Pojawił się niedawno w sieci artykuł, który zwrócił moją uwagę. Tyczył się konkretnie Wenecji, gdzie burmistrz miasta obwieścił w jednym wywiadzie, że najchętniej wyrzuciłby wszystkich zwiedzających. Wątek nie tyczy się samej Wenecji i słów, jakie wypowiedział burmistrz, jednak nasuwa mi się pytanie: Czy są miejsca na świecie, gdzie turyści nie mają prawa wjazdu? Lub inaczej: czy powinny być miejsca zakazane dla turystów? Słyszy się, że mieszkańcy wakacyjnych mekk zaczęli mieć dość najeżdżających turystów i zaczęli się buntować. Niedogodności życia przestały już rekompensować zyski z urlopowiczów, mieszkańcy wkurzają się na bród, hałas, tłumy z aparatami i wieczne pytania ?Jak dojść do???.
A co wy o tym myślicie? Macie jakieś przemyślenia, czy powinny być miejsca zakazane dla turystów?
Podobne tematy
Pytanie: kim jest turysta?
Chyba chodzi po prostu o osoby zwiedzające. Mieszkaniec wraca sobie zmęczony z pracy, a zaczepia go turysta z aparatem z prośbą o zrobienie zdjęcia, lub pyta gdzie dojść do jakiegoś miejsca. Często w kaleczącym języku. Lub mieszkaniec chce iść do restauracji, na piwo, kawę, a tam akurat nie ma miejsc, bo kolejna wycieczka przyjechała. W centrach turystycznych miejsc kolejki, zawyżone ceny - mieszkańcy muszą znać miejsca, gdzie można coś zjeść i wypić w normalnej cenie, gdzie nie nastawiają się na turystów.
To zależy, jaki turysta ma cel: ilekroć gdzieś jeżdżę, przesiaduję właśnie w knajpkach "dla tamtejszych", bo chcę ich poznać, ich styl życia, chcę z nimi pogadać i dowiedzieć się, co myślą o świecie. Wtapiam się więc w niego tak niekolizyjnie jak tylko się da.
Są miejsca niedostępne dla turystów np. w pszczyńskim zamku, co mnie wkurza- bo nie mam ochoty oglądać 1/10 zamku ale 10/10. I nie rozumiem, dlaczego reszty nie chcą pokazać.
Piramidy egipskie też nie są dostępne w całości. Turysta zatem, taki wymagający i tak jest "ograbiony".
Nie każdemu wystarcza siedzenie w kurorcie z basenem-nie na tym chyba powinna polegać turystyka. Skoro "Podróże kształcą"...............
5 2014-03-19 09:36:50 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-03-19 12:14:57)
Cale szczescie, ze sa miejsca zabronione dla turystow. Jeden zabytek czy rezerwat uszanuje, wejdzie obejrzy i wyjdzie pozostawiwszy miejsce w stanie nienaruszonym lub lekko naruszonym (w koncu fruwac nie bedziemy po komnatach:) a inny sobie jak swinia puszke rzuci, papierek czy gume wcisnie w szparke, namaze inicjaly swoje i lubej, dzieciarni nie uciszy.
Co tam piramidy czy swiatynie Watykanu - ja sie ciesze, ze w naszych gorskich parkach narodowych tez jest taki zakaz lazenia jak popadnie. Tylko dzieki temu te miejsca jeszcze sa i sa piekne. Trudno - musi nam wystarczyc program w TV, zeby je w calosci i od podszewki zobaczyc.
Może to i dobrze. Prawda jest taka, że jest pełno pięknych i niedocenionych miejsc. W Europie to chociażby Albania. Rajskie krajobrazy, piękne zabytki i dzika przyroda. Jedni wstępu wzbraniają, a inni witają z otwartymi rękami...
Może to i dobrze. Prawda jest taka, że jest pełno pięknych i niedocenionych miejsc. W Europie to chociażby Albania. Rajskie krajobrazy, piękne zabytki i dzika przyroda. Jedni wstępu wzbraniają, a inni witają z otwartymi rękami...
byles tam? mozna sie wybrac rodzinnie do jakiejs fajnej miejscowosci?
byles tam? mozna sie wybrac rodzinnie do jakiejs fajnej miejscowosci?
Jeszcze nie byłem, ale się wybieram szczególnie po tych zawirowaniach na Krymie. Albania to jedyny kraj w Europie gdzie nie ma McDonalda
Nie podpowiem zbyt wiele w kwestii wyjazdu rodzinnego, bo mnie interesuje trochę inny charakter wyjazdu.
