Pytanie szczególnie do żon i narzeczonych, ale i inne panie niech się wypowiedzą
Co byście zrobiły gdyby Wasz partner kategorycznie nie chciał mieć dzieci ? Chodzi o sytuację, że nawet nie chce o tym słyszeć i jest w tym bardzo stanowczy. Rozstałybyście się, próbowały namawiać i przekonywać, zrobiłybyście go na dziecko czy może coś innego ? Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania.
Podobne tematy
odeszłabym pewnie
a na pewno nie zaszłabym w ciąże wbrew niemu, bo przecież ojciec jest potrzebny dziecku, żeby go kochał wychowywał a nie tylko placil na jego utrzymanie
ale skad to pytanie?
Ciekawość. Ta sytuacja mnie nie dotyczy póki co. Zastanawiam się ile z Was jest w stanie zrezygnować z macierzyństwa i być z mężczyzną bez posiadania dzieci.
Takie rzeczy uwzględnia sie wcześniej, ale gdyby mój partner powiedział ze nie chce mieć dzieci no cóż raczej bysmy nie byli. Chyba ze np staramy sie o dziecko i jedno z nas nie moze mieć to juz inna sprawa - zostałabym.
Raczej bysmy sie rozeszli
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które należy ustalić, wchodząc w poważny, stały związek. Średnio sobie wyobrażam sytuację, w której każda ze stron zakłada, że druga ma takie samo zdanie w kwestii zakładania rodziny, a potem jest wielkie rozczarowanie i dramatyczne rozstanie po kilku latach udanego pożycia. O tym się rozmawia wcześniej.
Jeśli o mnie chodzi, to póki co sama sądzę, że nie chcę mieć dzieci. Być może w przyszłości to się zmieni, ale do tej pory nigdy nie myślałam poważnie o tym, by zostać matką i myśl o tym budzi we mnie niechęć. Zaryzykuję stwierdzenie, że niestety ciężko o mężczyznę, który także nie chce mieć potomstwa, a przy tym nie jest niedojrzałym lekkoduchem.
Wspólność celów jest jedną z podstaw związku a stosunek do posiadania dzieci determinuje jeden z tych celów. Jeśli jedno chce a drugie nie, to drogi im się ewidentnie rozjeżdżają, więc wspólna przyszłość oznaczała by poświęcenie jednego dla drugiego, a to na dobre związkowi nie wychodzi. Opcji kompromisu raczej nie widzę w takiej sytuacji. Lepiej się rozstać moim zdaniem
To jest jedna z rzeczy, o których się decyduje dość wcześnie.
Ja bym nie wchodziła w ogóle w związek z mężczyzną, który by nie chciał dzieci.
Natomiast, gdyby mój partner NAGLE zmienił zdanie, a ja chciałabym mieć dzieci - próbowałabym go przekonać.
Gdyby mi się nie udało, odeszłabym.
Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Cynicznahipo jak Ty uważasz,że dzieci są po to żeby na starość zrobiły herbatkę albi zmieniły pieluchę to gratuluję światpoglądu.Za pieniądze, które wydasz na wychowanie dziecka (na dziś 200-300 tys zł) przez 10 lat miałabyś super fachową opiekę w jakimś ośrodku albo chałupę na Kanarach.A już widzę jak 40letnie dzieci które się rozjeździły po świecie będą się opiekować rodzicami.
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które należy ustalić, wchodząc w poważny, stały związek. Średnio sobie wyobrażam sytuację, w której każda ze stron zakłada, że druga ma takie samo zdanie w kwestii zakładania rodziny, a potem jest wielkie rozczarowanie i dramatyczne rozstanie po kilku latach udanego pożycia. O tym się rozmawia wcześniej.
Jeśli o mnie chodzi, to póki co sama sądzę, że nie chcę mieć dzieci. Być może w przyszłości to się zmieni, ale do tej pory nigdy nie myślałam poważnie o tym, by zostać matką i myśl o tym budzi we mnie niechęć. Zaryzykuję stwierdzenie, że niestety ciężko o mężczyznę, który także nie chce mieć potomstwa, a przy tym nie jest niedojrzałym lekkoduchem.
Zgadzam się w 100%
.
13 2014-04-04 10:57:49 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-04-04 11:12:45)
Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Rozumiem ten punkt widzenia, nawet przyznaję mu rację bytu, wiem że pewnie nie będzie miał się mną kto zająć i umrę bo złamałam nogę i nie miał kto zadzwonić po pogotowie. Lecz i tak uważam, że szkoda kilkunastu lat życia, by ktoś mi ułatwił wegetację na starość ;]
Zresztą, znam kilka starszych pań z sąsiedztwa. Dzieci poszły na swoje, mają swoje dzieci i się nimi nie zajmują. Zakupy tyma paniom robią ich trochę młodsze sąsiadki.
Znam też przypadki dorosłych dzieci, już pracujących, gdzie np. mieszkają z 60-letnią matką. Zgadnij kto komu gotuje, kto sprząta i podaje herbatkę? Moja matka ma 58 lat, może nie jest schorowana, ale też już nie tryska energią. Mieszka z dwójką mojego dorosłego rodzeństwa. NIGDY nie widziałam, żeby ktoś jej zrobił herbatę. Ona lata wokół nich. Nikt jej nie wyręczy w zakupach.
