Znalazłam ciekawy fragment książki Beaty Pawlikowskiej, jadę dziś kupić, bo mam wrażenie, że ona pisze o mnie. Wklejam fragment, może kogoś zainteresuje - ona opisuje dokładnie to co ja czuję:)
"Trzy lata później siedziałam przy stole i rzucałam Darkowi ukradkowe spojrzenia. A więc to jest człowiek, z którym spędzę resztę życia? Naprawdę? Byłam zaskoczona tą myślą.
Powiecie może, że niepotrzebnie wszystko roztrząsałam i analizowałam? Ale skąd. Wtedy nie robiłam tego w ogóle. Dopiero teraz przyglądam się temu z perspektywy czasu i widzę jak postępowałam i dlaczego. Wtedy byłam jak dziecko w błękitnej mgle, które biegnie przed siebie z nadzieją i tęsknotą, że wreszcie ta mgła je ukoi.
Byłam z Darkiem bez świadomego zastanawiania się czy tego chcę, czy nie. Wystarczyło, że on mnie chciał. To był dla mnie wystarczający powód, żeby chcieć z nim być. Kłóciliśmy się, rozstawaliśmy, milczeliśmy przez kilka dni.
A potem wracaliśmy do siebie i na nowo rozkwitała miłość. To znaczy ?miłość". Bo Miłością to na pewno nie było.
Byłam z nim, bo tego chciałam. I nie chciałam jednocześnie. I to było najdziwniejsze. I czasami niespodziewanie pojawiała się w mojej głowie myśl: dlaczego ja właściwie z nim jestem? No dlaczego?
Kiedy ktoś naprawdę kocha, nie ma potrzeby zadawania sobie takiego pytania. Bo nie musi istnieć żaden powód do kochania. Po prostu kocha się i już, i to samo jest już powodem do radości.
A ja patrzyłam na niego i pytałam siebie:
- Dlaczego ja z nim jestem? Czy ja tego naprawdę chcę?
Myślałam, że może szukam jakiegoś nie istniejącego ideału, więc pytałam różnych znajomych jak to jest z tą miłością i ze związkami.
- Czy jesteś pewien, że to jest kobieta twojego życia? - zapytałam kiedyś kolegi. - Czy masz takie wewnętrzne przekonanie, że to jest kobieta idealna dla ciebie?
- Betka - odrzekł. - Daj spokój. Nie ma czegoś takiego jak idealny związek. Możesz przez całe życie szukać i nie znaleźć. Bierz to, co masz.
- Kurczę myślałam sobie - może to prawda?
Tylko dlaczego miałam czasem ochotę uciec? Dlaczego czułam się nieszczęśliwa? Dlaczego leżąc w jego ramionach czułam jednocześnie radość i smutek??... A może to jest normalne? - pytałam siebie. Może! to ja za dużo chcę? Może mam nierealne wyobrażenia i wymagania? A może po prostu nie potrafię cieszyć się z tego, co mam?...
I może radość wymieszana ze smutkiem jest czymś całkowicie naturalnym. Tak jak miłość wymieszana z nie-i nawiścią. Albo miłość połączona z pogarda. Czy to tak jest zawsze jest? Że miotasz się między skrajnymi uczuciami?:^ A jeśli się miotasz, to może jest to wyłącznie twoja wina ł robiłbyś to zawsze, niezależnie od tego z kim byś był?...
Takie myśli są ulotne. Giną w natłoku codzienności.! Czasem tylko chwytałam się na nich jadąc samochodem i niespodziewanie odkrywałam, że wcale nie chcę jechać do niego.
- Jak to nie chcesz jechać do niego? - pytałam wtedy siebie z zaskoczeniem. - Przecież jesteście umówieni, a on jest twoim chłopakiem.
