tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 40 ]

Temat: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

witam, jestem tutaj nowa i od razu sie przyznam,że chcę się wyżalić i poszukać wsparcia. Nie opowiadam mojej historii zbyt często bo po pierwsze jest wciąż dla mnie traumatyczna,po drugie brzmi jak scenariusz filmu sensacyjno-psychologicznego, a po trzecie wstydze sie,że mnie to spotkało. Mnie-kobiety samowystarczalnej, kiedys przebojowej,z wysoką samooceną, wykształconej i podobno bardzo atrakcyjną. Zacznę od momentu kiedy dowiedziałam sie o zdradzie mojego ówczesnego partnera-nazwijmy go Piotrusiem Panem. Mieszkaliśmy razem, jednak byłam zbyt zaborcza-teraz to wiem, a on zbyt mlody-10lat mlodszy ode mnie- ja wtedy 30lat i corka z poprzedniego malzenstwa. Cięzkie rozstanie, przezywalam to strasznie,schudlam 8kg,depresja idt, szukalam na sile pocieszenia i...znalazlam na necie. kuzyn mojej znajomej ktoremu wiedzialam, ze sie podobam. byl z Berlina. zaczelismy korespondowac, odcielam sie od mojego cierpienia i wdalam sie w milostke z nieznajomym. zaczelismy sie spotykac, i wtedy mojPiotus sie obudzil i rozpaczliwie probowal wrocic.bylo za pozno, nie chcialam go znac, bylam juz w nowym zwiazku. Berlinczyk dojezdzal przez cala ciaze raz w miesiacu na kilka dni. zaczelam zauwazac dziwne jego zbiegi okolicznosci-jak je nazywal i male wpadki,a ze bylam juz raz zdradzona bylam na to wyczulona-np mowil ze jest u rodzicow a oni nic o tym nie wiedzieli, oddzwanial i to byl dziwny zbieg okolicznosci bo on tam byl wczesniej i zle mnie zrozumial-takie tak glupie tlumaczenia. ale moja czujnosc znowu byla wyostrzona. kiedy urodzila sie corka przeprowadzil sie do mnie i wtedy przejrzalam na oczy. stanal przede mna obcy facet, ciagle zadajacy sexu,podlapujacy i lekkoduch, maminsynek dzwoniacy 10 razy dziennie do mamusi i tatusia, pytajac jaka pogoda, co zalozyc itd, czlowiek ktory nie podejmie zadnej decyzji bez zgody rodzicow.zaczely sie problemy,klotnie,chcial aby jego rodzice decydowali tez o moim i corki zyciu!!! nawet imie mieli wybrac oni, a takze jakie pampersy zupki i kiedy powinnam skonczyc karmic piersia. oczywiscie nie zgadzalam sie na to. klocilismy sie juz ciagle, doszlo do tego ze nie spalismy juz razem bo stal sie obcym czlowiekiem, ale ciagle zebral o sex, obrzydl mi totalnie bo zaczal wariowac na punkcie sexu,czasem probowal na sile!! a na zewnatrz przy wszystkich udawal super meza, opowiadal jak nam sie swietnie uklada i jak on mnie bardzo kocha. po 3 miwsiacach osobnego spania i mieszkania na 2 pietrach bylismy juz obcymi wobec siebie. coraz czesciej wspominalam o rozwodzie, on nie chcial tego slyszec bo..rodziece go zabija!! i co powiedza znajomi..rodzicow! przeciez on dla mnie zostawil zycie w Berlinie i nie ma od czego zaczac ani gdzie isc, oraz...ze moze zabrac do niemiec corke- taki niby zart ale mial mnie przestraszyc. moja starsza corke zaczal zle traktowac, wyzywac sie na niej i odsuwal od mlodszej-zamykal sie z mlodsza sam w pokoju i przed starsza zamykal drzwi zeby nie przeszkadzala. klotnie byly juz takie ze momentami podnosilismy juz prawie na siebie rece. dowiedzialam sie ze sam codziennie popija do lustra przed snem, zaczynal byc agresywny. kumulacja nastapila w pewna niedziele, kiedy mielismy isc na urodziny, ewidentnie smierdzial alkoholem i nie chcoalam zeby szedl z nami. wpadl w szal, biegal i wyzywal, wyrywal mi corke z rak, a do starszej pow ze ten rozwod bedzie przez nia. nie wytrzymala, kazalam mu sie wynosic i zadalam rozwodu. na drugi dzien wymyslil ze mamy jechac do innego miasta obejrzec lokal na nowy interes. wracajac byl cicho chociaz mowilam ze to koniec i musimy sie rozstac, nie bylo klotni, czasem cos powiedzial ale byl nieobecny, nagle zbladl, zwolnil i zaczal zjezdzac na prawy pas zieleni, pomyslalam- boze znowu stanie i bedziemy gadac w nieskonczonosc, ale on zapial swoj pas i zaczap przyspieszac- dalej dzialo sie wszystko jak w przyspeszonym tempie- uderzenie w drzewo. osty bol w klatce , reka, nogi glowa-jeden wielki bol i szok co sie dzieje.zaczelam krzyczec do niego o pomoc, gdy zobaczylam ze uderzyl w drzewo i jestem uwieziona, ale on tez zaczal krzyczec- jak szaleniec i wtedy zaczelo sie najgorsze!!!! zlapal mnie za glowe, wygial i pociagnal do siebie, przycisnal do podlokietnika i...zaczal dusic!! wyrwalam glowe i blagalam zeby tego nie robil.miala zlamana reke i do pasa uwieziona blachami wiec zadnych szans na obrone, probowal jeszcze raz i kolejny, przy tym 3 razie czulam ze to koniec, zlapal tak ze nie moglam juz zlapac oddechu...pamietam tylko szalencza walke o oddech i w glowie 1000 mysli o dzieciach, ze nie dowiedza sie co mi zrobil i je zabierze!!!! ostatkiem sil sprobowalam raz jeszcze ta polamana reko go odepchnac i sie wyrwac..udalo sie. zobaczyl podbiegajacych ludzi i wybiegl z auta udajac ze mdleje. nie potrafie opisac co wtedy czulam, strach bol,zaskoczenie szok i zalewajaca fala ulgi...ze zyję!!!! nastepnie szpital, policja i zeznania. nikt nie chcial w to wierzyc, bo on taki idealny. do dzis pewnie niewielu w to wierzy, jednak zamkneli go na 8 mcy, tatus zaplacil najlepszym adwokatom, chcial rowniez mnie przekupic. niedawno wyszedl, sprawy sie ciagna, rozwiodlam sie, zyje z corkami a on...przyjezdza do corki !!!! musze go ogladac i wtedy jest najgorsze, kazda wizyte kazdy sms odchoruje, męcze sie strasznie jestem wrakiem czlowieka. zeby historia byla pelna musze wrocic do kilku dni przed wypadkiem, poniewaz wtedy pojawil sie Piotrus Pan, ale jako przyjaciel,zwierzalam sie teraz jemu z ciezkiej sytuacji i rozmawialismy.w dniu wypadku on byl pierwszy przy mnie i pomagal we wszystkim po wyjsciu ze szpitala- przy dzieciach, przy moim interesie, sądach policji, ale i duchowo, moglam dzwonic w nocy kiedy budzilam sie cala mokra i roztrzesiona, bliska zalamaniu.nie musze dodawac ze po pewnym czasie bylismy sobie coraz blizsi i prawie bylismy para..prawie, poniewaz musielismy sie ukrywac-tak, nasylano na mnie detektywow, adwokat meza chcial udowodnic ze to ja calosc zaplanowalam z Piotrusiem, zeby pozbyc sie meza. Piotrus tak wszedl w role pocieszyciela,do tego ukrywajacego sie co bylo mu na reke, bo przeciez mogl zostac potepiony za to ze wrocil ro rozwodki- jego mamusia nie akceptowala mnie nigdy przez to, mial miec ksiezniczke. tak to kolejny maminsynek w moim zyciu... jestem 2 lata po tym wypadku i prawie 2 lata z Piotusiem. mozna by pomyslec ze przezylam ten wypadek i nic mnie nie zlamie a jednak...najgorsze w moim zyciu dzieje sie teraz, pomyslicie wariatka jakas, wiem ze to nie wyglada normalnie, jestem w toksycznym zwiazku z czlowiekiem ktory mnie oplotł jak bluszcz, wysysa mnie z zycia, a jednak nie potrafie odejsc. wpada codziennie na 2,3 godziny rozklada sie na lozku i czeka..na obiadek, ktory Rybka ma mu podac do lozka, podrapac po pleckach, przylulic, oddac sie i to by bylo na tyle. a w zamian uslysze, ciesz zie ze w ogole do Ciebie przychodze, tyyyyle Ci pomoglem  w zyciu!!! bylabym niesprawiedliwa nie piszac o jego zaletach. gdy po kilku ciezkich dniach mam dola oczywiscie przez niego, on to czuje i momentalnie sie zmienia-do rany przyloz, przytula zapenia o milosci dozgonnosci, czasem czytaj 2 razy do roku gdzies wyjdziemy,oczywiscie ja to organizuje i za to place, chociaz Piotrus spi na pieniadzach, moglabym duzo takich przykladow dawac, ale sie pograzam i to czuje, pozwalam mu na to, do czasu az sprawdzajac mnie przekracza granice, ciagle wyjezdzam z dziecmi sama bo on by sie meczyl! gdy ja jade odpoczac jak teraz on jedzie sie bawic np do jego ukochanego Sopotu, nie zdradza mnie to juz wiem na pewno, ale boli bo wiem ze on nie chce stabilizacji i czuje ze ma m 3 dzieci na utrzymaniu. wyjezdza i odzywa sie raz na dzien bo przeciez jest zajety. wczoraj przeszedl sam siebie. napisal ze ciagle mam pretensje wiec on mi udowodni swoja milosc- UWAGA- cyt. Misku udowodnie Ci teraz swoja milosc-mozesz przyjechac do mnie na noc do Sopotu;-) cieszysz sie-------- laska Pana na mnie spadla prawda?? domyslam sie co teraz o mnie myslicie, idiotka bezmyslna, zero szacunku dla samej siebie- po zcesci sama sie tak czuje, od dnia wypadku zmienilam sie, zamknelam sie w domu w skorupie z napisem umarlam emocjonalnie. Nie mam zadnych przyjaciolek, znajomych, tylko Piotrus Pan i on to wie. uczepilam sie go i tak trwam, chce wrocic do pelni zycia i jak Boga kocham, probowalam, zaparlam sie wyszlam sama i co..skrecalo mnie w zoladku nie potrafilam sie smiac rozmawiac bawic, totalnie sparalizowana przed ludzmi, a najbardziej przed mezczyznami, boje sie ze spotkam jeszcze gorszego niz oni wszyscy, nie chce tak przegrac zycia, mam sliczne coreczki, dla nich chce byc radosna ale..pojaiwia sie ta czarna dziura gdy nie ma Piotrusia i nie mam z kim porozmawiac, panika, strach . bylam na terapii, ale niewiele pomogla. moze byla zle prowadzina, Piotrus nawet poszedl na terapie dla mnie kiedy bylo juz tak zle ze chcialam odejsc- jemu pomoglo..na chwile. nie ma we mnie asertywnosci a jest strach przed samotnoscia i przezywaniem tego co bedzie po rozstaniu-pustki- to uzaleznienie.
To moja historia.
pewnie zaczela sie w dziecinstwie z ojcem alkoholikiem i ja w roli ofiary, i tak ciagnie sie do dzis- ja sprawiajaca wrazenie na zewnatrz rozsadnej, zaradnej pieknej, zimnej kobiety-ofiary mezczyzn,.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Martisza,
przeczytałem Twoją historię i w trakcie lektury, za głowę się łapałem co Ty dziewczyno przeszłaś... Po prostu brak mi słów...
Punktem wyjścia do zmiany jest świadomość że tkwi się w czymś złym, że jest źle, Ty tę świadomość posiadasz... Mówisz że próbowałaś terapii i nic to nie dało... Wiesz, być może do wszystkiego trzeba dorosnąć, może w danym momencie nie byłaś jeszcze gotowa...
Z tego co opisujesz to jesteś DDA, może warto byłoby zacząć od tego- również jestem DDA i uczęszczałem na taką terapię.
Może potem warto byłoby spróbować indywidualnej, skupiając się na innych problemach.
Jeśli mieszkasz w jakimś większym mieście z pewnością są ośrodki pomocy rodzinie, czy też poradnie psychologiczne, jak również poradnie związane z pomocą "okołoalkoholową"...

