Witam. Mija prawie pół roku od mojego roztania z partnerką. Pół roku niemal codziennej depresji z małymi przerwami gdzie wydawało mi się,że już jest dobrze. Doświadczyłem w tym czasie kilku miesięczny epizod z alkoholem,użalanie się,tęskne myśli i zazdrość o jej nowy związek. Do dziś miewam takie stany,ale już z dłuższymi okresami lepszych dni. Zdałem sobie sprawę,że to już koniec i ja także już nie chcę wracać do przeszłości. Nie mam do niej żalu,że jest szczęśliwa z kimś innym, a moja zazdrość jest chyba naturalna w stosunku do osoby,która była kiedyś dla mnie ważna. Pół roku to dużo aby dojść do siebie i pogodzić się z zaistniałą sutuacją. Więc dlaczego wciąż czuję smutek i stany lękowe? Co robię żle? Jestem sam z wyboru choć brakuje mi drugiej osoby,ale to nie ten czas. Chcę naprawić najpierw siebie. Powinienem mieć jakąś pasję,zająć myśli,ale nie mam czasem wg na to ochoty. Nie siedzę bezczynnie,robię dużo dla siebie więc dlaczego czuję sie jakbym był starcem na ostatniej prostej życia? :( Mieliście podobnie? To depresja czy raczej żal po stracie,który minie?
Podobne tematy
O tym czy to depresja zadecydować może lekarz jedynie.
Pewnie była dla ciebie całym światem (a w zdrowym związku nie powinna), stąd teraz czujesz się źle.
O tym czy to depresja zadecydować może lekarz jedynie.
Pewnie była dla ciebie całym światem (a w zdrowym związku nie powinna), stąd teraz czujesz się źle.
Zgadzam się! Jest wiele podpunktów po których spełnieniu można określić czy to depresja, możliwe że to są załamania nastroju. Zostaw przeszłość i zacznij żyć na nowo. Obierz sobie cel i staraj się go osiągnąć, Czas leczy rany ![]()
4 2014-05-07 23:39:02 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-05-07 23:40:13)
Jestem "na odwyku" od bolesnego rozstania. Mija 8 miesiąc walki o powrót do żywych ;-)
To moje drugie w życiu tak dramatycznie przeżywane rozstanie. Poprzednie nazwane zostało przez psychologa - silnym złamaniem nerwowym, a nie depresją, mimo iż miałam wiele objawów tejże. Tym razem mam zdiagnozowaną depresję, mimo iż funkcjonuję o wiele lepiej niż poprzednim razem. Zatem sluuu ma absolutną rację. Wizyta u lekarza i prawidłowo postawiona diagnoza są konieczne. Ponieważ jestem bardzo zawziętym typem i lubię pełne stany świadomości nawet wówczas, gdy tonę w smutku, usiłuję zdominować moją depresję, zanim ona zdominuje mnie. Staram się nie wspomagać żadną farmakologią. Nie stosuję używek. Najbardziej w ocenie mojego stanu pomaga mi wnikliwa obserwacja tego, co się ze mną dzieje, nazywanie i opisywanie uczuć i doświadczanie tego, że są zmienne. Czasem to mistral, a czasem niosący hektolitry łez monsun... Ufam, że i tak niebawem wszystko przeminie z wiatrem... ;-)
Czego i Tobie życzę.
isco67
Brzmisz jak ja, ale u mnie minęły dopiero 3 miesiące, u Ciebie 6. Więc widzę że długa drogą przede mną. No nic, jesteś 3 miesiące przede mną. Wierzmy w to że to za mało i za niedługo będzie lepiej ![]()
Cytując: "Mam tak samo jak ty...".
Idź do psychologa, jeśli sobie nie dajesz rady. Mnie też to czeka, za kilka dni mam wizytę w klinice przy okazji innych badań, więc na pewno podejmę odpowiednie kroki. Trzeba się w końcu otrząsnąć i iść dalej.
To do mnie?
Niestety, do psychologa chodziłem... w sumie aż napisze swoją historie w tym temacie - psychologa.
Tuż po tym jak mnie zostawiła, zacząłem chodzić miałem etap kurde muszę być twardy emocjonalnie, muszę się trzymać by nie zrobić nic głupiego, i tak zacząłem chodzić 2x w tygodniu... i masło maślane... ja wiem że jej już nie ma, mam się zająć sobą blablabla...
