po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

Temat: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witam!
Zakładam ten wątek z potrzeby serca...bardzo potrzebuję wygadać, wyżalić i nawet się wypłakać..i wiem że napewno znajdzie się tutaj nie jedna osoba w podobnej sytuacji z którą nie potrafi się ogarnać...
Moja historia wyglada tak byliśmy razem ponad 6 lat, rok po ślubie, mieliśmy plany, staraliśmy się o dziecko choć sie nie udało, może teraz to i lepiej i nagle pewnego dnia moj maz stwierdzil ze sie wypalil,ze nie wie czego chce od zycia...tamtego dnia po prostu umarlam....nie umiem się pozbierac, nie wiem jak sie z tego ogarnać...myslalam ze z dnia na dzien bedzie lepiej a wydaje mi sie ze jest coraz gorzej...nie chcial nawet zawalczyc o nas ani przez chwile, tak po prostu po tym wszystkim zrezygnowal bez niczego...powiedzial mi ze nie chce mnie dluzej oszukiwac, ze zasluguje na cos wiecej niz jego klamstwa i ze bardzo mu przykro ze tak wyszlo i ze przeprasza za wszystko zle co mi zrobil...tylko tyle a ja nie chce tego wszystkiego, chce zyc z nim, nie mam ochoty na rozwod, wszystko co teraz robie jest wbrew mnie!!!wiem ze nie mozna zyc z kims na sile i nie mozna nikogo zmusic do bycia ze soba...ale jak mozna tak po prostu z dnia na dzien przestac kochac????malzenstwo to nie zabawa, nie mozna kogos wyrzucic na smietnik bo sie znudzil...czuje ze potrzebuje pomocy bo umieram...tak strasznie mnie to boli..choc to wszystko trwa juz 2 miesiace nie staje sie latwiejsze...nie moge jesc, nie moge spac, miewam ataki paniki i sie dusze, dlaczego tak trudno po prostu zapomniec??najgorsze jest to ze mieszkamy zagranica i on byl tutaj jedyna najblizsza mi osoba a teraz zostalam sama...
Jak sobie radzicie z tym bólem, co robic aby nie zwariowac??bo ja juz nie daje rady, coraz czesciej pije...wiem ze to straszne i niby zadne dobre rozwiazanie, ale przynajmniej zapominam choc na chwile...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witaj.
Na początek - bardzo Ci współczuję.
Co do alkoholu - sama widzisz, że nie tędy droga.
Pozbierać się po ciosie ze strony męża pomógł mi psychiatra (antydepresanty) i psycholog. Leki zażywałam krótko, bo okazało się, że jestem w ciąży, ale kontynuuję spotkania z psychologiem i to pomalutku pomaga. Lekko nie jest - ale nie ma powodu, żebyś sama się męczyła z problemem.
Pozdrawiam i trzymam kciuki - A.

3

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Dobrze radzi Niewesoła.. to trudny i bolesny czas.. ale z tego sie wychodzi.. tzreba szukać tych sił w sobie..

Nie ma dwóch takich samych historii......

4

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witaj kochana:)
Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Mnie mąż zostawił po 13 latach jak mi się wydawało dobrego małżeństwa. Odszedł do innej kobiety, bo podobno się zakochał:(( Zostałam z dziećmi 11 i 8 lat. Syn jakoś się trzyma , ale córka była bardzo z nim związana i niestety ale potrzebuje pomocy psychiatry. Podobnie jak u Ciebie mąż odszedł 2 miesiące temu, a ze mną jest coraz gorzej. Również mam ataki paniki,silne stany lękowe.
Nie wiem ile to może potrwać, ale nieraz nie mam już siły.

5

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

wspólczuje....ale picie napewno nie pomoże..ja jestem po rozstaniu 8miesiecu i tez zcasem mysle ze jest gorzej a nie lepiej...niestety ale najlepszym lekiem jest czas to on goi rany(tak mówią) pocieszę Cię lub nie Paula ale nie jesteś sama ja na początku tez nie spalam wieczorem piłam wino..mam dzieci więc miom to musze walczyć o każdy kolejny dzien...Ty nie masz dziecie wiec może skup sie na pracy i za granicą można znalezc przyjaciół...wskazane wychodzenie z domu na spacer do kina..cokolwiek...faceci to dranie...tylką ranią...trzymaj sie...i glowa do góry

6 Ostatnio edytowany przez Smokingcat (2012-05-07 18:23:36)

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Ja po alkoholu mam jeszcze gorsze, bardziej bolesne myśli więc obecnie staram się go unikać.
Mój facet też był dla mnie prawie całym światem - sposobem na spędzanie czasu wolnego, wakacje, święta, weekendy, dni i noce. Był osobą, której zwierzałam się z problemów, z którą dzieliłam sukcesy. Znam ten ból, gdy z dnia na dzień "to" tracisz. Nie wiadomo, jak zapchać tą dziurę w sercu, ukoić tą świadomość że tracisz praktycznie najbliższą Ci osobę.
Jedynym lekiem jest chyba czas. Każdy proces ma pewien punkt krytyczny, po których nadchodzi nasycenie i nowa jakość. Odrodzisz się na nowo, silniejsza. Uważaj na alkohol!

nie mam jak dawniej matowych oczu

7

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

dziękuję bardzo za odpowiedzi smile nie wiem czemu ale to zawsze trochę pomaga jak ktoś napisze jakieś slowa otuchy... staram sie otrzasnać z tego koszmaru, ale nie potrafie na ta chwile...za kilka dni lece do polski i tez umowie sie do psychologa, mam nadzieje ze poczuje sie choc trochę lepiej...moj maz twierdzi ze nikogo nie ma ale czy po tym wszystkim mozna wogole wierzyc w jego slowa?tak wiele razy mnie oszukal i zawiodl ze teraz kazde jego slowo jest nic niewarte...powiedzial mi przedwczoraj ze on tak naprawde kocha tylko siebie ze on nie wie co to milosc...to straszne po tym wszystkim co razem przeszlismy on mowi mi takie rzeczy...jak przysiegal mi przed ołtarzem to nic dla niego nie znaczy...ja wciaz wracam do tego co bylo i nie potrafie przestac to jest silniejsze ode mnie...moze to chore ale momentami żałuję ze nie mielismy dziecka bo zostalaby choc czesc tego co kochalam...
Luiza Tobie naprawde rowniez wspolczuje bo 13 lat to jest naprawde kawal czasu i jeszcze ciezej sie napewno z tego ogarnac jak po zaledwie 7...
dziękuję wam dziewczyny naprawde za wsparcie, ale ja juz czasem mysle ze to nigdy nie minie...bo ja nie chce nikogo innego...i nic podobnego juz z nikim nie przezyje...najzabawniejsze jest to ze na samym poczatku ja jego nie chcialam...to on zabiegal, dzwonil, przychodzil, byl taki cierpliwy az wkoncu sie zakochalam...a teraz mnie zostawil...moze zostalam ukarana ze tak na poczatku go zle traktowalam???

