netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

6 odpowiedzi3 345 wyświetleńzałożony przez wedrujacy_gigant, 22.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez wedrujacy_gigant (2014-03-22 22:31:55)

Temat: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

Się naczytałem offline forum wiele razy ale w końcu nie wytrzymałem i muszę to wyrzucić z siebie.

Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach? Dlaczego nigdy nie mogę być w pełni sobą i mówić otwarcie co czuję, tylko zamiast tego gdy tylko pokażę że jakoś mi zależy etc. to związek od razu pikuje w dół i robi się bardzo nieprzyjemnie? Dlaczego trzeba ciągle grać i to nawet w stałym związku?!? Dlaczego niezależnie czy chce się poznać nową osobę czy jest się z inną dobrych kilka lat to ciągle trzeba się bawić w idiotyczne wedle mnie cackanie się by nie okazać za bardzo?!? No naprawdę nie mogę tego zrozumieć.

W czym rzecz? Faktycznie jestem takim odmieńcem który nie lubi bawić w podrywy, gierki stereotypowe, podrygi, sztampowe wręcz schematy niczym zwierzątka ... to mnie po prostu tchnie odruchami wymiotnymi. Lubię gdy ludzie po prostu miło ze sobą spędzają czas, prosto, bezpośrednio, bez żadnych niedomówień ale i bez życia na wyłączność. Ot po prostu razem przez życie. Dawno temu ale to naprawdę sporo czasu temu zakochałem się wręcz platonicznie w pewnej koleżance. Chorobliwa nieśmiałość dawnego wieku nie pozwalała na odważne kroki to i do niczego nie doszło a mimo to przez 10 lat nie mogłem się wyleczyć z tego odurzenia i to będąć w pełni świadomie logicznie przekonanym że to kompletna bzdura to jednak głęboko zakorzenione coś nie dawało spokoju. Zresztą nawet teraz po 19 latach potrafi mi się śnić, oczywiście w swoim aktualnym dorosłym wydaniu i to wcale nie pod względem jakkolwiek erotycznym (bo w internecie każdy lubi szukać docinków stąd wyjaśnienie). BTW ciekawostka dotychczasowa partnerka w zasadzie nigdy mi się nie śniła - góra na palcach jednej ręki. Choć to nic nie znaczy bo przecież śnimy głównie o rzeczach nieosiągalnych - a jak ktoś śpi obok ...

Nic tam, tak se żyjąc dalej, nie bawiąc się w wielkie podrywania bo głowy na to nigdy nie było, tak powoli obniżając swe wymagania, tlumacząc usilnie sobie że wymagania to tylko idealizacja w końcu udalo się zostać z kimś na dłużej. No niestety, dobry znajomy, niestety zapuszczony przeze mnie przyjaciel dobrze stwiedził że niesamowita tęsknota za byciem z kimś wygrała wobec większej dozy rozsądku. Zresztą nawiasem mówiąc gdy w pewnym okresie początkowym było zbliżenie do siebie (znów nie cielesne) ale istniała pewna konkurencja z kumplem, wprost się zapytał czy nie mam nic przeciwko temu by podbijał do dziewczyny. Ja nigdy nie chcąc nikomu narzucać swego ja stwierdziłem że sama wybierze więc mi to absolutnie nie przeszkadza. I tak się zeszli, spędzili parę lat, rozeszli a potem my się zeszliśmy razem. Tak trwał ten związek X lat. Niby fajnie, niby super no ale dziś z perspektywy czasu widzę że już na początku miałem wątpliwości co do 100% słuszności. No ale kto nie próbuje ... ten przegrywa. I tak sobie pożyliśmy X lat ... de facto w ogóle szczególnie nie posuwając się do przodu. Co z tego że większość czasu przemieszkaliśmy razem skoro wygląda to jakbyśmy żyli nie tyle razem co obok siebie. Już nie chcę szczególnie narzekać ale z drugiej strony to nieco wygląda niczym filozofia "ja dla Ciebie wszystko ale tylko po mojemu" o_O Co gorsza większość rodziny uważa że wszystko jest OK a my po prostu nawet nieświadomie doskonale ... udajemy. Także sami przed sobą - wewnętrznie. Jedyne osoby które tak naprawdę to zauważyły i rzeczywiście się zastanowiły nad nami to jej babcia jak i moja matula które obie, niezależnie od siebie powiedziały wprost że widzą że między nami miłości nie ma ale chociaż się nie kłócimy.

