Mam za tydzień wizytę u psychologa a teraz mam Was. Mój facet z którym byłam około dwóch lat, wyprowadził się w tym tygodniu tzn kazałam mu się wyprowadzić w awanturze, wiem że to moja wina że znosiłam to przez tyle czasu a on robił to na co pozwoliłam. Sprawdzał telefon od początku znajomości ale wydało mi się to niegrozne, miał napady złości, np. rzucił telefonem bo za długo miałam go w ręce. Ogólnie były to sytuacje sporadyczne, mieszkaliśmy ze sobą rok było super prócz kilku małych usterek, pytał często o moje doznania z byłymi bez większych szczegółów odpowiadałam, nie sądziłam że to wykorzysta potem przeciwko mnie. Po rocznej sielance, wakacjach jak marzenie i planach bez żadnych oznak wyprowadził się, bo to nie było jego miejsce potem twierdził że to był impuls. Po dwóch miesiącach wróciliśmy do siebie, beze mnie nie mógł żyć, itd... tylko że zmienił prace, miał zacząć wyjeżdzać i tu zaczęły się teksty odnośnie mojej przeszłości, a jego pytanie które nie daje mu spokoju to jaka byłam jak nie byłam z nim. Gdy nie byliśmy razem przez te dwa miesiące spotkałam się z kimś kilka razy nawet myślałam że może coś z tego będzie ale nie udało się dla mnie było za wcześnie, natomiast on zapytał o to kto to i że jak to spotkałam się z chłopakiem poznanym przed rokiem, pewnie cały czas miałam z nim kontakt i na bank z nim spałam co nie jest prawdą, zresztą to nie jego sprawa. Próbowałam to ignorować tłumaczyć na wszystkie sposoby, była szarpanina wyprowadzanie się itd. Zdecydował że za moją namową pójdzie do lekarza, co nie doszło do skutku. Dalej robił mi wyrzuty, sprawdzał komputer, i robił jazdy obrażał się mówił że jestem złą babą, jak wyjechał potrafił nie odzywać się tydzień bo mu się przypomniało że jestem taka niedobra, no i na bank z nim spałam on da sobie uciąć rękę. Ostatnio na kompie znalazłam keylogger który sczytywał wszystko na co wchodziłam konta hasła rozmowy strony, pożyczył kompa i trzepał od deski do deski, a jak powiedziałam że znalazłam to stwierdził że mam to już od dawna. Zabrałam komputer do rodziców. Był o to zły. Znowu mi oznajmił tuż przed rozstaniem że on mi zwyczajnie nie wierzy i to mu nie odpowiada, kazałam się wyprowadzić, wywaliłam wręcz bo jakoś mu nie było spieszno do wyprowadzki, oczywiście usłyszałam wiele miłego i wzajemnie. Ciężko mi bo się uwikłałam w bagno, zdaje sobie z tego sprawę ale tyle razy to przechodziłam że boję się teraz sama siebie.
Podobne tematy
Rozumiem, jednym slowem zrobil ci wode z mozgu. Nastepnym razem wyznaczaj swoje granice, przy takich ludziach musza byc na prawde solidne. Telefon, komputer to twoje prywatne rzeczy a kazdy w zwiazku ma prawo do wlasnej prywatnosci. Byc moze ktos go kiedys bardzo skrzywdzil zdradzajac i oszukujac, jezeli tak jest to przeniosl to na wasz zwiazek. Druga mozliwosc jest taka, ze sam mial nieczyste sumienie. Trzecia i ta ostatnia jest taka, ze ludzie ktorzy kontroluja, ciagle podejrzewaja maja minimalne poczucie wlasnej wartosci lub nie maja go wcale, to dlatego ciagle pytal sie o twoich bylych, bo sam o sobie mysli ze jest kiepski. Zastanawiam sie dlaczego to ty idziesz do psychiatry a nie on? Jemu przydalaby sie porzadna psychoterapia, bo to on ma problem nie ty. Wiem doskonale, ze tacy toksycy potrafia niezle zryc beret do tego stopnia, ze to ty myslisz ze z toba jest cos nie halo. Dobrze zrobilas, ze podziekowalas mu za wspolprace, ja bym komus takiemu postawila warunek albo idziesz na terapie, zaczynasz pracowac nad soba albo good bye, no chyba ze masz go juz po kakardy.Z autopsji wiem, ze tacy kolesie, ktorzy wymyslaja teorie spiskowe wiedza wszystko najlepiej i uwazaja, ze z nimi wszystko jest okay, ze to z toba jest cos nie tak. Toksyk jest tylko toksykiem i jezeli czegos z tym nie zrobi bedzie z nim coraz gorzej a po co ty masz przez to cierpiec. Pozdrawiam.
