netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

36 odpowiedzi5 158 wyświetleńzałożony przez BOozenkaaa, 01.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1

Temat: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Witam wszytkich.

Półtora miesiaca temu mój pięcioletni związek się skończył. Od kilku lat mieszkaliśmy razem. On kończył studia, żaczał pracować. Ja pracowałam dorywczo również studiowałam. Od roku psuło się między nami. W jego życiu wszystko się układało. Piął się do góry. Obrona mgr, awans w pracy, ciągle oszczedności. U mnie problemy w pracy, ciagle zmiany miejsca pracy, problem z zakończeniem studiów. Wielka niewiaodma.. Strasznie pragnalm od niego wsparcia. Czułam, że się cofam, że stoje w miejscu. Nie miałam sił na nic. Czegokolwiek się zlapałam psuło się. Oczekiwałam od niego wsparcia, poczucia bezpieczenstwa. Zmieniłam się z oosby bardzo pewnej sibie, ambitnej w kogoś o bardzo niskim poczuciu własnej wartosci. Przestałam się kochać. Nie chciało wstawać mi się w łożka, w nocy nie mogłam spać. Godzinami rozmyślałam. Ciągle slyszałam krytykę,  jakim  to jestem leniem leserem, nierobem. Ja wiedziałam, że mam jakiś wiekszy problem ze sobą, jakies załamanie poczatki depresji. Wsyztko przestało mnie cieszyć poza nim. Doszło do tego ze panicznie zaczełam się bać jego rekacji i krytyki. Był dla mnie najważniejsza osobą i widziaałm, że z dnia na dzien staje się dla niego kimś mniej ważnym. Że nie spełniam jego oczkeiwań. W pracy zostałam oszukana, zrezygnowałam z niej, bałam się do tego przyznać. Przez ponad miesiąc szukałam czegoś innego. Moj ex o tym nie wiedział. Myślał, że pracuje. Oszukałam go rownież odnośnie mojej obrony. Wiedziałam, że nie zrozumie.. Wiedziałam że obronie się w najbliuzszym czasie. Więc dla mnie życie w kłamstwie było łatwiejsze niż wysluchiwanie tego jaka jestem zła. Wiedziałam, że dowie się wkrotce i zapewne zerwie ze mną z tego powodu, ale odciagałam to jak najbardziej w czacsie ponieważ potrzeboiwałam go i bałam się tego, że go strace.

Dowiedział się od mojego kolegi z pracy, że nie pracuje. Zerwał ze mną po tym. Powiedział, że mi nie ufa mi. Nie wierzy w nic. Nie wie kiedy go oklamywalam a kiedy nie. Błagałam prosilam aby został ze mną. Tlumacyzlam mu, że włąsnie tego sie bałam, ze nie zrozumie. ze mnie zostawi. Bo poznał mnie jako ogarnietą osobę pewną siebie.. a z czasem stałam się wrakiem. Potrzebowałam pomocy i wiedzialam ze sobie sama z tym nie dam rady.

Od poltora miesiaca nie ejstesmy razem. Mieszkamy nadal razem. Wiem, że to ogromna patologia. Natomiast zadne nie chciało się wyrowadzić. Ja sobie nie wyobrarzam żyć bez niego. Żyjemy jak wpsólokatorzy. Jestesmy mili dla siebie, chociaż bywają sytuacje w kotrych wypominamy sobie rzeczy z przeslzosci. On powtarza mi ze mnie kocha, ale nie moze ze mna byc bo mi nie ufa. Strasznie mi na nim zalezy. Wiem, że zrobilam, żle. Strasznie żaluje moich kłamstw. Wszytko bym zrobiła zeby go odzyskać. Czy są jakieś na to szanse? Jak mam odbudować jego zaufanie? .. nie wiem jaka decyzje podjać.. mam możliwość wyjazdu za grnaice za dwa miesiace. Wiem, że jesli wyjade to bedzie zupelny koniec. Chcialam z nim pedzić całe życie.. Marzylam o piersiconku, ślubie, dziecku. a teraz... przez moje klamstwa.. wsyztko leglo w gruzach.. sad pomozcie....

2

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Dodam, że zaprosil mnie na wesele kuzyna do rodizny jako kolezanke. Nie wiem co mam zrobić.

3 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-01 07:52:46)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Cóż, chciało się być wygodną i przeinaczałaś fakty robiłaś wszystko z lęku przed utratą go, więc nie ma co się dziwić jego reakcji.
Teraz to dopiero on rozdaje karty. Co mozesz zrobić? Przepraszać, starać się, możesz obiecać, że będziesz teraz mu sie spowiadać ze wszystkiego i rozmawiać z nim o wszystkim. Że wiesz, że przy pierwszym kłamstwie Cie zostawi i znasz tego konsekwencje, więc więcej go nie zranisz. Musisz go upewniać, że to Twoja wina, ale nie po to, by go odzyskać, tylko po to byś nie żyła w obłudzie i umiałą tworzyć zdrową relację.