Są miejsca gdzie powinien być ograniczony (ilościowo) wstęp dla turystów. Chodzi mi głównie o parki narodowe i rezerwaty. Zresztą wydaje mi się, że już są takie miejsca na świecir gdzie "wpuszcza" się ograniczoną ilość turystów.
Parki narodowe i rezerwaty, to zrozumiałe. I mam nadzieję, że nigdy nie będzie tam wstępu dla turystów. 
Pine Gap w pobliżu Alice Springs, Australia
Właśnie natknęłam się na to w sieci. Podobno jest to jedno z centrów zarządzania wojskowym systemem satelitarnym, a przy drogach stoją tabliczki, aby zawrócić. Podobno turyści obchodzą ten zakaz
Myślę, że tak jest z wieloma miejscami. Teraz, gdy możemy podróżować wszędzie, zwiedzać wszystko, ludzie szukają kolejnych miejsc, nieodkrytych, tajemniczych i ciekawych. Gdziekolwiek nie powstanie tabliczka "Turystom wstęp wzbroniony", tam i tak turyści będą jeździć.
Brutalna prawda jest taka, że często turyści to panoszące się bydło.
Oczywiście nie generalizuję, są turyści i "turyści".
Zjechałem kawałek świata, swoje widziałem.
Takie mam zdanie.
Są miejsca gdzie powinien być ograniczony (ilościowo) wstęp dla turystów. Chodzi mi głównie o parki narodowe i rezerwaty. Zresztą wydaje mi się, że już są takie miejsca na świecir gdzie "wpuszcza" się ograniczoną ilość turystów.
Doskonałym regulatorem jest cena. Wystarczy wprowadzić wysokie opłaty za wstęp, a turystów będzie mniej. Inna sprawa to zamknięte strefy albo limit czasowy np.: zwiedzanie od 10 do 16, kiedy 90% tubylców jest w szkole albo w pracy.
Brutalna prawda jest taka, że często turyści to panoszące się bydło.
Oczywiście nie generalizuję, są turyści i "turyści".
I pewnie tubylcy zauważają to najczęściej. Widzą jak zachowują się turyści z tego kraju, a jak z innego. Wystarczy, że jakaś grupa zwiedzających ich czymś wkurzy i już pójdzie wina na całość turystów, już będzie nalepka.
14 2014-05-15 22:32:11 Ostatnio edytowany przez AllThatWeHave (2014-05-15 22:33:24)
Doskonałym regulatorem jest cena. Wystarczy wprowadzić wysokie opłaty za wstęp, a turystów będzie mniej. Inna sprawa to zamknięte strefy albo limit czasowy np.: zwiedzanie od 10 do 16, kiedy 90% tubylców jest w szkole albo w pracy.
Cena? To zdecydowanie niedoskonały regulator. Bo posiadanie kasy nie świadczy o człowieku. A często, gęsto, ci "przy kasie", którzy mogliby sobie pozwolić na kosztowny wstep do chronionych miejsc, zachowują się jak przysłowiowe, żeby w miarę łągodnie powiedzieć "święte krowy" - chociaż ciśnie się na usta (klawiaturę) bardziej dosadne określenie zaczerpnięte od tego samego gatunku zwierząt, a zaczynające się na literę "b". To raczej ci włóczykije-globtroterzy-bagpackerzy, bez grosza przy duszy, wiedzą jak się zachować, jak uszanować i nie niszczyć takich (ani żadnych innych miejsc) i takim ludziom można by zezwolić na wejście.
Rozwiązanie pewnie nie istnieje. Może jakieś testy psychologiczne? - nie potrafisz się zachować, jesteś bezmyślnym "klapkowiczem" - nie wchodzisz :] - ale to też by nie było w porządku, bo każdy jest równy przecież, a dobra, zwykle, wspólne.
15 2014-05-15 23:29:53 Ostatnio edytowany przez luc (2014-05-15 23:43:02)
marioosh666 napisał/a:W Europie to chociażby Albania.
byles tam? mozna sie wybrac rodzinnie do jakiejs fajnej miejscowosci?
Można ![]()
Jakbyś chciała więcej informacji, to chętnie pomogę.
Co do regulatorów.
Nie ma idealnych, ale cena jest jednym z nich.
Za pobyt w Bhutanie trzeba zapłacić ok. 200 dolarów za jeden dzień na konto rządowe (cena ulega zmianie). Oczywiście dla wielu osób taka cena zaporowa nie jest, ale też nie wszyscy zamożni będą się tam "pchać", a ilość "niekulturalnych" turystów na pewno się przez to ogranicza.
Innym ograniczeniem jest w tym kraju to, że nie można tam wjechać indywidualnie.