Witam wszystkich, jestem tu nowa, oto moja historia.
Z moim byłym byliśmy 6 lat, bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale bardzo obydwoje się kochaliśmy. Ja byłam jego pierwszą kobietą, a on moim pierwszym facetem. Pod koniec zeszłego roku zaczęło się miedzy nami psuć, ale dalej byliśmy razem. Wyjechaliśmy za granicę, gdzie dalej było tak samo, wieczne kłótnie, pretensje, nie czułam jego zainteresowania, poznałam w pracy faceta, obcokrajowca, zaczeliśmy ze sobą pisać, widywaliśmy się w pracy, czułam, że się zakochałam czy zauroczyłam, teraz juz sama nie wiem. Powiedziałam to mojemu byłemu, był załamany, prosił, przepraszał, obiecywał, że się zmieni, tylko żebym dała mu ostatnią szansę. Ja potrzebowałam czasu, on nie potrafił mi go dać, raz mówił ok, masz tyle czasu ile potrzebujesz, za chwilę mówił, że muszę teraz podjąć decyzję. Wróciliśmy do Polski, ja zdecydowałam, że się rozstaniemy bo miałam w głowie kompletne zamieszanie. On mówił, że będzie walczył i się nie podda, rozmawiał z naszymi wspólnymi znajomymi, żalił się, był w kompletnej rozsypce a mnie wtedy przy nim nie było, teraz mam pretensje do siebie, że nie postąpiłam w jakiś inny sposób. Zaczęłam nowy związek, wyjechałam na parę dni za granicę do nowego faceta, po czym obydwoje przyjechaliśmy do mnie. Na poczatku wszystko układało się miedzy nami super, po jakiś 2 tygodniach wróciły mi uczucia do byłego, powiedziałam to jego koledze, on mu przekazał, odezwał się do mnie i zgodziłam się na spotkanie. Dalej byłam w nowym związku ale wyznałam mu, że czuję, że to nie jest to, że go kocham i chciałabym jeszcze z nim być. Stwierdziliśmy, że damy sobie trochę czasu. W międzyczasie on zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną. Ja zakończyłam nowy związek, mówiąc, że nie jestem jeszcze gotowa na związek i potrzebuje przestrzeni. On to zrozumiał i wyjechał a moje uczucia do tego pierwszego z każdym dniem się nasilały. Wiedziałam, że on kocha mnie tak samo jak jego, ale nie potrafi mi wybaczyć, że nie dałam mu szansy, że spałam z innym facetem, wcześniej byłam tylko jego. Próbowałam do niego pisać, nie zrywać kontaktu, proponowałam spotkania ale jak ja tego potrzebowałam to już nie chciał. W głębi duszy czuję, że dalej mnie kocha mimo iż go strasznie zraniłam, ja wiem o tym i nie potrafię sobie tego wybaczyć. Wiem, że nikogo nie pokocham tak jak jego i dla niego żadna dziewczyna nie będzie taka jak ja. Nasi znajomi powtarzali mu to często, że ma szczęście, że ma taką kobietę jak ja, że jestem aniołem dla niego, dużo znosiłam, jego "zrywania" ze mną, i zawsze walczyłam o nas, teraz też walczę, bo nie potrafię bez niego żyć, ale on mi pisze, że tracę czas i nerwy, że jest zajęty i nie spotyka się z innymi kobietami i żebym dała mu spokój. Jestem tego pewna, że mnie kocha, nie wiem czy to jest forma zemsty za to co zrobiłam czy co. Przed chwilą spotkała go moja przyjaciółka, sam zaczął rozmowę, pytał się jej czy cierpię, odpowiedziała, że tak, ale jak chce wiedzieć więcej niech sam do mnie zadzwoni. Wcześniej dzwonił, mówił, żebym nie pisała mu takich wiadomości bo jego obecna dziewczyna na pretensje o to, że nie chce rozmawiać o nas, o tym co było. Zapytałam, czy kocha mnie jeszcze, ale nie chciał o tym rozmawiać. Nie wiem co robić, czy dalej się starać i zabiegać o niego, nie chcę mieć później świadomości, że odpuściłam, bo nigdy nie odpuszczałam i w końcu znowu było dobrze, tylko, że wcześniej chodziło o jakieś mało istotne kłótnie, sprawy a nie zostawienie go dla kogoś innego, chociaż czuję, że jeżeli nie spróbowałabym z innym facetem to, żałowałabym tego, a to doświadczenie pokazało mi jak silna jest moja miłość do tego, z którym spędziłam tyle czasu i tyle cudownych chwil. Co możecie poradzić, próbować czy nie?
