Witajcie.
Jestem tu nowa i potrzebuję porady albo może porządnego kopa. Mam 43 lata a problemy jak nastolatka. Przez 4 lata byłam z fantastycznym facetem. Prawie ideał.Mogę sobie pozwolić na takie określenie gdyż swoje przeżyłam i wiem (teoretycznie) na co zwracać uwagę u faceta. Wszystko było super,traktował mnie jak księżniczkę,ale nie bardzo mogliśmy być razem.Czemu? No cóż,on mieszka na wsi,ma sporą gospodarkę a ja paniusia z miasta. Dla niego byłam gotowa przeprowadzić się, zakasać rękawy i doić krowy. On twierdził, że to nie przejdzie, że wytrzymam miesiąc i zwieję gdzie pieprz rośnie a on tego nie przeżyje więc było jak było. Cudowne spotkania, życie nie mal rodzinne. Moja córka go uwielbia, zaprzyjaźniła się z jego dziećmi a jego dzieci polubiły mnie.Wspólne wycieczki,obiadki i prawie rodzinne życie tyle, że w osobnych domach. W sumie nie był to aż taki zły układ. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu,pomagali sobie jak mogli.Nigdy na nikogo nie mogłam taki liczyć jak na niego, ale wszystko do czasu..... Przez moją głupotę,nierozwagę, chwilowy zanik mózgu naraziłam go na poważne kłopoty. Nie chciałam tego, to był koszmarny przypadek którego nikt tak na prawdę nie był w stanie przewidzieć. Nie będę rozpisywać się o co chodzi bo to bardzo długa i skomplikowana historia. W każdym razie obwinił mnie o wszystko,całą winę zwalił na mnie chociaż część winy ponosi on bo tak na prawdę w porę nie zareagował,nie zrobił nic żeby powstrzymać lawinę . Nie dał się tknąć,winę ponoszę ja i tyle. Wzięłam to na siebie bo kocham i zależy mi. Sprawa się wyjaśniła,życie wróciło do normy, jego kłopoty okazały się nie być tak straszne jak panikował i wszystko wydawało się być normalne .ale nie jest. Od tamtego dnia minęło prawie półtora roku, przyjaźnimy się,czasem spotykamy,dużo dzwonimy i rozmawiamy,ale już tak ogólnie, zwyczajnie jak dwoje dobrych przyjaciół. W sumie ciągle mogę na niego liczyć, ale staram się tego nie wykorzystywać. Wiem ,że w głębi serca mnie kocha, wiem, że ciągle łaczy nas coś niesamowitego, ale on twierdzi, że już nie może mieć takiego zaufania do mnie, że się boi itd..... Bardzo to przeżywam, chciała bym żeby wszystko wróciło i nie mam pojęcia jak to zrobić. Szaleję na jego punkcie i on to wie. Wie, że wystarczy iż kiwnie palcem a ja zrobię wszystko. Staram się być spokojna i czekam,ale czasami nie daję rady,tęsknota mnie zabija.Do dziś dnia nie określił się, nie powiedział kim ja teraz dla niego jestem,co czuje i myśli. Próbowałam pytać,prosiłam o rozmowę to prosił,żebym nie zadawała takich pytań bo to cios poniżej pasa.Zaprosiłam go kiedyś na obiad i próbowałam delikatnie uwieść. W bardzo kulturalny sposób wywinął się...potem napisał mi,że chociaż miał przeze mnie takie kłopoty to ciągle go do mnie ciągnie a ja próbuję wykorzystać to,że ma słabość do mnie.No cóż, nie zaprzeczę,że próbowałam,ale on jest silniejszy. Nie mam pojęcia co robić. Chciała bym mieć do tego zdrowe podejście, spokojnie czekać,ale nie umiem. Chciała bym się odkochać i żyć normalnie,ale to niemożliwe. Jest on miłością mojego życia i wiem, że jeśli nie dane nam będzie być razem to i tak już zawsze będę go kochać. Potrzebuję jakiegoś wstrząsu,potrzebuję trzeźwej pomocy osoby z boku.Potrzebuję porady jak to przetrwać bądź co zrobić żeby on zaś widział tą dawną mnie.Tą normalną,taką jaką jestem cały czas bo przecież ja nic a nic się nie zmieniłam.
Podobne tematy
Hej!
Bardzo ladnie piszesz
Historia jak z bajki...
Szaleję na jego punkcie i on to wie. Wie, że wystarczy iż kiwnie palcem a ja zrobię wszystko.
Tu jest pies pogrzebany. Stary czy mlody, to dziala tak samo. Moim zdaniem, jesli on nie ma nikogo innego na horyzoncie, obudzi go poczucie ze Cie traci. Twoja glowa w tym jak wzbudzic w nim to poczucie, to nie musi byc nic ekstremalnego. Mysle ze taki czlowiek odsunalby sie na zawsze, gdyby dowiedzial sie ze jest ktos inny w Twoim zyciu. Ale sa delikatniejsze sposoby... chyba.
Zeby dodac jednak lyzke dziegciu... U mnie jest sytuacja odwrotna. Zona z duzej wiejskiej rodziny, ja z miejskiego blokowiska, z chlodnymi relacjami. Na dluzsza mete to nie zadzialalo. Byc moze zasadnicza przyczyna jest inna, ale ta przepasc w mentalnosci u nas okazala sie duzym utrudnieniem codziennosci.
Bajka ma swój ciąg dalszy.Dziś dowiedziałam się nowych,ciekawych rzeczy i chcąc je wyjaśnić muszę jednak wrócić do sedna i opisać co to za problemy wywołałam.Kilaka lat temu rozwiodłam się z mężem. Przez dłuższy czas nie interesował się ani losem dziecka ani moim. Do czasu. Nagle zaczął nas częściej odwiedzać.Bywał u mnie w pracy a nawet czekał po i odprowadzał do domu.Dziwne to było.Już wówczas od jakiegoś czasu byłam z P.Nie opowiadałam o tym byłemu mężowi ani on nie pytał. W końcu byłam wolna i miałam prawo do nowego życia. Podchody byłego trwały jakieś pół roku aż dowiedział się wszystkiego co chciał. Okazało się,że kolega doniósł mu,że mam faceta a były stanął na głowie żeby do niego dotrzeć i dotarł. Znalazł w moim tel jego zdjęcie i wykorzystał żeby go odnaleźć. W domu i swojej rodzinie przedstawił mnie jako dziwkę,która pozbyła się jego po to żeby być z kochasiem i według byłego na pewno randkowałam z nim już przed rozwodem. Córce przedstawił wszystko w takim świetle,że wyszłam na ostatnią......Wściekł się gdy dziecko stanęło po mojej stronie i oświadczyło,że bardzo lubi P i jego rodzinę.Odwiedził P robiąc mu karczemną awanturę i grożąc. Mało tego,jakimś cudem dotarł do byłej żony P i ją też oświecił o poczynaniach byłego męża. Owej kobiecie nowe życie byłego męża też nie było obojętne chociaż to ona wiele lat temu zostawiła go z dwójką dzieci uciekając za granicę gdyż życie na wsi i z teściową ją przerosło. Zaczęła częściej odwiedzać dawną rodzinę a,że nie ma w Polsce nikogo prócz nich to zawsze zatrzymywała się w domu byłego który jest jego rodzinnym domem.Tak to wina za problemy została zwalona na mnie bo nie powstrzymałam byłego.Jak miałam to zrobić skoro nie miałam pojęcia co on kombinuje. W najgorszych snach nie przypuszczałam, że będzie go obchodzić moje nowe życie skoro nawet stare nie interesowało. Od wybuchu afery minęło prawie półtora roku. P ciągle się boi,że były mój zaś coś wymyśli,że nie da nam spokoju,że skrzywdzi jego dzieci w związku z czym odsunął się ode mnie utrzymując tylko przyjacielskie stosunki. Wczoraj przyjechała do Polski była żona P i oświadczyła,że już na stałe i oczywiście zatrzymała się u nich. Dzieci błagały ojca żeby pozwolił mamie zostać, żeby dał jej szanse no i co miał zrobić? Kolejna pretensja do mnie......miał prawie 5 lat na to żeby mi się oświadczyć i nie zrobił tego chociaz ponoć bardzo tego chciał. Mieliśmy szanse na własne dziecko o którym tak bardzo marzył i którego okropnie pragnął i nie zrobił nic a dziś ma pretensje, że jestem przyczyną jego kłopotów. Patrząc na to z perspektywy czasu to zastanawiam się czy jednak dobrze się nie stało i nie zostaliśmy rodziną bo przecież jego była i tak mogła wrócić i z nami zamieszkać.Mało tego pojawiła się dziś u mnie w pracy i wysyczała przez zęby, że mam zapomnieć o P bo ona nigdy nie dopuści do tego byśmy byli razem.Powiedziałam o tym P a on,że mogę się bać bo to nieobliczalna kobieta. Mąż też mi grozi,że jak nie będę grzeczna to zamieni moje życie w piekło.Historia jak z filmu,czasem nie mogę uwierzyć, że dzieje się to na prawdę.
