Cześć,
chciałabym żeby ktoś wreszcie wykopał mi mojego dobrego znajomego z głowy. Bo wydaje mi się, że ja go nie biorę za 'zwykłego' przyjaciela, 'kolegę', ale za kogoś więcej i źle interpretuje jego znaki. Ale może od początku.
Znamy się jeszcze z liceum od ok 6 lat jesteśmy znajomymi, z każdym rokiem nasza znajomość się zacieśniała. Nie mówię tu o czymś bardzo bliskim, ale wsparcie duchowe, ufanie, otucha, wypowiadanie się na różne tematy, rozumienie, pomaganie sobie itp. Kiedyś uważałam go tylko za przyjaciela, jednak w ostatnich miesiącach nasze kontakty się bardzo zmieniły. Otóż w zeszłym roku on chyba zaczął inaczej na mnie patrzeć,jak na kobietę, zwracał na mnie uwagę, prawił komplementy itp. Był przy tym bardzo miły, przytulał mnie, łapał za ręce, odwoził do domu.. Tylko, że robił to wszystko przy ludziach na uczelni, a oni to wszystko komentowali ( i chłopaki i dziewczyny - było to dla mnie niezręczne i czułam się dość niekomfortowo). Widać, że mu się podobałam on mnie też, ale jakby nie byłam przekonana czy on chce czegoś więcej. Dowiedziałam się później, że raczej nie chciał niczego więcej, bo znalazł sobie inną dziewczynę od razu po tym jak się delikatnie i w pewnym momencie pokłóciliśmy ( dla mnie na stopie przyjacielskiej). Było później olewanie, nierozmawianie, obrażanie, wulgarne słownictwo z jego strony. Znajomi mówili mi, że on chce pokazać, że dostał ode mnie kosza i dlatego mnie nienawidził... Jednak my nigdy ze sobą szczerze nie porozmawialiśmy na ten temat więc to są tylko spekulacje. W następnym okresie on się ode mnie trochę odsuwał, ja od niego także. I kiedy ja się odsuwałam on bardziej do mnie lgnął, był zainteresowany. Trwało to kilka tygodni. Następnie znowu w naszych relacjach pojawiły się jakieś zgrzyty, ja go zaczęłam olewać, bo przesadzał z byciem wulgarnym itp Zwrócił się także towarzysko jakby przeciw mnie. Kiedy ja czasem chciałam się dowiedzieć tak powierzchownie co się dzieje i nawiązać do tematu, on mówił, że nie wie o co chodzi, że ja zawsze miałam za dużą wyobraźnię i zawsze za dużo analizowałam.
Stwierdziłam wtedy, że nie mam już szans liczyć na niego nawet jako na kumpla, mimo, że nadal go wspierałam itp. Pytałam się o dziewczynę itp ( jako normalna koleżanka). On wtedy zaczął znowu okazywać mi bardzo dużą sympatię. Szczególnie wtedy kiedy mnie widział przez kilka dni potrafił przyjechać wcześniej na uczelnię i ze mną flirtować (sic!- posiadając tą dziewczynę) mówić, że jestem mu bardzo bliska, że jestem jedną z najważniejszych osób w jego życiu, że nie może mnie stracić i że mi ufa, nazywał mnie najbliższą przyjaciółką ze studiów itp. A już następnego dnia potrafił się do mnie nie odzywać. A następjego pisać, że nie może znieść tego, że ja do niego nie piszę po uczelni, bo już się do tego przyzwyczaił. Tylko, że ja miałam barierę - jego dziewczynę.
W tym momencie nasze kontakty są koleżeńskie - już nie takie 'dziwne' jak kiedyś , bo już skończyliśmy studia i widzimy się tylko wtedy kiedy sami coś sobie zorganizujemy...
Czasem jest tak, że to on mi proponuje znienacka wypad gdzieś a później to odwołuje - było tak dwa razy w przeciągu ostatniego tygodnia. Usprawiedliwił się chorobą i niemożnością prowadzenia auta w tym dniu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Widziałam go ostatnio kilka dni temu. Od razu kiedy mnie zobaczył śmiał się na całego, był szczęśliwy. Nie wiem jak WY, ale ja potrafię poznać ten szczery uśmiech, kiedy ktoś jest zadowolony. On taki był. Wspomniał , że pracujemy blisko siebie i musimy się spotykać często na piwo, żeby pogadać i zrelaksować się po pracy. Poza tym postanowił zaproponować mi współpracę w pewnym projekcie, co tak samo wiąże się z naszymi spotkaniami. I to on wychodzi z inicjatywą.
I teraz nie wiem co ja mam sobie myśleć...
Czy to jest normalna relacja koleżeńska czy ja coś za bardzo analizuję? Bo chciałabym wiedzieć na czym stoję. Jednak wiem jak on zachowywał się w stosunku do mnie w zeszłym roku kiedy nie miał dziewczyny, a nawet ten miesiąc - półtora miesiące temu kiedy już ją miał... Teraz od naszego ostatniego spotkania te kilka dni temu nie odezwał się do mnie zupełnie. Nawet w sprawie tego projektu...
Po moich znajomych chodzą takie zdania, że on mnie bardzo lubi i jest przywiązany do mnie i nie chce mnie w pewien sposób stracić, ale uważa mnie tylko za koleżankę. I cieszy się jak dziecko na każde spotkanie ze mną, bo już taki jest. I nie mogę za bardzo analizować tej sytuacji, bo do końca życia będę żyłą w niepewności. A i tak swoje serce oddał dziewczynie.
Co mi radzicie, jak mam z tego wybrnąć? Spotykać się z nim na te piwa? Po co on mi je tak proponuje. Widać wyraźnie, że on się bardzo dobrze i swobodnie czuje w moim towarzystwie. Po prostu to widać..