Dziewczyny pewnie tamat był już kilka razy poruszany, ale potrzebuje się po prostu wygadać
Jestem z mężam od 13 lat (ostatnio zapomniał o naszej rocznicy) ahhh... Pan mąż cierpi na depresję i różne problemy z dzieciństwa, niestety odwagi na bolesne terapię brak, każda zakończona kiedy temat doszedł do rodziców i konfrontacji z nimi. Przeszliśmy naszym związku na prawdę bardzo wiele, sama czasem myślę jak dałam radę. Niestety nadszedł czas którym to ja już ma wszystkiego serdecznie dość! A najbadziej mam dość niedostrzegania mojej osoby i skupiania się tylko na sporcie. Maż pokochała pewną dyscyplinę sportu i niestety zaczyna się w tym zatracać bez reszty, a wymówka na wszystko jest tylko jedna - przecież mam depresję i jak nie ćwiczę to bardzo źle się czuje.
Dzień mojego męża wygląda mniej więcej tak 10 -18 praca, po pracy od 18:30 do 22 trening, 23 powrót do domu i jęczenie jaki to jest zmęczony - jak możecie się domyśleć po takim dni sił biedaczek dla żony już nie ma.
A jak w weekend - wcale nie jest lepiej. Wstaje około 10, od 12 do 18 trening, a potem łaskawie znajdzie 1h aby wyjść na kolację i znowu lament jaki jest zmęczony.
Poprzez sport który uprawie obraca się w gronie Panów po 40/50, którym wydaje się na nowo,że są młodymi bogami lub singli. Najgorsze jest to,że jak tylko staram się zaprotestować lub poprosić o weekend tylko dla mnie to od razu wielkie halo,że na niczego nie rozumiem bo on ma depresję. Sytuacja wygląda tak, że jak ktoś tylko zaczyna przy mnie temat spotu mojego męża to jest mi słabo i mam ochotę wykrzyczeć co myślę o tym wszystkim. Każdy czas który chce abyśmy spędzili wspólnie muszę zaplanować pod niego lub pewnnić się czy Pan mąż nie ma zaplanowanych wtedy zawodów amatorów o złote majtki.
Oczywiście o wyjeździe w ciepłe miesiące można zapomnieć bo przecież jest ładna pogoda i trzeba trenować. Przyznam , że mam już tego serdecznie dość i obawiam się nic już nas nie uratuje.
Wieczorami tylko filmiki na YT o jego ukochanym sporcie...
Chyba doszłam już do ściany, coraz częściej myślę o życiu bez niego ![]()
1 2018-10-25 14:29:24 Ostatnio edytowany przez OlaMJ (2018-10-25 14:43:26)
Nie wiem jaki to sport, w którym trening trwa 6 godzin weekendowo, ale trochę przesadza. Z drugiej strony, powinnaś się mimo wszystko cieszyć, że mąż sie nie zapuścił, nie wraca po pracy i pierwsze co robi to otwiera piwo i hyc na kanapę przed telewizor.
Depresja? ładne damskie imię.. Jak to się zdrabnia?
Nie wiem jaki to sport, w którym trening trwa 6 godzin weekendowo, ale trochę przesadza. Z drugiej strony, powinnaś się mimo wszystko cieszyć, że mąż sie nie zapuścił, nie wraca po pracy i pierwsze co robi to otwiera piwo i hyc na kanapę przed telewizor.
kolarstwo, a pod czas kolarstwa doszedł triathlon
A tak z ciekawości, to jaką dyscyplinę mąż trenuje?
A tak z ciekawości, to jaką dyscyplinę mąż trenuje?
kolarstwo, a pod czas kolarstwa doszedł triathlon czyli doszły jeszcze treningi biegania i pływania ...
Depresja? ładne damskie imię.. Jak to się zdrabnia?
Ela o tym samym pomyślałem.
Ela210 napisał/a:Depresja? ładne damskie imię.. Jak to się zdrabnia?
Ela o tym samym pomyślałem.
akurat temat temat bardzo dobrze prześwietliłam
i to są faktycznie treningi.
a co ty robisz w życiu? jakie masz pasje? co ciebie nakręca?
Macie jakieś problemy (nie tylko on w traumach z przeszłości), ale zabieranie mu tego, co lubi, nie sprawi, że swoje zainteresowanie przeniesie na ciebie.
Być może wasz związek się wypalił, skończył, być może to ty powinnaś coś zrobić ze swoim życiem, zamiast cierpieć i łudzić się, że ślubny zauważy twoje istnienie.
10 2018-10-25 15:06:06 Ostatnio edytowany przez OlaMJ (2018-10-25 15:07:43)
a co ty robisz w życiu? jakie masz pasje? co ciebie nakręca?
Macie jakieś problemy (nie tylko on w traumach z przeszłości), ale zabieranie mu tego, co lubi, nie sprawi, że swoje zainteresowanie przeniesie na ciebie.
Być może wasz związek się wypalił, skończył, być może to ty powinnaś coś zrobić ze swoim życiem, zamiast cierpieć i łudzić się, że ślubny zauważy twoje istnienie.
problem polega tylko na tym, że ja nie mam zamiaru mu niczego zabierać
Nie chodzi o to aby siedział w domu i gniuśniał tylko dostrzegał,że ma rodzinę i może poświęcenie żonie 2 weekendów w przedziale od maja do września nie jest za dużym wymaganiem.
Mój mąż uważa , że nasz związek jest super bo nie cisnę go tak jak niektóre żony jego kolegów, nie ma obowiązków domowych.. nie musi sprzątać czy zaiwaniać na zakupu i taszczyć zgrzewki wody.
Może masz rację i doszliśmy do ściany. Dlatego wspomniałam, że coraz częściej myślę o życiu bez niego. Mąż nie jest dany raz na zawsze, a jeszcze taki który nie widzi uczyć innych - widać taki ma etap w życiu,że najważniejszy jest on.
A co do mnie, świetnie zaczynam sobie organizować życie czas bez mojego męża, dla którego 20 amatorski thiatlon w tym roku to sens życia - i to nie jest złośliwość a stwierdzenie faktu,że gdzieś nam się drogi rozeszły.
O, to triathlon to jest bardzo popularny ostatnio
I faktycznie - triathlon wymaga długich godzin treningowych, ok. 10-20 h tygodniowo. Powinnaś o tym z mężem porozmawiać, że sport to nie całe życie i jeżeli on nie ograniczy treningów (ograniczy, a nie zrezygnuje), to Ty odejdziesz.
Ola! obejrzyj koniecznie film z Sophie Marceu ZOSTAJĘ.. bohaterka miała Twój problem.
Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, nie da się facetowi narzucić 2 weekendów w domu, gdy w głowie co innego, bo tak jak już czasem słyszysz - będziesz miała dość tych wspólnych weekendów wypełnionych zrzędzeniem, że on ma deprechę, że zabierasz mu to co lubi, że generalnie jesteś beee.
Nie wiem, czy macie dzieci, jakieś poważne zobowiązania finansowe, nie wiem czy tak po prostu możesz się rozstać, ale na pewno możesz być bardziej asertywna. Facet nie ma obowiązków domowych? ... ale skąd bierze czyste ubrania, jedzenie, itp - wszystko robi poza domem?
