wychodziłam na o wiele dłużej z o wiele młodszym dzieckiem i bez specjalnego przygotowania - wracałam z dzieckiem może głodnym i zmęczonym, ale całym, nie pozdzieranym. Nie jest to  kwestia, że nie miał okazji. Sam uczestniczył w życiu dziecka na tyle na ile chciał. A dziewczynce nie brak asertywności - ale jak opisuje to biegły psycholog - brak jest między nimi więzi, dlatego jasno i klarownie nie deklaruje mu swoich potrzeb. Dla niej to jest tata, z którym można się chwilę pobawić, ale raczej z potrzebami zwraca się do matki czy babci, które zna i którym ufa i z którymi jest bardzo zżyta. I nie ma w tym winy mojej siostry ani tym bardziej dziecka, że tak jest. Nikt go nie skreśla. Ale to nie jest dziecko, któremu trzeba wszystko tłumaczyć jak krowie na rowie, tylko dorosły, prawie 40-letni facet. Nikt się nie będzie z nim cackał, tym bardziej, że on wie wszystko najlepiej i jest kawałem wrednego skurczybyka w stosunku do mojej siostry i mamy.

Ja wiem, że trudno oceniać sytuację na odległość i nie do końca ją znając. I nawet nie o to proszę. Proszę o realne ocenienie szans w aspekcie prawnym, czy są szanse by może  sąd cofnął decyzję do czasu aż mała będzie bardziej samodzielna, co można zrobić żeby zmienić obecny stan rzeczy, by to się nie odbiło na dziecku, by nie było kolejnych strat w odrapanych kolanach czy biodrach.

4

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Dorosły facet powinien już wiedzieć jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Czym innym jest brak więzi, a czym innym brak wyobraźni.
A to nie brak więzi powoduje, że dziecko z wizyt wraca poobijane.

Może warto pomyśleć o dowodach na przyszłość i po takiej wizycie iść do lekarza żeby dziecko obejrzał i opisał ewentualne rany. Taka obdukcja. Żeby nie było, że sobie mamusia wymyśla i z zadrapania tragedię robi. Bo tragedia będzie jak pewnego dnia dziecko ze złamaną nogą wróci...

5 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-10 13:28:20)

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca
Sasza napisał/a:

Ja wiem, że trudno oceniać sytuację na odległość i nie do końca ją znając. I nawet nie o to proszę. Proszę o realne ocenienie szans w aspekcie prawnym, czy są szanse by może  sąd cofnął decyzję do czasu aż mała będzie bardziej samodzielna, co można zrobić żeby zmienić obecny stan rzeczy, by to się nie odbiło na dziecku, by nie było kolejnych strat w odrapanych kolanach czy biodrach.

Jak wiesz, że TRUDNO to czemu chcesz by Ci wróżyć z fusów? Przecież sąd jest niezawisły...
Szansa jest zawsze, TYLKO dowody muszą być niepodważalne... I poważne choćby tak jak napisała Iceni - obdukcja lekarska.
Bo pytanie brzmi: JAK opieka ojca zagraża zdrowiu i bezpieczeństwu dziecka?
Ale argumenty nie rodem z magla, a z wiedzy o NORMALNYM funkcjonowaniu dziecka...
MOŻNA wnioskować o odsunięcie decyzji w czasie. Pisałam O TYM wyżej. UZASADNIĆ taki wniosek realnie JEDNAK trzeba...
Złamanie nogi w obecności tatusia - do tego HIPOTETYCZNE... a złamanie nogi w obecności mamusi... zejdźcie ludzie na ziemię. To brzmi jak wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy. Jakby matki NIGDY żadnego foux pas w opiece nad dzieckiem nie uczyniły...

6 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-06-10 17:55:13)

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Ludzie...

