Witam serdecznie.
Potrzebuję się wygadać.
Nie wiem co robić.
Jestem z moim partnerem 2 lata i 8 miesięcy. Od ok. 2 lat mieszkamy razem. Zaręczeni od roku.
Dzieli nas spora różnica wieku - ja mam lat 30 a on 55. Jestem panną, a on juz wiele , wiele lat po rozwodzie, ma dorosłego syna.
Początkowo była przyjaźń, z czasem połączyło nas coś więcej.
Tworzymy udany związek. Kochamy się. Jestem z nim szczęśliwa, czuje się spełniona, zwiazek zaspakajał w zasadzie wszystkie moje potrzeby. Partner jest osobą, na którą można liczyć, zwrócić się ze wszystkim, dbamy o siebie, szanujemy się wzajemnie i jest nam dobrze razem.
Już na początku związku poinformowałam go o swoich życiowych priorytetach- checi założenia rodziny, wzięciu ślubu oraz posiadania dziecka.On powiedział, że również tego chce.
Rok temu zaszłam z nim w ciąże i doszło u mnie do wczesnego poronienia. Bardzo to przeżywałam.
On długo nie mógł oswoić się z myślą, że będzie ponownie ojcem, czuł się zszokowany, nie mógł się w tym odnaleźć, ale dawał mi wsparcie , był ze mna w szpitalu i opiekował się mną.
Ja chce próbować dalej. Lekarz zlecil nam badania pod kątem płodności, ja je wykonałam- on nie jest w stanie oddac materiału do badań. Czuję sie rozczarowana. Dużo z nim rozmawiam, czasem rozmowy kończą się płaczem, cichymi dniami z mojej strony. Natomiast on boi sie mieć dziecko. W tej chwili nawet nie potrafi powiedzieć dlaczego. Być moze nie chce skrzywdzić malucha, moze sie wstydzi. Być moze dlatego ze ma starszych rodzicow, którzy wkrotce beda potrzebowac opieki z jego strony. Obecnie unika seksu w dni plodne, robi tak aby do zapłodnienia nie doszło- przez co czuje się odtrącona, nie traktowana poważnie. W tej chwili pożycia seksualnego w zasadzie nie ma lub jest bardzo rzadko. Nie wiem jak do niego dotrzeć.
2 2024-12-25 20:43:52 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-12-25 20:44:58)
Obawiam się, że jakąkolwiek podejmiecie decyzję ktoś zostanie unieszczęśliwiony. Jeśli u niego poprzednio tak bardzo do głosu doszedł lęk przed ponownym zostaniem ojcem, a teraz to się jeszcze bardziej pogłębia, to lepiej raczej nie będzie.
Musisz niestety ustawić sobie priorytety, bo tego nie da się ze sobą pogodzić, a stosunek do rodzicielstwa jest jednym z fundamentalnych, jeśli poważnie myśli się o wspólnej przyszłości.
............
Tworzymy udany związek. Kochamy się. Jestem z nim szczęśliwa, czuje się spełniona, zwiazek zaspakajał w zasadzie wszystkie moje potrzeby. Partner jest osobą, na którą można liczyć, zwrócić się ze wszystkim, dbamy o siebie, szanujemy się wzajemnie i jest nam dobrze razem.
Już na początku związku poinformowałam go o swoich życiowych priorytetach- checi założenia rodziny, wzięciu ślubu oraz posiadania dziecka.On powiedział, że również tego chce.
.
...A gdy zaszlaś w ciążę, on długo nie mógł się z tą myślą oswoić.
Hallo?
Witam serdecznie.
Potrzebuję się wygadać.
Nie wiem co robić.
Jestem z moim partnerem 2 lata i 8 miesięcy. Od ok. 2 lat mieszkamy razem. Zaręczeni od roku.
Dzieli nas spora różnica wieku - ja mam lat 30 a on 55. Jestem panną, a on juz wiele , wiele lat po rozwodzie, ma dorosłego syna.
Początkowo była przyjaźń, z czasem połączyło nas coś więcej.
Tworzymy udany związek. Kochamy się. Jestem z nim szczęśliwa, czuje się spełniona, zwiazek zaspakajał w zasadzie wszystkie moje potrzeby. Partner jest osobą, na którą można liczyć, zwrócić się ze wszystkim, dbamy o siebie, szanujemy się wzajemnie i jest nam dobrze razem.
Już na początku związku poinformowałam go o swoich życiowych priorytetach- checi założenia rodziny, wzięciu ślubu oraz posiadania dziecka.On powiedział, że również tego chce.
Rok temu zaszłam z nim w ciąże i doszło u mnie do wczesnego poronienia. Bardzo to przeżywałam.
On długo nie mógł oswoić się z myślą, że będzie ponownie ojcem, czuł się zszokowany, nie mógł się w tym odnaleźć, ale dawał mi wsparcie , był ze mna w szpitalu i opiekował się mną.
Ja chce próbować dalej. Lekarz zlecil nam badania pod kątem płodności, ja je wykonałam- on nie jest w stanie oddac materiału do badań. Czuję sie rozczarowana. Dużo z nim rozmawiam, czasem rozmowy kończą się płaczem, cichymi dniami z mojej strony. Natomiast on boi sie mieć dziecko. W tej chwili nawet nie potrafi powiedzieć dlaczego. Być moze nie chce skrzywdzić malucha, moze sie wstydzi. Być moze dlatego ze ma starszych rodzicow, którzy wkrotce beda potrzebowac opieki z jego strony. Obecnie unika seksu w dni plodne, robi tak aby do zapłodnienia nie doszło- przez co czuje się odtrącona, nie traktowana poważnie. W tej chwili pożycia seksualnego w zasadzie nie ma lub jest bardzo rzadko. Nie wiem jak do niego dotrzeć.
Chyba nie rozumiem niektorych kobiet..
Facio ma wy..ebane czego ty chcesz, ma już swoje lata i korzysta z młodej laski, a jej potrzeby w tym, że ona chce macierzynstwa wiszą mu i powiewają..
Ty uczepiłaś się starego gacha, bo jakoś ci się uwidzialo, że mlodszego nie zdobędziesz, a jemu to pasuje, bo sobie poużywa.
Rozmijacie się w priorytetach...W tym cały szkopół..
Odpuść, jeśli chcesz mieć dziecko i zerwij relację.
Nie zmuszaj faceta, jeśli on nie chce, bo teraz to tak wygląda, a to do niczego dobrego nie doprowadzi.
Nie dziwie mu się, że nie chce dziecka. Facet ma 55 lat, nawet jeśli jest bardzo zadbany i wygląda młodziej niż wskazuje wiek, to i tak już jest powoli na końcówce. Pozatym ma już własne dziecko. Po co ma sobie komplikować, życie i kolejne dziecko.... Zupełnie mu się nie dziwie. Nawet jakby miał 40lat to też bym się nie dziwił.
Koleżanka ma faceta z jeszcze o 2 lata większą różnicą wieku. Zapytałem ją kiedyś jak ona to widzi w kwestiach technicznych daleszego życia. Bo nie mam nic do różnicy wieku jaka by nie była, ale biologia to biologia, nie przeskoczymy tego. Odpowiedziała wprost. Facet jej się mega podoba, jest inteligentny, świetny w łóżku, ale jeśli będzie chciała dzieci i rodzinę to poszuka kogoś z 15lat młodszego od niego, ale narazie jest ok to z nim siedzi.
Tobie radzę to samo. Korzystaj z seksu z doświadczonym facetem, spędzaj fajnie czas. Bardziej jak przyjaciele do seksu niż poważny związek, zwłaszcza z dziećmi.
7 2024-12-26 01:01:55 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-26 01:56:47)
(...)Dzieli nas spora różnica wieku - ja mam lat 30 a on 55.(...)Natomiast on boi sie mieć dziecko.
Powiem ci jako doświadczony mężczyzna, który zna życie,a on pewnie widzi to podobnie i wie, ze prawie nic nie jest wieczne. Prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że któregoś dnia go zostawisz z różnych względów (np. różnica wieku, ale i to bywa bez znaczenia, bo bez tego i tak ludzie się rozchodzą), a on zostanie z alimentami do płacenia i nawet nie będzie praktycznie miał kontaktu ze swoim dzieckiem. I co ma ci powiedzieć, widząc, że Tobie tak zależy ? Dzisiaj zależy, jutro, czy pojutrze - nie. Tego Tobie nie przetłumaczy, bo ci się pewnie wydaje zupełnie inaczej. Tak samo jak dziesiątkom tysiecy ludzi, którzy sobie coś tam przyrzekają, tak niby "strasznie kochają" a potem i tak się rozwodzą i nie widzą się już do końca swoich dni.
8 2024-12-26 01:08:20 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-26 01:58:09)
Facio ma wy..ebane czego ty chcesz, ma już swoje lata i korzysta z młodej laski, a jej potrzeby w tym, że ona chce macierzynstwa wiszą mu i powiewają..
Ty uczepiłaś się starego gacha, bo jakoś ci się uwidzialo, że mlodszego nie zdobędziesz, a jemu to pasuje, bo sobie poużywa.
Rozmijacie się w priorytetach...W tym cały szkopół..
Cały szkopół jest taki, że ten męzczyzna wcale nie musi mieć jak to piszesz "wyjebane", a po prostu wie, że kobietom nie można wierzyć. Zostanie gość na starość z alimentami i dzieckiem, które zobaczy dwa razy po 2 dni w miesiącu. Myślisz, że mężczyźni to tylko by się "bawili" kobietami ? "Korzystali" jak to piszesz. To jest bardzo pogardliwe i to szczególnie wiedząc, jak bezwzględne potrafią być kobiety, gdy dążą do swoich celów. Moim zdaniem, nie jest naiwny. To wszystko. Wystarczy przecież poczytać jak Ty piszesz, żeby to zrozumieć. Pełne wyrachowanie.
Sam mam 51 lat i powiem Tobie, że jak ktoś pisze o tzw, "miłości", to wiem, że jest jeszcze mentalnie małym dzieckiem wierzacym w bajki. Obecnie jestem samotny, po rozwodzie z "kochającą" żoną, której najchętniej bym nie spotkał nigdy w swoim życiu. Była niby latami idylla, a potem wyszedł taki syf, że nie wiedziałem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Też szukam kobiet dużo młodszych od siebie (wyglądam na 40, wiec to proste), ale na pewno nie do zabawy nimi, tak jak nie bawiłem się żadną ze swoich życiowych partnerek. Tylko teraz już zdaję sobie sprawę, jak może wyglądać życie i np. ślubu to już nigdy, ale to nigdy nie wezmę. Nie dam się już nabrać na takie coś. Tym sie różnią chłopcy, od męzczyzn, że oni już wiedzą, że kobieta to nie jest coś co ich "najlepszego" spotyka w życiu. Ten gość, to przynajmniej się zaręczył. Dla mnie jest po prostu frajerem, który nie poszedł po rozum do głowy po pierwszym rozwodzie. Żeby nie było, że to tylko kobiety sa takie, a nie owakie, to to samo dotyczy się mężczyzn. Zalezy się na kogo trafi, a tego to nigdy nie wiadomo.
Zresztą co to znaczy udany związek ? Życie np. w wielkim dobrobycie, nie znanie prawdy i bycie oszukiwanym/oszukiwaną na boku to jest udany związek, czy nie ? Wielu ludzi nawet jak się dowie, to wzruszy ramionami, bo przecież "każdy człowiek" jest wolny i robi co chce, a majątek i wygody, piechotą nie chodzą. Tak samo w pewnym wieku ludzie już wiedzą, że nie założą już żadnego związku, a że mąz, albo zona zdradza ? To co zrobić ? Zaczynać wszystko od nowa, gdy w innym pewnie będzie z czasem, a moze i od początku to samo ? Też bym chciał nie uważać, że jak ktoś jest, to jest, a jak nie ma , to nie ma. Niestety teraz wiem, że myśląc inaczej kopiemy sobie dosłownie emocjonalny grób i w tym piekiełku zwanym zyciem, trzeba być bardzo twardym, a emocji nigdy nie przekładać nad rozum.
Cały szkopół jest taki, że ten męzczyzna wcale nie musi mieć jak to piszesz "wyjebane", a po prostu wie, że kobietom nie można wierzyć.
Cały szkopuł w tym, że powodów jego niechęci do ponownego ojcostwa może być mnóstwo, a Ty przekładasz na niego swoje własne doświadczenia, uważając, że wszyscy mężczyźni w podobnym do Twojego wieku muszą mieć tak samo. Przecież on równie dobrze może po prostu nie czuć się na siłach albo najzwyczajniej w świecie nie chcieć ponownie przechodzić przez etap ciąży partnerki, potem pieluch i dorastania dziecka. Może też bać się, że nie zdąży tego dziecka wychować albo nie będzie w stanie przyglądać się, jak będą rodzić się wnuki, bo tego po prostu nie doczeka. Może bać się ograniczeń, które pojawiają się wraz z dzieckiem, bo teraz czuje się wolnym człowiekiem. Tych "może" może być wiele, Ty jednak skupiłeś się na... złych kobietach.
