netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

obojętność potrafi zabić..

30 odpowiedzi6 401 wyświetleńzałożony przez mmmarysia, 15.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » obojętność potrafi zabić..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: obojętność potrafi zabić..

Czuję się tragicznie i bardzo samotnie..
Po 5 latach rozstałam się z chłopakiem w ciągu tego czasu zranił mnie wiele razy,a ja głupia brnęłam w to dalej.. Teraz podjęłam decyzje i zdecydowałam się na definitywne zakończenie naszego związku po tym jak znów zaczęłam być okłamywana,a prawdy dowiadywałam się od osób trzecich. Zawsze starałam się być najlepszą dziewczyną na świecie,doceniałam go,dziękowałam,inicjowałam randki,gotowałam mu jedzenie,robiłam mu jego własne urodziny u mnie w domu,bo wszyscy z jego rodziny mieli to gdzieś..starałam się aby zawsze czuł się przy mnie dobrze,żeby to był związek idealny,gdy miał problem wysłucham,pomagałam,starałam się być jego dziewczyną ale także najlepszą przyjaciółką przy której mógł pomilczeć w złe dni,a nawet się wypłakać. Gdy był problem starałam się zawsze na spokojnie o tym porozmawiać ,niestety...on nie zawsze się unosił ,obrażał wychodził i wracał,brał winę na siebie gdy coś mu kazała matka a on to robił.. Ja także miałam fochy ale nigdy nie trwały długo,a pojawiały się tylko wtedy gdy zaczynał mnie zaniedbywać i w ogóle nie chciał mnie nawet wysłuchać,nigdy go nie okłamałam zawsze byłam szczera.. Oczywiście mój chłopak też był kochany dbał o mnie troszczył się pomagał mi ,a przede wszystkim był ,to tak wiele dla mnie znaczy,by był ktoś do kogo mogę chociaż się przytulić. Ostatnie miesiące pokazały mi ,że to człowiek któremu nie mogę zaufać,kłamał w żywe oczy,naśmiewał się gdy gdzieś się pomyliłam,przejęzyczyłam..Wybaczyłabym mu wszystko zresztą nawet wybaczyłam ,jednak ostatecznie zabiła mnie jego obojętność gdy w momencie gdy powiedziałam ,że jestem od kilku miesięcy cały czas okłamywana przez niego,ogólnie mam mnie gdzieś i potrafi obrazić się o nic i zniknąć na cały dzień nie wiadomo gdzie,on powiedział że to nie moja sprawa (!!!) i że nie musi mi się tłumaczyć,dzień przed rozstaniem jeszcze mówił ,że mnie bardzo mocno kocha i będziemy już razem zawsze zawsze, i tyle te słowa były warte ,że w dnu rozstania usłyszałam że on ma dość i chce być sam nie chce dziewczyny ,ani mnie ani żadnej,że mi nie będzie nic tłumaczył i odszedł.
Szczerze mówiąc jestem w szoku i rozpaczy..że osoba którą znam ponad 6 lat w sumie mój niegdyś najlepszy przyjaciel,później chłopak i przyjaciel potrafił potraktować mnie w ten sposób jakbym była obcą osobą nic nieznaczącą..
nie wiem co myśleć..

2

Odp: obojętność potrafi zabić..

Sama sobie to zgotowałaś, bo to od dawna już nie miało sensu. Podjął decyzje , którą Ty miałaś podjąć, a teraz wielkie zdziwienie...

3

Odp: obojętność potrafi zabić..

Przykro mi. Poniekąd wiem co czujesz. Bądź dzielna!

4

Odp: obojętność potrafi zabić..

Droga mmmarysia

Powinnaś już dawno od niego uciec, bo jak widzisz on nie traktował Ciebie z należytym szacunkiem. Nie dość, że miał wszystko przygotowywane pod nos, to jeszcze mu było źle. Nie traktował Ciebie tak jak kogoś powinno się kochać...

5

Odp: obojętność potrafi zabić..
thepass napisał/a:

Sama sobie to zgotowałaś, bo to od dawna już nie miało sensu. Podjął decyzje , którą Ty miałaś podjąć, a teraz wielkie zdziwienie...

znaczy to ja zakończyłam ten związek ,tylko on potrafi bardziej okzać ,ze to ma gdzieś ...a odrzucenie to zawsze odrzucenie tym bardziej jak jestem jeszcze taka naiwna i zawsze miałam tą nadzieje ze się zmieni,psinco prawda ludzie się nie zmieniają

6

Odp: obojętność potrafi zabić..

To "Zabij" go jego własną bronią smile
Olej typa, bo uwierz mi, że stać Cię na coś lepszego, tylko w tym dole w który Cię zapędził, tego nie możesz widzieć.
Krok po kroku z niego wypełzniesz, tylko zostań z nami, czytaj forum i udzielaj się.
Pomożemy. Tylko niech Cię ręka boska broni, żeby próbować go ściągać z powrotem czy cokolwiek tłumaczyć! wink

7 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-15 17:53:55)

Odp: obojętność potrafi zabić..

