Własnie mija 3 miesiące od drugiego juz rozstania pomiędzy mna a moim facetem. Oba były jego decyzją. I myślalam, że teraz już będzie tylko lepiej, a jest co raz gorzej.
Był to prawie 3 letni związek. Razem studiowaliśmy na roku. Zawsze mieliśmy się na oku, mimo, ze kazde z nas było wtedy w jakims związku. Ale widocznie tak chciał los, ze mieliśmy się zejsc. Sielanka trwała rok, bo gdy nie zdał egzaminu i miał miec z niego awans to coś w nim sie zmieniło, zreszta sami tez zaczynaliśmy sie kłócić, a to o spotkania, a to że czasem robilismy sobie na złośc, a że on był człowiekiem bardzo zamkniętym w sobie (choc na pozór był duszą towarzystwa) to jednak o swoich problemach nie chciał mówić, bardzo mnie to bolało bo jednak ja nie wyobrażam sobie związku bez partnerstwa. Nie umiał rozmawiać, przestał tez okazywac uczucia (choc nie był facetem az tak w tym wylewnym) niby się starał, ale jakoś tak zamykał się na wszelką komunikacje. Ile ja się wtedy napłakałam, a on widząc, że płacze jeszcze bardziej się oddalał.
Po sylwestrze nadszedł kryzys totalny, kłociliśmy się, i on z dnia na dzien zdecydował, że chce się rozstac. Twierdził, że za wczesnie wszedł w kolejny związek, ze ma za duzo problemów. Okropnie to przezyłam, schudłam jak nieszczęscie, ryk, płacz itp. A że razem wciąz studiowaliśmy to akcja "pokaże Ci co straciles" oczywiście odbyła się, na początku go olewalam, pokazywanie, że nie złamało mnie to, że się dobrze bawie. No i doszło do rozmowy, zresztą nie jedynej, na której powiedział, że żałuje, że teraz zrozumiał, no i że chciałby wrócic, ale niech każde żyje swoim życiem, że nie jest gotowy, bo się boi, a jego sytuacja jest skomplikowana w domu itp. No i tak dałam mu się wodzić za nos. W międzyczasie okazało się ze profesor go ulał i miał do powtarzania rok studiów. Co go załamało totalnie. Ale już się mieliśmy w sumie zejśc kiedy zmarł jego bliski wujek, co go tez podłamało i wtedy zdecydował, że jednak nie jest gotowy na to żebyśmy byli razem. Kosztowało mnie to sporo wysiłku..i kiedy juz było w miare ok, czułam ulge, to wtedy znów się odezwał. Badał teren czy jestem z kimś itp. I zeszliśmy się po jakichś 4 miesiącach. I znow było sielankowo na początku przez pierwsze miesiace. A póżniej gdy trochę odpuścił, znów zaczeły się kłótnie. Moja bojaźń, że znów mnie zostawi była chyba wieksza niż to wszystko, bo ciągle nie mogłam mu odpuścic. A ponadto, jego tata miał zawał, w czasie kiedy się schodziliśmy, i ja rozumiem, że chciał pomóc, wziąśc wszystko na siebie ale pół roku po tej sytuacji on wciąż był na każde kiwniecie rodziców, siostry, ciotki, kuzynki, nasze spotkania wiecznie od czegos zależały, czułam się niedoceniania, i dopiero powoli to do mnie dochodziło, że coś jest nie tak, ale mimo to go kochałam, i wierzylam ze kiedy ten cięzki czas minie to w koncu bedzie lepiej. No i się skonczyło, zaczelismy się kłócic, on wyskoczył mi z tekstem, że on nie wie czy chce miec żone, dzieci, ze chce zamieszkac z kumplami.. No i jakiś czas póżniej stwierdził, że jest zmeczony tym związkiem, ze szaleje ze mną, ale może to nie to skoro sie tyle kłócimy, że kiedys byłam bardziej uśmiechnięta.. Chciał przerwy, ale się nie zgodziłam.. No i tak to juz mija 3 miesiąc ciszy między nami..
A to tak bardzo boli..Ze byliśmy tak blisko, a teraz tak daleko.. Ze czasem gdy sie widzimy na uczelni to mijamy się jakbyśmy sie nie znali. To boli, że tak mnie potraktował.. choć twierdził ze kocha..
Eh kochane dziewczyny.. bądzcie mądrzejsze niż ja i nie dawajcie się.. Szanujcie się.. Bo potem tylko boli..
1 2014-05-01 11:25:45 Ostatnio edytowany przez atolka6 (2014-05-01 18:04:15)
Podobne tematy
2 2014-05-01 12:44:19 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-05-01 12:46:09)
Teraz już wiesz, że ktoś bardzo zamknięty w sobie to nie jest dobra wróżba na związek.
