Ostatnio bardzo często spotykały mnie rozczarowania z chłopakami... im bardziej mi zalezalo tym gorzej sie to dla mnie konczylo. Juz na poczatku znajomosci pomyslalam, ze to za dlugo nie potrwa i tak sie tez za kazdym razem dzialo, przez co teraz nie umiem sie zaangażować, jestem zle nastawiona do chlopakow i potrzebuje duzo czasu.
poznalam go ok. 4 /5 msc temu. Na poczatku byłam surowo na niego nastawiona, potem caraz bardziej sie do niego przekonywalam, chociaz od poczatku mowilam mu ze nie chce nikogo itd. on byl wrecz idealny, mily, przystojny, inteligentny.. no i jakos na jakims spotkaniu z kolei sie pocalowalismy... moze moj blad, ze na to pozwolilam, bo teraz na kazdym spotkaniu jakis tam buziak jest. No i gdy juz po tym dluzszym czasie stwierdzilam, ze w sumie mozemy spróbowac (chociaz mu jeszcze o tym nie mowilam) to on zaczal pokazywac swoje rogi... Więc spotykamy się co weekend i w czasie tygodnia zbytnio się nie odzywamy do siebie, pochłonięci swoim życiem. I ostatnio tak jakos chcialam go dopytac żeby jakoś wejść w ten temat nas jak on to widzi. To on że podchodzi do tego z dystansem.. no to mnie trochę zszokował. Bo myslalam, że dąży do tego, żebysmy byli ze soba czy cos. Myślałam, że chociaż to jest jedyny facet który się stara. No ale dobra. Potem jeszcze pokazał mi się od tej strony z jakiej go nigdy wczesniej nie widziaialm, i zrozumialam to jakbym byla tylko taką pierwszą z brzegu z którą się spotyka... Dzisiaj jakos tak mi samotnie bylo i zapytalam się czy tęskni, nie wodzielismy sie tydzien. no i ominął pytanie. a potem odpisał,że nie wie. No cóż... chociaż dalej chcę się spotykać...
Myslicie, że znowu się pomyliłam
?