Czytając Wasze posty ma się wrażenie - że słowo miłość w dzisiejszych czasach zblakło i ma wiele uroków niestety tych negatywnych.
Ludzie nie potrafią się porozumieć, sporo żyje w samotności, w pędzie mijając się na codzień.
Inni żyją dla dzieci, a jeszcze inni udają. Większość kłamie, oszukuje zdradza. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, wsparcia i tego, że ma się przyjaciela w postaci męza czy partnera. Nie mówiąc już o seksie , który powszednieje i odchodzi do lamusa po jakimś czasie.
Czy któraś z Was, albo któryś z Was jest w stanie powiedzieć po wielu latach bycia w związku i małżeństwie - że to jest to.
Że owszem nie jest różowo - ale zawsze można liczyć na siebie, na ciepłe słowo, czułość,
Że w związku zachowane są wszelkie proporcję intymności, zaangażowania i bliskości.
Dlaczego zadaję Wam to pytanie, bo oprócz swoich rodziców wpatrzonych w siebie (mają po 65 lat) jak skowronki.
Też się kłócą, latają talerze, też było różnie .Ale mój tata szanuje moją mamę a ona jego. Na starość wszędzie razem, jeden o drugiego dba, przeżywa każdą chorobę, dopieszcza. Potrafią się przytulić pocałować i powiedzieć o sobie miłe rzeczy.
Oprócz moich rodziców wśród swoich znajomych, przyjaciół każdy żyje obok siebie, wiele jest rozwodów.
Dochodze do wniosku - że teraz to chyba tylko wyjątek jak ma się dobrze dobrany związek i obydwoje ludzi są dojrzali.