Goguniu,
Czasem jest trudno zerwać relację. Czytając Twe słowa odnosi się wrażenie, że on ma duży kłopot z podjęciem ostatecznej decyzji. Jesteś w jego oczach dobrym, ciepłym i serdecznym człowiekiem, z którym wiele go łączy i który dał mu nadzieję, pomógł odzyskać wiarę, że miłość jest jeszcze możliwa. I mimo, iż targają nim sprzeczne uczucia, co do Waszego związku, właśnie z powodu Twoich zalet, dobrych wspomnień z Waszego bycia razem, nie wykłada na stół wszystkich kart, bo żal mu tracić coś pięknego i ważnego, bo być może czeka na to, że zły los się odmieni i znowu się pokochacie taką głęboką miłością...
Są to tylko moje przemyślenia...
Wiem, że nie da się tkwić wciąż w tym samym punkcie związku. Czekanie niczego tu chyba nie zmienia, zwłaszcza, że Ty bardzo źle to znosisz. Spróbujcie może umówić się na coś konkretniejszego niż czekanie. Odważ się zadać mu pytanie o to, jak często możecie się widywać, czy zechciałby w najbliższej przyszłości spędzić z Tobą weekend sam na sam, kiedy i gdzie byłoby to możliwe. Daj mu zdecydować. Jego reakcja powinna pozwolić Ci zorientować Ci się, czy on ma jakikolwiek plan wobec Ciebie, choćby "krótkoterminowy"...
aurora borealis
Próbowałam namówić go na jakiś wyjazd we dwoje bądż nawet z dziećmi. jakoś cięgle nie maił czasu a bo kłopoty w pracy a bo mama chora była. Ciągle coś. próbowałam wiele razy z nim rozmawiać to prosił żebym nie zadawała takich pytań bo to cios poniżej pasa. Kiedyś po zakrapianej imprezie w stanie dość mocnego upojenia alkoholowego zadzwonił do mnie i powiedział,że kocha mnie nad życie i ożeni się ze mną,ale jeszcze nie teraz. Potem niczego nie pamiętał,ale nie wypierał się tylko tajemniczo się uśmiechał. Czasami mam dość tej niepewności i mam ochotę powiedzieć mu żeby "spadał",ale miłość jest silniejsza.
6 2014-03-25 00:06:30 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-03-25 00:21:01)
Goguniu,
Sądzę, że Twoja obecność na tym forum jest znakiem, że poddajesz w wątpliwość tę miłość. Sam fakt zastanawiania się nad związkiem w takim kontekście jest bardzo niepokojący.
Wybacz, jeśli me słowa Cię ranią. Mam jednak przekonanie, że jeśli mężczyzna wie dokąd idzie, to i kobiecie jest łatwiej dotrzymać mu kroku. Ty zaś, nie wiesz w którą stronę za nim pobiec...
Kiedyś przeczytałam takie zdanie: "Trudno jest wstać od ognia i iść dalej". Tym ogniem jesteś Ty, Goguniu. Nie wiem na ile wystarczy Ci sił, by samotnie płonąć wciąż tym samym blaskiem miłości ku niemu, a jemu ile czasu będzie jeszcze potrzeba, by zebrać się do drogi i wyruszyć w świat. Z Tobą lub bez Ciebie...
Piszesz, że od 4 lat jesteście razem, a od 1,5 roku "płoniesz" już bez niego, to znaczy już tylko jako jego przyjaciel...
O ku... To rzuca zupelnie nowe swiatlo na Twoja bajke. Teraz wyglada to na podwójny nokaut Waszej najblizszej przyszlosci.
Tam gdzie teraz jestes, ja nie bylem, wiec nie bede sie wymadrzal. Tylko jedna ogólna psychologiczna uwaga. Nie mozesz pokazac ze sie boisz, bo Twój strach jest paliwem agresji tego, który straszy.
Rozumiem ze nie odpowiadasz za pomysly Twojego ex-a, ale rozumiem tez P, który mógl poczuc ze wdepnal w cos smierdzacego. Sytuacja jest delikatna i nastepny ruch musialby byc dokladnie przemyslany, z uwzglednieniem calej szachownicy.
jest takie przysłowie ,, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście,,
być może i tutaj znalazłoby się jakieś wyjście.
Gogunia
Wcale nie jesteś stara a już na pewno jesteś nie głupia.
Po tym co napisałaś widzę w Tobie ciepłą delikatną i subtelną kobietę, która trochę jak królewna śnieżka, marzy o wielkiej czystej miłości..
Niestety Gonia ale tak się dzieje. Twój idealny partner nie przeszedł próby, ponieważ w mojej ocenie, okazał się słaby i tchórzliwy..
Nie rozumiem dlaczego nie chciał abyście razem zamieszkali, nie rozumiem dlaczego dał się zastraszyć Twojemu ex mężowi, i w końcu nie rozumiem dlaczego przygarnął swoją byłą żonę wiedząc, że to ostatecznie grzebie Wasz związek a pewnie i Waszą przyjaźń.
Zachowanie jego ex żony potwierdza, że dziś subtelne i ciepłe kobiety są na przegranej pozycji ...
Przykro mi bardzo, ale nie zmieniaj się, bo ktoś wartościowy będzie z Toba bardzo szczęśliwy..