Pozdrawiam czytających ![]()
Podobne tematy
najgorsze jest to, że w jego sercu na pewno jest wielki żal o to co zrobiłaś. Gdy upada męska duma, przez to, że kobieta zostawiłą go dla innego, a w dodatku spała z innym to automatycznie jest wielki problem z odbudowaniem tego. Mówi się, że wielka miłość wybaczy wszytsko, mam nadzieje, że kocha On tak bardzo Cię że zrozumie, że w życiu bywają chiwle załamania.. byliście dla siebie pierwsi .. spróbowałaś Ty i niech on spróbuje czegoś innego.. Ty już dowiedziałaś się, że nie ma lepszej osoby od Niego dla Ciebie.. wierzmy w to, że i On to zrozumie.
Oj to prawda ta cholerna męska duma. Pytanie czy już stwierdził, że z inna mu lepiej... że już potrafi bez Ciebie żyć. Jak tak to pozamiatane. Walczyć warto. Później nie będziesz miała pretensji do siebie, że czegoś nie zrobiłaś. To nie będzie stracony czas.
Walcz do niego do końca... Zraniłas go zraniłas jego uczucia i teraz Ciężko mu z tym wszystkim daj mu czas ale nie odpuszczaj pokazuj mu to jak Ci na nim zależy że jesteś wstanie zrobić dla niego wszystk a prędzej czy później wszystko się ułoży:)
Witaj eva07.Przyłączam się do wcześniejszych postów,powinnaś walczyć do końca.Każdy ma prawo popełnić błąd.Przez to,że się kłóciliście,że wam się nie układało pogubiłaś się w uczuciach.Myślę,że w nowym partnerze szukałaś tego co "umarło"wtedy między wami(też tak miałam)W porę zrozumiałaś,że nadal go kochasz i dopóki Ci nie powie,że Cię nie kocha i nie widzi z Tobą dalszej przyszłości to walcz przy najmniej będziesz wiedziała,że zrobiłaś wszystko by ratować waszą miłość.Spróbuj się z nim spotkać macie wspólnych znajomych może oni pomogą w spotkaniu się a wtedy porozmawiajcie w "cztery oczy,sam na sam"Życzę Ci powodzenia.Pozdrawiam!
6 2012-04-04 19:20:02 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-04-04 19:23:51)
Witaj eva07.Przyłączam się do wcześniejszych postów,powinnaś walczyć do końca.
Niby dlaczego ma wchrzaniać się w życie faceta, którego zdradziła (romans z nr 2 zaczęła zanim zerwała z nr 1) i porzuciła?
pogubiłaś się w uczuciach
Oczywiście, jak mężczyzna zdradza to świnia i dziwkarz, a jak kobieta to popełnia błąd i gubi się w uczuciach...
EDYCJA: dodatkowo próbę powrotu do nr 1 podjęła będąc z kolei z nr 2. Od pań takich obyczajów lepiej trzymać się na dystans. Swoją drogą zadziwiające jest dla mnie poparcie jakie uzyskała od wszystkich tu komentujących...
