netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

60 odpowiedzi14 426 wyświetleńzałożony przez martka88, 10.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Witajcie,

potrzebuję od was wsparcia, może jakiejś opinii, po części potrzebuję się też wygadać - a tutaj jest b. fajna atmosfera;)

Ponad miesiąc temu podjęłam decyzję o rozstaniu. Długo się nad tym zastanawiałam, ale klamka zapadła gdy od kilku miesięcy miałam wrażenie, że bardzo się od siebie oddaliliśmy, właściwie ze sobą nie rozmawialiśmy - mimo prawie codziennych spotkań każde zajęte było sobą, a komunikacja coraz częściej opierała się na wzajemnych złośliwościach i docinkach. Zresztą, to długa historia - fakt faktem po ponad 3 letnim związku doszłam do wniosku, że jest nieodpowiedzialny i nijak nie da się tego zmienić i ja po prostu nigdy się nie zdecyduję na jakieś poważne kroki z nim - ślub, mieszkanie, dziecko itp. Po prostu nie wyobrażam sobie tego, nie widzę naszej przyszłości razem i jeśli po 3 latach jej nie zobaczyłam, to marne szanse że bym ją jeszcze ujrzała;)

Sama nie wiem czy go kocham, na pewno połączyła nas miłość, ale kiedy już motylki odleciały, to byłam po prostu nieszczęśliwa, wiedziałam, że to nie to. Czasem wydaje mi się, że to tylko przyzwyczajenie, a czasem, że jednak nadal go kocham...Ogólnie mówiąc razem źle, bez siebie jeszcze gorzej.

Minął ponad miesiąc. Na początku w sumie mój stan nie był taki zły, starałam się zająć sobie czymś czas i jakoś zleciało. Ale - jestem typem introwertyczki. Mam bardzo mało znajomych, z dalszymi przez zazdrosnego chłopaka niestety straciłam kontakt, moje przyjaciółki są w poważnych związkach, daleko mieszkają i nie chcę im zawracać głowy, już wystarczająco się nasłuchały. Przez ostatnie kilka lat w większości spotykałam się z jego znajomymi - teraz jest to już niemożliwe, zresztą to nie były żadne głębsze relacje i te osoby raczej nie mają chęci spotykać się ze mną sam na sam. Podsumowując - nie mam znajomych. Nie mam do kogo zadzwonić i umówić się na kino, piwo, cokolwiek. Czuję straszną pustkę i mam wyrzuty sumienia, że zostawiłam kogos kto mnie kocha (bo nadal to mówi) i że już nigdy nikogo nie znajdę, bo jestem skrytą osobą i w dodatku mam naprawdę mały kontakt z nowymi ludźmi. W dodatku kiedy już gdzieś mam wyjść (na imprezę), to okazuje się, że on też się tam wybiera - mamy dużo wspólnych znajomych jak wspominałam i zawsze jakoś ta siatka osób tak się zaplącze, że i on jest zaproszony. Nie jestem w stanie jeszcze normalnie się z nim spotykać, ostatnio jak go zobaczyłam wpadłam w jakiś dziwny stan - łzy same napływały mi do oczu i cała się trzęsłam, to było nie do opanowania, a nerwy zostały aż do końca dnia.
W dodatku mam ciągłe wahania nastroju - raz patrzę optymistycznie, a raz wpadam w kompletny dół - potrafi się do zmieniać nawet w ciągu jednego dnia.
Muszę się też przyznać, że dużo zależy od tego, jak on się czuje...Ostatnio zauważyłam, że trochę zobojętniał w sotsunku do mnie, intersuje się innymi dziewczynami i wygląda na dość zadowolonego, ma mnóstwo znajomych - przyznaję się, że to chore, ale dobija mnie to jeszcze bardziej. Kiedy wiedziałam, że jest mu przykro i prosił mnie o choć krótką rozmowę itp to jakoś lepiej się czułam...teraz czuję się źle z tym, że jakby ma na mnie coraz bardziej wywalone, chociaż sama tego chciałam - o co chodzi?????:(( Mam wrażenie, że wszyscy go bardzo pocieszają i starają się pomóc mu wrócić do zycia, bo bardzo przeżył to rozstanie, a mną się nikt nie interesuje -  w końcu to ja jego zostawiłam...

I tak jak podobno czas leczy rany, to ze mną jest coraz gorzej. Nie ma dnia żebym o nim nie myślała, ba, chyba nie ma nawet godziny...To jest straszne, nie wiem już jak sobie z tym radzić i choć wiem, że juz do niego nie wrócę, to zaczynam jakby żałować...Mieć mnóstwo wątpliwości czy dobrze zrobiłam.

Macie może jakieś rady dla mnie? Może ktoś mnie rozszyfruje, bo już sama nie wiem o co mi chodzi.

Dzięki smile

2

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Tu chyba chodzi bardziej o twoja samotność , kiedyś jaki był taki ale był. Czas jakos leciał . Teraz jestes sama bez bliskich znajomych nie wiem moze bez zainteresowan. Nie masz chyba co ze sobą zrobic bo cała siebie oddałas jemu .

3

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

To minie smile
"Podsumowując - nie mam znajomych. Nie mam do kogo zadzwonić i umówić się na kino, piwo, cokolwiek. " - i świetnie! Bo masz szansę zacząć wszystko od nowa smile Zmiany są dobre.

Co chciałabyś usłyszeć? Żebyś się jeszcze zastanowiła, byś przemyślała i może zmieniła zdanie? ..gdy zrobiłaś coś cennego: nie oszukałaś samej siebie. To jest dużo. Nie zdążyłaś za niego wyjść i mieć dzieci z nim, by następnie dojść do tego wniosku i się rozwodzić.
To jasne, że nikt się Tobą nie zajmuje, bo to Ty zerwałaś. Szczerze.... jak dla mnie, osoba, która kończy związek jest tą zdecydowaną, która wie co robi i czemu miałabym kogoś takiego żałować? Kończę związek, bo chcę, prawda?

Miesiąc to mało- ja po tym czasie miałam wrażenie jakbym nadal była w związku z tamtym człowiekiem- ilekroć go spotykałam, miałam wrażenie, że nic się tak naprawdę nie zmieniło. Mimo, że wcale tego nie chciałam- odczułam ulgę gdy zakończyliśmy związek.
Uwierz: to minie smile
Po prostu zajmij się swoimi sprawami, odwróć nieco swoje życie, odśwież znajomości, idź do przodu smile

4

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Właśnie, Catwoman - czasem mam dziwne wrażenie, że on po prostu gdzieś wyjechał i tak sobie trwamy w związku na odległość big_smile Mam wrażenie, że dalej jesteśmy razem (ale to dziwne!) i jak sobie pomyśle o bliskości z kimś innym, to czuję że zrobiłabym coś złego, może nawet zdradziła...Dzięki za parę słów otuchy, bo mi się już wydaje, że to nigdy nie minie...

5

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Minie. U nas było tak, że nie minęły 2 mies. on już był zaręczony z kimś innym (nowo poznanym!) big_smile

6 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-04-10 12:54:05)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Gdybyś napisała ten temat w sobote, to bym się zastanawiał czy TY, to nie moja była. Identycznie się zachowywała, w sumie część z tych rzeczy widziałem, była tylko ta różnica, że zajarała się jakiś gościem, którego znała ledwie dwa miesiące i na podstawie tego czasu potrafiła przekreślić ponad 2,5 roku związku.

Wiesz czego oczekiwałem od niej? Bo widziałem, że się miota, ale pierwsza reki nie wyciągnie bo jej duma nie pozwoli i faktycznie, tak przeżywała, ja sprawe troche olałem, tez się irytowała, że innymi dziewczynami się interesuje, sprawiam wrażenie zadowolonego, też mi wielu ludzi pomagało, ale w środku i za "sceną" przeżywałem cholerny ból, flirtowanie z innymi laskami miało być swego rodzaju odskocznią, ale nie potrafiłem znaleźć w tych dziewczynach tego samego co w swojej ex, cholernie ciężko. Koniec końców spotkałem się z nią, po kilku miesiącach rozłąki i zauważyłem, że ją coś ścisnęło, na wejściu cała czerwona z nerwów, z czegokolwiek była, później komplement za komplementem i takie tam. Myślałem, że chce wrócić, a że jestem dobrym człowiekiem, zadzwoniłem do niej na drugi dzień i powiedziałem, że nie ma sensu dalej się zwodzić, może usiądźmy i porozmawiajmy szczerze, mówiła, że nie, nie ma sensu i w końcu wyciągnąłem z niej, że jest z tamtym chłopakiem. Ból straszny, ale powiedziałem, że zawalcze, ona że nie chce bym niszczył to, szczególnie, że nie uda mi się to, bo jest jej dobrze. Więc odwróciłem się na pięcie, ją przekreśliłem, na dzień dzisiejszy w tym punkcie stoję, zobaczymy co dalej bedzie, bo sprawa jest świeża.