Można oczywiście mówić, że sami sobie winni, że jak ktoś dobrze dzieci wychowa to mu na starość będą pomagać. Ale moim zdaniem to nieprawda, rodzice nie mają wyłącznego wpływu na to jakie będą ich dzieci.
Oprócz pracy dla kasy, nie robię nic dla innych z myślą, by dostać coś w zamian. Dbam o moje zwierzaki całkowicie bezinteresownie. Szkoda mi dzieci, które rodzice wychowują żeby coś od nich dostać (myślę, że Ty do nich nie należysz, ale znam takich, mam też koleżanki mało zadbane przez rodziców, np. jedna w dniu 18. urodzin dostała warunek ile ma się dokładać do czynszu i wydzieloną półkę w lodówce, chociaż jeszcze się uczyła. Moim zdaniem dzieci powinni mieć tylko Ci, którzy naprawdę ich chcą i potem naprawdę o nie zadbają, a w otoczeniu widzę mnóstwo dzieci zaniedbanych, nie w sensie głodnych i brudnych, ale zaniedbanych emocjonalnie).
Wolę zwierzęta, bo kocham je bezwarunkowo. Mojego psa kocham nawet, gdy mnie wkurza swoim złym zachowaniem. Siostrzeńca w takiej sytuacji mam ochotę strzelić w twarz.
Jeśli ktoś będzie kochać swoje dzieci niech się rozmnaża ku chwale ludzkości, popieram. Ale potępiam posiadanie dzieci, bo tak wypada, taka kolej rzeczy, teściowie nalegają, albo żeby miał się kto mną zająć na starość.
Argument z opieką na starość jest mało aktualny. Dzisiaj mało kto mieszka całe życie tam gdzie się wychował, ludzie często wyjeżdżają za granicę, sytuacja z pracą jest taka, że nie można sobie pozwolić, żeby rzucić wszystko i jechać do rodziców, wartości trochę inne, na razie bieda w społeczeństwie i dzieci często same ledwo sobie radzą z kredytem hipotecznym na głowie. Poza tym dzisiaj zazwyczaj jest 1 - 2 dzieci, a nie tyle co kiedyś. Także trudno wymagać opieki na starość. Jeżeli komuś na tym zależy to lepiej odkładać kasę, skorzystać z hipoteki odwróconej i wynająć sobie opiekę lub... mieć dużo dzieci i dobrze je wychować co jest wyzwaniem ![]()
Nie zreezygnowalabym z mozliwosci macierzynstwa dla faceta. Żaden facet i żadna milosc nie jesst warta tego, żeby poswiecac mu mozliwosc posiadania dziecka.
Rozumiem, ze kobieta moze zrezygnowac z tego z wlasnej woli - w tym niewidze zadnego probllemu, ale NIGDY tylko dlatego, ze facet tak chce.
To zawsze musi być wspolna decyzja.
Iceni, jak zwykle w samo sedno. Rzeczowo, zwięźle - podpisuję się pod Twoją wypowiedzią.
Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
Dla swoich rodziców też byłaś wrzodem? Warto by było czasem do swoich tak radykalnych wypowiedzi dodać "dla mnie", "moim zdaniem" itp.
17 2014-04-04 11:28:13 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-04-04 11:29:23)
Iceni, jak zwykle w samo sedno. Rzeczowo, zwięźle - podpisuję się pod Twoją wypowiedzią.
Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
Dla swoich rodziców też byłaś wrzodem? Warto by było czasem do swoich tak radykalnych wypowiedzi dodać "dla mnie", "moim zdaniem" itp.
Wybacz jeśli Cię uraziłam, uznałam za oczywiste, że w dyskusji, a już zwłaszcza w tym temacie każdy wypowiada swoje prywatne zdanie.
Nie żyjemy w socjalizmie, a ja nie jestem przewodniczącą kolektywu sąsiedzkiego, chyba nie mam prawa wypowiadać się w cudzym imieniu?
Co do Twojego pytania nigdy ich o to nie pytałam, ale z mojego punktu widzenia całkiem możliwe. Mieliby łatwiejsze życie gdyby się ograniczyli chociaż do dwójki dzieci albo gdyby nie mieli ich wcale. Moja matka zmarnowała sobie życie wychowując dzieci alkoholika. Nikt jej już go nie zwróci.
Katariina, oczywiście do wszystkiego masz prawo póki nie łamiesz regulaminu forum. Wybacz jeśli poczułaś się urażona delikatną sugestią że czasem warto inaczej formułować zdania, ot tak, dla kultury wypowiedzi.
Katariina, oczywiście do wszystkiego masz prawo póki nie łamiesz regulaminu forum. Wybacz jeśli poczułaś się urażona delikatną sugestią że czasem warto inaczej formułować zdania, ot tak, dla kultury wypowiedzi.
Nie poczułam się urażona. Wstyd mi, że zaprezentowałam brak kultury wypowiedzi (naprawdę, chociaż brzmi to jakbym ironizowała).
Nie chowaj do mnie urazy, proszę.