Vuk
Na poczatku to nie była romans, zwykła znajomość, pisaliśmy ze sobą jak koleżanka z kolegą, nie myślałam o nim jako o kimś więcej, nie rozmawialiśmy ze sobą na żywo, dopiero później zaczęłam czuć do niego "coś więcej" a to tylko dlatego, że był dla mnie miły (oczywiście powiedziałam to mojemu ówczesnemu facetowi) i akceptował mnie taką jaką byłam, nie znając mnie za wiele, nie słyszałam od niego cały czas, że jestem gruba, brzydka, że bez makijażu nie wyglądam, że się do niczego nie nadaję i nic nie osiągę w życiu i właśnie dlatego zwróciłam uwagę na kogoś innego. Ja mojemu byłemu wybaczyłam te wszystkie słowa i czyny, które mnie raniły, byłam w każdej chwili, w której mnie potrzebował, robiłam śniadanka, obiadki wszystko tylko żeby było dobrze i obeszło się bez kłótni, wyciągnęłam, go z niemieckiego aresztu, latając po ludziach prosząc o pieniądze, ze swojego debetowego konta również wzięłam tyle ile mogłam, nie odzyskałam całości w dalszym ciągu, ale nie oto mi chodzi, bo nie potrzebuję ich, poradzę sobie bez pieniędzy. I według mnie to nie była zdrada bo zanim weszłam w nowy związek, wszystko mu mówiłam co czuję, jak się czuję, że się zauroczyłam i nie wiem co robić. Miałabym nie jedną okazję spotkać się potajemnie z tym drugim i go zdradzić, ale mam zasady, że jeżeli jestem z kimś w związku to jestem tylko jego i z nikim innym nie pójdę do łóżka.
I według mnie to nie była zdrada...
A według mnie to jednak była zdrada!! jeśli kocha się kogoś to nie ma takiej siły na świecie, która by CIę pchnęła w ramiona innego. Jest takie przysłowie... nie szukaj szcześcia w gwiazdach cudzego nieba kiedy własne świecą CI nad głową!!
A Twój były facet Ci po prostu ufał... przecież związek opiera się na zaufaniu, prawda?! Ty jednak nadużylaś tego zaufania! Ciesz się, że nie byliście małżeństwem, bo wtedy byłoby znacznie gorzej.
Czy walczyć...?! Walcz... pokaż, że Tobie zależy, że się zmieniłaś, ale nie wchodź gościowi z butami w nowy związek. Może teraz jest szczęśliwszy... warto byś mu pokazała, że zawsze może liczyć na Ciebie liczyć!!
Powodzenia!!
ale on mi pisze, że tracę czas i nerwy, że jest zajęty i nie spotyka się z innymi kobietami i żebym dała mu spokój. Jestem tego pewna, że mnie kocha, nie wiem czy to jest forma zemsty za to co zrobiłam czy co. Przed chwilą spotkała go moja przyjaciółka, sam zaczął rozmowę, pytał się jej czy cierpię, [...]Zapytałam, czy kocha mnie jeszcze, ale nie chciał o tym rozmawiać.
Jak dla mnie to te zdania się wykluczają.
Zraniłaś go. Zostawiłaś go dla innego.
Teraz jest szczęśliwy z inną, mało tego- cieszy się, że Ciebie to boli. I nie dlatego, że się mści - tylko jest mu z tą myślą przyjemnie, że dostałaś to na co zasłużyłaś.
Inna sprawa, że tak samo postąpiłaś ze swoim drugim chłopakiem.
Może czas przez chwilę pożyć sama ze sobą, zastanowić się czego oczekujesz od siebie a nie od innych.
Wiem, że mi ufał, bo nie dałam mu nigdy powodów, żeby mógł mi nie ufać. Chociaż nie raz widziałam wiadomości u niego, w których zapraszał inne dziewczyny na dyskotekę czy spotkanie, ale według niego to było takie pisanie "dla żartów" bolało, ale mimo to ja także mu ufałam, wiedziałam, że nie był by w stanie spotykać się z kimś innym i mnie oszukiwać.
Czyli co, nie pisać, nie dzwonić, raz na jakiś czas odezwać się, zapytać co słychać, jak się miewa? Tylko boję się, że jeżeli za bardzo odpuszczę to będzie coraz gorzej, bo niby czas leczy rany, ale z drugiej strony mówi się, że ranę operuje się gdy jest świeża. Naprawdę zależy mi na tym, żeby pokazać mu, że jestem w stanie bardzo wiele dla niego zrobić i naprawić to co zepsułam.
