mam 50 lat. bylismy razem 8 lat. zerwala ona.
oboje mamy malzenstwa.
gdy poznalismy sie, jej dzieci byly male, moje samodzielne.
uznalismy ze wytrzymamy az dorosna i dopiero wtedy zmienimy nasze zycie.
wierzylismy ze kiedys bedziemy razem i z ta wiara zdecydowalismy tworzyc ten zwiazek.
tymczasem cieszylismy sie kazda chwila kazda mozliwoscia spedzenia chociac tych chwil razem.
to one byly wazne, to one dawale sily do zycia, to one otwieraly przyszlosc. lepsza.
przez tyle lat wiele sie wydarzylo, zmienialo wokol nas, jak to w zyciu.
jakos przez to przechodzilismy, trzymalo nas nasze uczucie.
caly czas to bylo najwazniejsze.
nie tylko seks sie liczyl, liczylo sie to tez o czym mozemy rozmawiac,
jak sie zachowujemy gdy jestesmy razem, na co patrzymy wokol, co wybieramy...
co przezywamy, jak, czego uczymy sie od siebie, co potrzebujemy...
(przynajmniej teraz zdaje sobie sprawe, ze ja tak to traktowalem, jak ona: nie wiem...)
nie wiem co sie stalo.
czy chodzilo o to ze nie mialem tyle kasy zeby zbudowac nowy dom? zaopiekowac sie nia i jej dziecmi?
czy o to, ze naiwnie uwierzylem, ze skoro meza zdradzila dla mnie to mnie nigdy nie zdradzi?
ona odciela sie ode mnie totalnie, zero kontaktu.
probowalem rozmawiac, wyjasnic co sie dzieje.
ale czytajac rady (na szczescie) nie skomlalem.
moge zrozumiec ze z jakiego powodu nie chce juz intymnosci,
ale zeby nie chciec rozmawiac?
to ile warte bylo to uczucie? jesli w ogole bylo?
jesli potrafila odciac to wszystko.
oszukiwala mnie z jakis powodow? tylko dla wlasnej wygody? przyjemnosci?
czemu zabrala w takim razie tyle lat z zycia. tyle uczucia.
ja nie potrafie.
nie wiem jak sobie z tym poradzic.
nie mam teraz celu w zyciu. sensu. powodu.
nie chce mi sie czytac tych pored i bzdur o chodzeniu na silownie, nowym aucie, nowej kobiecie, dalekiej wycieczce...
"zamknac ksiazke" i cieszyc, ze jest na polce?
bo lepsze to niz pusta polka?
bzdety... gdybym zamknal to lata temu, gdyby to byl tylko piekny romans, moze byloby latwiej.
przynajmniej mialbym nadzieje ze jeszcze w zyciu znajde jakies uczucie.
a tak? (tylko nie piszcze bzdur, ze zakochac mozna sie majac i 60 lat. nie mozna. bo bagaz zycia przeszkadza.)