Witam wszystkich,
Dopiero wczoraj wpadłam przypadkowo na termin psychofag, KKZB, DDA itp. I to nie jest tak, że dopiero zauważyłam, że w moim związku jest coś nie tak, bo to wiedziałam od dawna, ale uswiadomiło mi to, ze to nie do końca ze mną jest coś nie tak, że to nie ja wymyślam problem, że takie "rzeczy" dzieją się nie tylko mi i do tego maja swoją nazwę. Zdarzały sie bowiem momenty, że myślałam ze może to ja "za duzo wymagam od życia" jak to mawia mój mąż.
Chciałabym opisac z grubsza moją historię. Wychowałam się w rodzinie gdzie panował problem z alkoholem i sama czułam że łaknę miłości. Miałam normalne związki wcześniej, ale był juz jeden toksyczny, który zakończył się zdradą mojego eks. Typowe prześladowanie psychiczne, odgradzanie od rodziny, przyjaciół, znajomych, zakazy jeśli chodzi o wychodzenie, ubieranie, odwieczna kontrola i ciągłe oszustwa z jego strony, aż do momentu gdy odkryłam zdradę (mimo, że już wcześniej uswiadamiano mi jak on potrafi mnie oszukiwać, ja wierzyłam mu). Po tym wydarzeniu cały świat mi się załamał, wiedziałam, że musze wyjecha żeby zapomniec i nie miec z nim kontaktu. Wyjechałam za granice do pracy, z dnia na dzień rzuciłam studia, pracę i sie spakowałam. Bardzo długo czułam odraze do męzczyzn. I tak sie stało, że na wyjezdzie poznałam mojego obecnego męża, który potrafił mnie omamic (w tej chwili wiem jaka łatwą zdobycza byłam dla niego). Był czarujący, prawił komplementy, obsypywał obietnicami, opowiadał o sobie, jaki to on wspaniały, o swoich przezyciach, że jak on to tez w zyciu miał zle itp. Ja oczywiscie jak taka głupia rybka, dałam się złapac na haczyk. I choc zauważyłam u niego to, że kłamie w bardzo wielu przypadkach (tłumaczyłam go, że chciał pewnie mi zainponować) i że ma wybuchy agresji, to jakoś potrafił tak zamydlic mi oczy i tak czarująco obiecać poprawe, że wierzyłam w kazde słowo. Wróciliśmy do Polski i postanowiłam, że będę go bacznie obserwowac. Niestet w miedzy czasie zaszłam w ciąże i postanowilismy z rozsadku dla dziecka wziasc slub, troche pod presja rodziców. Oczywiscie on cieszył sie, tylko ja miałam tą wielką niepewność. No i zaczęło sie jego kombinowanie w pracy, przekrety finansowe, notoryczne okłamywanie mnie i wszystkich dookoła, nie wywiazywanie sie z obowiazków domowych (w sumie to nic nigdy nie robił w domu), sporadyczne gry hazardowe, wyjezdzanie na wakacyjna prace nad morze, a ja co chwile odkrywałam a to nowe wezwania do zapłaty (w momencie kiedy zadawałam pytanie badz prosbe o wytłumaczenie, pojawiał sie wybuch agresji). Całymi dniami obecnie jest w pracy, łącznie z weekendami, tłumaczy ze przez to że ma własny biznes, że tak to jest, że robi to dla rodziny, żeby miała pieniądze, a ja już nie raz tłumaczyłam, że nie tak wyglada rodzina, że chce go miec dla siebie i dziecka, oczywiscie obiecał poprawe ale po kilku dniach powrót do normy. Prynosi oczywiscie grosze do domu, ja musze sie prosic o kase, żeby cokolwiek dostać na opłaty. Ustalilismy ze do 10-tego ma dać 1500 zł na mieszkanie i życie, ale oczywiście nigdy nie dotrzymuje terminu, głupio tłumaczy, albo wybucha agresją. często wypłata ta jest uzywana jako szantaż w stosunku do mnie.