Podzieliłaś się tym z nami, wyraziłaś to, jest to jak powiedziałem pierwszy krok który zrobiłaś, drobny, ale w dobrą stronę, nie zatrzymuj się i idź dalej...
3mam za Ciebie kciuki i powodzenia smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

3

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Jejku! nie wierzę w to co czytam.. co Ty kobieto przeszłaś..
Racja, powinnaś może udać się do jakiegoś ośrodka pomocy indywidualnie.
Trzymam za Ciebie kciuki! smile

4

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

To straszne.

Moja koleżanka jest DDA, chodzi na terapię i widzę jak bardzo jej to pomaga, Ty tez powinnaś się przełamać.
Jak nie dla siebie, to dla dzieci.
Jak to wspomniana już wcześniej koleżanka mi powiedziała..
Często z terapii wychodzi się w podłym nastroju- uczysz się stawiać czoła swoim słabością, nie uciekasz od nich.
Nie poddawaj się wtedy, bo warto tą walkę podjąć.
Trzymam kciuki.

Jestem BioDegradowalna~*

5

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

moj psycholog na kazdej wizycie skupial sie na czyms innym i to ja czulam ze miesza mi w glowie coraz bardziej, pozaczynalismy setki spraw naraz i kazda zostala"rozkopana" lecz nie zakonczona, wyjasniona. do tego samego psychologa poslalam moja corke i jakie bylo moje zdziwienie gdy okazalo sie ze nastawia ja przeciw mnie (powiedzial jej np ze nie musi mi pomagac w pilnowaniu mlodszej corki poniewaz to nie nalezy do jej obowiazkow i ma prawo odmowic!!!) poroznil mnie z corka, a Piotrusiowi tez dal kilka takich rad w ktorych ja jak sie okazalo wystepowalam w roli tej gorszej.. ech szkoda gadac, wydalam kupe kasy a nic to nie dalo, no moze jedynie to ze sie wygadalam i wychodzac czulam sie kilka kilo lzejsza.
szczerze przyznam , ze nie slyszalam o DD a wiem ze wszystko zaczelo sie od mojego ojca, wiem ze nie cos w srodku nie pozwala mi ulozyc sobie normalnego zycia, mama zalamuje rece, co ja mowie cala rodzina ma mnie za pechowca, czarna owce i mowia, ze to wszystko to wylacznie moja wina. moją winą jest to ze cos mnie pcha zeby na sile budowac i miec normalna rodzine. Chyba chce to wszystkim udowodnic, zwlaszcza ojcu, ale jak skoro ciagna do mnie same potwory emocjonalne.
Piotruś wlasnie wraca z weekendowego wypadu i co??? obrazony pisze,ze juz wraca i jak bede chciala to moze do mnie przyjechac i o dziwo pyta gdzie jestem i z kim. zauwazmy ze bęedac ze znajomymi przez caly weekend nic go to nie interesowalo. W takich momentach czuje do siebie calkowity brak szacunku, dokladnie tak jaki szacunek on ma do mnie, zreszta tego nauczyla go jedyna najwazniejsza kobieta we wszechswiecie-mamusia.. najgorsze w takim czlowieku jest to ,ze on tego nie widzi,zamyka sie w sobie, nie powie co czuje,dopiero przypart do muru, gdy czuje, ze mam go dosc i nie zalezy mi na nas, wtedy sie otwiera i okazuje sie ze caly czas np teskil i myslal co ja robie ale...nie zapyta-jest zbyt dumny czy niedojrzaly emocjonalnie????? to ja jestem wszystkiemu winna co zlego sie przydarzy i jak ja mogę na niego nie czekac i blagac o spotkanie... szok!!! i ja na to pozwalam- 36 letnia kobieta z 2 dzieci,ktora ma swoje mieszkanie i swoj biznes, mam swoje pieniadze i niczego mi nie trzeba...poza prawdziwa miloscia i spokojem-takim wewnetrznym spokojem.

