Mam 23 lata. Od dwóch lat kocham swojego wykładowcę. Wiem, że takie uczucie nie ma sensu. Staram się ukrywać to przed wszystkimi, a zwłaszcza przed nim. To już dwa lata, a to uczucie wcale nie przestaje słabnąć. Chciałabym zapomnieć, ale to bardzo trudne i chyba nie potrafię. Strasznie mnie to męczy, nie wiem co zrobić. Został mi jeszcze jeden rok nauki, a potem może zmienie Uczelnię. Czy to dobry pomysł?
Podobne tematy
nie zmieniaj uczelni nie ma sensu na ostatni rok...
a on ma żone? jaka jest miedzy wami roznica wieku?
3 2009-08-27 11:49:36 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-08-27 11:50:34)
Chyba jestem w stanie Cie zrozumiec. Mnie tez zdarzylo sie zakochac w swoim matematyku. To byly dawne czasy, ale nie umialam oderwac od niego oczu. Potem zakochalam sie w moim instruktorze jazdy. Czyste szalenstwo, ja mloda, on dojrzaly facet. Ale nie potrafilam myslec o niczym innym.
Dzis te sprawy nie sa juz wazne, ale wspominam je z pewnym sentymentem. Coz, pewnie kazdy na jakims etapie zycia przezywa swoja platoniczna milosc
Czlowiek jest tylko czlowiekiem i nie zawsze potrafimy zapanowac nad swoimi uczuciami.
4 2009-08-27 13:15:47 Ostatnio edytowany przez harmony11 (2009-08-27 13:17:17)
Myślę, że to jest zauroczenie po prostu i tyle. Też mam przystojnego wykładowcę, który ma około trzydziestki i jest inteligentnym, zabawnym i przystojnym facetem. Przez jakiś czas robiło mi się na jego widok ciepło ale minęło, bo przecież jedyne skąd znamy swoich nauczycieli to zajęcia, a tam ludzie nie mają szans pokazać w pełni kim są bo raczej skupiają się na danym przedmiocie a nie prezentowaniu swoich wszystkich cech. Jedyne co może więc pociągać to inteligencja i wygląd, a to cecha wielu innych facetów. Poza tym uważam, że próby umawiania się z nauczycielem kiedy on nas jeszcze uczy są niebezpieczne i mogą być drastyczne w skutkach. Raczej nauczyciel ma wiele ładnych i inteligentnych studentek, więc istnieją minimalne szanse, że zwraca uwagę na tylko jedną z nich. Poza tym duża częśc wykładowców to profesjonaliści, a profesjonalne traktowanie studentów raczej omija szukanie wśród nich partnerów. Niestety filmowy motyw romansów na linii uczennica nauczyciel jest jak sama nazwa wskazuje motywem filmowym tudzież pochodzącym z fantazji.
W sumie zabujanie się w nauczycielu to jak zabujanie się w aktorze - nic o nim nie wiesz, dużo sobie wymyślasz. Także łatwo sobie zatrzeć takie wrażenie jakimś bardziej dostępnym facetem.
A zmienianie uczelni to czyste szaleństwo. Jesli możesz nie zapisuj się na zajęcia do tego kolesia, a jeśli już musisz chodzić to potraktuj to dojrzele i ogarnij się trochę. Twoje nastawienie może wiele zmienić, szczególnie jeśli zrozumiesz, że kochasz wyobrażenie o nim i najprawdopodobniej jego wygląd i wiedzę.
Jakie sa między wami relacje? podkochujesz się skrycie czy spotykacie się?
"kochasz"? z tego co napisałaś wynika, że to fascynacja. Też podobał mi się (podobał się! nigdy nie mówiłam o jakichokolwiek uczuciach a to różnica - może i Ty zdefiniuj to, co czujesz) jeden z ćwiczeniowców na mojej uczelni, ale to raczej właśnie fizyczna atrakcyjność mnie przyciągała, nic więcej. Minęło, Tobie też minie, zobaczysz:) No, chyba, że po studiach zaczniecie się spotykać,ale mówiąc szczerze to wątpię (chyba, że już się spotykacie, to wtedy co innego, wiadomo
) Niemniej jednak pozdrawiam i życzę Ci, abyś zakochała się w kimś innym
Może to okrutne, ale w końcu nastąpi. I będziesz szczęśliwa!! ![]()
Z tego, co opisujesz wynika, że tak naprawdę podkochujesz się w nim czysto platonicznie. Może nawet jesteś nim "zaślepiona". Jednak z czasem zobaczysz, że poza nim świat też istnieje, a na nim inni mężczyźni - niekoniecznie Twoi wykładowcy. ![]()
Dziękuję wam za te wypowiedzi. Mam nadzieję, że to rzeczywiście zauroczenie. Tylko czy ono może trwać aż dwa lata? Postaram się przemyśleć to co przeczytałam
Wydaje mi się jak zresztą zostało to powiedziane że tj tylko fascynacja. Zakazany owoc, coś nie osiągalnego nas dośc często intryguje np. wykładowca czy też ksiądz. Marzy się nam wielka miłość jak z filmu love story.