I tak dalej w wegetacji i w zasadzie powolnym wycofyfaniu się z życia i rezygnacji z własnego ja ... póty ... nie poznałem fantastycznej dziewczyny. A znaliśmy się pobieżnie już od dawna ale ciągła ta sama przyjazna natura nawet do zwykłych znajomych nie dawała o sobie zapomnieć. Fantastycznej bo po szczerze, pierwszy raz się zakochałem się tak mocno w dziewczynie od ... no własnie samego początku. Niby stary pryk w porównaniu do wielu lat wstecz a tu nagle to samo irracjonalne, kompletne zaprzeczenie logiki, zachowanie. Tak, dziękuję jej z całego serca bo mimo że szansa że coś z tego wyjdzie jest w zasadzie równa zeru to wyrwała mnie z tego letargu bycia bo przecież taki model społeczny a rodzina po prostu nie widzi innego scenariusza. Pozwolę sobię wtrącić małą dygresję że fantastycznie mnie to bawi jak to w dzisiejszych czasach większy ostracyzm spotyka Ciebie gdy zrywasz potencjalnie rokujący ale NIEformalny związek po X latach aniżeli w przypadku rozwodu i niedanego małżeństwa. W przypadku rozwodu mówi się ... trudno, stało się, nie ma co być na siłę. A w przypadku długiego związku? Zimne spojrzenie, nic więcej. To jest jakaś schizofrenia społeczna ... Wracając. Na początku walczyłem ze sobą, mówię jesteśmy razem ale widząc z każdym dniem zwykłe, wcale nie skierowane szczególnie bo wtedy jeszcze nic nie było, dobro uprzejmość a z drugiej strony, niby ze strony ciepła domowego dosłownie piekło w postaci toksycznego zaborczego szpiegowania dosłownie we mnie pękło i jedynie utwierdziłem się w przekonaniu co do sensowności tego czy owego. Tym bardziej że parę razy bardzo wyraźnie dała mi do zrozumenia że nigdy sobie nie życzy bym kiedykolwiek się tak zachował. No i oczywiście to był kolejny raz w stylu Tobie nie wolno a mi ... to co innego. Wtedy hamulce puściły. Tak wiem, ktoś się przyczepi że w różowych okularach widzę same wady. Niestety widziałem epizody już i wcześniej ale w imię chyba źle pojętej wierności zawsze starałem się wybaczać i trwać bo przecież niby do tego jesteśmy stworzeni, czyż nie? Tylko czy za cenę powoli zamazującego się obrazu własnego ja? Braku de facto kontaktów z innymi osobami? Kim byłem wcześniej? Człowiekiem wolnym, trochę takim jak ptak który lubił każdego odwiedzić, porozmawiać, wpaść na herbatę ot pomóc. A kim się stałem później? Tym co siedzi godzinami w chacie bo ... nie ma gdzie wyjść. Bo wszędzie widzi przeszkody. Po ewolucji uczuć rozsypało się w środku i wprost powiedziałem partnerce że mam dość uczucia jakoby tresowanego psa bo tak szczerze od dawna się czułem ale porozmawiać uczciwie nigdy na te tematy nie szło. Owszem słowa mówią, chcą rozmowy ale wnętrze jest kompletnie inne i to jednoznacznie widzę.