Dziękuję wam za wszystkie słowa.Pomogło mi to troszeczkę jak by z góry popatrzeć na to wszystko.
aurora borealis tak,płonę samotnie już 1,5 roku.Jak długo dam radę,nie mam pojęcia.Mam wrażenie, że tak do końca to nigdy nie zgasnę. Jest to ten szczególny płomień,który nigdy nie gaśnie.Kochałam wiele razy.Miłością szczeniacką i to trochę dojrzalszą,ale nigdy (nawet do męża) nie była to tak mocna miłość.
takata... to nie tak,że P nie chciał byś my zamieszkali razem,on chciał,ale bał się,że sytuacja powtórzy się jak z jego żoną.Bał się,że nie podołam wiejskim obowiązkom i zniknę szybciej niż się pojawiłam.Mówił, że za bardzo mnie kocha żeby ryzykować i mnie stracić. Ja byłam pewna,że dam radę, że przy takiej miłości zniosę wszelkie wiejskie trudności,ale czy tak było by na prawdę,czy czasem P nie miał racji?Dlatego też nie naciskałam bo w głębi duszy bałam się,że może mieć rację. Żonę przygarną bo dzieci prosiły.Jak by nie było to ich matka. On szaleńczo kocha dzieci i nie zrobił by nic żeby się im sprzeciwić,chociaż czasem powinien. A jego ex szaleje dalej. wczoraj przyprowadziła księdza żeby ten wytłumaczył P jakie to męki piekielne czekają go jeśli ożeni się po raz kolejny bo w świetle wiary on zawsze będzie jej mężem. Oboje jesteśmy osobami wierzącymi i oboje wiedzieliśmy, że jeśli zdecydujemy się na takie życie to sakrament pokuty nie będzie dla nas istniał,ale przecież nie robiliśmy nic złego.Nie rozwaliliśmy czyichś małżeństw aby być ze sobą. Myślę, że jeśli Bóg mógł by się osobiście wypowiedzieć to zaakceptował by naszą miłość bo nie była ona zwykła.Dlatego też tak bardzo szkoda mi jej. Dziś "Laseczka"zamęczała go telefonami jaka to bardzo chora,że boli ją gardełko i ogólnie jest rozbita a przy okazji ma zarezerwować jutrzejsze popołudnie bo ona zarejestrowała się do dentysty i koniecznie musi ją zawieść. Szok. Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi,ale kobieta zaczyna działać mi na uzębienie i chyba o to jej chodzi. Przecież jak zniknę teraz z jego życia to ona będzie świętować tryumfy. mam się przestraszyć i zwiać? O nie,poczekam. Mam czas.
Goguniu,
Nie chcę tu poruszać kwestii teologicznych i prawa kanonicznego, które jednoznacznie i radykalnie rozstrzyga problematykę takich związków jak Wasz, bo sama chciałabym ufać, że mimo wszystko rozmaite ludzkie sprawy najlepiej osądzi kiedyś sam Najwyższy Gazda. Chciałabym Cię natomiast zapytać skąd wiesz o poczynaniach tej pani i o tym, co dzieje się w domu Twojej Miłości? Kto i w jakim celu "karmi' Cię takimi informacjami?
aurora borealis
No jak kto?Mój Romeo a któż by inny. Hm...czy myślisz,że on to zmyśla? Nie sądzę,znam go na tyle dobrze żeby wiedzieć,że nie przyszło by mu to do głowy. Jest za to szczery do bólu i bardzo prostolinijny więc przekaże mi każdy bzdet,każde jej słowo i każdy gest. Boję się tylko,że on to teraz nie robi dla tego żeby się zwierzyć, żeby razem rozwiązać problem tylko żeby mi pokazać co narobiłam,że to wszystko moja wina,że to mój ex ściągnął mu ją na głowę. Nie padły takie słowa,ale ja to wyczytałam z tonu głosu. Może się mylę, może za dużo sobie wyobrażam,nie wiem,ale powiem szczerze, że się boję. O to obarczanie mnie winą mam do niego ogromy żal. Przecież nie mogłam tego przewidzieć. Nikt nie mógł. Ciągle nie mogę zrozumieć czemu całą winę zwala na mnie.
13 2014-03-25 21:05:56 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-03-25 21:10:14)
Zapytałam, bo jeśli to on Cię o tym wszystkim informuje, to nie rozumiem motywów jego postępowania...
Przecież to, co słyszysz i czego doświadczasz Cię rani, wyprowadza z równowagi, wzbudza poczucie winy! A mężczyzna, gdy kocha chce chronić, brać najważniejsze sprawy na swe bary, a nie "objuczać" nimi ukochaną kobietę.
Jeśli jesteś w stanie, odsuń się na jakiś czas od tej relacji. Poproś, aby skontaktował się z Tobą, gdy uporządkuje kwestie z byłą żoną, gdy zdecyduje, czego tak naprawdę pragnie od Ciebie, bo póki co, teraz zalewając Cię takimi wieściami sprawia Ci coraz większą przykrość. Wygląda na to, że traktując Cię wyłącznie jako dobrego przyjaciela zapomina jak z tego powodu cierpisz.
Czy Ty Goguniu godzisz się na to, by być wyłącznie jego przyjacielem i powiernikiem?
Niby się nie godzę na to żeby być wyłącznie przyjacielem i powiernikiem. Niby mówię,że chcę czegoś więcej,że to co jest teraz mi nie wystarcza,ale jednak jestem przy nim więc się godzę chociaż robię to wbrew sobie.Mam nadzieję,ze rozumiesz o co mi chodzi.
Dzwonił teraz. przeszedł z ex poważną rozmowę. opowiedział jej o mnie. O tym ile jemu i dzieciom dałam,jakim jestem człowiekiem,jak bardzo mnie ceni i kocha. O tym co w życiu przeszłam i jakiego męża miałam i,że ona ma dać nam spokój. Jeżeli tego potrzebuje to może u niego na razie mieszkać,ale nie ma najmniejszego prawa wtrącać się między nas. W dniu kiedy zostawiła jego i dzieci sama dobrowolnie zwolniła go z jakiegokolwiek obowiązku wobec siebie. Kobieta wpadła w szał, zaś wyjechała z wiarą,religią i przysięgą. Szkoda,że ona tą przysięgę olała i zwiała nie dość, że od męża to jeszcze od dzieci. Dziś ma wymówkę, że pracowała na lepszy start dla nich. Ręce opadają. Z jednej strony faktycznie mam ochotę na jakiś czas się wycofać. Dać mu czas na ogarnięcie tego,może nawet na zatęsknienie do mnie. Od kąd się znamy nie było dnia żebyśmy nie mieli kontaktu więc takie kilka dni może być lekkim wstrząsem. Z drugiej zaś strony,wiem, ze jestem mu potrzebna. Wiem, że on musi się mieć do kogo wygadać. Sama już nie wiem. Mam nadzieję,że czas jakoś to wyjaśni.
15 2014-03-26 20:05:53 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-03-26 21:56:40)
Jej opowiada o Tobie, Tobie opowiada o niej...
Obydwu Was potrzebuje...
Pytanie do czego Was potrzebuje i czy zdaje sobie sprawę, że opowiadając jednej o drugiej - obie doprowadza do szału...
Uważaj na siebie, Goguniu!
Uważaj to mało powiedziane. P wraca dziś z pracy,zastaje ex zapłakaną,roztrzęsioną bo okazuje się,że jest bardzo chora i dla tego wróciła. ponoć ma raka macicy i zostało jej pół roku życia. Leczyć się nie będzie bo to nie ma sensu i tak umrze ble ble ble..... Skoro tak umierająca to po co leczy zęby? Śmierdzi mi tu coś i to bardzo. na koniec wyznania spytała P czy informuje mnie o wszystkim a on,że nie. Zdziwiła się. O to jej chodzi. Gra nim bo jest pewna, że mi opowiada i,że opowieści skutecznie mnie wystraszą.
Powiedziałam mu żeby w takim razie zaopiekował się umierającą żoną bo ona bardziej go potrzebuje niż ja.