6

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Jestem wierzący i nie wiem w czym podpadłaś Bogu że cie tak doświadczył. Moja rada: Pójdź do spowiedzi, na msze, przyjmij komunię, a do tego czasu odmawiaj Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ufaj a Jezus tak pokieruje sprawami że to co było złe w dwójnasób stanie się dobre.
Szczęść Boże

7

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Moze masz racje, czesto zastanawialam sie kiedys za co.... ale Twoja pdpowiedz co do szukania odpowiedzi u Boga nie powiem zaskoczyla, ale milo bo rzeczywiscie powinnam tak zrobic, uzalajac sie nad soba i szukajac odpowiedzi nie pomyslalam o zblizeniu sie do Boga, dziekuje. Kazdy post daje mi do myslenia i czuje, ze jestem w stanie sprobowac cos zmienic w sobie. oczywiscie z pomoca.

8

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Wiem ,ze wiekszosc tych moich bledow zyciowych jest spowodowanych przez mojego ojca, juz uslyszalam to od psychologa, ze nie mam sie winic itd itp.to wina ojca alkoholika i tyrana. jestem najstarsza z rodzenstwa i to ja zawsze stawalam w obronie mamy i rodzenstwa, jasne ze nie raz musialam sie z nim szarpac, tak, bylam przez niego bita, a gdy doroslam caly zal gniew przelal na mnie- zamykalmnie w domu przed chlopakami, nazywal swoja sliczna coreczka ktorej nikomu nie odda. sledzil mnie odbieral ze szkoly, karal za rozmowy z chlopakami i psychicznie wykanczal, najbardziekj mame, druga w kolejce bylam ja. T typ czlowieka ktory na zewnatrz udaje super ojca a w domu nasmiewa sie i wbija noz w serce slowami ktorych nie powtorze. juz w 6 klasie mialam silna nerwice lękowa, potem juz bylo z gorki.
jak to mozliwe ze czlowiek jest swiadomy wjakim bagnie siedzi a nadal po tym wszystkim nie potrafie dokonywac rozsadnych wyborow, nie potrafie podejmowac prostych decyzji. czy to skutek dziecinstwa i patologii w jakiej zylam, boje sie samotnosci,a przeciez mam dzieci- jak sie z tego cholerstwa wyrwac..uleczyc. czytajac niektore posty podziwiam ludzi ktorzy moga wstac rano i powiedziec, koniec zmieniam swoje zycie kategorycznie- i tak robia. chyle czola i prosze powiedzcie skad czerpiecie na to sily..

9 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-08-20 06:41:11)

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Martisza,
samo odmawianie Koronek nic tu nie da.

2karton, powiedz proszę W JAKI SPOSÓB MAŁE DZIECKO MOŻE PODPAść STWÓRCY??
Czym, tym że się urodziło??
Tym, że urodziło się w Rodzinie Alkoholowej??
Jaka w tym jest wina dziecka??
A w przypadku Martiszy, ewidentnym jest, że to co się działo w jej późniejszym życiu jest konsekwencją traum przeżytych w dzieciństwie i młodości.
Wiara jest potrzebna i absolutnie tego nie neguję, niemniej pójcie wyłącznie drogą którą wskazujesz, prowadzić może z dużym prawdopodobieństwem, że autorka wątku skończy jako zdewociała, nieszczęśliwa starsza pani.
Natomiast połączenie elementu wiary oraz pracy nad sobą (laickiej, popartej naukowymi dokonaniami psychologii), przynieść powinno dużo lepsze efekty.

Martisza, psycholog nie odpowie Ci na dręczące Ciebie pytania, na te pytania Ty sama sobie odpowiadasz, on towarzyszy Ci w podróży przez te pytania, w jakiejś mierze kierunkując je. Tak naprawdę to Ty nad sobą pracujesz, on Cię tylko wspiera.
To że zasugerował Twojej córce, że nie ma obowiązku pomagać Tobie... To prawda, nie ma takiego obowiązku, od Ciebie i Twojego wychowania tej córki, zależy, czy ona będzie czuła suwerenną chęć niesienia pomocy swojej matce.
Tak samo TY NIE MASZ OBOWIĄZKU POMOCY SWOIM RODZICOM, czy komukolwiek. Nic kosztem siebie.
W psychoterapii, każdy bierze to co chce, tak jak w życiu, gdy świeci słońce i jest ciepło może wziąć:
a) ale fajnie jak ciepło i przyjemnie.
b) raaaju, jak ciepło, ale męcząca pogoda.

Też jestem najstarszy i mam podobne doświadczenia z dzieciństwa, choć w moim przypadku nie było bezpodstawnego bicia, etc, etc...
Nad sobą pracuję od kilku lat i mimo to nie ustrzegłem się błędów i kretyńskich decyzji.
Sądzę że warto byłoby byś wróciła na terapię, byś to wszystko przekopała, wiąże się to z bólem, łzami, cierpieniem, ale trzeba to z siebie wyrzucić, by później lepiej żyć. To jest jak z robotami drogowymi, najpierw są korki i wszyscy klną, a potem gdy już wszystko zrobią, niekiedy dostrzegamy, o rany jak fajnie... wink
Powodzenia smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

10

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
2karton napisał/a:

Jestem wierzący i nie wiem w czym podpadłaś Bogu że cie tak doświadczył. Moja rada: Pójdź do spowiedzi, na msze, przyjmij komunię, a do tego czasu odmawiaj Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ufaj a Jezus tak pokieruje sprawami że to co było złe w dwójnasób stanie się dobre.
Szczęść Boże

Seriosuly?!

Life is hard. After all it kills you.

11

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Cash- bardzo dziekuję za tak motywującą odpowiedz.
od tygodnia szukam terapeuty, nie mam u siebie praktycznie zadnego wyboru, wiec udam sie najpierw do poradni dla uzaleznionych i ich rodzin. czuje,ze stanelam juz przed murem i w tej chwili  nigdzie nie moge dalej pojsc.

12

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Oczekuje się od nas wybaczania, gdy oprawca nie okazał skruchy. Nawet Biblia tego nie żąda. Grzesznik ma wiedzieć, że zrobił źle, ma za grzech żałować, ma zadośćuczynić... Ma przejść głęboką duchową przemianę, zanim go przyjmiemy znów, zanim będzie pełnoprawnym członkiem społeczności. Nawet kłaniać się nie mamy takim, co trwają w grzechu. To jest napisane w Biblii!

A teraz oczekuje się od ofiary przemocy, że będzie się kontaktować ze sprawcą, wybaczy w mgnieniu oka, dojdzie do siebie w moment. Nierealne.

Bardzo Ci współczuję. Czy nie masz możliwości wyjechać daleko? Wtedy wizyty exa będą rzadsze. Może zdołasz dojść do siebie między jedną a drugą. A może kupisz sobie psa? Wytresowany do obrony, o groźnym wyglądzie.