I tak gdy co nieco pękło w środku pozwoliłem sobie by sprawy potoczyły się własnym życiem. I tak było fajnie, milej, OK. No ... do czasu gdy już nie chciałem bawić się w rozkrok nie wiedząc na czym stoję. I co? Dosłownie klops. Bo jak zawsze się okazuje że że jak tylko pokażesz że zbyt zależy, że chcesz tak naturalnie to ... nie rozumiem to trzeba ciagle udawać, grać niedostępność, być trochę na nie? To ja mam głęboko w d... takie nieuczciwe względem nawet siebie samego życie. Tak i w tym dłuższym X letnim związku (niemało powie że przechodzonym) też miałem takie problemy. Raz powiedziałem że kocham ... dostałem burę i wykład że nie rozumiem głebokości słowa kocham  i używam go zbyt pochopnie. Tak fatalnie się poczułem że przyrzekłem sobie że nigdy go nie powiem póki ona pierwsza nie powie ... nie doczekałem się w uczciwym okolicznościach. Nigdy. Potem jeszcze dwa razy wkręciłem się w stan ponownego zakochania we własnej partnerce ... i co? Nico bo zawsze ale to zawsze właśnie się psuło. Było za dobrze, w tyłku się przewracało i wcale miło nie było. Jak wbrew sobie dozowałem oziębłość to paradoksalnie było super ... hmmm .... I co tu zrobić i co tu myśleć? Obie mimo że niestety nie widzę przyszłości ani z jedną (tu bo związek przez X lat się nie rozwinął) ani z drugą (tu bo sama nie chce) są wspaniałymi kobietami z zewnętrznego punktu widzenia widząc zaangażowanie i konkretne stopnie naukowe w bardzo bliskim horyzoncie czasowym. Tylko że wiem doskonale że dotychczasowa partnerka nie nadaje się na żonę a tym bardziej matkę co jej powiedziałem pomimo oporów ale wreszcie przełamując się na uczciwą szczerość, wprost. Druga dziewczyna z kolei jest kompletnym zaprzeczeniem w tym aspekcie charakteru i wiem że byłaby idealną żoną i matką. Oczywiście, wiem i zdaję sobie sprawę że nie wolno tak myśleć, nie wolno tak szufladkować tylko faktycznie, szczerze trudno się powstrzymać od takich myśli widząc przez X lat, XX znajomości nawet luźnych przewijających się przez życie taki skarb który pojawia się tu i teraz, wiesz że jest w zasięgu ręki, wiesz że wygrało się życie i to uczucie że zdajesz sobie sprawę że ucieka on z Twych rąk i nie masz szans go tak szybko złapać, niczym los na loterii ...

I co z tym? Tak, widać to na wskroś z mego postu, aż wyżera się z ekranu że po prostu nie miałem się gdzie wygadać i napisałem swą pokrętną, dla wielu nudną prozę życia. Tak, wiem że rozsądnym wyjściem jest rzucić wszystko w diabły, odkopać swoje własne JA, swoje jestestwo, swoją osobę, nie rezygnować z siebie dla wątpliwie rozwojowego związku, nie narzucać się innym tylko brnąć przez życie będąc dumą i własnym żaglem sterczącym strzeliście pośród innych innych często pomiętych, nierzadko porwanych żagli zapuszczonych łódek, jachtów i innych łajb pływających po oceanie beskresnego morza osobowości, wątpliwości i uczuć ludzkich. Tak długo aż w końcu ów naprężony swoim zdrowym przekonaniem wartości, pewnością właściwego wyboru, będącego z czasem drogowskazem dla innych zagubionych szalup, sam przyciągnie na horyzoncie inny równie piękny żagiel który będzie zmierzał w tym samym kierunku. I tak łącząc swe siły popłyniemy przez bezkres oceanu nie bojąc się sztormów, huraganów a nawet i tsunami brnąc przeciw wszystkim ku odkryciu drugiego lądu, nowego świata a może i .... nowego życia :-) 

No owszem, to wszystko ładnie i pięknie tylko co z tego skoro już bardzo trudno mi uwierzyć że można być z sobą bo nawet niby zewnętrznie tak dopracowane osoby o tak wcale nie wąskich horyzontach, nadal cechują się tą bardzo głupią wykładnią życiową co do okazywania uczuć? Tego iż nie można pokazać że naprawdę fajnie, że miło, że naturalnie, że spontanicznie, że zależy ... Nie albo za szybko albo jak już w związku to okazuje się że de facto nadal on działa na zasadach kto tu rządzi, kto ma władzę. No przepraszam ale ja tak nie chcę. Choć rozumiem skąd to wynikało, że to było głęboko zaszyte uczucie strachu, wynikłe z dzieciństwa, przed odrzuceniem ale na miłość Boską po to mamy mózg by móc zrozumieć swoje obawy i tym bardziej z pewnością nie przelewać na innych swoich złości, niedowartościowań etc. I tak, oczywiście piszę pod zupełnie innym nickiem bo dotychczasowa partnerka regularnie przegląda internet pod kątem co piszę. To takie w końcu niby normalne ... nie wiem dla kogo.

Reasumując ... Jak żyć ?!?  ;-)

2

Odp: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

O kurcze, to to był piękny post. Trochę zagmatwany i chwilami trudno mi było zrozumieć, ale piękny. Wydajesz się być typem takiego wrażliwego filozofa. Spróbuję Ci pomóc, ale nie gwarantuję, że dobrze zrozumiałam Twoją sytuację, w razie czego popraw.

