netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

56 odpowiedzi6 135 wyświetleńzałożony przez dzefrej123, 07.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 57 ]

1

Temat: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Witam, mam 24 lata
Pięć miesiące temu w końcu udało mi się nawiązać kontakt z koleżanką z którą poznałem się parę ładnych lat temu. Robiłem wszystko aby nawiązać z nią kontakt. No i się udało. Na pierwszym spotkaniu poczułem że jest dla mnie naważniejsza. Po 2 miesiącach dogadywaliśmy się we wszystkim, dawala mi do zrozumienia ze tez jej na mnie zależy. W nowy rok, postanowiłem zrobić odważniejszy krok, zapytałem się czy chciała by ze mna być. Nie ukrywala radości ze szczęścia, poweidziała mi ze mnie kocha, ja tez jej to powiedziałem ze ja kocham. Oboje byliśmy szczęśliwi, swietnie się dogadywaliśmy. Każdy ma swoje sprawy, praca, studia inne problemy. Zaczela się sesja, nauka itp. Wiedzialem ze zalezalo jej na zdaniu egzamionow za pierwszysm raze, bez zadnej poprawki. Od tamtej pory spotykaliśmy się rzadziej, nie chciałem jej wyciagac na sile z domu, wiedzac ze uczy się, po prostu musialem dac jej czas na nauke. Sesja się konczy, jednak nie możemy, ja jak i ona, spotkać, mijaliśmy się trochę, a to praca, a to zmeczenie. Udalo nam się jednak znaleźć czas dla siebie. W zeszłym tygodniu wiedziałem, czulem w kościach ze cos jest nie tak, po krótkiej rozmowie telefonicznej. Zapytalem się czy ma jakiś roblem, czy moglbym jakos pomoc. Ona odpowiedziala ze ma problem ze mna, napisala mi wiadomość ze czuje się dziwnie, napisala ze traktuje ja jak koleznake. Ja zaeraogwalem bardzo nerwowo, od razu napisałem czy chce odejść odemnie, balem się ze ja strace. Niestety stracilem. Po dwóch dniach ciszy, przemyslalem swoje zachowanie i faktycznie, nie okazywałem jej tak swoich uczuc jakbym tego chciał, starałem się ale widocznie za slabo. Postanowilem napisac dluga wiadomość, za co ja kocham itp. Odpisala ze nie umie i nie potrafi dac mi szanse. Kolejny sms który napisałem ze zrozumialem swoje zachowanie, wiedziałem ze wina lezy po mojej stronie, wiedziałem ze to prze zemnie cos się w niej wypalilo. Napisalem jej ze kocham ja bezgranicznie, probowalem ja przekonać do siebie. Jednak za każdym razem pisala " Ja nie zmienie zdania". Dla mnie dziwnie ten sms brzmial, nie zmienie zdania...Po wymianie paru smsów, postanowiłem, napisac ostatniego smsa ze ja kocham, ze mam nadzieje ze z biegiem czasu wszystko się ulozy, nie będę się jej naprzykrzal, wierze ze jest jeszcze dla mnie szansa.

Może mi się wydaje, ale nie dala mi do zrozumienia ze nic do mnie nie czuje, nie wiem cop o tym myslec, staram się wszystko poukladac, jakie bledy popelnielem, Jestem niesmialy, ale nie wiedziałem ze do tego stopnia, pierwszy [poważny związek...nie wiem co robic dalej, dac jej czas na przemyślenie, może cos innego, jestem w rozsypce.

2

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Wy się nie mielisce czasu spotkać,bo sesja,bo nauka ?
Poczytaj,tu na tym forum ktos pisał,ze jechal godzinę,zeby choc na 15 minut zobaczyć sie ze swoja dziewczyną.
A może ktoś inny znalzał czas,zeby się z nią spotkac ? Z kim uczyla sie do egzaminow ?

3 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-07 09:19:40)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Ja byłem w stanie zrobić dla niej wszystko aby się spotkać, zdazalo mi się nie spac po 2 dobach tylko aby z nia być, spotkać się, porozmawiać, nie ważne jak długo. Sama powieziala ze jest to dla niej bardzo wazny okres, przeprosila mnie jakbym czul się trochę zaniedbany. Nie mowie ze wogole się nie spotykaliśmy, wydawalo mi się ze calkiem dobrze się dogadywaliśmy, widocznie się myliłem.Staralem się ja wspierać w tym okresie

4

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

No to skąd ten tytuł postu ?Zaniedbywaleś,traktowaleś jak kolezankę ?Co miales na mysli ?