To przykry moment, ale jeśli on nie dostrzega cię, to nawet nie można ci doradzić, abyś wzbudziła w nim zainteresowanie, abyście cokolwiek razem zrobili, co was zbliży. Po prostu ścian!
Ola! obejrzyj koniecznie film z Sophie Marceu ZOSTAJĘ.. bohaterka miała Twój problem.
Dziękuje za polecenie.
Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, nie da się facetowi narzucić 2 weekendów w domu, gdy w głowie co innego, bo tak jak już czasem słyszysz - będziesz miała dość tych wspólnych weekendów wypełnionych zrzędzeniem, że on ma deprechę, że zabierasz mu to co lubi, że generalnie jesteś beee.
Nie wiem, czy macie dzieci, jakieś poważne zobowiązania finansowe, nie wiem czy tak po prostu możesz się rozstać, ale na pewno możesz być bardziej asertywna. Facet nie ma obowiązków domowych? ... ale skąd bierze czyste ubrania, jedzenie, itp - wszystko robi poza domem?
To przykry moment, ale jeśli on nie dostrzega cię, to nawet nie można ci doradzić, abyś wzbudziła w nim zainteresowanie, abyście cokolwiek razem zrobili, co was zbliży. Po prostu ścian!
Niestety łączy nas firma
Dlatego ostatnio staram się rozwijać swój całkowicie niezależny od niego biznes. Niestety duża ilość pracy po mojej stronie też nie spotyka się z zadowoleniem męża - co jest dziwne bo przecież nie ma go w domu. Przykład ostatnich dni w mojej nowej firmie dostałam fajne zlecenie na którym bardzo mi zależy - jak to na początku wymaga ono dużo pracy. Ponieważ nie mogę dźwigać ciężarów ( o czym mój mąż wie od dobrych 13 lat), a z nim ciężko wybrać się na zakupu bo przecież kolejne zawody, a niedziele sklepy zamknięte - zakupy spożywcze " ciężkie" robie online.
Jak wspomniałam ostatnie dni to duża ilość pracy nad projektem klienta, poprosiłam go aby w drodze do domu (wieczorem) kupił kilka warzyw i owoców w sklepie. Czy kupił , tak? Ale na następny dzień usłyszałam całą tyrradę , że mam fobie bo nie wychodzę z domu przez 3 dni i pokazywaniem efektów pracy nie dociera do niego.
Poważnie nie wiem już jak z nim rozmawiać.
po co ci ten mąż? napisz, że jest nieziemski w łóżku, to jeszcze zrozumiem, ale wygląda na to, że poza dbaniem o własne przyjemności, jeszcze podcina ci skrzydełka, abyś czuła że to on jest centrum wszechświata, a ty - tą co to nawet po warzywo nie jest w stanie wyjść z domu.
17 2018-10-25 15:52:26 Ostatnio edytowany przez OlaMJ (2018-10-25 15:57:33)
po co ci ten mąż? napisz, że jest nieziemski w łóżku, to jeszcze zrozumiem, ale wygląda na to, że poza dbaniem o własne przyjemności, jeszcze podcina ci skrzydełka, abyś czuła że to on jest centrum wszechświata, a ty - tą co to nawet po warzywo nie jest w stanie wyjść z domu.
Mój mąż potrafi żyć bez sexu. Kochanki nie ma- sprawdziłam bardzo dokładnie, a o sexie można zapomnieć bo albo jest zmęczony po pracy i treningu albo musi się wyspać bo rano zawody o złote majtki.
Wiesz z jednej boję się trochę odejść, a z 2 czynię kroki w tym kierunku. Problem może w tym, że ja go kocham ale miłość to za mało aby być razem w szczęśliwym związku potrzebna jeszcze innych rzeczy...
A co do zakupów to sam zaproponował kilka ładnych lat temu aby ciężkie rzeczy zamawiać online, a teraz robie mi z tego wyrzut bo miałam czelność poprosić aby kupił kilka warzyw..
Ostatnio zaproponowałam abyśmy wyszli na kolację tygodniu razem - zmiana rytmu dziennego na coś innego i co był problem bo on ma trening umówiony z kolegami. Zaproponował zamówienie kolacji do domu, ale do chory jak bym chciała zjeść sama to mogę tez sobie zrobić albo samodzielnie zamówić.
po co ci ten mąż? napisz, że jest nieziemski w łóżku, to jeszcze zrozumiem, ale wygląda na to, że poza dbaniem o własne przyjemności, jeszcze podcina ci skrzydełka, abyś czuła że to on jest centrum wszechświata, a ty - tą co to nawet po warzywo nie jest w stanie wyjść z domu.
Właśnie.
Widać, że facet ma swój świat, swoje pasje, swoje życie i nie ma w nim specjalnego miejsca dla Ciebie z Twoimi potrzebami i oczekiwaniami. No fajnie, że mąż ma pasję, dba o siebie, ale nie wyobrażam sobie życia z facetem, którego tak naprawdę nie interesuję.
Może kiedyś było inaczej, ale się wypaliło i został układ dwojga osób żyjących obok siebie, ale niezbyt sobą zainteresowanych.
Po co komu taki związek?
Spotykałem się jedną kobietą, miała chyba kryzys wieku. I sport. Bieganie. Tylko o tym. Bieganie rano, wieczorem, jakieś przełajowe, maratony. Innego tematu rozmowy nie ma.
Chyba Twój mąż ma taki kryzys.
Wiesz z jednej boję się trochę odejść
nie ty pierwsza... niestety. Kobiety na ogół tak mają.
Pozwól sobie na odrobinę zdrowego egoizmu - jak będzie wyglądać twoje życie za 5-10 lat? na pewno twoja psychika da radę być tylko "robotem" w życiu męża? Na pewno dasz radę być samotna w związku?
Nie musisz robić rewolucji, możesz kontynuować to, co zaczęłaś - rozwijać swoją własną firmę, tak by być dalej niezależną finansową, możesz sobie pozwolić nawet na jakąś psychoterapię, by oswoić się z myślą o rozstaniu, no chyba, że małżonek chciałby uczestniczyć w czymś takim i przemyśleć relację z tobą, ale z tego co napisałaś, nie będzie miał czasu ![]()
Kiedyś słyszałam takie zdanie, że facet szuka kochanki, by trwać w małżeństwie, a kobieta, by wyjść z formalnej relacji. Gdybyś miała kogoś, zastanawiałabyś się nad tym, czy warto męczyć się z mężem?
Nie namawiam cię do poszukania kochanka, ale jeśli twoja odp była twierdząca, to zapytaj się dlaczego dla siebie samej tego nie zrobisz?
21 2018-10-25 16:18:26 Ostatnio edytowany przez OlaMJ (2018-10-25 16:47:24)
Spotykałem się jedną kobietą, miała chyba kryzys wieku. I sport. Bieganie. Tylko o tym. Bieganie rano, wieczorem, jakieś przełajowe, maratony. Innego tematu rozmowy nie ma.
Chyba Twój mąż ma taki kryzys.
chyba tak, już nawet grono przyjaciół/znajomych to tylko thiarloniści... ![]()
Coombs napisał/a:Spotykałem się jedną kobietą, miała chyba kryzys wieku. I sport. Bieganie. Tylko o tym. Bieganie rano, wieczorem, jakieś przełajowe, maratony. Innego tematu rozmowy nie ma.
