Witam, postanowiłam napisać o swoim problemie, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mieszkam z siostrą i rodzicami na wsi. Od kiedy pamiętam, mój ojciec pił i robił straszne awantury... Kilka razy zdarzyło się, że chciał użyć siły fizycznej na mamie, ale chodzi o kulach dlatego mama ma pewną przewagę.
Te awantury dało się jeszcze przeżyć, ale od ostatniego roku to zrobiło się już całkiem chore. Cały dzień chodzi i potrafi drzeć się o wszystko, mama nie ma z nim chwili spokoju lub zgody. Najgorzej jest w nocy, nie daje jej spać, chodzi w kółko po domu i wyzywa ją od najgorszych. Potrafi wypominać jej coś, co zdarzyło się 30 lat temu.. Wyzywa też Ś.P dziadka (który był dobrym człowiekiem), ale jego też psychicznie wykańczał aż dziadek umarł. Wiele razy z siostrą próbowaliśmy mu tłumaczyć, że ma dać spokój mamie, a także babci, która od kilku miesięcy nie rusza się z łóżka.. Mama śpi u niej w pokoju, żeby w razie czego jej w czymś pomóc itp. Ojciec potrafi siedzieć w kuchni do późnej nocy i drzeć się sam do siebie. Żadne tłumaczenia i rozmowy nic nie dają, on ma nas za najgorszych i cały czas on jest pokrzywdzony choć nikt mu nic nie robi. On jest po prostu chory psychicznie.. Potrafi siedzieć do 2 w nocy i nie pozwala spać mamie i babci (a także mi, chociaż mam dalej pokój) albo przyjść o 3/4 nad ranem i wejść do babci pokoju i ją wyzywać, mama nie może spać po nocach, a już nie wspominam o chorej babci...
Chociaż mnie bezpośrednio nie obraża, ani nie wchodzi do mojego pokoju, to bardzo boli mnie to, że moja mama cierpi i ma takie beznadziejne życie przez tego chama.. Na niego nie da się słuchać, często nawet wymyśla niestworzone historie lub przeinacza fakty. Mama nawet się do niego nie odzywa, a on cały czas się wydziera.. Podziwiam moją mamę za cierpliwość i to, że jeszcze jakoś się trzyma, bo ja już nie mogę tego znieść, a przecież nie do mnie kierowane są te różne obelgi, wyzwiska itp. Wszyscy w domu mamy przez niego poszarpane nerwy i depresje... Przecież w takim domu nie da się normalnie funkcjonować.
Kilka razy chciałam wezwać policję, ale co im powiem? Że ojciec wciąż wszczyna awantury i wykańcza nas psychicznie? Nawet jeśli by go zatrzymali, to na pewno nie na długo, a gdyby on wrócił do domu, to dopiero dałby nam popalić..
W psychiatryku też nie da się go zamknąć, bo jak udokumentujemy to, że jest chory? (dodam, że dla obcych i innych ludzi jest bardzo miły itp.)
Nie widzę tu wyjścia. Dopóki on żyje, to my nigdy nie będziemy mieć normalnego życia...
Proszę o jakieś rady, bo nie wiem co już robić.