5 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-07 09:49:21)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

powiedziała mi ze czekala na zmiane mojego zachowania, nie czula się super szczesliwa, niedoceniona, odczuwala ze traktuje ja jak powietrze, nie okazuje jej uczuc. Napisala ze potrafie tylko zasypywać wiadomościami ze ja kocham i pocalowac, i to własne sobie uswiadomilem, ze nie potrafiłem wydusić z siebie wszystkich milych, budujących dla niej slow. I wlasnie tak się zachowywalem

6

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

i to własne sobie uswiadomilem, ze nie potrafiłem wydusić z siebie wszystkich milych, budujących dla niej slow

Czy Ty nie czaisz, że nie chodzi o Twoje zachowanie?Żadna, ŻĄDNA kobieta nie powie wprost, że zrywa tak o, bo jej przeszło.Zawsze musi być jakiś fajnie brzmiący powód i koniecznie ''wina''.No i ona musi być pokrzywdzona.Zawsze.
A Ciebie tylko wiek tłumaczy, że się łapiesz na takie triki.

7

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

probowalem znaleźć jakiś inny powod, ale go nie widziałem, widze wine tylko w sobie, nie wiem wlasnie czy to wszystko dobrze rozumiem, ostatnio probowalem znaleźć inny powod, ale nie widze takiego. Najgorsze jest to ze nie chce się ze mna spotkać, nie wie czy chce, chciałbym z nia porozmawiać, a ona nie wie czy chce, nie daje mi do zrozumienia ze naprawdę nic do mnie nie czuje, albo ja tego nie widze

8

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

powiedziała mi ze czekala na zmiane mojego zachowania, nie czula się super szczesliwa, niedoceniona, odczuwala ze traktuje ja jak powietrze, nie okazuje jej uczuc. Napisala ze potrafie tylko zasypywać wiadomościami ze ja kocham i pocalowac, i to własne sobie uswiadomilem, ze nie potrafiłem wydusić z siebie wszystkich milych, budujących dla niej slow. I wlasnie tak się zachowywalem

no ja ci powiem tak:
jesli ona czegoś nie czuła,=, coś odczuwała - to powinna z toba rozmawiać, komunikowac swoje potrzeby, oczekiwania - tym bardziej na etapie budowania związku
jeżeli dla niej fakt, że potrafisz ją tylko zasypywać wiadomościami o miłości i całować nie jest oznaką zainteresowania, atencji i miłości, docenienia, okazywania uczuć

to chłopie - TY SIĘ CIESZ, że to się tak skończyło i już skończyło. bo dziewcze to ma zupełne sianko w głowie i jestem przekonana, że nie bardzo wie, czegpo naprawdę chce

pitagoras ma rację- nie kręcisz jej i próbuje wine przerzucić na ciebie

niedojrzałe i egocentryczne dziewczę

nie masz sobie nic do zarzucenia, a fakt, że ona wymysla takie argumenty i chce, żebys to ty czuł się winny, a nie ona - świadczy tylko i wyłącznie o niej

9

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Z kim się uczyła do tych egzaminów ?
Ja też mysle,ze to,ze ja zaniedbywales,to tylko pretekst do zerwania.Odwidziało jej się,poznala kogos innego.

10

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
verdad napisał/a:

Z kim się uczyła do tych egzaminów ?
Ja też mysle,ze to,ze ja zaniedbywales,to tylko pretekst do zerwania.Odwidziało jej się,poznala kogos innego.

