8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 101 ]

1 Ostatnio edytowany przez Distress (2017-03-05 16:46:35)

Temat: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Cześć. Dotychczas tylko czytałem Wasze forum ale postanowiłem się odezwać. Niestety mój wpis nie poprawi humoru tym, którzy obecnie są w trakcie tzw. przerwy w związku i liczą jeszcze na cud który albo się wydarzy, albo nie.
Dotychczas żyłem nadzieją że moja Ukochana w końcu za mną zatęskni, przemyśli wszystko i poczuje do mnie to samo co ja czuję - bo ta przerwa to nie był mój pomysł.
Od miesiąca zadawałem sobie pytania:
- czy po 8 latach można tak po prostu się kimś znudzić?
- czy można przestać kochać tak nagle?
- dlaczego zepsuło się po zaręczynach a dotychczas było wszystko idealne?
Teraz już wiem że można. Świat się zawalił na moją głowę i praktycznie od początku tej "przerwy" ledwie sobie radzę ze sobą. Wszystko straciło swój sens. To nie życie, to wegetacja. Wstaję, idę do pracy, wracam, idę spać, pomiędzy tym jakieś jedzenie, jakiś telewizor, czasem weekend nadejdzie a to już w ogóle jest teksańska masakra. Próbowałem się czymś zająć - nie da się. W pracy nie mogę się na niczym skupić ale to jedyna rzecz której nie mogę teraz stracić przez moje depresyjne jazdy. Bo wtedy nie dość że nie będę miał dla kogo żyć, to nie będę miał za co.
Ja pier... Nie chcę tutaj opisywać jak wyglądał nasz związek ze szczegółami ale skoro po tylu latach kocham tak samo mocno, wnioskuję że było lepiej niż w przeciętnym związku kobiety i mężczyzny. Zawsze się starałem, nie piłem, nie krzyczałem, troszczyłem się, dbałem i ja się pytam po co?!
Jeśli ktoś mi zajął 1/4 mojego życia i nagle mówi mi że mnie już nie kocha to jak ja się mam po tym pozbierać? Nie potrafię zapomnieć. Taki już jestem że jeśli kocham, to na zabój i teraz sam stanę się tego ofiarą.
Podobno czas leczy rany... nie leczy. Nie w moim przypadku. Zaczynam się zastanawiać czy moja bezgraniczna miłość nie była powodem tego że się stałem nie do wytrzymania? Przecież nie zabraniałem niczego, nikt nie cierpiał - tak też zostałem na koniec zapewniony. Podobno byłem dobry i kochany... więc dlaczego to wszystko zostało wystawione na taką próbę? Sprawdza jak Jej będzie beze mnie... no bo innego wytłumaczenia nie widzę. Czy w związku może być za dobrze? Przecież to jest chore... szlag mnie trafia jak widzę sąsiadów którzy traktują swoje kobiety jak ścierki. Przez sufit i podłogi słychać jak rzucają po sobie mięsem ale jednak się nie rozstają... a ja? Dostałem w najczulszy punkt mojego serca tak bez powodu. Gdyby jakiś powód był, nawet bym tu nie śmiał zakładać konta i Wam o tym pisać. Wiedziałbym że dostałem za swoje.
Od miesiąca przewertowałem chyba z dwie setki Waszych wpisów o podobnych sytuacjach. Jedne napawały mnie optymizmem, po innych znów miałem chandrę.
Niestety nie mogę Wam nic doradzić w związku z "przerwą". Gwarancji że pokocha nie ma żadnej. Dowiedziałem się że z nami koniec bo "ileż można tak trwać?".
Pewna nie była... tylko czy kiedyś ja jeszcze będę... znów chciał?
Distress

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Czas leczy rany, każdy kto został zraniony tak mówi, musisz pogodzić się z jej decyzja. Może dla niej to nie było "to" nikogo nie zmusza do miłości, będzie chciała wrócić to wróci. Zajmij się sobą znajdź sobie jakieś hobby albo idź na siłownię, a nie wiecznie myślisz o tym i się zamartwiasz. To i tak nic nie da leżenie w domu i myślenie o tym wszystkim.

3

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:

Cześć. Dotychczas tylko czytałem Wasze forum ale postanowiłem się odezwać. Niestety mój wpis nie poprawi humoru tym, którzy obecnie są w trakcie tzw. przerwy w związku i liczą jeszcze na cud który albo się wydarzy, albo nie.

Czy Ty coś robisz aby cud zaistniał czy tylko czekasz ?

Distress napisał/a:

Dotychczas żyłem nadzieją że moja Ukochana w końcu za mną zatęskni, przemyśli wszystko i poczuje do mnie to samo co ja czuję - bo ta przerwa to nie był mój pomysł.
Od miesiąca zadawałem sobie pytania:
- czy po 8 latach można tak po prostu się kimś znudzić?
- czy można przestać kochać tak nagle?
- dlaczego zepsuło się po zaręczynach a dotychczas było wszystko idealne?

- można się znudzić po 8 latach
- nagle raczej nie ale czasem jedna reakcja, która staje się zastanawiająca dla partnera może spowodować ruszenie lawiny (szybkiej lub wolniejszej) i można przestać kochać
- aby na to odpowiedzieć musiałbyś  napisać o Was więcej

Distress napisał/a:

Teraz już wiem że można. Świat się zawalił na moją głowę i praktycznie od początku tej "przerwy" ledwie sobie radzę ze sobą. Wszystko straciło swój sens. To nie życie, to wegetacja. Wstaję, idę do pracy, wracam, idę spać, pomiędzy tym jakieś jedzenie, jakiś telewizor, czasem weekend nadejdzie a to już w ogóle jest teksańska masakra. Próbowałem się czymś zająć - nie da się. W pracy nie mogę się na niczym skupić ale to jedyna rzecz której nie mogę teraz stracić przez moje depresyjne jazdy. Bo wtedy nie dość że nie będę miał dla kogo żyć, to nie będę miał za co.

Zmuszaj się do aktywności, wiem, wiem, łatwo powiedzieć…

Distress napisał/a:

Ja pier... Nie chcę tutaj opisywać jak wyglądał nasz związek ze szczegółami ale skoro po tylu latach kocham tak samo mocno, wnioskuję że było lepiej niż w przeciętnym związku kobiety i mężczyzny. Zawsze się starałem, nie piłem, nie krzyczałem, troszczyłem się, dbałem i ja się pytam po co?!
Jeśli ktoś mi zajął 1/4 mojego życia i nagle mówi mi że mnie już nie kocha to jak ja się mam po tym pozbierać? Nie potrafię zapomnieć. Taki już jestem że jeśli kocham, to na zabój i teraz sam stanę się tego ofiarą.

Ile masz lat ?

Distress napisał/a:

Podobno czas leczy rany... nie leczy. Nie w moim przypadku. Zaczynam się zastanawiać czy moja bezgraniczna miłość nie była powodem tego że się stałem nie do wytrzymania? Przecież nie zabraniałem niczego, nikt nie cierpiał - tak też zostałem na koniec zapewniony. Podobno byłem dobry i kochany... więc dlaczego to wszystko zostało wystawione na taką próbę? Sprawdza jak Jej będzie beze mnie... no bo innego wytłumaczenia nie widzę. Czy w związku może być za dobrze?

Nie raczej, w dojrzałym  i spełnionym związku nie stawia się w ten sposób problemu raczej

Distress napisał/a:

Przecież to jest chore... szlag mnie trafia jak widzę sąsiadów którzy traktują swoje kobiety jak ścierki. Przez sufit i podłogi słychać jak rzucają po sobie mięsem ale jednak się nie rozstają... a ja? Dostałem w najczulszy punkt mojego serca tak bez powodu. Gdyby jakiś powód był, nawet bym tu nie śmiał zakładać konta i Wam o tym pisać. Wiedziałbym że dostałem za swoje.

Aby poradzić – trzeba jednak wiedzieć więcej – raczej nic nie dzieję się bez powodu – tyle że tylko niektóre osoby będą mogły Ci poradzić sensownie  gdy wystarczająco zrozumieją Twoją sytuację

Distress napisał/a:

Od miesiąca przewertowałem chyba z dwie setki Waszych wpisów o podobnych sytuacjach. Jedne napawały mnie optymizmem, po innych znów miałem chandrę.
Niestety nie mogę Wam nic doradzić w związku z "przerwą". Gwarancji że pokocha nie ma żadnej. Dowiedziałem się że z nami koniec bo "ileż można tak trwać?".
Pewna nie była... tylko czy kiedyś ja jeszcze będę... znów chciał?

Konsekwencje różnie wyglądają - ale raczej będziesz chciał – i oby tak było

4 Ostatnio edytowany przez Distress (2017-03-05 17:26:50)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
senszyciax3 napisał/a:

Czas leczy rany, każdy kto został zraniony tak mówi, musisz pogodzić się z jej decyzja. Może dla niej to nie było "to" nikogo nie zmusza do miłości, będzie chciała wrócić to wróci. Zajmij się sobą znajdź sobie jakieś hobby albo idź na siłownię, a nie wiecznie myślisz o tym i się zamartwiasz. To i tak nic nie da leżenie w domu i myślenie o tym wszystkim.

Taki już jestem, że mogę ćwiczyć i to nie zmienia faktu że i tak myślę wciąż o tym co mnie boli. Wiem, to błąd. Będę zmuszony nad tym popracować bo się skończy na lekach antydepresyjnych.

random.further napisał/a:

Czy Ty coś robisz aby cud zaistniał czy tylko czekasz ?

Robiłem co mogłem od początku Jej decyzji o przerwie. Nawet 14 lutego się postarałem i zostawiłem w domu miłą niespodziankę. Wiem że taka drobnostka nic nie znaczy w porównaniu z "ogromem" tej sytuacji ale jednak. Cały czas myślałem że nie odzywając się tylko pogorszę sprawę, wyjdzie że mi nie zależy i nie walczę. Dlatego dopiero po jakimś czasie zamknąłem dziób na kłódkę żeby mogła w spokoju wszystko przemyśleć. Oczywiście razem to ustaliliśmy. Potem zadzwoniła że chce spróbować i dokładnie po 4 spotkaniach zostałem znokautowany.

random.further napisał/a:

Ile masz lat ?

32, stary purt ze mnie już niestety.

5

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

oczywiście że można przestać kochać wiedza o tym ci w dłuższych związkach,gdzie miłość zmienia się w przyzwyczajenie,związek zabija rutyna.
Może dziewczyna chce poczuć jeszcze jakieś emocje,szybsze bicie serca a zaręczyny uświadomiły jej że jeszcze jeden krok i utkwi na całe życie.

Chyba lepiej że teraz niż po ślubie,chyba lepiej że uczciwie niż później udawanie lub szukanie trzeciego lub rozwód.