Od niego slyszalas "Ciągle slyszałam krytykę,  jakim  to jestem leniem leserem, nierobem."? Bo tego to nie doczytalem. Przez takie jego zachowania bałaś sie mowic mu o tym?

4

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Bożenko,marnujesz swój czas przy tym dupku.Po co Ci taki facet?Dołuje Cię,poniża..Kłamałaś,bo wiedziałaś,że spotkają Cię wyzwiska,złe traktowanie.Zachowujesz się jak dziecko,które dostało w szkole dwóję i boi się reakcji rodziców.Facet powinien Cię wspierać i pomagać,a on tylko pokazuje Ci,jak jesteś beznadziejna-wg jego opinii.Ogarnij się i wywal go ze swojego życia,wyprowadź się.Życie z takim dupkiem wpędzi Cię w depresję!

5

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Musisz się usamodzielnić, odciąć od osoby, od której jesteś uzależniona. Może ten wyjazd za granicę jest dobrym rozwiązaniem. smile

6 Ostatnio edytowany przez sosenek (2014-05-01 10:48:31)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

.

7

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Oczywiście źle zrobiłaś, okłamując go, no bo przecież po to jest ta druga osoba, żeby udzielać nam wspracia właśnie wtedy kiedy jest nam żle i coś się nam nie udaje.. Ale pomyśl, że skoro ciągle bałas sie, że jak okażesz sie byc słabszą to on przestanie Cie szanować i uważać za godnego sobie partnera, to czy ta obawa kiedykolwiek minie? To znaczy, że wcale nie czułas w nim takiego opracia, jakie spodziewałabyś sie dostac od niego. Teraz jesteś zaślepiona uczuciami, wciąz go kochasz i myślisz, że jak Ty sie postarasz to już bedzie dobrze. Ale jak dla mnie to powinnas dac sobie z nim spokój. I życ przede wszystkim zgodnie ze samą sobą, nie obawiając się gorszej czy lepszej Ciebie. Bo tak, czy taka zasługujesz na wspracie, miłośc i szacunek.

8

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Oczywiście źle zrobiłaś, okłamując go, no bo przecież po to jest ta druga osoba, żeby udzielać nam wspracia właśnie wtedy kiedy jest nam żle i coś się nam nie udaje.. Ale pomyśl, że skoro ciągle bałas sie, że jak okażesz sie byc słabszą to on przestanie Cie szanować i uważać za godnego sobie partnera, to czy ta obawa kiedykolwiek minie? To znaczy, że wcale nie czułas w nim takiego opracia, jakie spodziewałabyś sie dostac od niego. Teraz jesteś zaślepiona uczuciami, wciąz go kochasz i myślisz, że jak Ty sie postarasz to już bedzie dobrze. Ale jak dla mnie to powinnas dac sobie z nim spokój. I życ przede wszystkim zgodnie ze samą sobą, nie obawiając się gorszej czy lepszej Ciebie. Bo tak, czy taka zasługujesz na wspracie, miłośc i szacunek.

9

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

A przecież gdybyś nie słyszała od niego ciągle, że jesteś "leniem , leserem i  nierobem" to tak by się nie stało... Gdybyś mogła mu zaufać to zapewne powiedziała byś o stracie pracy, a on wtedy powinien cię wesprzeć... Dlatego uważam, że to nie twoja wina. Koleś ma jakiś problem- stłamsił swoją kobietę, sprawił, że ona czuła się zerem a potem zwalił na nią winę...
Wiesz-aby być szanowanym, trzeba samego siebie szanować. Nie można dawać sobą pomiatać w imię miłości... Uwolnij się od niego, przede wszystkim powinnaś spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, zacząć budować wiarę w siebie- nie dla niego- stać się silną kobietą. Teraz to-przepraszam-ale jesteś jak stary mebel, który zagraca mieszkanie ale nie pozbywamy się go bo może się jeszcze przyda... I po co on ci mówi, że kocha- gdyby kochał to po pierwsze ważył by słowa, po drugie nie skreślił by cię z powodu kłamstwa, które owszem było ale spowodowane strachem...i to strachem przed nim.
Myślę, że wyjazd dobrze ci zrobi.

10 Ostatnio edytowany przez słonecznik30 (2014-05-01 13:37:28)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Autorko myślę, że wyjazd za granicę to najlepsze w tej sytuacji co mogło Ciebie spotkać, zmiana środowiska i zerwanie toksycznej pajęczyny łączącej z Twoim facetem. Stań na nogi, pokaż na co Ciebie stać, tym samym odzyskaj radość z siebie i życia.