10 2024-12-26 03:12:30 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-12-26 03:17:42)
Jak on ma 55 to sie dziwisz? W tym wieku to sie BYWA dziadkiem, a nie zostaje ojcem. Co innego raz na ruski rok przypilnowac wnuka, a co innego miec armagedon na codzien w tym wieku.
Ja tez bym nie chciala za zadne skarby, nawet gdybym mogla, a nie jestem facetem.
Korzystaj z seksu z doświadczonym facetem
Nie wiem co tam do korzystania jak on ma 55
12 2024-12-26 05:03:37 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-26 05:26:21)
gtx102 napisał/a:Cały szkopół jest taki, że ten męzczyzna wcale nie musi mieć jak to piszesz "wyjebane", a po prostu wie, że kobietom nie można wierzyć.
(...)Może bać się ograniczeń, które pojawiają się wraz z dzieckiem, bo teraz czuje się wolnym człowiekiem. Tych "może" może być wiele, Ty jednak skupiłeś się na... złych kobietach.
Nie wiem co on tam sobie myśli, ale skoro jego partnerka o tym nie wie, to widocznie coś jest nie tak. Nie jest mówiona prawda. Każdy normalny człowiek wie, że jak z kimś współżyje, to mogą byc z tego dzieci i nie może zakładać, że ich na pewno nie będzie, no chyba, że obydwoje ich nie chcą i są skłonni na aborcję w razie czego. Myślę jednak, że sa to skrajne przypadki i raczej nie dotyczy to normalnych związków, które nie są "układami". Ty naprawdę myślisz, że ktoś się zastanawia, czy "zobaczy wnuki" itd ? Jak się ma kobietę, to jeżeli nie decydujemy się na to, że będziemy mieli z nią dziecko, gdy ona tego chce, to raczej nie będziemy liczyć, że ten związek przetrwa. Każdy raczej myśli logicznie, a już na pewno dorosły facet i to po rozwodzie. Też taki przeszedłem (znajomi też) i wtedy człowiek myśli inaczej. Tak jak np. mój kolega, który ma niby dzieci, a tak naprawdę ich nie ma, bo zona odchodzac do kochanka je zabrała. Po co wkładac energię w wychowanie dzieci, skoro ich realnie może się nie mieć. A gość widzi, że kobieta jest duzo młodsza i jest spora szansa, że zabierze się i pójdzie któregoś dnia, a on zostanie z niczym. Znaczy się z alimentami. Jaka "zła kobieta" ? To jest "życie".
Takie rozmowy powinni przeprowadzić sami zainteresowani i to bez owijania w bawełnę. Cały problem polega tylko na tym, że to są tylko słowa, bo każdy może i tak zrobić co uważa, a prawo jest jakie jest. Przynajmniej jednak będzie się wiedziało o co chodzi. Tylko czy ktoś powie prawdę ? Śmiem wątpić. Problemem jest też to, że sama zainteresowana z mojej perspektywy, wierzy jednak w bajki. "Chce ślubu" ,który tak naprawdę jest tylko świstkiem papieru i nie gwarantuje prawie nic, a już na pewno nie w swerze uczuciowej, czy prawodomówności. Sam byłem zdradzany przed ślubem przed kobietę, która tez bardzo chciala ślubu. Okazało się, że bardzo lubi zonatych kolegów, którzy nie mieli żadnych zahamowań w robieniu swoich żon w konia . Moi znajomi zdradzają się też w "szczęśliwych" małżeństwach i nawet tego nie kryją przez znajomymi. Niektórzy właśnie biorą śluby mając wieloletnich kochanków na boku. Mając 30 lat, tez pewnie bym jeszsze myślał naiwnie, - miłość te sprawy (bo myślałem tak jak brałem ślub), ale nie w wieku 50 lat. Zresztą może się mylę. Sam bym wprost powiedział, że dziecko jest ok, ale ślubu nigdy w życiu, bo to jest dziecinada i żadnych wyznań miłosci i obienic, od nikogo nigdy już nie przyjmę.
55 latek to kiepski kandydat na ojca dzieci. Jesteście na zupełnie innych etapach zyciowych.
14 2024-12-26 11:55:31 Ostatnio edytowany przez Dannyx88 (2024-12-26 12:01:02)
Sam bym wprost powiedział, że dziecko jest ok, ale ślubu nigdy w życiu, bo to jest dziecinada i żadnych wyznań miłosci i obienic, od nikogo nigdy już nie przyjmę.
No właśnie dziecko wiąże znacznie bardziej niż ślub. Rozwód można bardzo szybko uzyskać i jest po temacie. Więc w dzisiejszych czasach jest ślub i zaraz go nie ma. Więc nie jest to takie nie rozerwalne. Natomiast dziecko to zajęcie na przynajmniej 20lat i inwestycje finasowe na jeszcze więcej czasu.
Więc zobowiązanie związane ze ślubem jest wręcz śmieszne i możliwe do szybkiego anulowania w porównania do jednego z największych zobowiązań w życiu jakim jest dziecko.
Związek bez dzieci niezależnie czy jest małżeństwem można zamknąć szybko, bardzo szybko i zaczynać sobie od nowa. A związek z dziećmi również niezależnie czy jest małżeństwem czy nie to już jest powiązanie z drugą osobą na lata. Więc branie ślubu nie jest złe. Gorzej jak się dzieci zbyt wiele narobi z różnymi kobietami.
Czyli mialby 75. O ile by dozyl.
Po co ci taki stary pryk?
Czyli mialby 75. O ile by dozyl.
Po co ci taki stary pryk?
On to też wie i dlatego zareagował w taki, a nie inny sposób.
17 2024-12-26 23:12:10 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-12-26 23:12:58)
Nie wiem co on tam sobie myśli, ale skoro jego partnerka o tym nie wie, to widocznie coś jest nie tak. Nie jest mówiona prawda. Każdy normalny człowiek wie, że jak z kimś współżyje, to mogą byc z tego dzieci i nie może zakładać, że ich na pewno nie będzie, no chyba, że obydwoje ich nie chcą i są skłonni na aborcję w razie czego. Myślę jednak, że sa to skrajne przypadki i raczej nie dotyczy to normalnych związków, które nie są "układami". Ty naprawdę myślisz, że ktoś się zastanawia, czy "zobaczy wnuki" itd ? Jak się ma kobietę, to jeżeli nie decydujemy się na to, że będziemy mieli z nią dziecko, gdy ona tego chce, to raczej nie będziemy liczyć, że ten związek przetrwa. Każdy raczej myśli logicznie, a już na pewno dorosły facet i to po rozwodzie. Też taki przeszedłem (znajomi też) i wtedy człowiek myśli inaczej. Tak jak np. mój kolega, który ma niby dzieci, a tak naprawdę ich nie ma, bo zona odchodzac do kochanka je zabrała. Po co wkładac energię w wychowanie dzieci, skoro ich realnie może się nie mieć. A gość widzi, że kobieta jest duzo młodsza i jest spora szansa, że zabierze się i pójdzie któregoś dnia, a on zostanie z niczym. Znaczy się z alimentami. Jaka "zła kobieta" ? To jest "życie".
Takie rozmowy powinni przeprowadzić sami zainteresowani i to bez owijania w bawełnę. Cały problem polega tylko na tym, że to są tylko słowa, bo każdy może i tak zrobić co uważa, a prawo jest jakie jest. Przynajmniej jednak będzie się wiedziało o co chodzi. Tylko czy ktoś powie prawdę ? Śmiem wątpić. Problemem jest też to, że sama zainteresowana z mojej perspektywy, wierzy jednak w bajki. "Chce ślubu" ,który tak naprawdę jest tylko świstkiem papieru i nie gwarantuje prawie nic, a już na pewno nie w swerze uczuciowej, czy prawodomówności. Sam byłem zdradzany przed ślubem przed kobietę, która tez bardzo chciala ślubu. Okazało się, że bardzo lubi zonatych kolegów, którzy nie mieli żadnych zahamowań w robieniu swoich żon w konia . Moi znajomi zdradzają się też w "szczęśliwych" małżeństwach i nawet tego nie kryją przez znajomymi. Niektórzy właśnie biorą śluby mając wieloletnich kochanków na boku. Mając 30 lat, tez pewnie bym jeszsze myślał naiwnie, - miłość te sprawy (bo myślałem tak jak brałem ślub), ale nie w wieku 50 lat. Zresztą może się mylę. Sam bym wprost powiedział, że dziecko jest ok, ale ślubu nigdy w życiu, bo to jest dziecinada i żadnych wyznań miłosci i obienic, od nikogo nigdy już nie przyjmę.
Wydaje się, że starasz się myśleć racjonalnie, a jednak cały czas oceniasz tę sytuację przez pryzmat własnych negatywnych doświadczeń. Sporo też widzę w tym sprzeczności.
Oczywiście, że każdy normalny człowiek wie, że jeśli się współżyje, to mogą być z tego dzieci, ale czym innym jest przypadek pomimo zachowania ostrożności, a potem wzięcie za to odpowiedzialności, a czym innym świadome dążenie do rodzicielstwa.
I tak, uważam, że zastanawianie się, czy się zdąży dziecko wychować (zobaczenie wnuków jest już tylko tego wypadkową) również jest oznaką odpowiedzialności, ale też dojrzałości. Jeśli natomiast ktoś za wszelką cenę chce przy sobie zatrzymać partnerkę, nawet obiecując jej, że zostanie matką, pomimo że sam dla siebie tego nie chce, to jest to wyrazem chwilowej lekkomyślności z przedłużonymi w czasie konsekwencjami, a nawet desperacji.
Zgadzam się jednak, że powinni przeprowadzić szczerą do bólu rozmowę, a po niej zdecydować co dalej z ich związkiem. Za to nigdy nie powiem, że słowa to tylko słowa i nie muszą mieć pokrycia w realiach, bo sama bardzo uważam na co co deklaruję i obiecuję drugiej osobie.
Rozmnażanie się z panem w tym wieku uważam za egoizm.
Średnia wieku w którym mężczyzna umiera w Polsce to 74 lata, choć ja zauważyłam że faceci rzadko dożywają 70 lat.
Dodajmy jeszcze do tego kilka lat na Wasze starania + okres ciąży, skoro uważasz że jest coś nie tak z Waszą płodnością.
Na serio chcesz żeby Twoje dziecko będąc 10-latkiem czy nastolatkiem straciło ojca?
Albo jako nastolatek, zamiast bawić się, zakochiwać i korzystać z życia, musiałby zmieniać ojcu pieluchy albo odwiedzać go w szpitalach?
Jesteś okropna.
Zwiąż się z równolatkiem (tu podkreślę: który też chce dziecka!, zamiast zmuszać kogoś do tego) i daj dziecku młodych, silnych rodziców, którzy dożyją wnuków.
19 2024-12-27 14:35:18 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-27 14:57:02)
Za to nigdy nie powiem, że słowa to tylko słowa i nie muszą mieć pokrycia w realiach, bo sama bardzo uważam na co co deklaruję i obiecuję drugiej osobie.
Widzisz, patrzysz po sobie i przekładasz to na innych ludzi, tak jak i ja patrzyłem po sobie. Po kilkunastoletnim związku "opartym na pełnym zaufaniu i szczerości", który okazała się kłamstwem podlewanym zdradami, zaciąganiem wielkich długów i ukrywanym od samego początku nałogowym hazardem, śmiem twierdzić, że słowa mogą być tylko słowami i niejak do tego nie dojdziemy, gdy nie znamy o kimś prawdy, a ten ktoś idealnie się kryje. Ludzie nie mówią sobie wprost rzeczy typu: będę z Tobą, bo widzę, że przy tobie będe miał wygodne życie, albo wyglądasz na takiego frajera, że można będzie ciebie okręcić sobie wokół palca.
Dopiero teraz, gdy opadły mi klapki na oczy i patrze na zycie innych ludzi i z nimi już wiem na jakie tematy rozmawiać, dowiaduję się rzeczy często bardzo brutalnych. Część ludzi tutaj pisze, że gość jest stary i takie tam, że trzeba szukać równolatka, a jak popatrze na moich rodziców, którzy mają powoli pod osiemdziesiąt lat, to matka dalej potrafi przejść czy przejechać rowrem ze 100 km, a ojciec da rady ciągać ciężkie beczki. Ja sam mając 30, czy nawet 40 lat nawet nie myślałem o zadnych dzieciach, bo uwazałem się na to za młody. A w tym wieku nie szukałem nawet i 30 latek, a dwudziestoparolatki. A dzisiaj co się zmieniło ? Mam 50 lat, z checią miałbym już dziecko i co naturalne, nie szukam kobiety w wieku >40 lat, bo ona mi go nie da. A jeżeli chodzi o siłę, to nigdy wiecej jej nie miałem jak dzisiaj. Majac 30 lat, to tak naprawdę byłem chłopcem. To tylko moje przemyślenia.