Peace & Love ![]()
Peace & Love
Ołkej ![]()
Sorki za offa ![]()
O ewentualnej rodzinie, dzieciach, rozmawia się, tuż przed ślubem, w trakcie poważniejszego związku. Jeśli mamy odmienne zdanie w tej sprawie, to lepiej się rozstać, niż męczyć się i tworzyć konflikt z tego powodu. Nigdy bym nie "złapała na dziecko", wtedy to dziecko, nie jest chciane od początku, zostaje nadszarpnięte zaufanie, nie prowadzi to do niczego dobrego w dalszej relacji.
O ewentualnej rodzinie, dzieciach, rozmawia się, tuż przed ślubem, w trakcie poważniejszego związku.
A dlaczego nie na pierwszej randce? ![]()
Nie zmuszałabym ani nie "złapałabym " na dziecko - efekt był by taki że facet by się wypioł i polazł w pizdu a ja zostałabym sama w ciązy i z dzieckiem - głupota .
Jeśli facet w danym momencie nie chce ale w przyszłości ( np mieszkanie praca wszystko poukładane i wtedy dziecko ) przemyślałabym i dała szanse .
Jeśli facet nie chce kategorycznie mieć dzieci a ja tak - sorry pa
Jeśli facet nie chce mieć dzieci i ja także - to problem jakby sam się rozwiązał ,żyjemy we dwoje
Jeśli zajdę w ciąże a facet go nie chce i każe usunąć - dostaje w pysk po czym wykreślam go ze swojego życia !
to taka teoria bo z praktyką się minęłam o hoohohoho i jeszcze troszkę - zostałam zgwałcona o ojcu się ani nie wypowiadam bo to nie ten wątek i wg ....w każdym razie z moim partnerem ( który wychowuje moją córkę jak swoją ) chcemy oboje mieć dziecko ( jedna próba już za nami *) ale rozmawialiśmy najpierw dużo o tym, czy chcemy OBOJE itd...
Także rozmawiać trzeba koniecznie ! Bo jeśli kobieta chce dziecka a facet nie ..to sorry żadne wpadki tu nie pomogą- nie te czasy . A być może z kim innym lepiej można sobie ułożyć życie, choć na pewno początki będą koszmarne po rozstanaiu .
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które należy ustalić, wchodząc w poważny, stały związek. Średnio sobie wyobrażam sytuację, w której każda ze stron zakłada, że druga ma takie samo zdanie w kwestii zakładania rodziny, a potem jest wielkie rozczarowanie i dramatyczne rozstanie po kilku latach udanego pożycia. O tym się rozmawia wcześniej.
Jeśli o mnie chodzi, to póki co sama sądzę, że nie chcę mieć dzieci. Być może w przyszłości to się zmieni, ale do tej pory nigdy nie myślałam poważnie o tym, by zostać matką i myśl o tym budzi we mnie niechęć. Zaryzykuję stwierdzenie, że niestety ciężko o mężczyznę, który także nie chce mieć potomstwa, a przy tym nie jest niedojrzałym lekkoduchem.
Podzielam zdanie Anemonne zarówno w części pierwszej jak i drugiej. Mnie trudno było znaleźć faceta, który:
- NIE CHCE mieć dzieci
- NIE JEST niedojrzałym lekkoduchem jak określiła Anemonne.
A jednak się taki znalazł, mój mąż ![]()
Z poprzednim partnerem rozstałam się gdy doszło do poważniejszych ustaleń co do wspólnego życia, bo ten temat okazał się nie do przeskoczenia.
Na pewno przed decyzją o wspólnym życiu dzień po dniu, należy to ustalić.
Cynicznahipo jak Ty uważasz,że dzieci są po to żeby na starość zrobiły herbatkę albi zmieniły pieluchę to gratuluję światpoglądu.Za pieniądze, które wydasz na wychowanie dziecka (na dziś 200-300 tys zł) przez 10 lat miałabyś super fachową opiekę w jakimś ośrodku albo chałupę na Kanarach.A już widzę jak 40letnie dzieci które się rozjeździły po świecie będą się opiekować rodzicami.
Fachową opiekę w ośrodku? Co masz na myśli? W Polsce chyba nie ma takiego.
Po co komu ośrodek choćby z najlepszą opieką, jeśli będziesz się czuł w nim samotny, bez bliskich, którym na tobie zależy.
Fakt można żyć jak rentier na Karaibach, lecz trzeba się cieszyć dobrym zdrowiem; biorąc pod uwagę postępy w medycynie, w niedalekiej przyszłości nawet 80-letni pan mógłby wieść tam błogie życie.
tykwer są takie ośrodki i ja takie ośrodki znam ![]()
Tu nie chodzi o to, by podawać powody, dla których dzieci się nie chce- ale o to, by samego siebie nie oszukiwać i możliwie jak najszybciej ustalić tę kwestię w związku. Lub nawet zanim do związku dojdzie ![]()
27 2014-04-04 13:36:18 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-04-04 13:40:08)
Cynicznahipo jak Ty uważasz,że dzieci są po to żeby na starość zrobiły herbatkę albi zmieniły pieluchę to gratuluję światpoglądu.Za pieniądze, które wydasz na wychowanie dziecka (na dziś 200-300 tys zł) przez 10 lat miałabyś super fachową opiekę w jakimś ośrodku albo chałupę na Kanarach.A już widzę jak 40letnie dzieci które się rozjeździły po świecie będą się opiekować rodzicami.
Pokaż mi, gdzie stwierdziłam coś takiego.
NIGDZIE.
Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Katariina, rozumiem Twoje spojrzenie, ja też miałam tatusia alkoholika. I też nie chciałam dzieci.
Dziś mam cudownego synka. I nie zamieniłabym go za nic na świecie.
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które należy ustalić, wchodząc w poważny, stały związek. Średnio sobie wyobrażam sytuację, w której każda ze stron zakłada, że druga ma takie samo zdanie w kwestii zakładania rodziny, a potem jest wielkie rozczarowanie i dramatyczne rozstanie po kilku latach udanego pożycia. O tym się rozmawia wcześniej.
Jeśli o mnie chodzi, to póki co sama sądzę, że nie chcę mieć dzieci. Być może w przyszłości to się zmieni, ale do tej pory nigdy nie myślałam poważnie o tym, by zostać matką i myśl o tym budzi we mnie niechęć. Zaryzykuję stwierdzenie, że niestety ciężko o mężczyznę, który także nie chce mieć potomstwa, a przy tym nie jest niedojrzałym lekkoduchem.
Mogłabym napisać dokładnie to samo. Nie chcę mieć dzieci, nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek zmieniła zdanie, ale też kategorycznie tego nie wykluczam. Grunt, to znaleźć partnera, któremu takie podejście nie będzie przeszkadzało.
Ja to bym sie ucieszyła, bo też nie chcę.
Rezygnacja z potomstwa jest wbrew naturze. Ponoć jak się nie chce mieć dzieci to wystarczy znaleźć odpowiednią osobę, żeby się zachciało. Znam takie historie, a jeden facet namyślił się na dziecko kilka miesięcy po wazektomii, bo poznał odpowiednią osobę i od razu wiedzieli, że chcą mieć dziecko razem...
jesli mnie pytasz to ja akurat takiego partnera szukalam i takiego mam obecnie meza, nie chcemy miec dzieci i dla mnie bylo to jedno z podstawowych kryteriow ktore ustalalismy na samym poczatku.
32 2014-04-04 14:39:57 Ostatnio edytowany przez Tegan (2014-04-04 14:40:12)
Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Mnie za 30 lat bedzie stac na fachowa opieke, nie bede potrzebowala niczyjej laski z poczucia obowiazku bo niestety tak to wyglada, nigdy tez nie masz gwarancji ze dziecko sie Toba zajmie na starosc...
Tomasinho napisał/a:Cynicznahipo jak Ty uważasz,że dzieci są po to żeby na starość zrobiły herbatkę albi zmieniły pieluchę to gratuluję światpoglądu.Za pieniądze, które wydasz na wychowanie dziecka (na dziś 200-300 tys zł) przez 10 lat miałabyś super fachową opiekę w jakimś ośrodku albo chałupę na Kanarach.A już widzę jak 40letnie dzieci które się rozjeździły po świecie będą się opiekować rodzicami.
Pokaż mi, gdzie stwierdziłam coś takiego.
NIGDZIE.Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Katariina, rozumiem Twoje spojrzenie, ja też miałam tatusia alkoholika. I też nie chciałam dzieci.
Dziś mam cudownego synka. I nie zamieniłabym go za nic na świecie.
Mogę się podpisac pod tym co napisala Cyniczna.. - sama mialam 28lat gdy zaciazylam i byla to typowa wpadka - do tamtej pory dziecka nie chcialam i pewnie swiadomie bym się na to nie zdecydowala
Niemniej nie byl to swiadomy wybor podyktowany niechecia do dzieci, ale raczej wplyw zlego dziecinstwa i strach przed niepewna przyszloscia. Tyle ze WTEDY jeszcze o tym nie wiedzialam. Wtedy bylam szczerze i calkowicie przekonana, ze dzieci miec nie chcę.
Mtsle, ze naprawdę swiadoma tego, ze nie chce miec dzieci jest kobieta po 30 kiedy konczy się czas na prokreacje.
Wtedy mozna miec pewnosc, ze to jest decyzja swiadoma, a nie podyktowana strachem przed niepewnym jutrem i obawami.
Poza tym mozna nie chciec dzieci, ale pewnego dnia zachciec urodzic dziecko TEMU facetowi.
wiec nie ma co się zarzekac ![]()
Z drugiej strony wiem, ze sa kobiety, ktore dzieci nie chca i to też mnie zupelnie nie dziwi
w koncu nie kazdy też chcę miec psa, a o ile mniej z nim klopottu niż z dzieckiem ![]()
Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
Może na Twojej ![]()
Cynicznahipo napisał/a:Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Mnie za 30 lat bedzie stac na fachowa opieke, nie bede potrzebowala niczyjej laski z poczucia obowiazku bo niestety tak to wyglada, nigdy tez nie masz gwarancji ze dziecko sie Toba zajmie na starosc...
Ale pewnego dnia twoja dotychczasowa rodzina zacznie się kurczyc - nie bedzie rodzicow, ciotek, wujkow, rodzenstwa, kuzynow, a ci, ktorzy pozostana beda mieli wlasne rodziny... Natomiast wiekszosc twoich znajomych bedzie miala wlasne rodziny, dzieci, wnuki - beda przychodzic takie chwile, ze zyjac tylko z mezem bedziecie na siebie skazani. TYLKO na siebie, bo przyjaciele i kuzyni beda zajeci wlasnymi rodzinami. Nie bedziecie mieli alternatywy.