Przytoczony przez Ciebie zarys historii związku nasunął mi na myśl obraz relacji: krnąbrna córeczka - srogi ojciec. Nie na tym polega związek i miłość. Nie chciałabym być z takim facetem. Myślę, że Twój Mężczyzna nie sprawdził się z trudnej sytuacji. W dorosłym życiu (po studenckim) trzeba zmagać się z trudami codzienności wymagającymi nielada zaangażowania z pełną odpowiedzialnością za drugą stronę. Przede wszystkim być uważnym na emocje, tylko ślepiec i egoista nie zauważyłby symptomów depresji. On tego nie zauważył. Nie marnuj życia z kimś, kto wydaje się Tobie dobry. Dobry facet nie poniża, nie obraża, nie bawi się poletkiem wyzwisk. Tęsknisz za patologią?

11

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Uhm, oczywiście lawina krytyki spada na Pana Nieodpowiedniego, typowe.
Bardzo nie lubię, jak wsadza się facetów (czy kobiety) do jednego wora tylko i wyłącznie opierając się na własnych doświadczeniach (czyt. krzywdach).
Szkoda, bo takie przykładanie jednakiego szablonu każdemu/-ej niczym dobrych nie skutkuje.
Zaczerpnięcie podstawowej nawet wiedzy nt. różnic pomiędzy płciami, nt. postrzegania świata, zrozumienia czy też związków skutkuje w przyszłości naprawdę swietną relacją Tylko po co, prawda?
Bożenka, przykro mi, ale widzę dużo błędów w Twoim zachowaniu.
Wiesz, nadszarpnąć zaufanie czasem dużo łatwiej, niż pstryknąć palcem. Oczywiście kobiecie w takiej sytuacji włączają się przeważnie emocje i jest w stanie wybaczyć, z facetami trochę inaczej...oni analizują i wysuwają wnioski (niekoniecznie trafne, choć w ich przekonaniu jak najbardziej), które nie pozwalają im na przejście do porządku dziennego ponad tym, co właśnie zaszło.
Takie Twoje okłamywanie go w sprawach dość ważnych jest czynem wyjątkowo osłabiającym związki między ludźmi.
Mówisz, że Cię nie wspierał....ile trwał ten Twój dół? Nie wspierał Cię od samego początku? Od kiedy to się zaczęło wyzywał od leni i leserów?
Prosze powiedz, bo to dość ważne. Bo jeśli tak, to hm...jest to człek o przerośniętych ambicjach, nie tylko na swoich punkcie.
No a jeśli wspierał, ale po miesiącu/ dwóch miał dosyć, to też zupełnie inne światło na to co się stało rzuca.
Moja rada....pokaż mu, że jesteś godna zaufania, że realizujesz swoje plany, że się zbierasz i potrafisz zapanować nad swoim życiem.
Nie tylko dla niego, dla Ciebie również lub też przede wszystkim dla Ciebie będzie to wielka ulga i pożytek.

12

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Dziękuje bardzo za odpowiedzi i slowa otuchy.

W moim zwaizku na poczatku bylo naprawde bardzo dobrze. Przez pierwsze kilka lat czulam ogromne wsparcie od parneta. zdarzylo mi się raz oklamac go w rzeczy ważnej. Mianowicie ukrywlaam przed nim kilka lat to, że pomagam finansowo rodizcom. Po pewnym czasie przyznalm się do tego i przyjal to spokojnie. Zrozumial, nie krytykowal. Wiedzial, ze po porstu bylo mi wtsyd. Poniewaz jego sytuacja zyciowa byla zupelnie inna. On mial oparcie, rodizce lozyli na jego studia, dostal dom od rodzciow, samochod, ciagle mu pomagali czy to w prkatykach czy jakikolwiek zalatwieniach, wracajac do domu przyejzdzal z ogomnej jedzenia na caly tydzien. U mnie sytuacja byla zuuplenie inna ja jadac do domu pomgadalam finansowo rodizcom.