6

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:
senszyciax3 napisał/a:

Czas leczy rany, każdy kto został zraniony tak mówi, musisz pogodzić się z jej decyzja. Może dla niej to nie było "to" nikogo nie zmusza do miłości, będzie chciała wrócić to wróci. Zajmij się sobą znajdź sobie jakieś hobby albo idź na siłownię, a nie wiecznie myślisz o tym i się zamartwiasz. To i tak nic nie da leżenie w domu i myślenie o tym wszystkim.

Taki już jestem, że mogę ćwiczyć i to nie zmienia faktu że i tak myślę wciąż o tym co mnie boli. Wiem, to błąd. Będę zmuszony nad tym popracować bo się skończy na lekach antydepresyjnych.

random.further napisał/a:

Czy Ty coś robisz aby cud zaistniał czy tylko czekasz ?

Robiłem co mogłem od początku Jej decyzji o przerwie. Nawet 14 lutego się postarałem i zostawiłem w domu miłą niespodziankę. Wiem że taka drobnostka nic nie znaczy w porównaniu z "ogromem" tej sytuacji ale jednak. Cały czas myślałem że nie odzywając się tylko pogorszę sprawę, wyjdzie że mi nie zależy i nie walczę. Dlatego dopiero po jakimś czasie zamknąłem dziób na kłódkę żeby mogła w spokoju wszystko przemyśleć. Oczywiście razem to ustaliliśmy. Potem zadzwoniła że chce spróbować i dokładnie po 4 spotkaniach zostałem znokautowany.

random.further napisał/a:

Ile masz lat ?

32, stary purt ze mnie już niestety.

Hm, dziwnie się czuję trochę dociekając - jaki to był nokaut - definitywnie czy masz choćby nikłe poczucie, że należy szukać kontaktu ?
32 lata - kwiat życia - wszystko przed Tobą smile a wiem co mówię...

7 Ostatnio edytowany przez Distress (2017-03-05 17:52:56)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
wrzosiec napisał/a:

oczywiście że można przestać kochać wiedza o tym ci w dłuższych związkach,gdzie miłość zmienia się w przyzwyczajenie,związek zabija rutyna.
Może dziewczyna chce poczuć jeszcze jakieś emocje,szybsze bicie serca a zaręczyny uświadomiły jej że jeszcze jeden krok i utkwi na całe życie.

Chyba lepiej że teraz niż po ślubie,chyba lepiej że uczciwie niż później udawanie lub szukanie trzeciego lub rozwód.

Niby tak, ewakuacja w ostatnim momencie. Tylko ja na przykład gdybym miał kończyć tak długi związek najpierw usiadłbym z Nią i porozmawiał jak dwoje dorosłych osób. Co mi nie pasuje, co można zrobić żeby to naprawić, jeśli trzeba zmienilibyśmy coś w naszym związku. Nie wiem co musiałoby się stać żebym nagle podjął takie drastyczne kroki.

random.further napisał/a:

Hm, dziwnie się czuję trochę dociekając - jaki to był nokaut - definitywnie czy masz choćby nikłe poczucie, że należy szukać kontaktu ?
32 lata - kwiat życia - wszystko przed Tobą smile a wiem co mówię...

No właśnie najciekawsze jest to, że (tak jak wtedy) usłyszałem że "powinniśmy się rozstać" i do samego końca nie była pewna na 100%, a pytałem bo jeśli jest pewna to mnie więcej nie zobaczy ani nie usłyszy przez telefon. Nie powiedziała tego. Wszystko wskazuje na to że jeszcze wciąż jest jakaś szczątkowa szansa że zmieni zdanie. Tylko jak długo mogę tak czekać? Z jednej strony się gdzieś tam w głębi cieszę bo może jednak, a z drugiej jak pomyślę że jest pozamiatane to mnie w 3 sekundy pożera chandra. Nigdy nic tak nie zdrenowało mojej energii życiowej jak ta sytuacja która się ciągnie już od miesiąca.
Od razu uprzedzam, nie znalazła sobie nikogo. Człowiek w sytuacji takiej jak moja zadaje sobie pytanie: czy lepiej być zostawionym dla samotności czy dla kogoś? Może wtedy łatwiej by się było odciąć?

8

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:
wrzosiec napisał/a:

oczywiście że można przestać kochać wiedza o tym ci w dłuższych związkach,gdzie miłość zmienia się w przyzwyczajenie,związek zabija rutyna.
Może dziewczyna chce poczuć jeszcze jakieś emocje,szybsze bicie serca a zaręczyny uświadomiły jej że jeszcze jeden krok i utkwi na całe życie.

Chyba lepiej że teraz niż po ślubie,chyba lepiej że uczciwie niż później udawanie lub szukanie trzeciego lub rozwód.

Niby tak, ewakuacja w ostatnim momencie. Tylko ja na przykład gdybym miał kończyć tak długi związek najpierw usiadłbym z Nią i porozmawiał jak dwoje dorosłych osób. Co mi nie pasuje, co można zrobić żeby to naprawić, jeśli trzeba zmienilibyśmy coś w naszym związku. Nie wiem co musiałoby się stać żebym nagle podjął takie drastyczne kroki.

random.further napisał/a:

Hm, dziwnie się czuję trochę dociekając - jaki to był nokaut - definitywnie czy masz choćby nikłe poczucie, że należy szukać kontaktu ?
32 lata - kwiat życia - wszystko przed Tobą smile a wiem co mówię...

No właśnie najciekawsze jest to, że (tak jak wtedy) usłyszałem że "powinniśmy się rozstać" i do samego końca nie była pewna na 100%, a pytałem bo jeśli jest pewna to mnie więcej nie zobaczy ani nie usłyszy przez telefon. Nie powiedziała tego. Wszystko wskazuje na to że jeszcze wciąż jest jakaś szczątkowa szansa że zmieni zdanie. Tylko jak długo mogę tak czekać? Z jednej strony się gdzieś tam w głębi cieszę bo może jednak, a z drugiej jak pomyślę że jest pozamiatane to mnie w 3 sekundy pożera chandra. Nigdy nic tak nie zdrenowało mojej energii życiowej jak ta sytuacja która się ciągnie już od miesiąca.
Od razu uprzedzam, nie znalazła sobie nikogo. Człowiek w sytuacji takiej jak moja zadaje sobie pytanie: czy lepiej być zostawionym dla samotności czy dla kogoś? Może wtedy łatwiej by się było odciąć?

Tkwienie w niepewności - potrafi zamęczyć,  na pewno żle się na Tobie odbije.
Może powinieneś określić Jej czas na decyzję - no nie wiem - niech przemyśli przez 2 miesiące (Ty jakoś wytzymasz bo co innego możesz zrobić) i niech da Ci odpowiedź i tą odpowiedź potraktuj jako ostateczną :
- jeśli budować - to ostroznie badając z czasem powody, które spowodowały jej rejteradę,
- jeśli koniec - to odetnij się 'drastycznie' - jeśli czas (te 32 lata trochę Cię przetrażają może ?) chcesz odzyskać dla siebie
Możliwe, że po 2 miesiącach takiego czekania już inaczej będziesz postrzegał niektóre sytuacje i zachowania.

9

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
random.further napisał/a:

Tkwienie w niepewności - potrafi zamęczyć,  na pewno żle się na Tobie odbije.
Może powinieneś określić Jej czas na decyzję - no nie wiem - niech przemyśli przez 2 miesiące (Ty jakoś wytzymasz bo co innego możesz zrobić) i niech da Ci odpowiedź i tą odpowiedź potraktuj jako ostateczną :
- jeśli budować - to ostroznie badając z czasem powody, które spowodowały jej rejteradę,
- jeśli koniec - to odetnij się 'drastycznie' - jeśli czas (te 32 lata trochę Cię przetrażają może ?) chcesz odzyskać dla siebie
Możliwe, że po 2 miesiącach takiego czekania już inaczej będziesz postrzegał niektóre sytuacje i zachowania.

Masz rację, niepewność męczy i to cholernie mocno. Nie daję rady trzeźwo myśleć bo gdy przez chwilę pomyślę że jest nadzieja, to zaraz sobie zdaję sprawę że w zasadzie to jej nie ma. I tak w kółko. Nigdy nie ma przewagi, zawsze jest cholerne pół na pół.
Postaram się ustalić jakiś umowny dzień i poczekam na decyzję. Na razie nie ukrywam, chciałbym oczywiście spróbować.
Bardziej mi chodzi o 8 wspólnych lat, to czas w którym można się bardzo przywiązać do drugiego człowieka... a mój wiek? No cóż... Nie ja jeden w tym wieku dostałem kubeł lodu na łeb.

Jest jeszcze jedna sprawa której nie pojmuję : gdybym nie kochał to bym nie płakał na pożegnanie i się czule nie żegnał...

10

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

//// ja na przykład gdybym miał kończyć tak długi związek najpierw usiadłbym z Nią i porozmawiał jak dwoje dorosłych osób. Co mi nie pasuje, co można zrobić żeby to naprawić, jeśli trzeba zmienilibyśmy coś w naszym związku. Nie wiem co musiałoby się stać żebym nagle podjął takie drastyczne kroki////

W związku można coś naprawiać jeżeli  problem wynika z jakiegoś zachowania/braku zachowania/
Jeżeli uczucie  Twojej dziewczyny się wypaliło to nie bardzo jest co naprawiać .Ona nie musi mieć ci do zarzucenia nic konkretnego oprócz tego że ,,nie ma żaru"Po 8 latach musi wiedzieć czy jest co rozpalać.
Może dlatego nie chce się bawić w rozmowy bo boi się że namówiłbyś ją do dania szansy a ona.....z żalu ,poczucia winy (a nie z miłości)dałaby się namówić.
Myślę że dla kobiety po 8 latach związku to musiał być b a r d z o  trudny krok.
Może poproś by napisała Ci  to czego nie chce powiedzieć.

11

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Hej!

Twoja historia jest baaaardzo podobna do mojej. Mój narzeczony po 9 latach bardzo udanego związku też nagle stwierdził, że już mnie nie kocha... Najpierw umówiliśmy się na miesiąc przerwy w trakcie którego on się wyprowadził i miał się zastanowić ale to nic nie zmieniło... W każdym razie był to najgorszy czas w moim życiu i cieszę się, że z góry ustaliliśmy jakiś termin, bo nie dałabym rady dłużej żyć w niepewności... Minęło już 4 miesiące i nadal jest źle, nawet bardzo, ale mimo wszystko lepiej niż w trakcie tej "przerwy". Pracuję nad sobą, żeby jakoś pogodzić się z sytuacją i wyjść z rozpaczy, w której jestem. I nad tym, żeby zerwać z nim kontakt, bo to jest ciężkie, szczególnie, że to rozstanie jest dla mnie bardzo trudne do zrozumienia.