Tą historią pokazuje Ci tylko, co możesz stracić/zyskać. Podejrzewam, że gdyby moja ex nie związała się z tym gościem, nie robiła tych podchodów, to bym już po dwóch tygodniach od rozstania ją skreślił, a teraz był z kim innym, szczęśliwy.
Co masz zrobić? Jeżeli czujesz szczerze, że chcesz z nim być, napisz do niego list, smsy są słabe do załatwiania takich spraw, spotkanie może spowodować, ze za bardzo się rozkleisz a on przejme pałeczkę i siłą rzeczy może Cię wyśmiać, choć po powrocie do domu bedzie bardzo tego żałował. Tak więc napisz list, opisz wszystko, powiedz mu, że gdzieś się pogubiłaś, że nie tak to powinno wyglądać i zabrakło szczerej, przemyślanej rozmowy. Jeżeli facet jest wart cokolwiek, dojrzały i mocno kochał, to nie bedzie sie smiał z Ciebie, tylko schowa honor i z Tobą porozmawia, ale uprzedzam, że może siłą rzeczy się odegrać psychika tego będzie wymagała. Ja tak miałem, choć w głowie sobie powtarzałem, że ją kocham i nie dam jej zniszczyć, gdy tylko stwierdzi, że zrobiła błąd. Takie jest moje zdanie na ten temat i tego bym oczekiwał od kobiety, która postąpiła tak jak Ty (moja była identycznie zrobiła zresztą).

A rozszyfrowanie polega na tym, że nie jesteś stała emocjonalnie, zresztą zauważyłem, jak każda kobieta, mimo, że mieliśmy plan z dziećmi, zaręczynami i takie tam. Radzę przemyśleć sprawę, czego w życiu oczekujesz i nie dawać się tym zachciankom, że "o nie czuję nic do niego od dwóch miesięcy, męczę się, powinnam zerwać", nie tędy droga, droga to porozmawiać szczerze, spróbować coś zmienić zadziałać, ale oboje tego chcieć musicie, on musi Cię wspierać. Moja ex nic nie mówiła, choć domyslałem się, płaszczyłem się przed nią i wspierałem. Nagrodą za to było to, że ze mną zerwała, później nie dawała sobie rady, to chciałem jej pomóc i jak już jej pomogłem, to kopnęła mnie w dupe i olała to, że pomagając jej sam upadłem nisko, a jej tekst to było "nie kazałam Ci nic robić", mimo, że na początku chodziła i moim znajomym mówiła, że jej ciężko, że cierpi, że żałuje swojej decyzji. Także, najpierw przemyśl sprawę, niz zrobisz chłopakowi wodę z mózgu, tak jak moja ex. Wtedy nie będziesz zasługiwać ani na szacunek, ani na powrót, ani na nic.

Jeżeli jednak nie widzisz w tym sensu, to zaciśnij zęby i wytrzymaj to.

7

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Tego boję się najbardziej...Momentu gdy zobaczę, że kogoś ma a ja dalej będę w czarnej d*pie. Ale cóż, taka kolej rzeczy, przecież nie będzie całe życie siedział sam i o mnie marzył;D

A jak mi ktoś podpowie, że skoro targają mną takie uczucia to źle zrobiłam i zapewne dalej go kocham, to będzie klapa...Chociaż musiałam, po prostu musiałam zakończyć ten popaprany związek, to już mam takie myśli, że zrobiłam głupotę przez swoje dziwne wymagania i teraz pożałuję;)

8

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Nie wszystkie wymagania są głupie. Niektórych jeżeli ktoś nie potrafi spełnić, no to trudno, albo wóz albo przewóz. tongue

9

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Ale Wy ze sobą nie rywalizujecie na powodzenie w życiu!
Niech każde idzie w swoją stronę i tyle. Uwierz, tak będzie najlepiej.
Przetrwa ten związek, wyciągnij wnioski i idź dalej.

10 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-10 13:00:36)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Zyczliwy napisał/a:

Gdybyś napisała ten temat w sobote, to bym się zastanawiał czy TY, to nie moja była. Identycznie się zachowywała, w sumie część z tych rzeczy widziałem, była tylko ta różnica, że zajarała się jakiś gościem, którego znała ledwie dwa miesiące i na podstawie tego czasu potrafiła przekreślić ponad 2,5 roku związku.

Wiesz czego oczekiwałem od niej? Bo widziałem, że się miota, ale pierwsza reki nie wyciągnie bo jej duma nie pozwoli i faktycznie, tak przeżywała, ja sprawe troche olałem, tez się irytowała, że innymi dziewczynami się interesuje, sprawiam wrażenie zadowolonego, też mi wielu ludzi pomagało, ale w środku i za "sceną" przeżywałem cholerny ból, flirtowanie z innymi laskami miało być swego rodzaju odskocznią, ale nie potrafiłem znaleźć w tych dziewczynach tego samego co w swojej ex, cholernie ciężko. Koniec końców spotkałem się z nią, po kilku miesiącach rozłąki i zauważyłem, że ją coś ścisnęło, na wejściu cała czerwona z nerwów, z czegokolwiek była, później komplement za komplementem i takie tam. Myślałem, że chce wrócić, a że jestem dobrym człowiekiem, zadzwoniłem do niej na drugi dzień i powiedziałem, że nie ma sensu dalej się zwodzić, może usiądźmy i porozmawiajmy szczerze, mówiła, że nie, nie ma sensu i w końcu wyciągnąłem z niej, że jest z tamtym chłopakiem. Ból straszny, ale powiedziałem, że zawalcze, ona że nie chce bym niszczył to, szczególnie, że nie uda mi się to, bo jest jej dobrze. Więc odwróciłem się na pięcie, ją przekreśliłem, na dzień dzisiejszy w tym punkcie stoję, zobaczymy co dalej bedzie, bo sprawa jest świeża.

Tą historią pokazuje Ci tylko, co możesz stracić/zyskać. Podejrzewam, że gdyby moja ex nie związała się z tym gościem, nie robiła tych podchodów, to bym już po dwóch tygodniach od rozstania ją skreślił, a teraz był z kim innym, szczęśliwy.
Co masz zrobić? Jeżeli czujesz szczerze, że chcesz z nim być, napisz do niego list, smsy są słabe do załatwiania takich spraw, spotkanie może spowodować, ze za bardzo się rozkleisz a on przejme pałeczkę i siłą rzeczy może Cię wyśmiać, choć po powrocie do domu bedzie bardzo tego żałował. Tak więc napisz list, opisz wszystko, powiedz mu, że gdzieś się pogubiłaś, że nie tak to powinno wyglądać i zabrakło szczerej, przemyślanej rozmowy. Jeżeli facet jest wart cokolwiek, dojrzały i mocno kochał, to nie bedzie sie smiał z Ciebie, tylko schowa honor i z Tobą porozmawia, ale uprzedzam, że może siłą rzeczy się odegrać psychika tego będzie wymagała. Ja tak miałem, choć w głowie sobie powtarzałem, że ją kocham i nie dam jej zniszczyć, gdy tylko stwierdzi, że zrobiła błąd. Takie jest moje zdanie na ten temat i tego bym oczekiwał od kobiety, która postąpiła tak jak Ty (moja była identycznie zrobiła zresztą).

A rozszyfrowanie polega na tym, że nie jesteś stała emocjonalnie, zresztą zauważyłem, jak każda kobieta, mimo, że mieliśmy plan z dziećmi, zaręczynami i takie tam. Radzę przemyśleć sprawę, czego w życiu oczekujesz i nie dawać się tym zachciankom, że "o nie czuję nic do niego od dwóch miesięcy, męczę się, powinnam zerwać", nie tędy droga, droga to porozmawiać szczerze, spróbować coś zmienić zadziałać, ale oboje tego chcieć musicie, on musi Cię wspierać. Moja ex nic nie mówiła, choć domyslałem się, płaszczyłem się przed nią i wspierałem. Nagrodą za to było to, że ze mną zerwała, później nie dawała sobie rady, to chciałem jej pomóc i jak już jej pomogłem, to kopnęła mnie w dupe i olała to, że pomagając jej sam upadłem nisko, a jej tekst to było "nie kazałam Ci nic robić", mimo, że na początku chodziła i moim znajomym mówiła, że jej ciężko, że cierpi, że żałuje swojej decyzji. Także, najpierw przemyśl sprawę, niz zrobisz chłopakowi wodę z mózgu, tak jak moja ex. Wtedy nie będziesz zasługiwać ani na szacunek, ani na powrót, ani na nic.

Jeżeli jednak nie widzisz w tym sensu, to zaciśnij zęby i wytrzymaj to.

Nie nie, to zupełnie nie tak. Nie miałam i nie mam na oku nikogo innego, rozmawialiśmy ze sobą tysiąc razy, tysiąc razy rozstawaliuśmy się na parę dni i po obietnicach wracałam, ale znany scenariusz miał miejsce - zmiana była chwilowa wink Więc doszłam do wniosku, że on za bardzo rozmija się z moimi wyobrażeniami o partnerze życiowym i uznałam, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć bo nic z tego nie będzie i lepiej teraz niż za 10 lat;) Zaparłam się i postanowiłam się nie dać naciągnąć na kolejną n-tą szansę, chociaż nie powiem, że jego obietnice nie były kuszące. Poza tym ja nie chcę się z nim kontaktować i prosiłam wiele razy o to, żeby to uszanował, nie mam zamiaru go mamić i nic z tych rzeczy, ale on niestety cały czas szuka ze mną kontaktu.