studiuje zaocznie, uczyla się po pracy w domu, sama,

11

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
End_aluzja napisał/a:
dzefrej123 napisał/a:

powiedziała mi ze czekala na zmiane mojego zachowania, nie czula się super szczesliwa, niedoceniona, odczuwala ze traktuje ja jak powietrze, nie okazuje jej uczuc. Napisala ze potrafie tylko zasypywać wiadomościami ze ja kocham i pocalowac, i to własne sobie uswiadomilem, ze nie potrafiłem wydusić z siebie wszystkich milych, budujących dla niej slow. I wlasnie tak się zachowywalem

no ja ci powiem tak:
jesli ona czegoś nie czuła,=, coś odczuwała - to powinna z toba rozmawiać, komunikowac swoje potrzeby, oczekiwania - tym bardziej na etapie budowania związku
jeżeli dla niej fakt, że potrafisz ją tylko zasypywać wiadomościami o miłości i całować nie jest oznaką zainteresowania, atencji i miłości, docenienia, okazywania uczuć

to chłopie - TY SIĘ CIESZ, że to się tak skończyło i już skończyło. bo dziewcze to ma zupełne sianko w głowie i jestem przekonana, że nie bardzo wie, czegpo naprawdę chce

pitagoras ma rację- nie kręcisz jej i próbuje wine przerzucić na ciebie

niedojrzałe i egocentryczne dziewczę

nie masz sobie nic do zarzucenia, a fakt, że ona wymysla takie argumenty i chce, żebys to ty czuł się winny, a nie ona - świadczy tylko i wyłącznie o niej

mam strasznie zmieszane uczucia, musze brac kazda opcje zmiany jej podejścia, wszystko pięknie ladnie się pisze, ale ja sobie chyba już wbiłem do glowy ze będę probowal do niej dotrzeć, tylko jak na razie nie wiem od czego zaczac

12

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:
verdad napisał/a:

Z kim się uczyła do tych egzaminów ?
Ja też mysle,ze to,ze ja zaniedbywales,to tylko pretekst do zerwania.Odwidziało jej się,poznala kogos innego.

studiuje zaocznie, uczyla się po pracy w domu, sama,

Mialam na mysli to,czy nie pojawił się ktoś trzeci ?
A po drugie też lepiej!zebys sobie ją odpuścił.Jakaś taka plytka ona mi się wydaje.

13

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
verdad napisał/a:
dzefrej123 napisał/a:
verdad napisał/a:

Z kim się uczyła do tych egzaminów ?
Ja też mysle,ze to,ze ja zaniedbywales,to tylko pretekst do zerwania.Odwidziało jej się,poznala kogos innego.

studiuje zaocznie, uczyla się po pracy w domu, sama,

Mialam na mysli to,czy nie pojawił się ktoś trzeci ?
A po drugie też lepiej!zebys sobie ją odpuścił.Jakaś taka plytka ona mi się wydaje.

Wydaje mi się ze nie było nikogo trzeciego,  możliwe ze koleżanki w pracy mogly cos nagadać, tylko ze one mnie nie znaja, chyba ze przedstawiala mnie w złym swietle, nie mam pojęcia, ze mna tez jst trudno, jestem strasznie uparty, i nie odpuszczę jej w ten sposób, chce z nia pogadać, bo przez te telefony takich spraw się nie zalatwia

14

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

mam strasznie zmieszane uczucia, musze brac kazda opcje zmiany jej podejścia, wszystko pięknie ladnie się pisze, ale ja sobie chyba już wbiłem do glowy ze będę probowal do niej dotrzeć, tylko jak na razie nie wiem od czego zaczac

15

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

wiesz co? radzimy tutaj wielu osobom. czasami mówimy o rozpadających się wieloletnich związkach. czasami o zdradach. czasami o braku komunikacji
i jakos tak zawsze przejawia się jeden problem
on chce  - ona chce = rutyna
on chce - ona nie chce = tryb walki - musze do niej dotrzerb, będe walczyć znajdę sposób
on nie chce - ona chce= nie potrafię bez niego zyć, mój świat się skończył, ja go tak kocham


i wiesz co? ja znam takie powiedzienie - trzeba walczyc o miłośc.. ale bardzo często spotykam się z dwiema postawami, które z założenia samego.. nie prowadzą do niczego dobrego
pierwsza to ci, którzy uwazają, że im się wszystko nalezy, że mogą lekcewazyć druga stronę (bo ona zwykle jest na zawołanie), że oni sa najwazniejsi, ich potrzeby sa najwazniejsi i czemu ta druga strona w końcu nie rozumie, że ja ja ja ja