8

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witam wlanie niedawno zalozylam swojego posta. Mialam identyczna sytuacje po pieciu latech napisal mi ze juz mnie nie kocha,ze juz sie chyba wszystko wypalilo. Jestem polzywa nie jem,nie spie udaje silna probuje robic cos dla siebie bylam u fryzjera,na solarium ale co z tego nie moge przestac myslec o nim. Ja go nadal kocham bylam w stanie poswiecic dla niego nawet swoje zycie. Wiem ze musze uczyc sie zyc bez niego ale obawiam sie ze nie poradze sobie. Jestem sercem z toba i twoim bolem wiem co teraz czujesz

9

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Asia... ja mam to samo.. scielam wlosy, zafarbowalam na rudo, nawet przekulam sobie nos...aby tylko cos ze soba robic...ale to poprawia humor tylko na krotka chwile...a potem znow do tego wracam i wracam...moja maz mi napisal ze moge zawsze sie do niego odezwac jesli tylko bede miala ochote..ale wiem ze to bedzie jeszcze gorzej..poza tym wymuszac na nim kontakt to bez sensu...wiem ze musimy obie przez to przejsc i nie bedzie łatwo i nawet nie jestem pewna czy to sie uda...ale ja wiem ze musze to zrobic dla samej siebie...choc nie wiem dlaczego czuje ze nadejdzie moment kiedy on bedzie chcial wrocic..mam tylko nadzieje ze ja wtedy nie ulegne...musimy byc silne!!!!

10

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Paulo tak bardzo jest mi przykro, wiem co czujesz. Jednak pamiętaj alkohol nie rozwiąże niczego, tylko jeszcze bardziej się pogrążysz. Kochana nie znam Cię więc trudno mi cokolwiek doradzić. Psycholog jednak dla Ciebie to najlepsze rozwiązanie, może kościół jeśli chodzisz. Martwi mnie też to,że jesteś tam sama.Musisz z kimś rozmawiać,jak nie znasz języka to chociaż próbuj, ale nie zostawaj sama i nie pij. Uwierz mi czas leczy rany, chociaż kiedy przechodziłam najgorszy okres w życiu też w to nie wierzyłam. Pozbierałam się po 4 latach, ale wiem że warto było. I Ty to poczujesz tylko bądź silna, uwierz w siebie. On jest zerem skoro Cię tak potraktował i zapłaci za to, bo niczyje łzy nie idą w zapomnienie. Paulo kochanie jestem z Tobą serduszko moje.

11

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Na świecie jest 7 miliardów ludzi. Już nawet jeden ksiądz stwierdził że to przesada.

Jak nie ten to inny.

Każdy człowiek który nie przeszedł kursu doskonalenia techniki jazdy i spowodował wypadek, powinien zostać rozstrzelany.

12

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Lilie bardzo Ci dziekuje, wiem ze czas leczy rany i wielu ludzi przez to przechodzi ale to nie ulatwia...wciaz za nim tesknie, mam ochote napisac czy zadzwonic...wiem ze nie moge tego zrobic ale to takie trudne...przez tyle lat bylo miedzy nami tak dobrze, zawsze zapewnial mnie o swojej milosci i ozenil sie przeciez ze mna!!!a teraz cos takiego...nie moge tego przezyc,chcialabym byc silna i pokazac mu ze bez niego jest mi lepiej ale czy jestem w stanie to zrobic??coraz mniej w to wierze...
Pan Lewski ja wiem ze to tak latwo powiedziec ze pol swiatu tego kwiatu...ale to naprawde nie jest takie latwe zwlaszcza kiedy wstapilo sie w malzenstwo i mialo sie tyle planow..nie da sie tak po prostu wymazac tego...

13

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Poczatki sa bardzo trudne. Probuje zagospodarowac sobie czas jak tylko moge chodz co chwile zerkam na telefon i czekam na wiadomosc. Serce prosi o odzew od niego rozum nie chce miec nic wspolnego z tym czlowiekiem. Za wszelka cene bede robila wszystko zeby wybrac rozum

14

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Dokładnie Asiu początki są bardzo trudne, mnie też 2 miesiące temu rzucił mężczyzna, którego kochałam i też Paulo mam ochotę zadzwonić. bo za nim tęsknię i brakuje mi go. Ale nie zrobię tego, bo gdyby chciał się ze mną spotkać czy porozmawiać to sam by zadzwonił. Nie można się narzucać i nikogo zmuszać do miłości. Jest ciężko i to bardzo, ale kiedyś i dla nas zaświeci słońce - zobaczysz.

15

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Cześć dziewczyny, musimy się trzymać. Mnie pomaga myśl, ze jeszcze wszystko sie może odmienić, ze teraz już wiem kogo szukać. To jest szansa na coś nowego, lepszego, bo gorzej już nie może być.
Ja nie mieszkam ze swoim mężem dopiero od trzech tygodni, sprawa jest bardzo świeża. To ja odeszłam, ale on mnie do tego zmusił, sam pewnie nie chciał podjąć decyzji. Tak długo mnie niszczył poniżał, obrażał,  a ja dalej przy nim trwałam i chciałam zeby było dobrze.
Nie dzwoni, nie pisze, w zasadzie rozstaliśmy się w kłótni, dlatego może to milczenie jest zrozumiałe. Zostawiłam mu wszystko, mieszkam u rodziców. Wspierają mnie, tłumacza, ze nie jest mnie wart, ze to człowiek bez uczuć i prostak..pomaga, ale tylko na chwilę. Tłumaczę sobie, ze to przejdzie, ze nic na siłę, ze wszystko powoli małymi kroczkami.