Swoja drogą jak kobieta urodzi dziecko, to de facto bedzie to jej dziecko, bo w każdej chwili może pozbyc się prawnie jego ojca i on nie będzie w stanie zrobić nic, żeby nawet i je wiedzieć. Te 4 dni w miesiącu, które jest zapisane w prawie, to żart. Wy uważacie, że mężczyźni nie zdają sobie z tego faktu sprawy, lub o tym nie myślą, a to nie prawda. Ba, gdyby dzisiaj mi któraś urodziła dziecko, to nie bym bym tez naiwny i sprawdziłbym najpierw, czy na pewno jest moje, bo nikomu nie można wierzyć. Przekonałem się o tym na własnym skórze i trochę ludzi dookoła, bo moja ex gustowała tylko w zamęznych męzczyznach i nawet jak się okazało brała środki wczesnoporonne, żeby nie stało sie to faktem. Takiego zachowania z obydwu stron jest bardzo wiele dookoła, tylko nikt o tym się głośno nie chwali, a wręcz przeciwnie, bo to jest wstyd.
Nas miejscu tej kobiety, której zalezy na dziecku, zrobiłbym bym je sobie nawet z kimkolwiek i był z kim tam chcę. wiedząc, że w dzisiejszych czasach, wiekszość związków i tak nie przetrwa próby czasu. To brutalne, ale tak wygląda życie. Nie no może wyglądać inaczej jak u moich wielu szczęsliwych znajomych z rodzinami, gdzie oficjalnie jest miłość, a nie oficjalnie są kochankowie i kochanki na boku. To jest fikcja, ale widocznie jest ona wygodna. I takiej fikcji jest wiele. Ktoś też dodał, że starszy gość "poużywa" sobie młodszą kobietę itd. Znam kobiety, w tym moją ex, które same sobie szukają dużo starszych meżczyzn, żeby mieć wygodne zycie. W domu jest właśnie ten równolatek, a gdzieś tam - ten dziad, który sponsoruje od czasu do czasu. Kobiety nie są wcale niewinne, tak jak męzczyzni nie są tylko przykładnymi ojcami, bo przecież fajnie jest mieć jakieś koleżanki/kolegów na boku. Czym bogatsi sa moi znajomi, tym bardziej właśnie takim zyciem żyją. A jak powiesz to komuś wprost, że jego małżonek go robi w konia, to się okazuje, że ta druga strona nie chce o tym wiedzieć ...
Czemu to pisze ? Bo te całe "planowanie przyszłości", rozterki, być z tym, czy z tym, są jednak dziecnne w tym kontekście. Gdyby ktoś powiedział mi, czy wolisz miec kobietę, która urodzi wasze dziecko, czy mieć dziecko, które bedzie z Tobą, to zdecydowanie wybrałbym ta drugą opcję. Kobieta jest o tyle w lepszej sytuacji, ze sama sobie może ja ziścić, a męzczyzna - nie.
20 2024-12-27 14:56:41 Ostatnio edytowany przez New Me (2024-12-27 14:57:38)
Ja sie nie dziwie. Facet ma juz prawie odchowanego dzieciaka, a tu znow pieluchy by go czekaly. No dlatego ja uwazam, ze dzietni z bezdzietnymi to jest glupi pomysl na zwiazek, bo jedni nie maja swoich dzieci,a by chcieli, a drudzy juz maja i nie chca wiecej. Ja juz zwiazkow nie chce,ale uwazam, ze latwiej by mnie bylo byc z facetem ,ktory dziecko juz ma,po to wlasnie, zeby mi nie zawracal glowy glupim gadaniem "ze on chce miec swoje dziecko" kiedy ja juz nie chce i moge takiemu z czystym sumieniem powiedziec "ale przeciez juz masz swoje z poprzedniego zwiazku"
Swoja drogą jak kobieta urodzi dziecko, to de facto bedzie to jej dziecko, bo w każdej chwili może pozbyc się prawnie jego ojca i on nie będzie w stanie zrobić nic, żeby nawet i je wiedzieć.
Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. A co do widzenia to również jest to jedno z całkowicie podstawowych praw i dostają je nawet narkomani, alkoholicy i patologia. Jedynie osoby wysoce agresywne i przemocowcy dostają widzenia gdzie muszą być z kimś trzecim, lub ich nie dostają, ale to promil.
Nie ma sposobu aby jak mówisz "w każdej chwili może pozbyć się prawnie jego ojca". Takie twierdzenie to totalna ignorancja.
A kobiety dostają częściej dzieci według statystyk z jednego powodu. Faceci się o to nie starają, wolą mieć te widzenia w weekend, wakacje, ferie i płacić ten 1500 alimentów czy ileś. Więc nie składają wniosków o pełną opiekę.
Jednak uważam, że gdyby składali nadal kobiety by miały pewną przewagą w wygranych z samej racji, że są kobietami. Niestety. Jednak aktualnie się to zmienia i najczęściej głównym czynnikiem są po prostu pieniądze, który rodzic ma więcej kasy.
⁸
gtx102 napisał/a:Swoja drogą jak kobieta urodzi dziecko, to de facto bedzie to jej dziecko, bo w każdej chwili może pozbyc się prawnie jego ojca i on nie będzie w stanie zrobić nic, żeby nawet i je wiedzieć.
Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. A co do widzenia to również jest to jedno z całkowicie podstawowych praw i dostają je nawet narkomani, alkoholicy i patologia. Jedynie osoby wysoce agresywne i przemocowcy dostają widzenia gdzie muszą być z kimś trzecim, lub ich nie dostają, ale to promil.
Nie ma sposobu aby jak mówisz "w każdej chwili może pozbyć się prawnie jego ojca". Takie twierdzenie to totalna ignorancja.A kobiety dostają częściej dzieci według statystyk z jednego powodu. Faceci się o to nie starają, wolą mieć te widzenia w weekend, wakacje, ferie i płacić ten 1500 alimentów czy ileś. Więc nie składają wniosków o pełną opiekę.
Jednak uważam, że gdyby składali nadal kobiety by miały pewną przewagą w wygranych z samej racji, że są kobietami. Niestety. Jednak aktualnie się to zmienia i najczęściej głównym czynnikiem są po prostu pieniądze, który rodzic ma więcej kasy.
Nie zawsze patrza na kase. Moj ex ojciec corki zarabia dobrze, a dziecko ja mam caly czas przez wszystkie lata, a ja nie pracuje tylko zasilki biore i jakos corka jest u mnie,do ojca jezdzi na weekendy i teraz swieta tez byla u niego troche
23 2024-12-27 22:16:06 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2024-12-27 22:19:19)
.
24 2024-12-27 22:26:58 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-12-27 22:29:31)
No sorry.. Dziewczyny.. Jak 30 latka chce rodzić dziecko facetowi 55 lat? I co? Gdy np. syn 10 letni, bedzie chciał aby ojciec zagrał z nim w piłkę nożną, to tato powie, że nie może bo jest po zawale? Albo będzie musiał leki wziewne wdychać żeby z synem pod jakąs górkę na rowerze podjechać?
Oczywiście rozumiem jakieś młode dziewczyny, które nie mają wykształcenia, nie pracują, nie zarabiają i żyją tylko z takiego "męża" że rodzą dzieci takim staruszkom z nadzieją na kasę po ich śmierci.
Jednak to jest przemoc wobec tych dzieci. Sorry, że to piszę, ale te dzieci też pewnie szczęsliwe nie są, że inni tatusiowie wyglądają normalnie, a ich ojców mylą z ich dziadkami.
Jeśli jakaś dziewczyna chce wiązać się z takim dużo starszym gościem, to niech to robi...
Jednak niech się zastanowi, czy chce mieć z nim dziecko.
No sorry.. Dziewczyny.. Jak 30 latka chce rodzić dziecko facetowi 55 lat? I co? Gdy np. syn 10 letni, bedzie chciał aby ojciec zagrał z nim w piłkę nożną, to tato powie, że nie może bo jest po zawale? Albo będzie musiał leki wziewne wdychać żeby z synem pod jakąs górkę na rowerze podjechać?
Oczywiście rozumiem jakieś młode dziewczyny, które nie mają wykształcenia, nie pracują, nie zarabiają i żyją tylko z takiego "męża" że rodzą dzieci takim staruszkom z nadzieją na kasę po ich śmierci.
Jednak to jest przemoc wobec tych dzieci. Sorry, że to piszę, ale te dzieci też pewnie szczęsliwe nie są, że inni tatusiowie wyglądają normalnie, a ich ojców mylą z ich dziadkami.
Jeśli jakaś dziewczyna chce wiązać się z takim dużo starszym gościem, to niech to robi...
Jednak niech się zastanowi, czy chce mieć z nim dziecko.
Tez tak mysle, ze 50 plus lat to nie wiek na dziecko
26 2024-12-28 00:36:04 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-28 00:48:43)
Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. (...)
To co piszesz, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Byłaś w takiej sytuacji sama, że tak piszesz, czy tylko tak ci się wydaje ? Szansa na to, ze ojciec przejmie opiekę nad dziećmi jak praktycznie w Polsce zerowa. Sąd (sędziny, bo tak są w zasadzie tylko kobiety) przyzna je matce i to nawet, gdy to ona jest tą alkoholiczką, czy narkomanką. Może w skrajnych przypadkach nie, ale już to, że np. się sprzedaje za pieniądze - czyli się prostytuuje, nie będzie dla sądu powodem dla zabraniem jej dzieci. Każdy adwokat ci to powie. Uważasz, że męzczyzni nie walczą o dzieci ? To jest kolejne kłamstwo i wygodny stereotyp. Powtarzanie, że oni chcą ich się tylko ich pozbyć.
Nie istnieje możliwość pozbycia się ojca ? W teorii nie, ale w praktyce wyglada to tak, że sąd nie zasądzi opieki naprzemiennej, bo ta praktycznie u nas nie istnieje, a dla dobra dziecka skłoni się, żeby zostały one przy matce. Co bedzie z tego miał ojciec ? Dwa weekendy w miesiacu ich widzenia. Dokładnie 4 dni. I ty tego nie nazywasz pozbyciem się ojca ? mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. Nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko, bo policja nie jest od takich spraw, a uchylanie się od tego obowiązku nie jest karane np. więzieniem.
Proszę: https://zespolradcow.pl/ustalenie-konta … rozwodzie/
Ile razy ojciec może widywać dziecko? Najczęściej kontakty realizowane są 1 lub 2 razy w miesiącu, w 1 lub 2 dni w tygodniu oraz w określone dni wolne od szkoły – w święta, ferie i wakacje. Wszystko zależy od ustaleń między byłymi małżonkami oraz od orzeczenia sądu w tej kwestii. W tym czasie rodzic, z którym na co dzień dziecko nie mieszka, może organizować mu czas w ramach swoich obowiązków rodzicielskich, mając na uwadze zaspokojenie potrzeb dziecka w tym względzie.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Z
No tak... Następny tatuś który ma pretensje do świata, że musi płacić alimenty.. Najczęsciej ich w ogóle nie płaci oczywiście.
Ja wychowałam córkę bez alimentów od jej ojca i wbrew temu co mi mówiono, nie żałuję.. Dziś córka jest wykształconą, dobrze zarabiającą młodą kobietą a jej ojciec jakimś menelem, ledwie wiążącym koniec z końcem. Gdyby płacił nawet najmniejsze alimenty, to istniałoby niebezpieczeństwo, że pozwie moją córkę na alimenty na siebie gdy mu na żarcie zabraknie. W tej sytuacji, gdy uchylał się od płacenia alimentów, możliwość że córka będzie zobowiązana płacić na niego jest zerowa.
Tak to się fortuna kołem toczy...
Dannyx88 napisał/a:Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. (...)
To co piszesz, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Byłaś w takiej sytuacji sama, że tak piszesz, czy tylko tak ci się wydaje ? Szansa na to, ze ojciec przejmie opiekę nad dziećmi jak praktycznie w Polsce zerowa. Sąd (sędziny, bo tak są w zasadzie tylko kobiety) przyzna je matce i to nawet, gdy to ona jest tą alkoholiczką, czy narkomanką. Może w skrajnych przypadkach nie, ale już to, że np. się sprzedaje za pieniądze - czyli się prostytuuje, nie będzie dla sądu powodem dla zabraniem jej dzieci. Każdy adwokat ci to powie. Uważasz, że męzczyzni nie walczą o dzieci ? To jest kolejne kłamstwo i wygodny stereotyp. Powtarzanie, że oni chcą ich się tylko ich pozbyć.
Nie istnieje możliwość pozbycia się ojca ? W teorii nie, ale w praktyce wyglada to tak, że sąd nie zasądzi opieki naprzemiennej, bo ta praktycznie u nas nie istnieje, a dla dobra dziecka skłoni się, żeby zostały one przy matce. Co bedzie z tego miał ojciec ? Dwa weekendy w miesiacu ich widzenia. Dokładnie 4 dni. I ty tego nie nazywasz pozbyciem się ojca ? mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. W efekcie nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko.