Wzruszałam ramionami. Nie znałam odpowiedzi. Co miałabym powiedzieć? Że jest mi z nim dobrze, ale nie najlepiej? Że go kocham, ale niezupełnie? Że chcę z nim być, ale mogłabym też być z kimś innym? Bo taka była prawda.' Nie umiałam tego wyjaśnić. Czułam tylko, że jest w tym jakaś nieuczciwość z mojej strony i wiedziałam, że prędzej lub później obróci się to przeciwko mnie. Nie dlatego że chciałam siebie ukarać. Dlatego że tylko uczciwość jest trwała i ma sens. Wszystko inne runie. Wszystko, co jest zbudowane na fałszu, nieuczciwości albo niedopowiedzeniach nie może być szczęśliwe i nie będzie trwało.
Ale odsuwałam takie myśli. Wolałam zajmować się bieżącymi sprawami, spotykać się z Darkiem i usiłować omijać iskrzące tematy. Bo wiedzieliśmy już w jakich rejonach zawsze czeka nas konflikt. Bezpieczniej było ich nie dotykać. Ale jeśli nie dotykasz pewnych tematów i spraw, one nie znikają. Stają się tylko chwilowo niewidoczne. Prędzej czy później wyskoczą i będą atakować.
Nie chcieliśmy ich widzieć. Graliśmy swoje role. Ale jednocześnie coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie, bo coraz więcej zaczynało nas dzielić. Nawet to, co na początku tak mocno nas do siebie przyciągnęło, czyli podświadome oczekiwania, że od drugiej osoby dostaniemy to, z czym utożsamiamy szczęście.
I jeszcze raz przypomnę, że szczęście bierze się z tego, co człowiek ma w duszy. A nie z tego, co musi zdobyć albo zrobić. Dopełnienie żadnych warunków nie da szczęścia. Jeżeli wyznaczasz sobie cel, który jest warunkiem twojego szczęścia, to nigdy nie będziesz w stanie się nim ucieszyć i nigdy nie poczujesz się w pełni szczęśliwy. Dostaniesz krótką satysfakcję, ale nie szczęście, którego tak uparcie poszukujesz. Bo szczęście nie leży TAM, tylko jest TUTAJ. W tobie.
Problem polega tylko na tym, że człowiek zwykle nie szuka tego w sobie. Szuka w innych ludziach, w używkach, zdobyczach, osiągnięciach, w różnych rzeczach i osobach. Ale nie w sobie. Bo gdyby na serio chciał to w sobie znaleźć, musiałby najpierw odkopać kilka zakurzonych myśli, przyjrzeć się swojej podświadomości i być może popracować trochę nad tym, żeby kilka rzeczy w sobie naprawić. To wymaga wysiłku. A świat dookoła podpowiada, że nie trzeba się wysilać. Na wszystko znajdzie się jakaś pigułka. Ale żadną pigułką nie naprawisz własnych chorych myśli. Ani głęboko w tobie wyrytych kłamstw, w które jesteś zmuszony wierzyć.
Byłam z Darkiem, ale mogłabym być z kimś innym. Z kimś, kto dostarczyłby mi tego, czego podświadomie najbardziej potrzebowałam. Podkreślam słowo podświadomie. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Na zewnątrz i w moim racjonalnym umyśle wszystko wydawało się właściwe. Wydawało się. Ponieważ moja podświadomość manipulowała zdolnością mojego racjonalnego myślenia. Nie dostrzegałam pewnych rzeczy, a inne ignorowałam. Po prostu nie przyjmowałam ich do wiadomości. Udawałam, że nie istnieją. Bo tak było łatwiej i bardziej pasowało do tego, co chciałam widzieć.
