Hej,
Postanowiłam tutaj napisać, bo nie mam o kim z tym porozmawiać, a czuję się strasznie zagubiona.
Zacznijmy od tego że w ubiegłym roku rozstałam się z mężczyzną po 5 latach związku. Wina była po obu stronach, przecierpiało się trochę, ale minęło. On jest szczęśliwy z inną kobietą, a ja... no właśnie ja.. około miesiąc po rozstaniu wdałam się w bardzo krótki związek który nie spełniał moich oczekiwań. Zakończyłam go z obawy przed zaangażowaniem drugiej strony, choć i tak było już może na to za późno.
Generalnie od rozstania moje życie zaczęło się kręcić wokół znajomych których dzięki niemu poznałam, imprez, alkoholu.. Przez to ostatnie wpadłam w romans z mężczyzną starszym ponad 10 lat, z którym było cudownie. Jednak znowu było 'ale' - jego ukochana była daleko i tylko przez to się czasem spotykaliśmy. Nie żałuję tego, mimo że przez wielu z Was zostanę za to zlinczowana.. ale wiem że on taki jest, ja nie pierwsza i zapewne nie ostatnia, a miłe wspomnienia pozostaną.
Po drodze poznałam jeszcze kilku mężczyzn, ale tradycyjnie od pisania/spotkań do związku daleka droga, więc nim się obejrzałam okazało się że już kogoś mają innego.. Nie szukałam na siłę, więc nie byłam wobec nich nachalna, a może powinnam (?)
Wtedy przyszła zima.. kolejny mętlik w głowie co dalej z moim życiem i prawie wpadłam w kolejne sidła romansu... Już nie z taką dużą różnicą wieku, ale znów z mężczyzną żyjącym w związku na odległość. Do tej pory doszło tylko do pocałunku, ale on naciska na kolejne spotkanie, uważa że ona(jego dziewczyna) też nie jest święta... Wiem że nie powinnam, że to nie fair wobec jego dziewczyny, ale jestem słaba.. bardzo słaba czyt. uległa i obawiam się że skończy się to na czymś poważniejszym... ;/ Ostatecznie lubię go, ale nie chcę doprowadzić do rozpadu jego związku. Pewnie napiszecie że mam zerwać z nim kontakt, ale jest problem - mamy wspólnych znajomych, więc i tak będziemy się widywać..
No i na koniec... jest chłopak na którym bardzo mi zależy, ale nie potrafię zinterpretować jego zachowania. Na początku naszej znajomości pisał sporo, miałam wrażenie że może coś z tego wyjdzie, teraz sam się nie odzywa, może raz na 2 tygodnie coś napisze.. Widujemy się raz na tydzień/dwa również wśród wspólnych znajomych.. wtedy jest miły, zaczepia, znowu zaczynam mieć wrażenie że może jeszcze jest jakaś szansa... ale.. kiedy ja do niego napiszę to albo odpisuje jednym słówkiem lub wcale.. tłumaczy się że nie ma czasu, że ma jakieś problemy... Myślicie że powinnam zaczekać? Czy lepiej dać sobie spokój? Przestać się odzywać czy napisać raz na jakiś czas?
Czasem zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby zmienić całe moje obecne otoczenie i zacząć od nowa z czystą kartą... Brakuje mi osoby która by mnie wspierała i może dlatego tak intensywnie poszukuję kogoś kto mógłby mnie wspierać, z kim mogłabym porozmawiać...