Witaj.Dlaczego Waszą miłość rozmieniliście na drobne i oboje powróciliście do żródeł ? Wszystko zaczęło się od Ciebie, trzeba było exsia pogonić w siną dal, po co zaczęłaś utrzymywać z nim kontakty? dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki - zamknełaś rozdział, byłaś wolna i byłaś szczęśliwa.A czy zastanawiałaś się dlaczego ex chciał nawiązać kontakt? pewnie życie mu się popieprzyło i docenił to co wcześniej stracił i chciał odzyskać.Gdyby miał dobre intencje to nie ważył by się mieszać do Twojego życia , chciał rozwalić Wasz związek i to mu się prawie udało.Zachował się jak ostatni drań!Ratowanie swojego szcześcia zacznij od zerwania wszelkich kontaktów z exsiem i posłaniem go do wszystkich diabłów i niech zagości w Tobie agresja w stosunku do niego. grzecznie to ma nie być, tak żeby był w szoku!Ty sama najlepiej wiesz jak to zrobić.Wierzę w Ciebie.Nie odsuwaj się od Pana P bo go stracisz bezpowrotnie.Jego żona wrócia żeby go odzyskać i łapie się poważnych argumentów.Uważaj na nią!Boję się, że w którymś momencie jego dzieci staną po stronie matki i on będzie musiał dokonać wyboru, wyboru bardzo trudnego....Myślę że dlatego wstrzymal decyzję o ślubie i wspólnym życiu.Najlepiej by było gdyby pan P. przeprowadził się do Ciebie i zamieszkał z Tobą,czy jest to możliwe?Musisz poprostu natychmiast pojawić się mocno w jego życiu i to nie jako przyjaciólka tylko przyszła żona.On na pewno czeka na reakcje z Twojej strony i Twoje deklaracje ......albo może Ty weź dwa tygodnie urlopu, spakuj walizki i jedz do niego i bądź przy nim dzień i noc i masz być pewna siebie i swojej miłości, masz być twarda.Wszystko w Twoich rękach , wiem że będzie ciężko ale warto spróbować !!!
Marcelina70
Nie zaczęłam z byłym utrzymywać na nowo kontaktu. To były sporadyczne kontakty aczkolwiek troszkę dziwne. Nie zatęsknił,nic do niego nie dotarło. On tylko chciał rozwalić mi życie i prawie mu się to udało. Jest to człowiek bardzo niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Jakiś czas temu córka nie wytrzymała i powiedział mu, że jak się nie uspokoi to pójdzie na policję i powie, że nas gnębi i wsadzą go na 5 lat. zamachną się i chciał ją uderzyć a ona " no uderz mnie,no,na co czekasz. Zrób to to jeszcze szybciej w pace wylądujesz". Zamarłam. Nie wiedziałam ,że mam aż tak dzielne dziecko. Coś to dało bo od tej pory "tatuś" prawie się nie pokazuje, ale ja i tak nie śpię spokojnie. P mógł by się do mnie wprowadzić,ale.... no właśnie. Mieszkanie jest właśnością moją i mojego exa. To była jedyna jego dobra wola,że zgodził się nie dzielić majątku póki córka nie pójdzie na studia więc boję się jego reakcji. Aczkolwiek to nie jest problem bo gdyby P zdecydował się na mieszkanie ze mną to moglibyśmy coś wynająć. Ja się tam nie wprowadzę bo po prostu jako tako P nigdy mi tego nie proponował więc póki co pchać się nie będę.Muszę czekać na rozwój sytuacji,stać troszkę z boku,ale trzymać rękę na pulsie.
Ogromnie żałuję, że P. nie chce trzymać ręki na Twoim pulsie, Goguniu. Może odkryłby, że jest przyczyną tachykardii...
Ja też żałuję. Jesteśmy umówieni na jutro.Mamy spędzić tylko we dwoje cały dzień. Było to planowane już od dawna. Dawniej ogromnie cieszyłam się na każde spotkanie. Reagowałam jak małolata.Motyle w brzuchu i te sprawy a dziś nie mam ochoty. Po prostu mi się nie chce. Odwołała bym to spotkanie,ale licze na rozmowę. Mam nadzieję, że w końcu uda nam się coś ustalić.
Odnośnie Twojego byłego naprawdę nie ogarniam skąd takie bydło bierze się na tym świecie. Marne to pocieszenie, ale naprawdę współczuję Ci tego co przeszłaś. I życzę żeby Ci się wreszcie ułożyło.
Pzdr
Goguniu, życzę Ci, aby ta rozmowa była konstruktywna i abyście nareszcie umieli znaleźć rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla obojga.
Powodzenia!
No i było tak jak przez ostatnie półtora roku. Tak czas zorganizowany, że nie było najmniejszej szansy na chwilę samotności a co dopiero na rozmowę. A to koszulę musi kupić a to spodnie a to kontakt a gdy w końcu usiedliśmy w restauracji to wybrał takie miejsce żeby nie siedzieć obok tylko na przeciwko. Zero intymności. Ex dzwoniła tylko 16 razy a córka prosiła żeby ją przed 15 zgarną ze szkoły. Patrzyłam więc jak córka wsiada do auta i syn jeszcze ze swoją dziewczyną. No i odjechali a ja zostałam sama jak sierota. Ogólnie do zachowania P nie mogę się czepić. Jest miły......aż ch...... sama nie wiem co pisze. Miły. Miły to jest kolega a nie ukochany. Czuję się jak zbity pies. Nie wiem już co robić. Wiem, że on wszelkimi sposobami omija rozmowę. Czekać, czy postawić sprawę na ostrzu noża?
Czekać, czy postawić sprawę na ostrzu noża?
Przestan na jakis czas (pare dni?) odbierac telefony -- taki eksperyment.
Jak wytrzymam to jest jakiś sposób. Nauczył się ,że dzwonię gdy otworzę oczy,gdy wychodzę do pracy. Kiedyś zastrajkowałam,miałam gorszy dzień i zero ochoty na rozmowę z nim więc nie dzwoniłam i nie pisałam i do 10 rano miałam chyba z 10 sms co się dzieje,czemu nie dzwonię,czemu nie piszę. Martwi się, zależy mu,wiem to,ale też krzywdzi tylko jakoś nie może togo pojąć.
a może popatrz na siebie tak...gdzie będę za kilka lat...
weź pod uwagę kilka scenariuszy...który tobie odpowiada?
i co byś zrobiła dzisiaj - patrząc na to wszystko z perspektywy paru lat...
i zrób to...nie czekaj - czekanie nie zawsze jest dobre...można nie zdążyć
27 2014-03-29 00:24:18 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-03-29 00:42:32)
Goguniu,
W natłoku ostatnich zdarzeń, doszło do spotkania, to już coś!
Jednak na szczerą, głęboką rozmowę nie mieliście szans i czasu. Fatalnie! Pasek i koszula stały się ważniejsze niż kilka istotnych słów, które powinniście sobie powiedzieć...
Daleko mi do filozofii "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", ale faktycznie, tak, jak radzi czowiek_znikad, zaakcentowałabym na Twoim miejscu swoją odrębność i dała (milcząco) znać, że nie jest już między Wami tak, jak dawniej, i że skoro on unika szczerości, Ty unikasz przez chwilę tego całego galimatiasu i chcesz "pooddychać" bez jego codziennych raportów dotyczących byłej żony...
