netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

11 odpowiedzi3 377 wyświetleńzałożony przez Byla_Narzeczona, 14.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Witam wszystkich. Proszę o poradę, o jakieś słowa otrzeźwienia, bo nie potrafię sobie sama ze sobą poradzić.

Kilka tygodni temu rozstałam się burzliwie z moim narzeczonym z powodu jego zdrady. Mój świat budowany przez kilka lat runął w jednej chwili. Bolało jak diabli, musiałam to wszystko w sobie przetrawić. Zostałam sama w kawalerce, którą wynajmowaliśmy przez parę lat. Oczywiście rozmawiałam z ludźmi, próbowałam wychodzić do knajp, gdzie byli znajomi, ale szybko zdałam sobie sprawę, że wcale mnie to nie cieszy, wręcz męczy, dlatego aktualnie wolę spędzać czas siedząc w domu, sama ze sobą i jestem o wiele bardziej zadowolona. Minął mi już czas ryczenia i rozpamiętywania w kółko minionego związku, ale wiadomo, jeszcze jest mi ciężko na sercu i potrzebuję spokoju.

O rozstaniu poinformowałam rodziców. Moja mama jest typem osoby idącej przez życie jak czołg, mój ojciec jest podobny do mnie, uczuciowy i nie mogący ot tak zapomnieć o przykrych sprawach. Gdy chciałam z nimi porozmawiać szczerze, co mnie boli, że mimo wszystko za nim tęsknię, zostałam przez matkę zmieszana z błotem. Wizyta u nich zakończyła się moim trzaśnięciem drzwiami po zaledwie 10 minutach. Z ojcem później spotkałam się sam na sam, wysłuchał, wyraził współczucie - zrobiło mi się o wiele lepiej. Tak po prostu, po ludzku. Nie musiał na mnie krzyczeć, używać zjadliwego tonu, aby przemówić mi do rozumu. Z mamą więcej tematu nie zaczynałam, z ojcem po tej rozmowie również przestałam o tym rozmawiać, bo to co miało został powiedziane, zostało powiedziane. Przez telefon rozmawiamy tylko o codziennych sprawach. Przez telefon - bo mimo mieszkania w jednym mieście bywam u nich średnio raz na tydzień. A teraz i tego staram się unikać. Nie chodzi o to, że czuję żal do matki czy coś w tym guście. Po prostu nie mam ochoty rozmawiać na dłuższą metę o pierdołach, a też nie widzę sensu jechania do nich, by w innym pokoju oglądać telewizję. Wiem, że ostatnio czują się przeze mnie w pewnym stopniu opuszczeni (szczególnie, że jestem ich jedynym dzieckiem i nie mają alternatywy), ale wierzcie mi, męczę się okrutnie. Męczę się ze znajomymi, męczę się z nimi, tylko sama ze sobą jestem aktualnie zadowolona. Uczę się żyć samotnie.

Ostatnio były imieniny mojej matki, zjechała się cała nasza nieduża rodzina. Siedziałam z nimi kilka godzin. Dla mnie koszmarnych. Poruszane były wesołe tematy, wszyscy się śmiali i dobrze bawili, a ja czułam, że mój uśmiech to jedynie grymas na twarzy. Czułam się okropnie, bo powinnam się cieszyć, a czułam jedynie irytację i myślałam tylko o tym, by wrócić do domu, co w końcu uczyniłam przy pierwszej nadarzającej się okazji (pierwsi goście musieli wyjść ok. 22). Wtedy też zraniłam matkę, która sądziła, że zostanę do końca, a może i na noc. Wykręciłam się zmęczeniem, a fakt jest taki, że po powrocie siedziałam do 3 nad ranem nad krzyżówkami.