No to że dzieciaka na brudnej desce posadził to faktycznie niedobrze, następnym razem będzie wiedział. A to że dzieciak sobie kolano zdarł czy nos rozbił to na prawdę taka tragedia? Co jest do diabła z tym światem, ja mam ledwie 24 lata, ale nikt za mojej młodości nie robił afery że się dziecko obdrapało, dzieciaki notorycznie chodziły ze zdartymi kolanami, siniakami i rozbitymi nosami i nie była to żadna patologia tylko normalne szczęśliwe dzieciństwo. Nawet podczas zabaw w przedszkolu ciągle komuś się coś stało, bo się przewrócił jak biegał czy spadł z huśtawki jak się huśtał Najlepiej od razu zamknąć dzieciaka w szklanej kuli żeby sobie nie daj Bóg nie obdarło kolanka... "nie biegaj" "nie baw się" nie huśtaj" "nie idź na drabinki" "najlepiej w ogóle siedź na tyłku i się nie ruszaj"

To dziecko, nie robot, dziecko musi się trochę poobcierać, potłuc bo takie są prawa dzieciństwa. Ja rozumiem ograniczać prawa ojcu który ma w dupie dziecko, młoda jest głodna, bita, zaniedbana i kij wie co jeszcze, ale to że nie jest traktowana jakby była ze szkła to nie koniec świata, a uważam że ojca warto mieć. Mi to wygląda na takie ograniczenie praw bo takie mam widzi mi się, po co dziecku ojciec jak ma mnie? A co?

Morda nie szklanka.

Uważam że dla dziecka ważniejsze jest to żeby dorastać w normalnej atmosferze i mieć oboje rodziców, niż to żeby sobie kolan nie pokaleczyło.

Hipotetycznie bo moi rodzice nadal są razem, ale gdyby nie byli i byłabym już dorosła, a matka powiedziałaby mi że ojciec się nie mógł ze mną widywać z powodu zdartych kolan, to nie wiedziałabym czy mam się śmiać czy płakać.

Nie rozumiem też dlaczego ciągle jest wojna, który rodzic ważniejszy, który robi więcej, który lepszy. Po co? To czysty egoizm i nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka. Postępując w ten sposób i zabierając dziecku ojca z byle pierdoły (wybacz dla mnie obdarte kolana to pierdoła) robicie dziecku krzywdę.

7

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

A ja tę sytuację i strach tej matki doskonale rozumiem wspominając sytuację ze swojego zycia i pierwsze wyjścia mojej córki pod opieką ojca. Póki byliśmy razem to jakoś tę kontrolę utrzymywałam na tyle, że się nic nie działo, ale jak tylko ojciec zabierał ją samą, po naszym rozstaniu to dwa dni z duszą na ramieniu i telefonem w ręce spędzałam. I dostawałam dziecko z poobdzieraną nogą, bo tata postanowił dziecko na rowerze, na bagażniku powozić i mu stopę w szprychy włożyła, albo z dachu szopki spadła, bo tata bardziej zajęty był rozmową z kolegą niż tym, co dziecko robi, albo jej zapomniał ze sklepu zabrać, albo targał po pijaku przez całe miasto o północy i wiele różnych podobnych sytuacji...

Zazwyczaj matka swoje dziecko zna dość dobrze i trudno przeoczyć fakt, że dziecko z każdego spotkania wraca poobijane, a przy niej mu się nic złego nie dzieje. Owszem, raz na jakiś czas wypadek może się zdażyc, ale raz na jakiś czas to nie jest co drugie spotkanie.

Pokaleczone kolana nie są ważne? To kiedy ta matka MA PRAWO interweniować? Kiedy dziecku się naprawdę krzywda stanie?

A wtedy będzie gadanie gdzie matka była, ze na to pozwoliła i czy ślepa była i nie widziała w jakim stanie dziecko ze spotkań wraca...

8 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-06-10 23:50:51)

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Iceni wróć pamięcią do czasów dzieciństwa, oczywiście dużo zależy od samego dziecka, ale dzieci już mają to do siebie że często chodzą z obtartymi kolanami, ja całe dzieciństwo miałam rozwalone kolana wysmarowane gencjaną, a żyłam w zupełnie normalnej rodzinie, tak samo wyglądały kolana pozostałych dzieci, popłakało się kilka minut i już, ale człowiek się cieszył że się może bawić.