Jeśli chodzi o Piotrusia... Jest także sprawcą przemocy. Psychicznej. Odbiera Ci siły, bo na to pozwalasz. Proszę, nie odbieraj tego jako krytyki. Jestem jak najdalsza od oceniania Ciebie, po prostu zauważam co się dzieje. Ty też już to widzisz - krok w dobrym kierunku.  Fakt, że zauważyłaś jak szkodzi psycholog, dowodzi że dokładnie widzisz rzeczywistość. Masz spojrzenie trzeźwe i rozsądne. Jesteś mądrzejsza i bardziej świadoma od większości ludzi.

Chciałabym żebyś mogła się wzmocnić - żeby nie dać się więcej krzywdzić. Może metoda Silvy? Mnie pomogła. Nikt Ci tam nie będzie narzucał swojego sposobu myślenia.

Poczucie bezpieczeństwa rodzi się w nas w środku. To, co na zewnątrz może nam pomóc lub zaszkodzić. Ty trafiłaś na wyjątkowo toksyczne otoczenie. Jestem pełna podziwu dla Twojej wewnętrznej siły. Wierzę, że dasz radę.

"Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy" - Oscar Wilde
"Wszystko jest trudne, nim stanie się proste" - Margaret Fuller

13

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

martisza Twoja historia jest okropna,to co przeżyłaś jest okropne a jeszcze bardziej okropne jest to że tkwisz w tym po uszy
Jesteś świadomą, wykształconą i jak czytam po poście inteligentną kobietą.Nie ma dobrej rady, aby pomóc..... ale proszę postaraj się dla córek,aby ich życie w przyszłości nie pogmatwało się jak Twoje.
Nie można wszystkiego zwalać na DDA sama jestem takim dzieckiem, świadomie nie poszłam na terapię,nie wierzę w nią ale wierzę w swoją siłę to Moje życie i sama muszę się z nim uporać i wierzę że i ty w końcu zdasz sobie z tego sprawę
Trzymam za ciebie kciuki.Gorąco pozdrawiam.

Bra­kuje nam od­wa­gi, żeby podążać za marze­niami, za zna­kami. Może stąd bie­rze się smutek?  P.Coelho

14

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Cash- bardzo dziekuję za tak motywującą odpowiedz.
od tygodnia szukam terapeuty, nie mam u siebie praktycznie zadnego wyboru, wiec udam sie najpierw do poradni dla uzaleznionych i ich rodzin. czuje,ze stanelam juz przed murem i w tej chwili  nigdzie nie moge dalej pojsc.

Martisza,
jak widzisz po poście Kasi1208, niektórym udaje się samemu uporać z trudną przeszłością.
Kasiu, brawo smile

Wracając do tematu terapeuty, sądzę że warto byłoby nawet poszukać gdzieś dalej, chociaż jak sama przyznałaś nie jesteś obecnie "zmotoryzowana". To trochę komplikuje, ale nie przesądza sprawy. Udaj się do tej poradni, to jest BARDZO DOBRY KROK i zobacz co dalej. Ewentualnie, jeśli boisz się oceny otoczenia ze względu na "małomiasteczkowość", sugerowałbym właśnie poszukać gdzieś kawałek dalej, w jakimś większym mieście.

Zaczynasz największą batalię w swoim życiu, o siebie. Nie ma nic trudniejszego i piękniejszego zarazem.
3mam za Ciebie kciuki smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

15

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
Cash napisał/a:
martisza napisał/a:

Cash- bardzo dziekuję za tak motywującą odpowiedz.
od tygodnia szukam terapeuty, nie mam u siebie praktycznie zadnego wyboru, wiec udam sie najpierw do poradni dla uzaleznionych i ich rodzin. czuje,ze stanelam juz przed murem i w tej chwili  nigdzie nie moge dalej pojsc.

Martisza,
jak widzisz po poście Kasi1208, niektórym udaje się samemu uporać z trudną przeszłością.
Kasiu, brawo smile

Wracając do tematu terapeuty, sądzę że warto byłoby nawet poszukać gdzieś dalej, chociaż jak sama przyznałaś nie jesteś obecnie "zmotoryzowana". To trochę komplikuje, ale nie przesądza sprawy. Udaj się do tej poradni, to jest BARDZO DOBRY KROK i zobacz co dalej. Ewentualnie, jeśli boisz się oceny otoczenia ze względu na "małomiasteczkowość", sugerowałbym właśnie poszukać gdzieś kawałek dalej, w jakimś większym mieście.

Zaczynasz największą batalię w swoim życiu, o siebie. Nie ma nic trudniejszego i piękniejszego zarazem.
3mam za Ciebie kciuki smile

Jestem zmotoryzowana;-) jezdzilam do psychologa 90km bo bardzo chcę sobie pomóc a najbardziej właśnie robie to dla córek, che zeby mialy radosne dziecinstwo i w jak najmniejszym stopniu odbilo sie na nich moje...niepowodzenie? nie wiem jak nazwac ten czarny lańcuch u mojej nogi. juz umowilam sie na wizyte u siebie w swoim miescie do poradni dla rodzin uzaleznionych. Wiem , ze sama tak sobie nie poradze jak z pomoca terapeuty, a musze to zrobić bo czuje,że moje zdrowie psychiczne zostalo baadzo naszarpniete. Moj organizm daje mi sygnaly jakich wczesniej nie bylo po sytuacjach bardziej stresujacych, wiec czerwone swiatelko juz sie pali i pora zaczac dluga batalie. nie boje sie tego co o tym mysla i mowia ludzie, poniewaz akurat to niewiele mnie interesuje, poza tym wiekszosc luzi zna moja historie i sami pytaja czy daje rade po takiej traumie ,bez pomocy zyc dalej.

Artemida, moj oprawca przyjezdza do corki ze swoim zandarmem w roli tej wystepuje jego ojciec-sam mu nie ufa chyba wiec go polnuje. nie boje sie jego, jako czlowieka ktory moze to powtorzyc, lecz tego do czego urósł w moich wyobrażeniach i koszmarach- tego ze podjezdza z usmiechem, pisze jak gdyby nigdy nic-hej, co u coreczki, pozdrawiam itd- to nie miesci mi sie w glowie-a gdy cos mu nie pasuje, zmienia twarz i bombarduje smsami w ktorych tylko ja widze potwora, choc gdy czyta je moja mama, uspokaja mnie bo sa stanowcze rzeczywiscie i jakby pisalo je rozkapryszone tupajace nozka dziecko ktore chce i koniec, ale nie sa az tak straszne. To ja go tak widze nadal, choc powoli, bardzo powoli to topnieje.


Kasia1208, takie slłowa jak Twoje to miód dla mojego serca;-) ciesze sie ,ze sa osoby tak twardo stapajace po ziemi jak Ty i moge czerpać od nich siłę, dla zwyklego śmiertelnika) to moze sie wydawać dziwne, ale mnie to dopinguje po stokroć, a to że jestem tutaj zrozumiana a nie potępiona jak zazwyczaj dodaje pior do moich nowo kiełkujących skrzydeł...

tak niewiele jak np rejestracja w poradni i ..wlasnie, zapomnialam dodac, dluga rozmowa z Piotrusiem,co rzadko sie zdarza, ale byla na poziomie i bardzo dojrzala, nie zapeszam, ale nigdy jeszcze chyba nam sie to nie przydarzylo, kazdy wysluchal swoich oczekiwań , co kogo rani i..uslyszalam,że bedzie nad soba pracował i nie chce tego zaprzepaścić po raz drugi.wie,ze sa i będą problemy,ale spróbujemy je razem rozwiązywać...cóż nie chce aby to zabrzmiało infantylnie ,ale uwierzyłam. i tak będę się nam ,jemu przyglądąć, czasem przesadnie jak to JA, alejak napisalam na poczatku, poczatek terapii, ta rozmowa i..poniedziałek;-) to moze prognoza na nowy etap w zyciu-nieporadne jeszcze,mozolne pewnie-naprawianie...

