Witam. Jestem na takiej stronie pierwszy raz i chciałam się przedstawić. Jestem Andzia i pochodzę z małego miasteczka. Dwa lata temu straciłam ukochanego ojca i do dziś nie mogę się pozbierać. Tata chorował na rak jelita grubego i niestety po dwóch latach przegrał, a właściwie to przegraliśmy wszyscy. Nie mogę pogodzić się z takim losem. Obwiniam się o to, że nie zrobiłam wszystkiego co w ludzkiej i nieludzkiej mocy, by był ze mną. Tęsknię za nim strasznie. Posypałam się i nie mogę się pozbierać. Wiem,że trwa to już bardzo długo i dlatego próbuję znaleźć pomoc u Was. Może ktoś chciałby nawiązać ze mną kontakt i porozmawiać, wymienić się własnymi strachami i lękami. Liczę na pomoc i pozdrawiam.
Podobne tematy
To normalne że cierpisz.. Nie me reguły jak długo trzeba czekać aż bul po stracie ukochanej osoby przejdzie. Nieważne czy to mama, tata, wujek czy babcia.. Ważne że się kochało ..
W tym roku również odszedł z mojej rodziny dziadek, niesamowicie mi bliski .. a najgorsze było to że stało się to nagle.. od tak po prostu, dostałam telefon w nocy że z dziadkiem coś się dzieje.. niestety nie zdążyłam przyjechać.. nie chorował tak jak Twój tata, był silny i twardy a jednak.
Do tej pory boli.. ALE jedni przychodzą drudzy odchodzą.. Takie jest życie .. nie sądzisz że dużo gorzej by było gdyby to Twój tata musiał chować Ciebie? Jego zdecydowanie bardziej by go to zabolało, bo najgorsze jest dla rodziców to że przychodzą na pogrzeb własnego dziecka.
Osobiście jestem osobą wierzącą.. i wierze że kiedyś się z nim spotkam.. Tak jak z tymi którzy jeszcze odejdą.. Ale póki co ja się tam tak szybko nie wybieram..
bynajmniej nie mam zamiaru (bo nigdy się nie wie co będzie następnego dnia)
Ja nauczyłam się żyć chwilą.. Bo jesteś a zaraz Cie nie ma , więc ŻYJ póki możesz..
Na Twoim miejscu może wybrała bym się na jakąś terapie ? Czasem takie rzeczy pomagają..
Życie masz jedno więc ciesz się nim i korzystaj jak najbardziej, żeby na koniec niczego nie żałować..
Pozdrawiam serdecznie
Andziu, jak widać miałaś wspaniałego ojca, skoro teraz tak bardzo Ci go brakuje. Ze śmiercią się nie wygra i na pewno niczego nie zaniedbałaś. Zamiast się smucić pomyśl o dobrych chwilach z nim spędzonych, o tym co dał Ci jako ojciec, czego Cię nauczył. Jeśli dzięki temu kiedyś będziesz szczęśliwa, to na pewno będzie to zgodne z jego wolą. Pozdrawiam Cię serdecznie!
4 2014-06-06 12:38:19 Ostatnio edytowany przez papryczkajalapeno (2014-06-06 12:39:56)
jestem w takiej samej sytuacji jak Ty, dla mnie pocieszanie w stylu "trzeba cieszyć się chwilami, które były" zupełnie nie ma sensu. chwile były, ale dlaczego ktoś musi umierać w młodym wieku, czy to był mój tata czy Twój, czy zupełnie ktoś inny. często przez głupotę innych lub przez błąd lekarza, tak jak mój tata. nowych chwil już nie ma, chociaż mogliśmy jeszcze długie lata spędzić razem. ktoś powie, bo tak jest, bo każdy umiera. owszem, ale nasi ojcowie nie zmarli ze starości w wieku 100 lat, tylko nagle, dużo, DUŻO za wcześnie. my możemy się cieszyć słońcem, przyrodą, chociażby głupim pysznym jedzeniem nadal, a te zmarłe osoby nie mają juz nic, NIC. nie potrafię zaakceptować też pocieszenia "bo oni mają teraz lepiej", dla mnie to jest absurd. owszem w życie duszy chciałabym wierzyć, i jeśli nawet ten świat jakiejś świadomości pośmiertnej istnieje, to dlaczego naszym bliskim miałoby być tam dobrze??? oni są z dala od nas, nie komunikujemy się na co dzień, są tak samo jak