Witajcie. Moje posty póki co dotyczą mojego meża, naszej sytuacji i rozowdu
Jest to dla mnie naprawdę bardzo bardzo trudny okres w życiu, to jakby jakaś życiowa porażka
Jest mi naprawdę ciężko pomimio, że mąż nie grał ze mną fair. Teraz też jest chamski, widzę to coraz bardziej, że nasze małżeństwo nie było az tak bardzo szczęśliwe, kłótnie i odległość zrobiły swoje. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że ja go nadal kocham, usprawiedliwiam za wszystko i jak dziecko wierzę, że on się zmieni,(w tą zmianę nikt inny nie wierzy) obwiniam siebie za rozpad tego małżeństwa, obwiniam siebie za to, że on taki był, że kłamał, że nie chce wracać do kraju, nas już też nie chce tam. Mieszka wygodnie z kolegami z pracy prowadząc rozrywkowe życie, alkohol, trawka, domówki( na szczeście na najbliższa dyskotekę ma 30 km więc na nie nie jeździ,). Najgorsze jest to, że doszukuję się jego zdrady, gdzie nie mam żadnych dowodów, że ona była bo to tylko moja intuicja podpowiada, a może juz tak się nakręciłam, że szukam w jego zyciu kochanki tylko po to by to być może pomogło mi szybciej zapomnieć. Myśl o jego zdradzie jest najgorsza, chcialabym poznać prawdę, nie po to by wykorzystać to w sądzie bo to nie ma znaczenia jak dla mnie i w sumie chyba bym nawet nie powiedziala, że maż ma inna bo poczulabym się strasznie, ale chciałabym wiedzieć dla samej siebie, dla swojej świadomości ze nie warto płakać. Mój dzisiejszy świat to ciągle myslenie o nim o tym co robi gdzie jest z kim jest, kocham go nadal, czasem mysle ze to dla innej kobiety bedzie tym dobrym oprzyjladnym mezem a dla mnie tylko byl taki bo z e mna jest cos nie tak, tyle razy probowalam nas ratowac przyznalam sie do swoich bledow chcialam je naprawic, on to olal
Obecnie czekam na sprawe ma byc gdzies w maju badz czerwcu, jak mam przetrwac ta sytuacje, jak z nia sobie poradzic, jak zyc po rozowdzie bez niego, ciagle myslac czy juz jest inna czy juz wszystko na dobre stracone, czy sa szanse ze przemysli pozlauje i wroci do nas do rodziny. prosze was o wspacie i rady bo ja juz nie daje sobie sama rady ![]()
Podobne tematy
Teraz też jest chamski, widzę to coraz bardziej, że nasze małżeństwo nie było az tak bardzo szczęśliwe, kłótnie i odległość zrobiły swoje.
czy to nie jest wystarczający powód by przestać go kochać, wiem łatwo się mówi, ale jak jest chamski dla ciebie to po co chcesz żeby wrócił.
zakochanawiosna napisał/a:Teraz też jest chamski, widzę to coraz bardziej, że nasze małżeństwo nie było az tak bardzo szczęśliwe, kłótnie i odległość zrobiły swoje.
czy to nie jest wystarczający powód by przestać go kochać, wiem łatwo się mówi, ale jak jest chamski dla ciebie to po co chcesz żeby wrócił.
Bo może ta jego chamskość wynika z naszych kłotni, wiadomo jak to jest w czasie rozwodu. Nie potrafię przestać kochac od tak. Ja jestem z tych osób co łatwo wybaczają, wiem przez to jestem nieraz wykorzystana. Ale jestem na tyle slepa albo i głupia, że wybaczyłabym mu to. Próbowała zyc na nowo. Ale rozwód raczej przekreśli wszystko ![]()
nasze małżeństwo nie było az tak bardzo szczęśliwe, kłótnie i odległość zrobiły swoje.
jak dziecko wierzę, że on się zmieni,(w tą zmianę nikt inny nie wierzy)
Mieszka wygodnie z kolegami z pracy prowadząc rozrywkowe życie, alkohol, trawka, domówki( na szczeście na najbliższa dyskotekę ma 30 km więc na nie nie jeździ,).
Nszukam w jego zyciu kochanki tylko po to by to być może pomogło mi szybciej zapomnieć.
mysle ze to dla innej kobiety bedzie tym dobrym oprzyjladnym mezem a dla mnie tylko byl taki bo z e mna jest cos nie tak,
czy sa szanse ze przemysli pozlauje i wroci do nas do rodziny.
wiosenko droga
no pomyśl troszkę, troszeczkę
chciałabyś, żeby zdradzał, bo fakt, że jest niedojrzałym, nieodpowiedzialnym, gówniarskim, chamskim, egoistycznym gówniarzem, niedobrym dla ciebie i twojej rodziny, skupionym na domówkach, trawce, alkoholu, nie kochającym cię i mającym głęboko w dupie ciebie, waszą rodzinę i odpowiedzialność
NIE SĄ wystarczającym powodem, by uwierzyć, że zasługujesz na cos lepszego w zyciu?
kiedy czytam takie posty, jak twoje, zastanawiam się, kto zrobił krzywdę takim kobietom jak ty - które są przekonane, że kawałek śmierdzącego gówna jest wszystkim na co zasługują??
czy to rodzice? czy nigdy nie mówili ci, że są z ciebie dumni i wiedza, że dasz sobie w zyciu radę? czy nigdy mama nie mówiła ufam ci córeczko i wierze, że wybierzesz to, co jest dla ciebie najlepsze
czy nigdy nie mówili - jestes mądra, silną dziewczynką i szanuj siebie??
zakochana wiosenko?? zakochaj się w sobie, w kobiecie jaką jesteś, zauważ, na jak wiele cię stać
naprawdę
to co możesz mieć zalezy od ciebie
uwierz w siebie
gówno nie jest rozwiązaniem
zdecydowanie lepsze są pachnące kwiaty
End_aluzja cała prawda ujęta w kilku zdaniach, lubię czytać twoje teksty ![]()
bardzo utożsamiam się z twoimi emocjami, ciężko nad nimi zapanować
ja wierzę, że można, idę przed siebie...
a ciebie trzymam za rękę ...