16

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Najważniejsze że widać gdzieś w oddali światełko w tunelu
Rozmowa z Piotrusiem bezcenna,ale nie obiecuj sobie po niej radykalnej zmiany,najważniejsze małymi kroczkami do przodu.
Pozdrawiam i czkam na dalsze relacje z terapii oczywiście też.

Bra­kuje nam od­wa­gi, żeby podążać za marze­niami, za zna­kami. Może stąd bie­rze się smutek?  P.Coelho

17

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Piotrusiowi potrzebna jest terapia- tacy ludzie nie zmienią się od tak,swietnie potrafią jednak manipulowac ludzmi.Postaw warunek -leczenie- jeśli siś nie zgodzi -spakuj mu walizki- bo bedzie cie dręczył dalej....Masz przecieź córki

18

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Piotrusiowi potrzebna jest terapia- tacy ludzie nie zmienią się od tak,swietnie potrafią jednak manipulowac ludzmi.Postaw warunek -leczenie- jeśli siś nie zgodzi -spakuj mu walizki- bo bedzie cie dręczył dalej....Masz przecieź córki

19

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Ja też jestem DDA. Na szczęście trafiłam na cudownego człowieka. Fakt, wiele z nim przeszłam, wiele przepłakałam. Ale teraz wiem, że niejednokrotnie przez samą siebie. Dlatego? Dlatego, że czułam się gorsza, niewartościowa, głupia, czułam że na nic nie zasługuję, że jestem ciężarem, nie umiałam walczyć o swoje.

Ale kiedy zdałam sobie sprawę w czym tkwi problem, zaczęłam nad sobą pracować. To jest żmudny proces, ale już jest o wiele lepiej.
Ty też powinnaś nad sobą zacząć pracować. Jeśli chodzi o kontakt z ex, wiem co czujesz. Strach jaki odczuwa DDA wobec oprawcy jest tak paraliżujący, że wybija człowieka na kilka godzin a nawet dni z życia. Straszne uczucie.....często mi towarzyszyło przez pewien okres w życiu.

Nie mniej jednak zacznij żyć. Wmawiaj sobie. Tak. WMAWIAJ sobie !!! że jesteś mądra, doświadczona, a dzięki temu więcej się nie sparzysz; że  możesz osiągnąć wszystko jeśli tylko będziesz chcieć. Wychodź do ludzi. Ucz się na nowo rozmawiać, śmiać; kup sobie coś ładnego, idź do fryzjera, poczuć się atrakcyjnie....
A mężczyźni? Przecież wcale nie musisz z żadnym być. Jesteś samowystarczalna, więc w czym problem? To Twoje poczucie samotności jest złudne.  W samotności nie ma nic złego (a Ty przy dwóch córkach to już na pewno jej nie masz). Człowiek robi co chce, kiedy chce i z kim chce i nikomu się nie tłumaczy.

Czy z Piotrusiem Panem chciałabyś sobie życie ułożyć? Jesteś tego pewna? Jak z Twoimi dziećmi męczy się na wyjazdach to co dopiero będzie w życiu codziennym. Ale ja ci teraz nie powiem, żebyś go zostawiła, bo wiadomo, że  przy takim stanie psychicznym i tak tego nie zrobisz. Mimo to jesteś strasznie silną osobą i uwierz w to wreszcie. Pracuj nad sobą, mów sobie, że jesteś mądra, ładna i możesz żyć spokojnie jak tylko zechcesz. Nikt nie może kierować twoim życiem. NIKT!!!

20

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

LeeBee, dużo z tych rzeczy ,ktore opisujesz już wdrożylam jakis czas temu, sama zauwazylam,ze robienie sobie malych niespodzianek i wmawianie sobie ze jestem przeciez super kobieta, niczego mi nie potrzeba i zawsze juz dam sobie rade- to duzo pomaga, ale nie moge jeszcze wykurzyc z siebie tego poczucia ofiary- gdzies w glebi ciagle czuje sie jego ofiarą-ojca i tak gleboko w to uwierzylam, ze czuje,albo mi sie tylko wydaje ze ludzie tak mnie postrzegaja, a najbardzie Ci najbliżsi. czesto w jkiejs zwyklej rozmowie nawet z corka, czuje ze sie bezwiednie nade mna pastwi,az nie pokaze jej gdzie jest jej miejsce,a wcale tego nie lubie i ona juz to wykorzystuje. Od Piotrusia jestem uzalezniona to pewne. musialam znalezc sobie jakis nalog chyba. jak jest miedzy nami dobrze,jak w tej chwili i on sie stara jak szalony...ja odpuszczam-bez sensu,ale chyba ta hustawka i adrenalina w zwiazku to tez moj nalog i moze ja musze tak miec-sama sobie to robie,a to jest cholernie meczace... i zrozum tu czlowieku siebie..

21

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

LeeBee, dużo z tych rzeczy ,ktore opisujesz już wdrożylam jakis czas temu, sama zauwazylam,ze robienie sobie malych niespodzianek i wmawianie sobie ze jestem przeciez super kobieta, niczego mi nie potrzeba i zawsze juz dam sobie rade- to duzo pomaga, ale nie moge jeszcze wykurzyc z siebie tego poczucia ofiary- gdzies w glebi ciagle czuje sie jego ofiarą-ojca i tak gleboko w to uwierzylam, ze czuje,albo mi sie tylko wydaje ze ludzie tak mnie postrzegaja, a najbardzie Ci najbliżsi. czesto w jkiejs zwyklej rozmowie nawet z corka, czuje ze sie bezwiednie nade mna pastwi,az nie pokaze jej gdzie jest jej miejsce,a wcale tego nie lubie i ona juz to wykorzystuje. Od Piotrusia jestem uzalezniona to pewne. musialam znalezc sobie jakis nalog chyba. jak jest miedzy nami dobrze,jak w tej chwili i on sie stara jak szalony...ja odpuszczam-bez sensu,ale chyba ta hustawka i adrenalina w zwiazku to tez moj nalog i moze ja musze tak miec-sama sobie to robie,a to jest cholernie meczace... i zrozum tu czlowieku siebie..

To że Piotruś stara się jak szalony, to nic dobrego nie wróży... Prędzej czy później zmęczy się... Celem jest osiągnięcie takiego stanu, żeby po prostu było dobrze i tyle...
I zgadzam się z dziewczynami, że Piotrusiowi też terapia by się przydała, niemniej... Ty go nie jesteś w stanie zmienić... Skup się na sobie, na poprawianiu siebie i własnego szczęścia, Piotruś jeśli będzie chciał podąży za Tobą, co najwyżej możesz go do tego (terapii, pracy nad sobą) lekko zachęcić, ale tylko lekko i broń Boże robiąc coś przeciwko sobie.
Żadnych nowych nałogów nie szukaj, skup się na pozbyciu tego poczucia ofiary... Spokojnie, widzisz, że coś jest nie tak, zaczniesz działać a potem już pójdzie... Tylko się nie zatrzymuj wink

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

22 Ostatnio edytowany przez daria1968 (2012-08-22 10:15:04)

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Jestem dzieckiem DDD -jeszcze chwile temu myslałam  ze to jakieł bzdury.Ale przeczytalam "Rozwinąc skrzydła" i pomyslalam jest dokladnie tak.Jeszcze nie tak dawno obwiniałam sie za to ze wybrałam sobie za meza faceta ktory kocha wóde,a nie potrafł stwprzyc ze mna kochajacej rodziny dla naszego syna.
Teraz wiem ze tak musialo sie stać.Dzis czuję ze po tym wszystlim co przeszłam jestem silniejsza.
I wiem juź ze mam sklonność do szukania o obdarowywania swoja miloscia ludzi ltorzy tej mojej miłości wcale nie chcą.Zupelnie jak w dzieciństwie chciałam aby kochała mnie mama.Czesto płakała przez ojca a ja myślalam
"PO CO CI OJCIEC KOCHAJ  MNIE BEDZIESZ SZCZEŚLIWA".
Magiczne myślenie,prawda?
W dorosłym zyciu  nie wiele sie zmienilo.Jako dziecko bylam tzw: dzieckiem we mgle - niby byłam ale ta? ja?by mnie nie było.W małźeństwie teź byłam "źoną we mgle" bo jak nazwac kobietę która pozwalała na to aby ją oszukiwano,poniźano...
A z drugiej strony moje magiczne myslenie- dla mnie sie zmieni,gdybym była ładniejsza,lepiej dbała o dom...jak widać sama dla siebie teź byłam katem.I chciałam być prawie jak bóg ...mieć moc uszczesliwiania innych ludzi,decydowac co dla nich jest najlepsze, krytykowac,pouczać,rozwiązywać za nich ich problemy- a tak naprawde często nie moglam podjąć prostych decyzji np czy zupa pomidorowa ma byc z ryźem czy makaronem.Ile czasu upłyneło zanim podjełam decyzje..

