Jak to u was jest?
Bo ja jestem ze swoim chłopakiem niecały rok, ogólnie okazujemy sobie miłość i jest pociąg fizyczny między nami ale mam wrażenie ze ta magiczna iskierka flirtu bardzo zmarniała. Na początku związku jak gadaliśmy np na gg ja byłam bardziej nieśmiała i to on zaczynał flirtować. To były rozmowy, podczas których uśmiech nie schodził mi z twarzy, były podteksty i żarty, droczenie się, to wywoływało we mnie (i w nim pewnie też) ogromną chęć na kolejne rozmowy. Teraz zdarza się to już niestety rzadko. Ostatnio sama spróbowałam pożartować, podroczyć się, ale chłopak nie podchwycił tematu...Co robić w takiej sytuacji? Mam wrażenie, że nie jestem już dla niego taka nowa, odkrył mnie w dużym stopniu i za bardzo przyzwyczaił się do mnie jako części swojej codzienności mimo że widujemy się tylko 1-2 razy w tygodniu z powodu utrudnionego dojazdu (dzieli nas jakies 40km).
Ogólnie kiedyś to głównie on inicjował flirt a teraz nawet raczej nie odpowiada na moje dwuznaczności, droczenie się plus bardziej się starał o mnie jak o kobietę, bardziej zabiegał a teraz już jest tego coraz mniej...
Zaznaczę: doskonale rozumiem że początki związku wiążą się ze specyficznym stanem emocjonalnym i później jest więcej stabilizacji czy nawet rutyny. Ale myślę, że żeby nadal była ta magia powinien występować w związku flirt. A gdy on prawie całkowicie znika to zaczyna się niestety równia pochyła. I że albo ja albo on zaczniemy prędzej czy później szukać tych emocji, dreszczyku podniecenia, dwuznaczności, niepewności gdzieś indziej...
Ciekawa jestem co wy o tym sądzicie i jak to wszystko wygląda w waszych związkach.