End_aluzja dzieki za mądre słowa, za słowa pocieszenia. Skąd we mnie takie przeświadczenie to poprostu wynika z mojej niskiej samooceny. Skąd ona się wzieła sama nie wiem, napewno nie od rodziców. Bo to własnie oni dają mi siłę i nadzieję na to, że stać mnie na kogos lepszego, ale to są rodzice a wiadomo, że każdy rodzic będzie bronił swojego dziecka i dla każdego rodzica jego dziecko jest idealne
. Czułam nie raz niedosyt w moim małżeństwie, mieliśmy różne priorytety: ja- chciałam rodzinę, zadbany dom, wspólne wakacje, dla niego liczyło się to by mieć auto, kolegów, dla niego człowiek jest kimś jak ma pracę i super zarobki, Ja niestety nie pracowałam mimio, że tej pracy szukałam i nie tylko w swoim zawodzie. Niestety mamy taki rynek pracy, że ciężko znaleść zatrudnienie. To mu we mnie przeszkadzało najbardziej, nie potrafił docenić tego, że w domu miał porządek, ugotowane, że jego dziecko może spędzać czas z mamą a nie obca panią-nianią. Nie cieszyło go to, że córcia pomimio, że nie chodzi do przedszkola umie wierszyki, piosenki, że jest dzieckiem rozwiniętym, że pomimio tych paru latek potrafi rozróżnić niektóre literki i cyferki. Dla mnie to tyle radości i powód do dumy.
Czytam teraz to co napisałam i sama nie wierzę jak mogę dalej kochać tego człowieka, jak może być we mnie tyle zazdrości o to, że u jego boku może pojawić się inna kobieta. Może to też ten lęk, że on własnie dla tej innej będzie lepszym partnerem niż był dla mnie. Powiedzcie czy taki typ człowieka się zmienia?
I chodź obiecałam sobie, że się nie odezwę do niego napisałam
olał to oczywiście, każdą moją dzisiejszą wiadomość
boli bardzo, nawet w takim dniu jak dziś mógłby byc trochę lepszy, a on to poprostu olał, zachowuje się tak, że rozwód to już koniec jakichkolwiek kontaktów, a ja nie umiem, nie chce tego tak zostawić... głupia baba ze mnie bo nadal go kocham, nadal chce być z nim i nadal nie wyobrażam sobie innej u jego boku, ja juz nie daje rady ![]()
.... głupia baba ze mnie bo nadal go kocham, nadal chce być z nim
Chciałam napisać, że NIE, że skądże, wszak uczucie OGŁUPIA.. ale doczytałam zdanie. I owszem. Masz rację ZERO godności
Przykro mi... gdy czytam co KOBIETA może SAMA SOBIE zrobić.
ODMIANY życzę - z okazji Dnia Kobiet
Wiem to,że brak tej godności, ale czy miłość nie opiera się też na tym, że człwoiek dla drugiego zrobi wszystko? Mój mąż podejrzewam, że wie iż z tej miłości zrobie wszystko i na wszytso oko przymknę. Niestety pozew jest już dawno wysłany, on za niego bradzo zły,(nie chodzi o wysłanie a treść całą). Podejrzewam,że ta złość już wogóle nas przekreśliła i zarówno teraz jak i po rozowdzie. Zapytacie pewnie dlaczego po rozowdzie? Bo ja uważam, że zawsze są szanse, że ludzie jak im emocje miną, jak zrozumieją co stracili mogą do siebie wrócić, że rozwód ich nie prekreśla na zawsze. Niestety w moim przyopadku chyba tak będzie ![]()
Wiosenko, właśnie chodzi o to, żeby z tej miłości nie robić wszystkiego ...
Muszą być jakieś granice, jakieś nasze wewnętrzne nieprzekraczalne tereny.
Nie trzeba się wszak z tym obnosić, ale należy to czuć głęboko w sobie i odnosić się do swoich własnych nieprzekraczalnych granic z pietyzmem i z szacunkiem.
To trudne, kiedy jest się zaplątanym w niedobre związki - ale możliwe, wykonalne.
Powiedzenie sobie - nie, tego nie zniosę, tego nie zrobię, nawet w imię miłości nie wiem jakby była wielka.
W imię miłości nie będę upadlała siebie samej.
W imię miłości nie będę się poniżała.
W imię miłości nie będę goniła za kimś, komu nie przechodzę przez myśl nawet przez sekundę.
W imię miłości nie zgodzę się na brak miłości.
To jest oczywiście w imię miłości własnej. Ale tak naprawdę od niej zaczynają się podwaliny każdej innej miłości.
Wiosenko, właśnie chodzi o to, żeby z tej miłości nie robić wszystkiego ...
Muszą być jakieś granice, jakieś nasze wewnętrzne nieprzekraczalne tereny.
Nie trzeba się wszak z tym obnosić, ale należy to czuć głęboko w sobie i odnosić się do swoich własnych nieprzekraczalnych granic z pietyzmem i z szacunkiem.