Jedź do lasu albo nad wodę, pospaceruj po parku... Spędź ten weekend nie w "telefonicznym trójkącie" ale w radości. Wszystko zaczyna kwitnąć, wybuchać świeżą zielenią. Pozwól sobie na relaks, choćby króciutki. Bądź dla siebie ważna. Jeśli zadzwoni, nie odbieraj. Najlepiej wyłącz telefon. Po 2 - 3 godzinach wyślij SMS: "Postanowiłam odpocząć i nacieszyć się wiosną. Ślicznie tu gdzie jestem. Może jak już poukładasz swoje sprawy - zabiorę Cię tutaj. Do usłyszenia za jakiś czas..." ;-)
Jeśli traktuje Cię jak swoje prywatne pogotowie emocjonalne czynne całą dobę, powinnaś trochę "utrzeć mu nosa" właśnie poprzez stworzenie dystansu.
28 2014-03-29 21:56:56 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-03-29 21:58:25)
Szkoda, że przeczytałam to dopier teraz może była bym silniejsza. Nie pisałam. Póżnym popołudniem skapnął się,że nie ma wiadomości ode mnie więc pisał co chwilę aż w końcu zaczął dzwonić. W sumie to byłam bardzo zajęta,no wiecie,wiosna,okna,porządki. Pomyślał,że albo coś się stało albo zostawiłam tel w pracy więc zadzwonił do córki."Mnie nie ma,powiedz".....tak zrobiła. Gryzło mnie sumienie więc napisałam,że robię sobie kilka dni wolnego od tel. " To czemu nie napisałaś,ja szaleję z niepokoju ble ble ble". "zajmij się ex skoro chora,poukładaj swoje sprawy a potem zadzwoń gdy już będziesz gotowy na rozmowę ze mną"."No tak,strzelasz focha.Tyle mam kłopotów to zamiast być mi radością i pociechą to fochy strzelasz......itp. Mała dyskusja na temat moich potrzeb,że on też ma być radością i pociechą dla mnie.....
W końcu zeszło na to,że skoro tak bardzo brakuje mi przytulania i nie tylko to żebym sobie znalazła faceta może ten będzie w stanie dać mi pełnie szczęscia bo on na razie nie może . Z całej rozmowy wywnioskowałam, że on mnie chyba sprawdza. Sprawdza, czy dam radę przeżyć bez seksu,sprawdza co się bardziej dla mnie liczy. Zaczyna się to robić dziecinne. Jakieś podchody,unikanie szczerej rozmowy,kontaktu intymnego. I po co? Nie jesteśmy już młodzi,czas ucieka. Moim zdaniem zmarnowaliśmy co najmniej 3 lata.Niby człowiek dorosły,niby tyle przeżył a tu taka głupotka i nie można sobie z tym poradzić. Dziś córka spytała czy gdyby P ożenił się ze mną to mógł by mnie adoptować bo ona by chciała. Ale ona w niego zapatrzona,jak mamusia. Jak się będzie tak pierdzielił to nie zdąży jej adoptować bo to chyba możliwe do 18 roku życia. Dorosłych chyba się nie adoptuje, tak przynajmniej mi się wydaje.
29 2014-03-30 01:25:45 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-03-30 01:26:35)
Nie chcę Cię martwić, ale chyba rzeczywiście stałaś się etatową panią psycholog, kimś w rodzaju darmowego terapeuty... "Muszę z Tobą koniecznie porozmawiać tu i teraz!" Gdy nie odbierasz telefonu - szaleję, ale nie z obawy o Ciebie, ale o to, że nie będę mógł opowiedzieć Ci, co mi "zalega na wątrobie". A gdy przechodzimy do Twoich potrzeb, Goguniu, nagle się okazuje, że nie wspierasz, nie głaszczesz po główce, uciekasz przed dźwiganiem problemów z byłą żoną...
Przyznam Ci, że bardzo mnie zabolało, że mężczyzna, któremu oddałaś to, co najcenniejsze zwraca się do Ciebie z propozycją byś znalazła sobie innego "pocieszyciela".Takie odsyłanie do innego faceta, podobnie jak sformułowanie "zostańmy przyjaciółmi" w chwili, gdy kończy się miłość, jest według mnie uczuciowym nokautem, po którym zawodnika trzeba wynieść z ringu, bo wiadomo, że prędko się sam nie podniesie. Dlatego podziwiam Cię Googuniu, bo Ty na tym ringu nadal stoisz. Nie wiem, jak to robisz, jaki "klub" reprezentujesz i jakich miałaś "trenerów", ale masz Ty Kobieto siłę i kondycję, by znosić takie "sierpowe" raz po raz i jeszcze dumać nad tym, jakiego rodzaju powody, kierują zachowaniem Twojego P.
Dzień Bez Telefonu Komórkowego wypada dopiero 15 lipca, ale chyba warto, abyś już od jutra robiła sobie ćwiczenia wstępne do tegoż... ;-)
Miłej i spokojnej niedzieli, Goguniu!
przecież zachowanie się "fer "wobec byłej żony a związek z tobą zupełnie się nie wyklucza...
dla mnie P nie umie sobie poradzić z decyzjami...jasno uporządkować kto, na ile zajmuje miejsce w jego życiu...
i może to rzeczywiście dobry moment dla ciebie, żebyś jasno wyłożyła czego ty od niego oczekujesz
i czy on potrafi tobie to dać
bo szkoda życia...
31 2014-03-30 20:53:08 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-03-30 20:54:51)
Człowiek to się chyba nigdy nie nauczy. Obiecałam sobie,że już nigdy nie będę płakać przez żadnego faceta i co? Od godz wyję jak głupia. Może jak się wyżalę to trochę mi ulży. Wybrałam się na bardzo długi spacer. W trakcie spaceru zadzwonił P. Też wybrał się na spacer, też był w lesie więc może świeże powietrze wpłynie na jego myślenie i się otworzy,myślę. Zaczęłam rozmowę... do póki ja nie zrozumiem, że on nie może wyrzucić z domu chorej żony i zaraz wziąć sobie kolejnej kobiety bo by go na wsi wyklelj to nic z tego nie będzie. W dodatku syn powiedział,że jak nie da mamie szansy to on się powiesi. Normalnie masakra. Mówię mu, że ja nie wymagam żeby wywalał byłą żonę (z naciskiem na byłą) tylko chcę rozmowy. Chcę żeby się w końcu określił, żeby powiedział co czuje ,co myśli,kim ja dla niego teraz jestem.Wybudował jakiś mur i ja nie wiem po co i na co. Nie wiem kiedy mogę mur przekraczać a kiedy nie. Co teraz właściwe jest w moim zachowaniu a co nie. Bardzo często odwiedza mnie w pracy. Nie umiem stać obok i rozmawiać jak z koleżanka więc normalne, że rzucam mu się na szyję, że chcę pocałować. Często odpowiada tym samym a często broni się i niby w żartach mówi "bez spoufałości, hamuj hormony ". Powiedział,że nie potrzebnie wszystko trzepię, rozkładam na kawałki a jestem dla niego kobietą . Powiedziałam mu kim on dla mnie jest,przypomniałam jak mówił, że rozmowa w związku czy w małżeństwie jest najważniejsza. O tym jak dawniej rozmawialiśmy, jak go ceniłam za szczerość, za to, że mogę z nim o wszystkim rozmawiać(a on mnie). O tym, że nie miał problemów z mówieniem o swoich uczuciach,jak umiał przewidzieć moje zachowanie,reakcje,czytać w moich myślach. Nie każdy facet to potrafi. Nie każdy potrafi widzieć to co niewidzialne a Ty potrafiłeś. Mnie nie chodzi o ślub z Tobą czy o to żebyś żonę wywalał mnie chodzi o rozmowę, o taką jak mieliśmy dawniej o szczerość. Jeśli nie będzie szczerości, nie będzie nas....
