Witam wszytkich.
Półtora miesiaca temu mój pięcioletni związek się skończył. Od kilku lat mieszkaliśmy razem. On kończył studia, żaczał pracować. Ja pracowałam dorywczo również studiowałam. Od roku psuło się między nami. W jego życiu wszystko się układało. Piął się do góry. Obrona mgr, awans w pracy, ciągle oszczedności. U mnie problemy w pracy, ciagle zmiany miejsca pracy, problem z zakończeniem studiów. Wielka niewiaodma.. Strasznie pragnalm od niego wsparcia. Czułam, że się cofam, że stoje w miejscu. Nie miałam sił na nic. Czegokolwiek się zlapałam psuło się. Oczekiwałam od niego wsparcia, poczucia bezpieczenstwa. Zmieniłam się z oosby bardzo pewnej sibie, ambitnej w kogoś o bardzo niskim poczuciu własnej wartosci. Przestałam się kochać. Nie chciało wstawać mi się w łożka, w nocy nie mogłam spać. Godzinami rozmyślałam. Ciągle slyszałam krytykę, jakim to jestem leniem leserem, nierobem. Ja wiedziałam, że mam jakiś wiekszy problem ze sobą, jakies załamanie poczatki depresji. Wsyztko przestało mnie cieszyć poza nim. Doszło do tego ze panicznie zaczełam się bać jego rekacji i krytyki. Był dla mnie najważniejsza osobą i widziaałm, że z dnia na dzien staje się dla niego kimś mniej ważnym. Że nie spełniam jego oczkeiwań. W pracy zostałam oszukana, zrezygnowałam z niej, bałam się do tego przyznać. Przez ponad miesiąc szukałam czegoś innego. Moj ex o tym nie wiedział. Myślał, że pracuje. Oszukałam go rownież odnośnie mojej obrony. Wiedziałam, że nie zrozumie.. Wiedziałam że obronie się w najbliuzszym czasie. Więc dla mnie życie w kłamstwie było łatwiejsze niż wysluchiwanie tego jaka jestem zła. Wiedziałam, że dowie się wkrotce i zapewne zerwie ze mną z tego powodu, ale odciagałam to jak najbardziej w czacsie ponieważ potrzeboiwałam go i bałam się tego, że go strace.
Dowiedział się od mojego kolegi z pracy, że nie pracuje. Zerwał ze mną po tym. Powiedział, że mi nie ufa mi. Nie wierzy w nic. Nie wie kiedy go oklamywalam a kiedy nie. Błagałam prosilam aby został ze mną. Tlumacyzlam mu, że włąsnie tego sie bałam, ze nie zrozumie. ze mnie zostawi. Bo poznał mnie jako ogarnietą osobę pewną siebie.. a z czasem stałam się wrakiem. Potrzebowałam pomocy i wiedzialam ze sobie sama z tym nie dam rady.
Od poltora miesiaca nie ejstesmy razem. Mieszkamy nadal razem. Wiem, że to ogromna patologia. Natomiast zadne nie chciało się wyrowadzić. Ja sobie nie wyobrarzam żyć bez niego. Żyjemy jak wpsólokatorzy. Jestesmy mili dla siebie, chociaż bywają sytuacje w kotrych wypominamy sobie rzeczy z przeslzosci. On powtarza mi ze mnie kocha, ale nie moze ze mna byc bo mi nie ufa. Strasznie mi na nim zalezy. Wiem, że zrobilam, żle. Strasznie żaluje moich kłamstw. Wszytko bym zrobiła zeby go odzyskać. Czy są jakieś na to szanse? Jak mam odbudować jego zaufanie? .. nie wiem jaka decyzje podjać.. mam możliwość wyjazdu za grnaice za dwa miesiace. Wiem, że jesli wyjade to bedzie zupelny koniec. Chcialam z nim pedzić całe życie.. Marzylam o piersiconku, ślubie, dziecku. a teraz... przez moje klamstwa.. wsyztko leglo w gruzach..
pomozcie....