a druga jest taka jak twoja - nie chce mnie, nie kocha mnie  ale ja WYWALCZĘ tę mi łośc, będe łasił się jak pies, latał za nią, nie odpuszcze.. na pewnio w koncu mnie pokocha.. za wytrwałość chociażby, moje dobre serce, to, że jestem porzadny i ją szanuję

tylko, że to, kurka wodna nie działa
bo jakby działalo, to ci porządni byliby z tymi porzadnymi, nikt by nikogo nie zdradzał i związki by się nie rozpadały
a tu zong...
i powiem ci jedno.. tylko jedno
jak kobieta nie chce - to nie chce
jak facet nie chce - to nie chce

jak to widzisz? ona nagle otworzy oczy i powie - nie jednak go kocham?
jak cię teraz nie kocha, ma w dupie, nie zauwazyła co robisz i niby "nie uwierzyła" w twoja miłośc.. to co zrobisz?
żeby uwioerzyła - pociachasz się?
nie wierzy, bo nie chce
nie jest z tobą, bo nie chce z tobą być
nie naprawde znaczy nie
to proste

moim zdaniem zmarnujesz czas, energie, nauczysz się rozgoryczenia, staniesz się bardziej zgorzkniały..
ona nie chce
nie opdowiadało jej to, co miałes do zaoferowania
co zrobisz? zmienisz się?
na kogo? brata PITA? DZONY DIPA?? ZMIENISZ SIĘ W KOGOŚ, KOGO ONA CHCE, A NIE BĘDZIESZ TYM KIM JESTEŚ?
NO POMYŚl
ONA CIEBIE NIE CHCE
'

16 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-07 13:43:35)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

End_aluzja dzięki za mile słowa, dzięki, ciężko jest tak nagle wszystko porzucić, zrezygnować z czegoś co jest najważniejsze...zycie Nie wiem co z tym robic, czy probowac, czy odpuscic sobie, decyzja należy do mnie, ciężko się poddać, ciężko zapomnieć, najgorsze ze nie chce się spotkać, to mnie najbardziej wku**ia. Klotnie się zdazaly, ale gdy spotykaliśmy się to jakos od razu napiecie opadalo

17

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

daj jej czas.
w końcu jesteście zajomymi i spotykacie się na róznych gruntach
daj jej czas, nie naciskaj
pokaż jej, że jesteś :do zdobycia:
że jeśli będzie chciała - może się koło ciebie zakręciś, bo masz do niej niewątpliwy sentyment
ale sie nie narzucaj
'baby to takie głupie istoty, że jak cos imsie wymyka z rak, to zaczynają żałować;))
nie tylko baby zreszta;)
koty tez takie są - niby myszy zjeśc nie chcą.. ale jak próbuuje uciec, to łapią...

18

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

To chyba będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji. Dam jej znać o sobie od czasu do czasu. Nie będę jej prosił, przepraszał za każdym razem jak będzie okazja. Może uda się wszystko naprawić, czas wszystko zweryfikuje, no chyba że jest ktoś trzeci, mam nadzieje ze nie, pożyjemy zobaczymy. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i opanowanie

19

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

To chyba będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji. Dam jej znać o sobie od czasu do czasu. Nie będę jej prosił, przepraszał za każdym razem jak będzie okazja. Może uda się wszystko naprawić, czas wszystko zweryfikuje, no chyba że jest ktoś trzeci, mam nadzieje ze nie, pożyjemy zobaczymy. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i opanowanie

Metoda 34 kroków, poczytaj i zastosuj, związku nie tworzysz sam. Daj jej szanse na to przemyślenie tego, sama uzna czy chce, chyba że jest ktoś trzeci, musisz brać pod uwagę wszystkie możliwości, jesteś w momencie, kiedy starasz się wypierać taką myśl, ale niestety jest ona całkiem realna. Tak więc luz, zajmij się sobą i nie czekaj, skoro od niej wyszło to ona podejmie decyzję, nawet jeśli napisze że chce wrócić to powinieneś się  oswajać już z myślą że świat na niej się nie kończy, dzięki temu będzie Ci łatwiej w razie rozstania.