Najgorsze jest to że ja to wiem, ale mimo wszystko tęsknię..nie wiem za czym bo na ogół ciągle się kłóciliśmy, ale lubiłam budzić się obok niego, przytulić w nocy, patrze na nasze zdjęcia i dalej go kocham a jednocześnie nienawidzę za to ze tak mało dla niego znaczyłam...

Jeśli kogoś interesuje moja historia prowadzę watek pt ''Teściowe...nieodcięta pępowina"

16

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Hej Dziewczyny
dołączam do waszego grona
mój fecet wczoraj po 4 latach uświadomił mi że to juz koniec i byc ze mną nie chcę. sad nie moge w to uwierzyc ale chyba jakos muszę. najgorsze jest to ze mieszkamy razem.. nie wiem co teraz.. nie mogłam spac w nocy gdy on sobie spał obok mnie beztrosko..
jest mi strasznie przykro że ma mnie totalnie w dupie....
a dlaczego mnie zostawia??
dlatego ze napisałam mu smsa (o którego sam prosił bo widział że ze mna jest coś nie tak) że jest mi przykro ze ostatnio nie poświęca mi czasu tylko lata za kolegami. a JA skoro mieszkamy ze soba to chyba powinno wystarczac.... jest mi ciezko i przykro, ale nie bede sie prosiła o miłośc. nie chce być ze mną trudno. sad

17

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Wiesz Luizo, ja też się ciągle z nim kłóciłam i widziałam jakim jest egoistą, poniżał wszystkich dookoła a sam był ideałem. Też za nim tęsknię chociaż sama tego nie rozumiem, bo nie był dla mnie dobry. Może po prostu takie są prawa miłości - sama nie wiem, ale tak jest. Jest nas tutaj dużo z takimi samymi uczuciami i przeżyciami. Nie możemy być słabe, nie może nas zniszczyć jedna nic nie warta osóbka.

18

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

paula_2785 nie wiem jak Ci doradzić. Chyba wszystko co mi przyszło do głowy już zostało napisane przez inne koleżanki. Ja za Ciebie mocno trzymam kciuki w ten trudny dla Ciebie czas. Pamiętaj, że co Cię nie zabije to Cię wzmocni!

19

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witam kobietki wczoraj sie znim mijałam i patrzyl sie na mnie jak nym mu coś zlego zrobila. Spotkanie było przypadkowe ponieważ mieszkamy na jednej dzielnicy. Niestety nie jest to mozliwe zebyśmy zerwali ze sobą staly kontakt:( Wczoraj mialam pierwszą chwile zawachania i chcialam mu napisac jak bardzo go kocham ze mi go brakuje i ze nie wierze ze to co napisal jest prawda. Ale odtworzylam sobie smsa którego mi napisal, którego zapisałam soebi specjalnie w chwilach slabości. I pomoglo napewno nie na długo ale sobie intensywnie tlumacze ze kiedyś zostane za cierpienie wynagrodzona. Moze i niektóre z was przechodza gorsze traumy ale dla mnie jest to jak rozwalenie przez wielką bombę mojego serca na miliony drobniuteńkich kawaleczków

20

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Nie przestaje się kochać z dnia na dzień. Niestety ta druga połowa często nie sygnalizuje jak zaczyna sie psuć, a dopiero informuje nas że to koniec, ze coś się wypaliło. Jeśli rozstanie na jakis czas nie przywoła w nim tęsknoty to niestety nie ma juz ratunku dla was. Nie zmusisz go do miłości a wszelkie naciski prośby zadziałają wręcz na odwrót.
Przykro mi i ściskam...

21

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

czemu my kobiety musimy tak to wszytsko przeżywać
a nasi mężowie/faceci - im to przychodzi z wielka łatwością
jakim czlowiekiem zamiast serca z kamieniem trzeba byc by ranić bliską osobę.
też chciałabym być tak znieczulona jak oni i podejsć do tego na chłodno z obojętnością.
sad

22

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Dzien dobry,

Napisze tak, jakbym nie czytala odpowiedzi innych. Nie mam ochoty tu nikogo powtarzac, bo mysle, ze to bardzo dobre odpowiedzi i szczere wspolczucia.

Moja refleksja dotyczy wlasciwie twojego stanu po tym co cie spotkalo.
Mieszkanie na obczyznie jest ciezkie, bo rzeczywiscie w problemach, znalezdz bratnia dusze, jest trudniej niz w Polsce ,.... taka dusze z rodzinnych lat mlodosci, ta ktora poswieci ci tyle czasu ile potrzebujesz i cie wyslucha, a to bardzo cenne!

Tak bardzo jest rozpowszechniony, "service" specjalistyczny z psychoanalitykami, psychologami, psychoterapeutami... znalazl sie o dziwo w dobrej epoce, w dobrym czasie, gdy relacje ludzkie staja sie takie skomplikowane. Tyle dzis widzi sie indywidualizmu!

Ja ogolnie, nie jestem przeciw, ale tez nie jestem do konca za! Bo, chodzi tu o slowa, ktore musza wyjsc by doszukac sie tego co boli tak na prawde... jaka baze ma system psychologiczny danej osoby... a to zabiera duzo czasu i, ,niestety, pieniedzy!!!

Najwierniejsza przyjaciolka, z dawnych lat, siostra, matka, moga stanowic taka ostoje i wiecej moga zdzialac niz taki specjalista, bo zazwyczaj odpowiedzi realne, konkretne kazda osoba ma w danej problematycznej sytuacji, nalezy tylko dac jej wiare w siebie, powiedziec, ze mimo twoich bledow, my cie kochamy, jestes jedyna w twoim rodzaju, masz nasze uczucie, a to bardzo duzo!
Zanim taka wiez powstanie z psychoanlista lub psychoterapeuta, to trzeba czasu, czasu i jeszcze raz czasu i byc, po prostu do tego przygotowanym, to zazwyczaj 40 minut z zegarkiem w reku i 50 euros na stol!