Chyba Twój mąż ma taki kryzys.chyba tak, już nawet grona przyjaciół/znajomych to tylko thiarloniści...
Są dwie opcje. Jak się wybiega, to wróci. Ale jak się wciągnie bardziej, to poczuje się młodziej... i pozna młodszą.
OlaMJ napisał/a:Coombs napisał/a:Spotykałem się jedną kobietą, miała chyba kryzys wieku. I sport. Bieganie. Tylko o tym. Bieganie rano, wieczorem, jakieś przełajowe, maratony. Innego tematu rozmowy nie ma.
Chyba Twój mąż ma taki kryzys.chyba tak, już nawet grona przyjaciół/znajomych to tylko thiarloniści...
Są dwie opcje. Jak się wybiega, to wróci. Ale jak się wciągnie bardziej, to poczuje się młodziej... i pozna młodszą.
Z całego serca życzę Autorce tej pierwszej opcji.
Jednak obawiam się, żeby nie wyszło na to, że mąż dołączy sobie następną dziedzinę sportu - taki "Sexthlon", na przykład..
24 2018-10-25 18:04:17 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-25 18:45:09)
A ja z całego serca wirtualnie zajętemu mężusiowi Oli daję kopa w 4 litery..
Nie chce kupić marchewek, daj mu sałatkę z dętki do roweru.. A Ty z dziećmi idź na obiad outside..
Był tu temat dziewczyny, co mąż też tak biegał..
https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=71913
Hmmm, a może zacznij żyć dla siebie? W domu tyle wkładu co druga strona .....zakupy, sprzątanie, jedzenie.
Jak wróci z treningu.....a tu lodówka pusta, talerze i garnki upaprane w zlewie, ciuchy brudne w pralce.....ach, wiesz przecież mam tyle pracy......a tu jeszcze fitnes z koleżankami.......przecież muszę trenować by się odstresować.....zamów kochaniutki coś do jedzenia......acha jutro wtacam później bo szykujemy się do konkursu tańca salsa-rumba-ciach,ciach. No wiesz jakie to dla mnie ważne.......i nie zapomnij zakupów zrobić.....co kupić? no wiesz coś do jedzenia.....
I tak ....jeden dzień pizza, drugi dzień pizza, trzeci dzień.....drugi tydzień.....trzeci....
Jestem ciekawy kiedy zacznie gadać do rzeczy ![]()
Dziewczyny pewnie tamat był już kilka razy poruszany, ale potrzebuje się po prostu wygadać
![]()
Jestem z mężam od 13 lat (ostatnio zapomniał o naszej rocznicy) ahhh... Pan mąż cierpi na depresję i różne problemy z dzieciństwa, niestety odwagi na bolesne terapię brak, każda zakończona kiedy temat doszedł do rodziców i konfrontacji z nimi. Przeszliśmy naszym związku na prawdę bardzo wiele, sama czasem myślę jak dałam radę. Niestety nadszedł czas którym to ja już ma wszystkiego serdecznie dość! A najbadziej mam dość niedostrzegania mojej osoby i skupiania się tylko na sporcie. Maż pokochała pewną dyscyplinę sportu i niestety zaczyna się w tym zatracać bez reszty, a wymówka na wszystko jest tylko jedna - przecież mam depresję i jak nie ćwiczę to bardzo źle się czuje.
Dzień mojego męża wygląda mniej więcej tak 10 -18 praca, po pracy od 18:30 do 22 trening, 23 powrót do domu i jęczenie jaki to jest zmęczony - jak możecie się domyśleć po takim dni sił biedaczek dla żony już nie ma.
A jak w weekend - wcale nie jest lepiej. Wstaje około 10, od 12 do 18 trening, a potem łaskawie znajdzie 1h aby wyjść na kolację i znowu lament jaki jest zmęczony.
Poprzez sport który uprawie obraca się w gronie Panów po 40/50, którym wydaje się na nowo,że są młodymi bogami lub singli. Najgorsze jest to,że jak tylko staram się zaprotestować lub poprosić o weekend tylko dla mnie to od razu wielkie halo,że na niczego nie rozumiem bo on ma depresję. Sytuacja wygląda tak, że jak ktoś tylko zaczyna przy mnie temat spotu mojego męża to jest mi słabo i mam ochotę wykrzyczeć co myślę o tym wszystkim. Każdy czas który chce abyśmy spędzili wspólnie muszę zaplanować pod niego lub pewnnić się czy Pan mąż nie ma zaplanowanych wtedy zawodów amatorów o złote majtki.
Oczywiście o wyjeździe w ciepłe miesiące można zapomnieć bo przecież jest ładna pogoda i trzeba trenować. Przyznam , że mam już tego serdecznie dość i obawiam się nic już nas nie uratuje.
Wieczorami tylko filmiki na YT o jego ukochanym sporcie...Chyba doszłam już do ściany, coraz częściej myślę o życiu bez niego
Bez sensu ten związek. Masz w ogóle coś z niego?
Nawet seksu nie ma. Btw słyszałem że miłośnikom kolarstwa płci męskiej z czasem szwankuje przyrodzenie.
Mogłabym sobie z twoim mężem przybić piątkę
Sporty wodne i sporty zimowe, między sezonami wspinaczka, treningi 6 razy w tygodniu, jak pracuje to krótko na siłowni, jak mam wolne to cały dzień w górach
Jednak mimo wszystko to głównie ja ogarniam zakupy czy obiady bo to nie jest jakiś nadludzki wysiłek jeżeli jesteś zdrowym, wysportowanym człowiekiem. Jasne, że są dni gdzie zasypiam na stojąco ale nie jest to codziennie. Myślę, że troche rozpieściłaś męża tym brakiem obowiązków to jedno a druga sprawa to on jakieś wyniki w tych zawodach ma? Jest sezon startowy i sezon przygotowawczy gdzie rozumiem że ktoś jest zmęczony i mocno ciśnie treningi ale okres regeneracji w roku też powinien być. Też nie może być wiecznie zmęczony bo to znaczy że leży regeneracja i plan treningowy jest zły.
Spróbuj znaleźć jakiś wspólny sposób spędzania czasu, może sauna? Raz w tygodniu? Relaksuje, regeneruje, wycisza, będziecie mogli pobyć tylko we dwoje, porozmawiać. Ja bym też na twoim miejscu poprosiła o weryfikację jego planu treningowego i ogólnego stanu zdrowia czy czasem nie jest przetrenowany albo obciążenie nie jest zbyt duże... Może warto poszukać trenera który pokaże lepsze metody treningu, bardziej efektywne?
Mogłabym sobie z twoim mężem przybić piątkę
Sporty wodne i sporty zimowe, między sezonami wspinaczka, treningi 6 razy w tygodniu, jak pracuje to krótko na siłowni, jak mam wolne to cały dzień w górach
![]()
Jednak mimo wszystko to głównie ja ogarniam zakupy czy obiady bo to nie jest jakiś nadludzki wysiłek jeżeli jesteś zdrowym, wysportowanym człowiekiem. Jasne, że są dni gdzie zasypiam na stojąco ale nie jest to codziennie. Myślę, że troche rozpieściłaś męża tym brakiem obowiązków to jedno a druga sprawa to on jakieś wyniki w tych zawodach ma? Jest sezon startowy i sezon przygotowawczy gdzie rozumiem że ktoś jest zmęczony i mocno ciśnie treningi ale okres regeneracji w roku też powinien być. Też nie może być wiecznie zmęczony bo to znaczy że leży regeneracja i plan treningowy jest zły.