Pozdrawiam

20

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

cos w tym jest, pierwszy raz slysze metoda 34 krokow zobaczę co to takiego, no tak nic na sile, wiadomo, nie chce być dla niej utrapieniem, nie chce się narzucać, chce żeby widziala we mnie kogos na kim może polegac,

21 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-07 16:11:27)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
iceman napisał/a:

Metoda 34 kroków, poczytaj i zastosuj, związku nie tworzysz sam. Daj jej szanse na to przemyślenie tego, sama uzna czy chce, chyba że jest ktoś trzeci, musisz brać pod uwagę wszystkie możliwości, jesteś w momencie, kiedy starasz się wypierać taką myśl, ale niestety jest ona całkiem realna. Tak więc luz, zajmij się sobą i nie czekaj, skoro od niej wyszło to ona podejmie decyzję, nawet jeśli napisze że chce wrócić to powinieneś się  oswajać już z myślą że świat na niej się nie kończy, dzięki temu będzie Ci łatwiej w razie rozstania.

Pozdrawiam

moglbys podrzucuc ta metode??? nigdzie mogę tego znaleźć, może znajde tam cos sensownego

22

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

podrzuci ktoś ten temat??? 34 krokow??? za cholerę nie mogę znalezc

23

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe  - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

24

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Maciej86 dzięki, pczytam, pomysle, i zobaczymy, jednak nie ma co sobie za wiele obiecywac

25 Ostatnio edytowany przez niczymJudyta (2014-03-08 10:02:38)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

ja jestem w związku już od prawie 3 lat i jesteśmy bardzo szczęsliwi, mieliśmy po drodze wiele kryzysów, które były dla nas trudne, ale je przezwyciężaliśmy, bardzo się kochamy i dlatego nigdy się nie poddaliśmy, zawsze walczyliśmy o to żeby było między nami dobrze i tu ważnym, a chyba najważniejszym elementem były rozmowy, rozmawialiśmy o tym co jest nie tak, o swoich oczekiwaniach itd itd, i nie wiem czy zaraz nie będzie tu na mnie nagonki, ale... moim zdaniem jeśli się kocha, tak naprawdę kocha to się nie odchodzi ot tak. U nas przez chwile też był podobny problem do Twojego ale ja porozmawiałam z moim partnerem, a nie odwróciłam się i poszłam dalej tym bardziej powtarzanie "nie zmienię zdania" oznacza, że dziewczyna nie czuje tego co Ty. Uwierz mi, bo kiedyś robiłam podobnie, że kobiety perfekcyjnie potrafią odejść tak, żeby mężczyzna był pewny, że to jego wina. Wyciągnij z tego doświadczenia jak najwięcej wniosków dla siebie i idź dalej. Pozdrawiam smile

26

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Dziekuje za wszystkie wypowiedzi i za pomoc, trochę myślę inaczej o tym, trochę się uspokoilem, ochlonelem, jednak cały czas myślę i myślę, na dodatek dzień kobiet, nie wiem czy napisać smsa z zyczeniami

27

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Nie nie pisz! Zajrzyj do tematu "Jak odzyskać swoją byłą dziewczynę?". Tam poruszany jest ten temat ;-)

28

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Wlasnie też.mi się tak wydaje, chociaż bardzo mnie korci, ale powstrzymam się.

29

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
niczymJudyta napisał/a:

ja jestem w związku już od prawie 3 lat i jesteśmy bardzo szczęsliwi, mieliśmy po drodze wiele kryzysów, które były dla nas trudne, ale je przezwyciężaliśmy, bardzo się kochamy i dlatego nigdy się nie poddaliśmy, zawsze walczyliśmy o to żeby było między nami dobrze i tu ważnym, a chyba najważniejszym elementem były rozmowy, rozmawialiśmy o tym co jest nie tak, o swoich oczekiwaniach itd itd, i nie wiem czy zaraz nie będzie tu na mnie nagonki, ale... moim zdaniem jeśli się kocha, tak naprawdę kocha to się nie odchodzi ot tak. U nas przez chwile też był podobny problem do Twojego ale ja porozmawiałam z moim partnerem, a nie odwróciłam się i poszłam dalej tym bardziej powtarzanie "nie zmienię zdania" oznacza, że dziewczyna nie czuje tego co Ty. Uwierz mi, bo kiedyś robiłam podobnie, że kobiety perfekcyjnie potrafią odejść tak, żeby mężczyzna był pewny, że to jego wina. Wyciągnij z tego doświadczenia jak najwięcej wniosków dla siebie i idź dalej. Pozdrawiam smile