Wiec jest to service platny i nie kazdy moze sobie na ten luksus pozwolic...


Przezywalam rowniez stany depresyjne z roznego zrodla i wiem jak ciezko pozbierac sie samemu, jak ciezko radzic sobie, gdy nieprzyjazna cisza zalewa umysl i brak ochoty na wszystko...

Wszystko staje sie wtedy malo istotne a bol w srodku jest tak mocny, ze umysl nie wie jakiego szukac wyjscia...

Alkohol, owszem, jest srodkiem usmiezajacym i wydaje mi sie, ze dla niektorych osob, prawie potrzebynym w pewnym okresie, by przetrwac, nie czuc i wypedzic z siebie krzyk zlosci. Ale oczywiscie, to musi byc przejsciowe.., bo im wiecej sie go pije tym wiecej wpada sie w uzaleznienie i trzeba pozniej przezyc dochodzenie do siebie, na kacu..
Wiec zalezy to wszystko od ilosci...

Wlasciwie wszystko zalezy od ilosci.....

Ile przykrych slow nasz umysl moze zniesc? Ile lat trwa milosc? Ile jest prawdziwosci uczucia w milosci?
Ile dni w naszym zyciu jest zwiazanych ze radoscia?
Ile czasu trwa, w koncu, podnoszenie sie z upadku?

Latwo sobie rozmyslac, gdybac, gdy osoba cierpi realnie i potrzebuje natychmiastowej pomocy....

Pismo pomaga, wlasciwie wszystko pomaga, nawet najmniejsza czynnosc, jak kapiel, grzebanie w starych zdjeciach, czytanie starych listow itd... pomaga i rozkleja... ale zabija czas. Wtedy sie nie mysli normalnie, ale funkcjonuje jak robot, z dnia na dzien, bol jest i, o czymkolwiek sie mowi, cokolwiek sie robi, on jest!!!!

To jest jak choroba, ktora nie wiadomo ile moze potrwac.... niestety, a najgorsze sa ostatnie przezyte punktualne szoki i rozczarowania, wtedy wraca sie do stanu sytuacji, odtwarza sie ja kilkanascie razy w umysle i nadal sie nie wierzy, ze ten jedyny/na, najkochanszy/sza, mogl tak wyrachowanie zmienic zdanie, mogl tak po prostu zostawic, odejsc, wyrzucic symbolicznie zwiazek do kosza, a w realnosci zadac bol i cierpienie tej, temu kto znajduje sie po drugiej stronie medalu...

Mysle, ze najwieksza sekretna tragedia zycia, to to, ze tak na prawde, czlowiek nie umie kochac cale zycie, a tylko niewielkie przypadki mowia o sobie, ze pozostali w milosci razem do konca zycia, ale tak w rzeczywistosci, to chacialabym ich zobaczyc na codzien!! Wiec, wszystko zalezy od organizacji i oczywiscie od wspolnej pasji, od srodowiska tez! A milosc romantyczna, nie istnieje! Istnieja tylko chwile, ktore wywoluja romantyzm... Dlatego pewnie, " w zyciu wazne sa tylko chwile".... i nic nie jest zdobyte!

Coz, nie mam ochoty tutaj ci jeszcze marudzic, i wydac ci sie przemadrzala, choc ja po prostu jestem wrazliwa na krzywde innych, to wszystko... i moze zycie moja pomoglo mi znalezdz juz odpowiedzi na niektore bolace pytanie, choc wyrocznia nie sa!

Staram sie tylko dodac ci otuchy i relatywizowac w temacie, ktory odrzuca kazdy racjonalizm!

Odszedl, dobrze, juz sie stalo, boisz sie, placzesz i stracilas grunt pod nogami, nie lubisz siebie bez niego?
Zalujesz, kochasz ponad zycie, dobrze, ale co jest ciekawe, to to, ze czuje juz w tobie sile samoobronna, ze juz pytasz sie, ile ten bol moze trwac, ze cierpisz, ze nie wiesz czy z tego wyjdziesz, bo tak boli... to znaczy, ze juz chcialabys byc zdrowa, nie cierpiec, czyli nie upadlas do konca i jestes silna!!!

Zycie to cykle, tak jak juz kiedys pisalam, wszystko sie toczy i nie stoi w miejscu, przedmioty tez traca stan nowosci z latami, wiec dlaczego po rozczarowaniu w milosci, nie przyszlaby ulga? Zapomniec, tak cierpienie by nie bolalo!, zatracic sie w czyms? Oddac sie pasji, sprobowac sobie wybaczyc, ze nie umialam zatrzymac tego czlowieka, bo nie jestem doskonala, nikt przeciez nie jest! On tez nie, ale to ty popracujesz teraz nad soba by lepiej bylo ci pozniej, bo tak na prawde to ty jestes dal ciebie ta najwazniejsza osoba!

Jak cie boli i masz stany ciezkie mozesz zawsze do mnie napisac, moj mail jest dostepny....