Nawet jeżeli te dzieci maja rodzicow w nosie, nawet jeżeli wcale nie maja ochoty przyjsc z ta herbata, to jednak gdzies tam sa.
Bo milo jest miec dzieci dla samego ich istnienia ![]()
Sądzę, że ważnym jest również to, jak druga osoba/partner zachowałaby się w przypadku ciąży. Bo nie chcieć mieć dzieci to jedno, a zareagować, gdy jednak do ciąży dojdzie, to drugie. Jeśli facet by powiedział: Nie chcę mieć dzieci, Ty nie chcesz mieć i.... do tego momentu się kochamy i tworzymy związek. Jak zajdziesz w ciążę to się z tobą rozstanę.
Myślę, że warto być jednak elastycznym jeśli chodzi o różne zagadnienia życiowe
Warto być i warto być Z osobą, która potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji.
Cynicznahipo napisał/a:Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Mnie za 30 lat bedzie stac na fachowa opieke, nie bede potrzebowala niczyjej laski z poczucia obowiazku bo niestety tak to wyglada, nigdy tez nie masz gwarancji ze dziecko sie Toba zajmie na starosc...
Tegan, ja nie oczekuję od mojego syna, że się mną zajmie na starość.
Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Tyle, że ja wychowuję już dziecko. Myślałam, że nie będzie uciążliwe. To była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
No i "z doskoku" opiekuję się dwójką siostrzeńców.
Katariina napisał/a:Cieszyłabym się, dzieci to wrzód na d.
Może na Twojej
Ależ oczywiście, przecież nie piszę w cudzym imieniu.
Cynicznahipo napisał/a:Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Tyle, że ja wychowuję już dziecko. Myślałam, że nie będzie uciążliwe. To była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
Katariina, niech zgadnę, dziecko partnera?
To nie to samo.
Z drugiej strony wiem, ze sa kobiety, ktore dzieci nie chca i to też mnie zupelnie nie dziwi
Mnie też nie dziwi, ale jakimś dziwnym przypadkiem wiele z nich miało złe relacje z ojcem (nieobecny, odszedł w trakcie np.: rozwód, negatywny np.: alkoholik) albo matkę, która się w tej roli nie odnajdywała np.: wolałaby zająć się karierą i edukowała córkę, żeby nie była taka jak ona co córka zrozumiała jako bycie matką i żoną.
w koncu nie kazdy też chcę miec psa, a o ile mniej z nim klopottu niż z dzieckiem
Posiadanie psa nie jest naturalną potrzebą chyba, że psa obronnego ![]()
Jeśli o mnie chodzi to dzieci chciałam mieć już od dawna.
Wchodząc w poważniejszy związek czyli " narzeczeństwo " rozmawiałam z chłopakiem jak On postrzega posiadanie dziecka-pytałam, ponieważ widziałam że nie pała entuzjazmem do mojego bratanka czy też dzieci z reszty rodziny. Odpowiedział, że nie czuje tego akurat do tych dzieci --- Ale przyjdzie na to czas, kiedy urodzę mu nasze wspólne maleństwo
Wiem, że tego chce bo nieraz o tym rozmawiamy i widzę jego zmianę w tym temacie.
Prawdą jest... że mężczyzna niewiele ma do powiedzenia w tym temacie- jak kobieta chce, to będą dzieci
Mało który z moich tatusiowatych kolegów wyszedł z inicjatywą dziecka. Ba, żaden! W pewnym momencie żona o tym zdecydowała, on decyzję zaakceptował. Żeby nie było, z tatusiostwa się cieszą....ostatecznie ![]()
Tegan napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Mnie za 30 lat bedzie stac na fachowa opieke, nie bede potrzebowala niczyjej laski z poczucia obowiazku bo niestety tak to wyglada, nigdy tez nie masz gwarancji ze dziecko sie Toba zajmie na starosc...
Ale pewnego dnia twoja dotychczasowa rodzina zacznie się kurczyc - nie bedzie rodzicow, ciotek, wujkow, rodzenstwa, kuzynow, a ci, ktorzy pozostana beda mieli wlasne rodziny... Natomiast wiekszosc twoich znajomych bedzie miala wlasne rodziny, dzieci, wnuki - beda przychodzic takie chwile, ze zyjac tylko z mezem bedziecie na siebie skazani. TYLKO na siebie, bo przyjaciele i kuzyni beda zajeci wlasnymi rodzinami. Nie bedziecie mieli alternatywy.
Nawet jeżeli te dzieci maja rodzicow w nosie, nawet jeżeli wcale nie maja ochoty przyjsc z ta herbata, to jednak gdzies tam sa.
Bo milo jest miec dzieci dla samego ich istnienia
Zawsze mozna miec dobrych znajomych, ja cale zycie jestem sama praktycznie bez rodziny (mam tylko rodzicow z ktorymi widze sie sporadycznie) i dla mnie to nie jest zadnym problemem.
Katariina napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Tyle, że ja wychowuję już dziecko. Myślałam, że nie będzie uciążliwe. To była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
Katariina, niech zgadnę, dziecko partnera?
To nie to samo.
