netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

nadzieja na powrót?

13 odpowiedzi2 099 wyświetleńzałożony przez melodiamgiełnocnych, 19.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nadzieja na powrót?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: nadzieja na powrót?

Dzień dobry!

Dwa lata temu trwałam przez ponad pół roku w związku na odległość.Historia prosta i smutna-wszystko było w porządku,dopóki chłopak nie zainteresował się inną dziewczyną.Zerwał znajomość,podając jakieś moim zdaniem irracjonalne powody (dopiero po moich naleganiach,żeby uszanował mnie chociaż na tyle,żeby powiedzieć prawdę,mnie o tym poinformował).Po tej sytuacji czułam się bardzo zraniona i mimo,iż na ogół nie stronię od ludzi i jestem bardzo otwarta na nowe kontaktyprzez cały rok,nie potrafiłam nawiązać żadnej relacji z mężczyzną.

Sytuacja zmieniła się,kiedy wyjechałam do Niemiec.Z licealnego dziewczątka stałam się silną,samodzielną kobietą.Przynajmniej tak mi się wydawało.;-)
Po dwóch miesiącach pobytu,poznałam przypadkiem Niemca z polskimi korzeniami.Straciłam przytomność,a on był w pobliżu i udzielił mi pomocy.Był bardzo troskliwy i taki,hmm...dobry.Po prostu dobry.Po odjeździe ambulansu,zobaczyłam,że na mnie czeka.Bardzo nam się miło rozmawiało (po polsku) i kiedy już chciałam iść do domu,poprosił o mój numer.Wkrótce zaczęliśmy się spotykać i tak to trwało.To był najszczęśliwszy okres w moim życiu.Rozumieliśmy się w mig,mieliśmy podobne zainteresowania (podróże,teatr,literatura),system wartości i spojrzenie na świat.Rozczulała mnie jego troskliwość.Wiadomości po pracy w stylu:,, Biedna,pewnie jeszcze w pracy jesteś.Uważaj na siebie w drodze powrotnej''. I pod względem fizycznym też był dla mnie najprzystojniejszym mężczyzną na świecie.;-)
Będąc razem,zatracaliśmy zupełnie poczucie czasu.Uwielbiałam jego żarty,śmiech,wszystko było naprawdę doskonałe.Zakochałam się i nic na to nie poradzę.Nie wiem czemu,jakimś magicznym sposobem zapomniałam o tych wszystkich ,,bad boysach'',których już spotkałam na drodze.Jakoś nie włączyłam lampki ostrzegawczej.Jakoś wymyśliłam sobie,że to będzie trwało wiecznie.

I wtedy,kiedy ja się zaangażowałam całą sobą,on...No właśnie nawet nie potrafię zdefiniować.Na początku nieco ograniczył nasz kontakt.Wszelkie ustalenia,co do następnego spotkania,spełzały na niczym.I tak minął miesiąc.Tłumaczył się brakiem czasu,ale wcześniej też byliśmy zajęci,a mimo to obydwoje JAKOŚ ten czas dla siebie umieliśmy wygospodarować.Po świętach wyjechał na dwa tyg. za granicę i po powrcie napisał do mnie wiadomość:,,Przykro mi,ale wydaje mi się,że nie powinniśmy się już spotykać.Może tak ma być,że nie mamy ze sobą być...Ale byłaś mi bardzo bliska i na pewno nigdy o Tobie nie zapomnę.'' .Tak się to skończyło.Bez żadnych wyjaśnień.Poprosiłam o spotkanie,bo ja zawsze uważam,że takie sprawy załatwia się w cztery oczy.Niestety nie doczekałam się odpowiedzi.
Potem mieliśmy jeszcze nikły kontakt z cyklu ,,grzecznościowe życzenia'' itd.

Na początku bolało mnie to aż wręcz fizycznie.Cały ten ,,dobry świat'' ,który sobie z jego pomocą zbudowałam,legł w gruzach.
I ja wiem,że nikt nie jest idealny.On też miał swoje ,,zady i walety'' tongue ,ale chodzi o to,że on był po prostu idealny dla mnie.Wiem,że na pewno spotkam interesujących ludzi.Jednak zdaję sobie sprawę z nikłego prawdopodobieństwa,że natrafię w swoim życiu jeszcze na takiego partnera,jak on.
Od naszego rozstania minęło już pięć miesięcy,a ja ciągle nie umiem się pozbierać.Na zewnątrz jestem zawsze radosna,ale czuję,że moje serce rozbiło się na milion kawałków.I mam w sobie jeszcze jakąś idiotyczną nadzieję,że może kiedyś,gdzieś natrafimy na siebie i zaczniemy wszystko jeszcze raz.
Tylko...czy to jakieś realne odczucie,czy skłonność do autodestrukcji?:P

Pozdrawiam wszystkich cierpiących.;-)

2

Odp: nadzieja na powrót?