Z pozdrowieniami

LESZCZYNEK

23

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Witam. Paula moge tylko powiedziec,ze wiem przez co przechodzisz. Ja rowniez czuje ten bol...tak dotkliwy.... O to moja historia. Bylismy ze soba 9 lat, jednak slub odbyl sie pol roku temu. To byl czlowiek idealny... Nigdy sie nie klocilismy, nigdy nie powiedzial  o mnie zlego slowa, wszystkie znane mi kobiety zazdroscily mi partnera... Nie mieszkamy w rodzinnym miescie,bo on mial prace w innym. Ja zostawilam wszystko, kupilismy mieszkanie,zaczelismy starac sie o dziecko, okazalo sie,ze jestem chora, wspieral mnie. Pol roku temu slub , a po slubie dostal propozycje pracy na wysokim stanowisku ,ale w innym miescie niz to do ,ktorego wyprowadzialm sie dla niego. Mialam tu pewne zobowiazania,wiec uznalismy,ze ja zostane,a on tam wynajmie mieszkanie. Przyjezdzal co drugi dzien. Wszystkie weekendy razem. Cudowny mąż, bo ktoremu innemu chcialoby sie pokonywac prawie 300 km co drugi dzien, po 10h pracy.... Zauwazylam,ze zblizyl sie do swojej podwladnej.... Zawsze bylismy wobec siebie szczerzy,dlatego postanowilam z nim porozmawiac. Opowiedzial mi jej historie.... Biedna dziewczyna, przezyla dramat uwazal,ale ja widzialam, ze ona bierze go na litosc... Trzy dni temu chcialam porozmawiac z naszym wspolnym znajomym przez facebooka, ale ja nie mam profilu,wiec zadzwonilam do meza ,zapytalam ,czy moglabym skorzystac z jego. Odpowiedzial tak oczywiscie kochanie, masz tu haslo. Wiec weszlam,a potem myslam,ze zemdleje. Odezwala sie w dziwny sposob, dlatego mimo ,ze nie robie takich rzeczy weszlam w wiadomosci, a tam ich rozmowa z piatku. Rozmowa na poziomie szef- podwladna dotyczyla jej bielizny. Zadzonilam doo niego, przyjechal. Pokazalam... Wymyslil historie,ze ona go nagabuje itp,ale nic i ch nie laczy, nie mialam oporow zeby wziac jego telefon, choc przekonana bylam ,ze juz nic tam nie znajde. Mylilam sie. A tam ,ze ma podniecajacy smak jej blyszczyka na ustach. Czytam mu to, a on mowi ,ze pila kawe z jego kubka. Kazalam mu usiasc i napisac ,ze nie zyczy sobie tego typu zachowan i odzywek,ze laczy ich tylko praca. Chcialam poznac jej reakcje.... Wzbranial sie ,ale napisal. Ona odpisala z przeprosinami. Bal sie napisac bo to ponoc on szukal jakiegos dreszczyku i fajnie bylo tylko poflirtowac- tak mowi. Mowi,ze nie spal z nia. Wczoraj zdiagnozowano u mnie nieplodnosc... Bolalo.... Boli.... On blaga o szanse, przysiega, ze nie spal z nia, placze az sie zanosi, mowi ze jestem jego swiatem,ze nie ma zycia beze mnie,ze to tylko idiotyczny flirt,zebym dala mu szanse, ale ja tak sie zawiodlam. Nie potrafie sobie poradzic. Jestem zywym trupem! jestem tu sama, w obcym miescie. Nikomu o tym nie mowilam,bo sie wstydze..... Obled! W jednym z tych smsow ona pisze,ze zyczy mi zdrowia, on odpoiwada,ze to chore, ze flirtujac i zartujac mowia o mojej chorobie.... Pisze o jej zapachu perfum, o jej ladnych wlosach i mowi ,ze nie byl z nia w lozku.Ta kobieta starsza jest ode mnie o 9 lat! Nie jest brzydka, piekna tez nie, ale wiecie co ? ona ponoc ma pasje.... a ja niby nie... nie wiem co robic? czuje sie ponizona. on blaga, przysiega, wiem,ze zaluje... brakuje mi sil! najbardziej boli klamstwo,bo zawsze bylismy szczerzy... to nie ten sam czlowiek.... co robic?????????? POMÓŻCIE!!!!!   przepraszam,za skladnie,ale cala sie trzese wszystko spadlo na mnie jednoczesnie  POMOCY

24

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

siedząc i czytając posty jedne mniej drastyczne drugie bardziej strasznie bola..... nie moge w to uwierzyc ze sa na swiecie ludzie którzy tak bezkarnie bawią sie uczuciami innych. My kobiety mamy za dobre serca i mowie tu z wlasnego doswiadczenia jesteśmy gotowe zrobic wszystko z milości.  Ja ze swoim zyciem walcze  walcze o przetrwanie moja walka bedzie długa i cieżka. Przepraszam ze caly czas pisze ale bardzo mi to pomaga.

25

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

jak wytrzymujecie w pracy?
bo mi 8 godzin sie dluzy i dluzy...
nie moge sie skupic na pracy a pracowac trzeba sad, cala noc nie spalam, moze troche przysnełam nad ranem ale obudziłam sie o 5 i tak sie męczyłam cała noc! gdy on sobie spał obok!
czuje sie beznadziejnie .....

26

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Właśnie Smutna tym się różnimy, bo ja oby zapomnieć pracuję jak najwięcej i uczę się, robię wszystko by nie myśleć. W domu sprzątam układam na pólkach, prasuję i skupiam się na czynnościach, które wykonuje. Pomaga naprawdę.

27

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

I jeszcze jedna sprawa, każda z nas na pewno ma jakieś pasje, hobby, albo jakieś małe niespełnione marzenie. Teraz jest czas właśnie na to moje drogie.

28

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

no wlasnie a ja sie skupic na pracy nie moge.. jakos... tyle o ile przychodzą kliencie to jakos leci..
też zamierzam coś robić, ide biegac jak zawsze, bedę czytac ksiązke, wypożyczyłam wczoraj ale nie z zamiarem o tym by nie myśleć o moim facecie... kurcze nawet sie tego nie spodziewalam wczoraj, ale co zrobic, my jeszcze mieszkamy razem bo sytuacja wydarzyła się wczoraj wiec póki co wszystko w toku...