Jak najbardziej można być szczerym w uczuciach. Trzeba mieć jednak świadomość, że okazywanie swoich uczuć w całej swej okazałości to obnażanie swojego serca, jesteśmy wtedy pozbawieni pancerza chroniącego przed atakami i cierpieniem. Dużo ludzi boi się tego, więc nie pokazuje swoich uczuć wprost. Jeśli chcesz być zawsze w pełni szczerym, musisz nauczyć się radzić sobie z odrzuceniem, krytyką itp. Jeśli to Cię przerasta, będziesz musiał owijać (swoje serce) w bawełnę. Nie oczekuj od innych, że wybiorą tą albo tą opcję, to już od nich zależy. Sama znam i osoby, które za nic nie pokażą, co naprawdę czują i myślą, znam też takie, które są brutalnie szczere. Tacy już są.

3

Odp: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?
wedrujacy_gigant napisał/a:

Reasumując ... Jak żyć ?!?  ;-)

Zakładam, że pytanie retoryczne. Bo w Twojej poetyckiej przenośni o statku widać, że ogólne wytyczne są Ci znane... I chyba bardziej ten wpis był Ci potrzebny do uporządkowania własnych myśli. Ale prowokuje refleksje, więc ja podzieję się swoimi. Wiadomo, to moje przekonania i moje oceny, ale może coś będzie dla Ciebie ciekawe i gdzieś Cię zaprowadzi. Z góry przepraszam, jeśli gdzieś znajdą się pochopne osądy, nie sa one skierowane przeciwko Tobie, mogły powstać niezamierzenie. Tyle tytułem dislaimera.


Twój post jest dla mnie po części próbą wyjaśnienia sobie, dlaczego jesteś w tym miejscu a nie w innym. Cóż inteligencja wiąże się często z tendencją do autoanalizy, a ta bywa bolesna. Bo nagle się okazuje, że człowiek zdobył parę doświadczeń i nadal pyta się jak żyć.
Może pocieszy Cię to, że nie jesteś sam.  Co więcej, paradoks życia polega na tym, że składa sie ono z tak wielu zmiennych które tak często się zmieniają, że obranie jednej trasy, w zasadzie cały czas polega na manewrowaniu. Są jakieś proste odcinki ale potem nagle stajesz przed decyzją,w którą stronę. I nigdy nie wiesz, czy zmiana kierunku zaprowadzi Cię na skały, mieliznę czy czystą wodę  Banały to może i to opatrzone tandetną metaforą.

I mnie wydaje się, że znalazłeś się właśnie przed decyzją o zmianie kursu. (Cóż, można by powiedzieć, że w zasadzie tę decyzję z mojej perspektywy już wewnętrznie podjąłeś, tylko teraz potrzebujesz jeszcze - jak to się mówi w żargonie psajchoterapełtów "przeprocesować" - poszukując inspiracji zewnętrznych jak tutaj na forum. No bo skoro wiesz, czego nie chcesz, to raczej będziesz dążył do tego, aby to zmienić)

Ja Twoje pytanie dorozumiałam sobie, jako pytanie - co zrobić w sytuacji, gdy aktualny związek już nie wystarcza a perspektywy na nowe niby istnieją, ale sa niewystarczające. I czy warto ryzykować angażowanie się w coś nowego, skoro Twoje dotychczasowe doświadczneie pokazuje, że nie udaje się osiągnać tego, czego tak naprawdę byś chciał, czyli - tu cytat z Ciebie - "Lubię gdy ludzie po prostu miło ze sobą spędzają czas, prosto, bezpośrednio, bez żadnych niedomówień ale i bez życia na wyłączność."

Ja jestem przekonana, że można znaleźć kogoś, przy kim szczere okazywanie uczuć jest możliwe i to przez cały czas trwania  związku. Problem polega natomiast na tym, że droga do znalezienia takiej osoby bywa długa i trudna. Czasem po prostu decyduje ślepe szczęście, że już za pierwszym razem trafiasz na osobę, która jest tym, kogo potrzebujesz i tak razem zostajecie.

Wydaje mi się natomiast, że taka autentyczność w okazywaniu uczuć i niewymuszoność bycia razem, która Ci się marzy, wiąże się częściowo z osiągnięciem dojrzałości emocjonalnej opartej odoświadczenia życiowe, w tym doświadczenia w związkach. I spekulując - może w ogóle dopiero teraz jesteś w stanie zidentyfikować osobę, która będize w stanie Ci dać to, czego potrzebujesz.