No nie zmieniają, chyba że przeżyją jakiś mocny wstrząs, wyznaczą sobie jakis cel itd To sie malo kiedy zdarza.
"usłyszałam że on ma dość i chce być sam nie chce dziewczyny ,ani mnie ani żadnej,że mi nie będzie nic tłumaczył i odszedł."
z tego rozczytałem, że on odszedł, a nie Ty.
z resztą jeśli Ty to czego oczekujesz? pochwała by była wtedy gdybyś nie rozpaczała, tylko cieszyła się ze swojej decyzji i tak powinnas robic.

8

Odp: obojętność potrafi zabić..
thepass napisał/a:

No nie zmieniają, chyba że przeżyją jakiś mocny wstrząs, wyznaczą sobie jakis cel itd To sie malo kiedy zdarza.
"usłyszałam że on ma dość i chce być sam nie chce dziewczyny ,ani mnie ani żadnej,że mi nie będzie nic tłumaczył i odszedł."
z tego rozczytałem, że on odszedł, a nie Ty.
z resztą jeśli Ty to czego oczekujesz? pochwała by była wtedy gdybyś nie rozpaczała, tylko cieszyła się ze swojej decyzji i tak powinnas robic.

Tak smile zapytałam go dlaczego nawet nie zareagował na to co mu powiedziałam (czyli to ,ze nasz związek nie ma sensu) na co odpowiedział mi właśnie powyższym cytatem. Nie liczę na jakąkolwiek pochwałę,bo naprawdę przywiązałam się do niego przez te lata,a moje uczucia były szczere ta pustka która pozostaje jest nie do zniesienia szczególnie gdy jeszcze zostaje się odrzuconym przez kogoś z kim wcześniej dzieliło się wiele chwil itp..

9

Odp: obojętność potrafi zabić..

Za bardzo się starałaś. Faceci to łowcy.Nie lubią jak się im podaje wszystko na tacy.

10

Odp: obojętność potrafi zabić..
sonieczka123 napisał/a:

Za bardzo się starałaś. Faceci to łowcy.Nie lubią jak się im podaje wszystko na tacy.

Nie do końca.
Każdy facet lubi jak kobiecie zależy (mówimy o dojrzałych facetach, nie chłopcach, którzy aby "kochać" muszą stale pożądać - "gonić króliczka").
Chodzi o to by to staranie wynikało ze wzajemności i czystych intencji, a nie desperacji i chęci zatrzymania faceta przy sobie, za wszelką cenę.
To drugie czuć na kilometr i odstrasza jak mało co.

11

Odp: obojętność potrafi zabić..
Elle88 napisał/a:
sonieczka123 napisał/a:

Za bardzo się starałaś. Faceci to łowcy.Nie lubią jak się im podaje wszystko na tacy.

Nie do końca.
Każdy facet lubi jak kobiecie zależy (mówimy o dojrzałych facetach, nie chłopcach, którzy aby "kochać" muszą stale pożądać - "gonić króliczka").
Chodzi o to by to staranie wynikało ze wzajemności i czystych intencji, a nie desperacji i chęci zatrzymania faceta przy sobie, za wszelką cenę.
To drugie czuć na kilometr i odstrasza jak mało co.

Niestety się mylisz.. Nikogo nie miałam zamiaru nigdy w życiu trzymać na siłę bo i po co,kto by tak był szczęśliwy?
Oczywiście nie polegało to wszystko na ciągłym pieszczeniu go jak dziecka..absolutnie,wzajemnością sprawialiśmy sobie radość,lecz do pewnego czasu.. gdy np dla niego pieniądze zaczęły być ważniejsze itp.. Zapewniam ,że łowcą także się czuł ,bo to ,że facet musi trochę choćby odrobinę czuć się łowcą wiadomo,tak samo jak fakt ,że mężczyzna nie zawsze (bo ciągłe robienie czegoś za kobietę jest dla mnie chore i świadczy o jej nie zaradności),ale lubi czuć się potrzebny kobiecie pomagając jej smile
niestety nie da opisać się wszystkiego słowami hmm tylu lat nie streszczę w literkach klawiatury

12

Odp: obojętność potrafi zabić..

jakoś się trzymałam ale dzisiaj przyszedł ten straszny dzień.. tak bardzo go kocham i tęsknię..nie wiem co robić ,czy się odezwać wiem ,że nie powinnam ale to mnie przytłacza..

13

Odp: obojętność potrafi zabić..

Wiem, że może ci sie wydawać to niewykonalne, ale po prostu olej go, odetnij sie, nie myśl, unikaj. Tylko to i czas mogą rozwiażać ten problem...

