Cześć wszystkim. Długo się zastanawiałam nad tym, czy komuś opisać swój problem, ale długo już się z nim męczę...
Otóż. Kiedy miałam 16 lat poznałam swojego pierwszego chłopaka, on także miał 16 lat. Byłam wtedy w lekkiej depresji, szukałam sobie kogoś bliskiego. Nie miałam łatwego dzieciństwa, bardzo się zawiodłam na przyjaciołach, chłopak z którym długo utrzymywałam kontakt i wiązałam z nim swoją przyszłość wyznał mi, że jest gejem i zerwał ze mną znajomość... Totalnie się załamałam, bo miałam tylko jego. Ogólnie bardzo szybko przywiązywałam się do ludzi, co dawało mi nieźle w kość. Po jakimś czasie dość silnej depresji poznałam w internecie chłopaka z miasta obok, miał dość osobliwy charakter, ale imponował mi swoją inteligencją. Po miesiącu pisania wymusiłam na nim spotkanie, ponieważ nie chciałam już się wdawać w internetowe znajomości. Spotkaliśmy się, było dość dziwnie, nie umiałam normalnie porozmawiać, ale wydawał się być fajnym chłopakiem. Potem doszło do kolejnych spotkań, aż w końcu zapytałam go czy mnie kocha i czy będziemy razem. Dość szybko się to potoczyło, ale bardzo chciałam mieć kogoś dla mnie bardzo bliskiego. Na początku związku było w miarę normalnie, wychodziliśmy na spacery, do galerii, ale najczęściej siedzieliśmy u niego w domu. Z czasem zaczęłam go jeszcze bardziej poznawać i zastanawiać się czy to jest ten jedyny. Pewnego razu spotkała mnie z nim dziwna sytuacja. Moi rodzice postanowili pojechać na zakupy i zabrać mnie ze sobą, kiedy jechałam samochodem napisałam mu smsa, że właśnie jadę do galerii z rodzicami, gdy on do mnie zadzwonił i zaczął mieć o to pretensje: że jak mogę bez jego zgody jechać gdziekolwiek?... Wydawało mi się to dziwne, ale pomyślałam, że każdemu się zdarza. Z czasem jego kontrola zaczęła mnie całkowicie obejmować. Nie mogłam spotykać się ze swoimi znajomymi, bo powinnam spędzać czas tylko z nim. Byłam w nim bardzo zakochana, więc mu na to przyzwoliłam. Moje życie towarzyskie przestało istnieć. Kiedy znajomi wypytywali mnie dlaczego tak się od nich oddaliłam to nie wiedziałam co powiedzieć... Więc straciłam z nimi wszelkie kontakty. Nie będę wspominać o rodzicach, bo oni się mną nie interesowali nigdy.
Po jakimś czasie związku dowiedziałam się, że mój chłopak miał kiedyś problemy z otyłością, ale regularnie ćwiczył, więc jego sylwetka była w sam raz jak na chłopaka. Wiadomo, sypialiśmy ze sobą. Nie narzekałam. Jednakże po niecałym roku związku przestał ćwiczyć i większość czasu spędzał przed komputerem, albo przed telewizorem. Jego waga zaczęła rosnąć, naprawdę sporo. Stał się po prostu otyły, ale dalej go kochałam tak samo. Niestety nasze życie łóżkowe totalnie umarło, przestał mnie całować, dotykać. Zaczęłam się czuć w tym związku jak brat z siostrą. Na początku postanowiłam się z tym pogodzić, ale z czasem rosła we mnie złość i irytacja. Wiele razy z nim rozmawiałam, próbowałam go wpierać, proponowałam wspólne treningi, diety, ale jak grochem o ścianę. Uważał się za najmądrzejszego. Przestaliśmy ze sobą gdziekolwiek wychodzić, cały czas siedzieliśmy u niego w domu. W międzyczasie dochodziło do rękoczynów. Podczas kłótni potrafił mnie uderzyć, rzucić na łóżko i obijać pięścią. Od dawna miał ataki agresji, strasznie szybko się denerwował nawet z błahych powodów. Wiele razy płakałam, czułam się totalnie bezsilna, ale nie potrafiłam z nim zerwać prawie po czterech latach związku. Muszę przyznać, że przy nim czułam się staro. Jakbyśmy byli już parą emerytów siedzących w domu, zero czułości, czegokolwiek. Jedyne czego byłam pewna to to, że on mnie kocha, ale na swój inny, dziwny sposób. Miałam tylko jego. Nie chcę tutaj go tylko obrzucać błotem. Były też lepsze chwile, ale zdecydowanie stwierdziłam, że to nie jest człowiek z którym mogłabym mieć dzieci i spędzić życie. Ja z natury jestem bardzo pozytywna i energiczna, a w tym związku czułam się jak w klatce. Nawet do pracy nie mogłam iść. Kontrolował to co robię w sieci, w telefonie itp. Co ciekawe on