11

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Martka88 uważam, że bardzo dobrze postąpiłaś i nie ciągnęłaś tego toksycznego związku dalej. Wiesz, jak po 3 latach nie masz motylków ( bo zdechły ) to nie ma najmniejszego sensu ciągnąć to dalej.
Widzę, że jesteś charakterną dziewczyną, twardo stąpającą po ziemii.
Teraz zajmij się sobą. Znajdziesz sobie innych znajomych i będziesz miała z kim pójść na piwo.
To jest tylko kwestia czasu ????.
Jasne, że co jakiś czas będziesz miała doła, ale zapewniam, iż z każdym dniem biędzie go co raz mniej.
Naprawdę jesteś mądrą kobietą i zacznij żyć dla siebie i swojego szczęścia.

12

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Nie nazwałabym tego związku toksycznym. Po prostu do siebie nie pasowali.

13

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Jeżeli Twoje imię to nie jest Marta i nie jestes 1988 rocznik, to zaczynam się bać tego co piszesz tongue

To co wypisujesz to jest 100% mojego związku, z tym, że te zmiany to ona wymagała ode mnie, a nie sama od siebie, ze coś warto by było zmienić. Mi nie powiedziała, że nie chce kontaktu ze mną, wręcz przeciwnie błagała o kontakt, co jest dla mnie żałosne. Jeżeli szuka kontaktu, to cierpi wewnątrz, pokazuje dookoła, że jest zadowolony, jest mu super, ale tak nie jest, zwyczajnie wzbudzić Twoje zainteresowanie, prosta sprawa i stary myk. Twoja decyzja, jeżeli chcesz z nim być zrób to teraz, nim będzie za późno, bo będziesz bardzo żałować. W innym wypadku, napisz mu list, przedstaw wprost swoje uczucia, ale podkreśl, że nie widzisz sensu bycia dalej razem i żęby to uszanował. Mi tego brakowało, nie dostałem ani listu, ani nie usłyuszałem "przepraszam", za to mam taki żal do niej, że nie chce mieć w ogóle z nią styczności, nie zachowała się wporządku, dlatego nawet jak będzie kiedyś żałować, czy chcieć wrócić, to nie będzie już miała szansy. Dlatego Tobie radzę, odprawić go kulturalnie, po męsku, jak przystało na szanującą siebie i innych osobę. Kto wie, może dojdziesz do wniosku, że z nikim tak dobrze jak z nim Tobie nie było i zechesz wrócić (do takich wniosków za jakiś czas możesz dojść, więc nie decyduj o tym co może się zdarzyć za jakiś czas teraz).

14

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Życzliwy nie porównuj swojej sytuacji do sytuacji Martki88.
Ona nie jak Ty się wyrażasz "zarajała się jakimś gościem".
Ją ten związek po prostu rozczarował a to jak mi się wydaje jest dużą różnicą od " zarajania".
Uważam, że Martka88 postąpiła bardzo dojrzale.
Przynajmnie gość nie wpędzi ją w lata.
Ten nie był jej przypisany.

15

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Lexpar napisał/a:

Życzliwy nie porównuj swojej sytuacji do sytuacji Martki88.
Ona nie jak Ty się wyrażasz "zarajała się jakimś gościem".
Ją ten związek po prostu rozczarował a to jak mi się wydaje jest dużą różnicą od " zarajania".
Uważam, że Martka88 postąpiła bardzo dojrzale.
Przynajmnie gość nie wpędzi ją w lata.
Ten nie był jej przypisany.

Moja ex niby też nie zajarała się gościem (tak mi mówiła, choć robiła co innego), twierdziła, że coś się wypaliło, że już tego nie czuje.

16 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-10 13:18:27)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Catwoman napisał/a:

Nie nazwałabym tego związku toksycznym. Po prostu do siebie nie pasowali.

Ale brnięcie dalej w ten "związek" to dla mnie toksyk.
Tym bardziej, że jak pisze autorka rozstawali się ze sobą parę razy.
A tak na marginesie, to kiedy partnerami nie ma dialogu, rozmów a żyją tylko obok siebie to nie toksy?
Dla mnie tak.

17

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Ludzie się rozstają i wracają do siebie bo sa zbyt młodzi i niedojrzali wystarczająco.. smile

18 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-10 13:21:58)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Ja za żadne skarby nie wróciłbym jeżeli byłbym rozczarowany związkiem.
No chyba, że byłbym zwolennikiem " otwartego związku" Obrazek dodany przez użytkowniczkę, ale nie jestem.

19

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Znaleźć kogoś z kim będzie się szczęśliwie dzielić życie do końca swoich dni w tak młodym wieku (18-22) lata, to jest chyba niemożliwe w dzisiejszych czasach? tongue
Ludzie przyzwyczaili się, że lepiej coś wyrzucić i kupić nowe, niż tak jak za czasów kartek szanować coś, że jest, bo jutro może nie być nic nowego na półce. Tak to własnie też wygląda ze związkami partnerskimi, szkoda.

20

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Zyczliwy napisał/a:

Znaleźć kogoś z kim będzie się szczęśliwie dzielić życie do końca swoich dni w tak młodym wieku (18-22) lata, to jest chyba niemożliwe w dzisiejszych czasach? tongue
Ludzie przyzwyczaili się, że lepiej coś wyrzucić i kupić nowe, niż tak jak za czasów kartek szanować coś, że jest, bo jutro może nie być nic nowego na półce. Tak to własnie też wygląda ze związkami partnerskimi, szkoda.

Ale nie ma sensu już na tym etapie sie przemęczać tylko dlatego, by bohatersko trwać w związku.

21 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-10 15:21:48)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Zyczliwy napisał/a:

Jeżeli Twoje imię to nie jest Marta i nie jestes 1988 rocznik, to zaczynam się bać tego co piszesz tongue

To co wypisujesz to jest 100% mojego związku, z tym, że te zmiany to ona wymagała ode mnie, a nie sama od siebie, ze coś warto by było zmienić. Mi nie powiedziała, że nie chce kontaktu ze mną, wręcz przeciwnie błagała o kontakt, co jest dla mnie żałosne. Jeżeli szuka kontaktu, to cierpi wewnątrz, pokazuje dookoła, że jest zadowolony, jest mu super, ale tak nie jest, zwyczajnie wzbudzić Twoje zainteresowanie, prosta sprawa i stary myk. Twoja decyzja, jeżeli chcesz z nim być zrób to teraz, nim będzie za późno, bo będziesz bardzo żałować. W innym wypadku, napisz mu list, przedstaw wprost swoje uczucia, ale podkreśl, że nie widzisz sensu bycia dalej razem i żęby to uszanował. Mi tego brakowało, nie dostałem ani listu, ani nie usłyuszałem "przepraszam", za to mam taki żal do niej, że nie chce mieć w ogóle z nią styczności, nie zachowała się wporządku, dlatego nawet jak będzie kiedyś żałować, czy chcieć wrócić, to nie będzie już miała szansy. Dlatego Tobie radzę, odprawić go kulturalnie, po męsku, jak przystało na szanującą siebie i innych osobę. Kto wie, może dojdziesz do wniosku, że z nikim tak dobrze jak z nim Tobie nie było i zechesz wrócić (do takich wniosków za jakiś czas możesz dojść, więc nie decyduj o tym co może się zdarzyć za jakiś czas teraz).

Fakt Życzliwy, trochę za bardzo oceniasz mnie przez pryzmat swojej byłej smile
Ja nie mam zamiaru robić mu wody z mózgu, zostawiać awaryjnej opcji bo to krótko i zwięźle mówiąc nie fair.
I kiedyś chciałabym utrzymywać z nim kontakt, taki normalny i zdrowy, nie unikac sie, ale to na pewno jeszcze nie teraz, kiedy emocje nie opadły.

I wg mnie to był toksyczny związek, nie będę już opisywała dlaczego, jest oddzielny wątek z jego opisem. To było jakieś chore uzależnienie od siebie i ja jeszcze czuję ten pociąg do mojego narkotyku, choć wiem że muszę się pozbyć tego uczucia dla mojego i jego dobra.
Czasem łapię się na tym, że nie tęsknię konkretnie za nim, za jego osobą a tylko za uczuciem bliskości itp. To chyba świadczy o tym, że to nie było to co powinno być.