Dzisiaj było już apogeum i dlatego piszę. Poprosiłam mamę, aby przyjechała do mojego mieszkania na 2 godziny, bo mieli sprawdzać gaz (obowiązkowe, jak wiadomo, inaczej trzeba to zrobić na własny rachunek, a mi się ostatnio nie przelewa), ponieważ nie mogłam wziąć wolnego w pracy. Mama pracuje zdalnie, u mnie jest Internet, więc zgodziła się bez problemu. Po wyjściu z pracy, zmęczona, jak zwykle do niej zadzwoniłam, okazało się, że jest jeszcze u mnie razem z ojcem (sprawdzanie gazu skończyło się ostatecznie 1,5 godziny wcześniej). Gdy wróciłam, zastałam w mieszkaniu istny sajgon, wszystko powywalane na drugą stronę - postanowili posprzątać. Nie, moje mieszkanie nie wygląda jak melina, stan czystości oceniłabym na - powiedzmy - 4- w skali od 1 do 6. Ale oni chcieli mi sprawić przyjemność, uznali, że w czystszym miejscu będzie mi się lepiej siedzieć. Rozumiem ich punkt widzenia, ale potraktowałam to jako atak na moją prywatność. Na zasadzie 4-latka - "ja sam, ja umiem", a tu nagle mamusia wiąże buciki. Wpadłam w gniew. Nic nie powiedziałam, podziękowałam, ale nie dało się nie zauważyć, że wręcz we mnie kipiało. Chciałam żyć sama, a nagle z życia z toksycznym partnerem, który nie uznawał mojego zdania przeniosłam się do świata, gdzie i tak inni podejmują decyzje za mnie - bo to było z premedytacją, przywieźli ze sobą najróżniejsze środki czystości, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia. Byli jeszcze przez godzinę, ale już od mojego wejścia wiedzieli, że nie chcę ich pomocy, więc odbyło się to wszystko w dość napiętej atmosferze. Wyszli smutni, zrezygnowani i zmęczeni, a ja zaraz po ich wyjściu się rozbeczałam i płaczę jak głupia do teraz, siedząc przy perfekcyjnie czystym biurku. Nie mogę odwrócić głowy od monitora w stronę reszty czystego mieszkania, bo zaraz nadchodzi kolejna fala płaczu.

Z jednej strony: doceniam, cholernie doceniam. Bardzo ich kocham, nie chcę ich ranić, przecież wiem, że nie mieli nic złego na myśli, że chcieli mi zrobić miłą niespodziankę, a ja od pierwszego kroku pokazałam im, jak bardzo jestem zirytowana. Namęczyli się, a ode mnie nie dostali nawet krztyny szczerego uśmiechu. Żadnej wdzięczności prócz słów "rzeczywiście jest czyściej, dziękuję".
Z drugiej: nie chcę, aby robili takie rzeczy, nie chcę ich pomocy w tym względzie. Chcę żyć, jak chcę, nawet w czystości 4-.

Mam 26 lat, z rodzicami nie mieszkam w sumie ze 4 lata, z czego przez 2 ostatnie mieszkam w tej kawalerce - gdyby to kogoś interesowało i jeśli to ma wpływ na historię.
Czy nie mogę udawać w takim sytuacjach, że wszystko w porządku, że jest ekstra? Nie, nie mogę. Próbuję, ale nic z tego nie wychodzi. Udawałam przez ostatni rok. Nie jest ekstra i przez jakiś czas nie będzie.

Nie wiem, co mam robić. Czuję się jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Przed dodaniem tego wątku jeszcze raz go przeczytałam i uważam, że wychodzę na niewdzięczną gówniarę, która za nic ma rodziców i kiedyś będzie tego żałować. Ale ta gówniara ich kocha z całego serca... pogubiłam się w tym wszystkim...

2

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców
Byla_Narzeczona napisał/a:

(...)Ale oni chcieli mi sprawić przyjemność, uznali, że w czystszym miejscu będzie mi się lepiej siedzieć. (...)
Przed dodaniem tego wątku jeszcze raz go przeczytałam i uważam, że wychodzę na niewdzięczną gówniarę, która za nic ma rodziców i kiedyś będzie tego żałować. Ale ta gówniara ich kocha z całego serca... pogubiłam się w tym wszystkim...