W trakcie rozmowy dowiedziałam się,że wczoraj ex namawiała go na sex. Bo ona od kąd się rozstali nikogo nie maiła i tak na koniec by chciała póki jest w stanie. Niby powiedział jej, że to nie wchodzi w grę, żeby zapomniała. Co ona kombinuje? A tak w ogóle to ciekawa jestem jak on na dłuższą metę rozwiąże problem spania bo ona za bardzo nie ma gdzie. Jak syn na studiach to śpi w jego łóżku,jak wraca to śpi z córką,ale ta zaczyna się buntować, że jej ciasno. Kolejny pokój to jego mama...hm...to nie wchodzi w grę no i pokój P. Oj,nie wygląda to ciekawie.
Wracając do naszej rozmowy to nie wniosła nic nowego, dalej się nie określił,dalej nic nie wyjaśnił. Godz póżniej przysłał wiadomość, że jestem dla niego bardzo ważna.
Życzę Ci powodzenia, Goguniu. Niechaj czas będzie dla Was łaskawy.
Myślę o Tobie cieplutko.
Dziękuję bardzo....mam nadzieję,że czas bedzie dla nas łaskawy. Na razie to spróbuję traktować go jak kolegę a nie ukochanego. Niesamowita zazdrość mnie zżera, że jego ex łazi po domu. Ponoć zrobiła mu dziś jaką dziką awanturę o mnie.Nie znam szczegółów.
powodzenia;)
Oj bedzie mi potrzebne. pani ex powiedziała wczoraj....."nie rozumiem jak taki facet na poziomie mógł złapać się takiej k.... Przecież ona wygląda jak ...." Zabolało i to bardzo. Powiedziałam P, że nie chcę więcej takich wiadomości bo jak dojdzie do spotkania z nią to nie ręczę za siebie. Ponoć laska ma się wybrać do mnie i mi młode wybrać, cokolwiek to znaczy. Ponoć nie może znieść, że P tak dobrze o mnie mówi i tak mnie chwali jaka to ja wspaniała jestem. Zaczynam zastanawiać się nad pewną ewentualnością. Mam możliwość wyjechać razem z córką do USA tyle, że pracowała bym tam nielegalnie i właściwie nie mogła przyjechać do Polski( chyba,że coś się zmieni) tak żeby potem swobodnie wrócić do USA no i P być może już nigdy bym nie zobaczyła. Ciężka to decyzja, ale mam już dość tej sytuacji tutaj. Bardzo szkoda mi też pracy tutaj. Nigdy bym już takiej nie miała a uwielbiam ją.
Witaj Goguniu.Wpadłam tu dzisiaj na chwilkę i szok.Moje rady są dalej aktualne.Cholera to rozwija się w zatrważającym tempie i widać ,że tą kobietę stać na naprawdę wiele a Ty kochana swoją delikatnością i subtelnością możesz przegrać, to baba herod i jej plan jest jasny.Taka chora na raka macicy a seksu jej się chce z exsiem? wniosek jest jeden- ściemnia z tą chorobą, dzieci już prawie przekupiła na swoją korzysć i pamiętaj z miłością ojcowską nigdy nie wygrasz, a i jego środowisko będzie miało duży wpływ na jego decyzję.( nie jest w stanie jej wyprosić ze swojego domu?)Chcesz ucieć do USA ? to stawiaj wszystko na jedną kartę, póki P ma jeszcze mętlik w głowie to spróbuj, może uda się wygrać a jak nie to zamknij rozdział i zacznij życie od nowa .Co ja bym zrobiła?Tak jak radziły Ci wcześniej inne kobitki , zerwij kontakt telefoniczny , bo tylko taki ostatnio macie, ale nie na pare godzin, tylko na kilka dni i zamilknij.Napisz wcześniej że potrzebujesz troche spokoju, musisz wiele rzeczy przemyśleć i podjąć ważne decyzje życiowe - tak żeby nie było że się na niego pogniewałaś i niechcesz z nim gadać i nie mów o jakie decyzje chodzi - to co niedopowiedziane jest najlepsze i zmusza do myślenia.Pan P musi zacząć myśleć w odpowiednim kierunku - Ty nie masz nic do starcenia.I czekaj kilka dni , sama sie nie odzywaj , poprostu nie bądź na każde jego skinienie.Trzymam kciuki za Ciebie i cieplutko pozdrawiam.Trzymaj się a będzie dobrze.
trzeba kuć żelazo póki gorące. wyjazd do USA to dobry moim zdaniem pomysł. trzeba tylko rozliczyć się z przeszłością i ruszać w świat jeśli jest po temu okazja.
Dziwne.. Była zona ot tak. nagle się pojawia, włazi z buciorami w jego życie , a on na to się godzi.. Nie rozumiem.. Skoro są po rozwodzie to jakie ona ma prawo do ingerowania w jego- wasze życie..On jej na to pozwala ot co.. Mnie tu zabrakło jednego- jego stanowczości. Oczekiwałabym od niego, jasnej informacji dla swojej byłej.. A tak coż.,. ex robi co chce, a on tańczy jak ona zagra.
Może zwyczajnie zapytaj go wprost co z wami będzie dalej. Niech się określi czy chce być z tobą czy będzie udawał kolegę. Zadne jakies dni bez telefonu ect- to głupie. Tu należy się spotkać i jasno bez ogródek porozmawiać. Jeśli ex jest w jego życiu teraz to niech jasno to powie,a nie obwinia cie, szuka pretekstu, proponuje przyjaźń.. Bądź dzielna i konsekwentna- proste pytanie prosta odpowiedź, a nie jakies lawirowanie
dokładnie - kim ty dla niego jesteś...
po co on tobie powtarza takie słowa
P - wybacz - ale jakimś dupkiem zwyczajnie jest, co za życie z takim facetem?
ja rozumiem jego byłą żonę i wiesz wcale jej się nie dziwię
wie co chce i robi to...
a on?
Myślę i myślę od samego rana aż mózg mi paruje. Na dzień dobry dostałam smsa, że jest nieprzytomny bo ok 24 ex urządziła koncert i tak praktycznie do rana. Przyszła ok północy zapłakana bo sobie nie radzi,bo tak dłużej nie może,że ona chce wrócić,naprawić a on nie daje jej szansy bo zakochał się w tej lafiryndzie. Zrozumiała by gdyby w kim innym,ale nie we mnie. Nie zna mnie,nie ma pojęcia jaka jestem a wyzywa. Wściekłam się. Oboje byliśmy w pracy więc nie było szans na dłuższą rozmowę więc pisałam smsy o tym,że nie może dać sobą rządzić,że ma ją postawić do pionu,postawić jasne granice i określić zarówno co do niej jak i co do mnie. Nie było odzewy w tej sprawie. Koło 18 napisał,że w domu spokój i pytał co u mnie. Do tej pory miałam pretensję,że nie określił się co do mnie a teraz doszła jeszcze ex. Nie mam pojęcia co on myśli co planuje itp. Jestem w stanie być przy nim,wspierać i czekać,ale niech powie..."kochanie jest jak jest,kocham Cię ale musimy to przeczekać.."itp itd. Tyle tylko chcę,parę słów które załatwią wszystko. Nie chcę stawiać go pod ścianą i mówić,że albo ja albo ona bo wiem,że ze względu na dzieci nie wyrzuci jej. Jego miłość ojcowska jest bardzo silna i nic nie zrobi wbrew dzieciom. Kocham go bardzo i chcę być przy nim i wspierać go,ale chcę wiedzieć jaki jest jego stosunek do mnie i do byłej. Wiem,że liczy się ze zdaniem sąsiadów .Ma ogromne poważanie na wsi. Przez wiele lat był radnym i bardzo dużo zrobił dla wsi i mieszkańców.Przyjeżdża Biskup to ksiądz prosi jego o przemowy powitalne. Jak ktoś taki ma wyrzucić chorą kobietę?Wyprowadzić się i przyjść do mnie? Jest to jakieś wyjście, ale on nie będzie szczęśliwy na blokach.
