Witam, mam 22 lata i jestem z moim chłopakiem (23l) od roku. Mimo że po pół roku naszego związku mieliśmy burzliwy okres, który ciągnął się przez kilka miesięcy, uważałabym ten związek za udany, gdyby nie... no właśnie. Jego nieodpowiedzialność. Często się zastanawiam, jakim cudem tak inteligentny facet (naprawdę, potrafimy przegadać całe noce na jakiś temat i często zadziwia mnie jego zdanie, rozumowanie) jest taki lekkomyślny, leniwy, nieodpowiedzialny w codziennym życiu. A czym się to przejawia? W lutym rzucił pracę, bo pokłócił się z szefem, stwierdził, że nie będzie pracował u tego człowieka. Mamy czerwiec, a on nigdzie przez ten czas nie pracował! Mało tego, tydzień temu pojechał na zbiory truskawek, miał popracować tam, sprawdzić warunki, a jakby były dobre miałam do niego dojechać jak zdam wszystkie egzaminy na uczelni (9 czerwca mam ostatni). Dziś do niego dzwonię i co się dowiaduję? Że on zarabia tam dziennie po 20-30 zł, pracuje od 7 do 18 z dwugodzinną przerwą, a codziennie o 20 faceci tam pracujący, w tym on, robią imprezę i piją do 2 w nocy.... Nic dziwnego, że tacy skacowani i niewyspani zbierają po raptem 10 koszyków dziennie... Powiedziałam mu, żeby wracał, bez sensu jest tam siedzieć za takie psie pieniądze (które zresztą i tak codziennie przepija), a on na to, że zostanie jeszcze trochę, bo ma fajną ekipę do imprez i ogólnie czuje się jak na wakacjach o.O Nie poznaję tego człowieka, nigdy taki nie był, zawsze gardził imprezowiczami, nigdy nie chodził do klubów, pił może 2 piwa na miesiąc, a teraz pije po 5 dziennie (sam się chwalił...). Zachowuje się jak pies spuszczony ze smyczy albo 14-letni smarkacz, któremu rodzice pierwszy raz w życiu zostawili "wolną chatę" na weekend. Zamiast poszukać porządnej pracy, skoro nie studiuje, ogarnąć się, on w moim odczuciu cofa się w rozwoju. I to w takim momencie, gdy chciałabym mieć wsparcie odpowiedzialnego chłopaka (2 miesiące temu wyprowadziłam się od toksycznych rodziców i utrzymuję się całkowicie sama z oszczędności odłożonych przez pół roku i tego, co zarobię na korepetycjach). I teraz pytanie do Was: jak nim potrząsnąć, żeby wreszcie zaczął się zachowywać jak dorosły człowiek? Dzisiaj, po tej rozmowie, podczas której niesamowicie mnie zdenerwował, postanowiłam dać mu ultimatum: albo do połowy lipca znajdzie sobie porządną pracę na umowę, albo koniec z nami. Nie wiem tylko, czy to ma sens, w końcu on powinien chcieć się ogarnąć dla siebie, a nie dlatego, że grożę mu rozstaniem...
Podobne tematy
Myślę, że to bardzo dobre rozwiązanie. Inaczej tego nie załatwisz, żadne prośby nie pomogą a taka groźba dużo da jeżeli chłopakowi zależy na tym związku.
Wiem co czujesz. Taka niestabilność w życiu może wykończyć psychicznie. Sądząc po Twojej wypowiedzi jesteś człowiekiem który potrafi zadbać o swoją przyszłość. Niestety Twój chłopak zmierza w inną stronę. Jest Ci ciężko, ale gdy on nie zmieni swoich przyzwyczajen i nastawienia to lepiej będzię Ci żyć samej. Pomyśl czy utrzymywanie faceta jest dla Cb dogodne. Mysle ze zadna z nas tego nie chcialaby. Jak na razie wszystko wskazuje na to że tak się stanie.
Chodzicie ze sobą rok z czego pół roku był "burzliwy". Jak możesz mówić, że "nie poznajesz tego człowieka" skoro, tak naprawdę go nie znasz. Kilka miesięcy motylków, a potem zderzenie z rzeczywistością, to nie jest "znanie" człowieka.
Co masz zrobić? Nie być jego matką, nie podejmować za niego decyzji, nie uczyć go, nie moralizować i nie tłumaczyć. To dorosły człowiek. Nie odpowiada Ci jego zachowanie i styl życia, ok. W takim razie weź go na rozmowę, powiedz to, co tu napisałaś, że potrzebujesz odpowiedzialnego faceta, na którym możesz polegać zwłaszcza teraz kiedy masz trudny okres. Oczekujesz od niego odpowiedzialności, ale dodaj, że go do niej nie zmuszasz, jego wybór. Powiedz mu jakie masz priorytety i czego oczekujesz. Ale decyzję pozostaw jemu, czyli nie zmuszaj go do niczego. Bądź gotowa na rozstanie, bo najprawdopodobniej takie nastąpi.
Pamiętaj, nikt się nie zmieni dla kogoś jeśli tego sam nie chce. Wyjaśnij z nim tę sytuację i tyle.
Przeczytałam Twój post sprzed kilku miesięcy. Muszę przyznać, że już wtedy powinna Ci się zapalić wielka, czerwona lampka. Co najmniej dziwne, że facetowi wystarczały spotkania z Tobą 2 razy w miesiącu.
Widać, że jeszcze zabawy mu w głowie, a do prawdziwego związku nie dorósł. Ja bym podziękowała takiego osobnikowi. Jaką masz gwarancję, że KIEDYŚ się zmieni? Z resztą, nawet jakby tak się stało... masz czas i ochotę czekać na to x lat? Z czasem będziesz chciała większej stabilizacji życiowej, ślubu, dzieci. Czy taki człowiek jest odpowiednim kandydatem na ojca?
Ja wiem, że łatwo się pisze, gdy nie znajduje się w danej sytuacji. O wiele trudniej jest podjąć jakąś decyzję, jeśli wchodzą w grę uczucia. Uważam jednak, że lepiej czasami podjąć pewne kroki niż później żałować, że zmarnowało się kawał życia z niewłaściwą osobą. Jesteś młoda, to właśnie w tym wieku (a nawet późniejszym) ludzie bardzo często dopiero poznają swoje drugie połówki.
Nikt Co nie powie, co masz zrobić. To jest Twoje życie, to Ty masz być szczęśliwa.
W każdym razie... Powodzenia ![]()
Dziękuję Wam za odpowiedzi, za utwierdzenie mnie w przekonaniu, że moje oczekiwania co do związku nie są wzięte z kosmosu (on często powtarza: nie rób z siebie na siłę takiej dorosłej i odpowiedzialnej). W szczególności dziękuję Tobie Teo, przyznam szczerze, że liczyłam na Twoją wypowiedź, z moich biernych obserwacji forum stwierdzam, że mądra z Ciebie kobieta ![]()