Emocje powodują, że idealizujesz tą miłość, ale emocjonalna niedostępność Twojego ex mówi też o tym, co było "między wierszami", a co trochę wypierasz. Mi to wygląda tak jakby on "pozwalał" Ci się kochać, pozwalał się adorować i chętnie brał. Typowa relacja biorcy z kobietą kochającą za bardzo.
I tylko zabrakło Ciebie w tym waszym "pięknym" obrazku..
Miałaś dobre relacje ze swoim Ojcem?
Elle dziękuje za odpowiedz;)
Masz sporo racji, że idealizuje, ale to chyba taki etap.
Nie był moim pierwszym facetem, wczesniej spotykałam i byłam z facetami naprawde świetnymi jeśli chodzi o zachowanie, i moze dlatego, zaniżyłam oczekiwania wobec mojego ex, bo byłam zakochana, zaślepiona a on na początku tez taki się wydawał. Zawsze był pewny siebie, wiedział, że miał powodzenie u kobiet, ale z drugiej strony był strasznie humorzasty i zmienny, a ja totalnie chyba stracilam swoją pewnośc siebie.
Przeczytałam sporo w temacie kobiety, które kochaja za bardzo.. ale wg mnie to sraszne i jakoś nawet nie chce pomyślec ze mogłabym być jedna z nich..
Mam cudownego tate, relacje z nim tez mam świetne. Ogólnie rodzina bardzo "rodzinna" Więc nie wiem skąd tak podupadłam w tym związku.
czytam Twoją historię i widzę, że masz bardzo podobne przeżycia do moich...
jeśli chcesz - napisz do mnie na prv,, porozmawiamy.
shadzara
napisałam na email;)
atolka czytając co napisałaś to tak jakbym czytała o sobie i moim ex.U mnie było 5 lat raz dobrze raz zle,taka przeplatanka.Dopiero po czasie zauwazyłam ze ja jestem na szarym końcu.Wszyscy byli ważniejsi,każdego innego problem był ważniejszy niż mój.Pod koniec naszego związku mogłam krzyczeć,płakać,prosić o pomoc on już nie reagował.Zawsze był zamknięty w sobie ale to że odciął mnie od siebie z dnia na dzień bo on już w swojej głowie zakończył nasz związek zapomnial mi tylko o tym powiedzieć.Nie będę rozpisywać się nad tym jaki był dla mnie zimny.obojętny,chamski zupelnie inny człowiek.U Ciebie to początek życia w pojedynkę,juz nie my ale ja.Nie będę kłamać że teraz będzie już tylko lepiej.Płacz,smutek,strach przed samotnością,ból,tęsknota,większe i mniejsze doły to będzie przechodzić nagle i tak samo odchodzić z czasem tylko przerwy będą większe ![]()
U mnie to 9 miesięcy od rozstania,on kilka tygodni baaa w dzień mojej wyprowadzki już z nią był(kolezanka z pracy)tylko oficjalnie po tych kilku tyg.była już jego dziewczyną.Niby najgorsze za mną ale jeszcze wczoraj miałam mega doła ale dziś odszedła tak szybko jak przyszedł.Będzie lepiej uwierz mi ![]()
7 2014-05-04 16:04:50 Ostatnio edytowany przez atolka6 (2014-05-04 16:06:57)
Napisałas wiele rzeczy, o których ja w swojej historii już nie pisałam, bo musiałabym pisać i pisac, ale podpisuje sie i pod tym niestety..
Bardzo mi przykro, że i Ciebie to musiało spotkać. Teraz chyba musimy już tylko wyciągać wnioski, aby być czujniejsze na przyszłość.
Wiesz to nasze drugie rozstanie.. wiec może w pewnym sensie przygotował mnie na cierpienie po raz kolejny.. tylko tym razem, po prostu nie mogło dotrzec do mnie, że to już koniec.. I go nie ma. Ale przyjrzawszy się temu wszystkiemu to chyba dobrze, że to już koniec. I choc zawsze wiedziałam, że nie chce być tak traktowana w związku, to ta milość do niego przyzwalała na to i nie pozawalała mi odejsc we wczesnym momencie..
Zastanawiałas się kiedys nad tym, gdzie popełniłaś Ty bład? W sensie, kiedy to się stało, że nagle zaczał Cie traktować tak a nie inaczej. Czy coś się zmieniło i przestałas być dla niego obiektem, za którym on króliczek lubi gonic? Nie chodzi mi o Twoją winę, ale błąd w rozumieniu Twojego przyzwolenia na jego drobne zachowania, które sumując poźniej dały nam taki smutny finał.
Napisałas wiele rzeczy, o których ja w swojej historii już nie pisałam, bo musiałabym pisać i pisac, ale podpisuje sie i pod tym niestety..