I żeby nie było, że mi tylko o kasę chodzi, bo to juz też nie raz słyszałam od męża. Ja pracuję od zawsze i przynoszę do domu 2000zł i tylko ja zajmuję sie dzieckiem, zaprowadzam, odbieram z przedszkola, gdy jest chore ja siedze, wszelkie obowiazki domowe i opłaty za mieszkanie tylko ja. Czasem czuje sie jak samotna matka. Wakacje tez spedzam sama, bo maz nigdy czasu nie ma. Wynajmujemy mieszkanie za 1800zł, do tego jego długi 500zł, przedszkole dziecka + zajecia dodatkowe 400zł. Wychodzi dość spora kwota samych opłat miesiecznie, co nie pozwala mi go wyrzucic domu, bo wiem, że zrobi by mnie zniszczyc po rozstaniu (słyszałam to wielokrotnie). Nie mam gdzie isc z dzieckiem. Sama tez nie wynajmę, bo jak z dzieckiem na wynajmie i jedna pensja mozna sobie w tym kraju poradzic. Wiem, że na dziecko nic od niego nie otrzymam, długi ja tez bede spłacac, bo on tego nie zrobi. To mnie przeraża jako matkę, że nie dam rady i podam sie i bede musiała wrócić do niego, albo oddać dziecko. Oczywiście maz nie widzi problemu. To ja wszystko wymyslam i wszystkiego sie czepiam. Doprowadza mnie do takiego stanu, ze ja sie go boję, boje sie odezwac, zapytac.
W tej plataninie kłamst sama juz sie gubie, bo on tak potrafi przedstawic fikcje, ze kazdy mu wierzy jaki to on wspaniały. Poddałam sie juz w walce o ten zwiazek, tyle razy ile czułam rozczarowanie i kiedy kolejny raz czułam rozczarowanie, że znów jest tak samo, kiedy kolejny raz byłam okłamana, kiedy kolejny raz zostawałam sama z dzieckiem, kiedy kolejny raz wybuchał agresja wobec mnie i dziecka. Obietnice nigdy nie miały pokrycia, a ja zawsze wierzyłam, że on nas kocha i ze wkrótce bedzie lepiej. I tak minęło 5 lat i jest coraz gorzej. Ja czuje sie strzepkiem czlowieka, który stawał cały czas w kazdej chwili na głowie, by ratować tą rodzine. Wybaczałam, wierzyłam... i tak w kółko. Aż po którymś razie załamałam ręce i wiedziałam, że to nie ma przyszłości, nie mam nadzieji, wszystko legło w gruzach, przestałam wierzyć, a nawet sie starac by było ok, wszystko stało sie obojętne. Jedyne co utrzymywało mnie przy życiu to dziecko, to dla niego normalnie funkcjonuje, chodze do pracy i staram sie usmiechac, by dziecko tego nie odczuło. Cały czas zadaje sobie pytanie jak odejsc, jak mu to powiedziec. Boje sie go, boje sie co moze zrobic. Nie wyobrazam sobie isc do niego i powiedziec słuchaj wyprowadz sie albo my sie wyprowadzamy bo jestes psychofagiem. Przeciez znów powie ze to moje fanaberie. Jak to Wy zrobiłyscie? Kurcze nie mogę znależć w sobie tyle sił. Będę wdzięczna za wsparcie. I jeszcze jedno pytanie, czy któraś z Was po podobnych przejsciach mogłabyc szczesliwa? znależć kogos, kto nie jest psychofagiem? czy powinnam isc do psychologa? moze podswiadomie przyciagam takie osobniki? Z góry dziękuję za każdą radę. Może to troche pokrecony opis ale ciezko opisac wszystkie zdarzenia w jednej wypowiedzi. I żeby to było czytelne. W razie pytań dajcie znac.
Pozdrawiam