To trudne, kiedy jest się zaplątanym w niedobre związki - ale możliwe, wykonalne.
Powiedzenie sobie - nie, tego nie zniosę, tego nie zrobię, nawet w imię miłości nie wiem jakby była wielka.W imię miłości nie będę upadlała siebie samej.
W imię miłości nie będę się poniżała.
W imię miłości nie będę goniła za kimś, komu nie przechodzę przez myśl nawet przez sekundę.
W imię miłości nie zgodzę się na brak miłości.To jest oczywiście w imię miłości własnej. Ale tak naprawdę od niej zaczynają się podwaliny każdej innej miłości.
Pięknie to napisałaś
Może z czasem i ja to zrozumiem, bynajmniej mam taką nadzieję. Na dzień dzisiejszy to uczucie, być może i chore uczucie zaślepia mnie przed trzeźwym mysleniem.
Na pewno nie warto się upadlać przed kimś komu nie zależy, ale ja niestety myślę,że jeżeli sama z czasem powiem sobie STOP to będę wiedziała,że ze swoje strony zrobiłam wszystko by uratować nas.
Zakochanawiosno też myślałam że jak w domu będzie wszystko to on to doceni.
Mimo, iż pracuje, zawsze było ugotowane, posprzątane
zawsze jak przyszli niespodziewani goście, umiałam na szybko coś przyrządzić
i wszystko zorganizować
rachunki zawsze w terminie po płacone
namiętność w łóżku
i nasz rezolutny synek, też starałam się mu poświęcić jak najwięcej czasu i uczyć się z nim
uczyłam go angielskiego i hiszpańskiego i on chce się uczyć,
a mój mąż znalazł sobie odskocznie od tego wszystkiego
może było mu za dobrze
nie rozumie dlaczego znalazłyśmy się na tych zakrętach naszych dróg
Mize w tym wszystkim im czegoś zabrakło, zagoscila tak zwana rutyna, twój maz znalazł odskocznie w postaci kochanki, mojego meza odskocznia stała sie praca za granica gdzie poczuł sie jak kawaler:( ale w tym wszystkim wiesz co hest najgorsze to ze ha obwiniam sie za wszystko to ze nie pracowałam:( moze gdyby sytuacja wyglądała inaczej do tego wszystkiego by nie doszło ale w tym momencie najbardziej boli ze byc moze dla innej kobiety bo napewno z czasem bedzie miał bedzie lepszy, bedzie ja docenił i napewno nie zostawi jej jak zostawił mnie. Boli bardzo ![]()
Tego nie wiesz, jak będzie traktował inną kobietę czy lepiej czy gorzej
nie zadręczaj się tym
zasługujesz na lepsze traktowanie
a to że wkradła się rutyna to też i jego wina
Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami ![]()
Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami
Co ty wygadujesz? on bedzie dla innej dokładnie taki sam jak dla ciebie , to jest urojona fantazja ułańska .Na poczatku tylko będzie sie przymilał tak jak do ciebie.
Rozwód bedzie dla ciebie wybawieniem . A to że jest chamski to teraz dopiero wychodzi z niego buractwo.
zakochanawiosna napisał/a:Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami
Co ty wygadujesz? on bedzie dla innej dokładnie taki sam jak dla ciebie , to jest urojona fantazja ułańska .Na poczatku tylko będzie sie przymilał tak jak do ciebie.
Rozwód bedzie dla ciebie wybawieniem . A to że jest chamski to teraz dopiero wychodzi z niego buractwo.
Mówię i mysle tak ponieważ odczuwam bardzo ze to moja wina ze to waszym stopniu ja doprowadzilam do tego rozwodu,moze za dużo sue czepialam ze poczuł wolnosc ze częściej wolał spędzać czas z kolegami niż porozmawiać z nami, ze jak spędziłam u niego wakacje z dzieckiem to nie było dnia by nie spotkać sue z jego kolegami. Wkurzalo mnie to bardzo ale nie jestem z osób ktore kogoś moga wyrzucić z domu, dużo zawslilam poprzez czepianie sie o jego matkę ale do szału doprowadziło mnie gadanie ze zle dxiecko wychowuje ze mam robić tak a nie inaczej, ze przy ludziach udawała kochająca babcie i teściowa a jak byliśmy same czy tylko maz był przy nas ona była inna kobieta. Rozumiem to jego matka kontaktow z nia mu nie bronilam ale skoro założył rodzine to powinien byc dla tej rodziny a decyzje czy chociażby robienie zakupów podejmować z zona a nie mama. O to były kłótnie a także jak w większości małżeństw niestety zdarzały sie kłótnie o pieniądze
moze to ze mną cis nie tak? Gdybym była bardziej wyrozumiała on tez byłby inny nie koledzy a my byśmy były ważne. Często wlasnie mysle ze znajdzie taka która to wszystko zaakceptuje i to ona bedzie ta jego super zona dla której on bedzie super mężem:(bo ja przez swoje czepialstwo najwidoczniej na to nie zasłużylam i teraz mam konsekwencje tego
chociaż jedt coś
W tym co napisalas ze dla innej bedzie taki sam bo on niestety podatny na gadanie innych, ma słaby charakter bo w trudnych sytuacjach sam sobie nie radzi jedyne co dobrze umie to gadać na innych, ludzie sie zmieniają nie mozna zaprzeczyć moze
Akurat bedzie tak u niego? A mize jednak zrozumie
Ze to rodzina jest najważniejszym priorytetem w zyciu człowieka i z czasem bedzie chciał "odbudować" nas na nowo
To, że Wam się nie ułożyło to nie twoja wina
tylko dla niego były inne priorytety ważniejsze niż rodzina
To, że Wam się nie ułożyło to nie twoja wina
tylko dla niego były inne priorytety ważniejsze niż rodzina
Ale koledzy zawsze nie bedą przy nim. Moze z czasem zrozumie ci bym bardzo chciała. Ja idealna nie byłam, ale ma tak cudowne wesołe dziecko, otwarte do ludzi i swiata:) stracił juz tyle z jej życia mize z czasem otrzezwieje ze mize stracić jeszcze wiecej i to go ruszy, to go znotywuje do działania, jednak odp na to chyba da mi dopiero zycie, bo na dzień dzisiejszy jestem w stanie czekac aż on wróci bo jakos nie potrafię siebie wyobrazić u boku innego, chyba wogole nam jakaś niechęć do innych mężczyzn.
