Prosze o rade bo naprawde nie wiem co powinnam zrobic a najblizsze przyjaciolki nie wiedza jak mi podpowiedziec gdyz nie znalazly sie w takiej sytuacji.Z mezem poznalismy sie 8 lat temu i od pierwszego spotkania wiedzielismy ze chcemy byc ze soba.On wyjechal za granice za lepsza praca a ja przyjechalam do niego miesiac pozniej. Zdecydowalismy sie na dziecko( po pol roku znajomosci)swiadomie i udalo sie.Pozniej slub i normalne zycie.Byly momenty ze sie niedogadywalismy ale jak to w zwiazku sa lepsze i gorsze dni. Jakies 4 lata temu zaczelo sie miedzy nami psuc sama nie wiem co chyba zbyt rozne oczekiwania co do zycia.Rozmawialismy ze soba bardzo duzo a raczej ja mowilam bo on przewaznie sluchal i to nie dlatego ze nie dawalam mu dosjc do slowa tylko ze on nie chcial nic komentowac nawet prosilam go aby wyrazil jakiekolwiek zdanie a on nic.Tylko poprostu wstawal i wychodzil i tak zawsze. Pogodzilam sie z tym ze ma taki charakter w pewnym sensie nauczylam sie z tym zyc aczkolwiek klotnie ciagle sie powtarzaly zwykle o bzdury. Planowalismy jeszcze jedno dziecko w przyszlosci ale nie wiedzielismy kiedy i wlasnie wtedy stwierdzilam ze to najlepszy moment ze moze to scali nasz zwiazek jeszcze bardziej.Mamy 2 letnia sliczna corke i 7 letniego syna i na tym konczy sie to co nas wiaze. Mieszkamy za granica nie mamy domu ani tak naprawde w domu bo moj maz przez tyle lat czekal z nadzieja ze otrzyma spadek od rodzicow niestety tak sie nie stalo dlatego ze rodzice majac 3 dzieci ukochali sobie tylko jedna corke i choc majac tyle ze dla wszystkich by starczylo i jeszcze zostalo to postanowili tylko ja obdarowac a reszta niech sobie radzi sama.U mnie sytuacja byla od razu jasna dlatego ze moi rodzice sa ale ich nie ma.Matka zyje gdzies w swiecie i ie utrzymuje kontaktu z rodzina a ojciec zyje wlasnym zyciem i ma wszystko gdzies.Ale moj maz wiedzial jaka jest sytuacja i nigdy nie mial mi tego za zle.Zawsze chielismy wrocic do kraju i mielismy nadzieje ze jego rodzice nam pomoga chociaz na poczatku bo maja duzy dom w ktorym sa sami i mieszkanie ktore wynajmuja lokatorom.Jego matka byla u nas w zeszlym roku i powiedziala zebysmy zjezdzali ze nam pomoga wiec my uradowani postanowilismy jechac aw styczniu i zobaczyc jak wyglada sytuacja z praca i ogolnie dowiedziec sie jak wygladaja formalnosci z powrotem.Ale ni z tad ni z owad moja tesciowa zdecydowala ze nie ma dla nas miejsca u nich i robcie co chcecie.Moj maz sie zalamal i podniosl sie z tego ale chyba tylko tak mi sie wydaje bo od tamtego momentu klocimy sie i myslimy o rozwodzie.Ja probuje z nim rozmawiac o naszym zyciu , o przyszlosci o dzieciach o tym co bedzie dalej a on nic. Ja mowie i placze a on nic tylko ze ja nie wiem czego chce. Ja chce godnego zycia dla siebie i swojej rodziny.Nie chce palacu ani karocy ze zlota tylko poczucia bezpieczenstwa a takiego niestety nasz maz nam nie zapewnia. Teraz tylko on pracuje po 12 godzin dziennie i robi nadgodziny zeby nam starczylo od wyplaty do wyplaty.Ja nie moge isc do pracy bo zajmuje sie dziecmi i wiem ktos powie i co z tego.A to z tego ze jak wysle dzieci do opiekunki to wszystko co zarobie wydam na opiekunke lu przedszkole, po drugie on pracuje od 8 do 20 wiec kiedy ja mam isc do pracy ? Juz pracowalam w nocy i musialam odejsc bo w dzien gdy on byl w pracy zajmowalam sie dwojka dzieci niedosypialam poprostu nie dawalam rady. Chce isc do pracy bo nie jestem typem domatora ale prosilam meza by zmienil prace bysmy mogli razem pracowac a on NIE! Znajomy powiedzial ze moze pomoc w dostaniu sie do firmy w ktorej pracuje ale moj maz nie chce pomimo tego ze mialby tam lepsze pieniadze.I to ja mam problem bo musze sie do niego dostosowac.To on jest glowa rodziny i powinien zrobic wszystko by nam zapewnic dobry byt i ciagle powtarza ze kiedys cos tam ale kiedy to kiedys nastapi?Probowalam naprawde probowalam z nim rozmawiac ale on nie chce rozmawiac i mowi ze ja wszystko wyolbrzymiam i chce niewiadomo czego.I nie wiem czym to jest tak naprawde spowodowane.Sa dni ze go nienawidze i chce odejsc ale zaraz potem jest lepiej i niewyobrazam sobie zycia z kims innym.Nie po to z nim sie wiazalam i zakladalam rodzine by teraz poprostu sie rozwiesc.Chce to ratowac ale brakuje mi juz pomyslow.Nie moge wziac dzieci i poprostu odejsc bo tak naprawde nie mam gdzie nie mam do kogo.Wiem tez ze zawsze moglam trafic gorzej i doceniam meza ze patrzy rodziny a nie kolegow i rozrywkowego zycia, nnie pije, nie bije.Kocham go ale nie potrafie juz tak dluzej zyc w takiej niepewnosci co bedzie jutro a nie wiem jak do niego dotrzec. Prosze o rade.