Gdybyś chciał pogadać z kimś o podobnych doświadczeniach, wspólnie się nad sobą poużalać i pomotywować to napisz do mnie:) Brakuje mi kogoś kto rozumiałby jak to jest zostać porzuconym bez powodu po tylu latach. Na chwilę obecną mogę Ci tylko poradzić, żebyś nie czekał wiecznie i dał jej to do zrozumienia. Mimo wszystko lepiej jest wiedzieć na czym się stoi smile

12

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Autorze, współczuję sytuacji. Też przez to przechodziłem. Kilka miesięcy po zaręczynach ona poleciała  "na delegację". Powiedziała, że przerwa nam tylko pomoże. Nie było jej 7 tygodni. Kiedy wróciła powiedziała, że mnie nie kocha i chce zerwać. Przeżyłem okropne 3 miesią powoli wychodziłem na prostą. Dostałem od niej zapewnienia, że nikogo nie ma i ze chce być teraz sama i sobie poukładać w głowie wszystkie sprawy... 2,5 miesiąca później zobaczyłem jej foty z wesela. Przykro mi to powiedzieć, ale ona ma juz kogoś na oku. Nie dała Ci definitywnej odpowiedzi, bo testuje nowy obiekt westchnień. Daj sobie z nią spokój i dbaj o siebie. I tak masz lepsze podejście niż 50% tego forum, bo inni przez takie traumy tracą pracę i popadają w długi. Potrzebujesz czasu. Daj złym emocjom przejść przez siebie i ich nie blokuj, ale nie daj im się kontrolować absolutnie. Przejdziesz leżę z sporo gówna Teraz, ale nie zatrzymuj  się! Inwestuj w siebie, jeśli życie przedstawi Ci nowe, ciekawe osoby, nie ignoruj tego. Nie z każdą 1wszą osobą musisz tworzyć nowy związek, ale dobrze jest poznawać ludzi. Jeśli poczujesz się czasami fatalnie, to nie zatrzymuje się. Lepiej łkać ze łzami na policzkach i iść dalej, niż cały weekend spędzić w łóżku gapiąc się w sufit. Wiem, że pragniesz jej teraz jak tlenu, ale dla własnego dobra nie kontaktuje się z nią. Nie proś. Pokaż jej, że umiesz sobie sam poradzić. To o wiele atrakcyjniejsze niż pławienie się przed nią. Może pójdzie po rozum do głowy i wróci, Ale ja bym sobie noe robił nadziei.

13

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Napisałeś że byłeś dobrym facetem , że szanowałeś kobietę z którą byłeś a wielu facetów nie szanuje partnerek i one z nimi są .

Niestety tutaj tkwi cały problem. Kobiety nie lubią dobrych i kochających facetów. Typ drania przez którego muszą często płakać , ktory zdradzi jest bardziej chodliwy. To przykre ale prawdziwe.

Dlaczego tak piszę ? Ponieważ jestem podobny do Ciebie. Kocham kobietę ktora rozstała się ze mną bo byłem taki jak ty... natomiast do dzis wspomina swojego byłego ktory wracał pijany po nocy, ktory ją ostatecznie zdradził . To była jej wielka miłość ...

14

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Idziecie ze skrajności w skrajność. Kobiety nie lecą absolutnie na zdradzaczy i dupków, tylko na niezależnych, silnych facetów, którzy mają swoje pasje i związek nie wypełnia ich całego życia. Gdybym bym kobietą i facet skupiałby całą swoją uwagę na mnie, to też bym tym rzygał i bym sie znudził. Pewność siebie, wysokie poczucie własnej wartości, swoje pasje i nie danie sobie wejść na głowę przez kobietę  jest atrakcyjne. Zdradzanie i poniżanie raczej nie.

15

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Czytając historie na tym forum, można wysnuć teorię,że kobiety jednak wolą drani...albo oni nieżle się maskują zdobywają kobietę, a potem maska spada. To samo mogą powiedzieć mężczyzni, że trafiają na niewdzięczne suki, które ich zdradzają i mają gdzieś to,że oni im nadskakują...ile ludzi, tyle historii...smutne jest jednak to,że jedna strona kocha wiele lat i wie, że to może być na zawsze, a druga po kilku latach, miesiącach, odkochuje się...wiem,że dla niektórych to dziwne i niemożliwe, ale tak bywa...wystarczy iskra od osoby trzeciej. Twoja dziewczyna pewnie się kimś zauroczyła, 8 lat to dla niektórych nuda, za długo, szukają wrażeń, boją się,że to koniec randkowania, adrenaliny, romansowania...i rzucają się w wir przygód. Przykro mi, ale musisz ją sobie odpuścić. I wierz mi, da się...ja też myślałam,że umieram, dzisiaj po 2 latach wciąż go kocham, ale jestem innym człowiekiem.

16

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:
random.further napisał/a:

Tkwienie w niepewności - potrafi zamęczyć,  na pewno żle się na Tobie odbije.
Może powinieneś określić Jej czas na decyzję - no nie wiem - niech przemyśli przez 2 miesiące (Ty jakoś wytzymasz bo co innego możesz zrobić) i niech da Ci odpowiedź i tą odpowiedź potraktuj jako ostateczną :
- jeśli budować - to ostroznie badając z czasem powody, które spowodowały jej rejteradę,
- jeśli koniec - to odetnij się 'drastycznie' - jeśli czas (te 32 lata trochę Cię przetrażają może ?) chcesz odzyskać dla siebie
Możliwe, że po 2 miesiącach takiego czekania już inaczej będziesz postrzegał niektóre sytuacje i zachowania.

Masz rację, niepewność męczy i to cholernie mocno. Nie daję rady trzeźwo myśleć bo gdy przez chwilę pomyślę że jest nadzieja, to zaraz sobie zdaję sprawę że w zasadzie to jej nie ma. I tak w kółko. Nigdy nie ma przewagi, zawsze jest cholerne pół na pół.
Postaram się ustalić jakiś umowny dzień i poczekam na decyzję. Na razie nie ukrywam, chciałbym oczywiście spróbować.
Bardziej mi chodzi o 8 wspólnych lat, to czas w którym można się bardzo przywiązać do drugiego człowieka... a mój wiek? No cóż... Nie ja jeden w tym wieku dostałem kubeł lodu na łeb.

Jest jeszcze jedna sprawa której nie pojmuję : gdybym nie kochał to bym nie płakał na pożegnanie i się czule nie żegnał...

No może w niej jest jakiś problem, może to nie nuda i nie rutyna. Może narozrabiała i wie, że konsekwencje będą u Ciebie nie do zaakceptowania i sama podcina gałąź. Może czegoś jej brakuje. Może jest dla niej problemem podejmowanie wiążących decyzji. Może...
No można mnożyć to może - hm, jeśli znasz ją jako tako - co byś obstawiał ? tak po przemysleniu na chłodno borąc pod uwagę, że WSZYSTKO wchodzi w gę ?

17

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

ania.p.26 -> Przykro mi bo wiem co czujesz. Dzięki, na pewno się odezwę jak trochę ochłonę. Teraz przyznam że rozmowa na ten temat (na świeżo) jest dla mnie bardzo trudna ale to minie. Wam - porzuconym - minęło, to i na mnie kiedyś przyjdzie pora.

Przyszly_maz -> Widzę że można z Ciebie brać przykład. Postaram się żeby mój "powrót do zdrowia" przebiegł jak najszybciej bo teraz jestem na etapie takim, że jedno pstryknięcie palcem i stoję koło nogi jak pies... Wiem. Z boku to żałosne ale kiedyś to moje oddanie to podobno był mój atut...

Michmo -> sam już nie wiem co wolą kobiety, ja się raczej nie zmienię, jestem podobny do mojego ojca a jakoś matka z nim wytrzymała już prawie że 40 lat. Tak więc to chyba nie tędy droga że trzeba być zbirem :-).

random.further -> Twoja ostatnia odpowiedź to myśli które kotłują mi we łbie od początku tej dziwnej sytuacji. Nie potrafię na to odpowiedzieć, nie zanosi się na to żebym się czegoś dowiedział konkretnego. Najbardziej chyba jednak obstawiam rutynę choć starałem się bardzo żeby nas to nie dopadło, zawsze wiedziałem że TO COŚ istnieje i prędzej czy później (według naukowców oczywiście smile ) każda para się z tym styka.
Ale gdyby to rutyna to dlaczego ja wciąż zrobiłbym wszystko żeby wpuścić świeżego powietrza do związku i zbudować go nawet od podstaw z tego co się posypało? Dlaczego to mi zależy i nie potrafię sobie z tym poradzić a ktoś trzyma w ręku cały nasz związek - bo nie oszukujmy się, to Ona decyduje a nie MY a szkoda...

Jedyny mikroskopijny plus całej sytuacji jest taki, że w dniu w którym usłyszałem że jednak powinniśmy się ostatecznie rozstać pierwszy raz przespałem całą noc. Może w końcu do mojego łba dotarło że trzeba przestać myśleć w kółko o tym samym bo i tak nie mam najmniejszego wpływu na tę decyzję?
Na dzień dzisiejszy Wasze rady o zajęciu się swoimi pasjami, o myśleniu o sobie to dla mnie jakaś abstrakcja. Ale wiem że to jedyne i najlepsze wyjście żebym nie musiał wspomagać się farmakologicznie. Z czasem nabiorę do tego ochoty...zresztą nie muszę Wam tłumaczyć, sami przez to przechodziliście.
Dzięki i pozdrawiam.

18

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Do Autora.
Ja przechodziłem to samo z tym że moja odwołała ślub KILKA DNI PRZED po tym jak złapałem ja na kłamstwie. Powód: była niepewna i potrzebowała czasu na przemyslenia. Po 9 wspólnych latach.
Później dałem się namowić na ślub a powiniennem kopnąć ją w tylek.
Skończyło się to rozwodem.

Nie dawaj dziewczynie czasu. To najgorsze co możesz zrobić. Jak nie namysliła się przez tyle lat to już dobrze nie będzie. Czasu potrzebuje bi nie trzyma się jeszcze mocno drugiej gałęzi a Ciebie traktuje jako zapasową.
Przespales tak samo jak ja autorze pewne sprawy i nic tego nie zmieni.
Pierwsze chwile beda ciężkie ale lepiej teraz niż na ślubie. Zerwij całkowicie kontakt, spróbuj żyć swoim życiem choć łatwo nie będzie.
Nie masz na to wpływu co zrobiła ale uwierz mi że kiedyś uznasz to za najlepszą decyzję swojego życia.
Pozdrawiam i powodzenia

19 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-06 21:50:29)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:

random.further -> Twoja ostatnia odpowiedź to myśli które kotłują mi we łbie od początku tej dziwnej sytuacji. Nie potrafię na to odpowiedzieć, nie zanosi się na to żebym się czegoś dowiedział konkretnego. Najbardziej chyba jednak obstawiam rutynę choć starałem się bardzo żeby nas to nie dopadło, zawsze wiedziałem że TO COŚ istnieje i prędzej czy później (według naukowców oczywiście smile ) każda para się z tym styka.
Ale gdyby to rutyna to dlaczego ja wciąż zrobiłbym wszystko żeby wpuścić świeżego powietrza do związku i zbudować go nawet od podstaw z tego co się posypało? Dlaczego to mi zależy i nie potrafię sobie z tym poradzić a ktoś trzyma w ręku cały nasz związek - bo nie oszukujmy się, to Ona decyduje a nie MY a szkoda...

