netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

przyjaciele odchodzą

4 odpowiedzi2 037 wyświetleńzałożony przez kasia.o91, 10.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » przyjaciele odchodzą

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: przyjaciele odchodzą

Cześć,
nie wiem jak to określić, ale czuję, że moje relacje ze znajomymi z kierunku, a w szczególności z jedną osobą, na której mi zależy jako 'przyjaciel'(?)- nie wiem nawet czy takie słowo mogę użyć , się burzą.
Niedawno skończyłam licencjat i powiedzmy szczerze, miałam bardzo dziwnych ludzi w grupie. Jednak z czasem ich bardzo polubiłam. Były także grupki ale zwykle trzymaliśmy się razem, chociaż ostatnio dochodziły bardzo duże kwasy i problemy.

Mam ten sam problem co pod koniec liceum i po podstawówce ( pamiętam jak dziś) kiedy to nie mogłam się rozstać z ludźmi. Okres tych dwóch szkół wspominam najlepiej - wtedy powstawały pierwsze przyjaźnie, niesnaski, flirty, chłopcy na dyskotekach, wszystko było takie niewinne i byliśmy nieświadomi. Po podstawówce bardzo płakałam, że nie spotkam tych ludzi później- jednak los mi sprzyjał i z większością spotkałam się w gimnazjum.
W liceum natomiast okazało się, że ludzie już bardziej patrzą w przyszłość i takie przyjaźnie może też są możliwe ale nie na takim stopniu jak wcześniej. Poza tym każdy miał znajomych z osiedla czy z gimnazjum. Pamiętam,że wtedy tworzyłam grupkę z 5-6 osobami- z czego dwie w tym jeden mój - przyjaciel ( gej) wyjechały do innych miast i słuch po nich w zasadzie zaginął. Każdy ma teraz innych znajomych, staże, pracę. I niby czasem z nim piszę, ale to już nie jest takie beztroskie jak wcześniej. I właśnie za nim bardzo tęskniłam po liceum, jak za bratem- może podświadomie się w nim kochałam ? jednak wiedziałam, że jest gejem i nie mogłam mu nic powiedzieć.

Na początku studiów miałam sentyment bardzo duży do ludzi z liceum, ale też poznawałam innych, jak to na studiach. Odnowiłam kontakty z ludźmi z liceum, bo na początku nie mogłam się odnaleźć w swojej grupie na kieurnku. Jednak później okazało się, że ludzie są świetni. Poznałam wtedy kolegę, który był bardzo podobny do tego mojego przyjaciela z liceum. I bardzo szybko złapaliśmy kontakt. Okazało się, że mamy podobne spojrzenie na świat, bardzo wariackie, byliśmy dość blisko ale jako koledzy. Nigdy jakoś nic on mi nie obiecywał innego niż koleżeństwo, a ja sobie wpoiłam chyba coś w głowę i do tej pory nie mogę przestać o nim myśleć.
Tylko, że obecnie od 3 miesięcy on ma dziewczynę....Nie mogłam się pogodzić z jakąś taką utratą jego towarzystwa czy nawet ważności mojej osoby w jego życiu. Chociaż zawsze mi powtarzał, że jestem wyjątkowa, jest mi bliski itp. Tak jakby też chciał mnie mieć podświadomie. Było tak do końca studiów, do sesji, do ostatniego egzaminu, do obrony.  Wszystko pięknie cudownie.
Jest taki paradoks,że kiedy on ze mną rozmawia i przebywamy ze sobą, mnie wystarczają tylko te chwile, nie musze się przytulać, nic. Samo przebywanie z nim daje mi radość, jednak kiedy go nie ma, ja histeryzuję podświadomie, źle się czuję i kiedy np kilka dni nie mamy kontaktu ja sobie myślę, że on mnie nienawidzi i dlatego nie chce już ze mną się niczym dzielić.
Jednak każdy ma swoje życie prawda? Poza tym on teraz ma dziewczynę -co prawda tylko w weekendy( mieszka w innym mieście). Ja tak samo wychodzę ze znajomymi na miasto, bez niego ( mamy innych znajomych). Więc czasem nawet siebie nie rozumiem.

Mogłoby się wydawać, że ja się strasznie narzucam - a właśnie tak nie jest. Ja nie mogę tego okazać, że mi zależy czy coś bo nie chcę zepsuć tej relacji... Boje się tylko tego, że on o mnie zapomni totalnie - a pamiętam jeszcze kilka tygodni temu nawet zwierzaliśmy się sobie, traktowaliśmy siebie jako naprawdę bliscy ludzie...
Obecnie nie mam z nim kontaktu - wysłał mi tylko suche kwiatki na fejsbuku bez żadnych życzeń na dzien kobiet. Ale z drugiej strony co ja mam od niego wymagać? Przecież nigdy mi nic nie obiecał, staram się iść do przodu, poznawac ludzi, ale nie mogę.
Wiem, że on już się do mnie nie odezwie na 100% bo prawdopodobnie byłam dla niego tylko bliską koleżanką ze studiów, i nawet jak nie miał dziewczyny nie traktował mnie inaczej...ehh
I czuję, że znowu będę płakać po nocach jak po liceum i stracie tych dwóch osób mi bardzo bliskich. Znowu coś takiego czuję...
I czuję znowu taki żal, że trzeba będzie się żegnać, że trzeba będzie iśc do przodu ( co lubię robić i poznawać innych, ale chciałabym mieć też kontakt z ludźmi, do których się w pewien sposób przywiązałam... sad )

