Witam, dołączyłam tu niedawno, poczytałam wiele opowieści zdradzonych i oszukanych kobiet. Ja też poczułam czym jest kłamstwo, oszukiwanie , brak szacunku. Może teraz przyszedł czas na mnie żeby się odciąć od tego człowieka zacząć nowe życie.
Moja wspólna historia z NIM zaczęła się w szkole średniej ok 15 lat temu. I tak zatracilam siebie, poświęciłam dużo, a nasz zwiazek jak teraz patrze z perspektywy czasu był nienormalny.
Za pierwszym razem byliśmy ze sobą ponad rok, często się kłóciliśmy rozstawaliśmy, wracaliśmy. On zrywał z głupich powodów i raz nawet w szybkim czasie potrafił spotykać się z inna jeździc do niej 300km. Ale wróciłam do niego tylko bardzo przeżywałam to że był z nią często przy nim ukazywałam mój żal.
Teraz inaczej to widze dlaczego tak byłam przywiązana do niego - nie miałam ojca nigdy i chyba w nim widziałam to czego brakowało mi w dzieciństwie, bałam się odrzucenia i chyba do dziś nie uporałam się z tym.
Po tym w końcu ON odszedł i poznał inna w ciagu bardzo krótkiego czasu. Szybko ozenił sie z nia (w ciagu niecałego roku ) bo była w ciąży. Rodzice jego odradzali mu ten ślub, były wielkie zadymy i tłumaczenie MU że źle robi bo to za szybko, bo ona tylko widzi w nim kasę. Po niecałym miesiącu od ślubu już szukał kontaktu ze mną. Wiem pewnie powiecie że na czyimś szcześciu szczęścia nie zbudujesz. Ale nasz zwiazek tak naprawdę nigdy normalnie się nie zakończył. Ja czułam że wróci ( chore to ale jednak) przeżywałam nasze rozstanie każdego dnia od kiedy mnie zostawił... czekałam na niego po prostu bo wiedxiałam ze to nastąpi ( jak wrózka normalnie)
mając po ok 21 lat - on już żonaty, spotykaliśmy sie kilka razy rozmawialiśmy żałowaliśmy że nie wyszło. Były tylko rozmowy nic fizycznego. Sms. ON mówił , że nie wie dlaczego tak zrobił mógł byc jeszcze kawalerem itp itd.
Urodziło mu się dziecko wtedy zerwaliśmy kontakt ...w sumie on zerwał. Zanim jeszcze to zrobił napisał mi że żaluje że to nie ja jestem teraz z nim , że strasznie żałuje tego co się stało, że jestem dla niego najważniejsza ...
Moze byłam naiwna, niedoświadczona, gdybym teraz jeszcze raz przeżyła moje życie postąpiłabym pewnie inaczej zastanowiłbym się, ale wtedy ON był w mojej głowie jak taka brakująca część, moja własność, ktoś kogo muszę mieć na resztę życia - że to ja jetem jego a on mój.
Mineły miesiące ok pół roku po narodzinach jego dziecka odezwał się znowu , mówił ze odejdzie od niej bo już nie daje rady. Zaczeliśmy się spotykać , uwierzyłam mu że chce odejść ... tylko jak to bywa zwodził mnie grał na dwa fronty?! - tam było dziecko i ona a ja byłam po drugiej stronie. Można gdybac o co mu chodziło czy szkoda mu było dziecka czy bał się zamiesznia zwiazanego z rozstaniem bo przecież niedawno brał ślub nawet rocznicy nie było. A on mówił ze małżenstwo nie istnieje. W zasadzie rzeczywiście nie działo się tam dobrze wiecznie sie kłócili on sie wyprowadzał wprowadzał itd. Wiem to z opowiadan jego rodziców bo miałam z nimi kontakt.
Po paru miesiącach spotkań i tego że widac było że nie jest do końca jak obiecywał ... pozmawiałam z nią. Rozpętałam piekło, odciął się. Załamałam się psychicznie tak że skończyłam u psychiatry z ciezkim załamaniem nerwowym do dziś nie moge z tego wyjść. Już nie jestem taka jak kiedyś umarlo coś we mnie .... nie poznawałam swojego odbicia w lustrze , nie czułam nic pustkę !!!
On po niedługim czasie wysłał mi sms - niby był do jego rodziców - ale wiedziałam że napisał go specjalnie żeby zaczac kontakt ze mna. Nie odpisałam.
Po tym wszystkim z depresją na plecach poznałam kogoś, zaczęlam z nim chodzić. ON po jakimś czasie znowu do mnie napisał, chciałam mu pokzać że mam kogoś i nie chce kontaktu z nim. Ale ON nie odpuszczał. Jego małżeństwo juz chyba w sumie nie istniało wrócił do rodziców. Uległam MU zostawiłam tamtego chłopaka który był we mnie zakochany i przede wszystkim był normalny. Co teraz rozumiem a ja szukałam faceta z problemami bo wtedy nie wiedziałam co normalne a co nie. Szukałam jakiegoś napięcia , gdzie tam ten normalny chłopak który nie kłóci sie codziennie, szanuje moje zdanie i wybory.