Jedyny mikroskopijny plus całej sytuacji jest taki, że w dniu w którym usłyszałem że jednak powinniśmy się ostatecznie rozstać pierwszy raz przespałem całą noc. Może w końcu do mojego łba dotarło że trzeba przestać myśleć w kółko o tym samym bo i tak nie mam najmniejszego wpływu na tę decyzję?
Na dzień dzisiejszy Wasze rady o zajęciu się swoimi pasjami, o myśleniu o sobie to dla mnie jakaś abstrakcja. Ale wiem że to jedyne i najlepsze wyjście żebym nie musiał wspomagać się farmakologicznie. Z czasem nabiorę do tego ochoty...zresztą nie muszę Wam tłumaczyć, sami przez to przechodziliście.
Dzięki i pozdrawiam.

1. Dlaczego to mi zależy i nie potrafię sobie z tym poradzić a ktoś trzyma w ręku cały nasz związek
Pewnie dlatego, że jesteś podobny do Ojca i patrzyłeś kawał życia na Rodziców– razem przez 40 lat – gratuluję – przekaż proszę smile

2. Jedyny mikroskopijny plus całej sytuacji jest taki, że w dniu w którym usłyszałem że jednak powinniśmy się ostatecznie rozstać pierwszy raz przespałem całą noc. Może w końcu do mojego łba dotarło że trzeba przestać myśleć w kółko o tym samym bo i tak nie mam najmniejszego wpływu na tę decyzję?
Oby dotarło na dłużej smile

3.Na dzień dzisiejszy Wasze rady o zajęciu się swoimi pasjami, o myśleniu o sobie to dla mnie jakaś abstrakcja.
I wiedzą co mówią – kwestia czasu – nie wydajesz się bezwolny – próbujesz tu pisać, do roboty na razie automatycznie chodzisz, już raz przynajmniej się wyspałeś – lepiej będzie – za czas jakiś smile

20

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Musi być lepiej! Gorzej w tej materii już być nie może :-)
A tak przy okazji wieczornych przemyśleń... To straszne tak nagle z dnia na dzień przestać mieć kontakt z ukochaną osobą. Ot taka normalna sprawa : dzień wcześniej dzwonisz jak zawsze, martwisz się o której skończy pracę żeby nie wracała sama do domu, jeździsz, odbierasz... A tu nagle kilka słów i jesteś jak odcięty od tlenu.
Nie wiesz nic co się z Nią dzieje bo masz się nie odzywać i łudzisz się że zatęskni.
Od początku miałem złe przeczucie odnośnie tej pieprzonej przerwy. Miałem nadzieję ale gdzieś tam w głębi czułem,  że to może być wstęp do najgorszego.
W tym momencie nastąpił mały przełom bo zdałem sobie sprawę że Ona nie może kochać tak jak ja. Nigdy bym Jej tak nie potraktował.

21 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-06 23:38:46)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Ano właśnie, ile Ty włożyłeś w ten związek a ile ona ? wiem, wiem... nie przykłada się tej samej miarki bo nie zmierzy prawidłowo, ale już poczułeś coś nowego i tego się trzymaj.
Konkretnych rozmyślań prowadzących do konkretnych wniosków - bo na razie od myślenia uciec nie możesz jak widać a może rozjaśni Ci łepetynę, może żal zmaleje.
Ty byś tak nie potraktował jak Ciebie potraktowano - a to akurat ważne w związku - taka proporcja i poczucie, że niektórych rzeczy partnerowi nie wolno zrobić.
Tak to już jest że ludzie inaczej kochają, inaczej to okazują, inaczej krzywdzą, inaczej wartościują. Coś z Tobą i z Nią było inaczej...

22 Ostatnio edytowany przez planet1988 (2017-03-06 23:40:55)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:

Od początku miałem złe przeczucie odnośnie tej pieprzonej przerwy. Miałem nadzieję ale gdzieś tam w głębi czułem,  że to może być wstęp do najgorszego.

Więc wiedziałeś. Siedziało z tyłu głowy coś co Ci nie dawało spokoju. Widzisz mężczyźni wbrew pozorom też mają intuicję ale jednak racjonalne myślenie przewodzi przez co nie umiemy tego wykorzystywać(myślisz ona nie komunikuje problemu więc jest w porządku)

Ja bym Ci doradził jeszcze żebyś nie wmawiał sobie że jest dobrze. Nie jest i przez najbliższe chwile nie będzie. Załatw wszystkie sprawy z nią związane i zerwij kontakt bo to wszystko będzie wracać-słabiej, coraz słabiej ale będzie. Teraz to Tobie potrzeba czasu, czasu na spokojne przemyślenie, wyciągniecie wniosków, wypłakanie się, pójście na siłownie i wyładowania się na worku treningowym.
Będziesz śnił, zadręczał się myślami czemu, myślał co mogłeś zrobić lepiej, nie uciekniesz od tego. I tak masz racje to jest smutne wracać do pustego domu ale czy jak wracałeś do domu gdzie była narzeczona która nie kocha(a mogła to być żona) to było lepiej? Tak jak napisałeś- wiedziałeś ale nie dopuszczałeś tego do siebie....
Trzymaj się.

23

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:

Musi być lepiej! Gorzej w tej materii już być nie może :-)
A tak przy okazji wieczornych przemyśleń... To straszne tak nagle z dnia na dzień przestać mieć kontakt z ukochaną osobą. Ot taka normalna sprawa : dzień wcześniej dzwonisz jak zawsze, martwisz się o której skończy pracę żeby nie wracała sama do domu, jeździsz, odbierasz... A tu nagle kilka słów i jesteś jak odcięty od tlenu.
Nie wiesz nic co się z Nią dzieje bo masz się nie odzywać i łudzisz się że zatęskni.
Od początku miałem złe przeczucie odnośnie tej pieprzonej przerwy. Miałem nadzieję ale gdzieś tam w głębi czułem,  że to może być wstęp do najgorszego.
W tym momencie nastąpił mały przełom bo zdałem sobie sprawę że Ona nie może kochać tak jak ja. Nigdy bym Jej tak nie potraktował.

Distress, prawda jest taka, że nie ma rzeczy, która pomogłaby Ci na ten moment. Nie ma nic takiego, co moglibyśmy powiedzieć, żeby Ci ulżyć.

Teraz jest pora na to, żeby zawalczyć o samego siebie, żeby próbować skupić się na tych nikłych pozytywnych aspektach tego co się stało. Rozmawiaj dużo z przyjaciółmi, wypłacz się, przeanalizuj to wszystko co musisz, ale pamiętaj, że jest to stan przejściowy. To ona, a nie TY, będzie żyła ze świadomością tego, że skrzywdziła dobrą i wartościową osobę (a to, że taką osobą jesteś wynika już ze sposobu w jakim o tym wszystkim piszesz). I to ona zmarnowała szansę na to, żeby być z kimś lepszym od siebie.

Ja staram się powtarzać sobie, że nie jestem pierwszą, która coś takiego przeżyła, a są ludzie, którzy przeżyli o wiele gorsze historie. Jestem wdzięczna mojemu byłemu, że mimo wszystko zrobił to na pół roku przed a nie po ślubie i że nie musiałam przechodzić przez piekło rozwodu (chociaż po tylu latach związku nie widzę dużej różnicy). Staram się nauczyć żyć sama ze sobą, chociaż czuję taką samą pustkę jak Ty. Jestem generalnie dość silną osobą i wiem, że to kiedyś przejdzie, ale nie łudzę się, że stanie się to w najbliższym czasie. Niestety jest to stan ogromnej żałoby i poczucia skrzywdzenia, który trzeba przeżyć.

Z tymi zainteresowaniami, wychodzeniem do ludzi itd. to oczywiście banał, ale jakże sprawdza się w praktyce. Im mniej czasu spędzasz samemu w domu tym mniej przeżywasz całą sytuację. Momentami zaczynasz mieć przebłyski tego, że Twoje życie jako jednostki ma sens i jest wartościowe. Poznajesz nowych ludzi, którzy są interesujący i uświadamiasz sobie, że na byłym/byłej świat się nie kończy.

Nigdy nie zapomnimy o latach szczęśliwego związku i możliwe, że nigdy nie przestaniemy kochać osób, które nas zostawiły, ale jedno jest pewne - i Ty i ja i każdy inny porzucony kiedyś zakochamy się znowu i znowu będziemy szczęśliwi. Może nie za rok, nie za dwa, ale po prostu nie ma takiej możliwości, żeby na tym jednym związku życie się kończyło!!:)

24 Ostatnio edytowany przez masajka (2017-03-07 14:14:48)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

A wcześniej nie widziałeś żadnych sygnałów mówiących, że coś jest nie tak?  Nic się między Wami nie zmieniło w ostatnim czasie?
Takiej decyzji nie podejmuje się ot tak, w ciągu jednego dnia. Wydaje mi się, że musiała się nad tym zastanawiać.

Piszesz, że popsuło się po zaręczynach, a wcześniej było idealnie. Widocznie nie było idealnie, a zaręczyny spowodowały, że zaczęła się głębiej zastanawiać nad Waszym związkiem.  A nie zerwała tylko poprosiła o przerwę, bo chciała sobie zostawić furtkę, żeby w razie czego móc wrócić.  Tak to przynajmniej widzę.

25

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
planet1988 napisał/a:

Tak jak napisałeś- wiedziałeś ale nie dopuszczałeś tego do siebie....
Trzymaj się.

Wcześniej (przed przerwą) nie wiedziałem że jest coś nie tak. Dopiero w trakcie musiałem wziąć pod uwagę także najgorszą możliwość. Zawsze lepiej się mile zaskoczyć i założyć gorszy scenariusz niż odwrotnie. Dzięki, jakoś się trzymam, staram się.

ania.p.26 -> dzięki za słowa otuchy :-)

masajka -> jw. nie widziałem żadnych sygnałów które świadczyłyby o "wypaleniu się uczucia". Wiadomo, jak w każdym związku są czasem jakieś małe sprzeczki o byle co ale nawet gdybym je wszystkie zebrał w jedną wielką to bym nawet przez sekundę nie pomyślał że to był powód nagłego odkochania się. Otwarta furtka... nawet nie chce myśleć że się tak mogła zachować wobec mnie. Myślałem że dorośli się już w takie bzdety nie bawią, jeśli faktycznie jestem kołem ratunkowym to znaczy że naiwny jestem.