my samotni, odeszli chociaż najbardziej pragnęli tego, żeby zostać tu z nami, żeby żyć. albo wytłumaczenie "bo tak miało być", mam ochotę krzyczeć "g..... prawda", nie, nie tak nie miało być, tak samo jak 6 milionów żydów nie miało być zagazowanych w czasie holocaustu - dlaczego ich bliskiem, którzy przeżyli, często jako jedyni z rodziny, nikt nie mówi, że moga się przecież cieszyć chwilami, które były. mam znajomego, którego rodzice i siostra zginęli podczas holocaustu. tak, to bardzo wesoły pan, ale nigdy nie gada głupot w stylu, że jego życie na nowo było piękne, bo wyszedł z depresji i się pogodził. nie, nie pogodził się i realnie mówi o swojej stracie, bólu, który towarzyszy mu do teraz, a ma już prawie 80 lat. ja tego nie piszę, dlatego że mam depresję, albo jestem z tych osób które nigdzie nie wychodza zamknięte w czterech ścianach. wręcz przeciwnie, potrafię żyć, potrafię iść do przodu. ale jakiś taki niezrozumiały entuzjazm, który otacza osoby, które niby sobie z żałobą poradziły, po prostu mnie denerwuje. nie, nie można nad śmiercią bliskiej osoby przejśc do "porządku dziennego", od nowa cieszyć się życiem. abstrakcja albo wmawianie sobie. ja każdego ranka tak jak ty budzę się z bólem w klatce piersiowej i często zawieszam się, wracam myślami do taty tysiąc razy dziennie. i co to znaczy - to przejdzie? przejść może coś, kiedy wraca się do normalności, dla nas ta normalnosc nie wróci.
czytam sporo blogów zagranicznych pań, które zostały wdowami i jedna ujęłA idealnie, czym jest dla niej żałoba po śmierci męża 6 lat temu [ona została z 4 chłopcami], napisała, że z każdym rokiem radzą sobie coraz lepiej, że chłopcy jej pięknie rosną i podsumowała to tak "z każdym rokiem i jest coraz łatwiej i jednocześnie coraz trudniej radzić sobie z tą tragedią", dla mnie jest to idealne stwierdzenie, D O K Ł A D N I E tak się czuję.
Andziak nigdy nie pogodzimy się z utratą bliskiej Osoby , ale musimy nauczyć się z tym źyć . Pracujesz , uczysz się ? Napisz coś więcej o Sobie jak chcesz .
Dziękuję wszystkim za słowa otuchy. Tajemnicza Lady nasz całkowitą rację, nie da się wszystkiego zamknąć stwierdzeniem, że tak miało być. Ja zawsze myślę, że mogło być inaczej tzn. lepiej i jestem wściekła na świat i na Boga, że zabrał mi ojca. Nie pogodziłam się z tym i nie pogodzę do końca. Ściska mnie w dołu jak widzę szczęśliwą - bo pełną rodzinę. Może kiedyś się to zmieni. Zobaczymy. Pozdrawiam wszystkich.
8 2014-07-03 20:21:34 Ostatnio edytowany przez Weraszka (2014-07-03 20:26:05)
Cześć Andziak!
Doskonale Cię rozumiem. 6 kwietnia odszedł mój ukochany tata. Nagle źle się poczuł na początku lutego. Nic nie wskazywało raka jelita, jak u Twojego taty. Mój Papcio zgasł tak szybko, że nie zdążyłam się z nim pożegnać. Choć byłam przy nim codziennie, nawet przez myśl nie przeszło mi, że to już pora myśleć o rozłące. Ciągle wierzyłam, że jeszcze damy radę, miał przecież tylko 60 lat! Tyle życia w nim było, zawsze gdzieś gnał, miał mnóstwo przyjaciół! Mieliśmy tyle planów!
A teraz jakby ktoś wyłączył mój świat. Żyję jak w letargu, praca, dom, praca, dom. Tracę sens. Gdzieś mi wszystko ucieka...
Bardzo ci współczuję. Czas moja droga. Czas. Każdy inaczej przeżywa takie tragedie bo po prostu się różnimy. Spróbuj odrzucić tylko te negatywne emocje. Napiszę coś trywialnego ale: czy chciałabyś aby Twój tato tak długo obserwował twoją złość, cierpienie które być może demolują ci życie i twojemu otoczeniu ? Wątpię.