Proszę: https://zespolradcow.pl/ustalenie-konta … rozwodzie/
Ile razy ojciec może widywać dziecko? Najczęściej kontakty realizowane są 1 lub 2 razy w miesiącu, w 1 lub 2 dni w tygodniu oraz w określone dni wolne od szkoły – w święta, ferie i wakacje. Wszystko zależy od ustaleń między byłymi małżonkami oraz od orzeczenia sądu w tej kwestii. W tym czasie rodzic, z którym na co dzień dziecko nie mieszka, może organizować mu czas w ramach swoich obowiązków rodzicielskich, mając na uwadze zaspokojenie potrzeb dziecka w tym względzie.
Takie wasze glupie gadanie, a prawda jest taka,ze faceci by juz po trzech dniach dzwonili do ex zony/partnerki i by ryczeli do sluchawki "ze sobie nie radza z dziecmi ,bo za duzo obowiazkow, bo oni nie maja czasu na imprezki na randki,na odpoczynek ,bo musza sie dziecmi zajmowac i zeby im pomogly, bo oni zrozpaczeni niewiedza w co rece wlozyc" . Dam sobie leb odciac,ze jezeli sad by zmienil zasady i po rozwodzie wszystkie dzieci by szly do ojcow to po tygodniu 99% facetow by byla w stanie rozpaczy i by prosili matki dzieci,zeby te dzieci wziely do siebie z powrotem
No tak... Następny tatuś który ma pretensje do świata, że musi płacić alimenty.. Najczęsciej ich w ogóle nie płaci oczywiście.
No tak, oczywiście. To sarkazm. Tak jakby kobiety to były te jedynie sprawiedliwe, a mężczyźni najgorsi. To jest kłamstwo. Żona kolegi przegrała. Została uznana winną za rozbicie małżeństwa, bo znalazła sobie kochanka i to takiego, który wcale nie zamierza z nią być na stałe. Ok - wybrała sama, ale gdyby prawo było sprawiedliwe, to właśnie mój kolega by otrzymał swoje córki, czego bardzo pragnał. Ona nie musiała by się z nimi już meczyć i spokojnie mogłaby sobie budować zycie z kochankiem.
Zamiast dzielić ludzi na płcie, lepiej patrzyć na nich przez pryzmat ludzi. Ja tak samo bym walczył latami jak on, żeby mieć swoje dzieci przy sobie. Moja akurat żona była nałogową hazardzistką, sponsorująca się z "kolegami". Na szczęscie nie mielismy dzieci, bo wlaczylibyśmy o nie do końca naszych dni.
. Ok - wybrała sama, ale gdyby prawo było sprawiedliwe, to właśnie mój kolega by otrzymał swoje córki, czego bardzo pragnał. Ona nie musiała by się z nimi już meczyć i spokojnie mogłaby sobie budować zycie z kochankiem.
i.
A jednak nie chciała? Co za perfidna baba. Własnych dzieci się nie chciala wyrzec , mimo że facio ani milionerem nie był, ani się nie palił do płacenia alimentów.
A jednak nie chciała? Co za perfidna baba. Własnych dzieci się nie chciala wyrzec , mimo że facio ani milionerem nie był, ani się nie palił do płacenia alimentów.
Czego nie chciała ? A te córki to jest jej własność ? A nie sa one też dziećmi jej męza ? Nie jest sprawiedliwością to, że ktoś łamie to co sam przyrzekał. Druga osoba - czyli ojciec zostaje z niczym (bo 4 niepełne dni widzenia dzieci, to jest nic) i jeszcze musi na nie płacić, gdy te jego dzieci wychowuje razem z niazniwnawidzony przez niego jej kochanek. to jest sprawidliwość twoim zdaniem ? Mój kolega nie musi być milionerem, tak jak ona nie jest. Jest lepiej sytuoowany niż ona, chociaz biedna nie jest. Skoro sad nie chciał dać je dla ojca, baba została uznana winną, to z jakiej paki on ma płcić jeszcze alimenty na dzieci, których de facto nie ma ? Bo jest frajerem ? Chciałabyś być w takiej sytuacji ?
32 2024-12-28 01:10:14 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-28 01:17:59)
A jednak nie chciała? Co za perfidna baba. Własnych dzieci się nie chciala wyrzec , mimo że facio ani milionerem nie był, ani się nie palił do płacenia alimentów.
Czego nie chciała ? A te córki to jest jej własność ? A nie sa one też dziećmi jej męza ? Nie jest sprawiedliwością to, że ktoś łamie to co sam przyrzekał. Druga osoba - czyli ojciec zostaje z niczym (bo 4 niepełne dni widzenia dzieci, to jest nic) i jeszcze musi na nie płacić, gdy te jego dzieci wychowuje razem z znienawidzony przez niego jej nowy facio. To jest sprawidliwość twoim zdaniem ? Mój kolega nie musi być milionerem, tak jak ona nie jest. Jest lepiej sytuuowany niż ona, chociaz ona tez biedna nie jest. Skoro sad nie chciał dać je dla ojca, baba została uznana za winną, to z jakiej paki on ma płacić jeszcze alimenty na dzieci, których de facto nie ma ? Bo jest frajerem ? Chciałabyś być w takiej sytuacji ? Ktoś ciebie zdradza, ograbia dosłownie z najlbiższych i ty jeszcze masz mu dopłacać ? Jak nie może utrzymać dzieci, to niech odda je mu. Tylko to nie jest prawda, bo ona ma z czego zyć, a kochanek tez kasę ma. Skoro zdecydował się żyć z zamężną kobietą posiadajacą dzieci, to on właśnie powinien płacić te alimenty. To tez jest sprawiedliwe wyjście. W normalnym kraju obydwoje by dostali po jednym dziecku i nikt niekomu by nie był winny.
33 2024-12-28 01:14:18 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-12-28 01:17:47)
Salomonka napisał/a:A jednak nie chciała? Co za perfidna baba. Własnych dzieci się nie chciala wyrzec , mimo że facio ani milionerem nie był, ani się nie palił do płacenia alimentów.
Czego nie chciała ? A te córki to jest jej własność ? A nie sa one też dziećmi jej męza ? Nie jest sprawiedliwością to, że ktoś łamie to co sam przyrzekał. Druga osoba - czyli ojciec zostaje z niczym (bo 4 niepełne dni widzenia dzieci, to jest nic) i jeszcze musi na nie płacić, gdy te jego dzieci wychowuje razem z niazniwnawidzony przez niego jej kochanek. to jest sprawidliwość twoim zdaniem ? Mój kolega nie musi być milionerem, tak jak ona nie jest. Jest lepiej sytuoowany niż ona, chociaz biedna nie jest. Skoro sad nie chciał dać je dla ojca, baba została uznana winną, to z jakiej paki on ma płcić jeszcze alimenty na dzieci, których de facto nie ma ? Bo jest frajerem ? Chciałabyś być w takiej sytuacji ?
Wbrew przysłowiu, dzieci to nie ryby i głos mają. Gdyby chciały, to by do ojca poszły mieszkać.
Poza tym... Człowieku!! To co rodzice mają między sobą to nie przekłada się na dzieci. To, że męzowi nie podobalo się wspólżycie z żoną, to nie znaczy że zwalnia go to z obowiązków ojca, więc twoje pitolenie, że "baba jest winna" i to zwalnia go z płacenia na swoje dzieci, to pieprzenie w bambosz.
Twój "kolega" nigdy w życiu nie powinien mieć dzieci, bo nadaje się na ojca jak kogut z kurnika na kierowcę rajdowego formuły 1.
34 2024-12-28 01:22:47 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-28 01:28:41)
Wbrew przysłowiu, dzieci to nie ryby i głos mają. Gdyby chciały, to by do ojca poszły mieszkać.
Poza tym... Człowieku!! To co rodzice mają między sobą to nie przekłada się na dzieci. To, że męzowi nie podobalo się wspólżycie z żoną, to nie znaczy że zwalnia go to z obowiązków ojca, więc twoje pitolenie, że "baba jest winna" i to zwalnia go z płacenia na swoje dzieci, to pieprzenie w bambosz.
Twój "kolega" nigdy w życiu nie powinien mieć dzieci, bo nadaje się na ojca jak kogut z kurnika na kierowcę rajdowego formuły 1.
Czy Ty kobieto w ogóle czytasz co ja piszę ? To ona wybrała kochanka i rozbiła rodzinę. To ona została uznana przez sąd co jest ewenementem w naszym systemie prawnym faworyzującym kobiety, za jedyną winną rozpadu małżeństwa - wina całkowita. To jej się nie podobało. Wybrała gościa, jakiegoś szarlatana "ezoteryka" i babiarza, który dalej odwiedza ją raz na tydzień i zabiera na weekend do hotelu. Nawet ze soba nie mieszkają, a minęły lata. On (były mąż) mieszka sam, a ona mieszka ze swoimi rodzicami i ich dziećmi. To on musi naginać 1200 km w miesiącu samochodem, zeby przywieźć te dzieci do siebie i do niej odwieźć, bo mieszkają w innych miastach. 5 lat z nią walczył i to przynajmniej o to, żeby widzieć je więcej niz 4 dni na miesiąc.
Za co on ma płacić ? Za to, że go żona zdradziła z jakimś przybłędą ? Że na dzieci ? A ona o nich myślała pozbawiajac je ich ojca ? Nie musiała o nie walczyć, a chciała. To powinna same je utrzymywać, albo powinien płacic na nie jej kochanek, skoro taką ją chciał. Jak się im to by nie podobało, to powinni je oddać ojcu, tak jak on tego bardzo chciał. Czego tu nie rozumiesz ?
Salomonka napisał/a:Wbrew przysłowiu, dzieci to nie ryby i głos mają. Gdyby chciały, to by do ojca poszły mieszkać.
Poza tym... Człowieku!! To co rodzice mają między sobą to nie przekłada się na dzieci. To, że męzowi nie podobalo się wspólżycie z żoną, to nie znaczy że zwalnia go to z obowiązków ojca, więc twoje pitolenie, że "baba jest winna" i to zwalnia go z płacenia na swoje dzieci, to pieprzenie w bambosz.
Twój "kolega" nigdy w życiu nie powinien mieć dzieci, bo nadaje się na ojca jak kogut z kurnika na kierowcę rajdowego formuły 1.
Czy Ty kobieto w ogóle czytasz co ja piszę ? To ona wybrała kochanka i rozbiła rodzinę. To ona została uznana przez sąd co jest ewenementem w naszym systemi prawnym faworyzującym kobiety, za jedyną winną rozpadu małżeństwa - wina całkowita. To jej sienie podobało. Wybrała gościa, jakiegoś szarlatana "ezoteryka" i babiarza, który odwiedza ją raz na tydzień i mineły lata i nawet ze soba nei mieszkają.
Za co ona ma płacić ? Za to, że go żona zdradziła z jakimś przybłędą ? Że na dzieci ? A ona o nich myślała pozbawiajac je ich ojca ? Nie musiała o nie walczyć, a chciała. To powinna same je utrzymywać, albo powinien płacic na nie jej kochanek, skoro taką ją chciał. Czego tu nie rozumiesz ?
To nie płać, jak nie chcesz, albo to niech twój kosmiczny kolega nie płaci.
Czego tu nie rozumiesz?
Twoje/kolegi dzieci, czy tylko są twoje/jego na chwilę, gdy wszystko ci się podoba? Jak coś nie gra i jest nie po twojej/kolegi myśli, to niech sobie dzieci idą w siną dal i niech żyją z czego chcą, albo zdechną z głodu, bo przecież to nie ty/kolega powinienes je utrzymywać?
Matko boska częstochowska... Że też takie gady bezdenne mają dzieci. I jak tu się dziwić sądom, że im się prawa rodzicielskie ogranicza..
A dzisiaj co się zmieniło ? Mam 50 lat, z checią miałbym już dziecko i co naturalne, nie szukam kobiety w wieku >40 lat, bo ona mi go nie da. A jeżeli chodzi o siłę, to nigdy wiecej jej nie miałem jak dzisiaj. Majac 30 lat, to tak naprawdę byłem chłopcem. To tylko moje przemyślenia.
Ale Ty masz tak, a bohater wątku inaczej. On już jest ojcem i wyraźnie nie czuje potrzeby, aby to powtórzyć, zwłaszcza w swoim wieku.