Sytuacja zmienila sie od czasu kiedy miedzy mna a  nim zrobila sie ogormna przepasc. Ja stalam w miejscu, nic mi sie nie udawalo, moja sytuacja zyciowa, problemy domowe problemy zdrowotne, mysle ze poczatki depresji, problemy na uczleni, sprawily ze stalenam w miejscu. Nie maalm na nic sil. Kazdy z bliskich zauwazyl ze cos ze mna nie tak. Ze to nie ta sama ososba , pel;na ambicji, pernosci siebie. Stalam sie wrakiem czlowikiem. On w tym czasie awansowal, konczyl mgr, odkladam coraz to wieksze pieneidze. Czulam ze zaczyna sie mnie wstydzic. Nie wpsieral mnie.. tylko krytykowal. Mialam dosc tej krytyki. Czulam ze nasz zwaizek sie wali przez to, ze ja nie radze sobie ze soba. Wiedzialam, ze jelsi mu powiem o sowich problemach rzuci mnie i nie zrozumie. Poniewaz te infoemacje ktore mial wsytarczaly aby mnie krytykowac. Ja naprawde szanuje krytyke, ale ja jestem osoba ktorą krytyka demotywuje. Sprawia ze jeszcze jest gorzej. Mi brkaowalo oparecia. Dobrego slowa. Pewnosci ze bedzie dobrze, z emi pomoze. Straznie pragnelam jakiejs deklaracji. Bylam z nim prawie 5 lat, 3 lata mieszkalismy razem. Nie potrafil przez ten czas oswiadczyc się mi. Wiedzialam, ze zrobi to jesli znajde prace na umoe o prace, i skoncze mgr. W obecnyej chwili wiedzialam ze to nie mozliwe. Dlatego zaczelam klamac. Ogromnie tego klamstwa zaluje. Ale dzieki niemu nie musialam wsyluchiwac krytyki. Wiedzialm podsiawdomie, ze klamstwo ma krutykie nogi, gryzlam sie z nim strasznie. Mimo wsyztko woalalm to od pracy i od strary jrego. Wiem, ze mam ogormny problem ze sobna. Rowniez go rozumiem, jednak szczerosc jest najwanziejsza. On uwaza ze zawsze chcial dla mnie dobrze, z emnie kochal, ze nie chcial zebym to tak odbeirala. zapewnia mnie ze by zrozumial prawde. ale ze teraz juz mi zaufac nie moze. Ja naprawde go ogormnie kocham, i czuje ze on rownież cos do mnie czuje.Nie wiem co mam robic.. sad Jak dobeirac jego zachowanie, mieszkanie nadal ze mna. Zaproszenie na wesele. Czesto mnie czyms czestuje. Pyta, czy ide z nim tu czy tam. A jednak nie chce ze mna byc.

13 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-05-01 18:06:23)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Autorko: OBUDŹ SIĘ.
O jakiej "sielance" mówisz?
Strach przed powiedzeniem prawdy i reakcją partnera na Twoje kłopoty, permanentny brak wsparcia -zamiast tego ciągła krytyka. Musiałaś grać kogoś innego by Cię nie zostawił jak się dowie.

To jest karykatura związku i nikt normalny by życia w ciągłym strachu przed ocena nie wytrzymał.
Rozumiem, że Twoja samoocena jest obecnie na poziomie zera, więc masz mocne wrażenie, że jak w tym przysłowiu:
"Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się ino sznur" - tylko u ciebie jest dokładnie odwrotnie.
"Złoty róg" to będziesz mieć teraz bez niego, odżyjesz.

14

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Elle, to były jej wybory i jej wnioski na temat co by było gdyby.
Tu nie ma mowy o stanie faktycznym a raczej o tym, w jaki sposób Autorka go wykreowała.
Twoje opinie są nie fair, nie patrzysz obiektywnie, o czym zresztą wspomniałam w poprzednim poście.
I nie, nie jestem zagorzałą obrończynią kogokolwiek czy czegokolwiek.
Staram się być obiektywna, bez żadnych naleciałości. Tyle.

15

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Zrozumcie mnie. ja Tutaj nie szukam aprobaty wsparcia. Chce, abyscie doradzili mi, czy jest szansa o to walczyć. Wiem, że 50 % winy jest mojej. Nie chce obwiniac o wsyztko jego. Jednego jestem pewna. Chce z nim być i chce zeby zrozumial moje motywy klamstwa. Czy to jest mozliwe?

16

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

To nie chodzi o to, żeby zrozumiał motywy Twojego kłamstwa. Chodzi o odbudowanie zaufania i o to, byś go więcej nie nadszarpywała. Ja widzę szansę, nie jesteś mu obojętna.

17

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!
NieZnamSiebie napisał/a:

Elle, to były jej wybory i jej wnioski na temat co by było gdyby.
Tu nie ma mowy o stanie faktycznym a raczej o tym, w jaki sposób Autorka go wykreowała.
Twoje opinie są nie fair, nie patrzysz obiektywnie, o czym zresztą wspomniałam w poprzednim poście.
I nie, nie jestem zagorzałą obrończynią kogokolwiek czy czegokolwiek.
Staram się być obiektywna, bez żadnych naleciałości. Tyle.

Ok. Dla mnie ich "problemy" są wynikiem braku chęci wejścia w 'jej buty'. dla mnie jest niepojęte, że kobieta zwraca się do partnera po pomoc a w zamian dostaje 'kopa' - jasny komunikat, że jest nieudacznikiem. Na co ona nadstawia drugi policzek i odsłania się bardziej, tłumacząc, że bała się reakcji (w tym wypadku nie chodzi o żałosne tłumaczenie ze zdrady np.) - pokazując już całkiem "podbrzusze". On reaguje bardzo dojrzale i empatycznie i każe jej spadać, bełkocząc coś o kłamstwach.
Zero chęci zrozumienia motywów drugiej osoby.

Nie twierdzę, że zrobiła dobrze, ale litości.. Nie zdradziła, ani nic podobnego, po prostu non-stop ja gnoił więc bała się (jak widać słusznie).
Jak dla mnie facet szukał pretekstu by to zakończyć i znalazł.