Iceni Ty mówisz o człowieku który pił, miał dziecko w nosie, tutaj w temacie mamy rodzica który zabiera dziecko do fajnych miejsc i dzieciak po prostu podczas zabawy coś sobie zrobił, obdrapał kolano czy nieco potłukł, tyle. U nas za dzieciaka była taka instytucja jak kolorado, zjeżdżalnie, piłeczki, drabinki, rury takie do chodzenia na czworaka i jak człowiek tam pół dnia szalał to było zupełnie normalnym to że sobie obdarł kolano czy zrobił siniaka i nikt nie robił z tego tragedii. Jestem tego zdania że temu dziecku nie dzieje się krzywda z powodu obdartych kolan, bo to dziecko, to jest coś zupełnie normalnego w okresie dziecięcym, kiedy dziecko się bawi i poznaje świat, dużo gorszym dla dziecka jest kiedy rodzice się kłócą albo kiedy jedno z nich za wszelką cenę chcę udowodnić że jest lepsze. Jak napisałam, pomijam przypadki skrajne jak ojciec alkoholik, ćpun, totalnie nieodpowiedzialny koleś, ale obdarte kolana to chleb powszedni całkowicie normalnych rodzin.

Jak dziecku się krzywda stanie? Ale czemu ma się stać? Tysiące dzieci mają obdarte kolana a dożywają wieku dorosłego w całości.

Jak na ulicy widzisz 4- latkę z obdartym kolanem to myślisz sobie "Boże co za beznadziejni rodzice?"

Ja rozumiem Twoją postawę bo gdyby moje dziecko miało zostać w rękach kogoś u kogo spada z szopki, albo jeździ na bagażniku to pewnie miałabym podobne zdanie. Ale obdarte kolana czy siniaki po normalnej dziecięcej zabawie nie sprawią że dziecku coś strasznego się stanie smile

9 Ostatnio edytowany przez Sasza (2014-06-24 14:06:56)

Odp: Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Iceni
dziękuję bardzo za Twoje wypowiedzi. Choć Ty jedna masz podobne zdanie na ten temat, co ja. Aż przyklasnęłam na twoją wypowiedź, że matka swoje dziecko zna, a więc potrafi odczytać jego potrzeby i zapobiec wielu niepotrzebnym przykrościom.

Bo dla mnie zdarte kolano - to przykrość dla dziecka. Nie chodzi o fakt, że "do wesela się zagoi", a raczej o to, że jest to malutka dziewczynka, którą te rany bolą podczas kąpieli w ciepłej wodzie i mydle i przez które płacze. Ponadto mogą zostać po tym brzydkie blizny, a to już 16-latce, zbuntowanej i dbającej o swój wygląd nie będzie się podobało jeśli będzie chciała włozyć spódniczkę i ładnie wyglądać. A do kogo będzie miała pretensje? Oczywiście do matki - dlaczego mnie nie upilnowałaś i jak ja teraz wyglądam - jak bym była w dzieciństwie maltretowana!
Pewnie, nic takiego zdarte kolano, rozbita buzia, rozkwaszony nos. Za chwilę wybije sobie oko, bo oko jest bardzo blisko tego nieszczęsnego nosa....

Ludzie, ja rozumiem szczęsliwe dzieciństwo i zdarte kolana i obite buzie. Sama chodziłam po drzewach, bawiłam się na wsi, z chłopakami i ze zwierzakami, nie było dnia, żebym sobie czegoś nie rozbiła, nie rozkwasiła łokcia, kolana czy nosa. Żebym nie spadła skądś, nie wpadła do bagna, do wody itd. Nie wspomnę, że 20 lat temu były inne czasy. Teraz dzieci są dużo delikatniejsze i więcej czasu spędzają w domu, a są też ku temu powody bo świat jest bardziej okrutny i takie dziecko dziś włóczące się w poszukiwaniu przygód po dworze - to niezbyt dobrze świadczy o rodzicach, więc co wy chcecie?
I na Boga - rozumiem to u starszych dzieci, 4-latka jest na to stanowczo za mała! Będzie miała swoje 7-8 lat i będzie chodzić na podwórko i bawić się z innymi dziećmi w szkole na boisku, wtedy dzieciństwo pozna swoje prawa i kiedy przyjdzie ze zdarttym kolanem - będzie mogła mieć tylko do siebie pretensje, a mama pokręci głową, poleje wodą utlenioną i powie "na drugi raz uważaj".

