Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi?

Jestem najstarsza z 5 rodzeństwa,mając 21 lat założyłam rodzinę i wyprowadziłam się z domu,od zawsze troszczyłam się o rodzeństwo ,zabierałam ze sobą gdzie tylko mogłam,oszczędzałam grosze ,żeby zawsze z internatu przywieźć choć po lizaku.Mając swoją rodzinę nadal byłam bardzo z rodzeństwem związana,każdy wolny dzień byli u mnie,było to dla mnie normalnością.
Kiedy młodsze dzieciaki miały 11,15,18 zmarł nasz Tatuś,Mama została z Babcia i dziećmi na gospodarce,ale już po paru miesiącach zaczęła planować wyjazd do DE i pojechała.Babcia była słaba,miała już swoje lata,dzieciaki do szkoły,całymi dniami były u mnie.Mój mąż był dobrym dla moich Rodziców i mocno przeżył śmierć mojego Taty,nigdy nie miał problemu z tym,że dziewczyny u nas mieszkają i trzeba o nie dbać,a że mieszkaliśmy w malutkim domu i bylo nam ciasno i ze względu na Babcie,wróciłam do rodzinnego domu,a nasz domek w miedzy czasie rozkradziono i zdewastowano.Wkładaliśmy pieniądze w walący się dom mamy,staraliśmy się żeby dziewczyną niczego nie brakowało i choć było bardzo ciężko nie poddawaliśmy się,bo na samym początku najmłodsza stanęła zapłakana i wykrzyczała,że Tatuś ją zostawił,Mama i my pewnie też tak zrobimy,wtedy obiecaliśmy ,że dopóki nie dorośnie i sama nie zdecyduje nie zostawimy ich.Były momenty straszne,problemy ze szkołami ,ze zdrowiem,bunt,wyzwiska,niechęć do Matki,ale trwaliśmy.Mama ciągle tłumaczyła,że jest ciężko,ale od ...będzie lepiej ,bo już ma kolejnego nowego narzeczonego,jakaś praca się szykuje itp.W międzyczasie Babcia zmarła,najstarsza z dziewczyn pomieszkiwała u chłopaka,a jak miała problemy to zwalała się i uważała że wszystko się jej należy,ale ja się cieszyłam,że jest z nami.Kiedy najmłodsza już skończyła 18 lat to ja zamarzyłam,żeby zrobić coś dla siebie,postanowiłam otworzyć bar,ale co z dziećmi?Nigdy nikt mi nie pomagał,a ja nie prosiłam,ale teraz byłam zmuszona,moja Mama miała wreszcie wyszukanego męża,zadzwoniłam i zapytałam,czy mogłabym liczyć,że teraz przyjedzie i zajmie się swoim i moimi dziećmi kiedy ja będę w pracy,pożałowałam tego pytani,usłyszałam,że co ja sobie myślę,że ona męża zostawi samego,chyba mi się coś..Najmłodsza skończyła szkołę,średnia nie skończyła uciekła do DE a tam mama jej znalazła opiekuna i już nie musiała wracać,do domu wróciła od chłopaka najstarsza,brat znalazł pracę,a ja zwinęłam dzieci i wyjechałam do innej miejscowości ,żeby otworzyć bar.Liczyłam,że rodzeństwo mnie wesprze,bar z jedzeniem się rozkręcał,a ja zostałam sama,wszyscy się ode mnie odwrócili,nie wiem czemu,może przez to,że prawie przestałam odzywać się do Matki ,bo zaczęła być mi obca,Ona potrafiła przyjechać z DE kupić na pkp pomarańcze dla dzieci i prosić żeby dać jej na powrót,a wszystkim opowiadała,że to co mamy to dzięki niej,podpisywała się pod każdym naszym sukcesem,a nigdy w niczym mi nie pomogła,bardzo to bolało ,bo na wszystko sami ciężko pracowaliśmy.
Bar się kręcił,a ja zachorowałam ,musiałam poddać się operacji      ,a ze nie miałam nikogo zaufanego musiałam z płaczem zamknąć interes.Kupiliśmy dom,po odzyskaniu zdrowia dostałam bardzo dobra pracę,mąż też bardzo dobrze zarabiał,żyło nam się dobrze i przyszła I Komunia naszego dziecka ,więc trzeba było wyciągnąć rękę,aby przeżyć godnie to wydarzenie.Miałam nadzieję ,że czas wszystkich czegoś nauczył.Przez jakiś okres było ok ,ale bardzo irytowało mnie to,że nie można z nimi rozmawiać normalnie,trzeba knuć,obgadywać,jątrzyć bo jak nie ,to jestem przeciw nim.Jadąc na spotkania cieszyłam się,że ich zobaczę,ale szybko wracałam zmęczona chorą atmosferą.Moja mama i rodzeństwo bardzo rzadko mnie odwiedzali , jak byłam kolejne razy w szpitalu to nikt nawet nie zadzwonił,kiedy mój najmłodszy syn zachorował i byliśmy w klinice,bo podejrzewano najgorsze ,a moja matka wiedziała że świat mi się wali,jak dowiedziała się że już jestem w klinice to na drugi dzień zadzwoniła,że to ja robie dym ,bo powinnam ją informować ,a nie czekać aż ona zadzwoni.
Mąż pracował od jakiegoś czasu u Niemieckiego pracodawcy,kilku jego kolegów wzięło rodziny i pojechali tam żyć,mój to podłapał i zaczęliśmy się zastanawiać nad wyjazdem.W PL spłacamy dom,ale mamy mieszkanie ,które wynajmujemy,działkę nad morzem i coś tam jeszcze,więc czegoś tam się dorobiliśmy,teraz tylko żyć razem,bo przez wszystkie lata byłam bez męża. Postanowiliśmy,że zamieszkamy blisko rodziny ,kiedy poinformowaliśmy ich o naszych planach,a dodam,że prócz najmłodszej siostry wszyscy mieszkają w DE blisko siebie,zaczęliśmy słyszeć,że tu wcale nie jest tak kolorowo,że będzie nam bardzo ciężko ,starych drzew się nie przesadza itp.Mieszkamy tu juz 10 miesięcy tylko z bratem mam kontakt,żadna z sióstr nawet najmłodsza mnie nie odwiedziła,nawet nie zadzwoniła,ja na początku dzwoniłam do najstarszej,ale na tym koniec.Moje dzieci mnie powstrzymały,że już dosyć,że całe życie się poniżam,a teraz oni na to nie pozwolą.Mama kilka razy nas odwiedziła i zaczęła siać zamęt,że ona coś wie o moim mężu,ale zabierze to do grobu i takie tam.Nauczyłam się żyć sama,jest mi tak dobrze,bo wiem,że gdyby się odezwali to tylko na krótko,a ja znowu płakałabym całymi dniami.O co tu chodzi?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi?