26

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Jak jest faktycznie to wie tylko ona. My możemy snuć tylko domysły. Dla mnie to tak wygląda. Nigdy nie miałam żadnej przerwy, bo albo się związek kończył, albo staraliśmy się go naprawić, więc tak naprawdę nie rozumiem, o co chodzi z odpoczynkiem od siebie.
A podała jakis powód tej przerwy?

27

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:
planet1988 napisał/a:

Tak jak napisałeś- wiedziałeś ale nie dopuszczałeś tego do siebie....
Trzymaj się.

Wcześniej (przed przerwą) nie wiedziałem że jest coś nie tak. Dopiero w trakcie musiałem wziąć pod uwagę także najgorszą możliwość. Zawsze lepiej się mile zaskoczyć i założyć gorszy scenariusz niż odwrotnie. Dzięki, jakoś się trzymam, staram się.

Nie martw się nie jesteś pierwszym naiwnym i nie ostatnim.
Już sama przerwa powinna dać Ci do myślenia. Nie dała ale następnym razem da.
Czy osoba która kocha prosi o czas na przemyślenie tego czy chce z kimś być czy nie? ODP BRZMI NIE

Można prosić o chwile czasu dla siebie, o parę dni samotności na przemyślenie spraw związanych z codziennym życiem, o parę chwil na pobycie samemu-i to jest jak najbardziej w porządku i trzeba to szanować jeżeli tylko partner prosi. Ale nigdy na zastanowienie się nad sensem związku. To zabija zaufanie i nakręca hale nieufności.
Tak jak pięknie napisała Masajka i co osobiście mi się bardzo podoba:
Albo związek się kończy albo związek się naprawia ale RAZEM

Trzymamy za Ciebie kciuki!!!

28

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

A podała jakis powód tej przerwy?

Tak. Planet1988 dokładnie go opisał, przerwa na przemyślenia nad sensem związku. Widzę że ten schemat się powtarza także u innych par. Bez sensu... Wygląda na to, że osoba która prosi o przerwę jest jeszcze na tyle związana z drugą połówką (przyzwyczajenie, przyjaźń), że nie chce nagle wszystkiego kończyć. Bawi się więc w przeciąganie w czasie i daje nam litościwie czas na przygotowanie się a skutek jest odwrotny. Dziwię się że nie osiwiałem i że w ogóle wytrzymałem to ciągłe napięcie i niepewność. Pomyślicie że przesadzam,  ale mój stan z tego okresu mogę porównać w stu procentach do oczekiwania na korytarzu szpitala podczas poważnej operacji bliskiej osoby. Tylko że to trwa zwykle kilka godzin a ja wegetowałem tak długo! Może ja mam coś z głową i tu jest problem? ;-)
Dzięki za kciuki!

29

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Osoba , która prosi o przerwę myśli tylko o sobie, nie o partnerze. Albo sobie zostawia furtkę, albo nie ma odwagi zerwać ostatecznie i robi to na raty.

Poza tym, ja tego nie rozumiem. Żeby pomyśleć o związku to trzeba robić przerwę?

Powiedz, jak było z komunikacją w waszym związku? Rozmawialiscie o problemach?

30

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Powiedz, jak było z komunikacją w waszym związku? Rozmawialiscie o problemach?

Zawsze rozmawialiśmy o problemach z tym że takich, które mogłyby powoli zacząć rozwalać związek nie było.
Jak tak sobie myślę i wspominam, to przez ostatnie pół roku ani razu się nie pokłóciliśmy nawet o byle co. Może to była cisza przed burzą? Może zamiast mówić o tym co nie pasowało wolała poczekać aż się to zbierze do kupy i pewnego dnia się obudziła i stwierdziła że dosyć tego?
Może tylko według mnie odkochała się nagle a cały proces zabrał o wiele więcej czasu... szkoda że nie usiedliśmy i nie porozmawialiśmy poważnie o naszym związku. Nigdy o nim nie rozmawialiśmy, po prostu było dobrze... nie było o czym.

31

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Ciężko mi uwierzyć, zeby w jakimkolwiek długim związku nie zdarzały się konflikty, gorsze okresy, oddalenia się ludzi od siebie. To jest naturalne, bo związek jest jak morze, są przypływu i odpływy. Co absolutnie nie znaczy, że jak jest odpływ to się myśli o rozstaniu, czy o szukaniu kogos innego.

Skoro twierdzisz, że u was przez 8 lat było idealnie to:
- albo nie umieliscie ze sobą rozmawiać
- albo jesteś idealista, romantykiem i tak chciałeś wiedzieć wasz związek,

Chciałabym Ci jakoś pomóc, bo nie wierzę , że ludzie się rozstają bez przyczyny, ale ciężko mi coś więcej napisać, bo jesteś bardzo skryty i tak naprawdę nic o sobie, o niej , o was nie napisałeś.

Nie chcę cię ciągnąć za język, ale byłoby łatwiej , gdybyśmy wiedzieli więcej.

32

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Michmo napisał/a:

Napisałeś że byłeś dobrym facetem , że szanowałeś kobietę z którą byłeś a wielu facetów nie szanuje partnerek i one z nimi są .

Niestety tutaj tkwi cały problem. Kobiety nie lubią dobrych i kochających facetów. Typ drania przez którego muszą często płakać , ktory zdradzi jest bardziej chodliwy. To przykre ale prawdziwe.

Dlaczego tak piszę ? Ponieważ jestem podobny do Ciebie. Kocham kobietę ktora rozstała się ze mną bo byłem taki jak ty... natomiast do dzis wspomina swojego byłego ktory wracał pijany po nocy, ktory ją ostatecznie zdradził . To była jej wielka miłość ...

Kobieca logika jest nieco pokręcona. Też byłem dobrym i kochającym facetem, to mi moja ex zaczęła robić jazdy, że jestem "za dobry", że "musi to przemyśleć", że "chyba już mnie nie kocha". Została, ale ze względu na swoją wygodę, bo nikt się koło niej inny nie kręcił. Jej się jeden pan podobał, ale jej nie chciał. We mnie w międzyczasie coś pękło, położyłem przysłowiową lachę na związek, wdałem się w romans z 11 lat młodszą koleżanką z pracy. Jak moja to odkryła, to oczywiście były awantury, ale też były błagania, żebym jej nie zostawiał, nie opuszczał, że jest fajniejsza niż "tamta zdzira". Ot taka logika smile

W końcu i tak się rozstaliśmy, bo się wypaliło obustronnie, ale do dziś mamy przyjacielski kontakt i dziewczyna ma duży szacun do mnie, choć kiedyś przez wspólne lata tego szacunku czasem brakowało.

33

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Michno , T- 28 w życiu nie słyszałam większych bzdur, że kobiety rzucają dobrych i kochających facetów, a szanują tych, co zdradzają.

34

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Michno , T- 28 w życiu nie słyszałam większych bzdur, że kobiety rzucają dobrych i kochających facetów, a szanują tych, co zdradzają.

To poczytaj sobie choćby to forum.

"Szanują" to może złe słowo - czują respekt i pożądanie. Później piszą, że "strasznie mnie zranił, ale bardzo mnie do niego ciągnie, co z tym zrobić, poradźcie coś". Albo "nasza relacja jest trudna, burzliwa, ale nie potrafię od niego odejść".

A o tych dobrych misiach też piszą. "Jest dobrym człowiekiem, ale nie czuję tej chemii", a czasem dodatkowo "Ostatnio spotykam się z kolegą z pracy, przy nim czuję się w pełni kobietą. Nie czuję się komfortowo, że zdradzam dobrego i oddanego mi człowieka, ale to jest silniejsze ode mnie".

Poszukaj sobie na forum, znajdziesz.

35

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Sama jestem kobietą i wiem, co myślę.

To jest forum dla skrzywdzonych, cierpiących, zagubionych, więc tu nie ma historii o zwykłych, szczęśliwych związkach, więc ja Ci niczego nie zacytuję.

Jeśli dziewczyna pisze, że nie czuje chemii,  to nie czuje i nie ma to związku z tym, że ktoś jest dobry, tylko po prostu tej chemii nie ma i już. Zdarza się tak.
To, że ktoś pisze, że ma burzliwy związek , to nie znaczy zaraz , że są tam zdrady.
Owszem , pełno jest historii o zdradzie, przemocy, braku szacunku, a dziewczyna twierdzi, że kocha i nie odejdzie. Ale wiesz co? Najczęściej taka dziewczyna ma jakiś problem, skoro kogoś , kto ją krzywdzi kocha bardziej niż siebie.

Tak bywa, że niektóre związki się wypalają, czasem ludzie do siebie nie pasują, coś się kończy. Oczywiście zawsze ta strona, która była bardziej zaangażowana cierpi bardziej. Tak jest, było i będzie. Trzeba umieć to sobie przepracować, wyciągnąć wnioski, zastanowić się nad wszystkim na spokojnie i iść dalej. Ale nie wyciągać wniosków, że muszę stać się draniem, żeby kobiety za mną szalały. Może i niektóre , te zagubione , będą, ale uwierz, porządne, fajne dziewczyny będą od ciebie uciekać.

P. S. Jest gdzieś Twój wątek T-28?

36

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

O tamtej kobiecie nie ma żadnego wątku, to stara sprawa, do której nie mam obecnie jakiegokolwiek stosunku emocjonalnego. Jeden wątek mam, ale o zupełnie innej dziewczynie. Co do której też mi uczucia przeszły, nawiasem mówiąc wink

Natomiast ze swojej i wielu innych facetów historii wiem jedno: spokój w związku zabija chemię i pożądanie. To już lepiej przyjść co jakiś czas pijany do domu i ze śladem cudzej szminki na twarzy, przynajmniej emocje będą big_smile

37

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Nie spokój, a nuda zabija związek

38

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Nie spokój, a nuda zabija związek

Cóż, faceci cenią sobie spokój, dla kobiet często spokój oznacza nudę, bo muszą być emocje.

Żebyśmy się dobrze rozumieli - nie potępiam swojej byłej za to, że chciała mnie zostawić, chociaż byłem dobrym chłopaczyną. Po prostu nie rozumiałem wtedy, czego potrzebują kobiety i musiałem kiedyś tę lekcję przerobić.

39

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

No widzisz i tu właśnie dochodzimy do sedna

40 Ostatnio edytowany przez masajka (2017-03-08 17:02:57)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

No widzisz i tu właśnie dochodzimy do sedna . Chodzi o to, aby partnerzy dobrze się rozumieli i żeby dla dwojga spokój był spokojem, a nie dla jednego spokojem, a dla drugiego nudą.