Zwyczajnie mała ma jeszcze na to wszystko czas. Dziecko małe jest głupie, 4-latek nie jest na tyle samodzielny i nie ma na tyle instynktu samozachowawczego, żeby się o nim wypowiadać jak o starszym dziecku, któremu można dać więcej swobody.
I zastanówcie się nad tym, zamiast potem wzdychać i kręcić łbami - jak w wiadomościach podają informacje o kolejnych tragediach z udziałem dzieci. A to utopione, a to zamknięte w samochodzie - ja już wolę być rodzicem, ktore w waszym mniemaniu robi dramat z rozbitego kolanka.

Dziękuję wszystkim za wypowiedzi.

Jeszcze jedno smile
Małpa nie trzeba być alkoholikiem czy ćpunem, żeby być, cytuję "totalnie nieodpowiedzialnym". A poza tym ten aspekt pominęliśmy i nikt nie zapytał jak tu się sprawa ma. Dlaczego dyskryminujemy kogoś tylko z powodu tych określonych nałogów? A pracoholik, który nie myśli o dziecku, a tylko o kolejnym zleceniu? I w upalny dzień zapomina zawieźć dzieciaka do przedszkola, bo spieszy się do firmy, po czym po 8 godzinach pracy zastaje w samochodzie ugotowaną pociechę? Ostatnia głośna sprawa. To też była dziewczynka mniej więcej 4-letnia. I ktoś powie - czemu nie wołała, czemu nie krzyczała? Może dlatego, że ufała ojcu, który okazał się nieodpowiedzialnym, okrutnym rodzicem.
A palacz, który pali przy dziecku? I zaśnie z papierosem i spowoduje pożar domu, w którym to dziecko, zdawało by się - bezpiecznie śpi? A to jedna z sytuacji, którą ten rodzic, o którym mowa w temacie - właśnie spowodował.
Albo po prostu kretyn bez wyobraźni, który pisze sobie smsy, podczas gdy dziecko biega po betonie, zamiast na nie spojrzeć. Idiota, który za wszelką cenę chce jechać z dzieckiem samochodem, bo mu sie nie chce autobusem - i choć mała ma straszną chorobę lokomocyjną sadza dziecko bez fotelika i jedzie, bo przecież "na chwilę" to się nic nie stanie. Albo koleś, co przychodzi po dziecko niewyspany, po  nocce - czyż nie ma osłabionych reakcji, nie jest zmęczony, poirytowany; jest w pełni "władz umysłowych i fizycznych"? A przecież oni wszyscy są trzeźwi, wcale nie naćpani.
Po co generalizować - że tylko ćpun czy alkoholik będzie nieodpowiedzialnym rodzicem? A może czasem ten pijak jest lepszym ojcem niż trzeźwy ojciec? Bo to jest życie - nie jakaś piepszona rozpiska według której wszystko ma się dziać. To jest życie i może zdarzyć się wszystko. Każdemu z nas.

P.S. dziś zdarte kolano, jutro zdarte kolano, pojutrze zdarty nos i biodro, a za tydzień co? Nikt nie popada w paranoje. Ale każdy ma wyobraźnie po to właśnie, by móc przewidywać zagrożenia i ich unikać. Nie jesteśmy bezmyślnymi istotami, które ślepy los pcha gdzie popadnie.
Rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka. A już nikt mi nie powie, że sadzanie na brudną dechę w szalecie - małej, delikatnej dziewczynki - nie jest niebezpieczne. Poczytaj sobie ile infekcji i ile chorób wenerycznych można złapać tą drogą. Tym bardziej, że dziewczynka bez pomocy doroslego, nie wstanie z kibelka, a z niego "zjedzie" wycierając po drodze wszystkie zarazki.
Ciekawa jestem czy jakby to było twoje dziecko, pozwoliłabyś na to? Jeśli tak, to współczuję.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PRAWO , ODSZKODOWANIA , FINANSE , UBEZPIECZENIA » Decyzja Sądu - a dobro dziecka - 4latka zabierana przez ojca

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2023