14

Odp: obojętność potrafi zabić..

problem polega na tym że nagle przypomniały mi się wszystkie dobre chwile a złe znikły..tęsknota przysłania mi oczy,czuję brak siły i jeszcze fakt ze nadal go kocham.....
trudno udawać,ze nie boli że się nie pamięta ,że on nie istnieje..mam wrażenie ,że już zawsze tak będzie hmm

15

Odp: obojętność potrafi zabić..

Przeczytaj mój ostatni post.... Naprawde uwierz mi, lepiej zaprzeć się w sobie i zapomnieć jak najszybciej... inaczej robi sie kompletnie bezsensowna i bezdenna dziura w sercu... ja też przerabiałam obojętnosc... odwracanie sie ode mnie w łózku kiedy chciałam sie kochać, brak czułości, ciagłe krytykanctwo, i co? i dupa... kocham jak kochałam...

16

Odp: obojętność potrafi zabić..

Kobietki wy kiedys musicie zrozumiec na czym milosc polega. Nie na tych złych uczynkach wobec was. Nie na tym.
Dopoki do takiego czegos bedzie was ciagnelo i tęsknilo, dopoty bedziecie cierpiec.

17

Odp: obojętność potrafi zabić..

Narzucaniem się odniesiesz odwrotny skutek. Decyzja została już podjęta, nie ważne przez kogo. Zapewne myśl o rozstaniu dojrzewała w każdym z Was przez dłuższy czas. Uważasz, że jego powrót coś zmieniłby? A może chcesz jego powrotu i zachowania, przez które podjęłaś taką a nie inną decyzję? Jeszcze nie raz będziesz płakać z tęsknoty, ale po pewnym czasie uświadomisz sobie, że płaczesz nie za tą konkretną osobą, ale za związkiem, który mógł być inny, a nie był. Ja też przez długi czas nie mogłam pogodzić się z myślą, że moje małżeństwo się rozpadło. Uważałam, że mogliśmy je uratować, że rozbiliśmy się o konkretne sprawy, które przy odrobinie dobrej woli nas obojga, mogliśmy przezwyciężyć. Niestety znaleźliśmy się już w takim punkcie, że nie potrafiliśmy wykrzesać z siebie już nic. Sztuką jest nie doprowadzić do sytuacji, w ktorej można już tylko skoczyć w przepaść.

18

Odp: obojętność potrafi zabić..
klaudia2104 napisał/a:

Przeczytaj mój ostatni post.... Naprawde uwierz mi, lepiej zaprzeć się w sobie i zapomnieć jak najszybciej... inaczej robi sie kompletnie bezsensowna i bezdenna dziura w sercu... ja też przerabiałam obojętnosc... odwracanie sie ode mnie w łózku kiedy chciałam sie kochać, brak czułości, ciagłe krytykanctwo, i co? i dupa... kocham jak kochałam...

już teraz czuję bezsilność..
wiem,ze on też cierpi że nie chciał tego rozstania,nigdy to co mówiłam ja nie było stanowcze..a teraz on chyba sam w to trochę nie wierzy wygląda strasznie a jednocześnie mnie unika..zobaczyłam go wczoraj,wyglądał naprawdę strasznie..biały jak papier,mina jakby umierał..
czytałam Twój post i poniekąd właśnie boję się tego ,ze będzie miał kogoś innego a ja tego nie wytrzymam..że to będzie taki cios który mnie pogrąży..pomimo tego wszystkiego co się działo..bo przecież były też dobre chwile

19

Odp: obojętność potrafi zabić..

I ja już czuję się jakbym była "nie na miejscu" jakby to wszystko nie było moje....
ludzie są fajni ,mili ,uśmiechnięci, koledzy,koleżanki,znajomi..ale ta pustka, to że nikt nie jest nim.... mimo wszystko kochał mnie przez te lata i kocha nadal.. mam wrażenie że nikt mi nie da tej miłości ,a jak już da to ja mu jej nie dam..

20

Odp: obojętność potrafi zabić..
mmmarysia napisał/a:
klaudia2104 napisał/a:

Przeczytaj mój ostatni post.... Naprawde uwierz mi, lepiej zaprzeć się w sobie i zapomnieć jak najszybciej... inaczej robi sie kompletnie bezsensowna i bezdenna dziura w sercu... ja też przerabiałam obojętnosc... odwracanie sie ode mnie w łózku kiedy chciałam sie kochać, brak czułości, ciagłe krytykanctwo, i co? i dupa... kocham jak kochałam...

już teraz czuję bezsilność..
wiem,ze on też cierpi że nie chciał tego rozstania,nigdy to co mówiłam ja nie było stanowcze..a teraz on chyba sam w to trochę nie wierzy wygląda strasznie a jednocześnie mnie unika..zobaczyłam go wczoraj,wyglądał naprawdę strasznie..biały jak papier,mina jakby umierał..
czytałam Twój post i poniekąd właśnie boję się tego ,ze będzie miał kogoś innego a ja tego nie wytrzymam..że to będzie taki cios który mnie pogrąży..pomimo tego wszystkiego co się działo..bo przecież były też dobre chwile

Ja pamietam jak on wygladał jak spotkalismy sie pierwszy, nie drugi, raz po rozstaniu.. nie wygladało to najlepiej... kiedy szłam w swoją stronę był tak koszmarnie smutny że chciałam podbiec i się przytulić... Ale takie ciaganie się ze soba na dłuższą metę nie ma sensu, nie sądze że moj ex ma teraz kogoś na stałe, raczej luźne randki tak jak u mnie...Ale ta cała sytuacja boli mnie jak jasna cholera... Najgorsze jest jak dwoje ludzi sie kocha i nie moze dojsc do porozumienia...