także imał się pracy. Mieszkał z mamą, bo jego tata odszedł - popełnił samobójstwo po długoletniej depresji, kiedyś dużo pił, znęcał się nad żoną, miał jakieś paranoje, że śledzi go cbś ,stracił prawo jazdy i tym samym pracę, zamknął się w pokoju i przez lata oglądał w nim telewizje. Myślę, że może mój były po ojcu mógł odziedziczyć chorobę psychiczną, bo słyszalam, że to możliwe. Sam mi się przyznał, że w dzieciństwie miał nerwicę. Więc wracając do tematu pracy - nie chciał do żadnej pójść, często robił matce awantury, aż w końcu postanowiłam go przymusić,żeby może wyjechał do swojego brata do Anglii, skoro nie chce pracy w PL. Stwiedziliśmy, że dojadę do niego po jakimś czasie. Wyjazd oczywiscie przedłużał, nawet o pół roku, ale w końcu pojechał. Kiedy nie było go w PL miałam troszkę wolności. Próbowałam nawiązać jakieś stare kontakty ze znajomymi, ale niestety w większości przypadków to już nie miało sensu. Minęło zbyt wiele czasu, dużo się pozmieniało. Zauważyłam, że mam ogromny problem ze zwyczajnymi rozmowami z ludźmi, nie byłam taka pozytywna jak kiedyś. Do czasu kiedy poznałam nowego kolegę, zaczęłam się bardziej otwierać. Potem poznałam jego znajomych, itp. Po jakimś czasie dostałam zaproszenie na taką wakacyjną wycieczkę ze znajomymi. Długo się wahałam, stwierdziłam, że mój chłopak by mnie zabił, ale pomyślała, że przez te kilka lat tak naprawdę nie miałam kontaktu z innymi, ani nigdzie nie jeździłam. Zgodziłam się i ta wycieczka była przełomem w moim życiu. Poznałam ludzi, którzy są tacy jak ja kiedyś byłam. Sympatyczni, z poczuciem humoru, otwarci, lekko szaleni.... Pomyślałam, że mają takie normalne życie, takie jakie powinni mieć młodzi ludzie. To nie było tak,że pojechaliśmy i cały czas imprezowaliśmy i piliśmy, było odwrotnie. Robiliśmy wiele fajnych rzeczy, paintball, wycieczki, ogniska, itp. Zaprzyjaźniłam się z nimi bardzo i poznałam kogoś wyjątkowego. Serce mi przy nim mocno biło, poczułam się strasznie dziwnie. To był chyba najtrudniejszy moment w moim życiu. On także od razu coś do mnie poczuł, ale traktowałam go jak przyjaciela, bo byłam w związku. Nie wyobrażałam sobie zdradzić. Po tym wyjeździe zaczęłam z nim intensywniej pisać, on mieszka w innym województwie. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, to człowiek, który pomógł mi odzyskać wiarę w siebie, dał mi dużo pozytywnej energii. Mój były często mi mówił, że gdyby nie on to nie miałabym nikogo. Postanowiliśmy się spotkać po paru miesiącach, i zakochaliśmy się w sobie... Nie sądziłam, że będe w stanie pokochać kogoś innego, ale stało się. Pewnego razu podczas rozmowy telefonicznej z moim byłym popłakałam się i powiedziałam, że nie będę w stanie do niego przyjechać, że chcę zostać w PL i pójśc tutaj do szkoły. On to zrozumiał, myślę, że poczuł ulgę, bo chciał wrócić do domu, żeby już tam nie pracować. Wyznalam mu także, że z nim zrywam, bo chciałam to zrobić wiele razy, że i tak to już dawno umarło. Przyjął to dziwnie spokojnie. Przyjechał do PL i stwierdziliśmy, że będziemy się przyjaźnić. W tym czasie chłopak w którym się zakochałam zapytał mnie czy będziemy razem, skoro zakończyłam związek z byłym. Zgodziłam się od razu. Moje życie diametralnie sie zmieniło, planujemy razem zamieszkać za dwa lata, jestem szczęśliwa, mimo, że widujemy się tylko raz w miesiącu. Ten związek jest taki jak powinien wyglądać normalny związek dwojga młodych ludzi. Niebawem będzie rok jak jesteśmy razem. Jedyne co mnie trapi to to, że nie mogę zakończyc relacji z moim byłym. Na poczatku miałam spokój, on nic nie wie o tym, że jestem w związku z innym, bo wiem, że mógłby źle zareagować. Boję się, że mógłby cos sobie zrobić... bo po jakimś pół roku zaczął mi tym grozić. Wiem jak wyglądają jego ataki agresji. Nie mogę od tak zerwać z nim kontaktu, bo jest mi go żal. On dalej nie pracuje, utrzymuje go matka, boję się, że skończy jak swój ojciec. Cały czas się obwiniam, choć mój chlopak mówi, że nie powinnam. Nie wiem co zrobić...
