Dzisiaj stała się okropna tragedia.
Mąż pojechał po nowy zamek do drzwi, a ja poszłam do mamy po córkę. W związku z tym, że stary zamek się zepsuł zatrzasnęłam drzwi bez wkładki, klamki itp. Wyszłam dosłownie na 7 minut, zamykając drzwi antywłamaniowe od wspólnego 'przedpokoju'.
Dzieci sąsiadki ze wspólnego 'przedpokoju' korzystając z okazji, że ja wyszłam z domu otworzyły drzwi do mojego mieszkania. Wtedy mój pies uciekł, potrąciło go auto i nie przeżył drogi do weterynarza...
Nie było mnie przy tym. Kierowca nie zatrzymał się i najzwyczajniej w świecie uciekł.
Sąsiadka zadzwoniła na policję i jedyne co usłyszała to to, że kierowcy, który trącił psa (w rzeczywistości go zabił) nie grozi nic.
Nie ma on obowiązku zatrzymać się. Może spokojnie jechać dalej bez konsekwencji.
A mi jako właścicielowi, który 'puścił psa samopas' należy się mandat.
Co o tym myślicie? Czy można bezkarnie skrzywdzić zwierzę i nie ponieść żadnych konsekwencji?
Każdy kto to usłyszał był w szoku. Słusznie?
Ps. Uprzedzę, że pies był w domu i jak z niego wychodziłam jedna para drzwi była zatrzaśnięta, a druga zamknięta.
To te okropne dzieci wypuściły psa na dwór, więc nie ma mowy o 'samopasie'...