Uwierzę Ci na słowo, ale chyba nie zdecyduję się sprawdzić ![]()
Mam ograniczone wyrzuty sumienia, że nie kocham cudzego dziecka, gdybym nie kochała własnego zryłabym sobie psychę ![]()
Zależy jak podchodziłabym do związku w którym bym była, jak ważny by dla mnie był. W aktualnym? Zostałabym, za bardzo kocham mojego partnera, za dużo nas łączy, ale to tylko gdybanie i sytuacja która nie będzie mieć miejsca, oboje chcemy, wcześniej ja nie chciałam bo mam wątłe zdrowie i bałam się czy podołam, ale wiem że nie jestem sama i dalibyśmy radę.
Tegan napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:A za 30 parę lat herbatkę Ci pies zrobi ;-p
Mnie za 30 lat bedzie stac na fachowa opieke, nie bede potrzebowala niczyjej laski z poczucia obowiazku bo niestety tak to wyglada, nigdy tez nie masz gwarancji ze dziecko sie Toba zajmie na starosc...
Tegan, ja nie oczekuję od mojego syna, że się mną zajmie na starość.
No to super przynajmniej nie przezyjesz rozczarowania na starosc, ale nie klei sie to mi jakos z postem o podawaniu herbatki ![]()
Rezygnacja z potomstwa jest wbrew naturze. Ponoć jak się nie chce mieć dzieci to wystarczy znaleźć odpowiednią osobę, żeby się zachciało. Znam takie historie, a jeden facet namyślił się na dziecko kilka miesięcy po wazektomii, bo poznał odpowiednią osobę i od razu wiedzieli, że chcą mieć dziecko razem...
Ponoć - słowo klucz.
Nie chcę mieć dziecka czysto egoistycznie - nie chcę poświęcać mu czasu, zarabiać na nie i odmawiać sobie czegoś (nie mówię o kwestiach pieniężnych, tylko np. o spontanicznym wyjeździe), a przede wszystkim nie chcę stracić niezależności i możliwości decydowania o swoim życiu prawie wyłącznie pod kątem siebie - nie chcę być za nikogo odpowiedzialna. Gdyby już było - wiem, że bym je kochała i chciała się nim zajmować, ale po prostu nie chcę chcieć. Nie chcę zmieniać pragnień, priorytetów i całej reszty. Dziecko to nie jest decyzja z konsekwencjami na rok, dwa czy trzy, tylko na 20 lat, często i więcej - bo nie wyobrażam sobie wypiąć się na dziecko, skoro już jest pełnoletnie.
tykwer są takie ośrodki i ja takie ośrodki znam
No dobra, ja też znam ośrodki zajmujące się opieką nad osobami starszymi, lecz pozostawiają one wiele do życzenia. Sam nie chciałbym w przyszłości się w takim znaleźć. A jaki masz konkretnie na myśli i jak on jest zorganizowany?
Najlepszą formą opieki jest wynajęcie opiekuna, który troszczyłby się osobą starszą u niej w domu.
Katariina napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Napisałam żartobliwie, ogólnie dlatego, że osóbka, która pisała, że jej zdaniem dzieci to wrzód na d. ma podany wiek 25 latek i sorry, ale może jej się za parę lat odmienić. Może, nie musi.
Tyle, że ja wychowuję już dziecko. Myślałam, że nie będzie uciążliwe. To była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
Katariina, niech zgadnę, dziecko partnera?
To nie to samo.
Owszem, to nie to samo. Inne geny. Problem tkwi w mentalności rodzica. Jeśli prawdziwie nie pokocha i dobrze nie wychowa dziecka, to później pretensje może mieć wyłącznie do siebie, że dziecko w dorosłym życiu nie okazuje wdzięczności.
Cynicznahipo napisał/a:Katariina napisał/a:Tyle, że ja wychowuję już dziecko. Myślałam, że nie będzie uciążliwe. To była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
Katariina, niech zgadnę, dziecko partnera?
To nie to samo.Uwierzę Ci na słowo, ale chyba nie zdecyduję się sprawdzić
Mam ograniczone wyrzuty sumienia, że nie kocham cudzego dziecka, gdybym nie kochała własnego zryłabym sobie psychę
Rozumiem i nie namawiam ;p
Rezygnacja z potomstwa jest wbrew naturze. Ponoć jak się nie chce mieć dzieci to wystarczy znaleźć odpowiednią osobę, żeby się zachciało. Znam takie historie, a jeden facet namyślił się na dziecko kilka miesięcy po wazektomii, bo poznał odpowiednią osobę i od razu wiedzieli, że chcą mieć dziecko razem...
Tak, słyszałam podobne teorie na temat homoseksualistów - np. że lesbijka tak naprawdę nie jest lesbijką, tylko po prostu nie spotkała jeszcze faceta, który by ją porządnie wy... i pokazał, jakie to fajne. Nie muszę chyba dodawać, co o tym sądzę. Nie wszystko, co jest "wbrew naturze", musi być potępiane. Idąc tym tropem moglibyśmy całkowicie zrezygnować z nowych możliwości ratowania ludzkiego życia, antybiotyków, przeszczepów - bo przecież rozrusznik serca czy metalowe biodro są wbrew naturze.
