Witam, ponad miesiąc temu postanowiłam odejść od narzeczonego choć nie wiem nawet czy tak można go nazwać; nie zachowywał się jak narzeczony, po 6 latach burzliwego związku w tym rocznego narzeczeństwa. Nie mogłam na niego liczyć, ciągłe pretensje, kłótnie, nic nie mogłam powiedzieć, odezwać się, porozmawiać o problemach, zwrócić uwagę nawet, najdrobniejsza rzecz go irytowała, zawsze wyolbrzymiałam i się czepiałam jak to on ujął. Zaczęło się psuć już kilka lat temu, nie będę się rozpisywać bo można byłoby o tym książkę napisać. Wracaliśmy do siebie już dwa razy, przy ostatniej próbie powiedziałam, że musimy pracować i się starać żeby to się znowu nie rozpadło ale on niestety był na to za leniwy, żeby cokolwiek z tym zrobić, owszem przez pierwszy miesiąc góra dwa był w porządku ale później wszystko wróciło do stanu poprzedniego, brak czułości, ciągłe przesiadywanie przed komputerem, telefonem, TV, wiecznie zmęczony nigdy na nic nie miał ochoty, facet 35 lat nie mający żadnych celów, planów oprócz pójścia do pracy (służby mundurowe) Żyliśmy w dwóch różnych światach tak naprawdę, starałam się rozmawiać, prosiłam, groziłam i nic. Zaczął mnie też oszukiwać już kilka razy podejrzewałam go o kłamstwa ale wypierał się niesamowicie jak to w tym powiedzeniu "nawet jakbyś złapała go za rękę to i tak powie, że to nie jego ręka" Nawet ostatnio jak już miałam dowody to twierdził, że on mnie nie oszukiwał, kłamstwem brzydzę się najbardziej i to przyczyniło się głównie do rozpadu związku, nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek go zostawię, a jednak znalazłam w sobie tą siłę, żeby powiedzieć DOŚĆ! Ile można było pozwalać na brak szacunku (krzyki, przepychanki słowne, przekleństwa też się zdarzały) kłamstwa, wrócił do starych nawyków, popijanie, palenie, wchodzenie na czaty. Już nie miałam siły, wykańczałam się psychicznie, już od dawna nie byłam z nim szczęśliwa i starałam się mu to powiedzieć ale on nie chciał tego słyszeć, był za bardzo obojętny bo myślał, że nigdy go nie zostawię ale moja cierpliwość dobiegła końca. Jest Ciężko, choć nie płaczę, nie mam problemu ze snem (na szczęście) jest ta pustka, jest dziwnie, codziennie rano budzę się z myślą o nim i ze świadomością, że już razem nie będziemy... Zbyt długo odkładałam decyzję o rozstaniu od ostatniego powrotu byliśmy ze sobą 9 miesięcy niestety zawiódł mnie już kilka razy a ja na to pozwalałam bo jak każda kobieta w głębi chce wierzyć, że się ten przykry stan zmieni, nie zmienił. I to nie kłamstwa bolą ludzi, to po raz kolejny zawiedzione zaufanie. Wróciłam raz, drugi i ciągle to samo te same błędy ile można, teraz przynajmniej czuję spokój wewnętrzny choć te myśli mnie męczą nie mam czasem co ze sobą zrobić...dobrze, że chodzę do pracy a po pracy co? nic, siedzę w domu, mam powodzenie u facetów ale nie mam ani chęci ani ochoty się z nikim spotykać to jeszcze nie ten moment, źle się z tym czuje. Teraz wiem, że następnej szansy już nie będzie i on myślę też już sobie odpuścił, mam jakieś jeszcze z nim tam sprawy ale odezwać się na pewno nie odezwę, ten człowiek wykańczał mnie psychicznie nie hamował sie nawet przy mojej mamie krzycząc na mnie... Co robić dalej, jak sobie radzić...?
Podobne tematy
Po prostu żyć, być, przetrwać.
Radzisz sobie bardzo dzielnie i jesteś bardzo rozsądną kobietą, która podjęła trudną decyzję - ale dobrą dla samej siebie w skutkach.
Jeśli nie chcesz czegoś robić - nie zmuszaj się do niczego.
Bądź dobra dla siebie.
Słuchaj swojego ciała, słuchaj swojej duszy.
Tak, to była bardzo trudna decyzja ale w którymś momencie już nie wytrzymałam a teraz wiele znaków wskazuje na to, że to nie był facet dla mnie. Zrobiłam coś , co powinnam zrobić już dawno i cieszę się, że tak się stało, teraz zaczynam oddychać świeżym powietrzem. W głowie i wspomnieniach będzie zawsze ale z czasem te wspomnienia będą mniej uciążliwe i będą tylko wspomnieniami do, których nie będziemy przywiązywać wagi. Życie układa nam różne scenariusze ale to od nas zależy co zrobimy dalej...
4 2014-05-17 21:53:43 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-05-17 21:54:07)
Tak, to była bardzo trudna decyzja ale w którymś momencie już nie wytrzymałam a teraz wiele znaków wskazuje na to, że to nie był facet dla mnie. Zrobiłam coś , co powinnam zrobić już dawno i cieszę się, że tak się stało, teraz zaczynam oddychać świeżym powietrzem. W głowie i wspomnieniach będzie zawsze ale z czasem te wspomnienia będą mniej uciążliwe i będą tylko wspomnieniami do, których nie będziemy przywiązywać wagi. Życie układa nam różne scenariusze ale to od nas zależy co zrobimy dalej...
Bardzo dobre podejście. Cieszę się, że nie żałujesz swojej decyzji i nie rozdrabniasz się.
Odwaga popłaca. ![]()
Powinni to czytać wszyscy, którzy tkwią w związkach bez przyszłości.
Bardzo się cieszę, że stajesz na nogi autorko, życzę dużo siły. Przejdziesz przez to ![]()
Pozdrawiam