Podobne tematy
Ciężko się z kimś rozmawia, kiedy druga osoba tylko słucha i nic poza tym. To nie jest wina charakteru, a zwyczajne lekceważenie drugiej osoby, coś na zasadzie pogadaj sobie, a ja i tak mam swój plan i zrobię po swojemu. Skoro Twój mąż tak kurczowo trzyma się tej pracy, mając możliwość pracować gdzie indziej na lepszych warunkach, to moim zdaniem jest coś, lub ktoś, kto go tam trzyma. To, że teściowa rozmyśliła się z użyczeniem wam lokum mogło równie dobrze wypłynąć od męża, który nie chce wracać i wymyślił taki pretekst, być może nawet za porozumieniem ze swoją matką, która może wiedzieć o faktycznych powodach, które skłaniają męża do rozwodu. Bardzo chciał bym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że chodzi o inną kobietę, lub jakiegoś doradcę życiowego. Wiele osób, które zaczerpnęły lepszego życia zmienia się, a i żona, która siedzi w domu i opiekuje się dziećmi staje się mniej doceniana i w pewnym sensie jest ograniczeniem tego lepszego życia. Takich przypadków poza granicami kraju jest multum, odbija zarówno facetom jak i kobietom. Należało by bliżej przyglądnąć się obecnej pracy męża, jego otoczeniu, a i samej również wyrwać się z domu, szukając pracy, by w razie rozstania nie zostać na lodzie, a i psychicznie również odpoczniesz od kieratu domowego, bo to wbrew pozorom ciężka praca. Nie martw się, że Twoja praca pójdzie na marne, wszak jesteście oboje rodzicami i opłatę za opiekę nad dziećmi powinniście pokryć na pół, to nie leży jedynie w Twojej gestii. Zacznij mniej mówić, a postaraj się baczniej obserwować. Nie namawiam do wywołania zazdrości u męża, chociaż w niektórych przypadkach tak terapia szokowa może mieć niebagatelny wpływ na rozwój sytuacji.
Twoje podejście jest prawidłowe, podoba mi się.
Nie rozumiem albo nie doczytałem, mieszkasz obecnie w Polsce czy za granicą nadal?
Jak nie możesz iść do pracy, to niech praca przyjdzie do domu.
Twoje podejście jest prawidłowe, podoba mi się.
Nie rozumiem albo nie doczytałem, mieszkasz obecnie w Polsce czy za granicą nadal?
Jak nie możesz iść do pracy, to niech praca przyjdzie do domu.
Mieszkamy obecnie za granica. Nie mam pomyslu na biznes w domu, pozatym takie przedsiewziecia na poczatku nie przynosza dochodow a wrecz trzeba w nie inwestowac.