Realne uczucie ze skłonnością do autodestrukcji.

Nie możesz się karmić, że "gdzieś, kiedyś, być może".

I wierz mi, jest więcej takich ludzi jak on smile Niby brzmi pusto, bo "go nie znam", ale z doświadczenia wiem, że nie znasz dnia ani godziny, kiedy takiego spotkasz smile

3

Odp: nadzieja na powrót?

Idealnie podsumowane...
I wiem,że sporo w tym racji.

Tym razem postanowiłam nie zamykać się na resztę świata,jak po panu numer jeden.Byłam już na kilku spotkaniach z różnymi chłopakami.Hahaha, ,,potencjalna randkowiczka''- jak to gdzieś tu przeczytałam.Rozbawiło mnie to określenie do łez.Niemniej jednak zawsze po przyjściu do domu myślę sobie,że było miło,ale to nie to samo.

Liczę na to,że czas uleczy rany.To też,swoją drogą ciekawa kwestia.,,Pod koniec'' nie było między nami żadnej kłótni i żadnych pretensji.Tylko życzenia szczęścia.I zapewnienia z jego strony, że nie było w tym ani mojej winy,ani jego.,,Po prostu tak musi być.''.
I wiecie co,czasem myślę,że to chyba jest jeszcze gorsze...Że może właśnie,gdyby był jakiś konkretny powód.Coś lub ktoś między nami,na co można byłoby zrzucić winę,byłoby to dla mnie bardziej do zniesienia i do zrozumienia.Ale nie,on mnie pozostawił z wizerunkiem ,,dobrego chłopaka'', filantropa- jak to sam siebie pod koniec nazwał i ...
W związku z tym teoretycznie nie powinnam się przecież czuć zraniona,skoro to wszystko skończyło się łagodnie,a jednak boli mnie to przestrasznie.

Ach,ciężko mi nawet nazwać to wszystko,co we mnie wrze.

Mam nadzieję,ze to kiedyś ucichnie.I jeśli nawet nie wykrystalizuje się brak uczuć,to przynajmniej spotykając go przypadkiem na ulicy z inną dziewczyną,będę potrafiła poklepać go dobrotliwie o ramieniu i życzyć mu wszystkiego dobrego.:-)

Cieszę się,że znalazłam to forum.:-)To tylko parę czarnych literek,a jednak czuję,że w ten sposób łatwiej mi nazwać to wszystko,co się we mnie kotłuje.Już nie chcę zawracać głowy przyjaciołom,bo pomyślą,że zwariowałam.W końcu chyba najwyższy czas wziąć się w garść.;-)

Także tego,dobrze,że jesteście!:-)

4

Odp: nadzieja na powrót?
melodiamgiełnocnych napisał/a:

Idealnie podsumowane...
I wiem,że sporo w tym racji.

Tym razem postanowiłam nie zamykać się na resztę świata,jak po panu numer jeden.Byłam już na kilku spotkaniach z różnymi chłopakami.Hahaha, ,,potencjalna randkowiczka''- jak to gdzieś tu przeczytałam.Rozbawiło mnie to określenie do łez.Niemniej jednak zawsze po przyjściu do domu myślę sobie,że było miło,ale to nie to samo.

Spoko, znam to, co jeden to fajny, ale to nie "to" i ten cichy głosik paniki w głowie, ze już zawsze tak będzie smile
Nie będzie, w końcu poznasz odpowiedniego, ale na to trzeba czasu, więcej zajęcia się sobą i uspokojenia połamanego serca.

melodiamgiełnocnych napisał/a:

Liczę na to,że czas uleczy rany.To też,swoją drogą ciekawa kwestia.,,Pod koniec'' nie było między nami żadnej kłótni i żadnych pretensji.Tylko życzenia szczęścia.I zapewnienia z jego strony, że nie było w tym ani mojej winy,ani jego.,,Po prostu tak musi być.''.
I wiecie co,czasem myślę,że to chyba jest jeszcze gorsze...Że może właśnie,gdyby był jakiś konkretny powód.Coś lub ktoś między nami,na co można byłoby zrzucić winę,byłoby to dla mnie bardziej do zniesienia i do zrozumienia.Ale nie,on mnie pozostawił z wizerunkiem ,,dobrego chłopaka'', filantropa- jak to sam siebie pod koniec nazwał i ...
W związku z tym teoretycznie nie powinnam się przecież czuć zraniona,skoro to wszystko skończyło się łagodnie,a jednak boli mnie to przestrasznie.