A w lata już mnie wpędził, ćwiartka za mną, to już nie pierwsza świeżość;D

22

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Wybacz, może sprawa wyglądająca bardzo podobnie do mojej powoduje to, że chce uchronić kogoś, jednoczesnie pomóc Tobie, z tym co zrobić. Taka pomoc w zakończeniu Twojego związku (jeżeli się miotasz) w taki sposób w jaki ja chciałbym widzieć. Nie czytałem, nie wiem. Może masz rację, żę był to toksyczny związek z Twojego pktu widzenia, u mnie to ja widziałem związek jako toksyczny, ona nie, ze względu na jej toksycznośc, heh. Znam to uzależnienie, ten narkotyk, jest straszny, oj bardzo big_smile

23

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:

A w lata już mnie wpędził, ćwiartka za mną, to już nie pierwsza świeżość;D

Ło matko ale babcia się znalazła Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Dziewczyno to jest dopiero ćwiartka.
To najpiękniejszy wiek Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Jeszcze tyle przed Tobą

24

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

...właśnie się natknęłam, może być pomocne smile

Psycholog Marla W. Deibler opisuje martwy punkt jako doświadczenie bycia pokonanym przez negatywne myśli i emocje. Ich działanie wyzwala tak duży stres, że czujemy się przytłoczeni i zupełnie bez mocy. Do takiego stanu doprowadza nas błędny proces myślowy, kiedy zamartwiamy się, mamy wątpliwości, czujemy się bezradni, płaczemy a nawet możemy przeżywać ataki paniki. Najbardziej powszechną emocją, która doprowadza nas do martwego punktu jest lęk. Może on objawiać się w ciele poprzez szybkie bicie serca, pocenie się, mrowienie, ból w klatce piersiowej, duszności. Deibler doradza 6 strategii, które mogą pomóc ruszyć z martwego punktu.

1. Zaakceptuj swój lęk

Powiedz sobie ? to normalne, że się boję, pewien stopień niepokoju jest naturalny, jak mam się nie bać, kiedy czeka mnie nieprzewidywalne i nieznane, wszystko ze mną w porządku.

2. Wytrop stresogenne myśli

Zwróć uwagę na swoje myśli, a zwłaszcza na te, po których źle się czujesz. Jeśli zauważysz spadek nastroju, zapytaj siebie o czym myślałaś. Co to za zdania? ?Nie dam sobie rady?, ?Nigdy tego nie zrobię?, ?Zawsze będę sama?? To są szkodliwe myśli, które doprowadzają cię do niepokoju oraz do paraliżu w działaniu. Gdy je wytropisz, mów sobie: ?Te myśli nie są prawdziwe, one przeminą?.

3. Zmień stresogenne myśli

Napisz myśl, która cię prześladuje i obok stwórz zdanie, które będzie pozytywne. ?Nie dam sobie rady? zamień na ?Już nieraz poradziłam sobie, a poza tym zawsze otrzymuję wsparcie?.

4. Skoncentruj się na teraz

Najbardziej stresuje nas niewiadoma przyszłość, dlatego jeśli skoncentrujemy się na teraźniejszości, przekonamy się, że jesteśmy bezpieczni, że żyjemy, oddychamy i wszystko jest dobrze.

5. Weź głęboki oddech

Głębokie oddychanie uspokaja nasz mózg i wycisza stresogenne myśli. Dobrze, żebyś regularnie robiła ćwiczenie oddechowe, medytowała, ćwiczyła jogę.

6. Podejmij działania

Kiedy już stresogenne myśli cię nie dręczą, odpręż się słuchając ulubionej muzyki czy czytając pozytywną książkę. Gdy odpoczniesz, zadaj sobie pytanie ? co masz robić (lub czego nie robić) i zrób jeden krok w kierunku, w którym chcesz podążyć.

(źródło: Żyj Świadomie)

25

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Ciekawie przedstawione, ale nie ma tutaj nic związanego z inną osobą, np stwierdzenie "tęsknie za nim", to jak to zmienić? "Wcale nie tęsknię" ?
Myślę, ze po rozstaniu więcej jest takich myśli, że tęsknie, że mi przykro, że jest mi smutno, niż, że nie dam sobie rady. W gruncie rzeczy to pomaga, ale różne zdania, różne stwierdzenia i wizje pojawiają się w głowie. Z tą jogą to polecam bardzo, ale nie trzeba jogi by się wyciszyć, czasami spacer oddaje to samo, tak samo pójście po zakupy, czy cokolwiek, co zmienia nasze otoczenie w danym momencie. Ja np w domu zawsze łapię doła, wychodząc odczuwam ulgę, ale jak jestem zdala od domu, np na uczelni i mnie to złapie, to czuję ogromną potrzebę wrócenia do domu, bo się boję. Strasznie ciekawa jest ludzka psychika w takich momentach, nigdy czegoś takiego nie doświadczałem, zawsze sobie radziłem ze wszystkim, ale po rozstaniu widzę kolejne zakątki, jakieś nowe rzeczy, masakra smile

26 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-10 14:29:36)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Zyczliwy napisał/a:

Ciekawie przedstawione, ale nie ma tutaj nic związanego z inną osobą, np stwierdzenie "tęsknie za nim", to jak to zmienić? "Wcale nie tęsknię" ?
Myślę, ze po rozstaniu więcej jest takich myśli, że tęsknie, że mi przykro, że jest mi smutno, niż, że nie dam sobie rady. W gruncie rzeczy to pomaga, ale różne zdania, różne stwierdzenia i wizje pojawiają się w głowie. Z tą jogą to polecam bardzo, ale nie trzeba jogi by się wyciszyć, czasami spacer oddaje to samo, tak samo pójście po zakupy, czy cokolwiek, co zmienia nasze otoczenie w danym momencie. Ja np w domu zawsze łapię doła, wychodząc odczuwam ulgę, ale jak jestem zdala od domu, np na uczelni i mnie to złapie, to czuję ogromną potrzebę wrócenia do domu, bo się boję. Strasznie ciekawa jest ludzka psychika w takich momentach, nigdy czegoś takiego nie doświadczałem, zawsze sobie radziłem ze wszystkim, ale po rozstaniu widzę kolejne zakątki, jakieś nowe rzeczy, masakra smile

Ooo tak, ja też tak mam, dopóki jestem gdzieś poza domem, najlepiej jeszcze z kimś znajomym, to jest bardzo dobrze ( co nie oznacza, że o nim nie myślę, ale są to bardziej neutralne myśli). Ale czasem poza domem dopadną mnie takie inne myśli, takie wredne i dręczące, i wtedy marzę o tym żeby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu ( czyli w moim domu:) ). Teraz niestety, od jakiegoś czasu, tygodnia może trochę więcej,  jak tylko rano otwieram oczy to czuję to pieprz*ne walenie serca, to uczucie niepokoju, zastanawiam się co on robi, dlaczego nic do mnie nie pisze ( bo robi to właściwie codziennie, ja nie reaguję na te próby kontaktu - jakie to głupie, że czekam aż napisze tylko po to żeby nawet tego nie przeczytać i nie odpisać! ), taka bezradność, nic się nie chce...A parę godzin poźniej optymizm, plany itp...Masakra, wykończyć się można.

27

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Sama sie zapędzasz w kozi róg i nie chcesz nawet przestac robic sobie krzywde smile

28

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
thepass napisał/a:

Sama sie zapędzasz w kozi róg i nie chcesz nawet przestac robic sobie krzywde smile

Niemądrze piszesz. Każdy musi "przetrawić" rozstanie. By była to wartościowa lekcja, należy wyciągnąć wnioski. To proces.

29

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Ja tu po prostu widze cos w rodzaju "chce, ale nie chce".

30

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

martka88, to jest coś w rodzaju podbudowania swojego ego (tak ja to odczuwam), że gdyby napisała co u mnie słychać, to albo bym ją olał, albo bym napisał co ją to obchodzi, skoro się nie interesowała co u mnie, gdy było mi ciężko, to dlaczego teraz jest taka zainteresowana? Myślę, że ta niechęc kontaktowania sie jest też efektem tego, że człowiek dalej tęskni, boi się itp. Tak mi się wydaje, bo skoro moja ex chce ze mną mieć kontakt, prosi, wrecz błaga o to, jednoczesnie nie kontaktując się ze mną w ogóle, to jest swego rodzaju "chcę, ale się boję" pomimo tego, ze ma przecież chłopaka i ma wszystkie sprawy poukładane, tak bynajmniej to zrozumiałem na podstawie tego co opisałaś, czyli, że jest za wcześnie na spotykanie się i kontakt, który też byś chciała, ale jednak jeszcze nie potrafisz. Mimo wszystko, jak juz związała się z typem, to dopiero wtedy zechciała się ze mną spotkać, uważając, że jest już dobrze, na spotkaniu widać było, że pęka, ale nie chce za dużo pokazać. Więc moja sugestia, nie spotykaj się jeszcze z nim, to tez robi wode z mózgu, mi to zrobiło, bo uznałem, że ona chce być ze mną, ale spotkanie strasznie krótkie było bo około 40 minut, tak widziałem, że ją rozsadza wewnątrz. smile

31

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Tak bardzo często jest gdy ludzie się rozstają; zastanawiają się, czy może trzeba było to ratować, czy starali się wystarczająco, co było źle, no i naturalnie trudno z dnia na dzień przestawić się, że ta osoba znów musi być "nieznajoma".
Myślę, że Autorka przeżywa to rozstanie zupełnie przeciętnie-tak, jak ono rzeczywiście przebiega.
Gorzej by było, gdyby minął rok, dwa, trzy a ona by tak to odbierała, jak opisała.