Nie widzę żadnej niewdzięcznej gówniary, nie widzę przyczyn, dla których Twoi rodzice byliby zranieni. Jesli o czichś "winach" mowa, to o ich w stosunku do Ciebie.
Naruszyli Twoje terytorium, Twoje prawa, nie poprosili Cię o zgodę na uporządkowanie po swojemu Twego mieszkania. Nie dałaś im do tego prawa, nie mieli prawa zrobić w nim niczego. Nie dziwie się Twej reakcji. Stare powiedzenie brzmi "Dobrymi chęciami piekło wybrukowane". Zdecydowali za Ciebie, co dla Ciebie jest najlepsze.

3

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców
Wielokropek napisał/a:
Byla_Narzeczona napisał/a:

(...)Ale oni chcieli mi sprawić przyjemność, uznali, że w czystszym miejscu będzie mi się lepiej siedzieć. (...)
Przed dodaniem tego wątku jeszcze raz go przeczytałam i uważam, że wychodzę na niewdzięczną gówniarę, która za nic ma rodziców i kiedyś będzie tego żałować. Ale ta gówniara ich kocha z całego serca... pogubiłam się w tym wszystkim...

Nie widzę żadnej niewdzięcznej gówniary, nie widzę przyczyn, dla których Twoi rodzice byliby zranieni. Jesli o czichś "winach" mowa, to o ich w stosunku do Ciebie.
Naruszyli Twoje terytorium, Twoje prawa, nie poprosili Cię o zgodę na uporządkowanie po swojemu Twego mieszkania. Nie dałaś im do tego prawa, nie mieli prawa zrobić w nim niczego. Nie dziwie się Twej reakcji. Stare powiedzenie brzmi "Dobrymi chęciami piekło wybrukowane". Zdecydowali za Ciebie, co dla Ciebie jest najlepsze.

Właśnie też z jednej strony tak myślę... ale właśnie, kurczę, z drugiej widziałam ich miny, widziałam, że są zmęczeni i to ich zmęczenie poszło na marne, bo teraz zamiast się cieszyć, że mam fajnie i super czysto, to mnie to dobija.
Mój były, starszy o kilka lat i o wiele, wiele bardziej samodzielny ode mnie mówił, że zawsze się nimi zawsze aż za bardzo przejmowałam, a oni zbyt mnie chcieli ograniczać, traktować nadal jak zbuntowaną nastolatkę. Może i miał rację, tyle, że nie mogę z tym przejść do porządku dziennego. I nie wiem, co mam robić dalej w tym kierunku. Najchętniej bym im powiedziała: "Dajcie mi czas, nie chcę się na razie z wami widywać, jestem na etapie, w którym muszę pobyć sama", ale po pierwsze nie wiem, czy mi to przejdzie przez gardło, po drugie nawet jeśli, to matka znowu się zdenerwuje, że "przeżywam wszystko jak idiotka, a powinnam się przecież cieszyć, że mnie zostawił taki gnój". No cholera jasna, bliżej 30 niż 20, a się czuję jak dzieciak.

4

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Masz dwa rozwiązania swej sytuacji.
Pierwsze. Dalej uważać siebie za malutkie i nieporadne dziecko, które jest na tyle małosprytne, że inne osoby muszą mu mówić/przypominać o obowiązkach, wskazywać co dobre a co niedobre, głaskać po głowie, gdy spełni ich oczekiwania lub też robić srogie miny, gdy postąpi wbrew ich woli.

Drugie. Zachowywać się adekwatnie do wieku. Nie pozwalać nikomu na przekroczenie swych granic (najpierw je trzeba zbudować).

Niedawno cytowałam zdanie, które jest adekwatne do Twojej sytuacji:

Eleonor Roosevelt napisał/a:

Bez Twojego pozwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy.

Wstań z klęczek. smile

5

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

mądra dziewczyna, mieszka sama od 4 lat, ma 26lat,pracuje i została sama w godnej samotności.
przewrażliwiona jesteś i tyle, wszystko cię dotyka.
jest ok.

6

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Macie rację, zachowuję się jak przewrażliwiony dzieciak, nie jak dorosła osoba. Muszę nad tym popracować.