Nie obraź się, ale skoro oboje się oszukiwaliście - to jedyne co przychodzi mi do głowy, że może i dobrze się stało, że już nie jesteście razem. Bez zaufania i szacunku nie da się budować związku.
Ochłoń, zajmij się sobą.
Ja tego nie brałam jako oszustwa, raczej próbę dowartościowania się, ucieczki od naszych problemów i chwil, w których nie układało nam się. Z mojej strony szacunek i zaufanie zawsze było - z jego szacunkiem do mnie różnie to bywało, ale przyzwyczaiłam się z czasem do tego, ufać, uważam, że też mi ufał niemal bezgranicznie.
Problem jest w tym, że nie mogę ochłonąć ani zająć się sobą, bo cały czas myślę, co zrobić żeby było dobrze. Wpadam w lekką depresję, chyba tak mogę to nazwać i nie widzę sensu mojego życia bez niego.
(...) on mi pisze, że tracę czas i nerwy, że jest zajęty i nie spotyka się z innymi kobietami i żebym dała mu spokój. Jestem tego pewna, że mnie kocha, nie wiem czy to jest forma zemsty za to co zrobiłam czy co.(...)
A gdybyś jednak uznała, że Twój eks zna siebie lepiej niż Ty jego?
Że wie, co myśli?
Że świadomie podjął decyzję?
Że układa sobie swoje życie bez Ciebie, bo to Ty z życia z nim zrezygnowałaś?
Zakochałaś się gdy byłaś w związku z innym a potem rzuciłaś obiekt swoich westchnień i chcesz rozbić związek osoby o której piszesz że kochasz..
"Z mojej strony szacunek i zaufanie zawsze było" - tylko że w twoim pierwszym poście tego nie widzę.
Raz nazywasz siebie "aniołem" a zaraz potem piszesz, że wpadasz w depresję.. za dużo myślisz o sobie.
Może kochasz, może nie - tak często zmieniasz zdanie.. za często.
Ja nie wytrzymałabym z taką osobą jak Ty - ale na szczęście nie muszę.
Nie bierz mojej wypowiedzi do serca, bo nie jestem obiektywna jak czytam takie wątki.
Za bardzo dajesz poniesc sie emocjom, przeczekaj pare dni, przespij pare nocy... moze cos sie zmieni, a moze ochloniesz i rozsädniej na to spojrzysz.
Jestes pelna emocji, niecierpliwa, daj wam czas.
Wiem, że kocham, to nie podlega dyskusji, nie miałam żadnych wątpliwości co do tego przez cały okres trwania naszego związku, w pewnym momencie czułam, że kocham dwóch facetów i nie potrafiłam podjąć decyzji, potrzebowałam czasu ale nie mogłam go od niego dostać.
Fakt dużo myślę o sobie, o tym co było, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego i czuję, że jest źle i będzie jeszcze gorzej.
Ja nie mówię, że znam jego lepiej niż on sam, bo tak na pewno nie jest ale wydaje mi się, że tak łatwo nie da się zapomnieć i przestać kochać osobę, z którą spędziło się tyle cudownego czasu. Nie uważam, że całkiem świadomie podjął tą decyzję, wydaje mi się, że bał się samotności po rozstaniu ze mną, i dużą wagę przyłożyli do tego jego koledzy, który mówili mu, że taki czyn jest karygodny i nie zasługuje na wybaczenie. Wiem, że to ja zrezygnowałam ze wspólnego życia, ale nie potrafiłam udawać, że wszystko jest dobrze, jednocześnie myśląc o 2 mężczyznach. A że on odpuścił to myślę, że podświadomie uznałam, że mu nie zależy i zaczęłam z kimś innym. Teraz wiem, że to był błąd, no ale jest już troszkę za późno.
