Mój tata był alkoholikiem. Pił codziennie, z miesiąca na miesiąc coraz więcej... Kłamstwo, oszustwo, brak szacunku, krzywe akcje (m.in. okradanie nas), awantury... I tak posypało się małżeństwo moich rodziców. Przez nałóg również stracił pracę, więc żeby mieć na chleb, zaczął zbierać złom. Przysporzył mi tym wiele wstydu... Długo po rozwodzie mieszkał z mamą, bo nie miał gdzie się podziać. Gdy pod moją presją mama wystawiła mu w końcu tobołek za drzwi, zabarykadował się w naszej piwnicy. Po interwencji zarządców, stamtąd też został wyrzucony, i tak został bezdomnym.
Długie miesiące widywałam go w śmietnikach lub pod osiedlowym sklepem monopolowym, gdzie popijał wódkę. Czasem udało nam się porozmawiać, i wtedy wysłuchiwałam zwierzeń o tym jak śpi pod balkonami... Jego słowa najbardziej uwierały zimą, gdy leżałam pod kołdrą, i z kubkiem kakao w dłoni, czytałam książkę...
Długo biłam się z myślami, ale w końcu postanowiłam wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Zaproponowałam, że zaproszę go do domu, udostępnię łazienkę, kupię mu nowe ubrania, ugotuję coś dobrego, i razem pójdziemy na spotkanie z kuratorką, która pomoże mu odnaleźć się w tej trudnej sytuacji, m.in. zorganizuje miejsce w noclegowni. W zamian chciałam trzeźwości, przyjął warunek, ale już w drodze do sądu, gdy wypił pierwsze piwo, rozczarował mnie po raz wtóry ... Wtedy powiedziałam sobie dość - zerwałam z nim wszelki kontakt. Ostatni raz widzieliśmy się ponad pół roku temu... A dziś dowiedziałam się, że nie żyje, a dziadkowie zajmują się formalnościami związanymi z pogrzebem.
Zarówno mama, jak i chłopak, powtarzają mi, że nie warto tego przeżywać, że lepiej dla niego, że tak się stało, że powinnam mieć na uwadze wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządził... Ale ja mam do siebie tyle żalu, że zbyt szybko z niego zrezygnowałam, że zbyt szybko odpuściłam współwalkę z jego nałogiem, że może gdybym go wspierała, inaczej by się potoczyło... Czy słusznie...?
Podobne tematy
Nie dziwię ci się czemu masz takie myśli, że powinnaś walczyć itp. ale on nie chciał z tego nałogu wyjść, miał wybór albo rodzina albo alkohol, wybrał to drugie.
Nie mogłaś za wiele zrobić więc nie wiń się za to co się stało.
Zrobiłaś co mogłaś. Bez powodu się zadręczasz.
Mimo wszystkich krzywd jakie wyrządził Twój Tata, kochałaś go.
To moim zdaniem normalne.
W obliczu śmierci człowiek często widzi same pozytywne rzeczy.
Niestety nałogi, wszelakie uzależnienia niszczą ludzi.
Mimo chęci ze strony bliskich, wyciągnięciu ręki, uzależnieni ludzie nie widzą tego, do póki nie zrozumieją, że taki stan rzeczy ich gubi.
Nie wszyscy chcą poprawy. Być może brakuje im sił, boją się tej naszej szarej rzeczywistości, lękają przed podejmowaniem decyzji.
Twój Tata wiedział, że chcesz jego dobra. Nie odrzuciłaś go mimo tego, że pewnie nie raz był płacz przez niego.
Dałaś mu szansę, a On z niej nie skorzystał. Niestety.
Nie możesz sobie zarzucać, że nie pomogłaś. Zrobiłaś to.
Wyciągnęłaś pomocną dłoń, a On jej nie przyjął.
Zapomniał jakie może być życie, bo wybrał te zamroczone, obojętne.
Gdyby chciał zmiany, to próbowałby z tego wyjść.
Także nie zamęczaj się, zrobiłaś i tak bardzo dużo.
Nie zapomniałaś o nim, walczyłaś, dałaś szansę...
Reszta to jego wybory.
Chyba możemy sobie podać rękę. Posłuchaj dziewczyn na forum bo mi bardzo pomogły! Mam teraz okazję wypowiedzieć się jak widzę to ja córka alkoholiczki która również nie żyje ale chyba jeszcze nie jestem na to gotowa. Nie poukładałam sobie wszystkiego tak jak ma być. jeszcze za wcześnie.
Dziękuję wszystkim za wypowiedź... Chłodne spojrzenie osób trzecich, bardzo wiele dla mnie znaczy... Sama nie jestem w stanie spojrzeć na obecną rzeczywistość z dystansem, a pocieszenia bliskich w stylu "to było do przewidzenia", "ma to na co zasłużył", "tak jest dla niego lepiej", wcale nie pomagają... Wręcz przeciwnie.
Rozmawiałam dziś z siostrą taty, która przekazała mi, że wstępna opinia lekarzy o jego śmierci, to zawał... Teraz dodatkowo boli mnie to, że mógł bardzo cierpieć...
Całą noc przepłakałam...
Zarówno mama, jak i chłopak, powtarzają mi, że nie warto tego przeżywać, że lepiej dla niego, że tak się stało, że powinnam mieć na uwadze wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządził...
Tego akurat nie słuchaj. Masz prawo do żalu i przeżywania żałoby. Nie da się pstryknąć palcem i przejść nad tym do porządku dziennego.
Jak znajdę chwilkę czasu to napiszę Ci swoją historię, bardzo analogiczną, opowiem jak sobie poradziłam.
Trzymaj się !
Jak znajdę chwilkę czasu to napiszę Ci swoją historię, bardzo analogiczną, opowiem jak sobie poradziłam.
Byłabym wdzięczna.
Pozdrawiam.