Nas miejscu tej kobiety, której zalezy na dziecku, zrobiłbym bym je sobie nawet z kimkolwiek i był z kim tam chcę. wiedząc, że w dzisiejszych czasach, wiekszość związków i tak nie przetrwa próby czasu. To brutalne, ale tak wygląda życie. Nie no może wyglądać inaczej jak u moich wielu szczęsliwych znajomych z rodzinami, gdzie oficjalnie jest miłość, a nie oficjalnie są kochankowie i kochanki na boku. To jest fikcja, ale widocznie jest ona wygodna. I takiej fikcji jest wiele. Ktoś też dodał, że starszy gość "poużywa" sobie młodszą kobietę itd. Znam kobiety, w tym moją ex, które same sobie szukają dużo starszych meżczyzn, żeby mieć wygodne zycie. W domu jest właśnie ten równolatek, a gdzieś tam - ten dziad, który sponsoruje od czasu do czasu. Kobiety nie są wcale niewinne, tak jak męzczyzni nie są tylko przykładnymi ojcami, bo przecież fajnie jest mieć jakieś koleżanki/kolegów na boku. Czym bogatsi sa moi znajomi, tym bardziej właśnie takim zyciem żyją. A jak powiesz to komuś wprost, że jego małżonek go robi w konia, to się okazuje, że ta druga strona nie chce o tym wiedzieć ...
Jestem przekonana, że nawet jeśli druga strona ma najbardziej szczere, najczystsze intencje, to z takim nastawieniem nie da się zbudować trwałej relacji. Wynika to z obciążeń, które się z tym wiążą - brak zaufania, niepewność, brak wystarczająco silnego zaangażowania i wiele więcej.
Przebija przez Ciebie zgorzknienie, bo świat wbrew pozorom wcale nie jest aż tak do szpiku zepsuty i zgniły, jakim go opisujesz. Może wystarczy zmienić otoczenie, wejść w inne środowisko? Ja co prawda mam wokół siebie małżeństwa, które albo nie wydają się być ze sobą szczęśliwe albo już się rozpadły, ale mam też mnóstwo przykładów na to, że jednak można, że się da.
37 2024-12-28 03:04:04 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-12-28 03:05:15)
mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. W efekcie nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko.
Przede wszystkim relacja między rodzicami jest relacją między rodzicami, a dzieci się do tego nie miesza. Po drugie, nie wiesz, co działo się w ich domu za zamkniętymi drzwiami ani jak silna więź łączy dzieci z matką, a jaka z ojcem. Ty widzisz tylko skrzywdzonego faceta, bo sam jesteś facetem, a przecież sąd przyznając opiekę nad dziećmi bierze się pod uwagę mnóstwo czynników, kierując się przy tym ich dobrem, przynajmniej w teorii.
Po trzecie, on nie robi żadnej łaski płacąc alimenty, bo przecież one są przeznaczone na potrzeby dzieci, a skoro tak je kocha, to powinien chcieć im nieba przychylić.
38 2024-12-28 04:06:06 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-28 04:59:46)
Przede wszystkim relacja między rodzicami jest relacją między rodzicami, a dzieci się do tego nie miesza. Po drugie, nie wiesz, co działo się w ich domu za zamkniętymi drzwiami ani jak silna więź łączy dzieci z matką, a jaka z ojcem. Ty widzisz tylko skrzywdzonego faceta, bo sam jesteś facetem, a przecież sąd przyznając opiekę nad dziećmi bierze się pod uwagę mnóstwo czynników, kierując się przy tym ich dobrem, przynajmniej w teorii.
Po trzecie, on nie robi żadnej łaski płacąc alimenty, bo przecież one są przeznaczone na potrzeby dzieci, a skoro tak je kocha, to powinien chcieć im nieba przychylić.
Co się działo, nie wie nigdy nikt. Co jest pewne, to to, że znam go w zasadzie od zawsze i wiem, kto mówi prawdę i jaki jest. OCzywiście można siezawsze mylić. Jezeli jednak sądy chyba w 99% przyznają dzieci matce, to wychodzi na to, że faktycznie meżczyżni sa zawsze winni, co jest jawną bzdurą. Powstaje pytanie, kto jest wazniejszy. Czyje dobro jest wazniejsze ? Dzieci, czy rodziców ? Jeżeli dzieci, to ogólnie jest wiadome, że dzieci z rozwiedzionych małżęństw będa tak, czy inaczej skrzywione. Pytanie tez, kto te dzieci wychowuje. Rodzice. Dopóki byli razem, to ci rodzice nie byli "niedobrem" dla dzieci, a nagle się okazało, że się stali. Według ciebie nie wazne jest też kto znsizczył związek, wazne jest, że "sąd" bierze coś po uwagę. Sąd, znaczy się kobiety, bo na sali sądowej witają ciebie przeważnie same kobiety. Na mojej sprawie byłem ja VS ex żona, jej adwokatka, sędzina, kobieta pisząca stenogram i mediatorka. JA vs 5 kobiet naprzeciwko mnie.
Gdybyś zyła w kraju, gdzie sędziami byli by meżczyźni i panował patriarchat, to na pewno inaczej byś mówiła, gdyby to Twój mąż Ciebie zdradził, a sąd jeszcze przyznał mu dzieci, a żona jeszcze by musiała płącić alimenty, bo w tym kraju akurat "tak" jest sprawiedliwe. Nie rozumiesz chyba tez tego, albo wygodnie jest tobie nie rozumieć, że są meżczyźni tacy jak np. mój kolega, czy ja, którzy właśnie chcą przychylić nieba jak to piszesz dla swoich dzieci i nie godzą się na to, żeby zona zdrajczyni - aka wyrodna matka, zabierała je do gacha i to gach nagle stawał się ich ojcem. Ona nie kierowała sie dobrem dzieci, ale swoim. I sąd to przyznał, obciążajac ją 100% winą za rozpad małżeństwa. Nawet to jest nie istotne. Prawda ? Sąd przynaje dzieci dla matek, bo tak w tym kraju tak już jest. Tak uważa, że miejsce dzieci jest przy matce, a meżczyżni mogą sobie na nie płacić i widzieć je dokładnie 4 dni w miesiacu. Płacić na nie i to wiedząc, że wychowuje je obcy męzczyzna. Tak naprawdę, ich wróg, który nie mając zasad moralnych po prostu wszedł ze swoim wackiem w czyjeś małżeństwo.
Nie ma sensu ta dyskucja, bo nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością, ani dobrem dzieci. Fakt pozostaje faktem, że każda kobieta w każej chwili może zabrac dzieci i ich biologiczny ojciec zostanie sprowadzony do roli skarbonki. Najśmieszniejsze i najbardziej żałosne jest to, że najwet jeśli nie są to jego dzieci, bo zona go zdradzała, a on w odpowiednim czasie (jest to tylko pół roku), nie wystapi do sądu o ustalenia ojcostwa swoich dzieci, a po latach się okaże, ze to wcale nie sa jego dzieci, to on nie dosyć, że nie dostanie odszkodowania od niej za poniesione nakłady i straty moralne, a dalej będzie musiał płacił na nie alimenty jeżeli prokurator uzna, że nie wniesie on tej sprawy (a nie musi) .... Na nie swoje dzieci, dla kobiety z która już nie żyje. wiec nie dziwcie się drogie Panie, że świadomi meżczyźni wcale się nie palą i z tego powodu do posiadania potomstwa. Wychowując swoje dzieci chciałbym mieć pewność, że one ze mną bedą, a nie zostaną ode mnie zabrane, bo nagle ich matka zabierze się i zawinie, zostawiając mnie z niczym, a do tego jeszcze będę musiał łożyć na kogoś kogo nie widzę. A jak ona się uprze to nigdy ich nie zobaczę, nie wpominając, że może je nastawić przeciwko mnie, co też realnie nie jest karalne. Dlatego przy rozwodach dzieci sa tak wazną kartą przetargową, a tak nie powinno być. To nie jest żadna patologia, a realność życia, gdzie prwie standardem w takim przypadku jest próba uznania męzczyzny jeszcze za "przemocowca". Miałem to samo, pomimo, że nawet złego słowa nie powiedziałem na swoją żonę, a rękę jeśli na nię podnosiłem, to tylko po to, żeby ją przytulić i pogłaskać po głowie. To właśnie proponują adwokaci strony przeciwnej, bo to działa.
Nic wiecej w tym temacie nie mam do dodania, bo wiem, że jeśli do kogoś nie przemawiają żadne argument, to po prostu jest mu tak wygodnie i ta rozmowa nie ma sensu. Zamiast tego zarzuci rozmówce inwektywami, czy roszczeniowymi i czesto bezczelnymi argumentami, ze skoro chciał sobie "poruchac" to niech teraz płacze i płaci, a tato, to jego dzieci będa mówiły dla osoby, która ja uznam za stosowne, bo tak. Oczywiście jest inna strona medalu, ze są mężczyźni, których nie interesują ich dzieci, ale mówiąc przekornie można powiedzieć, to nie trzeba było iść z nimi do wyra, a najpierw ich poznać i ocenić, czy są tacy jacy powinni być.
39 2024-12-28 09:54:02 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2024-12-28 09:56:21)
gtx102 napisał/a:W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Z
No tak... Następny tatuś który ma pretensje do świata, że musi płacić alimenty.. Najczęsciej ich w ogóle nie płaci oczywiście.
Ja wychowałam córkę bez alimentów od jej ojca i wbrew temu co mi mówiono, nie żałuję.. Dziś córka jest wykształconą, dobrze zarabiającą młodą kobietą a jej ojciec jakimś menelem, ledwie wiążącym koniec z końcem. Gdyby płacił nawet najmniejsze alimenty, to istniałoby niebezpieczeństwo, że pozwie moją córkę na alimenty na siebie gdy mu na żarcie zabraknie. W tej sytuacji, gdy uchylał się od płacenia alimentów, możliwość że córka będzie zobowiązana płacić na niego jest zerowa.
Tak to się fortuna kołem toczy...
Salomonka nasz system opieki po rozwodzie jest bardzo niesprawiedliwy na tle Europy. Tak jest i nie ma co robić wojenki damsko-meskiej. Ktos kto tworzy prawo powininien wiedziec ze dziecko potrzebuje kontaktu zeby poznać oba wzorce - meski i damski. Granie dziećmi jest elementem układanki w wojnie miedzy rodzicami a prawo powinno o wykluczyć. A to że Twoja corka mogłaby płacić alimenty na ojca to następne debilne prawo. Przez jakieś z d..py przepisy nie brałaś alimentów. Ale to niesprawiedliwe - powinnaś brać w koncu to jego dziecko łaski nie robi za bedzie placil.
A gdyby sad pozwoli Ci widywać córkę 2-4 razy w niesiacu tez byc mowila ze jest ok? Tak trudno spojrzeć oczami drugiej strony?
gtx102 napisał/a:Dannyx88 napisał/a:Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. (...)
To co piszesz, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Byłaś w takiej sytuacji sama, że tak piszesz, czy tylko tak ci się wydaje ? Szansa na to, ze ojciec przejmie opiekę nad dziećmi jak praktycznie w Polsce zerowa. Sąd (sędziny, bo tak są w zasadzie tylko kobiety) przyzna je matce i to nawet, gdy to ona jest tą alkoholiczką, czy narkomanką. Może w skrajnych przypadkach nie, ale już to, że np. się sprzedaje za pieniądze - czyli się prostytuuje, nie będzie dla sądu powodem dla zabraniem jej dzieci. Każdy adwokat ci to powie. Uważasz, że męzczyzni nie walczą o dzieci ? To jest kolejne kłamstwo i wygodny stereotyp. Powtarzanie, że oni chcą ich się tylko ich pozbyć.
Nie istnieje możliwość pozbycia się ojca ? W teorii nie, ale w praktyce wyglada to tak, że sąd nie zasądzi opieki naprzemiennej, bo ta praktycznie u nas nie istnieje, a dla dobra dziecka skłoni się, żeby zostały one przy matce. Co bedzie z tego miał ojciec ? Dwa weekendy w miesiacu ich widzenia. Dokładnie 4 dni. I ty tego nie nazywasz pozbyciem się ojca ? mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. W efekcie nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko.
Proszę: https://zespolradcow.pl/ustalenie-konta … rozwodzie/
Ile razy ojciec może widywać dziecko? Najczęściej kontakty realizowane są 1 lub 2 razy w miesiącu, w 1 lub 2 dni w tygodniu oraz w określone dni wolne od szkoły – w święta, ferie i wakacje. Wszystko zależy od ustaleń między byłymi małżonkami oraz od orzeczenia sądu w tej kwestii. W tym czasie rodzic, z którym na co dzień dziecko nie mieszka, może organizować mu czas w ramach swoich obowiązków rodzicielskich, mając na uwadze zaspokojenie potrzeb dziecka w tym względzie.
Takie wasze glupie gadanie, a prawda jest taka,ze faceci by juz po trzech dniach dzwonili do ex zony/partnerki i by ryczeli do sluchawki "ze sobie nie radza z dziecmi ,bo za duzo obowiazkow, bo oni nie maja czasu na imprezki na randki,na odpoczynek ,bo musza sie dziecmi zajmowac i zeby im pomogly, bo oni zrozpaczeni niewiedza w co rece wlozyc" . Dam sobie leb odciac,ze jezeli sad by zmienil zasady i po rozwodzie wszystkie dzieci by szly do ojcow to po tygodniu 99% facetow by byla w stanie rozpaczy i by prosili matki dzieci,zeby te dzieci wziely do siebie z powrotem
Twój pech że na takich trafiałaś. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora
@bert ogólnie wrzucanie do jednego wora stało się sportem światowym w tych czasach.
