mam taki mały problem, który troszkę mnie dręczy.
Spotykam się z moim P. od około 6 miesięcy, od 3 tygodni jesteśmy oficjalnie w związku, tzn. zamieniliśmy nasze określenia " koleżanka, kolega" i przyznaliśmy się sami przed sobą że to jednak coś więcej i dawno przekroczyliśmy, koleżeńską relację, ogólnie postanowiliśmy spróbować by za jakiś czas nie załować kiedyś być może że przegapiliśmy okazję (miałam zaplanowaną wyprowadzkę do innego kraju).
Od własnie tych 3 tygodni nasze "bycie ze sobą" nabrało tempa.
Dotychczas słyszałam dość często że on nie jest gotowy na związek, że nie chce się wiązać itd.
Obecnie mój P. jest nie do poznania. W ostatnią niedzielę zaskoczył mnie bardzo gest z jego strony, mianowicie zaproszenie na rodzinny niedzielny obiad.
Ja z początku byłam przeciwna temu, próbowałam się wymigać podejściem, że to jednak za wcześnie,nie wypada itd, bynajmniej dla mnie takie spotkanie to danie najbliższym do zrozumienia, że to poważny związek, że wiąże się poważne plany z drugą osobą. bynajmniej dla mnie wspólny niedzielny obiad (i to bez okazji) to już coś poważniejszego niż zamienienie kilku słów z jego mamą, czy młodszą siostrą.
Po jego naleganiu i telefonie od jego mamy, nie zostało mi nic innego niż wyrazić zgodę i wybrać się na ten własnie obiad.
Tu moje zaskoczenie i stres sięgnęło zenitu. Przy stole zastałam nie tylko rodziców, ale również jego najbliższych krewnych z którymi ma świetny kontakt ( oprócz rodziców, dziadkowie, ciocia z mężem i z synem).
Sytuacja ta była dla mnie mega stresująca, odbyłam z nim po tym wydarzeniu rozmowę na ten temat.
Powiedziałam mojemu P. ze takie spotkania jak przedstawianie całej rodzinie to duży krok w przód, ze to wszystko bardzo szybko się posuwa do przodu, że nie spodziewałam się takiej sytuacji.
Mój P. wyznał wprost, iż żadnej dotychczas dziewczyny nie przedstawił swojej dziewczyny całej rodzinie, nie zaprosił na niedzielny wspólny obiad, iż uznał ze jestem odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu i to był czas by poznała mnie cała jego rodzina i abym się nie martwiła i nie stresowała. Po prostu traktuje mnie bardzo poważnie.
Mój P. jest po prostu taki że mniej mówi a więcej robi, udowadnia, bądź czasem rzuci coś nieśmiało między zdaniami. Nie usłyszałam jeszcze od niego słowa "kocham" i nie nalegam na to ani nie wyczekuje w nieskonczoność.
Mam mętlik, jesteśmy dość młodzi, jeszcze studiujemy, dotychczas słyszałam że nie jest gotowy na związek, później nagła jednak zmiana zdania, uznanie żebyśmy spróbowali, później hop na głęboką wodę i przedstawienie całej rodzinie, jego nagłe plany choćby o wakacje, wyjazdy, itd...
Naprawdę mam spory mętlik w głowie, nie wiem jak do tego sie odnieść, jak to wszystko poukładać, czego mogę się spodziewać idąc własnie takim tempem.
Byłabym bardzo wdzięczna za wszelkie rady.