Co do choroby jego ex. Jakoś nie chce mi się w nią wierzyć. Z tego co P o niej opowiadał jest to człowiek bez honoru i ambicji. Nigdy nie zwracała uwagi z kim ma do czynienia,zawsze po trupach.
Pewnie muszę czekać,skoro kocham go nie mam za bardzo wyjścia tylko jak długo moje biedne serce to wytrzyma. W piątek mamy jechać do mojego brata po szczeniaczka którego on trzymał dla P a ten z kolei bierze go dla mojej córki.To ma być niespodzianka bo ona marzy o psie i niby miała go mieć u nich no ale jak tam teraz jeżdzić. Przecież jego ex na mój widok w szał wpadnie.A może jednak było by to jakieś wyjście,może tym sposobem pokazał by jej,że to on ma ostatnie zdanie. Dla mnie jest to pomysł,ale P się nie zgodzi.
Mózg mi się lasuje od myślenia. Czuję się jak bym cały dzień przepłakała.
41 2014-04-02 22:03:31 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-04-02 22:04:47)
masz dwa wyjścia, tak to widzę:
skończ to, odchoruj, idź przed siebie...
zostań, męcz się i tak z nim nie będziesz tak jak ty tego potrzebujesz, tylko tak będziesz na ile on ci pozwoli być w jego życiu...
42 2014-04-02 22:34:39 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-02 22:47:17)
Goguniu,
Z wielkiej sympatii do Ciebie...
Posłuchaj in_ki.
Jesteś w uczuciowym labiryncie. I niestety sama kopiesz jego korytarze. Od ponad roku idziesz nie widząc światła.
Czym jeszcze będziesz ryzykować? Dokąd się posuniesz? Ile gotowa jesteś znieść? Jakie koszty zapłacić?
in_ka
masz rację, masz świętą rację tylko,że to takie strasznie trudne.
Mnie to się marzy tak...zerwać z miłością. Umieć traktować go jak kolegę,fajnego znajomego. Coś w glębi mnie, mówi żeby całkiem kontaktu nie zrywać.
Marzycielka ze mnie,no nie? Chciała bym 2 sroki za ogon złapać. Mieć kontakt,ale nie kochać miłością beznadziejną. Takie coś to chyba żadnej kobiecie się nie udało.
zgadzam się. są dwa wyjścia. brnąc to nie wiadomo ile albo dać sobie z tym spokój. każdy kij ma dwa końce. trzeba jednak podjąć tę decyzję niż żyć w niepewności i wciąż myśleć co by było gdyby......
45 2014-04-03 12:42:21 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-04-03 12:42:36)
ja wiem, że trudne ...
dlatego nie mówię co masz zrobić, mogę tylko powiedzieć ...współczuję
Gogunia -- prostym, meskim okiem:
Przeczytaj uwaznie pierwszy post w watku Prawo Przyciagania. Dwa, trzy razy, uwaznie.
Potem urwij kontakt i stosuj sie do tego.
Jesli w ciagu miesiaca on nie wyzna Ci milosci, dam Ci 1000 zl. Deal?
czlowiek_znikad...jestem pazerna na kasę więc dla tego tysiąca zrobię wszystko hi hi hi...żartuję. Przeczytałam bardzo uważnie ten post i powiem Ci,że prócz zerwania kontaktu przerobiłam wszystko i to z sukcesem. Nie zapomnij,że obecna sytuacja panuje między nami już 1,5 roku a to bardzo długo i do wielu rzeczy może się przyzwyczaić. Na początku też jęczałam,tel z ręki nie wypuszczałam w pracy patrzyłam w drzwi jak sroka w kość czy nie wchodzi. Dziś tego nie ma . Tel nie sprawdzam godzinami, odpisuję kiedy mam ochotę w drzwi nie patrzę i szczerze powiedziawszy wolę jak nie przychodzi bo po tej paro minutowej wizycie ból był jeszcze większy.Są dni, że jest super,ale są dni, że tęsknię za przeszłością. Może gdyby to był normalny związek, taki przeciętny to było by inaczej, ale było na prawdę cudownie i tego mi szkoda. Główny problem w tym, że ja ciągle nie rozumiem czemu on aż tak się odsunął, że mi tego nie wytłumaczył.
Zacznę wyciszenie od soboty...jutro odbieramy szczeniaczka więc dla tego pieska musze być w kontakcie.Pozdrawiam wszystkich,dobrej nocki.
Goguniu,
Przebijam!
Do 1000 zł człowieka_znikąd, dorzucam jeszcze wszystko to, co mam w skarbonce, czyli 6,43 zł (zbierałam cały rok!) i bilet do kina :-)))
A jutro pochwal się kudłatym szczęściem. Czworonożnym źródłem bezinteresownej miłości.
ja mam wrażenie że facet sam nie wie czego chce. jest niestabilny w uczuciach. a to jednak dobrze nie wróży.
Przepraszam, że nie na temat, ale nie mogę pisać postów, tak więc:
Chodzi mi po głowie myśl stworzenia takiej strony internetowej, ogólnej bazy, gdzie można by przestrzec inne kobiety przed wyjątkowymi skurczybykami.
Czy to ma sens, bo ja na przykład jak nadziałam się już w swoim życiu na tchórzy, zdradzaczy, wolałabym wiedzieć a nie dowiadywać się od "jakiejś kobiety" po fakcie, że ją tak też potraktował.
iv . pl / images / 92117637847941675506.jpg
ja mam wrażenie że facet sam nie wie czego chce. jest niestabilny w uczuciach. a to jednak dobrze nie wróży.
Ten facet doskonale wie czego chce...chce mieć święty spokój w domu i zaje...fajny seks tylko jakoś nijak nie umie tego pogodzić.Chociaż z seksu zrezygnował więc już nie wiem o co mu chodzi. Dziś wymiękłam. Rozmawiamy przez tel. na koniec prosze by powiedział coś miłego a on jak zwykle, że ładna pogoda.....jakoś zrobiło mi się przykro i mówię mu....pytałam setki razy kim ja dla Ciebie jestem,mówiłeś, że ponoć jestem ważna,ale jak ważna? Jak koleżanka,przyjaciółka czy ktoś więcej. Próbowałam jak mogłam,ale nie umiem być Twoją przyjaciółką,za bardo cię kocham,za bardzo mi zależy. Nie wiem co zamierzasz,nie wiem co planujesz,ale jeśli chcesz mnie mieć to się pośpiesz. Ogarnij się w końcu,weż życie za rogi i podejmij jakieś konstruktywne decyzje. Ja nie mogę tkwić w takim zawieszeniu i zastanawiać się czy jak zaś będę się chciała do ciebie przytulić to nie dostanę po łapkach.Odezwij się gdy będziesz mi miał coś sensownego do powiedzenia..... No i się rozłączyłam. Teraz tylko czekać co on zrobi.