Bardzo mi przykro, że i Ciebie to musiało spotkać. Teraz chyba musimy już tylko wyciągać wnioski, aby być czujniejsze na przyszłość.
Wiesz to nasze drugie rozstanie.. wiec może w pewnym sensie przygotował mnie na cierpienie po raz kolejny.. tylko tym razem, po prostu nie mogło dotrzec do mnie, że to już koniec.. I go nie ma. Ale przyjrzawszy się temu wszystkiemu to chyba dobrze, że to już koniec. I choc zawsze wiedziałam, że nie chce być tak traktowana w związku, to ta milość do niego przyzwalała na to i nie pozawalała mi odejsc we wczesnym momencie..Zastanawiałas się kiedys nad tym, gdzie popełniłaś Ty bład? W sensie, kiedy to się stało, że nagle zaczał Cie traktować tak a nie inaczej. Czy coś się zmieniło i przestałaś być dla niego obiektem, za którym on króliczek lubi gonic? Nie chodzi mi o Twoją winę, ale błąd w rozumieniu Twojego przyzwolenia na jego drobne zachowania, które sumując poźniej dały nam taki smutny finał.
wiesz ja tez dałam mu drugą szanse.Miało być lepiej a wyszło jak wyszło.Ja chyba kiedy klapki zakochania spadły mi z oczu zaczęłam od niego wymagać a nie jak do tej pory znosić i wybaczać wszystko.Był problem,kłótnie on uciekał z mojego mieszkania do siebie.Czekał aż mi przejdzie zatęsknię i wtedy wracał.Ja dałam mu przyzwolenie na to żeby tak mnie traktował,taka jest niestety prawda.Pozwoliłam mu na to.Ale jak zamieszkaliśmy u niego z jego cudowną mamusią,dopiero zobaczyłam jaki jest naprawdę.Ja przez te 5 lat dorosłam do założenia rodziny on nie.jego rodzicielka zaczęła mieszać nastawiać go,bo pewnie nic nie robiłam.nawet grafik sprzatań chciała układać.Jak sprzatałam sama i górę i dół było ok,jak przestałam nagle zrobił się grafik.Potem zaczęła sadzić roślinki w mój skalniak,może to i smieszne ale to było moje miejsce.Zrobiła to bez pytania bo przecież wszystko było jej.A co zrobił mój misio(specjalnie z małych liter pisze):NIC.Spuścił głowę i słuchał jak nie powiem co grzmotu.Zero reakcji.Bo po co miał się narażać mamusi u której siedział zawsze w kieszeni.No i pojawiły się nowe problemy,więc on zrobił to co zawsze: uciekł.A że teraz nie miał gdzie uciekł w nowy związek zapominając jak zawsze o mnie.Juz mu nie w głowie byłam ja ani moje i tylko moje problemy.On miał nową znajomość,była świeża i co najważniejsze niczego nie wymagała.Mógł z nią chodzić na imprezy(co robil jak wyjechałam na urlop)i pić.Bo tylko ona uważała że on nie ma problemu z piciem.
Do siebie moge mieć tylko pretensję że tak długo to ciągnęłam w imię czego?chyba miłości którą tylko ja czułam.Smutne ale prawdziwe.
Eh i tak Cie podziwiam, ze tak długo wytrzymałas z tym maminsynkiem. Mój eks też mial takie zajawki, choc na początki też budziło to we mnie podziw, że jest taki rodzinny, mama, tata, siostra, wszystkie ciotki, babcie, kuzynki.. zawsze na ich potrzebe był, zawalał swoje uczelniane obowiązki, mnie, niby był taki ho ho niezalezny a potem pokazywał mamie buciki jakie sobie kupił. W pewnym momencie zaczełam się zastanawiac, czy to aby ze mną wszystko jest w porzadku, moze to ja za bardzo wymagam od niego uwagi, i jestem ciagle zła o to ze ma milion obowiązków w domu.. I choć zawsze bylam wyrozumiała to aż się zastanawiałam nad tym, czy aby nie za mało jednak.. No ale sama mam rodzine i wiem, że zrobiłabym dla niej wiele, ale jakoś to wszystko nie dezorganizuje mi mojego własnego zycia.
Widzisz, teraz jak już wyschną Ci łzy, bedziesz się juz tylko cieszyc ze w koncu skonczyły sie te emocjonalne skrajności, których Ci dostarczał. Skoro nie dojrzał, to kij mu w oko. Kiedys na starośc sobie przypomni, co miał, a co wybrał;)
![]()
atolka, Ty mnie tak ładnie pocieszasz, może też dasz radę?
atolka, Ty mnie tak ładnie pocieszasz, może też dasz radę?
Ale w czym mam dac radę?:D