21

Odp: obojętność potrafi zabić..
thepass napisał/a:

Kobietki wy kiedys musicie zrozumiec na czym milosc polega. Nie na tych złych uczynkach wobec was. Nie na tym.
Dopoki do takiego czegos bedzie was ciagnelo i tęsknilo, dopoty bedziecie cierpiec.

jakich złych uczynkach ?????

22

Odp: obojętność potrafi zabić..
podobna napisał/a:

Narzucaniem się odniesiesz odwrotny skutek. Decyzja została już podjęta, nie ważne przez kogo. Zapewne myśl o rozstaniu dojrzewała w każdym z Was przez dłuższy czas. Uważasz, że jego powrót coś zmieniłby? A może chcesz jego powrotu i zachowania, przez które podjęłaś taką a nie inną decyzję? Jeszcze nie raz będziesz płakać z tęsknoty, ale po pewnym czasie uświadomisz sobie, że płaczesz nie za tą konkretną osobą, ale za związkiem, który mógł być inny, a nie był. Ja też przez długi czas nie mogłam pogodzić się z myślą, że moje małżeństwo się rozpadło. Uważałam, że mogliśmy je uratować, że rozbiliśmy się o konkretne sprawy, które przy odrobinie dobrej woli nas obojga, mogliśmy przezwyciężyć. Niestety znaleźliśmy się już w takim punkcie, że nie potrafiliśmy wykrzesać z siebie już nic. Sztuką jest nie doprowadzić do sytuacji, w ktorej można już tylko skoczyć w przepaść.

podjęta.. tylko miałam nadzieję ,że chociaż on zawalczy. a tu dupa blada olał sprawę..tak jakbym nic nie znaczyła,chciałabym poczuć chociaż ostatni raz,że naprawdę tak byłam ważna,tak mnie kochał ,że walczył o mnie aż do końca..chyba żyje w swiecie fikcji za dużo książek i filmów romantycznych

23

Odp: obojętność potrafi zabić..
mmmarysia napisał/a:
podobna napisał/a:

Narzucaniem się odniesiesz odwrotny skutek. Decyzja została już podjęta, nie ważne przez kogo. Zapewne myśl o rozstaniu dojrzewała w każdym z Was przez dłuższy czas. Uważasz, że jego powrót coś zmieniłby? A może chcesz jego powrotu i zachowania, przez które podjęłaś taką a nie inną decyzję? Jeszcze nie raz będziesz płakać z tęsknoty, ale po pewnym czasie uświadomisz sobie, że płaczesz nie za tą konkretną osobą, ale za związkiem, który mógł być inny, a nie był. Ja też przez długi czas nie mogłam pogodzić się z myślą, że moje małżeństwo się rozpadło. Uważałam, że mogliśmy je uratować, że rozbiliśmy się o konkretne sprawy, które przy odrobinie dobrej woli nas obojga, mogliśmy przezwyciężyć. Niestety znaleźliśmy się już w takim punkcie, że nie potrafiliśmy wykrzesać z siebie już nic. Sztuką jest nie doprowadzić do sytuacji, w ktorej można już tylko skoczyć w przepaść.

podjęta.. tylko miałam nadzieję ,że chociaż on zawalczy. a tu dupa blada olał sprawę..tak jakbym nic nie znaczyła,chciałabym poczuć chociaż ostatni raz,że naprawdę tak byłam ważna,tak mnie kochał ,że walczył o mnie aż do końca..chyba żyje w swiecie fikcji za dużo książek i filmów romantycznych

Kolejny raz mam wrażenie że miałysmy podobną sytuacje... ja tez sie bardzo starałam, ąz za bardzo.. śniadanka co rano, kanapeczki do pracy, ciasta co niedziele, dom na błysk i co? i nigdy nie uslyszałam dziekuje, nie walczył, nie starał sie... miał... nawet w czwartek pisząc tego ostatniego smsa miałam nadzieje ze zareaguje i co? i nic... podświadomie czekam na niedziele/poniedziałek.. cczy odezwie sie w urodziny, a może na wielkanoc. Chociaż rozsądek podpowiada ze powinnam przestać na to liczyć. I ty też powinnaś... Powinnysmy skupić sie tylko i wyłączenie na sobie. I robić wszystko żeby byc tak szczesliwym że aż tym szczesciem bedziemy rzygac

24

Odp: obojętność potrafi zabić..
mmmarysia napisał/a:

jakich złych uczynkach ?????