Mimo, iż mój mnie zdradził
i staram się nabrać do niego dystansu
to też nie wyobrażam sobie życia u boku innego mężczyzny
Najgorsze w tym wszystkim jest że cierpią dzieci
czy oni nie widzą tego jak bardzo krzywdzą własne dzieci
Mimo, iż mój mnie zdradził
i staram się nabrać do niego dystansu
to też nie wyobrażam sobie życia u boku innego mężczyznyNajgorsze w tym wszystkim jest że cierpią dzieci
czy oni nie widzą tego jak bardzo krzywdzą własne dzieci
Masz rację, najbardziiej cierpią dzieci
Tylko, że my chyba inaczej do tego podchodzimy, jako matki i kobiety. Dla nich dziecko jest dzieckiem myślą, że spotkaniem raz na jakiś czas czy prezentami wynagrodzą wszystko dzieciakom, ale to nie prawda.
Salvahe i tak podziwam, że pomimo zdrady trzymasz sie jakoś, mnie na samą myśl, że będzie inna u boku niego łapie dół jeszcze większy niż mam teraz, a takie myslenie jest nieuniknione dopóki nie minie mi miłość do męża, jak w ogóle minie, bo żyje tym, że jednak z czasem wrócimy, że zatęskni, że może jak odczuje brak rodziny i pewnośc, że zawsze może wrócić zacznie działać sam. No chyba, że to będzie tak, że po rozwodzie całkowicie odpuści sobie wszystko. Tylko nadzieje daje mi , że pomimio wszystko jest w nim jeszcze zazdrość... No chyba, że to przysłowiowy pies ogrodnika- że sam nie weźmie ale komuś też nie da.
23 2014-03-11 17:37:34 Ostatnio edytowany przez romantyczkapl (2014-03-11 17:39:01)
...........
Akurat bedzie tak u niego? A mize jednak zrozumie
Ze to rodzina jest najważniejszym priorytetem w zyciu człowieka i z czasem bedzie chciał "odbudować" nas na nowo
i po co się jeszcze łudzisz dziewczyno?
szanuj się kobieto, ja byłam w identycznej sytuacji i w życiu nie chciałabym tego doopka z powrotem..
pobzykał sobie z tamtą, pomieszkał, wie jak to jest a jak mu się znudzi to miałabym go przygarnąć do domku??
i miałabym znów z nim wić gniazdko rodzinne, gotować obiadki, być czułą kochanką w łóżku i prać mu gatki, bo on sie odmyslił i jednak rodzina jest dla niego najważniejsza?
no wybacz....ale tak dobrze to jeszcze nie ma...sam zdecydował, ze takie chce teraz mieć życie to takie będzie właśnie miał...i ma, a po roku on juz żałuje...a ja..........ja jestem szczęśliwa, zakochana i cieszę się, ze tak się stało jak się stało...fakt moja rodzina teraz liczy 7 osób, ale jest pięknie...
idź do przodu, nie stój w miejscu, a i twoje życie nabierze barw, bo nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło...uwierz w to...
Poki co on innej nie na, teraz wybrał kolegów i wolnosc. To ze mysle o jego nowej kobiecie to nie miałam na mysli zdrady, niestety w tym przypadku wybiegam myśleniem juz sporo na przód. To nie jest takie proste, zostawić i iść przed siebie,zamykając ten rozdział życia. Jak mam to zrobic po drugie jezeli ja kocham swojego meza mimio tylu krzywd i upokorzeń jakie nie raz były ostatnimi czasy:(
Nie potrafię uwierzyć w siebie i w to ze moge byc jeszcze szczęśliwa:( jak juz pisałam wcześniej nie wyobrażam sibie zycie u boku innego mężczyzny i nie wyobrażam sobie by on był z inna. Samotność mnie przeraza, ale jeszcze bardziej przeraza niepewność co przyniesie nowy dzień.
Dla mnie rozwód bie jest przekresleniem ludzi na zawsze, i nie uważam ze takie powrotu są naiwne, głupie, nierealne, bo takie powroty istnieją, ja sama nic nie zdzialam, bo wvt momencie swoim zachowaniem pewnie bardziej go odpycham niż przyciagam, ale nie każde rozstanie spowodowane jest zdrada.
Choslabym mieć takie podejście ze "nie przyjmie tego gnoja spowrotem" ale do takiego myślenia brakuje mi bardzo bardzo dużo. Nie wiem co zycie dla mnie szykuje ale mam nadzieje ze wszystko sie ułoży
25 2014-03-11 19:05:16 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-03-11 19:07:21)
Wiem to,że brak tej godności, ale czy miłość nie opiera się też na tym, że człwoiek dla drugiego zrobi wszystko?