Jak napisałam wcześniej, nie wykluczam, że mi się zachce potomstwa, jeśli spotkam odpowiednią osobę, z którą chciałabym założyć rodzinę. Niemniej moja niechęć do bycia matką wiąże się raczej z tym, co łączy się nierozerwalnie z posiadaniem dzieci, a czego ja nie chcę: brak czasu dla siebie, cały dzień ustawiony pod dziecko, nieprzespane noce, codzienne gotowanie obiadów, brak prywatności i samotności, ale przede wszystkim trudności wychowawcze i wieczna walka z "najmądrzejszym" malcem. Wiem, że nie każde dziecko jest trudne i absorbujące, ale w najbliższym otoczeniu mam przykład właśnie takiego chłopca i wiem, że musiałabym chyba brać ciężkie psychotropy, żeby takie dziecko wychowywać.
Nie lubię dzieci i nigdy nie chciałam być matką. Mój facet też nie jest koneserem potomstwa. Jak w związku mężczyzna starałby się namawiać mnie na ciążę, to bym się z nim rozstała, bo jasne, że różne priorytety=spaprany związek.
A co powiedzie na taki o to obrazek. Małżeństwo razem od 25 lat, oboje mają po 45 + no i teraz się rozwodzą bo on chce dziecka a ona nie...
Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać.
54 2014-04-04 17:33:33 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-04-04 17:38:49)
Prawdą jest... że mężczyzna niewiele ma do powiedzenia w tym temacie- jak kobieta chce, to będą dzieci
Mało który z moich tatusiowatych kolegów wyszedł z inicjatywą dziecka. Ba, żaden! W pewnym momencie żona o tym zdecydowała, on decyzję zaakceptował. Żeby nie było, z tatusiostwa się cieszą....ostatecznie
Rzecz w tym, że mężczyzna dojrzewa do dziecka jakieś 10 lat później niż kobieta. Stąd wrażenie, że to zawsze kobieta wychodzi z inicjatywą. Mężczyzna może mieć dziecko wcześniej i to zaakceptuje, ale emocjonalnie nie przeżyje tego tak mocno jak mógłby to przeżyć w swoim czasie.
Nie chcę mieć dziecka czysto egoistycznie - nie chcę poświęcać mu czasu, zarabiać na nie i odmawiać sobie czegoś (nie mówię o kwestiach pieniężnych, tylko np. o spontanicznym wyjeździe), a przede wszystkim nie chcę stracić niezależności i możliwości decydowania o swoim życiu prawie wyłącznie pod kątem siebie - nie chcę być za nikogo odpowiedzialna. Gdyby już było - wiem, że bym je kochała i chciała się nim zajmować, ale po prostu nie chcę chcieć. Nie chcę zmieniać pragnień, priorytetów i całej reszty. Dziecko to nie jest decyzja z konsekwencjami na rok, dwa czy trzy, tylko na 20 lat, często i więcej - bo nie wyobrażam sobie wypiąć się na dziecko, skoro już jest pełnoletnie.
Jeżeli masz tyle lat co wpisałaś to się wcale nie dziwię, że nie chcesz. W tym wieku naprawdę można robić wiele ciekawszych rzeczy niż zmiana pieluch
Być może za kilka lat to co wymieniłaś przestanie Cię kręcić, a wtedy powstanie przestrzeń na coś innego ![]()
Niemniej moja niechęć do bycia matką wiąże się raczej z tym, co łączy się nierozerwalnie z posiadaniem dzieci, a czego ja nie chcę: brak czasu dla siebie, cały dzień ustawiony pod dziecko, nieprzespane noce, codzienne gotowanie obiadów, brak prywatności i samotności, ale przede wszystkim trudności wychowawcze i wieczna walka z "najmądrzejszym" malcem. Wiem, że nie każde dziecko jest trudne i absorbujące, ale w najbliższym otoczeniu mam przykład właśnie takiego chłopca i wiem, że musiałabym chyba brać ciężkie psychotropy, żeby takie dziecko wychowywać.
Wszystko się zgadza, ale ten najtrudniejszy etap nie trwa przez całe życie. Po koleżankach widziałem, że jakieś 3 - 4 lata i wracały do żywych. Poza tym dziecko ma ojca i jeżeli on dojrzał do swojej roli to pomoże.
A co powiedzie na taki o to obrazek. Małżeństwo razem od 25 lat, oboje mają po 45 + no i teraz się rozwodzą bo on chce dziecka a ona nie...
Jeżeli mieli dobrą sytuację finansową to on znajduje sobie kobietę przed 30 i ją zapładnia, a kiedy ona widzi ich we trójkę szczęśliwych to płacze i zgrzyta zębami...
Małpa69 napisał/a:A co powiedzie na taki o to obrazek. Małżeństwo razem od 25 lat, oboje mają po 45 + no i teraz się rozwodzą bo on chce dziecka a ona nie...
Jeżeli mieli dobrą sytuację finansową to on znajduje sobie kobietę przed 30 i ją zapładnia, a kiedy ona widzi ich we trójkę szczęśliwych to płacze i zgrzyta zębami...
Mieli świetną sytuacje finansową to bardzo bogaci ludzie, ale potem wyszło że ona nie chce dziecka z nim, a nie że w ogóle, podobno ją wyzywał od grubych (babka ma rozmiar 36), wyliczał ją, nazywał suką, więc ona mu powiedziała że nie chce, a znajomym że z nim.
No to piękny związek....