Teraz ona będzie za nim latać na kolanach i dalej się poniżać, prosząc o ochłapy tego, co w zdrowym związku jest normą.

Smutny to widok, ale "walcz" o niego autorko! Jak lwica. Bo to spoko gość wink

18

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Wiem, natomiast nie wiem jak mam go odbudować.

19

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Elle bardzo jasne rozumiem Twoj przekaz. Wiele ludzi mowi mi dokladnie to samo patrzac z boku na nasz związek. ale ja rowniez nie ejstem bez winy. Moj ex poznal mnie jako inna osobę, zawiodlam go, zawiodlam siebie. On oczkeiwal az sie ogarne, ja oczekiwalam od niego wsparcia.

20

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Ludzie przecież nie zawsze są tacy sami, zmieniają im sie nastroje, sytuacje w zyciu. Nigdy nie jest tak jak na początku, ale tez nigdy na koncu nie musi byc źle. Ja jestem zdania by rozmawiac o wszystkim, a szczegolnie, ze nie sa to problemy z czapy wzięte.

21

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!
BOozenkaaa napisał/a:

Elle bardzo jasne rozumiem Twoj przekaz. Wiele ludzi mowi mi dokladnie to samo patrzac z boku na nasz związek. ale ja rowniez nie ejstem bez winy. Moj ex poznal mnie jako inna osobę, zawiodlam go, zawiodlam siebie. On oczkeiwal az sie ogarne, ja oczekiwalam od niego wsparcia.

Posłuchaj tego:  https://www.youtube.com/watch?v=W1jIuwYGIrU

Oczekiwał aż się "ogarniesz" - to bardzo szlachetne z jego strony..Zawiodłaś się, ale na NIM.
Jesteś na etapie wyparcia i obwinia się. Minie trochę czasu i włączysz rozsądek.

A jego zachowanie po wszystkim: jest dla Ciebie "do rany przyłóż", pomocny, zadowolony i ..odżył facet po prostu, nie daje Ci do myślenia?

22

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Wiem, że masz racje. Wiem również, że ja bym się inaczej zachowała bedąc na jego miejscu.  On ma taki charakter, nie rozumie tego, że ktoś może miec jakies wenwetrzene problemy, nie rozumie, dopresji, samobojcow. Dla niego to wymysl, to glupie tlumaczenie. Jelsi ktos sie zabija, jest egoista, jesli ktos, sie zalumuej, przstaje dzialac jest lenien. Dla niego wszytko jest proste. i Dzieki temu latwiej mu sie zyje. Nie rozklada niczego na czynniki proste. Dziala bez wiekszych emocji. Dlatego mnie nie rozumie, mnie i moich potrzeb. Ale wiem, ze jest dobrym czlowiekiem, ze mnie kochal bardzo. Bylam jego pierwsza dziewczyna, zwiazek trwal dlugo. Wiem rownież, ze zawinilam i ze zawsze problem lezy po obu stronach. Naprawde chcialabym to naprawić.

23 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-05-01 19:31:54)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Nie udźwigniesz związku sama, a on nie chce współpracować.
Skoro wiesz, że Cie nie rozumie i tak było od początku to jesteście niedopasowani. Mieszkanie pod jednym dachem, ale każdy w swoim świecie -tak to z boku wygląda, z Twojego opisu.
Wasze światy nie "zazębiały się" i przyszedł czas, że dłużej nie dało się tego ciągnąć.
Jeśli on ma tak duże problemy z wyrażaniem i rozumieniem emocji to problem jest dużo głębszy niż myślisz i Twoja zmiana niewiele by wniosła, poza tym że jeszcze mocniej 'doinwestowałabyś' w coś, co już jakiś czas temu się rozpadło.

Wina nigdy nie leży tylko po jednej ze stron to jasne. ale w tym wypadku Twoją "winą" było brnięcie w relację, która tylko połowicznie spełniała Twoje oczekiwania (względna stabilizacja, uniknięcie samotności, było z kim spędzić czas..czy coś jeszcze?), ale ten facet nigdy nie był z Toba blisko emocjonalnie, zabrakło intymności. Ta ostatnią budują rozmowy m.in. o uczuciach i emocjach.

To rozstanie to pobudka z marazmu dla Ciebie, ale nie do wywracania swojego świata do góry nogami dla niego, tylko czas na odnalezienie siebie i tego, czego naprawdę chcesz od związku.
Narazie próbujesz desperacko podjąć decyzję w panice przed samotnością.

Co by się stało, gdybyś pobyła trochę sama? Pomyśl o tym.