Spróbuj znaleźć jakiś wspólny sposób spędzania czasu, może sauna? Raz w tygodniu? Relaksuje, regeneruje, wycisza, będziecie mogli pobyć tylko we dwoje, porozmawiać. Ja bym też na twoim miejscu poprosiła o weryfikację jego planu treningowego i ogólnego stanu zdrowia czy czasem nie jest przetrenowany albo obciążenie nie jest zbyt duże... Może warto poszukać trenera który pokaże lepsze metody treningu, bardziej efektywne?
Myślę, że wiele kobiet przez to przechodzi. Jest sport, ale jeżeli mamy jeszcze związek, to też trzeba na nim pracować. Twój mąż pewnie "zahapał" się sportem, bo triathlon naprawdę potrafi wciągnąć i nie widzi, że Ty się w tej sytuacji czujesz źle.
Ola, Twój mąż jest egoistą zapatrzonym w siebie i tylko w swoje potrzeby. Jego depresja, rzekoma, czy też prawdziwa, jest doskonałym sposobem na to, żeby zamknąć Ci usta - jego zdaniem. Dobrze mieć pasję, gorzej, gdy staje się ona obsesją. Sport jaki uprawia Twój mąż, faktycznie wymaga wielu godzin treningu, ale nie zapominajmy o tym, że w jego wykonaniu jest to tylko sport amatorski, a przede wszystkim on ma rodzinę.
Nie lekceważyłabym jego parcia do osiągania coraz lepszych wyników. Te "złote majtki" mogą być poprawioną przez niego życiówką, ograniem kolegi z którym rywalizuje, jednak wszystko powinno odbywać się w granicach rozsądku, a tymczasem pan zapomniał o tym, że nie jest już singlem.
Mój mąż uważa , że nasz związek jest super bo nie cisnę go tak jak niektóre żony jego kolegów, nie ma obowiązków domowych.. nie musi sprzątać czy zaiwaniać na zakupu i taszczyć zgrzewki wody.
On bawi się w sportowca, jego życie, to jedno długie zgrupwanie sportowe, a z Ciebie zrobił zaplecze techniczne.
Do tego wszystkiego brak seksu, jak Ty to wytrzymujesz?
Nie piszesz, czy macie dzieci, bo fakt ich posiadania zawsze komplikuje ewentualne rozstanie, ale jak radzą inni przestań go obsługiwać, zrób podział obowiązków domowych i absolutnie trzymaj się go. Nawet kosztem bałaganu w domu, braku zakupów, czy góry jego brudnych rzeczy do wyprania.
On uważa, że Wasz związek jest super? Dlaczego nie wyprowadziłaś go z tego przekonania, dla Ciebie nie jest, nie masz już może stanów depresyjnych i nie wymagasz wsparcia? ![]()
Spróbuj odwrócić role, skieruj uwagę na siebie. Wyprowadź go z tego błogostanu i przede wszystkim zadbaj o siebie.
krolowachlodu87 napisał/a:Mogłabym sobie z twoim mężem przybić piątkę
Sporty wodne i sporty zimowe, między sezonami wspinaczka, treningi 6 razy w tygodniu, jak pracuje to krótko na siłowni, jak mam wolne to cały dzień w górach
![]()
Jednak mimo wszystko to głównie ja ogarniam zakupy czy obiady bo to nie jest jakiś nadludzki wysiłek jeżeli jesteś zdrowym, wysportowanym człowiekiem. Jasne, że są dni gdzie zasypiam na stojąco ale nie jest to codziennie. Myślę, że troche rozpieściłaś męża tym brakiem obowiązków to jedno a druga sprawa to on jakieś wyniki w tych zawodach ma? Jest sezon startowy i sezon przygotowawczy gdzie rozumiem że ktoś jest zmęczony i mocno ciśnie treningi ale okres regeneracji w roku też powinien być. Też nie może być wiecznie zmęczony bo to znaczy że leży regeneracja i plan treningowy jest zły.
Spróbuj znaleźć jakiś wspólny sposób spędzania czasu, może sauna? Raz w tygodniu? Relaksuje, regeneruje, wycisza, będziecie mogli pobyć tylko we dwoje, porozmawiać. Ja bym też na twoim miejscu poprosiła o weryfikację jego planu treningowego i ogólnego stanu zdrowia czy czasem nie jest przetrenowany albo obciążenie nie jest zbyt duże... Może warto poszukać trenera który pokaże lepsze metody treningu, bardziej efektywne?
Myślę, że wiele kobiet przez to przechodzi. Jest sport, ale jeżeli mamy jeszcze związek, to też trzeba na nim pracować. Twój mąż pewnie "zahapał" się sportem, bo triathlon naprawdę potrafi wciągnąć i nie widzi, że Ty się w tej sytuacji czujesz źle.
To mnie zawsze interesowało w czym jest problem? Moja matka taka jest niestety, ojcu robi wyrzuty że pójdzie poćwiczyć bo po co, mi 20 lat truła że sport to głupota dla dzieci i też robiła wyrzuty że byłam już w tym sezonie tyle w górach i że mogłabym do domu przyjechać.... Dlatego chyba podchodzę z rezerwą do kobiet, które robią problem z treningów bo wiem jak to wkurza...
Najgorzej jest jak ktoś się zachłyśnie sportem na starość jak już ma poukładane życie i robi rewolucję w swoim życiu a przy okazji w życiu innych.
Ale i tak uważam że ciągłe zmęczenie to wynik jakiś błędów w treningu i coś trzeba z tym zrobić.
po co ci ten mąż? napisz, że jest nieziemski w łóżku, to jeszcze zrozumiem, ale wygląda na to, że poza dbaniem o własne przyjemności, jeszcze podcina ci skrzydełka, abyś czuła że to on jest centrum wszechświata, a ty - tą co to nawet po warzywo nie jest w stanie wyjść z domu.
Nieziemski w łóżku? Nieziemski to on jest na rowerze jak sobie jaja gniecie przez 4 godziny jazdy. Oni pewnie seksu nie mieli z pół roku...
Widzę w okolicy. Panowie po 40-50 lat. "Młodzi bogowie", jasne! Bliżej do grobu, niż do bogów. Mają kryzys wieku, jeżdżą, biegają, latają... za młodymi, chcą być w formie. Ale wygląda to i żałośnie, i debilnie. Jak stada siwych kretynów biegają za młodymi panienkami.
33 2018-10-26 15:15:03 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-10-26 15:17:12)
Widzę w okolicy. Panowie po 40-50 lat. "Młodzi bogowie", jasne! Bliżej do grobu, niż do bogów. Mają kryzys wieku, jeżdżą, biegają, latają... za młodymi, chcą być w formie. Ale wygląda to i żałośnie, i debilnie. Jak stada siwych kretynów biegają za młodymi panienkami.
Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
34 2018-10-26 15:26:32 Ostatnio edytowany przez josz (2018-10-26 15:35:44)
...Ale i tak uważam że ciągłe zmęczenie to wynik jakiś błędów w treningu i coś trzeba z tym zrobić.