A teraz wiesz, czego potrzebują kobiety? Zdrady? Pijanego faceta?

Wrzucasz wszystkie kobiety do jednego worka, bo zostałeś zraniony. Ale każda kobieta jest inna i każda potrzebuje , czego innego. Do każdej trzeba podejść indywidualnie.

41

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Sama jestem kobietą i wiem, co myślę.

Owszem , pełno jest historii o zdradzie, przemocy, braku szacunku, a dziewczyna twierdzi, że kocha i nie odejdzie. Ale wiesz co? Najczęściej taka dziewczyna ma jakiś problem, skoro kogoś , kto ją krzywdzi kocha bardziej niż siebie.

Nawet nie wiesz ile mężczyzn nie odchodzi z powodu miłości od kobiet które ich krzywdzą.

masajka napisał/a:

Tak bywa, że niektóre związki się wypalają, czasem ludzie do siebie nie pasują, coś się kończy. Oczywiście zawsze ta strona, która była bardziej zaangażowana cierpi bardziej. Tak jest, było i będzie. Trzeba umieć to sobie przepracować, wyciągnąć wnioski, zastanowić się nad wszystkim na spokojnie i iść dalej. Ale nie wyciągać wniosków, że muszę stać się draniem, żeby kobiety za mną szalały. Może i niektóre , te zagubione , będą, ale uwierz, porządne, fajne dziewczyny będą od ciebie uciekać.

Według mnie T-28 nie ma na myśli drani jako osobę która specjalnie krzywdzi.  Bardziej chodzi o brak zainteresowania, mniejsze angażowanie się, lekki dystans.

masajka napisał/a:

Nie spokój, a nuda zabija związek

Rutyna wkrada się w każdy związek. Nie da rady jej na dłuższą metę uniknać.
Nawet jak prowadzi się intensywny tryb życia z kinem teatrem wyjazdami podróżami to wcześniej czy pozniej tego nie unikniesz.
W szczególności jak pojawiają się dzieci.
I właśnie dlatego:

T-28 napisał/a:

Cóż, faceci cenią sobie spokój, dla kobiet często spokój oznacza nudę, bo muszą być emocje.

I to jest bardzo mądre stwierdzenia. Mężczyźni lubią mieć stabilność, (nawet jeżeli nie są rutyniarzami) wiedzieć na czym stoją i czuć się spokojnie.


masajka napisał/a:

No widzisz i tu właśnie dochodzimy do sedna . Chodzi o to, aby partnerzy dobrze się rozumieli i żeby dla dwojga spokój był spokojem, a nie dla jednego spokojem, a dla drugiego nudą.

Często się tak nie da.  Nawet jeżeli połówki są dobrze dobrane to dla jednego określony typ zachowania może być stabilnością i spokojem a dla drugiego nudą.
Jako że obiektywizm to też sprawa indywidualna zależna od wielu czynników i poglądów nie ma recepty na to jak i w jaki sposób trzeba się zachowywać.

masajka napisał/a:

Jeśli dziewczyna pisze, że nie czuje chemii,  to nie czuje i nie ma to związku z tym, że ktoś jest dobry, tylko po prostu tej chemii nie ma i już. Zdarza się tak.

Nie wierze w takie rzeczy po 8 latach związku że ktoś mówi że nie czuje chemii....
Skoro ta chemia była nie znikła w jeden dzień tylko działo się to stopniowo a co za tym idzie ktoś prawdopodobnie tu kogoś kłamał i oszukiwał mówiąc że jest w porządku.

42

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Planet, a więc tak.
Ten ostatni cytat był do T-28 . Zgadzam się, że chemia nie znika nagle .
Co do reszty to kobiety też lubią stabilizację.
I znowu zgadzam się z Tobą, że rutyna zawsze się wkradnie,  szczególnie jeśli pojawią się dzieci. Tyle, że jak są dzieci to są już inne priorytety.

Ja wiem, że nie ma recepty na szczęśliwy związek. Nie ma dwóch idealnie dobranych do siebie osób. Ale jak komuś jest dobrze w związku , to nie mówi, że mu się znudził związek. Docenia ten spokój, który ma. Codzienność wspólną. Drobiazgi.

43

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Chciałabym Ci jakoś pomóc, bo nie wierzę , że ludzie się rozstają bez przyczyny, ale ciężko mi coś więcej napisać, bo jesteś bardzo skryty i tak naprawdę nic o sobie, o niej , o was nie napisałeś.

Nie chcę cię ciągnąć za język, ale byłoby łatwiej , gdybyśmy wiedzieli więcej.

Przyznam szczerze, że skorzystałem z forum ze względu na anonimowość jaką mi daje to rozwiązanie. Każdy związek jest specyficzny i wyciąganie tutaj szczegółów... zresztą sama wiesz. Liczę się też z tym że z fusów nikt nie będzie wróżył. Chodziło mi raczej o ogół całej tej sytuacji: tyle lat razem, żadnego okazywania wątpliwości wcześniej przez Nią... a tu nagle po wszystkim. Nie mamy teraz kontaktu żadnego więc nie wiem czy ma kogoś, czy jest sama, jak to teraz wygląda z Jej strony. Świerzbiła mnie ręka żeby zadzwonić ale stwierdziłem że zaszkodzi to mojemu "powrotowi do zdrowia psychicznego". Jestem nadal na takim etapie, że jedno słowo o tęsknocie za mną i znowu będę sobie wyobrażał że się ułoży i będzie jak dawniej. Miewam takie przebłyski kilkusekundowe w których już w ogóle się tym wszystkim nie martwię i mam w końcu względnie dobry humor. Mam nadzieję że będzie się to zdarzało coraz częściej aż w końcu już zostanie tak na stałe :-).
Też uważam że w moim przypadku to raczej stabilizacja była a nie rutyna... Człowiek zapiernicza w pracy, potem chce sobie trochę odpocząć... nie moja wina że tak wygląda 90% mojego tygodnia. Zawsze myślałem że lepiej tak niż się obijać i być uważanym za lenia i nieroba. Ona też pracuje i czasami wymijaliśmy się całkowicie... tak wygląda dorosłe życie niestety.

44

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Do całkowitego ,, wyleczenia się" potrzeba czasu, ale tak to się właśnie zaczyna, od pojedynczych myśli, że dam radę, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze.
Tęsknota pojawi się jeszcze nie raz, ale ważne, żeby jej się nie poddawać, tylko odpedzac te myśli.
Będzie też powracać pytanie: dlaczego? Być może nigdy się nie dowiesz dlaczego i z tym też się trzeba pogodzić.

Życzę powodzenia i trzymam kciuki.

45

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Za powodzenie nie dziękuję :-).
Na razie jest ciężko, nawet bardzo. Nie dociera do mnie nadal to wszystko, mało radosnych chwil. Kiedyś z utęsknieniem czekałem na weekend a teraz w soboty i niedziele męczę się najbardziej. Spotkania ze znajomymi nie pomagają, siedzę jak kołek bez chęci do życia. Nie potrafię się zająć czymś na tyle, żeby nie myśleć. Jedyna chwila odpoczynku to sen, dlatego zaczynam rozumieć niechęć do wychodzenia z łóżka. Wiem że trzeba się wziąć w garść ale jeszcze nie potrafię. Patrzę na siebie w lustrze i nie chce mi się wierzyć, że jeszcze 3 miesiące temu byłem szczęśliwy a teraz użalam się nad sobą jak ostatnia pierdoła.
A może to świadczy o moim przywiązaniu i prawdziwej miłości?
O nowej kobiecie jeszcze długo nie pomyślę, bałbym się że będzie jak w którymś wątku obok. Nie będę się potrafił otworzyć przed nią i wciąż będę myślał o tej którą wciąż kocham...

46

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

To świadczy raczej o konieczności 'przerobienia' problemu wewnętrznie.
Indywidualna sprawa - za to jak już przerobisz - poczucie ulgi potrafi wprawić w prawdziwie energetyczny nastrój smile
Zachęcam do aktywności - choćby na siłę - to pozostawanie w łóżko to niedobry objaw - coś cyklicznego i odpowiedzialnego abyś nie mógł się łatwo wykręcić - zainwestuj może pieniądze i bój sie o zysk albo coś ?

47

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Kolego, byłeś z nią długo, dlatego mam nadzieję, że wiesz, że i proces ten będzie długi. Mówi się, że całkowite wyleczenie się z drugiej osoby trwa 1/3 czasu, który się z nią było.  Ja po 3,5 letnim związku czułem się jakbym dostał obuchem w brzuch i choć rozstanie nastąpiło już ponad 3 miesiące temu, a moja ex związała się z już z nowym facetem, w dalszym ciągu są momenty kiedy myślę o niej. Zwłaszcza, kiedy mijam "nasze" miejsca, czy gdzieś w tle leci kojarząca się z nią muzyka itd. I to normalne, bo nie da się wymazać z pamięci wszystkich wspomnień. Proces ten jednak polega na tym, że okresy cierpienia , które przeżywasz będą się skracać. Mi na początku pomogła rozmowa z ludźmi na te tematy , głównie z rodziną.  Czytałem to forum i pozwalałem sobie na ekspresję emocji. Najważniejsze to nie ukrywać emocji - nawet powodujących płacz. W pewnym momencie jednak zrozumiałem ,że żyjąc przeszłością nie zbuduję nic na przyszłość, bo chodząc smutny i załamany, żadna nie będzie chciała wiązać się z facetem, w dodatku o niskim poczuciu wartości ( bo u  mnie dochodziły myśli, że już nikogo nie poznam ). Dojdziesz do tego samego. Miało to jednak miejsce  2 miesiące po rozstaniu więc to był proces, a nie wydarzenie. Od tamtego czasu, mniej więcej od miesiąca jednak zająłem się sam sobą, wziąłem się za siebie pod każdym względem, aż nawet koleżanki stwierdziły, że stałem się bardziej ambitny smile Dobrze mi z tym, zająłem się samorozwojem, chodzę na siłownię, uczę się jezyka obcego, gdyż postanowiłem jechać na stałe za granicę, robię to co chcę kiedy chcę i procent chwil, w których się uśmiecham na nowo jest o wiele większy niżeli był jeszcze niedawno. Ciebie również to czeka, choć w to jeszcze nie wierzysz, jak ja nie wierzyłem.

48

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Ja jestem kobietą i lubię spokój. To bezpieczeństwo, które daje kochający, wierny facet. I nie ma znaczenia, czy jest nuda , czy emocje, bo jak nie ma miłości, to nic nie pomoże...ani chemia, ani nic. Przynajmniej u mnie. Są kobiety, którym tylko chemia wystarczy, są takie, którym wystarczy kasa, bezpieczeństwo, rozsądek, dzieci...każda jest inna. I tyle.