Podobne tematy
Nie powinnaś się nim tam przejmować.. zaoferowałaś mu pomoc, wyciągnęłaś w jego stronę pomocną dłoń on ją odrzucił ..
Jeżeli on sam nie postanowi coś z sobą zrobić to nic nie zmienisz, i nie poradzisz temu.. Przestał dbać o ten związek, a gdy tylko jedna osoba się stara to wiadomo że nie będzie to szczęśliwe partnerstwo..
Do tego co to "ataki agresji " ? No hallo.. jeśli się kogoś kocha to się go nie "bije" tak jak napisałaś w swoim poście.. To był toksyczny związek i bardzo dobrze że z niego zrezygnowałaś.. Jak tak można.. Gdyby mój facet podniósłby na mnie rękę i mnie uderzył .. to nie dała bym już mu drugiej szansy.. tak się po prostu nie robi.. Sam w bagno wchodzi więc dobrze że nie pozwoliłaś się w nie wciągnąć ..
Teraz jesteś szczęśliwa, i tak ma być.. musisz czuć radość z życia a nie jak to nazwałaś z klatki ..
Rozmawiać z byłym oczywiście możesz ale nie rób tego zbyt często .. Po prostu traktuj go po koleżeńsku..
Nie wiem ile minęło czasu od waszego rozstania .. jeśli nie zbyt długo to na Twoim miejscu jeszcze bym go nie informowała o Twoim nowym związku .. i nie dla tego że jest Twoim byłym (bo co mu do Twojego życia) tylko dla spokojnego ducha. Jeśli trochę się "uspokoi" wtedy podczas jakiejś rozmowy możesz mu o tym powiedzieć.. ale nie robiła bym to zbyt szybko..
Teraz ciesz się tym co masz i zacznij żyć na nowo.. Bo "młodość" ma się tylko jedną a niestety ale szybko może nam przelecieć..
Pozdrawiam
Praktycznie typowy scenariusz toksyka: Ty, spragniona miłości, poznajesz "inteligentnego" faceta. Ten cię osacza coraz bardziej, izoluje od znajomych (z tego co piszesz, z rodziną kontaktu i tak dobrego nie masz), bo przecież on Ci wystarczy, aż w końcu zostajesz sama, ewentualnie z jego znajomymi, którzy po zakończeniu związku i tak jego z Tobą nie zdradzą. Następnie, po wielu psychicznych testach, nadchodzi czas na rękoczyny. Nie zrywasz z nim, bo to przecież nie on, to genetyczna choroba psychiczna, to przez tę chorobę jest taki lub przez przeżycia z dzieciństwa. Pierdołowate usprawiedliwienia i bullshit.
"Nie chcę tutaj go tylko obrzucać błotem. Były też lepsze chwile" - ależ oczywiście, że były, zawsze są. Ale to też żadne usprawiedliwienie dla tych bardzo złych, które przychodzą po nich.
Nie dziwię się, że po latach życia z emocjonalnym przemocowcem, leniem i damskim bokserem zachwyciłaś się... tak naprawdę zwyczajnymi, NORMALNYMI relacjami międzyludzkimi. Chwała Twojemu "nowemu" chłopakowi, że wyciągnął Cię z tego bagna. I chwała Tobie, że przyjęłaś jego pomocną dłoń zamiast tkwić dalej w szambie.
A z panem psycholem proponuję ZERWAĆ WSZELKIE KONTAKTY. Nie jesteś mu nic dłużna, Wasz związek to przeszłość, nie macie żadnych wspólnych spraw. Spokojnie, na 99% nie zabije się, to kolejna gierka, by Ci namotać w głowie. Skup się na swoim nowym życiu zamiast na pajęczaku, który nadal widzi w Tobie muchę dającą się łapać na jego wątłą pajęczynkę ![]()