Zmęczenie, to tylko wymówka, żeby w domu nic nie robić, a depresja jest sprytnym wybiegiem dla kontynuowania zajmującej pasji. Nie ma czasu i ochoty na wspólne życie z żoną, bo jest zajęty pasją i zmęczony, musi uprawiać sport i być zmęczony, bo przecież ma depresję, a pasja, to antitotum...i wszystko jest super, według niego.
Żona stała się tylko wygodnym, a jednocześnie niezbędnym dodatkiem służącym do obsługi "mistrza".
Nieziemski w łóżku? Nieziemski to on jest na rowerze jak sobie jaja gniecie przez 4 godziny jazdy. Oni pewnie seksu nie mieli z pół roku...
Mój mąż potrafi żyć bez sexu. Kochanki nie ma- sprawdziłam bardzo dokładnie, a o sexie można zapomnieć bo albo jest zmęczony po pracy i treningu albo musi się wyspać bo rano zawody o złote majtki.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Brawo Ty! Zgadzam się z tobą, ja wolę panów, co dają radę - kilka godzin na wysokich obrotach, niż z mocno rozbudowanym mięśniem piwnym.
Co więcej - wolę ludzi z pasją, z hobby, z pomysłem na siebie, dlatego z samym sportem nie walczyłabym, natomiast mając nawet tak mocno wypełniony dzień, jeśli druga osoba jest ważna to znajdzie się sposób na bycie blisko. W tym przypadku obawiam się, że facet nie jest zainteresowany żoną, ale nie ma jaj by zakończyć relację, bo w sumie to mu wygodnie z gotowym obiadkiem, wypranymi gaciami.
36 2018-10-26 15:49:09 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-10-26 15:50:14)
Ferreus somnus napisał/a:Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Brawo Ty! Zgadzam się z tobą, ja wolę panów, co dają radę - kilka godzin na wysokich obrotach, niż z mocno rozbudowanym mięśniem piwnym.
Co więcej - wolę ludzi z pasją, z hobby, z pomysłem na siebie, dlatego z samym sportem nie walczyłabym, natomiast mając nawet tak mocno wypełniony dzień, jeśli druga osoba jest ważna to znajdzie się sposób na bycie blisko. W tym przypadku obawiam się, że facet nie jest zainteresowany żoną, ale nie ma jaj by zakończyć relację, bo w sumie to mu wygodnie z gotowym obiadkiem, wypranymi gaciami.
Brawo ja
W wieku lat 60 nadal zamierzam łamać dłonie ludziom przy przywitaniu i mieć siłę na obracanie młodszych kochanek ![]()
Po zastanowieniu się:
obawiam się że pogardliwe określenie "zawody o złote gacie" to przejaw ogólnego stosunku do męża. Tedy i bym się nie dziwił jeśli woli uciekać w sport i depresję/hipochondrię.
Ferreus somnus - a ile teraz masz lat?
Krolowachlodu, problem w tym, ze matka ma prawo ocenić swój związek, a Tobie nic do tego.Sport jest super, ale nie można w niego uciekać od swojego życia, niezależnie ile ma się lat.
Ferreus somnus - a ile teraz masz lat?
Mam napisane w profilu razem z zawodem.
Ja tu inteligentnych ludzi do rozmowy szukam. ![]()
Jak już się ktoś domyślił niech nie psuje reszcie zabawy. ![]()
Codzienne wielogodzinne treningi i nawet 1 weekendu dla żony?- to nie żadna pasja- tylko ucieczka od życia.
Sport jest ok, a nawet wskazany jest po 40..
Wtedy też ma się więcej czasu dla siebie, bo dzieci dorosły, i niekoniecznie chodzi o podrywanie małolat, ale jak ktoś ma związek to albo ma czas dla żony, albo nie będzie miał żony.
41 2018-10-27 13:06:16 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2018-10-27 13:08:37)
Jak czytam to się zastanawiam, czy to jeszcze sport czy już fanatyzm ![]()
Czy też rodzaj ucieczki od problemów życia codziennego.
Ruch jest jak najbardziej każdemu zalecany, tyle że po 35-40 roku życia nadmierny wysiłek nie jest już wskazany.
Powinien być odpowiedni do wieku i pod kontrolą lekarza.....po gruntownych badaniach. Bo może się skończyć tragicznie.
Tak jak twórca joggingu był zszedł na zawał w młodym wieku.
Sam jeżdże na rowerze, chodę na długie spacery.....ale na Boga bez przesady, nie kosztem życia codziennego.
I jeszcze jedno, intensywny trening, czy jeszcze zażywanie "wspomagaczy" zawsze odbija się na sprawności seksualnej.
Anaboliki, sterydy wręcz prowadzą do impotencji. To tak ku uwadza tych wysportowanych, którym się młódki podobają ![]()
Coombs napisał/a:Widzę w okolicy. Panowie po 40-50 lat. "Młodzi bogowie", jasne! Bliżej do grobu, niż do bogów. Mają kryzys wieku, jeżdżą, biegają, latają... za młodymi, chcą być w formie. Ale wygląda to i żałośnie, i debilnie. Jak stada siwych kretynów biegają za młodymi panienkami.
Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
Ferreus somnus napisał/a:Coombs napisał/a:Widzę w okolicy. Panowie po 40-50 lat. "Młodzi bogowie", jasne! Bliżej do grobu, niż do bogów. Mają kryzys wieku, jeżdżą, biegają, latają... za młodymi, chcą być w formie. Ale wygląda to i żałośnie, i debilnie. Jak stada siwych kretynów biegają za młodymi panienkami.
Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
To że masz inne podejście do sportu to jest ok ale totalny brak zrozumienia dla innych postaw życiowych i krzywdząca ocena już nie. Sama poświęciłam wiele dla sportu i znam mase ludzi którzy właśnie przez sport nie mieli czasu i zdrowia biegać za siksami. Osobiście trzy razy lądowałam na stole operacyjnym i dwa lata walczyłam żeby wrócić do sportu... to nie jest ucieczka od problemów i życia ale jego ważna część. Jeżeli podejdziesz do tego dobrze to da ci sporo siły i ukształtuje twardy charakter.
Nie wiem jakiej odpowiedzi oczekuje autorka ale stawanie między mężem a treningami może wywołać wojnę. Dużo lepiej wyjdzie akceptacja, szacunek (żadne pogardliwe docinki typu zawody o złote majtki), rozwiązanie problemu - tak jak już pisałam wcześniej ciągłe zmęczenie to może być objaw jakiegoś błędu w planie treningowym.
A może zamiast być zazdrosną o sport - robić go wspólnie? Weź pod uwagę dołączenie do męża.
A może zamiast być zazdrosną o sport - robić go wspólnie? Weź pod uwagę dołączenie do męża.
Tylko co robić jak on zejdzie z roweru na te siksy? Czy ma ona wskoczyć na pedały?
