Poznałam mojego byłego przez znajomych, poniekąd nas zeswatali. Pierwsze randki były w jego domu, oglądaliśmy filmy (nic poza tym
). Raz byliśmy w restauracji (potem jeszcze kilka razy gdzieś wychodziliśmy, ale dosłownie kilka), ale to chyba z mojej inicjatywy. Bardzo szybko zaczęliśmy chodzić razem na imprezy, i za drugim czy trzecim razem zaczęłam u niego nocować (seks doszedł po jakimś czasie). Dodatkowo pracowaliśmy w różnych godzinach, więc nie było jak spotykać się w tygodniu.
Teraz on poznał dziewczynę w pracy. Nie znam szczegółów, wiem tylko, że jest tam od stycznia, a w niedzielę spotkali się po raz pierwszy poza pracą (i jak się domyślam nie u niego w domu). Czy fakt, że razem pracowali, zapewne razem jedli obiady, rozmawiali itd., i ogólnie taka forma poznania się przewyższa to, co miałam z nim? Czy taki związek ma większe szanse na przetrwanie?
Dwie przykładowe sytuacje, ale jestem bardzo ciekawa co Wy o tym sądzicie. Czy na to nie ma reguły, czy może jednak ma to duże znaczenie. Jakby nie było ja po takim czasie już z nim spałam (długo miałam o to do siebie pretensje), a oni dopiero zaczynają ten związek na - jak mi się wydaje - solidnym gruncie