A co, wasi mezczyzni was szanowali, akceptowali, doceniali? Czy moze latałyscie koło nich, a oni mieli was gdzieś, manipulowali, uzależniali, poniżali, obwiniali?

25

Odp: obojętność potrafi zabić..
klaudia2104 napisał/a:
mmmarysia napisał/a:
podobna napisał/a:

Narzucaniem się odniesiesz odwrotny skutek. Decyzja została już podjęta, nie ważne przez kogo. Zapewne myśl o rozstaniu dojrzewała w każdym z Was przez dłuższy czas. Uważasz, że jego powrót coś zmieniłby? A może chcesz jego powrotu i zachowania, przez które podjęłaś taką a nie inną decyzję? Jeszcze nie raz będziesz płakać z tęsknoty, ale po pewnym czasie uświadomisz sobie, że płaczesz nie za tą konkretną osobą, ale za związkiem, który mógł być inny, a nie był. Ja też przez długi czas nie mogłam pogodzić się z myślą, że moje małżeństwo się rozpadło. Uważałam, że mogliśmy je uratować, że rozbiliśmy się o konkretne sprawy, które przy odrobinie dobrej woli nas obojga, mogliśmy przezwyciężyć. Niestety znaleźliśmy się już w takim punkcie, że nie potrafiliśmy wykrzesać z siebie już nic. Sztuką jest nie doprowadzić do sytuacji, w ktorej można już tylko skoczyć w przepaść.

podjęta.. tylko miałam nadzieję ,że chociaż on zawalczy. a tu dupa blada olał sprawę..tak jakbym nic nie znaczyła,chciałabym poczuć chociaż ostatni raz,że naprawdę tak byłam ważna,tak mnie kochał ,że walczył o mnie aż do końca..chyba żyje w swiecie fikcji za dużo książek i filmów romantycznych

Kolejny raz mam wrażenie że miałysmy podobną sytuacje... ja tez sie bardzo starałam, ąz za bardzo.. śniadanka co rano, kanapeczki do pracy, ciasta co niedziele, dom na błysk i co? i nigdy nie uslyszałam dziekuje, nie walczył, nie starał sie... miał... nawet w czwartek pisząc tego ostatniego smsa miałam nadzieje ze zareaguje i co? i nic... podświadomie czekam na niedziele/poniedziałek.. cczy odezwie sie w urodziny, a może na wielkanoc. Chociaż rozsądek podpowiada ze powinnam przestać na to liczyć. I ty też powinnaś... Powinnysmy skupić sie tylko i wyłączenie na sobie. I robić wszystko żeby byc tak szczesliwym że aż tym szczesciem bedziemy rzygac

do mnie nie podbiegł na ulicy,być może nawet mnie nie zauważył,widziałam go trochę z dalszej odległości.. ale się odezwał złożył mi życzenia świąteczne 3 wyrazowe przez esa..nie wiem co ja mam już robić,na razie nawet mu nie odp.

26

Odp: obojętność potrafi zabić..

mmarysia, klaudia- MAM BARDZO PODOBNIE!
a kiedy się rozstaliście ze swoimi?
ile czasu byliscie razem?
ile czasu juz nie jesteście?
moja historia jest podobna, udzielam się w wątku
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1955847#p1955847