I wiesz, ten wasz związek jest trochę jak wino.. niby miał szanse dojrzeć, ale z czasem to wino okazało się skwaśniałe. sad

24 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2014-05-01 19:36:24)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!
Elle88 napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Elle, to były jej wybory i jej wnioski na temat co by było gdyby.
Tu nie ma mowy o stanie faktycznym a raczej o tym, w jaki sposób Autorka go wykreowała.
Twoje opinie są nie fair, nie patrzysz obiektywnie, o czym zresztą wspomniałam w poprzednim poście.
I nie, nie jestem zagorzałą obrończynią kogokolwiek czy czegokolwiek.
Staram się być obiektywna, bez żadnych naleciałości. Tyle.

Ok. Dla mnie ich "problemy" są wynikiem braku chęci wejścia w 'jej buty'. dla mnie jest niepojęte, że kobieta zwraca się do partnera po pomoc a w zamian dostaje 'kopa' - jasny komunikat, że jest nieudacznikiem. Na co ona nadstawia drugi policzek i odsłania się bardziej, tłumacząc, że bała się reakcji (w tym wypadku nie chodzi o żałosne tłumaczenie ze zdrady np.) - pokazując już całkiem "podbrzusze". On reaguje bardzo dojrzale i empatycznie i każe jej spadać, bełkocząc coś o kłamstwach.
Zero chęci zrozumienia motywów drugiej osoby.

Nie twierdzę, że zrobiła dobrze, ale litości.. Nie zdradziła, ani nic podobnego, po prostu non-stop ja gnoił więc bała się (jak widać słusznie).
Jak dla mnie facet szukał pretekstu by to zakończyć i znalazł.

Teraz ona będzie za nim latać na kolanach i dalej się poniżać, prosząc o ochłapy tego, co w zdrowym związku jest normą.

Smutny to widok, ale "walcz" o niego autorko! Jak lwica. Bo to spoko gość wink

Elle,  można wspierać przez miesiąc, ale jeśli po miesiącu widzisz, że nic pozytywnego się nie dzieje a wsparcie nadal potrzebne, to cię szlag zaczyna trafiać.
Pierwsze kłamstwo zrozumiał, czyż nie?
A może jest tak, dopóki nie zdradzamy, dopóty wszystko w zasadzie jest dobre i do wybaczenia? (oczywiście jeśli chodzi o kobiety....bo gdybyśmy tą samą sytuację opisali identycznie lecz z odwróceniem ról, ZAŁOŻĘ  się Elle- pisałabyś zupełnie inaczej).
Pretekstu mówisz...zatem czym jesd la Ciebie ta cała sytuacja, w której są teraz? Graniem na czas, szukaniem nowej miłości, ale póki co niech będzie stara?

Co w zdrowym związku jest normą Elle? Okłamywanie jest normą, ale brak dla kłamstwa zrozumienia, bo w dobrej wierze już nią nie jest?
Ja widzę winę dwóch osób, dla Ciebie wina ewidentnie jednostronna. Ciekawe.

PS: Bożenka, nie będę więcej offtopów robić, obiecuję.
Myślę sobie tylko, że każdo z Was musi trochę bardziej dojrzeć. Może na inny sposób, ale jednak.

25

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Dziekuje bardzo za Waszą opinie na ten temat. Bardzo jest dla mnie ważna. Ja wiem, ze zawinilam.. to jest pewne.. i pragne naprawiać jakoś moją raleacje z nim. Elle wiem, że uważasz, że to nie ma sensu, że powinnam być sama. Ja wiem, że chce z nim być. Jeszcze raz spobować. Nie wiem jak mam odbudować jego zaufania. Chcialabym, abyście mi w tym pomogly. Doradzily, czy istnieje na to szansa?

26 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-05-01 20:04:12)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

NieZnamSiebie: Nie do końca tak. Nigdzie nie napisałam, że pochwalam kłamstwa autorki - to nie sposób na funkcjonowanie w związku. Ale nie można rozpatrywać tego co robiła w oderwaniu od 'klimatu' jaki od dłuższego czasu panował między nimi. Ona wyraźnie napisała, że czuła się dla niego ciężarem na długo zanim wpadła w tą spiralę niedomówień i zatajania pewnych faktów. On wiedział o jej problemach, może wystarczyło jej dodatkowo nie pogrążać złośliwymi docinkami i krytyką? Tylko tyle..czy AŻ tyle? Chyba można wymagać od partnera żeby nam nie dokopywał?

Zabrakło dojrzałości po obydwu stronach. Jednak czym innym jest dojrzałość a jeszcze czym innym podstawowa empatia i uważność na stan emocjonalny i potrzeby partnera. Można być zmęczonym ciągłymi problemami i "jazda pod górkę", ale wyżywanie się i doprowadzanie do sytuacji, gdzie atmosfera między ludźmi jest tak napięta, że można by siekierkę zawiesić (co średnio sprzyja konstruktywnej rozmowie czy otworzeniu się z problemami) chyba nie jest najlepszym sposobem do zakomunikowania komuś, że ma się "ogarnąć".
To jak porady dla kogoś chorującego na ciężką depresję, żeby przestał się wreszcie wygłupiać i "wziął do roboty" - czyli nic innego jak podprogowy komunikat, że ktoś jest do niczego, z nutka pogardy w powietrzu.