Do Autorki - powinniście porozmawiać i wyłożyć karty na stół. Jeśli stanie na Twoim i będzie dziecko, jest szereg rzeczy, które będziesz musiała wziąć pod uwagę - po pierwsze nie tylko wiek matki przy poczęciu dziecka wpływa na potencjalne choroby, wiek ojca również, im starszy ojciec, tym np. większe ryzyko autyzmu. Sama jesteś po 30, więc i u Ciebie pojawiają się pewne ryzyka (piszę to z perspektywy swoich 31 lat i bycia w ciąży).
Po drugie, nie wiecie ile zdrowych lat Twojemu partnerowi zostało - może będzie sprawny do 80 i dożyje nawet 100, a może w wieku sześciedzięsciu kilku lat zacznie się sypać (jak niestety rodzice mojego partnera, którzy po przekroczeniu 60 niestety borykają się z rozmaitymi problemami zdrowotnymi). Oczywiście, nikt nie da Ci gwarancji, że jako młodsza osoba nie zachorujesz albo nie umrzesz wcześniej, niemniej, statystyki powinny skłonić do wzięcia pod uwagę i takiego ryzyka.
Po trzecie, nie wiadomo, czy Twój partner będzie miał siły i energię na wychowanie dziecka. Pierwsze lata są naprawdę trudne, niedosypianie, rozmaite choroby przynoszone ze żłobka, i więcej, a to i tak w przypadku gdy ma się zdrowe, poprawnie rozwijające się dziecko.
No i na koniec - jego nastawienie. Ewidentnie coś go blokuje, jeśli teraz on się zmusi do tego dziecka to może położyć się cieniem na waszej relacji. Przy takich decyzjach niestety trzeba być jednogłośnym.
Jeśli on postawi na swoim prawdopodobnie prędzej czy później go zostawisz albo pobędziesz z nim kilka lat i kiedy Twoje okno na dziecko się zamknie znienawidzisz go za to, że zmarnował Ci kawałek życia i odebrał coś tak ważnego. A jeśli naprawdę pragniesz dziecka, to nie ma sensu się męczyć z kimś, kto go nie chce.
Przemyśl to sobie. Ciągle masz jeszcze czas, żeby znaleźć kogoś z podobnymi priorytetami i to dziecko mieć (a należy też wziąć pod uwagę, że nawet młodzi i zdrowi ludzie mają teraz problemy z poczęciem, niestety niepłodność robi się coraz bardziej powszechnym problemem).
Do @gtx102, piszesz z punktu widzenia swoich uprzedzeń. Jestem w stanie zrozumieć Twoje rozgoryczenie, bo sama wiem jak to smakuje być zdradzonym, ale serio, sądy rodzinne i sprawy o podział opieki nad dziećmi nie powinny być platformą do karania małżonka, który w taki, czy inny sposób doprowadził do rozpadu związku. Taką karą jest orzeczenie o winie i temat powinien zostać zamknięty na rozprawie rozwodowej. Relacje rodzica z dziećmi nie ustają w momencie zakończenia związku z drugim rodzicem i nie powinny podlegać ograniczeniu, bo zdradziło się byłą żonę. Dobro dzieci powinno mieć pierwszeństwo nad potrzebą zemsty rodziców.
Zgodzę się jednak, że system w Polsce jest niesprawiedliwy. W zasadzie dla obu stron - ja byłam niejako ofiarą ojca, który nie płacił alimentów, na szczęście mój ojczym mnie przysposobił i oficjalnie biologiczny ojciec nie ma do mnie żadnych praw, ani nie może wysuwać roszczeń.
Zgadzam się z tym, że w Polsce sądy zdecydowanie preferują udzielanie całości opieki matce, a ojciec bywa podmiotem drugiej kategorii. Zresztą świadectwem tego jest historia dziewczynki oddanej do okna życia przez matkę bez zgody i wiedzy ojca.
Tak naprawdę najbardziej sprawiedliwym dla dzieci systemem byłaby opieka dzielona, ale znów, nie patrzymy tutaj na interes i chciejstwo rodzica, tylko na dobro dziecka. Dziecko to nie jest drzewko bonzai, czy kot, którego chcesz mieć przy sobie bo tak. To czująca istota, która ma prawo być przy rodzicach niezależnie od tego jakie między nimi panują stosunki.
Natomiast, jest też prawdą, że często panom jest na rękę widywać dzieci od święta i płacić alimenty. Co więcej, nie wiem dlaczego panowie traktują obowiązek alimentacyjny wobec dzieci jako jakąś formę opieki finansowej nad byłą małżonką. Alimenty mają za zadanie pokrywać koszty utrzymania dziecka, a do tych należą koszty jedzenia, mieszkania, mediów, opieki medycznej, ubrań, edukacji, paliwa, itd.
Ogólnie rzecz biorąc prawo w Polsce nie jest doskonałe i należałoby sporo poprawić.
Do Autorki - powinniście porozmawiać i wyłożyć karty na stół. Jeśli stanie na Twoim i będzie dziecko, jest szereg rzeczy, które będziesz musiała wziąć pod uwagę - po pierwsze nie tylko wiek matki przy poczęciu dziecka wpływa na potencjalne choroby, wiek ojca również, im starszy ojciec, tym np. większe ryzyko autyzmu. Sama jesteś po 30, więc i u Ciebie pojawiają się pewne ryzyka (piszę to z perspektywy swoich 31 lat i bycia w ciąży).
Po drugie, nie wiecie ile zdrowych lat Twojemu partnerowi zostało - może będzie sprawny do 80 i dożyje nawet 100, a może w wieku sześciedzięsciu kilku lat zacznie się sypać (jak niestety rodzice mojego partnera, którzy po przekroczeniu 60 niestety borykają się z rozmaitymi problemami zdrowotnymi). Oczywiście, nikt nie da Ci gwarancji, że jako młodsza osoba nie zachorujesz albo nie umrzesz wcześniej, niemniej, statystyki powinny skłonić do wzięcia pod uwagę i takiego ryzyka.
Po trzecie, nie wiadomo, czy Twój partner będzie miał siły i energię na wychowanie dziecka. Pierwsze lata są naprawdę trudne, niedosypianie, rozmaite choroby przynoszone ze żłobka, i więcej, a to i tak w przypadku gdy ma się zdrowe, poprawnie rozwijające się dziecko.
No i na koniec - jego nastawienie. Ewidentnie coś go blokuje, jeśli teraz on się zmusi do tego dziecka to może położyć się cieniem na waszej relacji. Przy takich decyzjach niestety trzeba być jednogłośnym.Jeśli on postawi na swoim prawdopodobnie prędzej czy później go zostawisz albo pobędziesz z nim kilka lat i kiedy Twoje okno na dziecko się zamknie znienawidzisz go za to, że zmarnował Ci kawałek życia i odebrał coś tak ważnego. A jeśli naprawdę pragniesz dziecka, to nie ma sensu się męczyć z kimś, kto go nie chce.
Przemyśl to sobie. Ciągle masz jeszcze czas, żeby znaleźć kogoś z podobnymi priorytetami i to dziecko mieć (a należy też wziąć pod uwagę, że nawet młodzi i zdrowi ludzie mają teraz problemy z poczęciem, niestety niepłodność robi się coraz bardziej powszechnym problemem).Do @gtx102, piszesz z punktu widzenia swoich uprzedzeń. Jestem w stanie zrozumieć Twoje rozgoryczenie, bo sama wiem jak to smakuje być zdradzonym, ale serio, sądy rodzinne i sprawy o podział opieki nad dziećmi nie powinny być platformą do karania małżonka, który w taki, czy inny sposób doprowadził do rozpadu związku. Taką karą jest orzeczenie o winie i temat powinien zostać zamknięty na rozprawie rozwodowej. Relacje rodzica z dziećmi nie ustają w momencie zakończenia związku z drugim rodzicem i nie powinny podlegać ograniczeniu, bo zdradziło się byłą żonę. Dobro dzieci powinno mieć pierwszeństwo nad potrzebą zemsty rodziców.
Zgodzę się jednak, że system w Polsce jest niesprawiedliwy. W zasadzie dla obu stron - ja byłam niejako ofiarą ojca, który nie płacił alimentów, na szczęście mój ojczym mnie przysposobił i oficjalnie biologiczny ojciec nie ma do mnie żadnych praw, ani nie może wysuwać roszczeń.
Zgadzam się z tym, że w Polsce sądy zdecydowanie preferują udzielanie całości opieki matce, a ojciec bywa podmiotem drugiej kategorii. Zresztą świadectwem tego jest historia dziewczynki oddanej do okna życia przez matkę bez zgody i wiedzy ojca.
Tak naprawdę najbardziej sprawiedliwym dla dzieci systemem byłaby opieka dzielona, ale znów, nie patrzymy tutaj na interes i chciejstwo rodzica, tylko na dobro dziecka. Dziecko to nie jest drzewko bonzai, czy kot, którego chcesz mieć przy sobie bo tak. To czująca istota, która ma prawo być przy rodzicach niezależnie od tego jakie między nimi panują stosunki.Natomiast, jest też prawdą, że często panom jest na rękę widywać dzieci od święta i płacić alimenty. Co więcej, nie wiem dlaczego panowie traktują obowiązek alimentacyjny wobec dzieci jako jakąś formę opieki finansowej nad byłą małżonką. Alimenty mają za zadanie pokrywać koszty utrzymania dziecka, a do tych należą koszty jedzenia, mieszkania, mediów, opieki medycznej, ubrań, edukacji, paliwa, itd.
Ogólnie rzecz biorąc prawo w Polsce nie jest doskonałe i należałoby sporo poprawić.
Rozsądnie powiedziane
44 2024-12-28 15:11:43 Ostatnio edytowany przez New Me (2024-12-28 15:12:20)
New Me napisał/a:gtx102 napisał/a:To co piszesz, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Byłaś w takiej sytuacji sama, że tak piszesz, czy tylko tak ci się wydaje ? Szansa na to, ze ojciec przejmie opiekę nad dziećmi jak praktycznie w Polsce zerowa. Sąd (sędziny, bo tak są w zasadzie tylko kobiety) przyzna je matce i to nawet, gdy to ona jest tą alkoholiczką, czy narkomanką. Może w skrajnych przypadkach nie, ale już to, że np. się sprzedaje za pieniądze - czyli się prostytuuje, nie będzie dla sądu powodem dla zabraniem jej dzieci. Każdy adwokat ci to powie. Uważasz, że męzczyzni nie walczą o dzieci ? To jest kolejne kłamstwo i wygodny stereotyp. Powtarzanie, że oni chcą ich się tylko ich pozbyć.
Nie istnieje możliwość pozbycia się ojca ? W teorii nie, ale w praktyce wyglada to tak, że sąd nie zasądzi opieki naprzemiennej, bo ta praktycznie u nas nie istnieje, a dla dobra dziecka skłoni się, żeby zostały one przy matce. Co bedzie z tego miał ojciec ? Dwa weekendy w miesiacu ich widzenia. Dokładnie 4 dni. I ty tego nie nazywasz pozbyciem się ojca ? mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.
W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. W efekcie nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko.
Proszę: https://zespolradcow.pl/ustalenie-konta … rozwodzie/
Ile razy ojciec może widywać dziecko? Najczęściej kontakty realizowane są 1 lub 2 razy w miesiącu, w 1 lub 2 dni w tygodniu oraz w określone dni wolne od szkoły – w święta, ferie i wakacje. Wszystko zależy od ustaleń między byłymi małżonkami oraz od orzeczenia sądu w tej kwestii. W tym czasie rodzic, z którym na co dzień dziecko nie mieszka, może organizować mu czas w ramach swoich obowiązków rodzicielskich, mając na uwadze zaspokojenie potrzeb dziecka w tym względzie.
Takie wasze glupie gadanie, a prawda jest taka,ze faceci by juz po trzech dniach dzwonili do ex zony/partnerki i by ryczeli do sluchawki "ze sobie nie radza z dziecmi ,bo za duzo obowiazkow, bo oni nie maja czasu na imprezki na randki,na odpoczynek ,bo musza sie dziecmi zajmowac i zeby im pomogly, bo oni zrozpaczeni niewiedza w co rece wlozyc" . Dam sobie leb odciac,ze jezeli sad by zmienil zasady i po rozwodzie wszystkie dzieci by szly do ojcow to po tygodniu 99% facetow by byla w stanie rozpaczy i by prosili matki dzieci,zeby te dzieci wziely do siebie z powrotem
Twój pech że na takich trafiałaś. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora
Ja nie wrzucam wszystkich tylko 99%, bo doskonale wiem, ze wlasnie az tyle facetow nie dalo by sobie rady samemu wychowywac i zajmowac sie dziecmi a juz w szczegolnosci dziecmi malymi, ktore potrzebuja wiele uwagi i by nie bylo lezenia w fotelu tylko zapierdziel 24 na dobe
Autorko, powiem Ci tak: pomijając różnicę wieku, która jest ogromna:
Ten Pan nie traktuje Ciebie poważnie.