dobrze musi przetrawić twoją treść. ty byłaś szczera wobec niego a on jak postąpi? ja mam wrażenie że w twoich relacjach z nim nic się nie zmieni. kiedyś miałam podobnie. facet tylko przede mną udawał. był w tym dobry. byliśmy ze sobą półtora roku a u niego nie było większego zaangażowania. powiedział że potrzebuje czasu. okazało się jednak że ja byłam tylko odskocznią od jego małżeńskiej rutyny. z naszym związkiem nie mógł nijak się określić. było mi ciężko ale zerwałam z nim. dość miałam jego gierek. po kilku latach spotkaliśmy się on przeprosił mnie za swoje dawniejsze zachowanie. przyznał mi rację że źle wtedy postępował. przyznał się że nie był ze mną do końca szczery. chciał odnowić naszą znajomość. mnie instynkt podpowiadał co innego ale przed nim udawałam zainteresowaną tą propozycją. zaczęły się rozmowy i planowanie spotkań oczywiście już na stopie przyjacielskiej na początek jak on to mówił. długo to nie trwało. po jakimś czasie przestał się odzywać . napisałam do niego z zapytaniem co się dzieje . nic . cisza. po jakimś czasie ponowiłam pytanie nadal cisza. wtedy napisałam mu co o tym wszystkim myślę. że jak widać nic się przez te lata nie zmienił. a on z innej beczki że właśnie małżeństwo mu się rozlatuje!!!!! przestałam do niego pisać dałam sobie z nim spokój. minęły 4 miesiące i szok!!! napisał do mnie!!! o tak po prostu. co u mnie. odpisałam i wtedy doznałam szoku czytając jego odpowiedź. gdy ja kilka lat temu zerwałam z nim wrócił do żonki z podkulonym ogonem ratować małżeństwo. wziął kredyt kupił mieszkanie dla rodzinki postarał się o kolejne dziecko. niestety w małżeństwie źle się działo. gdy spotkaliśmy się po kilku latach miał nadzieję że do siebie wrócimy. ja jednak wiedziałam że chciał tylko znaleźć sobie bezpieczną przystań. gdy mu się ze mną nie udało poznał kogoś. wyprowadził się z domu i złożył pozew o rozwód. kiedyś to było nie do pomyślenia z jego strony. bał się tego jak ognia. a teraz bomba!!!! kredyt dwoje dzieci a on odchodzi wnosząc o rozwód. on zawsze był materialistą a tu takie coś???
I JAK TU WIERZYĆ MĘŻCZYZNOM. NO JAK???????
I JAK TU WIERZYĆ MĘŻCZYZNOM. NO JAK???????
Albo jak ich zrozumieć. Oni nie rozumieją nas a my ich.Aż si e dziwię, że jednak mnóstwo par się dogaduje.
Ja do dziś nie mogę zrozumieć jak facet szalejący z miłości nagle udaje oziębłego. Nagle nadaje dystans miłości swego życia.
54 2014-04-07 22:52:00 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-07 22:52:41)
Naprzód Goguniu, bądź dzielna!
Masz jedno życie, a trwający od dłuższego czasu stan niepewności nie robi Ci dobrze ani na serce ani na cerę...
Twój Pan pogubił współrzędne i musi spróbować je określić na nowo. Nie staraj się być jego GPS-em. Uwierz, że on musi odnaleźć się sam, a natura doskonale wyposażyła męską część świata w orientację w jakiejkolwiek przestrzeni i topograficznej i "sercowej" również.
faceta nie można ciągle prowadzać za rączkę bo biedak nie jest zdecydowany co jest dobre a a co nie. Bo tylko CZAS rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest MIŁOŚĆ...
a co do twojego męża Goguniu to Niektórzy nie rozumieją , że słowa "świetnie kłamiesz" nie są komplementem.
trzymaj się;)
Kobitki ratujcie............
Nie odzywałam się 3 dni. On pisał tyle co poinformować co szczeniaczek robi. Dziś przyszedł do mnie do pracy. Chwilę pogadaliśmy o zaistniałej sytuacji a potem powiedział,że musi mi się przyznać, że spał w niedzielę cyckach. Byli na imprezie u szwagra i coś wypili. Ex tez była i piła(a ponoć na raka umiera). Nic a nic mu nie było ale gdy się położył padł w sek a w nocy przebudził się i spał w gołych cyckach. Przeżyłam szok. Kazałam mu się wynosić. Poczułam się jak by mi ktoś w pysk dał,jak szmata. Potem pisał i przepraszał , że mi to powiedział ale chciał coś zobaczyć w moich oczach i zobaczył. Zobaczył strach o niego, że to było coś pięknego. Pisał też,że jak zobaczył co się dzieje wstał i poszedł spać do syna a rano ex dostała opierdziel i zapowiedział jej ,że jeszcze jedna taka akcja a wy.... ja z domu. Wiem, że to nie jego wina, wiem, że on by jej nie bzyknął,ale czuję się jak by mnie zdradził.Dzwoni jak szalony,ale zablokowałam numer. Nie wiem co mam powiedzieć,jak z nim gadać. Problem w tym,że ja nie umiem się złościć,obrażać nie rozmawiać. każdy problem chcę obgadać.Ale w tym wypadku na razie nie mogę.Muszę się uspokoić bo mogę powiedzieć o jedno słowo za dużo.
no to masz ...pozamiatane, współczuję
nie wiem co poradzić mogę tylko przytulić
no nie za wesoła sytuacja.
Ciągle nic nowego,ciągle cisza i czekanie. Ani słowa o spotkaniu o rozmowie o czym kolwiek. Przysyła tylko mmsy ze zdjęciem pieska.
A TY?
ŻYJESZ czy tylko trwasz w zawieszeniu?
Tak się zastanawiam bo: "...Choćbyśmy uczniami byli
Najtępszymi w szkole świata,
Nie będziemy repetować
Żadnej zimy ani lata...."
SZKODA życia... teraźniejszej wiosny, nadchodzącego lata, itp. itd.
"...Choćbyśmy uczniami byli
Najtępszymi w szkole świata,
Nie będziemy repetować
Żadnej zimy ani lata...."
super !
Trwam w zawieszeniu.
Dziś miałam wizytę P w domu. Uknuli to z moją córką.Przyszedł z pizzą.Fajnie było chociaż zero samotności. Córka jak zwykle zagarnęła go dla siebie. Na koniec wziął moją twarz w dłonie i powiedział" ty wiesz co" co ma oznaczać,że mnie kocha.
A już z miałam przymierzać się do listu pożegnalnego chociaż tak na prawdę nie chcę się z nim żegnać. Po jego wyjściu napisałam mu,że jego wizyta nic u mnie nie zmieniła. Mam zamiar dalej go unikać i trzymać dystans aż on w końcu się przekona,że faktycznie mu się wymykam. Może to i dociera do niego ,ale jakoś bardzo powoli.
Na koniec wziął moją twarz w dłonie i powiedział" ty wiesz co" co ma oznaczać,że mnie kocha
a czy kiedyś powiedział do ciebie to słowo - kocham cię...
64 2014-04-12 21:02:39 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-04-12 21:03:32)
No pewnie. Przez trzy lata tysiące razy.A tak od roku to już nic tylko "ty wiesz co". Tak mówił przez pierwsze kilka miesięcy za nim tak oficjalnie powiedział,że kocha.
A tak od roku to już nic tylko "ty wiesz co".
a dlaczego od roku przestał ...