Dziewczyny pewnie tamat był już kilka razy poruszany, ale potrzebuje się po prostu wygadać
![]()
Jestem z mężam od 13 lat (ostatnio zapomniał o naszej rocznicy) ahhh... Pan mąż cierpi na depresję i różne problemy z dzieciństwa, niestety odwagi na bolesne terapię brak, każda zakończona kiedy temat doszedł do rodziców i konfrontacji z nimi. Przeszliśmy naszym związku na prawdę bardzo wiele, sama czasem myślę jak dałam radę. Niestety nadszedł czas którym to ja już ma wszystkiego serdecznie dość! A najbadziej mam dość niedostrzegania mojej osoby i skupiania się tylko na sporcie. Maż pokochała pewną dyscyplinę sportu i niestety zaczyna się w tym zatracać bez reszty, a wymówka na wszystko jest tylko jedna - przecież mam depresję i jak nie ćwiczę to bardzo źle się czuje.
Dzień mojego męża wygląda mniej więcej tak 10 -18 praca, po pracy od 18:30 do 22 trening, 23 powrót do domu i jęczenie jaki to jest zmęczony - jak możecie się domyśleć po takim dni sił biedaczek dla żony już nie ma.
A jak w weekend - wcale nie jest lepiej. Wstaje około 10, od 12 do 18 trening, a potem łaskawie znajdzie 1h aby wyjść na kolację i znowu lament jaki jest zmęczony.
Poprzez sport który uprawie obraca się w gronie Panów po 40/50, którym wydaje się na nowo,że są młodymi bogami lub singli. Najgorsze jest to,że jak tylko staram się zaprotestować lub poprosić o weekend tylko dla mnie to od razu wielkie halo,że na niczego nie rozumiem bo on ma depresję. Sytuacja wygląda tak, że jak ktoś tylko zaczyna przy mnie temat spotu mojego męża to jest mi słabo i mam ochotę wykrzyczeć co myślę o tym wszystkim. Każdy czas który chce abyśmy spędzili wspólnie muszę zaplanować pod niego lub pewnnić się czy Pan mąż nie ma zaplanowanych wtedy zawodów amatorów o złote majtki.
Oczywiście o wyjeździe w ciepłe miesiące można zapomnieć bo przecież jest ładna pogoda i trzeba trenować. Przyznam , że mam już tego serdecznie dość i obawiam się nic już nas nie uratuje.
Wieczorami tylko filmiki na YT o jego ukochanym sporcie...Chyba doszłam już do ściany, coraz częściej myślę o życiu bez niego
Zawodów amatorów o złote majtki hahahah mega się uśmiałam z tego
Najważniejsze jest źebyś z nim poprostu szczerze porozmawiała i wymyślicie jakiś kompromis odnośnie jego pasji.
Powinnaś też znaleźć dla siebie jakieś ciekawe zajęcie albo coś co moglibyście razem robić? Serdecznie pozdrawiam
Coombs napisał/a:Ferreus somnus napisał/a:Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
To że masz inne podejście do sportu to jest ok ale totalny brak zrozumienia dla innych postaw życiowych i krzywdząca ocena już nie. Sama poświęciłam wiele dla sportu i znam mase ludzi którzy właśnie przez sport nie mieli czasu i zdrowia biegać za siksami. Osobiście trzy razy lądowałam na stole operacyjnym i dwa lata walczyłam żeby wrócić do sportu... to nie jest ucieczka od problemów i życia ale jego ważna część. Jeżeli podejdziesz do tego dobrze to da ci sporo siły i ukształtuje twardy charakter.
Nie wiem jakiej odpowiedzi oczekuje autorka ale stawanie między mężem a treningami może wywołać wojnę. Dużo lepiej wyjdzie akceptacja, szacunek (żadne pogardliwe docinki typu zawody o złote majtki), rozwiązanie problemu - tak jak już pisałam wcześniej ciągłe zmęczenie to może być objaw jakiegoś błędu w planie treningowym.
Sport ok. Sam dużo chodzę, bywa że na 30 km się rzucę, ale nie dla jakiejś obsesji czy siksy. Ale dla siebie.
Ferreus somnus napisał/a:Coombs napisał/a:Widzę w okolicy. Panowie po 40-50 lat. "Młodzi bogowie", jasne! Bliżej do grobu, niż do bogów. Mają kryzys wieku, jeżdżą, biegają, latają... za młodymi, chcą być w formie. Ale wygląda to i żałośnie, i debilnie. Jak stada siwych kretynów biegają za młodymi panienkami.
Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
Niech latają co Ci do tego. Nawet zła motywacja jest dobra jeśli przynosi dobre efekty. Cześć z tych ludzi zacznie w końcu ćwiczyć dla sportu, a reszta przestanie kiedy jednak okaże się, że za ciężko, albo że siksę nie tak łatwo oderwać jeśli nie ma się nic ciekawego do zaoferowania poza odkurzonym na ostatnią chwilę ciałem etc.
Uważam że Twoje prężenie się i włażenie na banie by walnąć kazanie jest nawet nie tyle nie na miejscu co śmieszne.
Koniec końców wszyscy coraz bardziej czujemy uścisk Mrocznej Matki. Naprawdę jestem ciekaw jak Ty będziesz się zachowywał kiedy go poczujesz.
Wróć i przeczytaj swoje wpisy jak Tobie stuknie 40stka. Będziesz mógł porównać swoje obecne junakowanie ze stanem w jakim będziesz.
49 2018-10-29 15:47:55 Ostatnio edytowany przez Coombs (2018-10-29 15:57:01)
Coombs napisał/a:Ferreus somnus napisał/a:Jak rozumiem jesteś w później 20stce? :>
Chwała im za to, że nie chcą stetryczeć.
Ty jak rozumiem w latach 40stych bohatersko i konsekwentnie przeistoczysz się w Ala Bundy'ego czy Ferdka Kiepskiego?
Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
Niech latają co Ci do tego. Nawet zła motywacja jest dobra jeśli przynosi dobre efekty. Cześć z tych ludzi zacznie w końcu ćwiczyć dla sportu, a reszta przestanie kiedy jednak okaże się, że za ciężko, albo że siksę nie tak łatwo oderwać jeśli nie ma się nic ciekawego do zaoferowania poza odkurzonym na ostatnią chwilę ciałem etc.
Uważam że Twoje prężenie się i włażenie na banie by walnąć kazanie jest nawet nie tyle nie na miejscu co śmieszne.
Koniec końców wszyscy coraz bardziej czujemy uścisk Mrocznej Matki. Naprawdę jestem ciekaw jak Ty będziesz się zachowywał kiedy go poczujesz.
Wróć i przeczytaj swoje wpisy jak Tobie stuknie 40stka. Będziesz mógł porównać swoje obecne junakowanie ze stanem w jakim będziesz.
Właśnie o tym mówię. "Odkurzane na ostatnią chwilę ciała"... Brawo!
O to chodzi. O dbanie o siebie cały czas, a nie wchodzić w narodową normę "zrywu" czy obsesję młodości. Niedawno na siłowni jeden zszedł na zawał. Bo chciał być młodym bogiem, rzucił żonę po 15 latach i zakochał się w młodej. A dotychczas było tylko TV i piwo na jego ołtarzu...
50 2018-10-29 16:09:23 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-10-29 16:10:29)
Ferreus somnus napisał/a:Coombs napisał/a:Wiesz, dbac o siebie a robić z siebie idiotę, to dwie rożne sprawy. Biegacze i inni tego typu są jak stado bizonów. Nagle obudzili się i zaczęli dbać o formę, jakby zdali sobie sprawę, że.. zaraz umrą. Ktoś tu napisał, że to ucieczka od problemów, życia i od tłuszczu. Ale jak widzę to na 95 % latanie za młodymi siksami.