Ciężko się z kimś rozmawia, kiedy druga osoba tylko słucha i nic poza tym. To nie jest wina charakteru, a zwyczajne lekceważenie drugiej osoby, coś na zasadzie pogadaj sobie, a ja i tak mam swój plan i zrobię po swojemu. Skoro Twój mąż tak kurczowo trzyma się tej pracy, mając możliwość pracować gdzie indziej na lepszych warunkach, to moim zdaniem jest coś, lub ktoś, kto go tam trzyma. To, że teściowa rozmyśliła się z użyczeniem wam lokum mogło równie dobrze wypłynąć od męża, który nie chce wracać i wymyślił taki pretekst, być może nawet za porozumieniem ze swoją matką, która może wiedzieć o faktycznych powodach, które skłaniają męża do rozwodu. Bardzo chciał bym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że chodzi o inną kobietę, lub jakiegoś doradcę życiowego. Wiele osób, które zaczerpnęły lepszego życia zmienia się, a i żona, która siedzi w domu i opiekuje się dziećmi staje się mniej doceniana i w pewnym sensie jest ograniczeniem tego lepszego życia. Takich przypadków poza granicami kraju jest multum, odbija zarówno facetom jak i kobietom. Należało by bliżej przyglądnąć się obecnej pracy męża, jego otoczeniu, a i samej również wyrwać się z domu, szukając pracy, by w razie rozstania nie zostać na lodzie, a i psychicznie również odpoczniesz od kieratu domowego, bo to wbrew pozorom ciężka praca. Nie martw się, że Twoja praca pójdzie na marne, wszak jesteście oboje rodzicami i opłatę za opiekę nad dziećmi powinniście pokryć na pół, to nie leży jedynie w Twojej gestii. Zacznij mniej mówić, a postaraj się baczniej obserwować. Nie namawiam do wywołania zazdrości u męża, chociaż w niektórych przypadkach tak terapia szokowa może mieć niebagatelny wpływ na rozwój sytuacji.
Nasz zwiazek opiera sie na zaufaniu. Nie sprawdzamy sobie telefonow, meili itp.Zawsze jak maz ma wolne to spedza czas w domu z nami (czasami go namawialam zeby moze sie z kims sie spotkal lub np poszedl na basen ale on nie chce).Nasz wspolnie spedzony czas tez polega na tym ze jedziemy na zakupy a pozniej wracamy do domu i on siada do komputera.Zawsze to ja musze wychodzic z inicjatywa zeby isc z dziecmi do parku lub na spacer bo choc mieszkamy 2 ulice od parku on nigdy sam z siebie tego nie robi chyba ze ja mu kaze.Woli zostac w domu. I tak gnijemy w tym domu bo inaczej nie mozna tego okreslic. Jesli chodzi o inna kobiete w naszym zyciu to jestem wrecz pewna ze takowej nie ma poniewaz moj maz nie jest typem amanta zeby podrywac inne.
Owszem rozmawia z kobietami nie bronie mu poniewaz uwazam ze bezpodstawna i chora zazdrosc nie jest zdrowa dla zwiazku i normalnym jest dla mnie nawet to ze spojrzy lub zwroci uwage na atrakcyjna kobiete bo to swiadczy ze jest zdrowym facetem.Pozatym on twierdzi ze kocha tylko mnie i mu wierze, twierdzi tez ze nikt nie dal mu tyle szczescia w zyciu co ja i to doceniam.On tez jest Jedynym mezczyzna w moim zyciu ktoremu wpelni zaufalam i wiem ze nie skrzywdzil by mnie ale czasami mam poczucie ze mnie krzywdzi nie fizycznie oczywiscie a psychicznie zachowujac sie tak jak sie zachowuje.
On nie uznaje czegos takiego jak rozwod ale powiedzial mi ze nie ma zamiaru nikogo trzymac na sile przy sobie i ja jestem tego samego zdania i pomimo ze on nie bierze pod uwage rozwodu to czasami mysle ze czeka az ja wyjde z inicjatywa i podejme konkretne kroki w tym kierunku.
Z matka napewno nie zaplanowal nic bo od zawsze mial z nia nie najlepsze kontakty ( ona ma bardzo trudny charakter on bardzo podobny do niej i uwazam ze dlatego nie moga sie dogadac - oboje uparci i dumni)i wiem ze bardzo go zranilo to ze najpierw obiecano mu pomoc a pozniej jej bez powodu odmowiono.
Jest to dla mnie bardzo trudna sytuacja gdyz ciagle sie zastanawiam co moge jeszcze zrobic.Dzis napisalam mu smsa ze jak wroci z pracy to musimy powaznie porozmawiac o nas i o naszej przyszlosci.On mi odpisal ze porozmawiamy na pewno.Stwierdzilam ze moze w koncu cos ruszy.Po chwili dzwoni do mnie i obrazonym tonem mowi:A co takiego sie stalo ze musimy porozmawiac.Czyli dalej bledne kolo.
Nie rozmawiamy od dwoch dni a on uwaza ze nie ma problemu.
Pewnie czeka ze to znowu ja wyciagne reke po zgode i zaczne rozmawiac i przepraszac ale wiecznie to jestem ja.Kiedys go wzielam na przetrzymanie to nie odzywal sie do mnie 3 tygodnie i nie wytrzymalam i w koncu to ja zainicjowalam rozmowe.Ale ile tak mozna.Naprawde nie wiem co powinnam zrobic i czy moge cos jeszcze zrobic w kierunku ratowania malzenstwa.