Witam wszystkich,
Chciałabym zasięgnąć opinii osób, które skoarzystały/korzystają z terapii rodzinnej/par.
Ja z M. korzystamy z takiej terapi od ponad 2 m-cy po tym jak dowiedziałam się o jego romansach.
Nie rozpoczęliśmy jej po to aby ratować nasze małżeństwo, ani po to aby uzyskać wskazówki, jak najłagodniej przejść przez rozstanie. Chcieliśmy zdiagnozować, gdzie i jak się znaleźliśmy i jak ułożyć naszą relację (nie związek) na przyszłość.
I ja jestem (zresztą M również) bardzo pozytywnie zaskoczona dotychczasowymi wynikami terapi. Na spotkaniach jest baaaardzo trudno, ale prawie po każdym wychodzę bogatsza w wiedzę na temat samej siebie. Zawsze mi się wydawało, że jestem świadoma swoich uwarunkowań oraz wpływu wychowania, wykształcenia i doświadczeń życiowych na moje postawy, zachowania i wybory życiowe. Ale okazało się, że to był tylko cień świadomości z mojej strony, a w przypadku M prawie wogóle jej nie było.
Czy Wy też macie takie doświadczenia? Czy to kwestia Psycholożek, które nas prowadzą? Czy te "odkrycia" kiedyś się skończą?
Podobne tematy
nie rozważaj tego w ten sposób
jeżeli chodzisz na terapię to skup się na niej...i niczego nie przyśpieszaj
każdy może mieć inne doświadczenia
moja rada - nie kombinuj, sorry
nie rozważaj tego w ten sposób
jeżeli chodzisz na terapię to skup się na niej...i niczego nie przyśpieszajkażdy może mieć inne doświadczenia
moja rada - nie kombinuj, sorry
In_ka, masz rację. Kombinuję i analizuję.
Ale, czy nie o to w tym wszystkim chodzi? Czy nie powinnam bardziej zrozumieć siebie, swoje potrzeby?
Uderzyło mnie podczas terapi to, że niby oczywiste prawdy tak nie doceniałam. Na przykład: dlaczego moja rodzina była dla mnie tak ważna, że potrafiłam swoje potrzeby odłożyć na półkę z powodu "otoczenia", w którym wyrosłam.
Witam wszystkich,
Chciałabym zasięgnąć opinii osób, które skoarzystały/korzystają z terapii rodzinnej/par.
Ja z M. korzystamy z takiej terapi od ponad 2 m-cy po tym jak dowiedziałam się o jego romansach.
Nie rozpoczęliśmy jej po to aby ratować nasze małżeństwo, ani po to aby uzyskać wskazówki, jak najłagodniej przejść przez rozstanie. Chcieliśmy zdiagnozować, gdzie i jak się znaleźliśmy i jak ułożyć naszą relację (nie związek) na przyszłość.
I ja jestem (zresztą M również) bardzo pozytywnie zaskoczona dotychczasowymi wynikami terapi. Na spotkaniach jest baaaardzo trudno, ale prawie po każdym wychodzę bogatsza w wiedzę na temat samej siebie. Zawsze mi się wydawało, że jestem świadoma swoich uwarunkowań oraz wpływu wychowania, wykształcenia i doświadczeń życiowych na moje postawy, zachowania i wybory życiowe. Ale okazało się, że to był tylko cień świadomości z mojej strony, a w przypadku M prawie wogóle jej nie było.
Czy Wy też macie takie doświadczenia? Czy to kwestia Psycholożek, które nas prowadzą? Czy te "odkrycia" kiedyś się skończą?
Witaj Przyszłość
postanowiłam zabrać w końcu głos (dotychczas byłam biernym "czytaczem"), bo sama jestem w podobnej sytuacji. Po odkryciu zdrady mojego męża niemal natychmiast podjęliśmy terapię par a ja jako osoba "w kryzysie" -jak to określają psychologowie - chodzę na terapię indywidualną.
I to wlasnie ta ostatnia przyniosła w moim przypadku wymierne efekty. Moze dlatego, ze dotyczy tylko mnie a nie dwóch odrębnych, poranionych osób i trzeciego podmiotu, jakim jest związek. Na razie moja ocena terapii par jest bardzo ostrożna - "odkrycia" o jakich piszesz, poczyniłam na terapii indywidualnej. Skoro Ty wyciągasz takie wnioski z terapii pary, z pewnością oznacza, ze terapia jest skuteczna. Ja z terapii wspólnej na razie wyniosłam jedynie to, ze trudna i długa droga przed nami ![]()
Hej.
Korzystalismy z mezem z terapii malz, po tym, jak poczulam (ja), ze nasz zwiazek praktycznie nie istnieje, zyjemy tylko kolo siebie i wszystko sie rozlazi. Nie bylo zdrady, ani jakiegos spektakularnego wielkiego krachu, raczej powolutku radosc i bliskosc wysaczala sie z naszego zycia jak z dziurawego sitka.. o tyle dobrze bylo i za to jestem wdzieczna mezowi, ze sie zgodzil wziac w tej calej akcji udzial. To naprawde duzo, bo on wlasciwie nie widzial takiej potzreby, zrobil to niejako dla mnie. Potem okazalo sie, ze wiecej pracy w naprawe zwazku musze wlozyc ja (popapranie emocjonalne) i kontynuowalam ten caly majdan na ter. indyw.
Z samej terapii mam podobne doswiadczenia - zreszta, na tym to polega, ze idziesz poznawac siebie, siebie z partnerem nawzajem i swoj zwiazek. Przygladasz sie temu wszystkiemu, otwierasz sobie oczy na wiele spraw, ktorych bez pomocy fachowej nie mialabys szansy zobaczyc. Bywa ciezko, bo dotyka sie silnych emocji. Bywa troche gorzkich pigulek do przelkniecia oraz kubłow zimnej wody. Wazne, by nie uciekac przed trudnymi sprawami, tylko je rozpracowywac.
Czy kiedys te "odkrycia" sie skoncza? Najwazniejsze pewnie tak, oby
- i to bedzie sygnal, ze dochodzicie do sedna Waszego zwiazku.
Bardzo, bardzo dziękuję za odpowiedzi.
Czasami mam wątpliwości odnośnie terapii, bo muszę obcym ludziom prosto w oczy mówić o swoich osobistych sprawach i intymnych szczegółach mojego życia.