Weszłam w związek z NIM bo nie było nudno, bo ciagle się coś działo, bo było nienormalnie. A on był strasznie zazdrosny nie mogłam wychodzić z domu, ograniczał mnie były kłótnie codziennie. I tak juz ok dekadę ze sobą jesteśmy. Widze jak zatraciłam swoje życie straciłam lata , walczyłam o normalne sprawy typu wyjscie do sklepu zeby nie byc oskarżana o zdradę. Straciłam znajomych i częsciowo kontakt z rodziną. Teraz trochę się zmienił ale lata płaczu tłumaczeń zrobiły swoje. Wykończył mnie psychicznie. On mógł robić co chciał i oczywiście tłumaczył ze nie wie dlaczego to zrobił. Ja byłam kontrolowana. Jak teraz sobie pomyślę ile razy mnie okłamał w najzwyklejszych sprawach to myślę ze nie jedno ma na sumieniu. Ale też byl dobry i opiekuńczy. Wydaje mi sie że sam walczy ze sobą bo nie wie jak wyglada normalny związek. I nie radzi sobie z życiem przerasta go.
W tamtym roku odkryłam że mnie oszukuje spotykał się z bardzo młodziutka dziewczyną, pytałam sie go sto razy bo nie szanował mnie, traktował dziwnie- wyprowadził sie z domu do rodziców niby odpocząć - wypierał sie że sobie wymyślam . Ale ja znalazłam dowody na to i nawet juz nie musiał się tłumaczyc bo dowody mówiły same za siebie.
Wtedy czułam jak świat sie zwalił, jednocześnie byłam spokojna ze odkryłam prawde, równoczesnie bałam sie co ja zrobię teraz, a i przyszedł moment że miałam na niego obojętność.
Ale on wtedy przeszedł do ataku w stylu ze sobie coś zrobi. I na przekór sobie pokazałam mu że ja zawsze jetem za nim a on nie i latałam do niego żeby nic sobie nie zrobił.
Przeżyłam też przykre chwile bo wyjechałam wtedy do znajomych gdy dowiedziałam się co mi zrobił a on po przyjeździe oskarżył mnie o to ze go zdradziłam i nie wziełam ze soba, że nie wiedział ze zyje z taka <!!!!> jak ja, żebym wracała tam gdzie go zdradziłam. Chore on mnie oszukał a sama mnie oskarżył o to. Jaki człowiek jest głupi i jak potrafi upodlić się dla drugiej osoby.
I tak znowu rzuciłam wszystko dla niego w jednej chwili , na poczatku było nawet ok. Mieliśmy pogadac szczerze o tym co zrobił, miał byc psycholog i nic z tego nie wyszło. Ja przypominałam mu jak mnie zranił , a on że sie czepiam że nie daje rady itp. i tak dobrnęliśmy do dnia dzisiejszego.
Od dnia kiedy spotykał sie z nia minęło ponad pół roku, Mówił że nie zrobi mi tego więcej, ale dziś odkryłam - z racji jego pracy bo jeździ autem i czasami śpi w hotelu zamiast w aucie- spał w hotelu 2 osoby ponad miesiąc temu. Nie wiem czy z nia czy z holera wie z kim- nawet mógłby to byc kolega ale on twierdzi że to niemozliwe że z nikim nie był. Jest jeszcze coś w tej opowieśći bo wracając z tej trasy zamiast podjechać do domu pojechał prosto do kolegi oddac mu pieniadze () a ta dziewczyna mieszka koło niego. Więc to juz całkiem dziwne czy moze to ona , a moze inna.
Nie zauważyłam zeby pisał z kims dzwonił itp nie wiem, czuję że to nie jest normalne że kłamie w oczy wypiera się . A i w zasadzie czuję że powinnam odejść od niego bo nie wytrzymuję ale jakaś iskierka nadzieji jest że moze mówi prawdę bo pragnę normalnej rodziny.
Normalnie jakby ktoś opowiedział mi podobna historie powiedziąłabym ze facet oszukuję, ale ja z nim żyję pod jednym dachem i łudze się ze jest idealny.
Na dziś nie chcę go znać nie odpowiadam na sms bo jest w pracy , a juz docina mi żebym koledze kolację szykowała i nie ukrywała się. Manipuluje mną a ja nie chce się złamać ... dziś czuję ze jest mi wszystko jedno ale najlepiej chyba bez niego bo ciagle jakieś kłamstewka wychodza z codziennych spraw. Kiedyś mi powiedział że mówi mi to co chce usłyszeć bo sie czepiam ... najgorsze jest to, że w mojej głowie nakreśliłam sobie jego wyidealizowany wizerunek. A on umie mną manipulować bo to chyba zostało mi z dzieciństwa bez ojca ....
Prosze nie oceniajcie mnie surowo ...