32

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

No jeżeli miesiąc po rozstaniu jest, i takie wnioski to jeszcze luz. Moja ex powiedziała mi, że długo się zastanawiała, często miała mysli, żeby wrócić, mimo, że też była swojej decyzji pewna, bo długo już to trwało, bała się, że będzie chciała wrócić, ale powiedziała sobie, że jeżeli dojdzie do rozstania to już bezpowrotnie i tak też się stało. Może więcej konsekwencji powinnaś włożyć w to, pomysl, że skoro wtedy tego chciałaś bardzo, że się męczyłaś, to jednak to była słuszna decyzja, której nie powinno się zmieniać. smile

A czy decyzja była mądra, to za jakiś czas się można tylko przekonać. Ja jestem zdania, że u mnie nie była to dobra decyzja DLA NIEJ, dla mnie owszem, bo nie straciłem nic, może tylko księżniczke, której wiecznie coś nie pasuje i robi problemy o byle pierdoły. A z jej punktu widzenia? Miała kandydata na męża, dobrego ojca, kochającego bezgranicznie, który nigdy nie zostawi, nie zdradzi, nie obrazi, nie uderzy, czasem może krzyknie, ale rzadko. Pamiętaj, że nic się nie dzieje bez przyczyny, może własnie jest Ci to pisane i poznasz kogoś, z kim nie będziesz się męczyć, albo potrzeba Ci czasu, nabrania doświadczenia, by wejśc w NOWY związek ze swoim ex. tongue

33 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-10 15:19:28)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Nie chcę z nim utrzymywać na razie kontaktu, bo uważam, że to rozstanie będzie się tylko niepotrzebnie przeciągać, jeszcze on sobie narobi nadziei i wtedy dopiero będzie kiepsko, bo nawet bez nadziei jego zachowanie podchodzi pod stalking...
Poza tym każdy kontakt z nim wzbudza we mnie takie emocje, że mam rozwalony dzień przez to, a jak do mnie przyjechał bez zapowiedzi ostatnio to jak w letargu do samej nocy się zachowywałam. Ani zjeść, ani spać, tylko rzygać;)
Co do podbudowania ego...tak właśnie też siebie zinterpretowałam. Głupie to i nie chcę się tak zachowywać, ale to silniejsze ode mnie. Może dlatego, się tak dzieje, że ex od początku podkopywał moją wiarę w siebie. Jakie było moje zdziwienie kiedy np. w nowej pracy wszyscy mówili że jestem fajna, ładna itp, ogólnie spotkałam się z dużą sympatią a od niego wiecznie słyszałam co ze mną jest nie tak, jakieś absurdalne rzeczy neutral Pewnie stąd chęć podbudowania mojej wartości teraz - napisze do mnie, a ja go oleje haaa niech ma! - ależ to głupie smile

Catwoman - uwierz mi, że teraz mi się wydaje, że jak minie rok to będę się tak samo czuła, czarne myśli mnie nachodzą, że nigdy nie wyjde z tego bagna. Obyś miała rację, że to minie smile)

34 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-10 15:17:03)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
thepass napisał/a:

Ja tu po prostu widze cos w rodzaju "chce, ale nie chce".

Bardziej "nie chcę, tak mi podpowiada rozum, ale co będzie jak jednak się mylę? i już nigdy nie ułożę sobie z nikim życia a tak to miałabym chociaż jego? Każda potwora znajdzie swego amatora, a jeśli to był mój jedyny amator i nigdy już nie będzie drugiego" ;D

35

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

No tak. Nikt mnie nie pokocha juz i lepiej mieć jednak kogokolwiek niz byc samą : (

36

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Nadinterpretujesz.

37

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
thepass napisał/a:

No tak. Nikt mnie nie pokocha juz i lepiej mieć jednak kogokolwiek niz byc samą : (

Oj, ale ty jesteś cyniczny;) Wiem, że to głupie myślenie, ale takie właśnie myśli latają po mojej głowie, co poradzę.

38

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

nie no, trzymam kciuki byś wyparła to "głupie myślenie" ; )

39

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Bardziej "nie chcę, tak mi podpowiada rozum, ale co będzie jak jednak się mylę? i już nigdy nie ułożę sobie z nikim życia a tak to miałabym chociaż jego?

Ja bym powiedziała odwrotnie: "Nie chcę mówi serce, a rozum - bierz i nie wybrzydzaj, co jak na następną okazję trzeba będzie długo poczekać?" wink
Serce nie miewa takich dylematów.
Ma zbyt jednoznaczne i czyste intencje na to. To współuzależnienie ma zawsze jakieś dylematy, głównie powodowane strachem przed "odebraniem działki", bo trzeba się będzie ze swoimi 'demonami'  mierzyć samemu. A tak, zawsze można było odwrócić od siebie uwagę skupiając się na mniej lub bardziej wyimaginowanych problemach w związku..
Bo przecież na związek z kompatybilnym partnerem nas psychicznie nie stać wink

40

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Elle88 napisał/a:

Bardziej "nie chcę, tak mi podpowiada rozum, ale co będzie jak jednak się mylę? i już nigdy nie ułożę sobie z nikim życia a tak to miałabym chociaż jego?

Ja bym powiedziała odwrotnie: "Nie chcę mówi serce, a rozum - bierz i nie wybrzydzaj, co jak na następną okazję trzeba będzie długo poczekać?" wink
Serce nie miewa takich dylematów.
Ma zbyt jednoznaczne i czyste intencje na to. To współuzależnienie ma zawsze jakieś dylematy, głównie powodowane strachem przed "odebraniem działki", bo trzeba się będzie ze swoimi 'demonami'  mierzyć samemu. A tak, zawsze można było odwrócić od siebie uwagę skupiając się na mniej lub bardziej wyimaginowanych problemach w związku..
Bo przecież na związek z kompatybilnym partnerem nas psychicznie nie stać wink

Ech,chyba sporo prawdy w tym...

41 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-11 10:15:44)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Znalazłam ciekawy fragment książki Beaty Pawlikowskiej, jadę dziś kupić, bo mam wrażenie, że ona pisze o mnie. Wklejam fragment, może kogoś zainteresuje - ona opisuje dokładnie to co ja czuję:)