Nie. Nie na tym miłość polega
Są granice, jak we wszystkim.
Ktoś kto NIE SZANUJE sam siebie - nie ma prawa żądać szacunku od innych...
...odczuwam bardzo ze to moja wina ze to waszym stopniu ja doprowadzilam do tego rozwodu,moze za dużo sue czepialam ze poczuł wolnosc ze częściej wolał spędzać czas z kolegami niż porozmawiać z nami, ze jak spędziłam u niego wakacje z dzieckiem to nie było dnia by nie spotkać sue z jego kolegami. Wkurzalo mnie to bardzo ale nie jestem z osób ktore kogoś moga wyrzucić z domu, dużo zawslilam poprzez czepianie sie o jego matkę ale do szału doprowadziło mnie gadanie ze zle dxiecko wychowuje ze mam robić tak a nie inaczej, ze przy ludziach udawała kochająca babcie i teściowa a jak byliśmy same czy tylko maz był przy nas ona była inna kobieta. Rozumiem to jego matka kontaktow z nia mu nie bronilam ale skoro założył rodzine to powinien byc dla tej rodziny a decyzje czy chociażby robienie zakupów podejmować z zona a nie mama. O to były kłótnie a także jak w większości małżeństw niestety zdarzały sie kłótnie o pieniądze
moze to ze mną cis nie tak? Gdybym była bardziej wyrozumiała on tez byłby inny nie koledzy a my byśmy były ważne.
A mize jednak zrozumie...Ze to rodzina jest najważniejszym priorytetem w zyciu człowieka i z czasem bedzie chciał "odbudować" nas na nowo
NO to kochana - zdradził CZY NIE ZDRADZIŁ?
Czy INACZEJ widzi priorytety? Czy po prostu nie chce Ci się PODPORZĄDKOWAĆ - UPIERA się przy swoim (zresztą analogicznie JAK i TY)?
Czeka Cię rozprawa sądowa. Jako zarzut chcesz mu postawić, że "za chlebem" dla rodziny wyjechał za granicę?
CO w końcu spowodowało ten, niezbędny dla orzeczenia rozwodu "trwały i nieodwracany rozpad więzi"?
Czy to w ogóle jest sprawa dla sądu czy raczej dla DUuuuużego nakładu pracy w celu uporządkowania tego związku? Dla jakiejś terapii? Bo do dorosłego życia, a takim wydaje się być małżeństwo, TEŻ trzeba dorosnąć... Czasem lepiej sięgnąć po pomoc z zewnątrz.
Ps. jeżeli w sądzie powiesz, że kochasz męża (a on stwierdzi to samo) to rozwodu raczej nie będzie...
Wiosno czy chcesz rozwód z orzeczeniem o winie?
Nie nie zdradził. Wyjazd jako sam nie jest powodem, powodem są używki jakie tam brał, klsmstwa i zbyt rozrywkowe zycie. Mial okazje wrócić tu bo były szef zaproponował mu legalna dobrze płatna posadę on nie chciał,woli byc tam i dalej żyć jak do tej pory.a plus taki ze kredytów nie mamy żadnych.
Co do rozwodu składam bez orzekania o winie aczkolwiek zastanawiam sie czy nie zmienić bo proponowalam zgodę byśmy oboje poszli na ustępstwa on nie chce,ja nie chce rozwodu i takie to mieszanie wychodzi ![]()
Skoro to on chce rozwodu a ty nie
to powiedz że się zgodzisz pod warunkiem, że będzie z orzekaniem o jego winie.
On nie chce z orzekaniem o winie, ja początkowo miałam złożyć pozew z jego winy. Zdanie zmieniłam bo myślałam, że jak pójde mu na rekę to do sprawy jeszcze zdołamy się pogodzić, niestety to była tylko mojanaiwnośc. Wiem, że mogę jeszcze zmienić co do orzeczenia o winię(rozmawiałamz moim prawnikiem) ale nie chce robić też po złości. Boli mnie jednak to, że on nawet dzieckiem się nie interesuje, bo to, że my się rozstajemy nie oznacza, że on ma zrywać kontakty z dzieckiem. Ostatnio to mi zrobił awanture o wypad z koleżankami, ale o dziecko nawet nie zapytał.
Skoro to on chce rozwodu a ty nie
to powiedz że się zgodzisz pod warunkiem, że będzie z orzekaniem o jego winie.
a co to da? to ma być szantaż? dla mnie bez sensu, tym bardziej ze sam rozwód to stresująca sprawa, po co jeszcze się bardziej udręczać...
poza tym winę trzeba udowodnić, sąd na 'gębę' nie uwierzy o winie...
p.s. nikogo nie zmusisz do miłości, jeśli nie kocha to mała szansa, ze będzie znów romantycznie i czule......
a trzymanie komuś przysłowiowego "palca w doopie" jest wyjątkowo meczące..
Wiosno porozmawiaj jeszcze z prawnikiem
ty nie pracujesz z czego będziecie żyć
z alimentów na dziecko
jak będzie rozwód z jego winy to możesz wystąpić o alimenty na siebie
i nie przejmuj się tym co on myśli
bo on gra na twoich uczuciach
przyszłość pokaże może jeszcze się zejdziecie nawet jak będzie już po rozwodzie.
32 2014-03-12 12:34:28 Ostatnio edytowany przez salvahe (2014-03-12 12:35:00)
salvahe napisał/a:Skoro to on chce rozwodu a ty nie
to powiedz że się zgodzisz pod warunkiem, że będzie z orzekaniem o jego winie.a co to da? to ma być szantaż? dla mnie bez sensu, tym bardziej ze sam rozwód to stresująca sprawa, po co jeszcze się bardziej udręczać...
poza tym winę trzeba udowodnić, sąd na 'gębę' nie uwierzy o winie....