Czas leczy rany tylko musisz dać mu czas smile Nic na siłę, wszystko na spokojnie w końcu przejdzie.
Co do tego, że wolałabyś znać powód... zawsze tak jest, że Ci, co go znają woleliby go nie znać i odwrotnie. Przy rozstaniach nie ma złotego środka o ile nie jest to świadoma decyzja dwóch stron.

5

Odp: nadzieja na powrót?

,,Cichy głosik paniki w głowie,że już zawsze tak będzie''. Dokładnie!DO- KŁA-DNIE!
Cieszę się,że trafiłam na kogoś,kto ma podobne odczucia,bo już myślałam,że zwariowałam.

Staram się realizować w życiu,żeby jakoś to zagłuszyć.Tak więc:przyjaciele,praca,zaczęłam się nawet uczyć francuskiego,żeby nie mieć czasu na roztkliwianie się (to tylko tak dzisiaj tongue.Jutro przyjeżdżają na tydzień moje przyjaciółki z Polandii i na pewno nie będę miała czasu na tego typu rozmyślania.:D ) I pewnie na dobre mi to wyjdzie.

W przyszłym miesiącu mam premierę w teatrze.I tak sobie myślę...Czy mam prawo go zaprosić?
Tak po prostu.Po koleżeńsku.Czy to nie będzie nachalne?
Z luźnym podejściem- przyjdzie,to będzie mi miło.Nie przyjdzie- można się było spodziewać.
To dla mnie bardzo ważny dzień.

Czy to jednak nie jest narzucanie się?

6 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-19 19:22:00)

Odp: nadzieja na powrót?

Rozstania bez powodów to rozstania z powodem prawdopodobnie najgorszym jaki mozna uslyszec - braku uczuć. Nie da sie tego problemu naprawić, bo równie dobrze mógłbym spytać czemu mnie nie kochasz i Ty mi nie odpowiesz. Coś było, minęło i nie wróci. Albo nigdy niczego nie było i też cud się nie wydarzy. Jakby był powód, to byłaby szansa "naprawiania", a tu jest kwestia emocji. Kobiety powinny to zrozumieć dużo lepiej niz mezczyzni, bo to Wy oczekujecie chemii, motylków i różnych palpitacji serca, by sie z kimś związać nie patrząc racjonalnie na powody tego.

Narzucanie sie nie jest pytaniem i to jednorazowym. Tylko czy chcesz sie męczyc spotykając sie z kims do kogo cos czujesz? To tylko przedłuża agonię.

7

Odp: nadzieja na powrót?

To nie do końca tak.Ja jestem zawsze dość,hmm...ostrożna w tego typu sytuacjach i tym razem wcale nie szukałam,bo ja wiem,jak to się mówi ,,reprezentatywnego chłopaka'', jak to bywało niegdyś u większości znajomych z liceum.
Życie na emigracji wcale nie jest łatwe.Chyba,że się komuś poszczęści,albo zabiera pensję do Polski.To mnie nauczyło trochę życia.
Poza tym miałam dosyć skomplikowaną sytuację w domu (dużo wrażeń, swego czasu również i przemoc).Może to inni powinni oceniać moje życie pod tym względem,patrząc na nie z boku,ale wydaje mi się,że jestem dosyć rozsądną osobą i zawsze biorę sprawy w swoje ręce.Nigdy nie daję za wygraną,nawet jeśli świat się wali do góry nogami.Krótko przed wyjazdem przeżyłam bardzo rozbicie małżeństwa mojej starszej siostry (mąż ją zdradzał).Patrząc na to,odechciało mi się wszystkiego.

Dlatego też nie szukałam ,,ochów'' i ,,achów''.W ogóle nie szukałam niczego.Sam się znalazł.:-)
Rozmawialiśmy dużo na ten temat i wiedziałam,jakie ma podejście do związków.Wydawało mi się to bardzo dojrzałe.Dlatego pewnie się w nim zakochałam.
I to nie było tak,że uczucie było jednostronne.Ja mu tylko powtarzałam,żebyśmy nie spieszyli się z niczym.,,Naucz mnie sztuki małych kroków'' to było jedno z częstszych zdań,które wypowiadałam.Codziennie mi mówił,że dobrze,że jestem.Że nie potrafi sobie wyobrazić,żeby mnie zabrakło w jego życiu...