"Trzy lata później siedziałam przy stole i rzucałam Darkowi ukradkowe spojrzenia. A więc to jest człowiek, z którym spędzę resztę życia? Naprawdę? Byłam zaskoczona tą myślą.
Powiecie może, że niepotrzebnie wszystko roztrząsałam i analizowałam? Ale skąd. Wtedy nie robiłam tego w ogóle. Dopiero teraz przyglądam się temu z perspektywy czasu i widzę jak postępowałam i dlaczego. Wtedy byłam jak dziecko w błękitnej mgle, które biegnie przed siebie z nadzieją i tęsknotą, że wreszcie ta mgła je ukoi.
Byłam z Darkiem bez świadomego zastanawiania się czy tego chcę, czy nie. Wystarczyło, że on mnie chciał. To był dla mnie wystarczający powód, żeby chcieć z nim być. Kłóciliśmy się, rozstawaliśmy, milczeliśmy przez kilka dni.
A potem wracaliśmy do siebie i na nowo rozkwitała miłość. To znaczy ?miłość". Bo Miłością to na pewno nie było.
Byłam z nim, bo tego chciałam. I nie chciałam jednocześnie. I to było najdziwniejsze. I czasami niespodziewanie pojawiała się w mojej głowie myśl: dlaczego ja właściwie z nim jestem? No dlaczego?
Kiedy ktoś naprawdę kocha, nie ma potrzeby zadawania sobie takiego pytania. Bo nie musi istnieć żaden powód do kochania. Po prostu kocha się i już, i to samo jest już powodem do radości.
A ja patrzyłam na niego i pytałam siebie:
- Dlaczego ja z nim jestem? Czy ja tego naprawdę chcę?
Myślałam, że może szukam jakiegoś nie istniejącego ideału, więc pytałam różnych znajomych jak to jest z tą miłością i ze związkami.
-  Czy jesteś pewien, że to jest kobieta twojego życia? - zapytałam kiedyś kolegi. - Czy masz takie wewnętrzne przekonanie, że to jest kobieta idealna dla ciebie?
- Betka - odrzekł. - Daj spokój. Nie ma czegoś takiego jak idealny związek. Możesz przez całe życie szukać i nie znaleźć. Bierz to, co masz.
- Kurczę myślałam sobie - może to prawda?
Tylko dlaczego miałam czasem ochotę uciec? Dlaczego czułam się nieszczęśliwa? Dlaczego leżąc w jego ramionach czułam jednocześnie radość i smutek??... A może to jest normalne? - pytałam siebie. Może! to ja za dużo chcę? Może mam nierealne wyobrażenia i wymagania? A może po prostu nie potrafię cieszyć się z tego, co mam?...
I może radość wymieszana ze smutkiem jest czymś całkowicie naturalnym. Tak jak miłość wymieszana z nie-i nawiścią. Albo miłość połączona z pogarda. Czy to tak jest zawsze jest? Że miotasz się między skrajnymi uczuciami?:^ A jeśli się miotasz, to może jest to wyłącznie twoja wina ł robiłbyś to zawsze, niezależnie od tego z kim byś był?...
Takie myśli są ulotne. Giną w natłoku codzienności.! Czasem tylko chwytałam się na nich jadąc samochodem i niespodziewanie odkrywałam, że wcale nie chcę jechać do niego.
- Jak to nie chcesz jechać do niego? - pytałam wtedy siebie z zaskoczeniem. - Przecież jesteście umówieni, a on jest twoim chłopakiem.
Wzruszałam ramionami. Nie znałam odpowiedzi. Co miałabym powiedzieć? Że jest mi z nim dobrze, ale nie najlepiej? Że go kocham, ale niezupełnie? Że chcę z nim być, ale mogłabym też być z kimś innym? Bo taka była prawda.' Nie umiałam tego wyjaśnić. Czułam tylko, że jest w tym jakaś nieuczciwość z mojej strony i wiedziałam, że prędzej lub później obróci się to przeciwko mnie. Nie dlatego że chciałam siebie ukarać. Dlatego że tylko uczciwość jest trwała i ma sens. Wszystko inne runie. Wszystko, co jest zbudowane na fałszu, nieuczciwości albo niedopowiedzeniach nie może być szczęśliwe i nie będzie trwało.
Ale odsuwałam takie myśli. Wolałam zajmować się bieżącymi sprawami, spotykać się z Darkiem i usiłować omijać iskrzące tematy. Bo wiedzieliśmy już w jakich rejonach zawsze czeka nas konflikt. Bezpieczniej było ich nie dotykać. Ale jeśli nie dotykasz pewnych tematów i spraw, one nie znikają. Stają się tylko chwilowo niewidoczne. Prędzej czy później wyskoczą i będą atakować.
Nie chcieliśmy ich widzieć. Graliśmy swoje role. Ale jednocześnie coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie, bo coraz więcej zaczynało nas dzielić. Nawet to, co na początku tak mocno nas do siebie przyciągnęło, czyli podświadome oczekiwania, że od drugiej osoby dostaniemy to, z czym utożsamiamy szczęście.
I jeszcze raz przypomnę, że szczęście bierze się z tego, co człowiek ma w duszy. A nie z tego, co musi zdobyć albo zrobić. Dopełnienie żadnych warunków nie da szczęścia. Jeżeli wyznaczasz sobie cel, który jest warunkiem twojego szczęścia, to nigdy nie będziesz w stanie się nim ucieszyć i nigdy nie poczujesz się w pełni szczęśliwy. Dostaniesz krótką satysfakcję, ale nie szczęście, którego tak uparcie poszukujesz. Bo szczęście nie leży TAM, tylko jest TUTAJ. W tobie.
Problem polega tylko na tym, że człowiek zwykle nie szuka tego w sobie. Szuka w innych ludziach, w używkach, zdobyczach, osiągnięciach, w różnych rzeczach i osobach. Ale nie w sobie. Bo gdyby na serio chciał to w sobie znaleźć, musiałby najpierw odkopać kilka zakurzonych myśli, przyjrzeć się swojej podświadomości i być może popracować trochę nad tym, żeby kilka rzeczy w sobie naprawić. To wymaga wysiłku. A świat dookoła podpowiada, że nie trzeba się wysilać. Na wszystko znajdzie się jakaś pigułka. Ale żadną pigułką nie naprawisz własnych chorych myśli. Ani głęboko w tobie wyrytych kłamstw, w które jesteś zmuszony wierzyć.
Byłam z Darkiem, ale mogłabym być z kimś innym. Z kimś, kto dostarczyłby mi tego, czego podświadomie najbardziej potrzebowałam. Podkreślam słowo podświadomie. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Na zewnątrz i w moim racjonalnym umyśle wszystko wydawało się właściwe. Wydawało się. Ponieważ moja podświadomość manipulowała zdolnością mojego racjonalnego myślenia. Nie dostrzegałam pewnych rzeczy, a inne ignorowałam. Po prostu nie przyjmowałam ich do wiadomości. Udawałam, że nie istnieją. Bo tak było łatwiej i bardziej pasowało do tego, co chciałam widzieć.
I wtedy oczywiście kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Kiedy Darek robił coś, wobec czego czułam głęboki wewnętrzny sprzeciw, usiłowałam tego nie widzieć, nie pamiętać o tym, usuwać to z myśli i zastępować czymś innym. Byłam świadkiem tego jak manipuluje ludźmi, zmuszając ich do robienia rzeczy, które miały poprawić jego samoocenę. Drażnił mnie jego brak konsekwencji i depresje. I to, że wolał strzelać z karabinu w grze komputerowej zamiast pracować, a potem wpadał w rozpacz, że ma kłopoty finansowe. Wiedzialam, że to nie jest dla mnie partner ani do życia, ani do miłości. Ale udawałam, że tego nie wiem. I dlatego tylko czasami łapałam się na kompletnie za-1 skakującej myśli, która niespodziewanie wypływała z moje podświadomości jak ryba, która zatrzymywała się tuż przed moimi oczami i zmuszała mnie do zauważenia, że tam jest.
Na przykład kiedy szłam na oficjalne przyjęcie, a Darek przepraszał, że nie może ze mną pójść. A ja chwytałam się na myśli:
- Super! Będzie wyglądało tak, jakbym była sama. Może spotkam kogoś ciekawego.
Czy tak myśli ktoś, kto jest w szczęśliwym związku? W jakimkolwiek związku? Tak, jeśli ten związek jest iluzją, która ma podtrzymać jakieś fałszywe przekonania mieszkające w twojej podświadomości i rządzące twoim życiem.
Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał dlaczego jestem z Darkiem, odpowiedziałabym, że po prostu chcę z nim być. A kiedy przestanę chcieć, to po prostu odejdę. Ha! Łatwo powiedzieć. Parę razy zerwaliśmy ze sobą, ale wtedy nagle ogarniała mnie tak potworna rozpacz, a w sercu czułam tak niesamowicie wielką pustkę, która gryzła i piekła, że jedyne, o czym byłam wtedy w stanie myśleć to on. I musiałam do niego wrócić. Musiałam jest tu kluczowym słowem. Musiałam, chociaż wolałabym nie wracać. Nie chciałam, ale jednak musiałam, l to jest jeden z łatwo rozpoznawalnych znaków, że to nie jest miłość. To tylko toksyczny związek dwóch przyciągających się zafałszowanych osobowości, które w gruncie rzeczy same nie wiedzą kim są, bo noszą w sobie ukryte lęki i uprzedzenia.
No, ale minęło kilka lat. Na udawaniu, graniu, kłóceniu się i wybaczaniu, na unikaniu tematu założenia rodziny i kilku innych równie drażliwych. Siedzieliśmy w otoczeniu krewnych, a ja rzucałam Darkowi ukradkowe spojrzenia, bo nagle dotarła do mnie myśl:
- Halo? Więc to jest człowiek, z którym spędzę resztę życia? Naprawdę?...
Przyglądałam mu się z niedowierzaniem. On?... Dla którego życiowym celem jest posiadanie pięciorga dzieci? I co robiłby z tymi dziećmi? Grał z nimi w zabijanie na monitorze komputera?...
Znów spojrzałam na niego. Naprawdę? On? To jest mężczyzna mojego życia?... Naprawdę????
To było niewiarygodnie dziwne. Jakoś... nie mogłam w to uwierzyć. Coś w środku mi szeptało, że tak nie może być, że to jakaś pomyłka, nieporozumienie, ale jednocześnie podświadomość zapewniała mnie, że otrzymuję od niego, co jest mi niezbędnie potrzebne: ciepło i stały komunikat o uczuciach, co daje mi złudzenie poczucia bezpieczeństwa. Złudzenie poczucia bezpieczeństwa. Tyle musiało mi wystarczyć. A więc to on?...
- Kochanie? - usłyszałam nagle głos Darka.
Coś do mnie mówił. Odwróciłam się, zamrugałam, powróciłam do rzeczywistości.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, tak.
- Kocham cię ? szepnął.
A ja roztopiłam się jak lody na słońcu. I o wszystkim zapomniałam. Liczyło się tylko to, że on mnie kocha. A raczej że często mi o tym mówi. Bo wszystko wskazywało na to, że to nie jest miłość. Tyle że ja bardzo starałam się tej prawdy nie zauważyć."

42 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-11 13:24:54)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:
thepass napisał/a:

No tak. Nikt mnie nie pokocha juz i lepiej mieć jednak kogokolwiek niz byc samą : (

Oj, ale ty jesteś cyniczny;) Wiem, że to głupie myślenie, ale takie właśnie myśli latają po mojej głowie, co poradzę.

Martko nie widzę tu za krztę cynizmu.
Martko nie chcę abyś tak myślała, tak czuła.
Sama napisałaś, że w pracy jesteś lubiana, czy to nie ma żadnego znaczenia?
Przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie samą, że jesteś piękną i wartościową kobietą.
Zapewniam, że nie jeden facet ogląda się za Tobą.
Kobieto trochę wiary w  siebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Zapewniam, że nie będziesz sama.

43 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-11 12:43:11)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Hehe, Thepass to mężczyzna, to po pierwsze smile
Po drugie..pisał z ironią, przynajmniej ja tak to odebrałam - nie odnosił się do siebie.