Skoro już doszło do rozwodu to niech on będzie na korzyć wiosny
zwłaszcza , że jej prawnik mówi że ma szanse
Rozwód ma być początkiem jej nowego życia
więc niech to życie będzie z zapewnionymi środkami do życia
na pytanie jak zyc po rozwodzie, odpowiadam: tak samo jak przed nim. Tak samo wstaje sie, idzie do lazienki, myje, robi sniadanie sobie i dzieciom, idzie do pracy czy w innym kierunku, tak samo robi sie zakupy, sprzata, odwiedza rodzine, znajomych. Tak samo sie oddycha, je, spi, wydala, placze i smieje. Troche proporcje smiechu i placzu sa na poczatku inne ale wracaja po jakims czasie do normy.
Czyli zyje sie dalej, dzien po dniu. Jesli sie zyc chce.
Na początku po rozwodzie żyjesz bo musisz. Masz ochotę zwinąć się w kłębek w rogu pokoju i umrzeć. Masz do wszystkiego nastawienie obojętne, bo przeżywasz każdą komórką ciała ból i jedyne czego pragniesz, to znaleźć się w pustym, zamkniętym pomieszczeniu, gdzie nikt i nic nie będzie na Ciebie działało w taki sposób, że cały świat jest szczęśliwy, poza oczywiście Tobą. Po pewnym czasie zaczynasz cieszyć się z każdej minuty, podczas której łapiesz się na tym, że nie skupiasz się na rozpamiętywaniu bólu po rozwodzie. Z każdym dniem powolutku psychika odzyskuje równowagę, ale na całokształt patrzymy już zupełnie inaczej. Zaczynamy po pewnym czasie łapać chwilę, jakby była bajką. Niebo jest bardziej niebieskie, trawa bardziej zielona i ładniej pachnie niż dotychczas itd. Dlaczego tak się dzieje? Bo po tym jak się nam świat zawalił, u wielu osób zaczyna do głosu dochodzić sfera duchowa. Rozbudowuje się wrażliwość. Zaczynamy pojmować świat zmysłami. Czujemy, słuchamy, widzimy, a nie tylko oglądamy. W miarę upływu czasu ciężar maleje i w końcu zaczyna kiełkować wewnątrz nas taki mały diabełek, zwany potrzebą życia, potrzebą ruszania się wśród ludzi, życia pełną piersią. Choć to trudne do pojęcia w chwili gdy życie legło w gruzy - po burzy zawsze wychodzi słońce. Po czasie jesteśmy na tyle obiektywni, żeby wiedzieć, że to nie my tracimy na całym interesie, tylko nasi/nasze partnerzy/partnerki które nie umiały nas docenić
Życie jest piękne, jeżeli chcemy, żeby ono było piękne i się na nie nie zamykamy ![]()
na pytanie jak zyc po rozwodzie, odpowiadam: tak samo jak przed nim. Tak samo wstaje sie, idzie do lazienki, myje, robi sniadanie sobie i dzieciom, idzie do pracy czy w innym kierunku, tak samo robi sie zakupy, sprzata, odwiedza rodzine, znajomych. Tak samo sie oddycha, je, spi, wydala, placze i smieje. Troche proporcje smiechu i placzu sa na poczatku inne ale wracaja po jakims czasie do normy.
Czyli zyje sie dalej, dzien po dniu. Jesli sie zyc chce.
No własnie jeżeli żyć sie chce. Bo ja z każdym dniem mam dosyć tego życia...
Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami
Ojej, jakbym o sobie czytała XD Też miałam schizy, że on z tej drugiej da to, czego mi nie chciał, że będzie robił i będzie taki cudowny dla niej, jak dla mnie nie był. Wręcz uważałam, że na pewno tak będzie, bo na mnie się nauczył co robić, a co nie i dla niej to już będzie przecudowny!
Mimo, że on odszedł dla innej, to też był zazdrosny, a jak!
Taki pies ogrodnika ![]()
Ale koledzy zawsze nie bedą przy nim. Moze z czasem zrozumie ci bym bardzo chciała. Ja idealna nie byłam, ale ma tak cudowne wesołe dziecko, otwarte do ludzi i swiata:) stracił juz tyle z jej życia mize z czasem otrzezwieje ze mize stracić jeszcze wiecej i to go ruszy, to go znotywuje do działania, jednak odp na to chyba da mi dopiero zycie, bo na dzień dzisiejszy jestem w stanie czekac aż on wróci bo jakos nie potrafię siebie wyobrazić u boku innego, chyba wogole nam jakaś niechęć do innych mężczyzn.
Och! I ta ciągła troska o niego, taaak, znam
Ja to miałam nawet faze, że się martwiłam, że on za późno się obudzi i będzie chciał wrócić, ale już nie będzie do czego i on biedny zostanie sam XD Fakt, krótko mnie to trzymało, ale i takie schizy były ![]()
Moja droga, ja mężata nie byłam, ale ze swoim przeżyłam 8 lat i to nie od 12 roku zycia, bo poznaliśmy się znacznie później więc związek w sumie był dorosły.
Była wielka miłość, obietnice, uwielbienie, ochy i achy i sama nie wiem, co jeszcze. Na pierścionek już zbierał, oświadczał się przy każdej możliwej okazji, aż w końcu wyjechał i łup - poznał dziewczynę, ona była tam, ja tu uznał, ze te 8 lat nic nie znaczy i w ogóle mam się gonić. No to się pogoniłam wcześniej próbują oczywiście na wszystkie możliwe sposoby to ratować.