Kiedys wracałam z pracy i zdałam sobie sprawe źe się uśmiecham...Warto było być wrogiem i zdecydowanie mówić NIE osobom które mnie krzywdziły,postawić sie rodzicom,teściom,rozpaczac w chwilach totalnego osamotnienia,niezrozumienia- bo dzis jestem kobieta ktora się uśmiecha...

23

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Witaj Martisza
Moze to dziwnie zabrzmi ale wiem co przezywasz bo moja historia jest rownie niesamowita.I powiem tak...jesli nie uwolnisz sie od tego toksycznego czlowieka to nadejdzie czas ze po prostu zwariujesz...Rada moze zadna ale w przypadku Twojej historii wiem co mowie..Od toksykow nalezy trzymac sie jak najdalej i nie ma tu znaczenia czy to matka ,czy ojciec,czy patrner..Zniszczy cie psychicznie.Nie bedziesz wiedziala na jakim swiecie zyjesz i co sie wokol Ciebie dzieje.Wiej od niego i zerwij wszelkie kontakty..Na poczatku bedzie ciezko ale nadejdzie dzien kiedy poczujesz sie naprawde szczesliwa i wreszcie wolna..Jest to mozliwe ale wszystko zalezy wylacznie od Ciebie..Jestes silna i dasz rade.Wierze w Ciebie.Trzymaj sie dzielnie.Zycze Ci duzo szczescia.

24

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

czytalam to z wielkimi oczami, jestem w szoku, ze taka kobieta jak ty to opisujesz mogla przejsc cos takiego, spotkalas dwoch takich facetów, przez których juz chyba nigdy nie zaufasz zadnemu innemu, nigdy byn ajmniej w pełni. to straszne to jak oni cie wykorzystali, wyssali z Ciebie zycie, pasożyty !  to jak chcial Cie zabić, to juz pozostawilo wielki uraz na psychice! nie moge w to uwierzyc ze za to siedzial tylko 8 miesięcy! ale czegos takiego nie jest łatwo udowodnic niestety, bo tacy psychopaci powinni gnic w zakladach ! nieszcza zycie czlowiekowi a pozniej chodzą z usmiechem na twarzy, tego się moim zdaniem nie da jakos normalnie pojąc, pewnie ta historia jest napisana tez powierzchownie a miedzy czasie dzialo się jeszcze duzo duzo zlych rzeczy, kobieto i tak jestes silna, nie poddawaj się ! to jest poprostu nie do ogarniecia!

25

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Daria, to co piszesz to...tak jakbyś byla mną.. jestem w szoku,ze ludzie moga tak podobnie myslec i przezywac dziecinstwo i to co jest jego wynikiem, lgną do mnie ludzie z probklemami, jakbym sama ich miala malo) a ja pomagam im w ciezkich chwilach po to aby dostac po dupie kiedy maja taki kaprys-czytaj Piotrus

Berlin- dziekuje za te slowa, daja mi duuuzego kopa do dalszej drogi. teraz najwiekszym moim problemem jest
Piotrus, ciagle jeszcze pozwalam mu wysysac ze mnie resztki godnosci do samej siebie..  W poniedzialek prosil o spotkanie,obiecywal poprawe i to ze bedzie pracowal nad soba-pracowal do srody..a potem juz z gorki, dzis juz sobota i grill, a przy wiekszym gronie gdy jego brat powiedzial ze ma szczescie ze ma tak madra i wyrozumialą kobietę odpowiedział, a co mnie ona obchodzi, chce to jest wyrozumiala nie to wolna droga- na moje zdziwienie odparl-chcesz to zaraz sam Ci wezwe taxi i jedz jak masz problemy robic----szok---wstalam pozegnalam wszystkich i poprosilam siostre o odwiezienie. Piotrus zostal i prawie pobil sie z bratem i reszta gdy zwrocili mu uwage ze to nie bylo mile... brak mi slow-najgorsze ze chce go bronic bo rano nosil mnie na rekach przez jakies pol godz a teraz slysze takie slowa, i to po to zeby wszyscy wiedzieli ze mu wcale nie zalezy i ma wszystko gdzies... nie wiem co powiedziec, jest mi wstyd za siebie za niego, ale czuje ze przekroczyl juz dawno ta linie,tylko ja wciaz myslalam ze sie zmieni..dla mnie...wiem ze mnie kocha na zaboj, ale wazniejsze jednak jedt udawanie przed kolegami twardziela i macho ktory nikogo nie potrzebuje... to przykre i nie rozumiem go..

nie pamietam kiedy mialam taki metlik w glowie, prosze Was o pomoc i slowa ktore postawia mnie na nogi-krytyczne jak najbardziej. Az chce sie krzyczec i kląć ze jestem cholera 10 lat starsza i nie potrzebuje gnoja !!!
tylko dlaczego tak bardzo go usprawiedliwiam nadal i pozwalam na to...













c

26

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Piotrus, ciagle jeszcze pozwalam mu wysysac ze mnie resztki godnosci do samej siebie..  W poniedzialek prosil o spotkanie,obiecywal poprawe i to ze bedzie pracowal nad soba-pracowal do srody..a potem juz z gorki, dzis juz sobota i grill, a przy wiekszym gronie gdy jego brat powiedzial ze ma szczescie ze ma tak madra i wyrozumialą kobietę odpowiedział, a co mnie ona obchodzi, chce to jest wyrozumiala nie to wolna droga- na moje zdziwienie odparl-chcesz to zaraz sam Ci wezwe taxi i jedz jak masz problemy robic----szok---wstalam pozegnalam wszystkich i poprosilam siostre o odwiezienie. Piotrus zostal i prawie pobil sie z bratem i reszta gdy zwrocili mu uwage ze to nie bylo mile... brak mi slow-najgorsze ze chce go bronic bo rano nosil mnie na rekach przez jakies pol godz a teraz slysze takie slowa, i to po to zeby wszyscy wiedzieli ze mu wcale nie zalezy i ma wszystko gdzies... nie wiem co powiedziec, jest mi wstyd za siebie za niego, ale czuje ze przekroczyl juz dawno ta linie,tylko ja wciaz myslalam ze sie zmieni..dla mnie...wiem ze mnie kocha na zaboj, ale wazniejsze jednak jedt udawanie przed kolegami twardziela i macho ktory nikogo nie potrzebuje... to przykre i nie rozumiem go...

Martisza on sie nie zmieni, on taki zostanie, on jest powalony, on jest chory, on jest głupi, on jest toksyczny, on Ciebie nie kocha, on jest dla Ciebie zagrożeniem
Ty nie musisz go rozumieć, Ty nie masz obowiązku z nim być, Ty nie masz obowiązku przy nim cierpieć, Ty nie musisz wobec niego nic!!!
Martisza możesz nad sobą pracować, możesz odejść od niego, możesz przepracować traumy swojego życia, możesz zacząć normalnie żyć, możesz być szczęśliwa

Masz wybór, To Twoje życie, mówią nam że jest drugie potem... Ale nie spotkałem nikogo kto by powiedział mi face2face jak tam jest, więc zadbaj dobrze o to co masz teraz SIEBIE!!!

