Hej dziewczyny!
Piszę tu, bo już sama nie daję sobie z tym moim "problemem" rady. Zacznę więc od początku, w związku z moim 24 letnim chłopakiem jestem od roku. Generalnie bardzo się razem kochamy, jest czuły i można powiedzieć, iż zrobiłby dla mnie wszystko, jednak nasze spokojne życie komplikuje jego matka.
Na początku wszystko było bardzo dobrze jak się poznałyśmy, chociaż kilka rzeczy mnie zdziwiło: kiedy jej się przedstawiłam, powiedziała, że nie lubi mojego imienia, albo jak spotykaliśmy się u chłopaka ona siedziała z nami w pokoju czasem nawet do 1 w nocy i ze zdziwieniem pytała dlaczego nic nie mówimy! Oczywiście zwróciłam uwagę mojemu chłopakowi, ale w dalszym ciągu, mimo rozmowy z nią, siedziała z nami i kazała zajmować się jej 4 letnią córką (pomimo, iż była w domu, a wiedziała, że jej syn ma gościa, nie była to jednorazowa sytuacja). Zaczęliśmy się spotykać częściej u mnie w domu (tam nikt nam nie przeszkadzał) albo na mieście.
Kiedyś, gdy byliśmy na mieście zadzwoniła do niego, iż ma wracać do domu natychmiast. Mieliśmy inne plany, ale on (bojąc się jej?) prosił byśmy tam poszli. Poszliśmy więc, zastał ją w kuchni (ja stałam na korytarzu metr od kuchni), wiedziała, że jestem, zaczęła się na niego drzeć, a on stał ze spuszczoną głowa, nic nie mówiąc, nie broniąc mnie kiedy krzyczała o mnie ,,ta dupa zawróciła Ci w głowie, nie ta to inna, co ona ma w sobie takiego, że za nią latasz jak pies" itp. (dodam, że jestem jego pierwszą dziewczyną na poważnie). Dalszej części nie dosłyszałam, gdyż wyszłam do innego pokoju (chciałam wyjść z domu, ale żal mi było mojego chłopaka, bardzo mi przykro, iż nie bronił mnie, nie postawił się matce). Później jak przychodziliśmy tam atmosfera była napięta, gęsta, nie odpowiadali mi na moje "dzień dobry", matka cały czas usiłowała pokazać, że to ona rządzi synem. Obecnie kiedy tam przychodzimy, atmosfera nadal się nie zmieniła, nadal nie odpowiadają na przywitanie (nawet jeśli byliśmy naprzeciwko siebie), o godzinie 21 w sobotę jego matka powiedziała do niego, w mojej obecności "nie za późno na odwiedziny?" Mój chłopak odp jedynie "nie". Kiedyś zadzwoniła, że trzeba meble skręcać z ojcem, on poleciał i okazało się, iż meble były dawno skręcone, a ojciec leżał na kanapie - nic nie trzeba było robić (w 7 minut chyba by ich sam nie skręcił). W sklepie on machał jej jak głupi, a ona nawet cześć nie odpowiedziała - mój chłopak twierdzi, że nie zauważyła, dziwne, bo patrzyła mi się w oczy. W święta byliśmy u jego babci - tam była cała rodzina (która mnie lubi), jego matka widocznie coś na mnie tam nagadała znowu, gdyż kiedy jego ciocia wychodziła, podeszła do mnie i powiedziała "nie martw się, teściowa nie musi Cię kochać, ważne, że on Cię kocha, z nią się nie żyje" - zszokowało mnie to. Podczas tego spotkania rodzinnego, jego matka sama leżąc na kanapie, kazała się mu zajmować siostrą - pilnować jej, chłopak poprosił by sama się nią zajęła, abo ojciec, a ona na to "co masz lepszego do roboty?" (ja tam byłam całkowicie obca, rodzinę widziałam 3 raz i czułam się jeszcze nieswojo), oczywiście mój chłopak nie odpowiedział jej, że ma gościa czy coś podobnego, tylko jej posłuchał. Takich przykładów można by wymieniać i wymieniać.
Wszelkie próby rozmowy z tą matką kończą się na jej stwierdzeniu, że ona "nic złego nie powiedziała, nic złego nie zrobiła, nic złego nie widzi". Próbowałam rozmawiać z moim chłopakiem (mam taki głupi charakter, że jak komuś kogo kocham dzieje się krzywda itp. to chce go bronić, a jego matka wyraźnie się nim chce wysługiwać), jednak on jakby nie chciał się przyznać do tego, co dzieje się jego domu, nie chce przyznać błędów matki (boli mnie to, bo mój najdrobniejszy wypomina mi z łatwością), twierdzi, iż to ja mam problem, oni mają to gdzieś i siedzą sobie spokojnie, a tylko się przez to kłócimy. Mam wrażenie, że boi się przyznać do nienormalnego zachowania matki, broni jej. Chyba nie może się pogodzić z tym, że u mnie jest tak rodzinnie przyjmowany, z kulturą, serdecznością, a moi rodzice robią mu nawet drobne prezenty.
Boli mnie to, że nie chce przyznać w rozmowie do błędów matki, tylko jej broni cały czas, a ja wychodzę na wroga, a także to, iż nie potrafi się jej sprzeciwić, czegoś jej powiedzieć - stanowczo. A on cały czas chce być dobry dla wszystkich i się podstawia.
Dziewczyny, nie wiem co mam robić, jak mam już się zachować, jak rozmawiać? To wykończy mnie psychicznie. Proszę poradźcie coś, bo strasznie mnie to gnębi tym bardziej,że nikomu nic nie zrobiłam . ![]()
Pozdrawiam.