I nie, nie uważam żeby partner autorki był złem wcielonym, po prostu nie podołał sytuacji, kiedy problemy można było jakoś przegadać - z góry sabotował jakąkolwiek możliwość rozmowy na ten temat robiąc niedwuznaczne docinki lub pokazując swoja dezaprobatę wprost. Ja w takiej atmosferze również nie potrafiłabym się otworzyć i odsłonić z problemami.

Nie twierdzę, że jej partner wykorzystuje ten czas na szukanie nowych wrażeń, ale z tego co opisała, na pewno rozpad relacji nie wpłynął na niego negatywnie, a to oznacza, że nie miał nic przeciwko temu już sporo wcześniej.

Dlatego uważam, że autorka cokolwiek teraz nie zrobi nie jest gotowa na związek - ani z ex, ani z kimś innym, dopóki nie postawi się na nogi i do tego ją namawiam. Jej partner słusznie nie widzi w tej chwili wyjścia z sytuacji, bo nie ma szans że ona zmieniła się w tak krótkim czasie i on to wie.
Nie jestem też zdania, że związek polega na "wyciąganiu kogoś za uszy" z kłopotów 24h/24h, dlatego on również mógł się czuć tym zmęczony, ale uważam, że nie byłoby tego, gdyby autorka miała partnera bardziej do siebie emocjonalnie dopasowanego.
Nawet rozstanie rpzebiegło by wtedy inaczej, a przy jej problemach i tak było nieuniknione.

27

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Po tym.. co napisalaś odnosze wrazenie. że nie ma zadnego sensu starac się odbudować cokolwiek? Myślę, że do konca nie zrozumialyscie mojej sytuacji. Mialam wsparcie w swoim ex wtedy kiedy go nie potrzebowalam, bo wszytko mi sie ukladalo. W tym roku pracowalam w trzech miejscach. Z jednego zostalam zwolniona bez powodu, byla to praca na czarno. Za bardzo sie wychylilam i zostalam zwolniona. Po 2 tygodniach dostalam prace. Gdzie wyngarodzenie po miesiacu się zupelnie nie zgadzalo z tym co mialam obiecane. Jednak zostalam drugi miesiac i pracowalam nadal. Gdy zostalam poraz kolejny oszukana zrezygnowalam. Tak sie dziala w tym roku.. On mial clay czas prace pewną stabilną, zarabial kilkakrotnie wiecej niż ja. W miesiacu grudniu dostalam wyplatę 600 zl on wtedy 5000. Rozplakalam się ponieważ mialam dostac najnizsza krajowa czyli ponad 1200 na ręke. Wstawalam do pracy wtedy co on.. wracalal godzine pozniej. On zarobil 10ciokrotnie wiecej niz ja. On wtedy zasmial się, że dodatku w pracy dostal 700 zl. Dodam, że w tym czasie utrzymywalam się  sama jak przez caly okres naszego zwazku. Wszytkim dzielilsmy sie na pol. Moje zalamanie i bezsnes naprawde nie byl bez powodu. Brakowalo mi tylko i wylacznie dobrego slowa wsparcia. Ktos wczesniej napisal ze zachowuje się jak mala dziewczynka kotra boi sie swojego ojca. To prawa... Balam sie jego rekacji tego, ze nie spelniam jego wymagan. Dlatego zaczelam go oklamywac sad

28

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

I wszystko jasne.

NieznamSiebie: Dalej masz wątpliwości co do zachowania tego faceta?



Autorko: nie sztuka jest dawać wsparcie, gdy wszystko ok - to nic nie kosztuje emocjonalnie.
Zaśmiał Ci się w twarz, że tak mało zarabiasz? Nie mam pytań..
Przy takiej dysproporcji zarobków dzieliliście się, mieszkając razem jako oficjalna para, wszystkim po pół co do grosza?

UCIEKAJ!

Koleś porażka.

29

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Elle...pewnie że nie...
Grunt to jasne opowiedzenie sytuacji, a nie między słowami, że ja biedna a on be.
Wszystko jasne- zgadza się, choć w niczym to nie pomaga Autorce.

30

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Sytuacja wygladala tak Oboje w wakacje pracowalismy z agrnaica. MNie te pieniedze starczaly na rok studiow i mieszkania w Krakowie, on te pieneidze odkladal na lokate a w ciagu roku pracowal w Polsce i bardzo dobrze zarabial. Jak od tego roku tez czegos szukalam w Polsce, ale nie bylo mi latwo w kilku miejscach nie wyszlo.. zalamala mnie to... ale ciagle oczywscie utrzymywalam sie sama mieszkajac z nim w jendym pokoju, rachunki na pol za jedzenie na pol.. ale nie przeskzadzalo mi to nigdy.. Nigdy nie chcialam aby mnie utrzymywal.. Mysle ze tez za duzo wymgalam od doroslego zycia.. za bardzo mnie ono przeroslo. On dostal prace po znajomosciach. W tych czasach czesto to sie zdarza.. Ja takich znajomosci nie mam wiec lapalam co jest. Potem juz zrezygnowalam. O czym mu nie mowilam bo sie balam jego reakcji. On mysli, ze ja chcialabym, zeby mnie utryzmywal. Ja nigdy tego od niego nie oczekiwalam. Zawsze na wsyztko sama zarabialam, jeszcze pomagalam rodzicom. Potrzebowalam tylko oparcia. Tego, zeby byl z emnie dumny, mimo tego ze sie staram a mi nie wychodzi. To nie bylo tak ze lezalam i pachnialam, ze stalam sie darmozjadem, ze mi sie nie chcialo.