W ogóle kwestia szczerości i gier o władzę w związkach to jest temat rzeka. Ekstremiści twierdzą że każda relacja międzyludzka jest w istocie walką o wpływy na jakimś tam polu. W każdej relacji dwojga osób są obszary mniejszych lub większych tarć - dwa ciała zawsze jakoś na siebie oddziaływują. Kiedy nazwiemy to walką i to jeszcze o władzę, to inna sprawa, ale ja baardzo jestem ostrożna w uzywaniu takich militarnych treminów. Bo to co dla jednego walka to dla drugiego komunikacja i dogadywanie się. Bo o ile wierzę w szczerość w zwązku o tyle idealna symbioza dwojga ludzi, którzy po prostu płyną obok siebie w tym samym kierunku w rzeczywistości się nie zdarza.

I wierzę teżw to, że ludzie nieszczęśliwi nie powinni trwać w swoim związku. i mówię tu o ludziach, którzy wiedzą o sobie tyle, że nie dopadł ich chwilowy przysłowiowy "kryzys wieku średniego". Najczęściej są to też takie osoby, które wiedzą do czego zmierzają, a nie tylko takie, które po prostu chca od czegoś uciec.

A dotychczasowe relacje... W życiu dokonujesz pewnych wyborów, podejmujesz pewne decyzje. I ja wierzę, że człowiek podejmuje takie decyzje na jakie pozwala mu w danym momencie jego wiedza, okliczności zewnętrzne. Nawet jeśli z perspektywy czasu zastanawia się nad sensem, to w tamtej chwili wybrał najlepsze co mógł. Bo gdyby mógł lepiej to by to zrobił. Na logikę niby oczywiste. Ale ważne, żeby o tym nie zapominać. 

Kurczę, nie wiem, na ile powyższe to belkot a na ile trzyma się kupy... Możę jeszcze coś mi przyjdzie do głowy, to dopiszę...

Ale na koniec mam jedno dość konkretne pytanie... Jeśli dobrze zrozumiałam, to problemem (oprócz twoich wątpliwości, czy w ogóle jest sens) w nawiązaniu relacji z tą, w której się zakochałeś jest to, że ona nie chce. I zastanawia mnie, czemu ona nie chce? Nie jest Tobą zainteresowana? Czy nie chce być tą trzecią w Twoim nawet nieformalnym związku?

4

Odp: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

Dawno już nie czytałam tylu ciekawych wyrażeń w jednym poście.
Tchnąć odruchami, szukać docinków, zapuszczony przez Autora przyjaciel (to jest szczególnie intrygujące, chciałabym wiedzieć jak to się robi, wszystkie koleżanki by się bały że je zapuszczę) i wyżeranie się z ekranu.
Jeśli jesteś, Autorze, obcokrajowcem albo Polakiem na obczyźnie mającym od lat rzadki kontakt z językiem, jesteś usprawiedliwiony. Jeśli nie, ostrożniej przemierzaj grząskie tereny metafor oraz skrótów myślowych wink

Co do meritum, tak to już jest, że nadmierna bliskość na dłuższą metę osłabia namiętność. Kluczem do udanego związku jest, moim zdaniem, odpowiednie ustalenie proporcji bliskości do autonomii. Oraz dominacji do uległości/oddania. Oddanie zwiększa poczucie bezpieczeństwa u strony przeciwnej, ale zbyt wielkie oddanie (nadskakiwanie, spełnianie każdego życzenia) jest oznaką słabości psychicznej.

5

Odp: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

zajrzalem do tego tematu przez przypadek ,ale autor tematu napisal bardzo duzo ciekawych rzeczy w tym zagmatwanym dlugim poscie:)
bede sledzil ten teamt bo mozna duzo wniskow wyciagnac

6

Odp: Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

Twoje rozterki,przemyślenia, pytania,oskarżenia to odczucia wielu ludzi.To strach przed podjęciem decyzji,to powiedzenie światu,że nie tak miało być,to też niemoc ,a zarazem konieczność zmian,to Twój bunt. Przerobiłam te rzeczy w swoim życiu.Wybrałam zmiany.Trafnie określasz obawy.Nikt nie jest w stanie wskazać drogę.Jesteś doświadczony przez życie i znasz zagrożenia każdego wyboru.Rózowe okulary zdejmowałeś stopniowo od x lat.Nigdzie i za żadną cenę już ich nie kupisz.
Dałeś czytelnikom do rąk smutną refleksję .Pewnie tylko na chwilę poczułeś ulgę.
Wygląda na to ,że uwięziłeś w swoim wnętrzu emocje.Bez nich jesteśmy ''niewidzialni'' dla innych.
                                                                                                                                      Smutne

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy nigdy nie można być szczerym w uczuciach?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026