Zazwyczaj dochodzi do rozstania. Jeśli dla jednej tylko strony fakt posiadania potomstwa jest istotny to moim zdaniem nawet wskazany jest taki krok. Jest oczywiście opcja adopcji oraz możliwości medyczne, ale to już zależy od indywidualnego podejścia danej pary.
No to piękny związek....
W rzeczy samej, jeszcze jedno uwielbia gadać na drugie jak któregoś z nich nie ma. Dziwni ludzie.
Catwoman napisał/a:No to piękny związek....
W rzeczy samej, jeszcze jedno uwielbia gadać na drugie jak któregoś z nich nie ma. Dziwni ludzie.
To mnie się wydaje, że w takim układzie brak dziecka to ich najmniejszy z problemów. I błogosławieństwo jednocześnie...
Jeżeli masz tyle lat co wpisałaś to się wcale nie dziwię, że nie chcesz. W tym wieku naprawdę można robić wiele ciekawszych rzeczy niż zmiana pieluch wink Być może za kilka lat to co wymieniłaś przestanie Cię kręcić, a wtedy powstanie przestrzeń na coś innego smile
Owszem, może, więc nie zarzekałam się, że nigdy w życiu. Z drugiej strony większość moich znajomych już w liceum twierdziło, że chcą mieć dziecko, tylko nie teraz. Większość znajomych obecnie - że chętnie już teraz, tylko nie mają warunków, chociaż część w sumie już ma jedno, a nawet dwoje. Dlatego skłaniałabym się do tego, że duża szansa, że mi się jednak nie zmieni. Z drugiej strony - do niedawna nie chciałam się pakować w poważniejsze związki, bo - jak już się pakowałam - to męczyła mnie świadomość, że muszę brać jeszcze kogoś pod uwagę w sytuacjach, które do tej pory zależały wyłącznie ode mnie.
@Eileen, za kilka lat większość znajomych będzie już sparowana, a chwilę później zaabsorbowana dziećmi. Bardzo możliwe, że nie będziesz miała z kim normalnie porozmawiać, imprezy z małolatami nie będą Cię kręciły, a rodzina to jednak nie to samo co partner/mąż i dziecko/dzieci. Oprócz tego jak się poznaje odpowiednią osobę to pojawiają się hormony, które sprzyjają instynktowi macierzyńskiemu. Nie jest tak, że każdy wie od razu, że chce mieć dzieci i w jakim wieku. Tak samo jak z seksem sprawa jest bardzo indywidualna. Jedni chcą jak najszybciej i wszystko jedno z kim, inni czekają na właściwą osobę, a komuś wystarcza masturbacja i nie rozumie tego całego zamieszania. Poza tym podejście w ciągu życia się zmienia.
Czasami może byc to bariera nie do przeskoczenia. Poza tym, takie rzeczy ustala się przed ślubem / planowaniem wspólnego życia itp.
Ja póki co nie mam instynktu macierzyńskiego, mimo, że już 2 lata po ślubie jesteśmy.
Dzieci są może i słodkie, ale cudze i to tylko na chwilkę.
Mój mąż w przeciwieństwie do mnie chce miec dziecko i właściwie to już mógłby je miec.
Wiem, że kiedyś to i ja zechcę. Poza tym, wiem, że to ten mężczyzna, któremu chciałabym kiedyś urodzic dziecko.
Ja tez nie chce, wiec by nie było problemu.
Ale faktycznie takie rzeczy należy wcześniej ustalić.
Od początku rozmawiałam o tym z partnerem. To czy się chce dzieci czy nie to ważna kwestia, bo nie da się trochę mieć dzieci lub nie mieć. Mój facet też chce dzieci, gdyby jednak nie chciał, to nie wiązałabym się z nim. Bardzo chce mieć dziecko (chociaż jedno)/dzieci, tak że ważne, byśmy patrzyli w tym samym kierunku. Gdyby tak wyszło po jakimś czasie związku, to wiadomo, próbowałabym przekonać, dowiedzieć się czemu, ale jeśli nie zmieniłby zdania, to nie widziałabym przyszłości związku, trzeba byłoby się rozstać. Nie byłoby to łatwe, ale wtedy po prostu ciężko by było, by nam się układało przy tak innych pragnieniach. Chcę założyć rodzinę, a związek, gdzie miałabym z tego rezygnować nie dałby mi szczęścia. Oczywiście, w związku chodzi o wiele więcej, ale fakt tego, byśmy posiadali dzieci jest dla mnie jednym z ważnych czynników, bez którego by się po prostu nie udało nam.
Małpa69 napisał/a:A co powiedzie na taki o to obrazek. Małżeństwo razem od 25 lat, oboje mają po 45 + no i teraz się rozwodzą bo on chce dziecka a ona nie...
Jeżeli mieli dobrą sytuację finansową to on znajduje sobie kobietę przed 30 i ją zapładnia, a kiedy ona widzi ich we trójkę szczęśliwych to płacze i zgrzyta zębami...
Dlaczego niby ona miałaby zgrzytać zębami..? Skoro mieli dobrą sytuację finansową, to ona sobie znajdzie młodego kochanka, który będzie zawsze zadbany, wypachniony, uprzejmy i któremu ani się będzie śniło namawiać ją na dzieci. Może się nawet uśmiechnie, kiedy były i jego nowa żona będą się użerać z wrzeszczącym trzylatkiem.