Niech latają co Ci do tego. Nawet zła motywacja jest dobra jeśli przynosi dobre efekty. Cześć z tych ludzi zacznie w końcu ćwiczyć dla sportu, a reszta przestanie kiedy jednak okaże się, że za ciężko, albo że siksę nie tak łatwo oderwać jeśli nie ma się nic ciekawego do zaoferowania poza odkurzonym na ostatnią chwilę ciałem etc.
Uważam że Twoje prężenie się i włażenie na banie by walnąć kazanie jest nawet nie tyle nie na miejscu co śmieszne.
Koniec końców wszyscy coraz bardziej czujemy uścisk Mrocznej Matki. Naprawdę jestem ciekaw jak Ty będziesz się zachowywał kiedy go poczujesz.
Wróć i przeczytaj swoje wpisy jak Tobie stuknie 40stka. Będziesz mógł porównać swoje obecne junakowanie ze stanem w jakim będziesz.Właśnie o tym mówię. "Odkurzane na ostatnią chwilę ciała"... Brawo!
O to chodzi. O dbanie o siebie cały czas, a nie wchodzić w narodową normę "zrywu" czy obsesję młodości. Niedawno na siłowni jeden zszedł na zawał. Bo chciał być młodym bogiem, rzucił żonę po 15 latach i zakochał się w młodej. A dotychczas było tylko TV i piwo na jego ołtarzu...
To jakaś Twoja obsesja? Jakiś odkurzony na ostatnią chwilę odbił Ci czy podebrał dziewczynę?
No zdechł gość no i co? Twój stary czy jak? Przynajmniej wykopyrtnął ścigając marzenie (czy, niech będzie, ułudę), która sprawiła że znowu zachciało mu się żyć zamiast powoli umierać pijąc piwo z którego uleciał gaz (los miewa poczucie humoru nieprawdaż?). Jedyna głupota to taka, że chciał zaoszczędzić na trenerze i lekarzu sportowym ![]()
Paradoksalnie często po czterdziestce ludzie zaczynają o siebie dbać, bo są w końcu zarobieni, nie mają już kompleksów etc. A że słabsze sztuki przy tym zejdą... Prawo natury.
51 2018-10-30 10:18:28 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2018-10-30 10:19:13)
Mam w rodzinie takiego gościa, który, moim zdaniem, zaczyna przesadzac trochę z zaangażowaniem w sport - zonie to się nie podoba, a ja ją trochę rozumiem, bo cale ich zycie zaczyna być podporzadkowane roznego rodzaju maratonom - tak się nie da zyc w dluzszej perspektywie.
Dla mnie to swiadczy to tylko o tym, ze niektorym ciężko znaleźć zloty srodek, i przechodzą od nicnierobienia do jakiegoś kompulsywnego uprawiania sportu, a jak wiadomo, żadna skrajność nie jest dobra.
52 2018-10-30 10:38:02 Ostatnio edytowany przez Edmund Dantes (2018-10-30 10:43:11)
Coombs, z całym szacunkiem ale co Ty masz do 35-40+latków którzy zaczęli ćwiczyć i dbać siebie?
Znasz ich historię życia? Lub sytuacje i ciąg zdarzeń w wyniku których są "zaniedbani"?
Jest jakiś przepis, ustawa lub społeczne przykazanie kiedy ,jak oraz z jakich powodów wolno zadbać o siebie? ;-)
Chcesz siedzieć na 4ch literach to siedź.Nie mów jednak innym jak mają żyć oraz czemu coś robią.Oni to wiedzą lepiej od Ciebie.
Autorko - Twoje rozgoryczenie i złość mają uzasadnienie .Ilość czasu oraz postawa męża wobec Ciebie i czasu dla Was faktycznie moze być męcząca.
Czy dlatego bije pogardą z Twojej strony wobec pomysłów na thriatlon oraz kolegów męża?
Napisałaś o jego depresji.
Od kiedy ona trwa?
Oraz od kiedy tak bardzije odpłynął w sport (który ewidentnie mu pomaga)?
I trzecie pytanie : jak wyglada Twój dzień? Praca ,zajęcia które Tobie sprawiają przyjemność.
Pytam ponieważ te sprawy , na pierwszy rzut oka, mocno rzutują na wasze małżeństwo.
OlaMJ, sport dla faceta ( i nie tylko) nie jest zły .
Nawet bardzo dobry.
Facet z pasja jest o niebo lepszy niż facet chodujacy mięsień piwny.
Problem w tym, żeby zachować umiar, właściwe relacje pomiędzy pasja a rodzina, żona .
Jest dosyc dużo racji w stwierdzeniu, że inni traktują tak jak im na to pozwalamy.
Może, postaw mu jednoznacznie swoje granice.
Określ jego zadania do wykonania dla domu, określ czego oczekujesz od niego dla siebie.
Określ konsekwencje, nie zaczynajac od razu od rozwodu, ale np od braku obiadu, poprzez np.,samotny wyjazd na urlop.
Wizja rozwodu niech mu coraz bliżej majaczy przed oczyma.
Jeżeli wybierze sport zamiast naprawy relacji z Tobą - to będzie jego decyzja.
Krolowachlodu, problem w tym, ze matka ma prawo ocenić swój związek, a Tobie nic do tego.Sport jest super, ale nie można w niego uciekać od swojego życia, niezależnie ile ma się lat.
Tak, work-life balance nie istnieje, ale są pewne granice. Mąż nie widzi problemu i w tym jest największy problem. Gdyby go widział, to myślę, że inaczej zorganizowałby sobie życie, pracę i treningi.
55 2018-10-30 16:15:05 Ostatnio edytowany przez marakujka (2018-10-30 16:18:10)
Jak wspomniałam ostatnie dni to duża ilość pracy nad projektem klienta, poprosiłam go aby w drodze do domu (wieczorem) kupił kilka warzyw i owoców w sklepie. Czy kupił , tak? Ale na następny dzień usłyszałam całą tyrradę , że mam fobie bo nie wychodzę z domu przez 3 dni i pokazywaniem efektów pracy nie dociera do niego.
Poważnie nie wiem już jak z nim rozmawiać.
Ja tam rozumieć sporty wciągające jak narkotyk, ale tutaj kochana - to on coś próbuje chamsko manipulować.
Musisz go pogonić. Że fascynacja sportem, ta cała zabawa razem z towarzyszącą jej otoczką, godziny poza domem - owszem, świetne na pewno dla zachowania jakiejś tam higieny psychicznej, ale jest jeszcze chałupa z żoną. I te zakupy, prania, porządki, obiadki same się nie zrobią.
A twój zachowuje się jak dzieciak, który nic nie musi, bo mamusia wszystko zrobi i wszystko poda.
No albo się dogadacie, albo powiedz mu "nara.
Mam coraz bardziej nie odparte wrażenie że w tej parze zaczyna się wzajemna głuchota i brak chęci zrozumienia drugiej osoby.
W efekcie okopywanie na pozycjach i wzajemne pretensje. Moje,moje, ja ,ja. My- brak. U obydwojga.
Marakujka - jakby się ludzie nawzajem poganiali ze związków w takich sytuacjach to nie byłoby sensu w ogóle się z kimkolwiek wiązać.