1,5 roku razem, rozstanie przedwczoraj.
facet okazał się takim tchórzem, że sam nie zerwał ze mną ale zmusił mnie do tego żebym to ja go zostawiła (???!!!)
On lekarz, ja studentka, przeprowadziłam się do jego miasta, wynajeliśmy razem mieszkanie, kilka tygodni temu wprowadziliśmy się do domu jego rodziny.
Teoretycznie mieliśmy takie warunki, że moglibyśmy żyć jak w bajce.
Lubię się z jego przyjaciółmi, rodziną. Akceptuję i wspieram go w jego ciężkiej pracy oraz dopinguję w jego absorbującym hobby (treningi codziennie po kilka godzin). Seks uwielbiam, podzielam jego pasje. Generalnie jako partnerka nie mam sobie nic do zarzucenia, no chyba, że to, że byłam za dobra, a raczej naiwna.
Mogło być nam cudownie: po powrocie do domu wspólny obiad, rozmowa, trening (on swoje hobby, ja swoje), film, przytulanie. Spotkania ze znajomymi, kino, wszystko co lubimy (akurat mamy podobne gusta)
On? No chyba mu się w du... poprzewracało!
Zaczęło się od lekkich fochów, obrażania, cichych dni (z jego strony). Wypłynął jego prawdziwy charakter. Okazało się, że potrafi kłamać bez mrugnięcia okiem, że wcale nie jest taki idealny i "dobry" chłopak za jakiego się podawał.
Ja jestem nerwusem, jak się wkurzę (rzadko) to krzyczę, ale to mnie koi i po 5 min mogę się przytulić i nie ma tematu (wiedział, że taka jestem od pierwszej randki).
Jego manierą jest obrażalstwo. Po prostu przestawał się do mnie odzywać!
Początkowo gdy krzyczałam (nawet słusznie), ale pozniej nauczyłam sie rozmawiać na spokojnie i gdy próbowałam w ten sposób rozwiązywac problemy DIALOGIEM to wychodził mój MONOLOG.
Pozniej poza obrażaniem się dostałam kolejno bana na seks, na przytulanie, na buziaki, na trzymanie za rękę.
No jednym słowem karał mnie. Traktował strasznie, ale w międzyczasie rzucał jakieś ochłapy miłości, które dawały mi nadzieję, że będzie lepiej.
najgorsze jest to, że NIE WIEM CO JA MU ZROBIŁAM. nie zdradziłam, nie oszukiwałam. no kur**. do dziś jest to dla mnie tajemnicą.
Nie pojmuję takiego zachowania. Z mojej strony to była miłość, jestem zodiakalnym baranem, o miłość i przyjazn walczę do końca, nie poddaję się dopóki nie poczuję, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy by coś uratować.
No i nadszedł ten dzień gdy mu powiedziałam, że dłużej tak nie mogę. JAKI TY MASZ CHŁOPIE DO MNIE PROBLEM, CO JA CI ZROBIŁAM, ŻE TAK MNIE TRAKTUJESZ?
No to się dowiedziałam, że on jak to ujął - 'Ma Wątpliwości co do naszej wspólnej przyszłości. '
Aha, no super. Dopytuję, wiję się jak piskorz, czego te wątpliwości dotyczą, o co chodzi?- ON NIE WIE.
Nie dostałam odpowiedzi. W sumie nic więcej się nie dowiedziałam bo znowu nie chciał gadać.
Zapytałam czy chce się rozstać, czy kocha- ON NIE WIE.
Powiedziałam, że mnie taki związek nie odpowiada i że muszę podjąć decyzję. ON NIE CHCE ŻEBYM TERAZ PODEJMOWAŁA DECYZJE.
????????????????!!!!!!!!!!!!!!!
Czyli, że mam zostać, on będzie miał dalej high-life ze mną u boku, ale będzie robił co chce i miał w nosie zasady panujące w związku?
Dwa dni pózniej spakowałam się i wyniosłam z tego domu w którym zamieszkaliśmy 3 tygodnie temu.
Po świętach wpadam po resztę rzeczy gdy on będzie w pracy.
Jeszcze nie wiem gdzie będę mieszkać i co dalej ale coś wymyślę.
on się nie odzywa. nie dałam mu znać, że odchodzę, przekazała mu to pewnie jego rodzina, zobaczył brak rzeczy.
od tamtej pory się nie odzywa.
Pewnie się obraził.

27

Odp: obojętność potrafi zabić..
sosenek napisał/a:

mmarysia, klaudia- MAM BARDZO PODOBNIE!
a kiedy się rozstaliście ze swoimi?
ile czasu byliscie razem?
ile czasu juz nie jesteście?
moja historia jest podobna, udzielam się w wątku
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1955847#p1955847