A przytoczony fragment Beaty P. to także opis mojego "związku" i tak samo to odczuwałam wtedy.
To co ratuje przed desperackimi powrotami opartymi na panicznym strachu przed pustką to właśnie świadomość.
Czasem wystarczy jej jeden przebłysk, czasem trwa to miesiącami, ale jest bezcenne bo gwarantuje, że żaden powrót nie wchodzi wtedy w grę.
A jeśli nawet, to z zupełnie innym nastawieniem i i tak wiadomo, że to ostatnie podrygi..intuicyjnie traktuje się to jako sposób na wypalenie się do końca wszystkiego, wtedy odejście jest już zupełnie naturalną koleją rzeczy.

44 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-11 13:27:07)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Elle88 napisał/a:

Hehe, Thepass to mężczyzna, to po pierwsze smile
Po drugie..pisał z ironią, przynajmniej ja tak to odebrałam - nie odnosił się do siebie.

Pomyliłem się i już poprawiam.
Teraz jest OK Obrazek dodany przez użytkowniczkę

45

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Lexpar napisał/a:
martka88 napisał/a:
thepass napisał/a:

No tak. Nikt mnie nie pokocha juz i lepiej mieć jednak kogokolwiek niz byc samą : (

Oj, ale ty jesteś cyniczny;) Wiem, że to głupie myślenie, ale takie właśnie myśli latają po mojej głowie, co poradzę.

Martko nie widzę tu za krztę cynizmu.
Martko nie chcę abyś tak myślała, tak czuła.
Sama napisałaś, że w pracy jesteś lubiana, czy to nie ma żadnego znaczenia?
Przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie samą, że jesteś piękną i wartościową kobietą.
Zapewniam, że nie jeden facet ogląda się za Tobą.
Kobieto trochę wiary w  siebie http://emotikona.pl/emotikony/pic/0acute.gif.
Zapewniam, że nie będziesz sama.

Dzięki za dobre słowo, zawsze się lepiej człowiekowi robi smile
Wiesz, mam wyprany mózg po tych 3 latach - myślę sobie - przecież w pracy nie jestem w pełni sobą, gram pracownika, tylko on znał mnie taką, jaką jestem naprawdę i skoro mówił, że to i tamto mam brzydkie i poza tym jestem głupia i się czepiam, to uznaję, że on miał rację jako osoba najbliższa mi...

46

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:

Dzięki za dobre słowo, zawsze się lepiej człowiekowi robi smile
Wiesz, mam wyprany mózg po tych 3 latach - myślę sobie - przecież w pracy nie jestem w pełni sobą, gram pracownika, tylko on znał mnie taką, jaką jestem naprawdę i skoro mówił, że to i tamto mam brzydkie i poza tym jestem głupia i się czepiam, to uznaję, że on miał rację jako osoba najbliższa mi...

Martko jestem przekonany, że to Ty jesteś bardziej rozsądna od niego.
Sądze, że on Ciebie perfidnie wykorzystywał, a pranie mózgu też miało coś na celu.
Ty mu do cna zawierzyłaś, a on Ciebie systamatycznie niszczył i uzależniał od siebie.
Martko on Na Ciebie nie zasługiwał.
Musisz to wreszcie zrozumieć i ja w Ciebie wierzę.

47

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:
Lexpar napisał/a:
martka88 napisał/a:

Oj, ale ty jesteś cyniczny;) Wiem, że to głupie myślenie, ale takie właśnie myśli latają po mojej głowie, co poradzę.

Martko nie widzę tu za krztę cynizmu.
Martko nie chcę abyś tak myślała, tak czuła.
Sama napisałaś, że w pracy jesteś lubiana, czy to nie ma żadnego znaczenia?
Przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie samą, że jesteś piękną i wartościową kobietą.
Zapewniam, że nie jeden facet ogląda się za Tobą.
Kobieto trochę wiary w  siebie
Zapewniam, że nie będziesz sama.

Dzięki za dobre słowo, zawsze się lepiej człowiekowi robi smile
Wiesz, mam wyprany mózg po tych 3 latach - myślę sobie - przecież w pracy nie jestem w pełni sobą, gram pracownika, tylko on znał mnie taką, jaką jestem naprawdę i skoro mówił, że to i tamto mam brzydkie i poza tym jestem głupia i się czepiam, to uznaję, że on miał rację jako osoba najbliższa mi...

uwierz w siebie, a facet zlej. zle cie traktowal. chociaz uzylabym tu jeszcze gorszego slowa.

48

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Bang, wpadam i tutaj.

Przeczytałem ten cały temat. Na wstępie chciałbym złożyć serdeczne gratulacje, co prawda przewalają się jeszcze czarne chmury gdzieś tam nad Tobą, ale to minie.
Tyle w temacie Twojego ex'a, w zasadzie poza gratulacjami nie mam nic więcej do powiedzenia.

Bardzo zmartwiły mnie dalsze części wypowiedzi w tym temacie i nad tym trzeba popracować.
Standardowo jak ta wiejska baba ubijająca śmietanę na masło będę tłukł tutaj teorię podtrzymywania własnej wartości.

Każdy z nas wpada w jakiś trans błędnej gonitwy myśli odbijającej się od wszystkich miejsc i przedmiotów jakie przywołujemy wiążąc je z naszymi ex'ami.
Dlaczego? Bo to najprostsze rozwiązanie w którym tkwiliśmy od wielu lat, takie złudne poczucie bezpieczeństwa które zapewniała nam ta druga osoba.
Ostatecznie budzimy się z ręką w nocniku z jedyną wizją wyidealizowanego świętego EX z aureolą nad głową.

Podjęłaś decyzję odejścia bo męczyłaś się z tym człowiekiem, to był Twój wybór i świadome działanie. Teraz uwaga! Męczy Cię to że gość ma dobry humor i bawi się z innymi dziewczynami. Standard, to jest tylko i wyłącznie Twoja podświadomość, jedna z teorii odbijania swoich byłych nakazuje wręcz takie zachowanie, dlaczego?
Bo odkrywasz w tym gościu coś co było na początku, staje się niedostępny. Potrafi flirtować, no cud miód i orzeszki. Uważaj bo to jest pułapka, Ty go znasz i wiesz jaki jest na prawdę.
Kontakt urwij w 100%. Po prostu nie ma gościa. Zanim podejmiesz walkę w swojej głowie uskutecznij to fizycznie.

Kolejna sprawa, tutaj wielkie WOW ciśnie się na moje usta "tylko on znał mnie taką, jaką jestem naprawdę i skoro mówił, że to i tamto mam brzydkie i poza tym jestem głupia i się czepiam"

Ten facet to trujący bluszcz, oplótł Cię z każdej strony. Czytałem nie tylko ten temat, wygląda to tragicznie.
Gość ewidentnie wysysa z Ciebie wszystko co najlepsze, zaniża poczucie Twojej wartości.

Jeszcze raz muszę to napisać - trafiłaś na gównianą chińską podróbkę faceta.

I kolejny raz serdecznie gratuluję zakończenia tego 'związku', świetna decyzja. Tak jak pisze lexpar - trochę wiary w siebie.

Stań przed lustrem i powiedz na głos, tak żeby cały świat to usłyszał - jestem piękną, inteligentną i wartościową kobietą, ja nie muszę zasługiwać na księcia z bajki-bo czuję się świetnie sama ze sobą. Ewentualnie ten książe z bajki może zasługiwać na mnie, jeśli uznam że chcę się z nim podzielić tym co we mnie najlepsze.
To wszystko prawda, musisz ją odkryć i przestać się oszukiwać.

Zrób to i rób to za każdym razem, kiedy przypomni Ci się ten Twój ex-pomiot.

49

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
iceman napisał/a:

Stań przed lustrem i powiedz na głos, tak żeby cały świat to usłyszał - jestem piękną, inteligentną i wartościową kobietą, ja nie muszę zasługiwać na księcia z bajki-bo czuję się świetnie sama ze sobą. Ewentualnie ten książe z bajki może zasługiwać na mnie, jeśli uznam że chcę się z nim podzielić tym co we mnie najlepsze.
To wszystko prawda, musisz ją odkryć i przestać się oszukiwać.

Zrób to i rób to za każdym razem, kiedy przypomni Ci się ten Twój ex-pomiot.

Iceman wielkie Obrazek dodany przez użytkowniczkę dla Ciebie.

50

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Bardzo szkoda, że nie masz z kimś wyjść na imprezę, poszaleć, oderwać się. Powiem Ci, że po zakończeniu związku w którym byłam prawie 5 lat to było jedyne lekarstwo. Zaczęłam wychodzić, spotykać się, odświeżyłam stare znajomości, przestałam o nim myśleć...I dzięki tym wyjściom zaczęłam być z moim drugim chłopakiem. Nic nie pomaga też bardziej niż poczucie, że jest się atrakcyjną dla innych mężczyzn i że  starają się Ciebie podrywać. Tak, to próżne, ale dowartościowuje, nie siedzisz dzięki temu w domu i nie rozpamiętujesz tego co było. Ja przy nawet każdej kłótni, kryzysie z chłopakiem zamykałam się w domu, wycofywałam z życia dopóki w miarę się nie poprawiło. I było tylko gorzej, robiłam tym sobie krzywdę.