Równie dobrze kolega może mu powiedzieć - pogoń ją.
Mam coraz bardziej nie odparte wrażenie że w tej parze zaczyna się wzajemna głuchota i brak chęci zrozumienia drugiej osoby.
W efekcie okopywanie na pozycjach i wzajemne pretensje. Moje,moje, ja ,ja. My- brak. U obydwojga.Marakujka - jakby się ludzie nawzajem poganiali ze związków w takich sytuacjach to nie byłoby sensu w ogóle się z kimkolwiek wiązać.
Równie dobrze kolega może mu powiedzieć - pogoń ją.
I chyba byłoby lepiej, gdyby każde po prostu poszlo w swoja strone.
58 2018-10-30 17:31:17 Ostatnio edytowany przez Edmund Dantes (2018-10-30 17:34:58)
Nie posunę się do takiego osądu.
Ani Ty ani ja nie wiemy co dla nich najlepsze.
Jeśli uda im się zacząć rozmawiać i ustalić coś co zmieni obecny stan rzeczy - to jakakolwiek decyzja nie padnie -> będzie ich decyzją.
Nie dyskutujemy o kilkumiesięcznym związku.Tylko o 13 altach razem.
Mają sporo za sobą - mają szansę się porozumieć.
albo albo się dogadacie, albo powiedz mu "nara.
Czyli zaszantażuj go rozstaniem i zmuś do posłuszeństwa. Tylko uważaj, żebyś się nie zdziwiła, jak on się spakuje i wyniesie...
marakujka napisał/a:albo albo się dogadacie, albo powiedz mu "nara.
Czyli zaszantażuj go rozstaniem i zmuś do posłuszeństwa. Tylko uważaj, żebyś się nie zdziwiła, jak on się spakuje i wyniesie...
Przecież właśnie o to chodzi albo się dogadaja (czytaj znajdą kompromis) albo ktoś z nich spakuje walizki i pójdzie ![]()
Nic tu o szantażu nie było
EeeTam napisał/a:marakujka napisał/a:albo albo się dogadacie, albo powiedz mu "nara.
Czyli zaszantażuj go rozstaniem i zmuś do posłuszeństwa. Tylko uważaj, żebyś się nie zdziwiła, jak on się spakuje i wyniesie...
Przecież właśnie o to chodzi albo się dogadaja (czytaj znajdą kompromis) albo ktoś z nich spakuje walizki i pójdzie
Nic tu o szantażu nie było
D o k ł a d n i e ![]()
Wciągający sport, jak najbardziej, ale oprócz tego jest jeszcze związek i obowiązki zeń wynikłe. Więc albo się ładnie dogadają i oboje się zgodzą, że jest czas na jedno i drugie, albo będzie już po związku.
Choć jeśli autorka piszę, że problemem jest już nawet zorganizowane wakacji, to sprawa jest tam, wg mnie, dość ciężka. (Apropos - autorko, masz jeszcze taką możliwość, że jedziecie na te gorące wakacje i może on sobie tam na miejscu zorganizować jakiś rowerek/pływa w morzu, po kilka godzin dziennie. Oboje na tym korzystacie i powinno być ok.)
OlaMJ, jeszcze gdzieś mi przemknęło coś o złotych gaciach. Może jego ucieczka w sport wiąże się też z twoim stosunkiem do tych aktywności/do niego samego?
EeeTam, to jest nie tyle szantaż, ile jasne określenie swoich oczekiwań co do znormalizowania sytuacji związkowej.
Wszak nie brała ona ślubu z Panem Wiecznie Nieobecnym. A ślub, jak to ślub, niesie u obojga małżonków takie tam różne powinności.
Ela210 napisał/a:Krolowachlodu, problem w tym, ze matka ma prawo ocenić swój związek, a Tobie nic do tego.Sport jest super, ale nie można w niego uciekać od swojego życia, niezależnie ile ma się lat.
Tak, work-life balance nie istnieje, ale są pewne granice. Mąż nie widzi problemu i w tym jest największy problem. Gdyby go widział, to myślę, że inaczej zorganizowałby sobie życie, pracę i treningi.
To zależy czy ma żonę która chce rozwiązywać problemy czy taką która jęczy, że ma za mało uwagi i pogardliwie podchodzi do jego zawodów o złote majtki. Tej drugiej opcji też bym udawała że nie widzę ![]()
Co to mojej rodzicielki to jasne że ona sobie może oceniać swój związek jak chce ale niech potem nie stęka, że ona siedzi sama a my z ojcem sobie organizujemy czas aktywnie razem
63 2018-10-31 10:14:52 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-31 10:15:49)
Larcor napisał/a:Ela210 napisał/a:Krolowachlodu, problem w tym, ze matka ma prawo ocenić swój związek, a Tobie nic do tego.Sport jest super, ale nie można w niego uciekać od swojego życia, niezależnie ile ma się lat.
Tak, work-life balance nie istnieje, ale są pewne granice. Mąż nie widzi problemu i w tym jest największy problem. Gdyby go widział, to myślę, że inaczej zorganizowałby sobie życie, pracę i treningi.
To zależy czy ma żonę która chce rozwiązywać problemy czy taką która jęczy, że ma za mało uwagi i pogardliwie podchodzi do jego zawodów o złote majtki. Tej drugiej opcji też bym udawała że nie widzę
Co to mojej rodzicielki to jasne że ona sobie może oceniać swój związek jak chce ale niech potem nie stęka, że ona siedzi sama a my z ojcem sobie organizujemy czas aktywnie razem
A ja widzę, że rywalizujesz z matką, a czas powinnaś sobie organizować z swoim facetem,a nie wchodzić między wódkę a zakąskę ,nie sądzisz? Ile masz lat, bo chyba dawno dorosła?
krolowachlodu87 napisał/a:Larcor napisał/a:Tak, work-life balance nie istnieje, ale są pewne granice. Mąż nie widzi problemu i w tym jest największy problem. Gdyby go widział, to myślę, że inaczej zorganizowałby sobie życie, pracę i treningi.
To zależy czy ma żonę która chce rozwiązywać problemy czy taką która jęczy, że ma za mało uwagi i pogardliwie podchodzi do jego zawodów o złote majtki. Tej drugiej opcji też bym udawała że nie widzę
Co to mojej rodzicielki to jasne że ona sobie może oceniać swój związek jak chce ale niech potem nie stęka, że ona siedzi sama a my z ojcem sobie organizujemy czas aktywnie razem
A ja widzę, że rywalizujesz z matką, a czas powinnaś sobie organizować z swoim facetem,a nie wchodzić między wódkę a zakąskę ,nie sądzisz? Ile masz lat, bo chyba dawno dorosła?
Dawno nie mieszkam w domu, ale jak zajadę raz na rok to jest ryk że ona siedzi sama i nikt z nią siedzieć nie chce. Myślę że 4 dni w roku spędzone z ojcem to nie jest wchodzenie między wódkę a zakąskę.
65 2018-10-31 10:42:47 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-31 10:43:56)
Jeśli tylko 4 dni w roku a poza tym nie wtrącasz się przez pozostałe 361 w życie rodziców ( mam na myśli układ między nimi) swoimi uwagami- bo można, nawet jak się nie mieszka - to ok. ![]()