Jestem tu nowa, i moze opisze krotko moja historie,
Jestem od 15 lat mezatka ( do zeszlego roku bardzo szczesliwa). Poznalismy sie z moim mezem jako nastolatki, pierwsza milosc! Wyjechalismy za granice, zaczelismy sie dorabiac kupilismy sobie mieszkanie w Niemczech i spelnialismy swoje marzenia, znalezlismy mala ale prawdziwa grupke przyjaciol. Mamy dwie wspaniale corki.
Bylismy przykladnym malzenstwem, nie dosc ze super sie dogadywalismy to w lozku tez bylo idealnie. Az moj maz zaczal sie zmieniac, mniej czasu dla mnie mniej dla dzieci. Plakalam i pytalam czy cos sie dzieje czy ma kogos? Zawsze zaprzeczal! bardzo chcialam wierzyc ze to tylko kryzys. Az pierwszego wrzesnia zeszlego roku oznajmil mi, ze mialam racje ze jest ktos i spodziewa sie jego dziecka. Przezylam szok!!!! Placz, zalamanie nerwowe, psychologow, stracilam prace jako z-ca kierownika. Zalamalam sie. Moj maz byl dla mnie wszystkim. Nie wyobrazalam sobie zycia z nikim innym. Dzis jego kochanka urodzila syna. Moj maz walczy o mnie i dziewczynki. Poprosilam zeby wyprowadzil sie z domu zebym mogla wszystko przemyslec. Czy kiedys ktoras z was miala cos takiego, ze serce mowi co innego a rozum zupelnie przeciwnie.? Moj maz chce byc z nami. tworzyc rodzine, odwiedzac to dziecko minimum raz w miesiacu. Ale ja nie potrafie tak zyc. Chce byc z nim ale o tej kobiecie( ktora jak sama mowi ze chciala go zlapac na brzuch) i niestety o tym dziecku musi zapomniec( tak wiem , ze dziecko nie jest niczemu winne i , ze ma prawo znac ojca ale nie mozna odwiedzac dziecka nie majac kontaktu z kochanka).Kocham mojego meza i zupelnie nie wiem co dalej, czy ktos z was przezyl cos takiego? Czy macie jakies rady?