I takie właśnie posty dają mi siłę, nadzieję, jednak liczę się że to może wszystko ułożyć się nie po mojej myśli

30

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Po 4 dniach ciszy, braku jakiegokolwiek kontaku, dzisiaj otrzymalem smsa od niej "co slychac". Tez myslalem o tym aby sie do niej odezwac, ale naszczescie ubiegla mnie i odezwala sie do mnie pierwsza (nie narzucalem jej sie). Bardzo sie ucieszylem z tej wiadomosci. Wymienilismy miedzy soba pare smsow. W otstatnim smsie jednak chyba troche przegiolem, bynajmniej mi sie tak wydaje. Zapytalem sie czy bysmy sie zobaczyli ktoregos dnia. Odpisala mi ze "Na pewno nie w tym tygodniu, bo nie mam kiedy". Przyjolem to normalnie, bez zadnych zbednych emocji.

31

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

Bardzo sie ucieszylem............ Przyjolem to normalnie, bez zadnych zbednych emocji.

Panna coś tam napisała na odwal się, żeby nie wyjść na buraczankę, a Ty się jarasz jak zeszłoroczna trawa.

32

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

no moze i tak, za bardzo sie jaram, jednak szukam w tym jakiegos sensu

33 Ostatnio edytowany przez pitagoras (2014-03-10 15:17:43)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

szukam w tym jakiegos sensu

Ależ wszystko ma sens: panna Cię olała, zostawiła bo jej nie kręcisz.Dorobiła do tego jakąś tam ideologię, że niby Ty zawiniłeś- bo takie są kobiety i to standard, co i ja i inni Ci tu grzecznie piszą.
Teraz będzie z Tobą łapać sporadyczny, lakoniczny kontakt, żeby wyszło że ojej jaka fajna i jak się troszczy.I jak od czasu do czasu zapyta co u Ciebie, to wcale jej nie obchodzi co u Ciebie, tylko dla własnej higieny psychicznej się odzywa, żeby się czuć fair wobec Ciebie i być z Tobą na ''cześć''.
Wszystko tu jest tak schematyczne, że aż nudne.Jakiego sensu niby szukasz jeszcze??????

34

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

czlowiek zakochany...mozliwe ze tak wlasnie bedzie, wydaje sie to calkiem prawdobne, czlowiek zakochany, probuje, robi sobie nadzieje, mi na niej zalezy, najwidoczniej jej nie, z tym ze ja probuje na nowo zainteresowac ja swoja osoba...

35

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

postaram sie nic nie robic...bedzie trudno, powoli zaczynam sobie wszystko ukladac

36

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

ta dziewczyna nie chce Twojego zainteresowania... idź dalej, nie warto tkwić w ciemnogrodzie uczuciowym wink

37

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Mam pytanie, bo bardzo mnie to ciekawi.
Na czym polega to zainteresowanie jej na nowo swoją osobą?

38 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-13 07:23:48)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

iceman nie wiem jeszcze jak, mam zamiar zlozyc jej wizyte w pracy, pracuje w sklepie, poprsotu wejść, i zmienić z nia pare slow, bez zadnych pytan o nas, po prostu porozmawiać, jak wcześniej wspomniałem najgorsze jest to ze nie bardzo chce się spotkać, mysle ze warto sprobowac...

39

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

mam zamiar zlozyc jej wizyte w pracy..., po prostu porozmawiać..... mysle ze warto sprobowac...

Ale Ty natrętnie nie przyjmujesz nic do wiadomości........