29

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

jejku dziewczynki nie sadzilam ze az tyle was sie tu pojawi!!Bardzo dziekuje za wszystkie wpisy i naprawde mi bardzo przykro ze tez musicie przez to przechodzic!!!To oni powinni cierpiec nie my!!bo to oni nie sa nic warci i wiecie co dzis zrozumialam ze teraz ja musze walczyc o siebie!!!teraz czas na mnie i moje potrzeby i realizacje marzen bo zawsze byl tylko on niewazne bylo dla mnie ze nie zrobilam w zyciu czegos dla siebie ale teraz to sie zmieni!!
Leszczynek to co napisalas naprawde podnioslo mnie na duchu!!
Kasiia9 rozumiem Ciebie to bol straszny kiedy ukochana osoba klamie Ci w zywe oczy!!!Wiem bo u mnie sie w sumie zaczelo od tego ze dostal smsa od dziewczyny z pracy i nie chcial mi pokazac..potem okazalo sie ze napisal jej tam ze ja kocha, choc pozniej przysiegal mi po tysiackroc ze napisal tak bo byl pijany i poklocony ze mna i ze nigdy nic z nia go nie laczylo i nie bedzie laczyc...ile w tym prawdy pojecia nie mam...nawet teraz pisal mi ze nikogo nie kocha i nic z nikim go nie laczy....poza tym czasem sama juz mysle ze moze faktycznie nic go z nia nie laczy bo nawet gdy sie rozstalismy, sypialismy ze soba i to on tego chcial a mysle ze gdyby mial cos z nia to jednak nie mialaby ochoty na seks ze mna...Mysle ze ty wybaczysz swojemu mezowi bo go kochasz ja pewnie tez bym tak zrobila...bo tak naprawde bylam gotowa wybaczyc mu wszystko gdyby tego chcial...ale prawda jest taka ze jesli to zrobisz to predzej czy pozniej sytuacja znow sie powtorzy...tacy sa faceci...ja wiem ze swoje przecierpie i wylecze sie z niego a w nim to juz do konca zycia zostanie...i nadejdzie taki czas ze to on zacznie znow zabiegac o mnie po prostu to wiem...
Wiem jak trudne jest mieszkac wciaz z facetem kiedy sie rozstajecie...SmutnaOna wiem jak bardzo to jest trudne bo mieszkalam z nim po tym wszystkim przez 2 miesiace...na poczatku bylo ok, bo mimo wszystko spedzalismy dalej razem czas, robilismy wiele rzeczy razem, sypialismy ze soba, i bylo w sumie tak jak wczesniej tyle ze niby nie bylismy razem...a potem cos sie stalo i zaczal wychodzic, wracac pozno, mijalismy sie jak obcy ludzie, wiem ze napewno nie byl w tym czasie z nia, wiem ze czesto siedzial po prostu w samochodzie na parkingu i sie upijal sam...az pewnego dnia poraz kolejny mnie oszukal....i powiedzialam sobie dosc...rozegralam to naprawde z klasa...rano wyszlam do pracy tak jak zwykle on jeszcze spal bo mial do pracy na 12..wychodzac dalam mu buziaka i pozyczylam milego dnia...kiedy wyszedl z domu wrocilam ze znajomym i zabralam mu wszystko, zostawilam tylko pamiatki ze slubu i list pozegnalny...wyobrazcie sobie ze odezwal sie dopiero po 3 dniach chyba dopiero wtedy do niego dotarlo ze odeszlam....wiem ze w zyciu sie nie spodziewal ze moglabym to zrobic!!!myslal ze zostane do konca, posprzatam na koniec dom jak zawsze potulna i grzeczna, mylil sie bardzo!!!Serce mi sie krajalo ze to robie ale wiem ze postapilam slusznie...
Dzis mielismy sie spotkac ale zadzwonil do mnie i powiedzialam mu ze jednak mi nie pasuje, niech sobie nie mysli ze ja bede na kazde zawolanie kiedy mu pasuje...poza tym jade w czwartek do polski i nie chce aby znowu przed wyjazdem mi naryl w glowie bo bede znow dochodzic do siebie kilka dni wiec niech spada...
Postanowilam ze ide na studia i teraz bede myslec tylko i wylacznie o sobie!!Bede realizowac swoje plany na ktore nigdy nie bylo odpowiedniej chwili aby czuc sie spelniona w zyciu!!!bede tworzyc wlasna legende!!!Polecam ksiazke ALCHEMIK bardzo motywujaca!!!
Pozdrawiam was serdecznie i caly czas bede sledzic temati pisac co u mnie i piszcie jak sie czujecie jak to przechodzicie bo to naprawwde pomaga!!!

30

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

a ja zaraz koncze prace, ide do domu chociaz nie wiem czy chce mi sie tam wracac:( i patrzec na jego obojetność wobec mnie, lub też przykre słowa skierowane do mnie sad
jest mi przykro, cieżko, trzese się cała od środka.
ale musze to przetrwac, jakos dac rade. nie będę się prosić o miłość, płaszczyć się czy poniżać, bo oczywiście wg niego to jest wszytsko moja wina. uszanuję jego decyzje i pozwole mu odsjśc bez żadnych przeszkód z mojej strony.. chociaż będzie mi strsznie ciężko sad

31

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

SmutnaOna rozumiem Cie doskonale...ja przezywalam to samo....kiedy wracalam z pracy balam sie ze bedzie w domu albo ze go nie bedzie...kiedy slyszalam przekrecanie zamka w drzwiach robilo mi sie slabo....to jest straszne, kiedy on wychodzil z domu nie moglam spac, cala sie trzeslam, i czekalam kiedy wkoncu wroci aby choc troche sie uspokoic...a on robil sobie ze mna co chcial...potrafil w nerwach wykrzyczec mi okrutne rzeczy i wychodzil trzaskajac drzwiami...i wtedy bylam pewna ze odchodze...a za chwile przysylal mi smsa ze mnie przeprasza ze nie powinnien tak robic itd.itp... a ja znow mieklam i dalej siedzialam jak ta kretynka czekajac na niego...
zapomnialam dodac wczesniej ze moj maz codziennie pali marihuane...przez 3 lata zylam we wspoluzaleznieniu...dopiero teraz sobie to uswiadomilam...i wiem ze w wiekszosci jego stan psychiczny na ta chwile jest przez to...naczytalam sie o tym wiele i rozmawialam z ludzmi ktorzy z tego wyszli i jestem pewna ze ta jego niechec do wszystkiego zrodzila sie psychicznego uzaleznienia od marihuany...chcialam aby przestal ale nie umial tego zrobic dla mnie i wiem ze nie bedzie potrafil zrobic tego dla siebie...odkad sie rozstalismy wiem ze teraz jara na maksa...nie wiem czy w ten sposob wydaje mu sie ze zapomni o tym wszystkim...proponowalam mu pomoc ale on twierdzi ze wszystko jest ok i on nie ma problemu, choc on raz mowi ze ma problem raz ze go nie ma...on sam nie wie...kupilam mu wiec ksiazke na nowa droge zycia WYRWANY Z PIEKLA:ZWIERZENIA NARKOMANA  zrobi z niej uzytek lub nie jego sprawa, wie ze jesli bedzie potrzebowal pomocy moze na mnie liczyc...ale wydaje mi sie ze jemu jest tak dobrze, wkoncu moze jarac ile chce, kiedy chce i gdzie chce, nikt mu nie marudzi i nie czepia sie..mysle ze wlasnie o to mu chodzilo...a skonczy tak jak tam chce jego zycie....serce mi peka bo kocham go tak bardzo ale nie moge nic zrobic i wiem ze ktos moze powie ze powinnam walczyc z tym...ale poki on nie zrozumie tego sam nikt nie jest w stanie mu pomoc.