1,5 roku razem, rozstanie przedwczoraj.
facet okazał się takim tchórzem, że sam nie zerwał ze mną ale zmusił mnie do tego żebym to ja go zostawiła (???!!!)
On lekarz, ja studentka, przeprowadziłam się do jego miasta, wynajeliśmy razem mieszkanie, kilka tygodni temu wprowadziliśmy się do domu jego rodziny.
Teoretycznie mieliśmy takie warunki, że moglibyśmy żyć jak w bajce.
Lubię się z jego przyjaciółmi, rodziną. Akceptuję i wspieram go w jego ciężkiej pracy oraz dopinguję w jego absorbującym hobby (treningi codziennie po kilka godzin). Seks uwielbiam, podzielam jego pasje. Generalnie jako partnerka nie mam sobie nic do zarzucenia, no chyba, że to, że byłam za dobra, a raczej naiwna.
Mogło być nam cudownie: po powrocie do domu wspólny obiad, rozmowa, trening (on swoje hobby, ja swoje), film, przytulanie. Spotkania ze znajomymi, kino, wszystko co lubimy (akurat mamy podobne gusta)
On? No chyba mu się w du... poprzewracało!
Zaczęło się od lekkich fochów, obrażania, cichych dni (z jego strony). Wypłynął jego prawdziwy charakter. Okazało się, że potrafi kłamać bez mrugnięcia okiem, że wcale nie jest taki idealny i "dobry" chłopak za jakiego się podawał.
Ja jestem nerwusem, jak się wkurzę (rzadko) to krzyczę, ale to mnie koi i po 5 min mogę się przytulić i nie ma tematu (wiedział, że taka jestem od pierwszej randki).
Jego manierą jest obrażalstwo. Po prostu przestawał się do mnie odzywać!
Początkowo gdy krzyczałam (nawet słusznie), ale pozniej nauczyłam sie rozmawiać na spokojnie i gdy próbowałam w ten sposób rozwiązywac problemy DIALOGIEM to wychodził mój MONOLOG.
Pozniej poza obrażaniem się dostałam kolejno bana na seks, na przytulanie, na buziaki, na trzymanie za rękę.
No jednym słowem karał mnie. Traktował strasznie, ale w międzyczasie rzucał jakieś ochłapy miłości, które dawały mi nadzieję, że będzie lepiej.
najgorsze jest to, że NIE WIEM CO JA MU ZROBIŁAM. nie zdradziłam, nie oszukiwałam. no kur**. do dziś jest to dla mnie tajemnicą.
Nie pojmuję takiego zachowania. Z mojej strony to była miłość, jestem zodiakalnym baranem, o miłość i przyjazn walczę do końca, nie poddaję się dopóki nie poczuję, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy by coś uratować.
No i nadszedł ten dzień gdy mu powiedziałam, że dłużej tak nie mogę. JAKI TY MASZ CHŁOPIE DO MNIE PROBLEM, CO JA CI ZROBIŁAM, ŻE TAK MNIE TRAKTUJESZ?
No to się dowiedziałam, że on jak to ujął - 'Ma Wątpliwości co do naszej wspólnej przyszłości. '
Aha, no super. Dopytuję, wiję się jak piskorz, czego te wątpliwości dotyczą, o co chodzi?- ON NIE WIE.
Nie dostałam odpowiedzi. W sumie nic więcej się nie dowiedziałam bo znowu nie chciał gadać.
Zapytałam czy chce się rozstać, czy kocha- ON NIE WIE.
Powiedziałam, że mnie taki związek nie odpowiada i że muszę podjąć decyzję. ON NIE CHCE ŻEBYM TERAZ PODEJMOWAŁA DECYZJE.
????????????????!!!!!!!!!!!!!!!
Czyli, że mam zostać, on będzie miał dalej high-life ze mną u boku, ale będzie robił co chce i miał w nosie zasady panujące w związku?
Dwa dni pózniej spakowałam się i wyniosłam z tego domu w którym zamieszkaliśmy 3 tygodnie temu.
Po świętach wpadam po resztę rzeczy gdy on będzie w pracy.
Jeszcze nie wiem gdzie będę mieszkać i co dalej ale coś wymyślę.
on się nie odzywa. nie dałam mu znać, że odchodzę, przekazała mu to pewnie jego rodzina, zobaczył brak rzeczy.
od tamtej pory się nie odzywa.
Pewnie się obraził.

U mnie niestety mineło już 5 miesiecy... Przez niego miałam najgorsze Boże Narodzenie w życiu,,.. I miałam tak samo... ja wolę pokrzyczeć, i po 5 min jest ok , od niego miałam fochy. I szlabany. Na koniec zwiazku wywalił mi nawet że "za moje zachowanie on sylwestra spedza sam, a ja mam 2 tgodnie bana na seks, rozmowy itp "bo on mi pokaże"". no kur... mać...

28

Odp: obojętność potrafi zabić..

Taki sam troll jak moj ex. Daj spokoj, szkoda twoich nerwow na kogos takiego. Sfoszone panienki, gosc zbudowal mur wokol siebie i nie chce cie do siebie dopuscic. Nie dobraliscie sie on jest zamkniety w sobie, nie odzywa sie a Ty sie tylko wkurzasz i zalamujesz rece. Ciezko jest rozmawiac z kims takim. Moj ex tez mi robil bany na sex, do tego stopnia ze przestalam miec na niego ochote. Stwierdzilam, ze nikt nie bedzie mnie tak traktowac i ze nie mam zamiaru dopraszac sie o sex. Takie zachowania doprowadzily do rozpadu Bo przestalismy sie komunikowac. Miej swoja godnosc i nie pros sie o podstawowe rzeczy, ktore kazdy powinien miec w zwiazku. Taki gosc musi byc jakis zaburzony, nie potrafi byc w zwiazku, szkoda twojego czasu i nerwow. Pozdrawiam

29

Odp: obojętność potrafi zabić..
sosenek napisał/a:

mmarysia, klaudia- MAM BARDZO PODOBNIE!
a kiedy się rozstaliście ze swoimi?
ile czasu byliscie razem?
ile czasu juz nie jesteście?
moja historia jest podobna, udzielam się w wątku
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1955847#p1955847