40 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-13 08:44:37)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

jestem uparty...nic na to nie poradzę, wczoraj rozmawiałem z kumplem, byl w podobnej sytuacji, no i od roku sa saszczesliwa para,  motywowal mnie ze nie warto od tak się poddac, ze musze sprobowac

41

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Takie narzucanie się nigdy nie działa dobrze na relację, do tanga trzeba dwojga, a tak jak pisali inni ona po prostu NIE CHCE.
Mam wrażenie, że uwagi odnoszące się do tego, że latanie za tą panną nie ma sensu puszczasz mimo uszu a kurczowo trzymasz się tych dających Ci nadzieję na jej odzyskanie.
Desperacja jest bardzo złym doradcą.
Sprzedała Ci standardowy frazes "traktujesz mnie jak koleżankę" to już samo przez się mówi, że ta kobieta po prostu Cię nie szanuję. Typowy zabieg psychologiczny, z reguły to osoba, z którą zerwano może liczyć na wsparcie i współczucie otoczenia, ze zrywającą jest już inaczej, nikt nie głaszcze jej po główce. Ona zerwała ale całkowitą winę za rozpad związku przypisała Tobie. Ona tu jest ofiarą, tapla się w głaskach, biedna facet traktował ją jak koleżankę, a ona tak kochała, taka była zaangażowana, a on nic zimny drań, w końcu ona zebrała się na heroiczny czyn, zerwała tę krzywdzącą ją relację. Normalnie melodramat.
Skoro byliście ze sobą jakiś czas i jakiś czas twierdziliście zgodnie, że się "kochacie" to nawet jeśli to uczucie się wypala to partner/ka zasługują na normalną rozmowę, szczerą, podanie przyczyn a nie oklepanego tekściku.  W jaki sposób z Tobą zerwała? Jakoś tego nie doczytałam, być może umknęło mojej uwadze.

42 Ostatnio edytowany przez dzefrej123 (2014-03-13 12:48:30)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

agnik, zerwanie przez telefon, przez sms, podejrzewam ze jakby powiedziała mi to wprost, w trakcie rozmowy, inaczej by to brzmiało. Mysle ze jakby powiedziała mi to prosto w oczy to bym inaczej patrzyl na ta sytuacje w jakiej jestem, nie daje mi to spokoju ze nie mogla mi to pwiedziec prosto w twarz...Dostalem smsa ze traktuje ja jak kolezanke, co dla mnie jest to brednia...

43

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
pitagoras napisał/a:
dzefrej123 napisał/a:

mam zamiar zlozyc jej wizyte w pracy..., po prostu porozmawiać..... mysle ze warto sprobowac...

Ale Ty natrętnie nie przyjmujesz nic do wiadomości........

Ale powiedz mi co mi szkodzi aby zajechac do niej do pracy na 5 minut??? załóżmy że przy okazji przejezdzalem obok i postanowiłem wpasc na chwile, chce poprostu zobaczyć jej reakcje, zapewne nie rzuci sie ze szczescia na mnie, ale poprostu zamienic z nia pare zdan...

44

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:
pitagoras napisał/a:
dzefrej123 napisał/a:

mam zamiar zlozyc jej wizyte w pracy..., po prostu porozmawiać..... mysle ze warto sprobowac...

Ale Ty natrętnie nie przyjmujesz nic do wiadomości........

Ale powiedz mi co mi szkodzi aby zajechac do niej do pracy na 5 minut??? załóżmy że przy okazji przejezdzalem obok i postanowiłem wpasc na chwile, chce poprostu zobaczyć jej reakcje, zapewne nie rzuci sie ze szczescia na mnie, ale poprostu zamienic z nia pare zdan...

Sam napisałeś, że ''chcesz spróbować''.Czego niby?

45

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

chce sprobowac z nia porozmawiac...dla wlasnego spokoju, nie bede sie narzucal w trakcie rozmowy, tylko nie wiem czy nie wyrzuce z siebie tego ze nie mogla mi to pwiedziec w twarz...mam nadzieje ze nie

46

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

chce sprobowac z nia porozmawiac...dla wlasnego spokoju, nie bede sie narzucal w trakcie rozmowy, tylko nie wiem czy nie wyrzuce z siebie tego ze nie mogla mi to pwiedziec w twarz...mam nadzieje ze nie

i na czym ten niby spokój ma polegać..?
Nie moja brocha, ale nie lepiej byłoby zacząć myśleć pragmatycznie- robić coś po coś, w sensie próbować osiągać jakieś konkretne cele za pomocą sensownych środków...
Przemyśl co zamierzasz osiągnąć, konkretnie.