49

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
PolnyMotylek napisał/a:

Ja jestem kobietą i lubię spokój. To bezpieczeństwo, które daje kochający, wierny facet. I nie ma znaczenia, czy jest nuda , czy emocje, bo jak nie ma miłości, to nic nie pomoże...ani chemia, ani nic. Przynajmniej u mnie. Są kobiety, którym tylko chemia wystarczy, są takie, którym wystarczy kasa, bezpieczeństwo, rozsądek, dzieci...każda jest inna. I tyle.

Szkoda tylko że kobiety nie komunikują na początku związku czego dokładnie chcą i czego im potrzeba.
Przynajmniej większość.

50

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

random.further -> czuję że trochę czasu zajmie mi to przerobienie ;-),  inwestycje wolę jednak zostawić na czasy "trzeźwego umysłu" :-)
marcin.z1802 -> skąd ja znam te myśli że już sobie nikogo nie znajdę..., dzięki za dobre rady!
PolnyMotylek -> nie wiem jak to jest przestać kogoś kochać, bo tego nigdy nie doświadczyłem, w sensie nie z mojej strony. Przecież to się chyba czuje wcześniej, że coś się dzieje i coś musi być tego przyczyną? No właśnie planet1988, czasem wystarczyło by powiedzieć partnerowi w czym problem a nie nagle "obuchem w brzuch".

51

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Distress chcesz pogadać napisz emiala.
Jestem facetem i przeżyłem kiedyś to co ty w gorszym wydaniu. Dużo gorszym. Dam Ci parę rad jak chcesz

52

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
Distress napisał/a:

random.further -> czuję że trochę czasu zajmie mi to przerobienie ;-),  inwestycje wolę jednak zostawić na czasy "trzeźwego umysłu" :-)
marcin.z1802 -> skąd ja znam te myśli że już sobie nikogo nie znajdę..., dzięki za dobre rady!
PolnyMotylek -> nie wiem jak to jest przestać kogoś kochać, bo tego nigdy nie doświadczyłem, w sensie nie z mojej strony. Przecież to się chyba czuje wcześniej, że coś się dzieje i coś musi być tego przyczyną? No właśnie planet1988, czasem wystarczyło by powiedzieć partnerowi w czym problem a nie nagle "obuchem w brzuch".

No widzisz - bardzo trzeźwo myślisz smile, teraz tylko musisz tak częściej smile
Potrwa na pewno, czas do odzyskania spokoju pewnie liczony jest również miarą Twojej wrażliwości i stałości w uczuciach - czyli kiedyś, kiedyś... masz coś bardzo cennego do zaofiarowania, tyle, że pewnie ostrozniej (podobnie jak inwestycję) wybierzesz u kogo to ulokować smile

53 Ostatnio edytowany przez waldi28 (2017-03-17 03:07:20)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Jestem od Ciebie rok młodszy mam 31 lat a przechodzilem w tamtym roku to samo też po dlugim czasie bo 6 lat, też planowalem zareczyny itp. Tez byla niepewność   co dalej, wkońcu musialem na sile wrecz wyciagnac z mojej eks że już nie kocha itp bo milczala jak glaz , zero rozmowy przez ponad 2 miesiace. Zerwala ze mną w przeddzień obrony pracy na uczelni. Ale obronilem się , a dokladnie po 2 miesiacach poznalem nową kobiete zupelne pzreciwienstwo tamtej i jestem znią do teraz , Jeden rozdzial sie zamyka  drugi sie otwiera tak trzeba sobie  to tlumaczyc bo inaczej sie zwariuje. Wiem że nic nie sprawia przyjemnosci, czujesz sie fatalnie nie mozesz  sie skupić. Jedynym lekartwem jest poznanie nowej kobiety. Innego nie ma. A jak babka bedzie fajna to o tamtej moment zapomnisz. Moja byla też czasem mi sie śni ale co sen mara Bóg wiara jak to mowia i do przodu chlopie . A ona jeszcze kiedyś pożałuje ale bedzie za pozno. Wiele tzw,,dobrych chłopaków '' zostalo nieowracalnie skrzywdzonych przez takie panienki. A jak Ci opadną emocje a opadną jestem pewien to zaczniesz dostzregać jej wady również nikt nie ejst taki idealny. Spotykaj sie z innymi kobietami nie musisz od razu wchodzić  w jakieś zwiazki, po prostu spotykaj sie poznawaj jako koleżanki a  noz coś z tego bedzie. I znajdz sobie hobby silownia, rower, basen wyżyjesz sie padniesz zmeczony na wyro, zobaczysz  że jutro też jest nowy dzien. Bez Twojej EX !! Lepiej teraz niż po ślubie, podział majątku, rozwód,  a i dzieci jak byscie mieli by cierpialy. Ciesz sie ze stalo sie to teraz a nie po 15 latach malzenstwa. Gwarancji że z nastepna sie ulozy  też nie ma ale nie możesz  też byc  za dobry dla kobieet bo one sie wtedy nudzą, nie maja emocji

54

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
waldi28 napisał/a:

... Jedynym lekartwem jest poznanie nowej kobiety. Innego nie ma. A jak babka bedzie fajna to o tamtej moment zapomnisz. Moja byla też czasem mi sie śni ale co sen mara Bóg wiara jak to mowia i do przodu chlopie . A ona jeszcze kiedyś pożałuje ale bedzie za pozno. Wiele tzw,,dobrych chłopaków '' zostalo nieowracalnie skrzywdzonych przez takie panienki. A jak Ci opadną emocje a opadną jestem pewien to zaczniesz dostzregać jej wady również nikt nie ejst taki idealny. Spotykaj sie z innymi kobietami nie musisz od razu wchodzić  w jakieś zwiazki, po prostu spotykaj sie poznawaj jako koleżanki a  noz coś z tego bedzie. I znajdz sobie hobby silownia, rower, basen wyżyjesz sie padniesz zmeczony na wyro, zobaczysz  że jutro też jest nowy dzien. Bez Twojej EX !! Lepiej teraz niż po ślubie, podział majątku, rozwód,  a i dzieci jak byscie mieli by cierpialy. Ciesz sie ze stalo sie to teraz a nie po 15 latach malzenstwa. Gwarancji że z nastepna sie ulozy  też nie ma ale nie możesz  też byc  za dobry dla kobieet bo one sie wtedy nudzą, nie maja emocji


Nie zgodzę się, że jedynym lekarstwem jest poznanie nowej. To jest najgorsze rozwiązanie: przeskakiwanie z związku w związek. Jedynym sposobem jest przepracowania tych emocji, pogodzenie się z nimi, odkochanie w byłej, poukładane sobie wszystkiego , nauczenie się bycia samemu i dopiero wtedy można myśleć o nowym związku.
Waldi Ty masz nadal żal do swojej byłej. Spytasz, dlaczego tak myślę. Ano dlatego, że piszesz ,,ona jeszcze tego pożałuje, ale będzie za późno,"  ,,wiele chłopaków zostało skrzywdzonych przez takie panienki". Waldi, Jake panienki? Takie, które przestały kochać, albo nigdy nie kochały . Ot jakieś zauroczenie, potem przyzwyczajenie i latka lecą.
Nie bronię  absolutnie Waszych byłych, ale takie zlozeczenie, że ona w końcu pożałuje świadczy, że rozstanie nie zostało przepracowane.

Natomiast rady o znalezieniu hobby, zajęciu się sobą są super. Zgadzam się również, że lepiej , że to wyszło teraz niż miałoby to być po ślubie.

55 Ostatnio edytowany przez planet1988 (2017-03-17 20:28:36)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:
waldi28 napisał/a:

... Jedynym lekartwem jest poznanie nowej kobiety. Innego nie ma. A jak babka bedzie fajna to o tamtej moment zapomnisz. Moja byla też czasem mi sie śni ale co sen mara Bóg wiara jak to mowia i do przodu chlopie . A ona jeszcze kiedyś pożałuje ale bedzie za pozno. Wiele tzw,,dobrych chłopaków '' zostalo nieowracalnie skrzywdzonych przez takie panienki. A jak Ci opadną emocje a opadną jestem pewien to zaczniesz dostzregać jej wady również nikt nie ejst taki idealny. Spotykaj sie z innymi kobietami nie musisz od razu wchodzić  w jakieś zwiazki, po prostu spotykaj sie poznawaj jako koleżanki a  noz coś z tego bedzie. I znajdz sobie hobby silownia, rower, basen wyżyjesz sie padniesz zmeczony na wyro, zobaczysz  że jutro też jest nowy dzien. Bez Twojej EX !! Lepiej teraz niż po ślubie, podział majątku, rozwód,  a i dzieci jak byscie mieli by cierpialy. Ciesz sie ze stalo sie to teraz a nie po 15 latach malzenstwa. Gwarancji że z nastepna sie ulozy  też nie ma ale nie możesz  też byc  za dobry dla kobieet bo one sie wtedy nudzą, nie maja emocji


Nie zgodzę się, że jedynym lekarstwem jest poznanie nowej. To jest najgorsze rozwiązanie: przeskakiwanie z związku w związek. Jedynym sposobem jest przepracowania tych emocji, pogodzenie się z nimi, odkochanie w byłej, poukładane sobie wszystkiego , nauczenie się bycia samemu i dopiero wtedy można myśleć o nowym związku.
Waldi Ty masz nadal żal do swojej byłej. Spytasz, dlaczego tak myślę. Ano dlatego, że piszesz ,,ona jeszcze tego pożałuje, ale będzie za późno,"  ,,wiele chłopaków zostało skrzywdzonych przez takie panienki". Waldi, Jake panienki? Takie, które przestały kochać, albo nigdy nie kochały . Ot jakieś zauroczenie, potem przyzwyczajenie i latka lecą.
Nie bronię  absolutnie Waszych byłych, ale takie zlozeczenie, że ona w końcu pożałuje świadczy, że rozstanie nie zostało przepracowane.

Natomiast rady o znalezieniu hobby, zajęciu się sobą są super. Zgadzam się również, że lepiej , że to wyszło teraz niż miałoby to być po ślubie.

Przepracowanie zwiazku który trwał długo, 7-10 lat nie jest możliwe w ciągu roku. Ja wiem po sobie. Często wskoczenie w nowy związek kończy się zawalistym sukcesem. Dwoje ludzi po przejściach stworzy naprawdę świetny związek jeżeli tylko będą chcieli. I on ma racje. Ona za kilka lat wspomni jakiego miała dobrego partnera. Mylisz się Masajka. On nie ma żalu. On stwierdza fakt. Wielu zostało porzuconych przez takie które za młodości szukały tylko kasy, oparcia i stabilności....