1,5 roku razem, rozstanie przedwczoraj.
facet okazał się takim tchórzem, że sam nie zerwał ze mną ale zmusił mnie do tego żebym to ja go zostawiła (???!!!)
On lekarz, ja studentka, przeprowadziłam się do jego miasta, wynajeliśmy razem mieszkanie, kilka tygodni temu wprowadziliśmy się do domu jego rodziny.
Teoretycznie mieliśmy takie warunki, że moglibyśmy żyć jak w bajce.
Lubię się z jego przyjaciółmi, rodziną. Akceptuję i wspieram go w jego ciężkiej pracy oraz dopinguję w jego absorbującym hobby (treningi codziennie po kilka godzin). Seks uwielbiam, podzielam jego pasje. Generalnie jako partnerka nie mam sobie nic do zarzucenia, no chyba, że to, że byłam za dobra, a raczej naiwna.
Mogło być nam cudownie: po powrocie do domu wspólny obiad, rozmowa, trening (on swoje hobby, ja swoje), film, przytulanie. Spotkania ze znajomymi, kino, wszystko co lubimy (akurat mamy podobne gusta)
On? No chyba mu się w du... poprzewracało!
Zaczęło się od lekkich fochów, obrażania, cichych dni (z jego strony). Wypłynął jego prawdziwy charakter. Okazało się, że potrafi kłamać bez mrugnięcia okiem, że wcale nie jest taki idealny i "dobry" chłopak za jakiego się podawał.
Ja jestem nerwusem, jak się wkurzę (rzadko) to krzyczę, ale to mnie koi i po 5 min mogę się przytulić i nie ma tematu (wiedział, że taka jestem od pierwszej randki).
Jego manierą jest obrażalstwo. Po prostu przestawał się do mnie odzywać!
Początkowo gdy krzyczałam (nawet słusznie), ale pozniej nauczyłam sie rozmawiać na spokojnie i gdy próbowałam w ten sposób rozwiązywac problemy DIALOGIEM to wychodził mój MONOLOG.
Pozniej poza obrażaniem się dostałam kolejno bana na seks, na przytulanie, na buziaki, na trzymanie za rękę.
No jednym słowem karał mnie. Traktował strasznie, ale w międzyczasie rzucał jakieś ochłapy miłości, które dawały mi nadzieję, że będzie lepiej.
najgorsze jest to, że NIE WIEM CO JA MU ZROBIŁAM. nie zdradziłam, nie oszukiwałam. no kur**. do dziś jest to dla mnie tajemnicą.
Nie pojmuję takiego zachowania. Z mojej strony to była miłość, jestem zodiakalnym baranem, o miłość i przyjazn walczę do końca, nie poddaję się dopóki nie poczuję, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy by coś uratować.
No i nadszedł ten dzień gdy mu powiedziałam, że dłużej tak nie mogę. JAKI TY MASZ CHŁOPIE DO MNIE PROBLEM, CO JA CI ZROBIŁAM, ŻE TAK MNIE TRAKTUJESZ?
No to się dowiedziałam, że on jak to ujął - 'Ma Wątpliwości co do naszej wspólnej przyszłości. '
Aha, no super. Dopytuję, wiję się jak piskorz, czego te wątpliwości dotyczą, o co chodzi?- ON NIE WIE.
Nie dostałam odpowiedzi. W sumie nic więcej się nie dowiedziałam bo znowu nie chciał gadać.
Zapytałam czy chce się rozstać, czy kocha- ON NIE WIE.
Powiedziałam, że mnie taki związek nie odpowiada i że muszę podjąć decyzję. ON NIE CHCE ŻEBYM TERAZ PODEJMOWAŁA DECYZJE.
????????????????!!!!!!!!!!!!!!!
Czyli, że mam zostać, on będzie miał dalej high-life ze mną u boku, ale będzie robił co chce i miał w nosie zasady panujące w związku?
Dwa dni pózniej spakowałam się i wyniosłam z tego domu w którym zamieszkaliśmy 3 tygodnie temu.
Po świętach wpadam po resztę rzeczy gdy on będzie w pracy.
Jeszcze nie wiem gdzie będę mieszkać i co dalej ale coś wymyślę.
on się nie odzywa. nie dałam mu znać, że odchodzę, przekazała mu to pewnie jego rodzina, zobaczył brak rzeczy.
od tamtej pory się nie odzywa.
Pewnie się obraził.

byłam z nim około 5 lat,a minął już tydzień ....albo dopiero..
mi nie robił kar, ale za to miał dziwne fochy,jakieś kryzysy jakby sam siebie nie rozumiał,w zależności jaki miał dzień,czas,miesiąc,humor... myślę,że gdyby mógł teraz to zrobił by wszystko żebym była zazdrosna,już widzę ,że to robi.. I jest mi przykro,owszem ale utwierdza mnie w tym ,że zrobiłam dobrze bo skoro robi tak teraz skąd mogę mieć pewność,że nie zrobiłby mi jakiegoś świństwa będąc razem? Mam dni słabsze i naprawdę wszystko bym rzuciła w cholere i pobiegła do niego bo wtedy pamiętam tylko te dobre chwile hmm takie jest życie..

30

Odp: obojętność potrafi zabić..

Minął dopiero tydzień. Potrzebujesz jeszcze sporo czasu aby o nim całkowicie zapomnieć, bo na pewno nie chciałabyś żyć z nim w kłamstwie.

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » obojętność potrafi zabić..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026