On dostał hopla na punkcie tamtej, ale to nie przeszkadzało się mu ze mną przespać jak przyleciał do PL
Ona była "taka jak zawsze chciał", ale nie przeszkadzało mu to w rozmowach ze mną i trudnościami w określeniu się i zdeklarowaniu.
W końcu stwierdziłam "chuj, przecież go nie zaczaruje i do niczego nie zmuszę!" Kontakt się właściwie urwał, ja postanowiłam pozbierać się do kupy i zacząć sobie układać wszystko od początku. Głupim trafem poznałam faceta, który okazał się moim "mężczyzną idealnym", a ja jego "kobietą idealną" i znowu były motylki, ale też poznałam czym jest prawdziwy związek kochających i troszczących się o siebie ludzi. Niesamowicie odżyłam i wszystkie rany mi się wygoiły.
A mój były? Po ok pół roku nieodzywania się napisał maila do mnie, potem drugiego i trzeciego. Było tam, że to chyba jednak ja byłam tą jedyną, że to ze mną lepiej ogólnie wszystko się układało, że pamięta o mnie, że ojej. Za takie słowa i maila jeszcze kilka miesięcy temu dałabym się pokroić, sprawiłyby, że skakałabym do góry z radości. Wiesz, co poczułam teraz? Zrobiło mi się dosłownie niedobrze.
Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
Więc jak widzisz z mojego przykładu on wcale nie był lepszy dla tej swojej nowej, może na chwilę i na początku, ale nie cały czas. Oni się orientują co tracą i chcieliby to z powrotem. Ale MY nie jesteśmy zabawkami. To MY musimy ich obedrzeć z tej całej "wspaniałości", w którą ich ubraliśmy i wtedy zobaczymy tego, kim naprawdę jest.
...................
Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
..............................
zgadzam, się mój ex też chciał wrócić po niecałym roku....ale niestety drzwi dla niego zamknęły się dla niego z chwilą jego wyprowadzki, nie dałam drugiej szansy ani jemu ani sobie...
Teo napisał/a:...................
Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
..............................zgadzam, się mój ex też chciał wrócić po niecałym roku....ale niestety drzwi dla niego zamknęły się dla niego z chwilą jego wyprowadzki, nie dałam drugiej szansy ani jemu ani sobie...
Wiadomo, że związki się rozchodzą, ludzie się poznają, łączą i zrywają, ale kurde, małżeństwo to nie licealne miłostki... Facetowi nagle się zachciało studenckiego życia, a co mu przeszkadzało wcześniej?! Po co się żenił, po co rodzinę zakładał?
zakochanawiosna napisał/a:Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami
Ojej, jakbym o sobie czytała XD Też miałam schizy, że on z tej drugiej da to, czego mi nie chciał, że będzie robił i będzie taki cudowny dla niej, jak dla mnie nie był. Wręcz uważałam, że na pewno tak będzie, bo na mnie się nauczył co robić, a co nie i dla niej to już będzie przecudowny!
Mimo, że on odszedł dla innej, to też był zazdrosny, a jak!Taki pies ogrodnika
zakochanawiosna napisał/a:Ale koledzy zawsze nie bedą przy nim. Moze z czasem zrozumie ci bym bardzo chciała. Ja idealna nie byłam, ale ma tak cudowne wesołe dziecko, otwarte do ludzi i swiata:) stracił juz tyle z jej życia mize z czasem otrzezwieje ze mize stracić jeszcze wiecej i to go ruszy, to go znotywuje do działania, jednak odp na to chyba da mi dopiero zycie, bo na dzień dzisiejszy jestem w stanie czekac aż on wróci bo jakos nie potrafię siebie wyobrazić u boku innego, chyba wogole nam jakaś niechęć do innych mężczyzn.
Och! I ta ciągła troska o niego, taaak, znam
Ja to miałam nawet faze, że się martwiłam, że on za późno się obudzi i będzie chciał wrócić, ale już nie będzie do czego i on biedny zostanie sam XD Fakt, krótko mnie to trzymało, ale i takie schizy były
Moja droga, ja mężata nie byłam, ale ze swoim przeżyłam 8 lat i to nie od 12 roku zycia, bo poznaliśmy się znacznie później więc związek w sumie był dorosły.
Była wielka miłość, obietnice, uwielbienie, ochy i achy i sama nie wiem, co jeszcze. Na pierścionek już zbierał, oświadczał się przy każdej możliwej okazji, aż w końcu wyjechał i łup - poznał dziewczynę, ona była tam, ja tu uznał, ze te 8 lat nic nie znaczy i w ogóle mam się gonić. No to się pogoniłam wcześniej próbują oczywiście na wszystkie możliwe sposoby to ratować.
On dostał hopla na punkcie tamtej, ale to nie przeszkadzało się mu ze mną przespać jak przyleciał do PLOna była "taka jak zawsze chciał", ale nie przeszkadzało mu to w rozmowach ze mną i trudnościami w określeniu się i zdeklarowaniu.
W końcu stwierdziłam "chuj, przecież go nie zaczaruje i do niczego nie zmuszę!" Kontakt się właściwie urwał, ja postanowiłam pozbierać się do kupy i zacząć sobie układać wszystko od początku. Głupim trafem poznałam faceta, który okazał się moim "mężczyzną idealnym", a ja jego "kobietą idealną" i znowu były motylki, ale też poznałam czym jest prawdziwy związek kochających i troszczących się o siebie ludzi. Niesamowicie odżyłam i wszystkie rany mi się wygoiły.