32

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

paula_2785 w twoim ostatnim wpisie odnalazłam siebie, tez tak sie czułam, doszło to tego ze bałam sie wszystkiego, jak wchodził do domu podstakiwałam na kanapie, bałam sie ze znów zacznie mi ublizac, ze bedzie obrazał..jak wychodził to siedziałm skulona i cała sie trzesłam....nasłuchiwałam czy poszedł do tesciów, czy im sie skarzy, Twój facet przynajmniej przepraszał, mój maz nigdy..

mówił mi np: pokaze ci z jakiego jesteś dziadostwa, udowodnie ci ze beze mnie sobie nie poradzisz, gdzie ty pójdziesz, skończysz w kawalerce którą bedziesz spałacac do końca życia...obrazał moją rodzinę..nigdy nie przepraszał ponadto zawsze podkreslał, ze to wszytsko moja wina, ze gdybym była normalna on też zachowywałby sie inaczej...

najgorsze dla mnie jest to ze mój maż kocha bardziej swoich rodziców i siostry niż mnie, wiele razy lezałam w łóżku, nie moglam zasnąc cała dygotałam a on zamiast położyc sie obok, przytulic wolał spędzać wieczory ze swoja rodziną...czasami myślę ze może wolałabym ze znalazł sobie inną, a nie wybrał symbiotyczne zycie ze swoją rodziną zamiast mnie,

jest to dla mnie takie przerazająco dziwne, nie meskie, chore...
nasze problemy nie należały do standardowych problemów młodych małzeństw..my kłóciliśmy sie bo ja chciałam odrebnosći, jego dla mnie, chciałam zeby wolał spędzac czas ze mna, zeby mnie pokazywał rzeczy które zrobią na nim wrazenie, opowiadał o swich problemach..interesował sie moim zyciem, przemysleniami...ale nie on wolał słuchać o marzeniach, planach, problemach swoich siostr

Moje zycie wydaje mi sie teraz z perspektywy czasu takie dziwne, wszytskie te sytuacje tak trudne do opowiedzenia, moze czasami ktoś pomyśli, ze byłam chorobliwie zazdrosna..ja sie taka nie czułam..

najgorsze jest to ze  ciagle zastanawiam sie co zrobiłam źle, gdzie był mój błąd, czy brak komunikacji, czy byłam za bardzo ugodowa, czy moze za bardzo chciałam tej odrebnosci, czy ktoś na moim miejscu potrafiłby zyć w takiej symbiozie z rodziną meza...zwariujęzazdroszczę tym z was, które mimo swiadomosci ze dalej kochają sa pewne ze nigdy wiecej...ja sie boje

33

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Luiza tak bardzo mi przykro az sie poplakalam jak przeczytalam to co napisalas...to straszne jak mogl cie tak okrutnie traktowac...po co on sie zenil skoro jego rodzina jest dla niego najwazniejsza???mam nadzieje ze juz nigdy do niego nie wrocisz...teraz sobie tak mysle ze to co mowil mi moj maz jest niczym w porownaniu z tym jak ranił Ciebie twoj maz...bo ja nigdy nie uslyszalam czegos takiego naprawde...zawsze tylko mowil ze uwazam sie za idealna, ze tylko liczy sie dla mnie co ja chce ze go tlamsilam ze te lata ale to wszystko w nerwach bo potem sie tlumaczyl ze wcale tak nie mysli ze to w nerwach i on jest tego swiadomy ze to jest jego wina ze wszystko zniszczyl...ale tez zawsze bylo mi bardzo przykro... slyszalam wlasnie wiele takich historii od znajomych jak to maz czesto wybieral swoja rodzine zamiast zony..ja naprawde nie rozumiem tego, jak glupim trzeba byc zyc zyciem innych zamiast budowac swoje wlasne z ukochana osoba!!!Moj maz nigdy ale to nigdy nie stawial swojej rodziny ponad mnie, zawsze ja bylam najwazniejsza i najblizsza mu osoba, to ja zawsze musialam przypominac mu aby zadzwonil do swojej mamy, zrobil to czy tamto dla swoich braci, on raczej czasem mialam wrazenie wolal spedzac czas w towarzystwie mojego brata czy ojca dlatego to dla mnie taki cios...bo naprawde nigdy nie bylo zadnych sygnalow z jego strony braku szacunku, ponizania, wyzywania niczego takiego wczesniej nie bylo!!!!dlatego tak ciezko mi sie z tym pogodzic...Luzia uwierz mi ze ja tez sie bardzo boje, bo moge sobie wmawiac nigdy wiecej ale tak naprawde nie jestem tego wcale pewna...Głowa do góry kochana!!Jakoś sobie z tym poradzimy...

34

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

A ja kobietki mialam dzis chwile zawachania i tesknoty i napisalam do niego czy jego sms byl szczery nie odpisal nic wiec pewnie byl. Prrzez jego obojetnosc i podejscie do sprawy zawzielam sie i nie dam soba pomiatc.

35

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Paula, rozmawiaj rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj. Tlumienie emocji w sobie spoteguje Twoja depreche!!!!! A ten banal ze czas leczy rany to nie zwykly banal. Tak sie stanie i pewnego dnia znow staniesz sie usmiechnieta kobieta z perspektywami na zycie. Sciiskam mocno!!!!:)

Logika serca jest niedorzeczna.

