Zdecydowałam się napisać ponieważ nie potrafię dojść ze sobą do ładu...Mam 7 letnią córkę, z jej ojcem rozstałam się ( byliśmy bardzo młodzi ) - wspólne życie nas przerosło. Od ponad roku jestem z kimś. Niby wszystko jest w porządku, ale...
Nie potrafię się zaangażować. Nawet nie chodzi o tego konkretnego mężczyznę. Po prostu czuję, że chciałabym być sama. Raczej nie wchodzi u mnie w grę małżeństwo, kredyty itp...Nie chcę czuć się od nikogo zależna.
Nie chcę, być kiedyś zdradzana. Nie chcę być - "bo jestem". Mam problem z zaufaniem. Wydaje mi się, że wokół, proporcjonalnie do mojego "starzenia" będzie przybywać pokus i rozterek.
Stawiam na niezależność materialną. Powiedziałam sobie, że coś osiągnę i na razie się udaje.
Od swojego partnera na co dzień nie słyszę zbyt wielu miłych rzeczy...Nie krytykuje mnie, jest raczej zimny. Na początku naszego związku notorycznie oglądał pornosy. Nie robię z tego tragedii, ale zadra zostaje.
Nie robi żadnych planów np. dotyczących wspólnego życia. W związku to ja czuję się za wszystko odpowiedzialna. Za planowanie czasu, za zakupy, za kłótnie...Częściej coś jest moją winą niż zasługą.
Z drugiej strony jest dobry dla mojej córki, pomaga mi kiedy o to poproszę ( właśnie - kiedy poproszę ).
Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić i jakie znaleźć rozwiązanie...
Podobne tematy
Dodam jeszcze, że czuję się zaniedbana. Mój partner nigdy sam z siebie nie zrobił zakupów, nie zapytał czy mam na coś ochotę. Dużo jeździmy na rowerach, ale nasze wycieczki zawsze planuję ja. Podobnie wakacje. Kiedy sprzeciwię się czemuś co dzieje się w związku, to zazwyczaj kończy się to awanturą. Wychodzeniem, trzaskaniem drzwiami i znikaniem na kilka dni. Tłumaczenie: zawsze to samo, on nie lubi krzyku i awantur i nie będzie tego słuchał.
Z tego co piszesz to wygląda jakbyś miała dwójkę dzieci do wychowania. Osobiście uważam że rolę w związku powinny być podzielone, przyssał się i jest mu wygodnie. Ja się rozstałam jakiś miesiąc temu i powiem szczerze, czułam się źle po rozstaniu, na chwilę obecną cieszę się tą wolnością i dbam tylko o siebie, nie muszę wracać biegusiem z pracy by zrobić zakupy, ugotować, wyprać itd.(jak jeszcze mieszkaliśmy ze sobą to była norma). Fakt ex czasem wykazywał inicjatywę, ale też marnie z tym było. Podejrzewam że jak facet odwzajemniałby Twoje zaangażowanie to obowiązki nie były by udręką tylko przyjemnością.
"Gdy ludzie dobrze ze sobą żyją, naczynia same się zmywają.", ale to chyba rzadkość. ![]()
Hm, ale masz potrzebe byc sama (dla siebie, czujesz, ze teraz bedzie to dla Ciebie dobre, tego potrzebujesz) czy boisz sie byc w zwiazku ze wzgledu na problemy z zaufaniem?
kazdy facet to dziecko jak mu nie powiesz nie zrobi tego. Piszesz ze jak sie pokłocisz z nim znika i co wtedy czujesz tesknisz, brakuje ci dotyku głosu, Jego czy po prostu czujesz ulgę bo jestes zmeczona odpowiedz sobie na to pytanie? a wtedy znajdziesz rozwiazanie na pytanie
"Niby wszystko jest w porządku, ale..." może brakuje tego najważniejszego na M......, piszesz tak jakbys nie miała ochoty z nim dzielic swojego życia, piszesz ze jest dobry dla twojej córki ale czy widzisz ze ja pokochał? zapytaj siebie co chcesz? popatrz na niego i zobacz co czujesz do niego
córka bedzie szczesliwa jak ty bedzies