Bo gdyby to byla miłość, to by miał z Tobą to dziecko.
Zaszłaś w ciążę? I co, zamiast zapewnić Ci spokój to truł Ci tylek z powody swojego przerażenia, co mogło mieć wpływ na poronienie.
Chlopczyk w skórze mężczyzny.
55 lat to nie starość.
Można spiąć tyłek i zapewnić dziecku i partnerce środki. A on jest wygodny i tyle.
Pasuje mu młoda kobieta, to powinny pasować pieluchy.
Wolisz starszych? Znajdziesz lepszego
Autorko, powiem Ci tak: pomijając różnicę wieku, która jest ogromna:
Ten Pan nie traktuje Ciebie poważnie.
Bo gdyby to byla miłość, to by miał z Tobą to dziecko.
Zaszłaś w ciążę? I co, zamiast zapewnić Ci spokój to truł Ci tylek z powody swojego przerażenia, co mogło mieć wpływ na poronienie.
Chlopczyk w skórze mężczyzny.
55 lat to nie starość.
Można spiąć tyłek i zapewnić dziecku i partnerce środki. A on jest wygodny i tyle.
Pasuje mu młoda kobieta, to powinny pasować pieluchy.
Wolisz starszych? Znajdziesz lepszego
Elu to że nie chce mieć dziecka nie oznacza że nie kocha. To oznacza że nie chce mieć dziecka. Rownie dobrze mozna powiedziec ze ona nie kocha bo nie akceputuje ze on nie chce. Oni po prostu musza ze sobą szczerze porozmawiać. Bo tu nie ma pola na kompromis. Dziecko albo jest albo nie. Jeśli dla niej priorytetem jest dziecko (a tak to widze) to niech znajdzie młodszego. Bo nawet jak się trafi dzieciak (a on nie chce) to im się zwiazek posypie i zasili szeregi samotnie wychowujących matek.
47 2024-12-28 16:00:06 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2024-12-28 16:03:50)
Bert44 napisał/a:New Me napisał/a:Takie wasze glupie gadanie, a prawda jest taka,ze faceci by juz po trzech dniach dzwonili do ex zony/partnerki i by ryczeli do sluchawki "ze sobie nie radza z dziecmi ,bo za duzo obowiazkow, bo oni nie maja czasu na imprezki na randki,na odpoczynek ,bo musza sie dziecmi zajmowac i zeby im pomogly, bo oni zrozpaczeni niewiedza w co rece wlozyc" . Dam sobie leb odciac,ze jezeli sad by zmienil zasady i po rozwodzie wszystkie dzieci by szly do ojcow to po tygodniu 99% facetow by byla w stanie rozpaczy i by prosili matki dzieci,zeby te dzieci wziely do siebie z powrotem
Twój pech że na takich trafiałaś. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora
Ja nie wrzucam wszystkich tylko 99%, bo doskonale wiem, ze wlasnie az tyle facetow nie dalo by sobie rady samemu wychowywac i zajmowac sie dziecmi a juz w szczegolnosci dziecmi malymi, ktore potrzebuja wiele uwagi i by nie bylo lezenia w fotelu tylko zapierdziel 24 na dobe
Tak tak i jestem rodzynkiem bo wiem że ogarniecie dzieciaka to nie budowa promu kosmicznego. Takie głupoty jak 99% coś tam potrafia mowic tez faceci. Np mój kolega mowi np. że 99% babek po urodzeniu zostaje matka roku, zapominają o swoim facecie i do końca życia pozostają kłodami. Też takie rzucone 99%
A ile procent babek wg Ciebie nie dopuszcza faceta do dziecka bo "nie da rady"? Jak w watku ostatnio że zdradzająca 12 lat starsza zona? Zapewniam Cię że nie jest tak ze 99% dopuszcza faceta do dziecka.
48 2024-12-28 16:19:21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-28 16:26:30)
Bert, ona od poczatku mówiła czego oczekuje.
Przytaknął jej.
Czy to miłość, jeśli kłamał? Nie
Z miłości przelamuje się swój strach, swoją wygodę.
Ona ma prawo czuć się oszukana
W ogóle Jak masz dużo starszego partnera, Ti oczekujesz od niego wyższych standardów niz od chlopca.
I prawda jest taka, że Ona znajdzie kogoś w jego wieku czy np 45 latka który te dzieci będzie chciał mieć z Panną, nie samotną matką i je spokojnie wychowa.
Ba, może to być jego życiowe marzenie, no chciał zostać ojcem a życie tak się poukładało, że nie może.
Szczerze powiem ze gdybym była 30 łatką, która chce założyć szczęśliwą rodzinę, szukałabym nie rówieśników, bk Ci w tych czasach chcą się bawić, tylko 40 latka, ci ma w głowie poukladane
Bert, ona od poczatku mówiła czego oczekuje.
Przytaknął jej.
Czy to miłość, jeśli kłamał? Nie
Z miłości przelamuje się swój strach, swoją wygodę.
Ona ma prawo czuć się oszukanaW ogóle Jak masz dużo starszego partnera, Ti oczekujesz od niego wyższych standardów niz od chlopca.
I prawda jest taka, że Ona znajdzie kogoś w jego wieku czy np 45 latka który te dzieci będzie chciał mieć z Panną, nie samotną matką i je spokojnie wychowa.
Ba, może to być jego życiowe marzenie, no chciał zostać ojcem a życie tak się poukładało, że nie może.
Szczerze powiem ze gdybym była 30 łatką, która chce założyć szczęśliwą rodzinę, szukałabym nie rówieśników, bk Ci w tych czasach chcą się bawić, tylko 40 latka, ci ma w głowie poukladane
40 lat jest ok. 55 to wg mnie już ryzykowne - niezależnie czy się chce czy nie.
Może na poczatku chcial dziecko ale teraz nie chce. Pewnie jak byla w pierwszej ciąży to dotarło do niego ze tego nie chce. Tak czy inaczej nic na siłę musza pogadać i podjąć decyzję.
50 2024-12-28 16:47:24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-28 16:50:46)
Ela210 napisał/a:Bert, ona od poczatku mówiła czego oczekuje.
Przytaknął jej.
Czy to miłość, jeśli kłamał? Nie
Z miłości przelamuje się swój strach, swoją wygodę.
Ona ma prawo czuć się oszukanaW ogóle Jak masz dużo starszego partnera, Ti oczekujesz od niego wyższych standardów niz od chlopca.
I prawda jest taka, że Ona znajdzie kogoś w jego wieku czy np 45 latka który te dzieci będzie chciał mieć z Panną, nie samotną matką i je spokojnie wychowa.Ba, może to być jego życiowe marzenie, no chciał zostać ojcem a życie tak się poukładało, że nie może.
Szczerze powiem ze gdybym była 30 łatką, która chce założyć szczęśliwą rodzinę, szukałabym nie rówieśników, bk Ci w tych czasach chcą się bawić, tylko 40 latka, ci ma w głowie poukladane40 lat jest ok. 55 to wg mnie już ryzykowne - niezależnie czy się chce czy nie.
Może na poczatku chcial dziecko ale teraz nie chce. Pewnie jak byla w pierwszej ciąży to dotarło do niego ze tego nie chce. Tak czy inaczej nic na siłę musza pogadać i podjąć decyzję.
Oni nie są że sobą latami.
Facet w jego wieku już wie czego chce, a jak nie wie, to mentalny dzieciak
On się jej oświadczył!
Pewnie w momencie gdy się bał że odejdzie.
Wspomniał wtedy coś o zmianie zdania?
Jak facet w tym wieku może truć za uchem partnerce w ciąży?
Dla kogo ryzykowne? To nie on będzie w ciąży.
Dlaczego ryzykowne: Nie potrafi kasy ogarnąć na dziecko? No to wspaniały Narzeczony, nie ma co..
Dziewięć się ze ona z nim jescze jest
Bert44 napisał/a:Ela210 napisał/a:Bert, ona od poczatku mówiła czego oczekuje.
Przytaknął jej.
Czy to miłość, jeśli kłamał? Nie
Z miłości przelamuje się swój strach, swoją wygodę.
Ona ma prawo czuć się oszukanaW ogóle Jak masz dużo starszego partnera, Ti oczekujesz od niego wyższych standardów niz od chlopca.
I prawda jest taka, że Ona znajdzie kogoś w jego wieku czy np 45 latka który te dzieci będzie chciał mieć z Panną, nie samotną matką i je spokojnie wychowa.Ba, może to być jego życiowe marzenie, no chciał zostać ojcem a życie tak się poukładało, że nie może.
Szczerze powiem ze gdybym była 30 łatką, która chce założyć szczęśliwą rodzinę, szukałabym nie rówieśników, bk Ci w tych czasach chcą się bawić, tylko 40 latka, ci ma w głowie poukladane40 lat jest ok. 55 to wg mnie już ryzykowne - niezależnie czy się chce czy nie.
Może na poczatku chcial dziecko ale teraz nie chce. Pewnie jak byla w pierwszej ciąży to dotarło do niego ze tego nie chce. Tak czy inaczej nic na siłę musza pogadać i podjąć decyzję.
Oni nie są że sobą latami.
Facet w jego wieku już wie czego chce, a jak nie wie, to mentalny dzieciak
On się jej oświadczył!
Pewnie w momencie gdy się bał że odejdzie.
Wspomniał wtedy coś o zmianie zdania?
Jak facet w tym wieku może truć za uchem partnerce w ciąży?
Dla kogo ryzykowne? To nie on będzie w ciąży.
Dlaczego ryzykowne: Nie potrafi kasy ogarnąć na dziecko? No to wspaniały Narzeczony, nie ma co..
Dziewięć się ze ona z nim jescze jest
Dla dziecka ryzykowne. Jak dzieciak będzie miał 18 lat to on będzie statystycznie w wieku śmierci faceta.
A co do zmiany zdania to masz racje powinien jasno się okreslic
52 2024-12-28 17:08:33 Ostatnio edytowany przez New Me (2024-12-28 17:08:52)
Ela210 napisał/a:Bert44 napisał/a:40 lat jest ok. 55 to wg mnie już ryzykowne - niezależnie czy się chce czy nie.
Może na poczatku chcial dziecko ale teraz nie chce. Pewnie jak byla w pierwszej ciąży to dotarło do niego ze tego nie chce. Tak czy inaczej nic na siłę musza pogadać i podjąć decyzję.
Oni nie są że sobą latami.
Facet w jego wieku już wie czego chce, a jak nie wie, to mentalny dzieciak
On się jej oświadczył!
Pewnie w momencie gdy się bał że odejdzie.
Wspomniał wtedy coś o zmianie zdania?
Jak facet w tym wieku może truć za uchem partnerce w ciąży?
Dla kogo ryzykowne? To nie on będzie w ciąży.
Dlaczego ryzykowne: Nie potrafi kasy ogarnąć na dziecko? No to wspaniały Narzeczony, nie ma co..
Dziewięć się ze ona z nim jescze jestDla dziecka ryzykowne. Jak dzieciak będzie miał 18 lat to on będzie statystycznie w wieku śmierci faceta.
A co do zmiany zdania to masz racje powinien jasno się okreslic
50 plus lat to juz nie wiek na dziecko. Bedzie dzieciak mial 20 lat to juz bedzie taki ojciec 70 letni dziadek w kazdej chwili na zawal moze pasc
Może, ale syn ma jesczce matkę i może mieć starszego brata.
A gość może żyć i 90.
Może, ale syn ma jesczce matkę i może mieć starszego brata.
A gość może żyć i 90.
Nie ma co ryzykowac. Wiecej dzieci to by tez sie rownalo dwa razy wiecej pracy dla niego ,a to sie tez na zdrowie przeklada
Zostaw tego zapierdzianego tetryka i weź sobie do zakładania rodziny chłopa w zdrowym, normalnym wieku. To głupie robić sobie dzieci z takim dziadkiem, on nawet może nie dożyć jak Dorosną, pójdą na studia itd.