36

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...
smutnaONA napisał/a:

Hej Dziewczyny
dołączam do waszego grona
mój fecet wczoraj po 4 latach uświadomił mi że to juz koniec i byc ze mną nie chcę. sad nie moge w to uwierzyc ale chyba jakos muszę. najgorsze jest to ze mieszkamy razem.. nie wiem co teraz.. nie mogłam spac w nocy gdy on sobie spał obok mnie beztrosko..
jest mi strasznie przykro że ma mnie totalnie w dupie....
a dlaczego mnie zostawia??
dlatego ze napisałam mu smsa (o którego sam prosił bo widział że ze mna jest coś nie tak) że jest mi przykro ze ostatnio nie poświęca mi czasu tylko lata za kolegami. a JA skoro mieszkamy ze soba to chyba powinno wystarczac.... jest mi ciezko i przykro, ale nie bede sie prosiła o miłośc. nie chce być ze mną trudno. sad

Witam,
Ja rowniez postanowiłam dołaczyc do tego grona. Byłam z facetem prawie 4 lata, mamy prawie 2,5 letniego synka i wszystko sie skonczyło. Jest mi ciezko, bo nadal mieszkamy razem, a poza tym jest ojcem dziecka chociaz wiem ze juz nie bedziemy razem. W naszym zwiazku nie było kolorowo (opisałam to juz wczesniej ),ale pomimo wszystko nadal go kocham i nie wiem jak zyc. Tylko ze wzgledu na dziecko wiem ze musze sie pozbierac i zaczac zyc. Tez ciazko mi sie skupic w pracy i ogolnie funkcjonowac w ciagu dnia.
Pozdrawiam i zycze duzo siły:)

37

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Mnie tez trudno wytrzymać w pracy 8 godzin, ciągle przeglądam fora, czytam o ludziach i ich uczuciach w mojej sytuacji...niby wiem ze dobrze zrobiłam odchodząc, ze być może uratowałam swoje zdrowie, zawalczyłam o poczucie własnej wartości, ze nie byłam w stanie przystosować się do tego układu, ale co jakiś czas przeszywa mnie taki prą, ze to już naprawdę koniec, ze on nawet nie spróbował, a najcięższa jest świadomość, ze gdybym tego wieczoru nie wyszła z domu, dalej miałabym męża, mogłabym się do niego przytulić, może doszlibyśmy do porozumienia, może w końcu on spróbowałby o nas zawalczyć..a tak już koniec już nie ma powrotu. Ciąży mi, ze to ja podjęłam decyzję, ze on nigdy nie powiedział chce rozwodu, rozstańmy się. Z jego ust nie padły takie słowa, on nigdy nie podjąłby takiej decyzji, ale z drugiej strony zmusił mnie do tego, chciał mnie przerobić na własne podobieństwo, chciał żebym czuła, myślała, marzyła mówiła tak jak on.

takie naszły mnie myśli...

38

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

moj były partnet pomimo ze sam zadecydował o rozstaniu to jeszcze traktuje mnie jak by mnie nie było.  W pracy mam caly czas kontakt z ludzmi i nie moge pozwolić sobie na zaniedbanie moich obowiązków, czy też żyć zludzeniami ze kiedyś bedzie lepiej. myśle ze nigdy już nie bede szcześliwa ze nikt mnie nie pokocha a ja przed nikim sie nie otworze. Pomimo tego ze stram sie organizowac sobie czas to i tak wolalabym być przy nim.

39

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Dziewczyny wiem ze wam trudno sie z tym pogodzic, ale musimy byc silne!!!!Innego wyjscia nie mamy mimo ze kochamy tych drani jak nigdy wczesniej nie zdawalysmy sobie sprawy...to nie mozemy sie poddac, bo to tylko pogorszy sprawe, sama sie przekonalam ze placze, zale tylko ich bardziej utwierdzaja w tym ze dobrze robia!!Teraz my pokazmy im ze nie potrzebujemy ich zeby byc szczesliwe!!Nawet jesli to jest udawane, oni tego nie wiedza i zobaczycie nadejdzie taki dzien ze zapragna do nas wrocic...a wtedy my zabawimy sie ich kosztem!!!Mam nadzieje ze tak bedzie!!
Tak sie ciesze ze jutro lece do tej polski, wkoncu troche odetchne od tego wszystkiego..od niego...napisalam mojemu mezowi ze jesli chce to moge zalatwic rozwod juz teraz...odpisal ze jesli bede miala czas i checi to moge to zrobic...co za koles albo chcesz czegos albo nie chcesz, nie spodziewal sie tego ze tak szybko to moze nastapic?albo sam juz nie jest pewien...i przez to znow mi naryl w glowie...a wczoraj chyba sie troche sie zdenerwowal na mnie bo go olalam i powiedzialam ze sie nie spotkamy i w dodatku powiedzialam ze nie wiem kiedy wroce z polski...i dobrze niech sie dupek zastanawia...
ja wierze ze poradzimy sobie wszystkie z tym okropnym bolem i kiedys bedziemy sie z tego smialy ze bylysmy tak glupie...

40

Odp: po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Luiza83 nie możesz myśleć w ten sposób co by było gdybyś jednak nie wyszła z tego domu. Do cholery skoro on nie chciał rozwodu to co teraz robi w tym kierunku? żeby naprawić wasze relacje. jeśli kocha to powinien walczyć o was a nie siedzieć z dupą za przeproszeniem.

wczoraj po pracy mój facet czy nie facet nie wiem..... przyjechał po mnie i zachowywał się tak jak by nic się nie stało, tak jak byśmy dalej byli razem..(nie wiem czy on coś kombinuje) w każdym razie powiedział mi że musi ze swoją mamusią porozmawiać o całej sytuacji;/ ręce mi opadły....
no przecież mamusia- osoba która wyprowadzała się i wracała od męża który jest tyranem, bił ją, wykorzystywał ( i dalej tak robi) i znęca się psychicznie będzie mu rad udzielać.. szkoda słów
kiedyś powiedziała do mnie że skoro ja będę wymagała od mojego faceta żeby mi pomagał  sprzątać itp to będę nieszczęśliwa, wg niej powinnam usługiwać memu Panu, i siedzieć cicho w domu godząc się na wszystko..

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » po raz kolejny umarłam...jak otrząsnąć się po rozstaniu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018