47

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

chce sprobowac z nia porozmawiac...dla wlasnego spokoju, nie bede sie narzucal w trakcie rozmowy, tylko nie wiem czy nie wyrzuce z siebie tego ze nie mogla mi to pwiedziec w twarz...mam nadzieje ze nie

Czyli będzie "proszę wróć". Jeśli chcesz się z nią spotkać to umów się na normalne spotkanie, zadzwoń powiedz, że chciałbyś porozmawiać.
Właśnie powinieneś wyrzucić z siebie wszystko to co Ci tam leży na wątrobie. Może wreszcie spojrzałbyś na sprawę troszkę inaczej.

48

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

może ktoś podrzuci jakies wskazówki, rady jak rozmawiać, czego nie robic

49

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Nie proś, nie błagaj żeby wróciła, z jakimkolwiek nakłonieniem ją do powrotu daj sobie chociaż na razie spokój.
Dowiedz się dlaczego to zrobiła, i jeśli mówi np. że traktowałeś ją jak koleżankę to dokładne przykłady takiego traktowania, albo niech powie czego jej brakowało żeby czuła się traktowana jak Twoja kobieta a nie zwykła znajoma. I tak z każdym oklepanym padającym z jej ust zarzutem,
Powinno Ci to rozjaśnić sytuację, o ile dziewczę będzie chciało rozmawiać.

50

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
agnik napisał/a:

Nie proś, nie błagaj żeby wróciła.............Dowiedz się dlaczego to zrobiła

Takie namolne dociekanie jest równoznaczne z błaganniem o powrót.

51

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

mam nadzieje że będzie chciała rozmawiać, to dla mnie jest teraz najważniejsze, żeby się z nią spotkać, zrozumiałem żeby nie prosić, nie błagać. Gdyby odmówiła spotkania to próbować ją nakłonić???

52

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
pitagoras napisał/a:
agnik napisał/a:

Nie proś, nie błagaj żeby wróciła.............Dowiedz się dlaczego to zrobiła

Takie namolne dociekanie jest równoznaczne z błaganniem o powrót.

Nie mówię o namolnym, ani o prowadzonym jak przesłuchanie, jeśli dziewczyna faktycznie tak jak tu pisaliśmy rzuciła takim standardowym tekstem "na odwal się" to ta rozmowa 5 minut nie potrwa, zwyczajnie nie będzie wiedziała co powiedzieć.
Poza tym, nie zaznaczyłam nigdzie, ze wytknięcie błędów ma służyć ich naprawie, dopiero wtedy "trąciłoby" to chęcią powrotu.

53

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

agnik, właśnie. Chce się przekonać, zapewne dla swojego spokoju, jak będzie przebiegać rozmowa, czy faktycznie to wszystko i nie wiele co mi powiedziała jest "na odwal"

54

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
dzefrej123 napisał/a:

zrozumiałem żeby nie prosić, nie błagać. .............................. próbować ją nakłonić???

Widzę że masz zacięcie kabaretowe:p

55 Ostatnio edytowany przez pitagoras (2014-03-15 14:03:30)

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
agnik napisał/a:

to ta rozmowa 5 minut nie potrwa, zwyczajnie nie będzie wiedziała co powiedzieć.

Będzie wiedziała doskonale co powiedzieć, a on po raz enty uzna, że jednak ''jest nadzieja'' i na kolejnych kartach tego wątku będzie snuł przypuszczenia, strategie, nadzieje.Bo przecież to by było niemęskie uznać przegraną, wyciągnąć wnioski na przyszłość i iść dalej.Lepiej się kręcić w kółko i próbować na nowo rozegrać mecz, który już się zakończył ,a wynik ogłoszono.
Będę z uwagą śledził ten wątek przez kolejne tygodnie i heroiczne boje kolegi dzefreja z rzeczywistością.

56

Odp: Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke
pitagoras napisał/a:

Bo przecież to by było niemęskie uznać przegraną, wyciągnąć wnioski na przyszłość i iść dalej.

Ależ skądże, lepiej płaszczyć się u stóp kobiety, która ma Cie głęboko w poważaniu, spojrzenie prawdzie w oczy i stanięcie na własnych nogach jest szalenie nie męskie.

Posty [ 57 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie z mojej winy...traktowałem ją jak kolezanke

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026