2

Odp: przyjaciele odchodzą

Kasia, to nie jest o chlopakach, tylko o Tobie. Czuje niedosyt bliskosci z dziecinstwa.... Zrób cos z tym, zanim ktos Ciebie albo Ty kogos zranisz w powaznym zwiazku... Prosze Cie, przeczytaj pare ksiazek na ten temat, spróbuj odnalezc kim jestes, dopiero potem otwórz oczy na chlopaków. Placz w poduszke ale pamietaj moje slowa. Jestes delikatna jak jedwab a zycie bedzie wymagalo od Ciebie wiekszej wytrzymalosci... Co gorsza, bedziesz podswiadomie wybierac ludzi z deficytami... Pamietaj, ludzie sa slabi, zawodni. Zanim pokochasz kogos, musisz umiec kochac sama siebie.

Czytam jeszcze raz Twojego posta i moge sie mylic (oby!). Ale rzadko sie myle w tych sprawach niestety...

3 Ostatnio edytowany przez kasia.o91 (2014-03-10 23:42:54)

Odp: przyjaciele odchodzą

W tym jest problem, bo właśnie miałam pod koniec liceum bardzo duże problemy z nauką i sobie przysięgłam wtedy, że będę robiła to co będę chciała i osiągnę swoje cele. I właśnie na studiach, na tym kieruunku czasem wydaje mi się, że ludzie z jednej strony mnie lubią a z drugiej strony uważają mnie za kogoś takiego komu się w życiu układa i kto ma szczęście ( nigdy nie mówiłam im o moich problemach, czasem chyba tylko 2-4 osobom...). Większośc z nich zawsze uważała mnie za kogoś twardego, osobę która zawsze sobie poradzi w każdej sytuacji. Taka postanowiłam być po liceum... Jednak i tak miałam 1000 kompleksów.One istniały od dzieciństwa- największy to waga i poczucie własnej wartości, kiedy np przytyję 2-3 kg od razu uważam, że się staczam, karzę się a także nigdzie nie wychodzę bo uważam, że nie powinnam.. Wtedy także, nie spotykam się ze znajomymi, bo myślę,że zauważą, nie mówiąc już o jakiś randkach czy coś...
Z tym kolegą też tak myślałam, zawsze chciałam być przy nim 'prawie idealna', kiedy nie byłam, na jakiś wyjazdach czy gdzieś on bardziej do mnie lgnął, podświadomie do naturalnej dziewczyny np z kompleksami... A ja czasem odsuwałam od siebie ludzi bo chciałam być przy nich idealna, teraz tak samo nie chcę nawiązywać nowych znajomości dopóki nie schudnę 5 kg... To jest niedorzeczne......

Jeszcze na dodatek koś na początku liceum odrzucił mnie  i wtedy nie mogłam się psychicznie pozbierać. Tak samo czuję się teraz, mimo, że nic nie było... Czuję taką pustkę i wiem, że będę musiała przez to przejść...

EDIT może jeszcze powiem coś.
na dodatek ostatnie kilka miesięcy moja znajoma w pewien sposób wykorzystała moją naiwność a także moje inne powiedzmy sobie 'zdolności' do swoich celów by się wspiąć wyżej... nasza współpraca trwała kilka miesięcy, bardzo dobrze się kiedyś jeszcze kilka lat temu dogadywałyśmy, jednak ostatnimi czasy coś pękło, tak jakby chciała mi zrobić na złośc. teraz się wypiera wszystkiego nie mam z nią kontaktu bo muszę wszystko przemyśleć- tym razem ja zerwałam kontakt chociaż nie lubię tego robić hmm

4

Odp: przyjaciele odchodzą

Kompleksy, nad którymi nie panujesz, usmierca kazdy Twój zwiazek i beda utrudniac Ci relacje z ludzmi. Zyj zdrowo (jesli tak nie jest, POWOLI, krok po kroku modyfikuj swoja diete), krok po kroku badz w jakikolwiek sposób aktywna fizycznie, nawet jesli mialabys zaczac tylko od codziennego krótkiego spaceru.

Powiedzialem krok po kroku? Nie -- kroczek po kroczku, z zalozeniem ze doskonalenie bedzie trwalo przez cale zycie.

Po drugie powies sobie kartke nad lozkiem: "Nikt nie jest doskonaly, kazdy ma problemy i wiekszosc ludzi ma kompleksy. Kocham sama siebie."

Poczytaj i spróbuj porannych afirmacji.

Praca nad soba trwa cale zycie, ale to cudowne uczucie, kiedy czujesz ze dzis jestes o malutki kroczek do przodu od wczoraj. Z czasem, po kilkuset takich dniach zyskasz sile i pewnosc siebie. I oczywiscie bedziesz kontynuowac smile Ten proces tez automatycznie spowoduje ze bedziesz przyciagac ludzi pozytywna energia.

To nie Twoja sylwetka modelki spowoduje to przyciaganie ale to Cos, co bedziesz powolutku budowac. Mezczyzni glosno komentuja kobiece tylki ale tak naprawde przepadaja z powodu oczu. A wlasciwie wzroku. Tego co masz w oczach nie zmienisz z dnia na dzien. Ale systematycznosc dziala cuda. Mozesz znalezc sie doslownie tam gdzie chcesz. I zaden facet Ci sie nie oprze, BMI w normie czy poza nia (ale zyj zdrowo, bo... to jest fajne smile

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » przyjaciele odchodzą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026