Można kogoś kochać i podjąć decyzję o nietworzeniu związku z tą osobą.
eva07
Witam! trafiłam tu przez przypadek i postanowiłam się dołączyć. Otóż droga eva07 doskonale Cię rozumiem, ponieważ mam bardzo podobną sytuację z tym, ze ja ze swoim byłym byliśmy parą 4 lata. Ja też byłam jego pierwsza a on moim pierwszym. ja tez próbowałam sobie ułożyc życie z innnym ale zrezygnowałam ponieważ wciąż kocham byłego. To było prawie 2 lata temu. Staram się żyć swoim życiem, studiuje dziennie obroniłam się, ale czuję, że moje życie bez Niego nie ma sensu. Wiem, ze on jest w związku z dziewczyna od ponad roku. Pracuje ciagle za granicą, przyjeżdza co jakie 2-3 mies. Utrzymujemy kontakt przez cały czas. Czasem sie nawet spotkamy, mowi ze gdyby nie obecny związek to byśmy spróbowali. Nie wiem już sama może tylko sobie wmawiam, że cos do mmnnie czuje bo przez cały zcas sie odzywa, ale jest z nia wiec nie mam szans. Nie wtrącam się ale zyje z nadzieją, że im sie nie ułoży. Wiem jestem okropna, cierpliwie czekam na niego juz prawie 2 lata i naprawde nie chce z nikim się wiazać, chociaż czesto dostaję propozycje. Wiem, ze popełniłam bład i że cholernie go zraniłam, ale sama cierpię przez to jzu prawie 2 lata, powtarzam sobie, ze odpuszcze sobie, że dam mu życ z nia skoro tego chce, bo nie wtracam sie absolutnie, ale z drugirj strony nie potrafię się z nikim innym zwiazać. ehh.. czas naprawde nie leczy ran, tylko przyzwyczaja do bólu.
pamcia23
Właśnie tego się boję, tego czasu, kiedy nie będę mogła ułożyć sobie życia z kimś innym, bo wiem, że to uczucie tak szybko mi nie minie. Mój były jest z nową dziewczyną dopiero około miesiąca, także mam nadzieję, że nie jest to jeszcze tak zaawansowane
W przyszłym tygodniu wyjeżdża za granicę co z jednej strony mnie cieszy, bo będzie tam bez niej i jeżeli będzie tylko chciał będzie mógł mieć swobodny kontakt ze mną. Wiem, że będę się starać odbudować jakoś jego zaufanie i pokazać, że się cały czas zmieniam na lepsze, zawsze jakaś tam najmniejsza iskierka nadziei jest
Żałuję, że nie znalazłam tego forum zanim podjęłam decyzję
Pozdrawiam
eva07
ja też żałuje, ze nie przeczytałam tego forum, może to by coś zmieniło w podjęciu decyzji... Ty masz to szczęście, ze jest z nowa dziewczyną od miesiąca, także masz większe szanse;) ja bym na Twoim miejscu walczyła, staraj się jak najczęściej z nim pisać, rozmawiać, najważniejsze, żebyś się tylko nie narzucała, ale jeżeli będzie się pierwszy odzywał to znak, że wszystko będzie na dobrej drodze;) mam nadzieję, że Ci się uda;) i tego Ci życzę z całego serca;)... ja strasznie żałuję, myślę o Nim codziennie, mam nadzieję, ze niedługo się odezwie do mnie, nie wiem czy to dobry pomysł ale zaproponuję mu spotkanie, wydaje mi się, że odmówi, ale już nie wiem co robić, nie chce sobie odpuścić... a może lepiej jak się całkowicie odsunę i będę czekać aż sam się odezwie...wiem, że chce się przyjaźnić... najgorsze, że nie potrafię sobie ułożyć życia bez Niego... i to uczucie, że wszystko nie ma już sensu ;(
pamcia23
Rób sama to, co mi doradziłaś, zaproponuj spotkanie, najwyżej odmówi, ale przynajmniej nie będziesz żałowała, że tego nie zrobiłaś
Skoro utrzymujecie kontakt i on też tego chce, to znaczy, że nie jesteś dla niego obojętna i nie zapomniał o Tobie, także u Ciebie też nie wszystko stracone, trzeba wierzyć, że będzie dobrze, z nimi czy bez nich, chociaż wiadomo, że w nimi lepiej
Pozdrawiam