I wtedy oczywiście kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Kiedy Darek robił coś, wobec czego czułam głęboki wewnętrzny sprzeciw, usiłowałam tego nie widzieć, nie pamiętać o tym, usuwać to z myśli i zastępować czymś innym. Byłam świadkiem tego jak manipuluje ludźmi, zmuszając ich do robienia rzeczy, które miały poprawić jego samoocenę. Drażnił mnie jego brak konsekwencji i depresje. I to, że wolał strzelać z karabinu w grze komputerowej zamiast pracować, a potem wpadał w rozpacz, że ma kłopoty finansowe. Wiedzialam, że to nie jest dla mnie partner ani do życia, ani do miłości. Ale udawałam, że tego nie wiem. I dlatego tylko czasami łapałam się na kompletnie za-1 skakującej myśli, która niespodziewanie wypływała z moje podświadomości jak ryba, która zatrzymywała się tuż przed moimi oczami i zmuszała mnie do zauważenia, że tam jest.
Na przykład kiedy szłam na oficjalne przyjęcie, a Darek przepraszał, że nie może ze mną pójść. A ja chwytałam się na myśli:
- Super! Będzie wyglądało tak, jakbym była sama. Może spotkam kogoś ciekawego.
Czy tak myśli ktoś, kto jest w szczęśliwym związku? W jakimkolwiek związku? Tak, jeśli ten związek jest iluzją, która ma podtrzymać jakieś fałszywe przekonania mieszkające w twojej podświadomości i rządzące twoim życiem.
Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał dlaczego jestem z Darkiem, odpowiedziałabym, że po prostu chcę z nim być. A kiedy przestanę chcieć, to po prostu odejdę. Ha! Łatwo powiedzieć. Parę razy zerwaliśmy ze sobą, ale wtedy nagle ogarniała mnie tak potworna rozpacz, a w sercu czułam tak niesamowicie wielką pustkę, która gryzła i piekła, że jedyne, o czym byłam wtedy w stanie myśleć to on. I musiałam do niego wrócić. Musiałam jest tu kluczowym słowem. Musiałam, chociaż wolałabym nie wracać. Nie chciałam, ale jednak musiałam, l to jest jeden z łatwo rozpoznawalnych znaków, że to nie jest miłość. To tylko toksyczny związek dwóch przyciągających się zafałszowanych osobowości, które w gruncie rzeczy same nie wiedzą kim są, bo noszą w sobie ukryte lęki i uprzedzenia.
No, ale minęło kilka lat. Na udawaniu, graniu, kłóceniu się i wybaczaniu, na unikaniu tematu założenia rodziny i kilku innych równie drażliwych. Siedzieliśmy w otoczeniu krewnych, a ja rzucałam Darkowi ukradkowe spojrzenia, bo nagle dotarła do mnie myśl:
- Halo? Więc to jest człowiek, z którym spędzę resztę życia? Naprawdę?...
Przyglądałam mu się z niedowierzaniem. On?... Dla którego życiowym celem jest posiadanie pięciorga dzieci? I co robiłby z tymi dziećmi? Grał z nimi w zabijanie na monitorze komputera?...
Znów spojrzałam na niego. Naprawdę? On? To jest mężczyzna mojego życia?... Naprawdę????
To było niewiarygodnie dziwne. Jakoś... nie mogłam w to uwierzyć. Coś w środku mi szeptało, że tak nie może być, że to jakaś pomyłka, nieporozumienie, ale jednocześnie podświadomość zapewniała mnie, że otrzymuję od niego, co jest mi niezbędnie potrzebne: ciepło i stały komunikat o uczuciach, co daje mi złudzenie poczucia bezpieczeństwa. Złudzenie poczucia bezpieczeństwa. Tyle musiało mi wystarczyć. A więc to on?...
- Kochanie? - usłyszałam nagle głos Darka.
Coś do mnie mówił. Odwróciłam się, zamrugałam, powróciłam do rzeczywistości.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, tak.
- Kocham cię ? szepnął.
A ja roztopiłam się jak lody na słońcu. I o wszystkim zapomniałam. Liczyło się tylko to, że on mnie kocha. A raczej że często mi o tym mówi. Bo wszystko wskazywało na to, że to nie jest miłość. Tyle że ja bardzo starałam się tej prawdy nie zauważyć."