Powodzenia smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

27

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Cash-chylę czoła przed Twoja inteligencja i podejściem psychologicznym- on jest chory to pewne,a czas z nim sprawil ze i ja choruje i glupieję. dzis uslyszalam ze usprawiedliwieniem na to jest-alkohol (ktory rzadko widuje) i nerwy w pracy... Ale widzę światełko w tunelu, bo dzis pierwszy raz czuję,że świat sie nie wali bez niego i nawet odpoczęłam psychiczniepośród innego towarzystwa,przydało sie bo usłyszałam opinie ludzi stojących z boku- oczywistym jest ,ze pasożyt momentalnie czuje ,ze oddala sie jego "żywiciel" i mam wysyp smsów.Ale wlasnie to jeszcze bardziej potwierdzilo moje odczucia,że potrafie to kontrolowac-poprawka-próbuję.  A jutro pierwsza wizyta w poradni dla rodzin Aa, trzymajcie dalej za mnie kciuki -to działa;-)

28

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Cash-chylę czoła przed Twoja inteligencja i podejściem psychologicznym- on jest chory to pewne,a czas z nim sprawil ze i ja choruje i glupieję. dzis uslyszalam ze usprawiedliwieniem na to jest-alkohol (ktory rzadko widuje) i nerwy w pracy... Ale widzę światełko w tunelu, bo dzis pierwszy raz czuję,że świat sie nie wali bez niego i nawet odpoczęłam psychiczniepośród innego towarzystwa,przydało sie bo usłyszałam opinie ludzi stojących z boku- oczywistym jest ,ze pasożyt momentalnie czuje ,ze oddala sie jego "żywiciel" i mam wysyp smsów.Ale wlasnie to jeszcze bardziej potwierdzilo moje odczucia,że potrafie to kontrolowac-poprawka-próbuję.  A jutro pierwsza wizyta w poradni dla rodzin Aa, trzymajcie dalej za mnie kciuki -to działa;-)

Dziękuję Ci za miłe słowa wink
Ale przyznam Ci że to co napisałem jest wynikiem kilku lat pracy nad sobą, terapii (niemal 200 godzin), czytania, jest również poniekąd wypadkową rozpieprzenia przeze mnie własnego małżeństwa- czekam na rozwód sad . Więc żadnym wielkim inteligentem nie jestem, bo nie ustrzegłem się w porę... Po części byłem pewnie jak Piotruś, którego opisujesz, pewnie coś tam we mnie jeszcze zostało, ale nie zamierzam sie zatrzymywać w wychowywaniu wewnętrznego Piotrusia w dojrzałego Piotra.

I tak jak pisałem Ci tydzień temu... To że Piotruś się stara (zwłaszcza jak szalony), że pisze sms-y, nic dobrego nie wróżyło... On "zaspokajał swój głód", to nie było i nie jest dbanie o Ciebie...

I SUPER że idziesz do tej poradni AA, tak 3maj!!! smile

Powodzenia i odzywaj się smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

29

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Cash,czyli Piotrusiowie tak jak to opisują książki muszą poczuć odrzucenie i samotnoiść żeby zobaczyć swoją negatywną postawę...
Przykro mi,że u Ciebie kończy sie to rozwodem,ale Ty już jesteś teraz raczej na prostej-jesli takk to mozna nazwac- przynajmniej jestes ze sobą w zgodzie. ja jestem po 2!! rozwodach...
Obudzilam sie dzis ze skurczonym zoladkiem ze strachu-tak ze strachu przed byciem samą. Baaaaardzo potrzebuję stabilizacji,a niestety moj radar wyszukuje dla mnie zawsze Panów z problemami, podświadomość mowi mi- bądz sama z dziećmi i wyłącz radar- ale ja panicznie boję się samotnosci i na siłe trzymam Piotrusia-tylko po to zeby ktos,ktokolwiek byl- tatalna glupota ale tego rezultatem byly tamte rozwody... nie stworze normalego zwiazku z takim bagazem na plecach-dlatego lecimy...

30

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Cash,czyli Piotrusiowie tak jak to opisują książki muszą poczuć odrzucenie i samotnoiść żeby zobaczyć swoją negatywną postawę...
Przykro mi,że u Ciebie kończy sie to rozwodem,ale Ty już jesteś teraz raczej na prostej-jesli takk to mozna nazwac- przynajmniej jestes ze sobą w zgodzie. ja jestem po 2!! rozwodach...
Obudzilam sie dzis ze skurczonym zoladkiem ze strachu-tak ze strachu przed byciem samą. Baaaaardzo potrzebuję stabilizacji,a niestety moj radar wyszukuje dla mnie zawsze Panów z problemami, podświadomość mowi mi- bądz sama z dziećmi i wyłącz radar- ale ja panicznie boję się samotnosci i na siłe trzymam Piotrusia-tylko po to zeby ktos,ktokolwiek byl- tatalna glupota ale tego rezultatem byly tamte rozwody... nie stworze normalego zwiazku z takim bagazem na plecach-dlatego lecimy...

Witaj Martisza, gdzieś na forum widziałem i podpowiadałem komuś już o dwóch zagadnieniach dotyczących dysfunkcyjnych osób
1. Trójkąt dramatyczny Karpmana
2. "Mężczyzna za murem" autorstwa P. Ewy Herzyk.

Strach przed samotnością będzie Ci towarzyszyć dopóki będziesz współuzależniona a tak w tej chwili jest i masz dodatkowo bardzo zaburzone poczucie własnej wartości.
Na razie nie myśl o tworzeniu kolejnego związku, bo na razie z jednego goowna się nie wyplątałaś jeszcze. Poza tym jak się ze sobą poukładasz, to się wogóle będziesz zastanawiać (być może) "a na cholere mi chłop??" Tak może Ci być dobrze ze sobą, normalnie emocjonalny onanizm smile

Nie zatrzymuj się i pracuj nad sobą, a Piotrusia kopnij w doope i to mocno. I nie czekaj że się obudzi, nie obserwuj, nie licz na niego... On musi sam sobie poradzić... Licz na siebie i pracuj nad sobą.

Powodzenia.

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

31

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

jestem po pierwszej wizycie w poradni. Rozmawialam z Panem, ktory poczatkowo wydał mi sie woźnym;-0 i jakiez było moje zdziwienie gdy usiadł i okazał sie bardzo milym i rzeczowym psychologiem;-) poopowiadalam wstepnie i pewnie dość haotycznie o moim-nie moim-zyciu,głównie o bombie zegarowej w postaci ojca,nad jaką mieszkam, dowiedzialam sie w tak krotkim czasie wielu istotnych dla mnie rzeczy i nawet uzyskalam kilka odpowiedzi,ktore daly do myslenia,ale ogolnie jak zwykle po 1 wizycie, pozytywne odczucia i standardowo 10 kg mniej;-) nazwal mnie ksiazkowym DDA z napisem na czole POMAGAM;-). ale sam tez uznal,że spróbuje przygotować mnie jeszcze do tego abym kontynuowala terapię w grupie. Przyznam,że nigdy w takiej nie uczystniczylam,ale nie boję sie juz, chce sprobowac i w koncu pojawila sie nadzieja, choc wiem,ze wcale nie bedzie kolorowo,jednak sam fakt,ze chce sobie pomoc i szukam pomocy juz mnie motywuje, Cash-trzymaj dalej za mnie kciuki;-)) i dzięki za Twoje cenne rady!!!