Dwa tyg.przed naszym rozstaniem,mimo tego rzadszego kontaktu,powiedział mi,że jest we mnie zakochany.

Myślę,że się pogubił.Najpierw powiedział mi,że nie powinniśmy się ze sobą spotykać.Potem,za dwa tyg.usłyszałam znów :,, Pozwól mi jeszcze raz spojrzeć w głąb siebie.Daj mi szansę,żebym mógł cię pokochać.''.

I ja zaproponowałam spotkanie,a potem kontakt się urwał.I jak tu zrozumieć faceta???

Wiem,że to agonia.Ale może mimo wszystko warto spróbować.
Nie na zasadzie: ,,Błaaaaaaaaaaaaagam,przyjdź!'' big_smile
Tylko: ,,Byłoby miło,gdybyś się pojawił.''. Z tym,że ja naprawdę boję się,żeby on nie pomyślał sobie,że jestem jakąś głupią gąską.Uszanowałam jego decyzję,której nie rozumiem i przez ten czas mieliśmy naprawdę nikły kontakt.Dlatego boję się też,żeby nie pomyślał sobie:,,Nie przyjdę.Widać,że jeszcze jej nie przeszło.''.
Jak to sformułować,żeby nie przedobrzyć?

8 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-19 19:51:34)

Odp: nadzieja na powrót?

Zawsze jak ktoś juz zaczyna sobie zadawac pytanie czy kocha, to juz wiadomo, ze nie kocha. I nastepuje szereg zdarzen razem z pogubieniem się z uczuciami, czy utraceniem pozytywnego myslenia o przyszlosci razem. Całkiem typowe, gdy komus przechodzą uczucia i nie chce skrzywdzic drugiej osoby, ale musi prawde powiedzieć i decyzje o rozstaniu podjąć. Dlatego kto nie "odkochał" się nigdy niech rzuci kamieniem.

Nie wiem gdzie widzisz problem. Jesli bedziesz bezposrednia to nie ma prawa sobie nic złego pomyslec. To facet jest. Logika! Nie dorabiamy teorii do słów, które zostały wypowiedziane.
Byłoby miło gdybys sie pojawił - nie liczę na nic. Po prostu chciałabym sie zobaczyc, po kolezensku.
Czym ryzykujesz? Nawet jak uzna Cie za "głupią gąske" to jaki to ma wpływ na dalsze Twoje zycie? Zaden.

9

Odp: nadzieja na powrót?

Dziękuję za mądre słowa.:-)

10

Odp: nadzieja na powrót?

A ja bym go nie zapraszała. Za wcześnie i to na pewno odbije się na Tobie. Jak nie przyjdzie będziesz przygnębiona bo i tak sobie narobisz nadziei i po premierze nie będziesz mogła się w pełni cieszyć. Jak przyjdzie, to też sobie narobisz nadziei, a i tak będzie coś nie tak i Cię przygnębi.

Wiesz co ja bym zrobiła? Rozesłała zbiorowe zaproszenie do znajomych na fb i uwzględniła go w nim.
Np. "Kochani! tego i tego dnia mam premierę, tu i tu, będę zachwycona jeśli będziecie mogli przyjść i zobaczyć mnie w "akcji" "
Tyle. To mu daje informacje, ze wtedy jest Twój dzień i sam zdecyduje czy chce przyjść czy nie, bez presji. Moim zdaniem tylko tak najzdrowiej będzie dla Ciebie.

11

Odp: nadzieja na powrót?

On nie ma fb,ale fakt- mogę wysłać takiego smsa.:-)

Mądre rady.Znając siebie,wiem,że na pewno tak by się to skończyło.

Dziękuję Wam wszystkim.Naprawdę mi to pomogło sobie dużo rzeczy poukładać.

12

Odp: nadzieja na powrót?
melodiamgiełnocnych napisał/a:

On nie ma fb,ale fakt- mogę wysłać takiego smsa.:-)

Mądre rady.Znając siebie,wiem,że na pewno tak by się to skończyło.

Dziękuję Wam wszystkim.Naprawdę mi to pomogło sobie dużo rzeczy poukładać.

Tylko nie personalnie, a takiego zbiorowego, żeby było widać, że to nie tylko do niego skierowane jest smile

13

Odp: nadzieja na powrót?

Tak też zrobię!;-)

Pozycja dystansu- to lubię.;-)

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nadzieja na powrót?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026