7

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców
Byla_Narzeczona napisał/a:

Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Macie rację, zachowuję się jak przewrażliwiony dzieciak, nie jak dorosła osoba. Muszę nad tym popracować.

Czemu przewrażliwiony dzieciak?
Nie biczuj się tak.
Zostałaś sama Twoje życie znacząco się zmieniło, sama jeszcze się w tym wszystkim nie odnalazłaś. Zagubiona może lekko zdezorientowana ale na pewno nie dziecinna.

8

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców
Byla_Narzeczona napisał/a:

Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Macie rację, zachowuję się jak przewrażliwiony dzieciak, nie jak dorosła osoba. Muszę nad tym popracować.

Napisałam do Ciebie na maila .

9

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

moze kazda kolejna kłótnia to jakby kolejny wagonik tamtego wykolejonego pociągu?tak sie czujesz...
obwiniasz sie, i tyle. nawalilam itd

10

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Nie możesz na to w ten sposób patrzeć. Każdy indywidualnie podchodzi do problemów/zmian w życiu. Jesteś rozgoryczona tym co się stało, zdradą - to zupełnie normalne. Masz prawo się wściekać i prawo do chęci bycia samemu. Prędzej czy później się otrząśniesz i wrócisz do normalności. Nie biczuj sie tak.

Widzisz, ja np. kocham moją mamę, mieszkamy w jednym domu (ja na piętrze, w zasadzie osobno, z osobnym wejściem). Też mi się zdarzyło, że nagle mieli przyjechać goście których się nie spodziewałam, nie było mnie wtedy w domu (miałam dojechać mniej więcej równo z nimi) i moja mama oczywiście wparowała na górę pod moją nieobecność ogarnąć mi kuchnię i umyć kibel... Przy tym powymieniała gąbkę, szmatkę, wyrzuciła zawieszkę w toalecie (bo wkład się skończył a ja jeszcze nie wymieniłam) i dała jakąś inną, nową. Uwierz mi, wściekłam się. To były niby drobiazgi, ale jednak moje rzeczy, decyzje, terytorium, które zostało naruszone.

Poszłam do mamy i powiedziałam, że dziękuję, że się postarała ale ma mi się więcej nie panoszyć po mieszkaniu jak mnie nie ma. Bo jeżeli będę miała bałagan to moja sprawa, że będę się przed gośćmi wstydzić. Moje mieszkanie, moja sprawa jak wygląda i nie życzę sobie panoszenia. Myślę, że mamę to zabolało, ale takie zabiegi są konieczne, żeby wyznaczyć granice. Bo inaczej będzie tylko gorzej, nie lepiej.

Sądzę, że jedyne co możesz zrobić to pogadać spokojnie ale też dosadnie z rodzicami bo naruszyli Twoją prywatność i Twoje terytorium. Muszą zrozumieć, że mają dorosłą córkę, która chce żyć po swojemu i muszą to uszanować.

11

Odp: Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Ja bym na Twoim miejscu porozmawiała spokojnie z rodzicami, powiedziała, że wiesz, że chcieli dobrze, ale sprawili Ci wielką przykrość. I prosisz, żeby już nigdy więcej nie zrobili takiej rzeczy, bo jesteś dorosła, samodzielna i nie życzysz sobie, żeby ktoś naruszał Twoją prywatność i grzebał Ci w rzeczach.
Chodzi o to, żebyś to rozegrała tak, aby nie zranić za bardzo rodziców, aby zrozumieli swój błąd i abyście żyli w zgodzie.

P.S.
Dzięki za odpowiedź w moim temacie. Niestety nie jestem silną kobietą raczej... Ale nie o tym chciałam pisać. Przeczytałam Twoją historię... po prostu brak mi słów... Wg mnie to Ty jesteś mega silna, przeżyłaś bardzo dużo... i poradziłaś sobie. smile Kurczę, nie wyobrażam sobie, jak facet (jakikolwiek człowiek) może być TAKĄ świnią?! Świnia to za mało, ale serio - brakuje mi słów...
Życzę Ci dużo szczęścia smile

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ranię tych, których najbardziej kocham - swoich rodziców

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026