56 2024-12-29 03:53:16 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-12-29 03:56:35)
Gdybyś zyła w kraju, gdzie sędziami byli by meżczyźni i panował patriarchat, to na pewno inaczej byś mówiła, gdyby to Twój mąż Ciebie zdradził, a sąd jeszcze przyznał mu dzieci, a żona jeszcze by musiała płącić alimenty, bo w tym kraju akurat "tak" jest sprawiedliwe. Nie rozumiesz chyba tez tego, albo wygodnie jest tobie nie rozumieć, że są meżczyźni tacy jak np. mój kolega, czy ja, którzy właśnie chcą przychylić nieba jak to piszesz dla swoich dzieci i nie godzą się na to, żeby zona zdrajczyni - aka wyrodna matka, zabierała je do gacha i to gach nagle stawał się ich ojcem. Ona nie kierowała sie dobrem dzieci, ale swoim. I sąd to przyznał, obciążajac ją 100% winą za rozpad małżeństwa. Nawet to jest nie istotne. Prawda ? Sąd przynaje dzieci dla matek, bo tak w tym kraju tak już jest. Tak uważa, że miejsce dzieci jest przy matce, a meżczyżni mogą sobie na nie płacić i widzieć je dokładnie 4 dni w miesiacu. Płacić na nie i to wiedząc, że wychowuje je obcy męzczyzna. Tak naprawdę, ich wróg, który nie mając zasad moralnych po prostu wszedł ze swoim wackiem w czyjeś małżeństwo.
Nie ma sensu ta dyskucja, bo nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością, ani dobrem dzieci. Fakt pozostaje faktem, że każda kobieta w każej chwili może zabrac dzieci i ich biologiczny ojciec zostanie sprowadzony do roli skarbonki. Najśmieszniejsze i najbardziej żałosne jest to, że najwet jeśli nie są to jego dzieci, bo zona go zdradzała, a on w odpowiednim czasie (jest to tylko pół roku), nie wystapi do sądu o ustalenia ojcostwa swoich dzieci, a po latach się okaże, ze to wcale nie sa jego dzieci, to on nie dosyć, że nie dostanie odszkodowania od niej za poniesione nakłady i straty moralne, a dalej będzie musiał płacił na nie alimenty jeżeli prokurator uzna, że nie wniesie on tej sprawy (a nie musi) .... Na nie swoje dzieci, dla kobiety z która już nie żyje. wiec nie dziwcie się drogie Panie, że świadomi meżczyźni wcale się nie palą i z tego powodu do posiadania potomstwa. Wychowując swoje dzieci chciałbym mieć pewność, że one ze mną bedą, a nie zostaną ode mnie zabrane, bo nagle ich matka zabierze się i zawinie, zostawiając mnie z niczym, a do tego jeszcze będę musiał łożyć na kogoś kogo nie widzę. A jak ona się uprze to nigdy ich nie zobaczę, nie wpominając, że może je nastawić przeciwko mnie, co też realnie nie jest karalne. Dlatego przy rozwodach dzieci sa tak wazną kartą przetargową, a tak nie powinno być. To nie jest żadna patologia, a realność życia, gdzie prwie standardem w takim przypadku jest próba uznania męzczyzny jeszcze za "przemocowca". Miałem to samo, pomimo, że nawet złego słowa nie powiedziałem na swoją żonę, a rękę jeśli na nię podnosiłem, to tylko po to, żeby ją przytulić i pogłaskać po głowie. To właśnie proponują adwokaci strony przeciwnej, bo to działa.
Nic wiecej w tym temacie nie mam do dodania, bo wiem, że jeśli do kogoś nie przemawiają żadne argument, to po prostu jest mu tak wygodnie i ta rozmowa nie ma sensu. Zamiast tego zarzuci rozmówce inwektywami, czy roszczeniowymi i czesto bezczelnymi argumentami, ze skoro chciał sobie "poruchac" to niech teraz płacze i płaci, a tato, to jego dzieci będa mówiły dla osoby, która ja uznam za stosowne, bo tak. Oczywiście jest inna strona medalu, ze są mężczyźni, których nie interesują ich dzieci, ale mówiąc przekornie można powiedzieć, to nie trzeba było iść z nimi do wyra, a najpierw ich poznać i ocenić, czy są tacy jacy powinni być.
Nie zrozumiemy się, bo przemawia przez Ciebie żal, rozczarowanie i zgorzknienie, dlatego uważasz, że kobiety są złe, nie mają zasad, nie można nam ufać, a takiej, która zdradziła swojego małżonka z automatu powinno się także odbierać dzieci. Brzmisz, jakbyś uważał, że to powinna być dla niej forma kary.
I tutaj się rozmijamy, bo ja - raz jeszcze powtórzę - twierdzę, że to są sprawy między mężczyzną a kobietą, a dziećmi się tego nie rozgrywa. Tylko tyle i aż tyle.
I tutaj się rozmijamy, bo ja - raz jeszcze powtórzę - twierdzę, że to są sprawy między mężczyzną a kobietą, a dziećmi się tego nie rozgrywa. Tylko tyle i aż tyle.
Ale praktyka jest niestety inna.
Nie wiem jak do niego dotrzeć.
Najlepiej to pogodzić się z tym, ze jesteś za stara na robienie dzieci. Przynajmniej twój facet ma tego świadomość, że 30latka i 55 letni facet to nie jest ani materiał, ani wiek na posiadanie dziecka.
Priscilla napisał/a:
I tutaj się rozmijamy, bo ja - raz jeszcze powtórzę - twierdzę, że to są sprawy między mężczyzną a kobietą, a dziećmi się tego nie rozgrywa. Tylko tyle i aż tyle.Ale praktyka jest niestety inna.
Każdy gra tak jakie ma karty. Dzieci to jedna z mocniejszych kart w talii kobiety.
60 2024-12-29 14:14:38 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-29 14:24:45)
Sparrow, 30 latka to super wiek na rodzenie dziecka.
Musisz być bardziej sfrustrowany, by pisać takie rzeczy.
Można wiedzieć w jakim wieku Twoja żona urodziła Ci dzieci?
Realia są takie, że Ona bez trudu znajdzie 40 latka gotowego w 100 % na założenie rodziny z 30 latka, a ten 55 latek będzie miał wielki problem znaleźć partnerkę w wieku 30 - 35 lat która nie chce mieć dziecka, albo sama nie ma swoich małych
Więc takiej to musiałby znowu składać, by z nią być.
Natomiast takie rozlazłe kluski, które mazgają się gdy kobieta jest w ciąży, to nie mają czego szukać np u atrakcyjnych 45 +, które poszukują sporego procenta mężczyzny w mężczyźnie.
Nie ma on czym zaimponować dojrzałej kobiecie.
A do 20 latek to może On sobie startować na zasadzie sponsoringu.
Teraz najwięcej kobiet w EU rodzi swoje 1 dziecko w okolicach 30., a często i 40.
Jest około 25 % par które mają problemy z zajściem w ciążę i nie będą mieć dzieci.
Ale jej partner po prostu ich nie chce i powinna poszukać kogoś innego, albo zmarnować przy nim zycie.
Sparrow, 30 latka to super wiek na rodzenie dziecka.
30 lat na pierwsze dziecko to nie jest super wiek, tylko patologia naszych czasów. Zwłaszcza, że to miałoby być jej pierwsze dziecko z kolesiem mającym 55 lat. Statystycznie większe szanse mają na to, że koleś w najbliższych 5 latach dostanie zawału serca, udaru lub raka prostaty niż na to, że urodzi im się zdrowe dziecko.
Wytłumacz mi co w tym super kiedy dziecko wkraczające w dorosłą samodzielność (pi razy oko - wiek studencki) ma rodziców emerytów, o ile jakimś cudem oboje jeszcze żyją? Co jest takiego super, kiedy samemu będąc na dorobku trzeba pomagać rodzicom borykającym się z menopauzą czy prozą starości?
Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby w takiej sytuacji (30 i 55) starać się o PIERWSZE dziecko.
62 2024-12-29 14:28:35 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-29 14:34:40)
Ela210 napisał/a:Sparrow, 30 latka to super wiek na rodzenie dziecka.
30 lat na pierwsze dziecko to nie jest super wiek, tylko patologia naszych czasów. Zwłaszcza, że to miałoby być jej pierwsze dziecko z kolesiem mającym 55 lat. Statystycznie większe szanse mają na to, że koleś w najbliższych 5 latach dostanie zawału serca, udaru lub raka prostaty niż na to, że urodzi im się zdrowe dziecko.
Wytłumacz mi co w tym super kiedy dziecko wkraczające w dorosłą samodzielność (pi razy oko - wiek studencki) ma rodziców emerytów, o ile jakimś cudem oboje jeszcze żyją? Co jest takiego super, kiedy samemu będąc na dorobku trzeba pomagać rodzicom borykającym się z menopauzą czy prozą starości?
Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby w takiej sytuacji (30 i 55) starać się o PIERWSZE dziecko.
Ona w wieku 40, 50 lat jakimś cudem będzie żyła? ![]()
Trzeba mieć nierówno pod sufitem by takie rzeczy pisać.
50 + latek zdrowy i zasobami spokojnie może być ojcem, jak chce.
Ale on nie chce, więc nie pisz idiotyzmów, że to Ona jest za stara, by mieć dziecko.
Urodziło się w ten sposób wiele dzieci w królewskich rodach, więc nie to jest problemem
To, że On ma szansę zachorować, nijak nie ma się do tego, że może zostać ojcem.
Na jej miejscu jednak zwijałabym się z takiej relacji z przyczyn o których pisałam.
Nie odpowiedziałeś, w jakim wieku zona urodziła Ci dzieci
Ona w wieku 40, 50 lat jakimś cudem będzie żyła?
30 + 20~25 lat to daje nie 40 tylko 50-55. A to już wiek menopauzalny i to u boku partnera mającego 75-80 lat. O ile właśnie koleś dożyje, bo średnia wieku dla mężczyzn w PL to niecałe 75 lat.
Urodziło się w ten sposób wiele dzieci w królewskich rodach
Akurat rody szlacheckie to festiwal spierdolenia genetycznego więc przykład jest wyjątkowo debilny.
Czy ci się to podoba, czy nie, to posiadanie pierwszego dziecka w takim wieku jest problematyczne i obarczone ogromnym ryzykiem. Już raz babka poroniła, a ty pierdolisz farmazony jakie to fantastyczne i super mieć (pierwsze) dziecko w takim wieku. Z tak starym partnerem. I zamiast pomagać dziecku na dorobku to będą topić hajs w leczenie typa, aby za wszelką cenę i bez względu na wszystko koleś dociągnął aż dzieciak zdobędzie magistra.
Egoizm wyjebany po sam sufit.
Owszem, może zmienić partnera i o ile nie chce złapać kogoś na dziecko, a poszukać kogoś odpowiedniego i tę ciążę zaplanować (czyli jak będzie chciała zachować się jak dorosła, odpowiedzialna osoba) to minie jej kolejnych 5 lat. I to przy optymistycznym założeniu, że znowu nie poroni nigdzie po drodze. To teraz otwórz sobie wujka googla i zobacz jakie są szanse np na dziecko z Downem w przypadku pierwszego dziecka w takim wieku. A to tylko jedna z pierdyliona możliwych chorób i dysfunkcji, których szanse jebią w kosmos wraz z wiekiem matki.
64 2024-12-29 15:05:03 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-29 15:20:08)
Wujek Google taki mądry..
A wszystkie dzieci z Downem jakie znam urodziły kobiety przed 35 rokiem życia.
Za to znam wiele dzieci urodzinych przez starsze matki i zdrowych.
A wiesz dlaczego:
Bo tak naprawdę póki kobieta miesiaczkuje może zajsc w ciążę.
Tylko ze im jest starsza, tym łatwiej samoistnie poroni taką ciążę, niż ją organizm utrzyma.
I jak będzie mieć wiele stresu, i jojczaxegi dziadka piernik przy sobie, to też ma szansę na poronienie.
Natomiast ona nie musi szukać kogoś 5 lat,
Może rok, albo 2 i znajdzie bez trudu
I jakbyś czytał uważnie to nie ją, ale jego uważam za słaby punkt tego starania się o dziecko.
Natomiast Ty walisz di niej: jesteś za stara, bo masz 30.
Współczuję myślenia i tyle.
Nie znajdziesz współcześnie ani 1 ginekologa który się doszkala, a nie skończył medycynę 40 lat temu i nie wychodzi ze swojego prowincjonalnego gabinetu, który stwierdzi by się pogodziła, że jest za późno.
Źle wybrała partnera, to fakt.
Ale nie jest za późno na zmianę.
65 2024-12-29 15:11:08 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-12-29 15:11:59)
Bo tak naprawdę póki kobieta miesiaczkuje może zajsc w ciążę.
To, że może, to nie znaczy, że powinna. 13 latka też może. I co w związku z tym?
I jak będzie mieć wiele stresu, i jojczaxegi dziadka piernik przy sobie, to też ma szansę na poronienie.
Nie musi mieć partnera - piernika. Popatrz na jej poprzednie wątki i jakie perypetie zdrowotne opisywała.
Natomiast ona nie musi szukać kogoś 5 lat,
Może rok, albo 2 i znajdzie bez trudu
LOL. Pewnie. W rok albo dwa to może najwyżej złapać kogoś na dziecko. A potem minie kolejny roczek albo dwa i wpadnie tu na forum szukać porad rozwodowych i będziemy mieli kolejną samotną mamę 35+ jojczącą na facetów.