32

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

jestem po pierwszej wizycie w poradni. Rozmawialam z Panem, ktory poczatkowo wydał mi sie woźnym;-0 i jakiez było moje zdziwienie gdy usiadł i okazał sie bardzo milym i rzeczowym psychologiem;-) poopowiadalam wstepnie i pewnie dość haotycznie o moim-nie moim-zyciu,głównie o bombie zegarowej w postaci ojca,nad jaką mieszkam, dowiedzialam sie w tak krotkim czasie wielu istotnych dla mnie rzeczy i nawet uzyskalam kilka odpowiedzi,ktore daly do myslenia,ale ogolnie jak zwykle po 1 wizycie, pozytywne odczucia i standardowo 10 kg mniej;-) nazwal mnie ksiazkowym DDA z napisem na czole POMAGAM;-). ale sam tez uznal,że spróbuje przygotować mnie jeszcze do tego abym kontynuowala terapię w grupie. Przyznam,że nigdy w takiej nie uczystniczylam,ale nie boję sie juz, chce sprobowac i w koncu pojawila sie nadzieja, choc wiem,ze wcale nie bedzie kolorowo,jednak sam fakt,ze chce sobie pomoc i szukam pomocy juz mnie motywuje, Cash-trzymaj dalej za mnie kciuki;-)) i dzięki za Twoje cenne rady!!!

Hej smile
Będę 3mał smile
Widzę że pierwsze spotkanie bardzo dobrze wypadło, niemniej miej świadomość, że będą też bardzo trudne spotkania i wówczas możesz chcieć się cofnąć... Nie rezygnuj...
Małe kroczki, małe kroczki... truchtamy, truchtamy i nagle gdy podniesiesz głowę i rozejrzysz się wokół stwierdzisz "ojej, jestem na szczycie tej góry na którą wchodziłam"... wink

Powodzonka smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

33

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Hej, dzisiaj spadek euforii po wczorajszej wizycie u psychologa....
odzywa sie moje uzaleznienie... Piotruś dzis juz mniej sie odzywa, prawie w ogole i co?? i ja juz panikuję,juz chce go zaczepic, wołać,zagadac i te natrętne myśli, ze już koniec, że jest tak jak powiedział i ja go nie obchodzę,chociaż przepraszał i zapewniał,że to nerwowy tryb zycia i alkohol. Cholera mnie bierze bo powinnam być twarda jak zawsze,olać to i żyć dalej, ale chyba jeszcze nie potrafie, męczę się z nim i bez niego!!! dlaczego na to nie ma tabletki zapomnienia!!! Tęsknie za nim czy to tylko złudzenie... wstyd mi za siebie dzisiaj,ale zaciskam zęby..

34

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Hej, dzisiaj spadek euforii po wczorajszej wizycie u psychologa....
odzywa sie moje uzaleznienie... Piotruś dzis juz mniej sie odzywa, prawie w ogole i co?? i ja juz panikuję,juz chce go zaczepic, wołać,zagadac i te natrętne myśli, ze już koniec, że jest tak jak powiedział i ja go nie obchodzę,chociaż przepraszał i zapewniał,że to nerwowy tryb zycia i alkohol. Cholera mnie bierze bo powinnam być twarda jak zawsze,olać to i żyć dalej, ale chyba jeszcze nie potrafie, męczę się z nim i bez niego!!! dlaczego na to nie ma tabletki zapomnienia!!! Tęsknie za nim czy to tylko złudzenie... wstyd mi za siebie dzisiaj,ale zaciskam zęby..

Tak będzie, będziesz mieć górki i dołki, to naturalne... i uprzedzałem Cię Martisza że tak będzie... Czasem 2 kroki w przód i jeden do tyłu, czasem na odwrót...  Bo najtrudniej ruszyć ten wielki ciężar... a dodatkowo musisz ruszyć pod górkę... Ale ruszasz i nie zatrzymuj się...
Wiem, że łatwo powiedzieć... Postaraj się jak najmniej myśleć o piotrusiu (wybacz, ale nie jest wart tego by pisać z dużej litery) a już z pewnością, nie zastanawiaj się co on czuje, co myśli, etc, etc... Skup się na sobie... Ty dla siebie jesteś najważniejsza

Zębów nie zaciskaj, bo jeszcze sobie szkliwo popsujesz, a na razie pieniędzy na psychologa potrzebujesz nie na dentystę wink

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

35

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Cash, wolalabym zeby to byl ząb;-) wyrwalabym i po klopocie, wiem, ze to nie piotrus moim glownym problemem tylko te paniczne leki i fobie przed byciem samą. A najsmieszniejsze w ty wszystkim jest to,ze ja praktycznie jestem sama, bo  eidujemy sie juz 2 razy w tygodniu przy dobrym wietrze,a nie potrafie powiedziec dziekuje,zegnam!!!!
teraz wlasnie robie ten krok w tyl.
dzisiaj mamy rocznice, przypomnialam o tym w porannym smsie, na razie cisza i chyba tak musi byc, moze tak mam to zakonczyc, boje sie jak cholera kolejnych dni...

36

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

A może to właśnie ten dzień powinien być początkiem nowego życia i pozniej rocznicą tego że jeteś silną kobietą i sobie poradziłaś smile

przygarnij kropka...

37

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Trudna sytuacja...wyglada na to, ze przyciagasz podobnych facetow i jeszcze uzalezniasz sie od nich.  Ale najlepsze dla Ciebie byloby pobyc sama i polubic te samotnosc...dopiero potem bedziesz gotowa na udany i normalny zwiazek...

38

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
Maca napisał/a:

Trudna sytuacja...wyglada na to, ze przyciagasz podobnych facetow i jeszcze uzalezniasz sie od nich.  Ale najlepsze dla Ciebie byloby pobyc sama i polubic te samotnosc...dopiero potem bedziesz gotowa na udany i normalny zwiazek...

Dokładnie, najgorsze w tym wszystkim jest to,że ja to wiem,ale ...moja asertywność jest zerowa..
zazdroszcze kobietom,ktore potrafią powiedzieć dość i stawić temu czoła, ja nie jestem jeszcze gotowa nataki krok-tylko kiedy jest dobry czas na to zeby sie uwolnic od tych toksycznych mezczyzn...dzis to ruszylam wraz z moim psychoterapeutą i powiem Wam, ze choc zdaje sobie sprawe ze czeka mnie setki takich godzin na rozplątywaniu mysli i ukladaniu mojej zniszczonej od dziecka psychiki- czuję , ze robie już malutkie truchciki- jak to przewidział Cash;-)
trzymajcie kciuki abym w koncu zaczela zyc tylko dla siebie...

39 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-09-04 22:21:56)

Odp: tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..
martisza napisał/a:

Dokładnie, najgorsze w tym wszystkim jest to,że ja to wiem,ale ...moja asertywność jest zerowa..
zazdroszcze kobietom,ktore potrafią powiedzieć dość i stawić temu czoła, ja nie jestem jeszcze gotowa nataki krok-tylko kiedy jest dobry czas na to zeby sie uwolnic od tych toksycznych mezczyzn...dzis to ruszylam wraz z moim psychoterapeutą i powiem Wam, ze choc zdaje sobie sprawe ze czeka mnie setki takich godzin na rozplątywaniu mysli i ukladaniu mojej zniszczonej od dziecka psychiki- czuję , ze robie już malutkie truchciki- jak to przewidział Cash;-)
trzymajcie kciuki abym w koncu zaczela zyc tylko dla siebie...

Spokojnie, na nowo uczysz się... Siebie życia... Spokojnie...
I 3mam kciuki smile

Nic nie przewidziałem, po prostu przechodzę/przeszedłem to... wink

Pisz i odzywaj się smile

BYŁO: Miałeś chamie złoty róg, ostał Ci się ino sznur...
BYŁO: Kiedyś się znajdę...
BYŁO: Dzień za dniem.
JEST: Dobrze smile

Posty [ 40 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » tutaj sie otworze...moj mąż próbował mnie zabić..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018