W całej Twojej opowieści to co mi się rzuciło jako pierwsza myśl to : "Jakiego fantastycznego musisz mieć faceta, że pomagał Ci ogarniać swoje sprawy rodzinne". Wiesz, generalnie nie jest dziwne, że kontakty z rodzeństwem są takie a nie inne. Aby rodziła się w dzieciach taka tożsamość i poczucie przyneleżności do rodziny, muszą mieć wspólny mianownik. Zazwyczaj są to rodzice. I ciężko ich zastąpić. Wydaje mi się możliwe, że ta destabilizacja jest wynikiem nieobecności matki. Chociaż to skomplikowana sytuacja i nie da się tak po prostu powiedzieć co sie stało, że jest źle. Ważne jest to czego mimo wszystko się dorobiłaś, masz z czego być dumna, więc ciesz się tym. Bycie nieasertywnym w rodzinie często się kończy takim"wydaleniem". Osobiście znam kilka przypadków gdzie osoba, która była odpowiedzialna i na której barkach wiele spoczywało, została niedoceniona a wręcz uznana za kogos gorszej kategorii. Wydaje mi się, że warto skupić się na tym co tu i teraz, jeśli uda Ci się odnowić kontakty, super, jeśli nie, trudno. Dobrze by było gdyby chociaż brat pozostał blisko. Ale jeśli nie, to wiedz że takie komplikacje rodzinne to częste zjawisko..

Tam gdzie świadomość, zaczyna się zmiana.

3

Odp: Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi?

Jak poznałam męża to patrzyłam jakim jest człowiekiem,a był i jest bardzo dobrym czyłowiekiem ,a to nie to samo co mąż,ale mam to na czym mi zależało,majątek?cieszy,ale zawsze i jak tylko mogłam dzieliłam się ze potrzebującymii,tego uczę do dziś swoje dzieci i może wyda się to śmieszne,ale nawet specjalnie nie zauważyłam kiedy się to pozbierało,dobro wraca i to jest radość choć szasem przysłaniają ją smutki.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy ktoś spróbuje mi wytłumaczyć ,o co chodzi?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018