51

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
Catwoman napisał/a:
thepass napisał/a:

Sama sie zapędzasz w kozi róg i nie chcesz nawet przestac robic sobie krzywde smile

Niemądrze piszesz. Każdy musi "przetrawić" rozstanie. By była to wartościowa lekcja, należy wyciągnąć wnioski. To proces.

A jednak autorka troche sie w ten rog zapedzila... To troche tak - dopuki byl ze mna, bylo zle, kiedy juz jest (jemu) lepiej, mnie jest niedobrze.. Cos tu nie halo. Przeciez kiedy zrywamy, bo nie pasowalismy, to nic mnie nie powinno obchodzic, ze on wychodzi na prostą. Albo lepiej nawet - cieszy mnie, ze sobie kogos znajduje, kto mu pasuje.

52

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Iceman,czekałam na twój wpis,te twoje wypracowania napawają optymizmem;) Benita72 - może to dlatego ze byliśmy dla siebie pierwsi a teraz mój narkotyk może mieć ktoś inny,nie jest już tylko moj wink
Lilith06 - teoretycznie mogłabym iść ale ze wspólnymi znajomymi więc mogłabym go spotkać a to by była kiepska impreza.

On sam stwierdził że na mnie nie zasługuje jednocześnie dodając ze już nigdy nikt mnie nie pokocha tak jak on i ze to była jedyna prawdziwa miłość...z tym że ja trochę inaczej postrzegam miłość ale jak się słyszy cos takiego to człowiek zaczyna sie zastanawiać...

53 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-11 19:57:20)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:

Iceman,czekałam na twój wpis,te twoje wypracowania napawają optymizmem;) Benita72 - może to dlatego ze byliśmy dla siebie pierwsi a teraz mój narkotyk może mieć ktoś inny,nie jest już tylko moj wink
Lilith06 - teoretycznie mogłabym iść ale ze wspólnymi znajomymi więc mogłabym go spotkać a to by była kiepska impreza.

On sam stwierdził że na mnie nie zasługuje jednocześnie dodając ze już nigdy nikt mnie nie pokocha tak jak on i ze to była jedyna prawdziwa miłość...z tym że ja trochę inaczej postrzegam miłość ale jak się słyszy cos takiego to człowiek zaczyna sie zastanawiać...

Pieprzenie kotka za pomocą młotka.
Wnerwa mam Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Ale z niego oszust i kłamca.
Na tym forum już czytałem wiele takich historii.
Ona taka dobra a ja taki zły i ona zasługuje na lepszego.
Ściema, ściema i jeszcze raz ściema.
Martko podjęłaś decyzję i bądź konsekwenta.
Bardzo proszę przeczytaj moje wcześniejsze posty.
A to dla Ciebie, pięknej, mądrej, dojrzałej i inteligentnej kobiety
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

A tak na marginesie, to gdybym był młodszy to bym się w Tobie zakochał.

54

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Haha miło mi;)
dziękuję wam bardzo,to forum działa jak terapia;)

55 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-12 13:04:54)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:

Haha miło mi;)
dziękuję wam bardzo,to forum działa jak terapia;)

Bo to forum po to istnieje.
A ja nie żartuję Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Szkoda, że ta terapia nie obejmuję sztucznego oddychania usta-usta Obrazek dodany przez użytkowniczkę

56 Ostatnio edytowany przez martka88 (2014-04-17 13:40:03)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Muszę się pożalić...:(

Po krótkim okresie spokoju (2 dni?) znów mnie nęka...dostaje mnóstwo wiadomości, najpierw żale i smęty - jaki on biedny kochający, a za chwilę pogróżki - że będzie mnie nachodził, że zmuszam go do złego itd...Znów wzbudza we mnie poczucie winy - wypisuje dlaczego się nie odzywam, skoro nic mi nie zrobił i TO JA JEGO skrzywdziłam...Domyślam się, że cała jego rodzina i znajomi, wspólni także, wiedzą już jaka ja niedobra zimna suka zostawiłam takiego kochanego chłoptasia i nawet nie chcę z nim rozmawiać;/

Nikt nie wie, że nazwał mnie kur** i dziw** bez powodu, bo ja nie mam potrzeby opowiadania takich rzeczy wszystkim dookoła, jest mi po prostu wstyd, ale za to teraz wszyscy znają jego wersję wydarzeń i pewnie uważają mnie za nieczułą s*kę:( Ignoruję te jego żale i pogróżki, ale wiem że za parę dni on nie wytrzyma i znów będzie mnie śledził, mam ochotę zadzwonić do niego i mu nawciskać, ale to zrodzi tylko więcej moich nerwów i nic i tak tym nie zdziałam. Help, to już prawie 2 ms a on dalej codziennie...

Jest mi ciężko, nie mogę się od niego całkiem odciąć, bo codziennie się ze mną w jakiś sposób kontaktuje...Nie chcę zmieniać nr, za dużo zachodu, zresztą i tak wie gdzie mieszkam, więc podejrzewam, że po zmianie numeru po prostu zastawałabym go pod domem;(

57

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:

Muszę się pożalić...:(

Po krótkim okresie spokoju (2 dni?) znów mnie nęka...dostaje mnóstwo wiadomości, najpierw żale i smęty - jaki on biedny kochający, a za chwilę pogróżki - że będzie mnie nachodził itd...Znów wzbudza we mnie poczucie winy - wypisuje dlaczego się nie odzywam, skoro nic mi nie zrobił i TO JA JEGO skrzywdziłam...Domyślam się, że cała jego rodzina i znajomi, wspólni także, wiedzą już jaka ja niedobra zimna suka zostawiłam takiego kochanego chłoptasia i nawet nie chcę z nim rozmawiać;/

Nikt nie wie, że nazwał mnie kur** i dziw** bez powodu, bo ja nie mam potrzeby opowiadania takich rzeczy wszystkim dookoła, jest mi po prostu wstyd, ale za to teraz wszyscy znają jego wersję wydarzeń i pewnie uważają mnie za nieczułą s*kę:( Ignoruję te jego żale i pogróżki, ale wiem że za parę dni on nie wytrzyma i znów będzie mnie śledził, mam ochotę zadzwonić do niego i mu nawciskać, ale to zrodzi tylko więcej moich nerwów i nic i tak tym nie zdziałam. Help, to już prawie 2 ms a on dalej codziennie...

Jest mi ciężko, nie mogę się od niego całkiem odciąć, bo codziennie się ze mną w jakiś sposób kontaktuje...Nie chcę zmieniać nr, za dużo zachodu, zresztą i tak wie gdzie mieszkam, więc podejrzewam, że po zmianie numeru po prostu zastawałabym go pod domem;(

Wiesz co ludzmi raczej sie nie przejmuj - a jesli juz beda pytac - to poprostu powiedz , skoro byłam/jestem taka zła to dlaczego tyle ze mna wytrzymał.

58

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
ryba81 napisał/a:

Wiesz co ludzmi raczej sie nie przejmuj - a jesli juz beda pytac - to poprostu powiedz , skoro byłam/jestem taka zła to dlaczego tyle ze mna wytrzymał.

Jemu bardziej chodzi o to, że skrzywdziłam go zostawiając go i nie dając kolejnej szansy. Co z tego, że tych szans było mnóstwo i cały czas się rozstawaliśmy właściwie z tych samych powodów - więc on po prostu nie umie się zmienić. Nie dam mu kolejnej szansy, nie chcę z nim być, ale on jest teraz wielki pokrzywdzony bo nie chciałam się nabrać na obiecanki cacanki.

59 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-17 13:50:07)

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Olej go, nie odzywaj się, nie kontaktuj.
Traktuj go jak by go nie było.
Prędzej czy później odpuści.
Musisz to przetrzymać.

60

Odp: Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć
martka88 napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Wiesz co ludzmi raczej sie nie przejmuj - a jesli juz beda pytac - to poprostu powiedz , skoro byłam/jestem taka zła to dlaczego tyle ze mna wytrzymał.

Jemu bardziej chodzi o to, że skrzywdziłam go zostawiając go i nie dając kolejnej szansy. Co z tego, że tych szans było mnóstwo i cały czas się rozstawaliśmy właściwie z tych samych powodów - więc on po prostu nie umie się zmienić. Nie dam mu kolejnej szansy, nie chcę z nim być, ale on jest teraz wielki pokrzywdzony bo nie chciałam się nabrać na obiecanki cacanki.

Troche czytałam twoj watek ale nie udzielałam sie .

Wiesz ze nie chcesz znim byc  i tego musisz sie trzymac ale musisz miec  tez siłe aby wytrzymac jego terazniejsze naciski , zachowanie i nie pozwol aby wpedził cie w poczucie winy - ze on biedny pokrzywdzony , porzucony a ty ta zła .


Jak bedzie wchodził z toba w jakies dyskusje , zadaj mu pytanie.

skoro jestes taka zła , nazwał cie k... , dz..... to dlaczego on chce z toba byc ??

chociaz z drugiej strony nie wchodziłam bym w miare mozliwosci z nim w kontakty i rozmowy .

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rzuciłam go i nie mogę się otrząsnąć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026