31 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-05-01 21:08:56)

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Może nie pomaga w jej planie autodestrukcji dalszej, oby pomogło w podjęciu słusznej decyzji..

Bożenka: Bał się że będzie musiał Ci finansowo pomagać? Po tylu latach razem.. faktycznie, chyba byś go "zeżarła z kopytami". Nic mi już nie pisz na temat tego faceta.. Żałość.
Zapytaj go czy kojarzy taką bajkę - Sknerus McKwacz..

32

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

on od dawna stal sie sednej mojego zycia.. kocham go ponad wszytko... mialam tylko jego.. przyjechiele odeszli.. Kazdy ma kogos .. sa po slubie czy pozareczani.. ja zostalam sama... mieszkajac z nim obok.. jak ze wspolokatorem.. nie wiedzac tak naprawde co czuje.. kto naprawde zawinil.. wiem jedno ze nie jestem tutaj ofiara... tez mam wiele w sobie winy.. i nie chce jego zachowania krytykowac... bo nie latwo byc z kims... kto nie dostal nic od nikogo i sam musi sobie ze wsyztkim radzic... moze on potrzebowalm osoby kotra twardo stapa po ziemi, ma jakis majatek od rodizcow... i latwiej jej w tym swiecie doroslym...

33

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

nie wiem czy sie bal czy nie... ale nie powinien.. poniewaz... gdybym byla tego typu osoba juz dawno bym od niego wymgalala aby mnie finansowal w jakims stopniu.. a nigdy tego nie oczkiwlaalm.. jedyni mowilam prosilam zebysmy gdzies pojechali na jakies wakacje na weekend... tego mi brakowalo.. nie lubilam rutyny.. ale nie chcialam aby on to sposnorowal.. mialam na to swoje pieniedze.. poprostu chcialam z nim cos zobaczyc przezyc..

34

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Kobieto..Powtarzam: Nie jesteś gotowa na ŻADEN związek. To jak piszesz o sobie..Twoje poczucie wartości jest na poziomie grubo poniżej zera.
To jest Twoj GŁOWNY problem i "błąd". On Cię nie szanował, bo Ty sama siebie nie szanujesz. Piszesz o sobie jak o jakimś piątym kole u wozu, albo gorzej..psie co to sie przypałętał do pana i robi mu problem bo chce wody czy jeść.

"Kochasz go ponad życie"? ZA CO?
Siebie najpierw pokochaj.
Facet traktował Cię paskudnie, a Ty gotowa jesteś za nim latać i przepraszać za to, że żyjesz.

DRAMAT.

Bierz się za czytanie wątków na forum i za pracę nad sobą.
Nie jesteś żadną ofiarą, tylko tak się przyzwyczaiłaś siebie postrzegać, bo to łatwiejsze niż praca nad sobą.

Przestań już wyliczać swoje z tyłka "winy" i "uchybienia", tylko otwórz oczy i wyjdź proszę spod pupy tego "pana".

35

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Dziwna sytuacja. Nie masz wsparcia rodziny ? Mamy, taty, rodzeństwa?
Przypuszczam że masz osobowość bierno - zależną, poczytaj sobie o tym na internecie. Ja bym na twoim miejscu poszukała sobie przyjaciela. Skoro On jest taki oschły i nie rozumie Cię po ludzku, to jak sobie wyobrażasz dalsze porozumienie ?

36

Odp: Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

BOozenkaaa - bardzo Ci współczuję, ale dziewczyno, na litość boską, musisz poszukać wparcia na zewnątrz i zakończyć tę relację. Jesteś uzależniona od tego mężczyzny, nie stawiasz granic, nie potrafisz jasno czytać faktów (jak on Ciebie traktuje). Zabierz wszystkie rzeczy, może spróbuj wrócić do domu na jakiś czas i podreperuj swój stan psychiczny, bo jest kiepsko. To jest toksyczna relacja, z której musisz wyjść, choć wydaje Ci się teraz, że to niemożliwe, i że bez tego ''umrzesz''. Nie umrzesz i życie będzie się toczyło dalej. Urwij to. Dasz radę.

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zabiłam nasza milość! Ratunku! Niech mi ktoś pomoże!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026