netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy ktoś mi pomoże to zrozumieć?

1 odpowiedź2 427 wyświetleńzałożony przez Zamieszana87, 30.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy ktoś mi pomoże to zrozumieć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1

Temat: Czy ktoś mi pomoże to zrozumieć?

Witam,

Jestem w dość typowej, sytuacji której jednak do końca nie ogarniam. Otóż, facet z którym byłam 4 m-c zadecydował, że się rozstajemy. Ok. Wcześniej znaliśmy się 3 lata- tylko znajomi, sporadyczne spotkania itp. Owszem, podobał mi się, imponował mi, ale ja mam niską samoocenę i jakoś nigdy nie wierzyłam, że tak mężczyzna zwróci na mnie uwagę. Aż tu nagle, pewnego dnia zaprasza mnie na ślub swojego kolegi, gdzie oznajmia, że ja mu się podobam, że uważa że jestem piękna, mądra itp. no i że chciałby aby połączyło nas coś więcej. Jakoś ciężko mi w to wszystko było uwierzyć... zapytałam się dlaczego teraz mi to mówi? Powiedział, że chciał najpierw poukładać swoje wszystkie sprawy, zakończyć związek który pomimo prób ratowania nie przetrwał no i jak się później okazało walczył również z chorobą nowotworową..
Zgodziłam się..pomimo lęku, że chce mnie tylko zaciągnąć do łóżka (jak go o to wprost zapytałam, zaprzeczył.. wręcz stwierdził pyszałkowato, że jakby naprawdę tylko to chciał to już dawno by spróbował) po mimo tego, ze bałam iż szybko się znudzi mną, bo według mnie miał mylny obraz mojej osoby. No i początki były super, ja z racji swoich emocjonalnych problemów nad którymi ciągle pracuję o których on wiedział, podchodziłam ostrożnie do tej znajomości, delikatnie i powoli się przed nim otwierałam.. powiedziałam mu o kilku dla mnie ważnych i bolesnych sprawach, spotkałam się ze zrozumieniem, akceptacją, wsparciem i radą. Na początku to on był ta stroną która inicjowała częste spotkania., prawie codziennie, spędzaliśmy często całe weekendy razem, wspólnie rozmawiając, gotując, wychodząc. itp. Co raz bardziej się angażowałam, powoli zaczynałam się w nim zakochiwać..co raz bardziej otwarcie mu okazywać, że mi zależy, inicjowałam również spotkania itp.
Oszem było kilka sytuacji które niezbyt mi pasowały, ale starałam się to na bieżąco rozwiązywać, w każdej sferze było jak dla mnie bardzo dobrze. No aż tu nagle, on powoli zaczął się oddalać.. spotkania stawały się sporadyczne, łapane w biegu, często się spóźniał, był nieobecny... czułam sie trochę przedmiotowo upychana.. a spóźnienia jego traktowałam jak brak szacunku do mnie (chociaż, on wcześniej gdy spotykaliśmy się wśród znajomych również często się spóźniał, zawsze uprzedzał, przepraszał.. ba! nawet próbował z tym walczyć, więc to była jedna z jego wad/cech) Podczas poważnej rozmowy, zapytałam go o to wszystko, powiedział, wyraziłam zrozumienie-miał wtedy gorący okres w pracy, zaproponowałam nawet, ze lepiej jak np. będziemy się spotykać rzadziej, ale mieć wtedy czas w 100% tylko dla siebie, poprosiłam, żeby uprzedzał mnie o swoim spóźnieniu, albo zwyczajnie otwarcie mówił, ze nie ma czasu, bo ja nie mam aż tak silnej potrzeby widywania go prawie codziennie w biegu. On zaprzeczył, jako by mnie nie szanował itp no i zgodził się na moje propozycje.. Niestety nastąpił pewien nie fortunny zły dla mnie dzień... o wtedy już 3 razy przekładał godzinę spotkania, chciał mnie nie jako podrzucić do swojego mieszkania, po pewną rzecz którą chciałam odebrać, i wtedy doszło do kolejnej szczerej rozmowy...bo to nie była kłótnia.. na której ja znowu powiedziałam, pod wpływem emocji, co czuję jak się czuję, zadałam mu wtedy kluczowe pytanie; czy jemu na mnie zależy?  