Dzięki chyba właśnie po to tu teraz jestem żeby poczuć wsparcie w chwilach w których zaczynam mimo wszystko zwyczajnie tęsknić bo przecież nie zawsze było zle, rozmawiałam z nim o tym żeby poszedł do lekarza, twierdził że się umawia, potem odwoływał wizyty, tak mówił, spodziewam się że to bujda. Doczekałam się odpowiedzi że nie pójdzie do żadnego lekarza, bo nie jest idiotą i żebym nie robiła z niego chorego, wie że ma racje. Jak zapytałam jakiej odpowiedzi oczekuje bo brakuje mi pomysłu na to jaka byłam kiedy nie byłam z nim usłyszałam że jestem za płytka żeby zrozumieć o co mu chodzi, także woda z mózgu owszem, lepiej bym tego nie określiła, naprawdę bardzo gubiłam się momentami, kompletnie nie potrafię rzucać ripost, zresztą nawet jak zrobiłam awanturę to działało na chwile, nie umiem być okrutna, nie umiem zrozumieć że można się nawzajem krzywdzić słownie. Lepiej mi że mogę o tym pisać wstyd mi opowiadać o tym komukolwiek bo jednak wiem że sama na to pozwalałam. Idę do psychologa bo potrzebuje rozmowy, chce pozbyć się wrażenia że może to moja wina niby tak nie uważam ale już do niego wracałam więc gdzieś jest knif, teraz nie chce wrócić, mimo że serce mi się kraje i to boli.
Zazdrość też może być chorobą ,a jeśli ta zazdrość wykracza poza granice to staję się niebezpieczna i niszcząca dla związku - wiem bo sama w takim byłam... szczególnie wkurzało mnie sprawdzanie telefonu, mojego facebook'a (jakimś dziwnym trafem zawsze podpatrzył hasło) i poczty, szczerze doprowadzało mnie to do furii. A jeszcze bardziej się piekliłam gdy pytałam się go czy mi wierzy, a on "tak, wierzę, ale na wszelki wypadek sprawdzę ci sms'y" ?! Od jego matki usłyszałam że to "rodzinne" i ojciec też często ma odpały zazdrości i nie raz biedną kobiecinę do płaczu doprowadził, ja rozumiem czasem, tak na żarty nawet se poczytać w obecności drugiej połówki i za jej zgodą, ale nie rozumiem tej "kontroli" bo dla mnie to oznacza brak zaufania, a brak zaufania to koniec związku, jeśli nie ma się "solidnych fundamentów" jak można zbudować zdrowy związek? Nie da się, niestety i jeszcze tylko nerwy idzie sobie rozszarpać... skończyłam z tym związkiem po pół roku. I jestem cholernie szczęśliwa, amen.
znam faceta z czymś co się nazywa zespołem Otella - w jego przypadku nie jest to związane z alkoholizmem. Prześladował swoją żonę ciągłymi oskarżeniami o zdradę, niewierność. to były absurdy, jak spóźniła się 15 minut, bo nie zdążyła na tramwaj , to on uważał że wraca ze spotkania z kochankiem. Jak kiedyś powiedziała o koledze z pracy, że sympatyczny, to zaczęły się naciski na zmianę pracy bo ma romans kolejny ....
Jak wyprowadziła się z domu, opanował się - leczył się u psychiatry, z tego co koleżanka mówiła, to jest forma paranoi