Chodziłem tak no prawie 2 miesiące, nagle od byłej dostałem znak, zrobiła mi mega nadzieje...
Więc następnego dnia przyszedłem do mojej psycholog, mówię otwarcie jest zajebiście!
Opowiedziałem jej jaką to mi nadzieje zrobiła, psycholog też się ucieszyła. Powiedziałem że to moja ostatnia wizyta i dodałem - "albo za jakiś czas przyjadę z bananem na twarzy lub wyślę pocztówkę napisaną razem z moją byłą... albo przyjdę w 100x gorszym stanie niż jak przyszedłem za 1 razem..."
No i gdybym do niej wrócił (psycholog) to przyszedł bym... tą 2gą opcją. Ale olałem to... nie przyszedłem w cale... te spotkania, rozmowy... masło maślane.. ja znam teorie. Nie umiem jej tylko zastosować w praktyce ![]()
jestemsam to było do Autora, ale też poruszyłeś ważną kwestię, tzn. jeśli sami nie będziemy chcieli, to nam i najlepszy psycholog nie pomoże. Bo co z tego, jeśli nam doradzi trzeźwą opcję A, skoro będziemy chcieli się karmić niedorzeczną opcją B?
Osobiście nie mam najlepszych wspomnień z psychologiem - zupełnie inna sprawa - ale może tym razem cokolwiek mądrego powie i jakoś mnie nakieruje na normalny tok myślenia. To się okaże. Jeśli ma się taką możliwość, to należałoby spróbować.
Poszedłem bo chciałem żeby mi pomógł ale nie dowiedziałem się kompletnie nic nowego.
Szczerze... dodam jedną rzecz.
Psycholog wiedział że mam mocne myśli samobójcze i próbę za sobą.
A w momencie gdy powiedziałem że to moja ostatnia wizyta dostałem wszelkie info o tym jak to zrobić skuteczniej.
"Pamiętaj, gdybyś następnym razem wpadł na coś takiego to nie tnij przypadkiem **** bo wtedy już się nie odratujesz"
Wygląda na to że trafiłem na $%$%^ a nie psychologa. Ale tak czy siak, zraziło mnie to.
Cenzurkę dałem bo nie będę wypisywał sposobów, sam ich szukałem w internecie więc lepiej żeby ich nie było ![]()
To do mnie?
Niestety, do psychologa chodziłem... w sumie aż napisze swoją historie w tym temacie - psychologa.
Tuż po tym jak mnie zostawiła, zacząłem chodzić miałem etap kurde muszę być twardy emocjonalnie, muszę się trzymać by nie zrobić nic głupiego, i tak zacząłem chodzić 2x w tygodniu... i masło maślane... ja wiem że jej już nie ma, mam się zająć sobą blablabla...
Chodziłem tak no prawie 2 miesiące, nagle od byłej dostałem znak, zrobiła mi mega nadzieje...
Więc następnego dnia przyszedłem do mojej psycholog, mówię otwarcie jest zajebiście!
Opowiedziałem jej jaką to mi nadzieje zrobiła, psycholog też się ucieszyła. Powiedziałem że to moja ostatnia wizyta i dodałem - "albo za jakiś czas przyjadę z bananem na twarzy lub wyślę pocztówkę napisaną razem z moją byłą... albo przyjdę w 100x gorszym stanie niż jak przyszedłem za 1 razem..."
No i gdybym do niej wrócił (psycholog) to przyszedł bym... tą 2gą opcją. Ale olałem to... nie przyszedłem w cale... te spotkania, rozmowy... masło maślane.. ja znam teorie. Nie umiem jej tylko zastosować w praktyce
mam tak samo. ![]()
depresje trzeba leczyć - koniecznie
niezbędna jest farmakologia, raz a dobrze jej przyłożyć, inaczej będzie wracać...
ale tylko lekarz może ją zdiagnozować, samemu to można sobie...pogdybać ![]()
Idz do lekarza. Sam z depresji nie wyjdziesz, potrzebujesz wsparcia terapeuty i lekow. Mialam depresje przez rok, przez pol roku bralam leki, wyszlam z tego. Teraz jestem ponad dwa miechy od rozstania i moja terapeutka powiedziala mi ze chce zebym byla zalamana i w depresji, zeby przejsc przez zalobe. U niektorych ludzi, zaloba trwa dlugo, niektorzy wychodza z tego szybko, moze jeszcze jestes w zalobie.