czy to tylko była chwilowa fascynacja moją osobą ? ku mojej rozpaczy, nie potrafił mi wtedy na to odpowiedzieć..poprosił mnie o czas na zastanowienie.. czekałam 3 dni. Spotkaliśmy się na kawie.. no i on wtedy ze mną zerwał.. jak powód powiedział, że wydawało mu się iż poradził sobie z głównym problemem- emocjonalnym odpychaniem ludzi, ale tak nie jest, że niestety po między nami nie zahaczyło, że nie rozumie dlaczego tak się stało, skoro posiadam cechy które zawsze podziwiał, cenił u kobiety, że na dłuższą metę to nie ma sensu, bo wie jak to jest gdy jedna osoba się stara, przychyla nieba a druga jest na to obojętna, ze okazało się ze ma złe wyniki, czekają go kolejne badania, ze ma nadzieję, ze to przemęczenie itp. Ja starając się nie rozpłakać..(wtedy wydawało mi się, ze to okazanie słabości przed facetem czyste żebractwo o jego uczucia) zapytałam się czy jest pewny swojej decyzji w 100% odpowiedział, ze w 99%.. potem jeszcze zapytał, czy dalej go chociaż lubię? będę chcieć widzieć. Nie potrafiłam wydusić słowa. Gdy ochłonęłam w mojej głowie zalęgły się pytania na które chciałam uzyskać odp. bo nie wszystko do końca mi pasowało, nie rozumiałam co dla niego znaczy nie zahaczyło ? byłam rozżalona, bo wcześniej nie poformował mnie, że też ma problemy z okazywaniem uczuć, tylko potraktował mnie jak królika doświadczalnego, a nóż mi się uda.
Gdy odbierałam swoje drobiazgi z jego mieszkania, zaczęliśmy rozmawiać...wyszło masę jego problemów min. to że ciągle boi się nawrotu choroby, ze nie otrzymał profesjonalnego wsparcia psychologicznego, że od najmłodszych lat zawsze musiał się kimś zajmować, a mało kto zwracał na niego uwagę, an to co on czuje.. że boi się przyszłości, że wizja rodziny stoi pod znakiem zapytania, że nie potrafi radzic sobie z emocjami, zastanawiał się np. dlaczego po 4 m-c nie nie powiedział mi ze mnie kocha, ze jest wrakiem emocjonalnym, potrzebuje pomocy specjalisty,ze to co wszystko o nim powiedziałam, jest prawdą, że jeszcze nikt inny tak go nie odkrył ( chował się za maską duszy towarzystwa, sympatycznego i dowcipnego, mądrego, wiedzącego co chce faceta)  i jeszcze klika spraw o których nie chcę tutaj pisać. W każdym razie, powiedział mi że w dalszym ciągu mus się podobam, pociągam etc. ale nie chce robić mi nadziei, bo nie wie co będzie za 2 lata. Wylaliśmy przy tym trochę łez.. dla kogoś moze to ckliwe. Powiedziałam, mu ze mi na nim bardzo zalezy i że nie chcę go i nie zostawię go tak... zaproponowałam mu swoją przyjaźń, pomoc, obecność, powiedziałam mu ze dla mnie jest bardzo wartościowym człowiekiem o którego warto walczyć..a ja wartościowych ludzi nie zostawiam..zgodził się, nawet wydawał się zadowolony. Nie miałam wtedy odwagi powiedzieć mu, że się w nim zakochałam ;/ Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy było niby raz ja inicjowałam spotkanie, raz on... było niby ok.. ja głupia dawałam sobie nadzieję, ciągle ją mam! niestety co raz częściej to ja inicjowałam spotkania.. jemu coś wypadało, a to rodzinna sprawa, a to brat wpadł do niego i nie będzie dostępny przez jakiś czas..dzisiaj też niby mieliśmy się spotkać ale on mógł o jak dla mnie dość późnej porze.. Niby wstępnie jesteśmy umówieni na środę.. ja się martwię o niego, o jego zdrowie itp. chwiałabym wiedzieć co u niego, walczyłam przez ten czas aby nie pisać nachalnie do niego SMS-ów, nie kontaktować się zbyt często.. udawało mi się to nawet.. niestety po 2 tyg. pękłam.. cóż serce robi inaczej niż rozum. Zastanawiam się, czy zaakceptowanie przyjaźni z jego strony, słowa ze niby mu sie dalej podobam, to nie czyste mydlenie oczu... zastanawiam się czy powiedzieć mu co i jak sie czuję, czy lepej dać sobie spokój i nie zebrać o kontakt? Zastanawiam sie czy jego nawrót choroby to nie wymysł? (chociaż jak dla mnie to nie byłby do tego zdolny ) czy był szczery wobec mnie tak jak mi mówił ? czy zwykłe a zwalę na siebie winę, zeby ją nie bolało a powoli zerwę kontakt...
Mam chaos w głowie i ciagle go kocham...
Czy ktoś potrafi racjonalnie do tego podejść ?
Pozdrawiam i przepraszam, za tak pogmatwany post!

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy ktoś mi pomoże to zrozumieć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026