56

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Już nie wiem Planet, czy się ze mną zgadzasz, czy nie zgadzasz.?

57

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

Już nie wiem Planet, czy się ze mną zgadzasz, czy nie zgadzasz.?

W części podzielam Twoje poglądy, w części mam inne smile

58

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

To tak jak ja smile
Gdyby Waldi nie miał żalu do byłej, to by mu nie zależało, czy go kiedyś doceni, czy nie. Jeśli się odkochamy,  zamkniemy dany rozdział to naprawdę nas nie interesuje, co ta osoba o nas myśli, nie zastanawiamy się, czy zateskni kiedyś. Jest nam to OBOJĘTNE! A on jeszcze sni o niej.

59 Ostatnio edytowany przez T-28 (2017-03-17 21:48:11)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

To tak jak ja smile
Gdyby Waldi nie miał żalu do byłej, to by mu nie zależało, czy go kiedyś doceni, czy nie. Jeśli się odkochamy,  zamkniemy dany rozdział to naprawdę nas nie interesuje, co ta osoba o nas myśli, nie zastanawiamy się, czy zateskni kiedyś. Jest nam to OBOJĘTNE! A on jeszcze sni o niej.

Trochę nie rozumiesz facetów. U facetów jest jeszcze takie coś jak męska duma. To ona każe facetom źle życzyć kobietom, które nas odrzuciły. Dotyczy to i byłych i niedoszłych. Może to i bez sensu, ale tak jest. I niewiele ma to wspólnego z zamknięciem bądź niezamknięciem rozdziału.

Ot taki przykład. Kiedyś na studiach byłem zakochany mocno w jednej dziewczynie z roku, dała mi kosza. Czas zrobił swoje, z czasem zapomniałem zupełnie o jej istnieniu. Czyli rozdział zamknięty jak nic. Spotkałem ją przypadkowo po kilkunastu latach w centrum handlowym. W sumie to ona poznała mnie, a nie ja ją, ja mam taką sobie pamięć do twarzy. Jakaś zmęczona życiem, zmarszczki na twarzy, pogadaliśmy trochę, to jeszcze ponarzekała, że jej się z mężem nie układa. Pożegnałem się i odszedłem w świetnym nastroju. 100% radości, 100% satysfakcji.

I pewnie obiektywnie rzecz biorąc jest to głupie, ale my faceci już tak mamy.

60

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

waldi28 -> humoru mi nie poprawia świadomość że jest nas - porzuconych po tylu latach - tak dużo! To dobrze że tak szybko wróciłeś do żywych i dajesz radę. Co do tego czy kiedyś pożałuje swojej decyzji... nie wiem. Z pewnością nie byłem ideałem, mam wady i zalety jak każdy człowiek, mojej Kobity też nie idealizowałem nigdy, po prostu kochałem Ją taką jaka była. Celowo napisałem w czasie przeszłym bo wypadałoby się w końcu do tego przyzwyczaić.
Nie rozumiem też co rozumiesz przez "za dobry dla kobiet"? Załóżmy że jestem dobry i co, mam się w przyszłości celowo źle zachowywać w stosunku do kobiet bo się szybko znudzę? ;-)
T-28 - nie życzę nikomu źle, z mojej strony pozostaje raczej życzyć powodzenia w szukaniu szczęścia w życiu.  Zostałem skrzywdzony ale nadal jestem pod wpływem tego co kiedyś było między nami.
Dziwnie się czuję. Tyle lat byłem w związku a teraz spadłem nagle jak Jaś Fasola na glebę i wypadałoby wstać, iść do ludzi i kiedyś poznać kobietę... Tylko jak się to ku*** robiło? Bo już zapomniałem :-)

61

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
T-28 napisał/a:
masajka napisał/a:

To tak jak ja smile
Gdyby Waldi nie miał żalu do byłej, to by mu nie zależało, czy go kiedyś doceni, czy nie. Jeśli się odkochamy,  zamkniemy dany rozdział to naprawdę nas nie interesuje, co ta osoba o nas myśli, nie zastanawiamy się, czy zateskni kiedyś. Jest nam to OBOJĘTNE! A on jeszcze sni o niej.

Trochę nie rozumiesz facetów. U facetów jest jeszcze takie coś jak męska duma. To ona każe facetom źle życzyć kobietom, które nas odrzuciły. Dotyczy to i byłych i niedoszłych. Może to i bez sensu, ale tak jest. I niewiele ma to wspólnego z zamknięciem bądź niezamknięciem rozdziału.

Ot taki przykład. Kiedyś na studiach byłem zakochany mocno w jednej dziewczynie z roku, dała mi kosza. Czas zrobił swoje, z czasem zapomniałem zupełnie o jej istnieniu. Czyli rozdział zamknięty jak nic. Spotkałem ją przypadkowo po kilkunastu latach w centrum handlowym. W sumie to ona poznała mnie, a nie ja ją, ja mam taką sobie pamięć do twarzy. Jakaś zmęczona życiem, zmarszczki na twarzy, pogadaliśmy trochę, to jeszcze ponarzekała, że jej się z mężem nie układa. Pożegnałem się i odszedłem w świetnym nastroju. 100% radości, 100% satysfakcji.

I pewnie obiektywnie rzecz biorąc jest to głupie, ale my faceci już tak mamy.

OJ Masajka wiele jeszcze o meżczyznach uczuć się musisz;)
80% marzy o kobiecie wiernej, uczciwej, kochacej.
Nikt tu z nas facetów nie życzy kobietom źle, po prostu tak jak Wy nie spotkaliśmy właściwej osoby

62 Ostatnio edytowany przez masajka (2017-03-18 19:02:55)

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

No to teraz mnie przeraziliscie nie na żarty wink  Moi byli też mi życzą źle?
Serio, to sądzę, że to zależy od człowieka. Nie można uogolniac , że faceci tak mają , a kobiety tak.

Chyba jednak znam się trochę na facetach.  Od kilkunastu lat jestem z jednym smile

63

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...
masajka napisał/a:

No to teraz mnie przeraziliscie nie na żarty wink  Moi byli też mi życzą źle?
Serio, to sądzę, że to zależy od człowieka. Nie można uogolniac , że faceci tak mają , a kobiety tak.

Chyba jednak znam się trochę na facetach.  Od kilkunastu lat jestem z jednym smile

Więc znasz jednego i znasz zachowania jednego, no chyba że o czymś nie wiemy.....

64

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Czy to jest wątek o mnie? smile
Nie, nie znam zachowań tylko jednego.

65

Odp: 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Cześć,

Nie wiem czy autor jeszcze śledzi swój temat, ale jeśli tak jest to powiem Ci tak: najwidoczniej "nasze" kochane Panie zgadały się bo u mnie sytuacja wygląda niemal jak odbicie lustrzane, w moim przypadku sytuacja wygląda tak: związek 7 lat / urwanie kontaktu z dnia na dzień / chęć przerwy / nie wytłumaczenie o co tak na prawdę chodziło.

Na samym początku miałem tak samo jak Ty, jedzenie nie smakowało, sen przychodził z wielkim trudem, ciągłe myślenie co poszło nie tak,ale..

No właśnie jest ALE! Sam sobie wytłumczyłem, że o uczucia nie wolno się prosić, trzeba żyć jak facet i nie załamywać się. Trzeba szukać pozytywów tam gdzie ich byśmy się nie spodsiewali. Ja osobiście dziękuję swojemu aniołowi stróżowi, że stało się to teraz a nie po tym jak by się wprowadziła do mnie (tak miało się stać w czerwcu br.), to jest szansa by w przyszłości poznać kogoś kto będzie nas wart, chciałbyś teraz wrócić do swojej ukochanej? Przecież to by się powtórzyło, daję sobie rękę uciąć.

Jak sobie pomagałem w trudnym okresie? Przede wszystkim skupiłem się na sobie, na pracy, na spotkaniach ze znajomymi. Zapytasz pewnie o efekty, otóż chcąc niechcąc poznałem dwie dziewczyny (nie szukałem na siłę) i powiem Ci tak: czuć w tych relacjach tzw "świeżość", wiadomo,że w jakimś stopniu mózg porównuje dane osoby z tymi z którymi byliśmy tyle lat,ale czy aby na pewno to co mieliśmy wcześniej było idealne? Ludzki mózg jest tak głupim narzędziem, że po rozstaniach idealizuje nam byłe partnerki, nagle zapominamy o wadach i o tym co nas denerwowało w zachowaniu EX.

Musisz przetłumaczyć sobie,że w każdej chwili może nadejść lepsze jutro, kto wie czy jutro nie spotkasz kogoś, kto zajmie Twoje myśli? Przez pierwsze dni gdyby zaproponowała moja ex spotkanie i chciała by wrócić to pewnie cieszył bym się jak dziecko, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie odnowić naszego kontaktu, po prostu ją bym jej już nie zaufał, za mocno porysowała mnie bo nie kłóciliśmy się dłuższy czas, kontakt urwany z dnia na dzień i najpierw tłumaczenie,że może przerwa by nam się przydała... Szanujmy się! Jaka przerwa?! W związku małżeńskim też ludzie robią sobie przerwy? Przez miesiąc kobieta jest żoną a przez dwa tygodnie nie?

Chłopaku, głowa do góry, nie jest powiedziane,że z którąś z tych kobiet będę w związku, ale czy warto czegoś oczekiwać? Czy warto w tym momencie myśleć o przyszłości? Po co? Przecież los zrobi z nami to co będzie chciał. Przede wszystkim przestrzegam Cię na odnowę kontaktu, nie rób tego! Pod żadnym pozorem, jeśli Twoja ex zobaczy, że sobie radzisz i nie zamykasz się na inne kobiety to może jej serduszko szybciej zabije i postanowi Cię odzyskać? Odzyska na chwilę i za chwilę będzie to samo, gwarantuje Ci to.

P.S Kobiety mają też to do siebie,że lubią sprawdzać czy facet jest jeszcze ich, to jest ich gra. Może napisze do Ciebie pod jakimś pretekstem i nie będzie pytała wprost czy tęsknisz, ona będzie to widziała po stylu pisania.

Ja zablokowałem swoją na fejsie, numer dodałem do czarnej listy, mam to szczęście,że za dwa miesiące kończy mi się umowa z obecnym operatorem i zmienię numer telefonu, tak by nigdy mnie nie zaskoczyła żadną wiadomością.

Dasz sobie radę, przede wszystkim przyj do przodu, z każdym dniem będzie lepiej, oczywiście nie będziesz tego zauważał, ale różnicę poczujesz po dłuższym okresie. Tyle fajnych babek lata po świecie a my "płaczemy" nad tymi, które postanowiły szukać szczęścia gdzie indziej ;-)

Posty [ 1 do 65 z 101 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 8 lat, zaręczyny, przerwa, koniec...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024