Cześć,
nie wiem jak to określić, ale czuję, że moje relacje ze znajomymi z kierunku, a w szczególności z jedną osobą, na której mi zależy jako 'przyjaciel'(?)- nie wiem nawet czy takie słowo mogę użyć , się burzą.
Niedawno skończyłam licencjat i powiedzmy szczerze, miałam bardzo dziwnych ludzi w grupie. Jednak z czasem ich bardzo polubiłam. Były także grupki ale zwykle trzymaliśmy się razem, chociaż ostatnio dochodziły bardzo duże kwasy i problemy.
Mam ten sam problem co pod koniec liceum i po podstawówce ( pamiętam jak dziś) kiedy to nie mogłam się rozstać z ludźmi. Okres tych dwóch szkół wspominam najlepiej - wtedy powstawały pierwsze przyjaźnie, niesnaski, flirty, chłopcy na dyskotekach, wszystko było takie niewinne i byliśmy nieświadomi. Po podstawówce bardzo płakałam, że nie spotkam tych ludzi później- jednak los mi sprzyjał i z większością spotkałam się w gimnazjum.
W liceum natomiast okazało się, że ludzie już bardziej patrzą w przyszłość i takie przyjaźnie może też są możliwe ale nie na takim stopniu jak wcześniej. Poza tym każdy miał znajomych z osiedla czy z gimnazjum. Pamiętam,że wtedy tworzyłam grupkę z 5-6 osobami- z czego dwie w tym jeden mój - przyjaciel ( gej) wyjechały do innych miast i słuch po nich w zasadzie zaginął. Każdy ma teraz innych znajomych, staże, pracę. I niby czasem z nim piszę, ale to już nie jest takie beztroskie jak wcześniej. I właśnie za nim bardzo tęskniłam po liceum, jak za bratem- może podświadomie się w nim kochałam ? jednak wiedziałam, że jest gejem i nie mogłam mu nic powiedzieć.
Na początku studiów miałam sentyment bardzo duży do ludzi z liceum, ale też poznawałam innych, jak to na studiach. Odnowiłam kontakty z ludźmi z liceum, bo na początku nie mogłam się odnaleźć w swojej grupie na kieurnku. Jednak później okazało się, że ludzie są świetni. Poznałam wtedy kolegę, który był bardzo podobny do tego mojego przyjaciela z liceum. I bardzo szybko złapaliśmy kontakt. Okazało się, że mamy podobne spojrzenie na świat, bardzo wariackie, byliśmy dość blisko ale jako koledzy. Nigdy jakoś nic on mi nie obiecywał innego niż koleżeństwo, a ja sobie wpoiłam chyba coś w głowę i do tej pory nie mogę przestać o nim myśleć.
Tylko, że obecnie od 3 miesięcy on ma dziewczynę....Nie mogłam się pogodzić z jakąś taką utratą jego towarzystwa czy nawet ważności mojej osoby w jego życiu. Chociaż zawsze mi powtarzał, że jestem wyjątkowa, jest mi bliski itp. Tak jakby też chciał mnie mieć podświadomie. Było tak do końca studiów, do sesji, do ostatniego egzaminu, do obrony. Wszystko pięknie cudownie.
Jest taki paradoks,że kiedy on ze mną rozmawia i przebywamy ze sobą, mnie wystarczają tylko te chwile, nie musze się przytulać, nic. Samo przebywanie z nim daje mi radość, jednak kiedy go nie ma, ja histeryzuję podświadomie, źle się czuję i kiedy np kilka dni nie mamy kontaktu ja sobie myślę, że on mnie nienawidzi i dlatego nie chce już ze mną się niczym dzielić.
Jednak każdy ma swoje życie prawda? Poza tym on teraz ma dziewczynę -co prawda tylko w weekendy( mieszka w innym mieście). Ja tak samo wychodzę ze znajomymi na miasto, bez niego ( mamy innych znajomych). Więc czasem nawet siebie nie rozumiem.
Mogłoby się wydawać, że ja się strasznie narzucam - a właśnie tak nie jest. Ja nie mogę tego okazać, że mi zależy czy coś bo nie chcę zepsuć tej relacji... Boje się tylko tego, że on o mnie zapomni totalnie - a pamiętam jeszcze kilka tygodni temu nawet zwierzaliśmy się sobie, traktowaliśmy siebie jako naprawdę bliscy ludzie...
Obecnie nie mam z nim kontaktu - wysłał mi tylko suche kwiatki na fejsbuku bez żadnych życzeń na dzien kobiet. Ale z drugiej strony co ja mam od niego wymagać? Przecież nigdy mi nic nie obiecał, staram się iść do przodu, poznawac ludzi, ale nie mogę.
Wiem, że on już się do mnie nie odezwie na 100% bo prawdopodobnie byłam dla niego tylko bliską koleżanką ze studiów, i nawet jak nie miał dziewczyny nie traktował mnie inaczej...ehh
I czuję, że znowu będę płakać po nocach jak po liceum i stracie tych dwóch osób mi bardzo bliskich. Znowu coś takiego czuję...
I czuję znowu taki żal, że trzeba będzie się żegnać, że trzeba będzie iśc do przodu ( co lubię robić i poznawać innych, ale chciałabym mieć też kontakt z ludźmi, do których się w pewien sposób przywiązałam...
)