A mój były? Po ok pół roku nieodzywania się napisał maila do mnie, potem drugiego i trzeciego. Było tam, że to chyba jednak ja byłam tą jedyną, że to ze mną lepiej ogólnie wszystko się układało, że pamięta o mnie, że ojej. Za takie słowa i maila jeszcze kilka miesięcy temu dałabym się pokroić, sprawiłyby, że skakałabym do góry z radości. Wiesz, co poczułam teraz? Zrobiło mi się dosłownie niedobrze.Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
Więc jak widzisz z mojego przykładu on wcale nie był lepszy dla tej swojej nowej, może na chwilę i na początku, ale nie cały czas. Oni się orientują co tracą i chcieliby to z powrotem. Ale MY nie jesteśmy zabawkami. To MY musimy ich obedrzeć z tej całej "wspaniałości", w którą ich ubraliśmy i wtedy zobaczymy tego, kim naprawdę jest.
Świetnie opisałaś swoją historię, fajny dobór słów, aż usmiechnełam się czytając to co napisałaś, a usmechu już dawno nie było u mnie widać
Bardzo się cieszę, że ułożyło ci się w życiu,że poznałaś tego "idealnego" i dla którego ty jesteś "idealna". Tak jak mowisz ja teraz jestem roztrzaskana, nie wiem kiedy zdołam się pozbierać, kiedy zdołam zacząć stawiać pierwsze kroki bez niego, może się uda, a może jak głupiutkie stworzonko będę czekać z nadzieją, ze on sie opamięta. Chciałabym żyć z nim jak już to wielokrotnie powtarzam, mimio, że wy kochane kobietki opisujecie swoje historie pełne wiary i nadziei w to, że rozwód to nie koniec świata, że ten co miał okazać się tym jedynym wcale nim nie był bo pojawił się ktoś lepszy, ktoś kto pokochał, docenił, uwierzył w was. Duper tylko pozazdrościć
Obyście cały czas byly już takie szcześliwe.
Ja nie wiem jak będzie w moim przypadku, tego nie wiecie Wy, to dopiero pokaże życie, ale ta niepewność jest najgorsza, wręcz na dzień dzisiejszy bardzo przytłaczająca ![]()
Teo napisał/a:...................
Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
..............................zgadzam, się mój ex też chciał wrócić po niecałym roku....ale niestety drzwi dla niego zamknęły się dla niego z chwilą jego wyprowadzki, nie dałam drugiej szansy ani jemu ani sobie...
Nie żałujesz tego, że nie dałaś mu drugiej szansy? Ja jestem w stanie dać, bo wiem, że kocham i wierze, że ludzie się zmieniają.
romantyczkapl napisał/a:Teo napisał/a:...................
Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
..............................zgadzam, się mój ex też chciał wrócić po niecałym roku....ale niestety drzwi dla niego zamknęły się dla niego z chwilą jego wyprowadzki, nie dałam drugiej szansy ani jemu ani sobie...
Wiadomo, że związki się rozchodzą, ludzie się poznają, łączą i zrywają, ale kurde, małżeństwo to nie licealne miłostki... Facetowi nagle się zachciało studenckiego życia, a co mu przeszkadzało wcześniej?! Po co się żenił, po co rodzinę zakładał?
O to musisz zapytać go. Może chciał rodzinę, której on tak na prawdę nie miał(bynajmniej ze strony matki-to kobieta która nie wie co to znaczy kochać męża dzieci wnuki).
Co mu odbiło, że zapragnął życia studenckiego- poprostu poczuł wolnośc i kolegów(oni niestety są bardzo wpływowi). Jedynym obowiązkiem była praca,a tak to cisza, spokój, brak obowiązków w domu to z dnia na dzień chyba przekonalo go, że jeszcze nie dojrzał do bycia tatą i mężem. A dziecko niestety odczuwa brak taty
zadaje coraz więcej pytań, które coraz cześciej zostawiam bez odpowiedzi bo nie chce dziecka okłamywać, ale też nie chce źle mówić o jej tacie bo to w końcu jej ojciec, to my się rozchodzimy nie ona z tatą.
Może gdyby koledzy chcoicaż na trochę odcieli się od niego on by doszedł do jakiś wniosków?
czasem zastanawiam się czy to że mój mąż by mnie zdradził, gdyby pracował w Polsce
miał prace na 8 godzin i po pracy wracał do domu
może było by dobrze
za granicą mój mąż też poczuł się jak kawaler
i pewnie gdyby nie jego wpadka to by się nigdy nie przyznał do zdrady
czasem zastanawiam się czy to że mój mąż by mnie zdradził, gdyby pracował w Polsce
miał prace na 8 godzin i po pracy wracał do domu
może było by dobrzeza granicą mój mąż też poczuł się jak kawaler
i pewnie gdyby nie jego wpadka to by się nigdy nie przyznał do zdrady
Moja droga na to pytanie czy w Polsce by cię zdradził nikt nie odpowie bo nikt nie wie tego. Ja jestem zdania ze jak ma zdradzić to nie ważne czy bedzie pracował w Polsce czy za granica, owszem za granica łatwiej ale to nie znak ze w Polsce tez nie mozna zdradzić,
Co do tego ze gdyby nie wpadka to czy by sue wydalo, mysle ze prędzej czy pózniej jego kochanka sama by tak zskrecila byś dowiedziała sie o ich romansie. A ty gdy jeszcze nie wiedzialas miałas jakieś przeczucie albo oznaki ze on ma kogoś na boku?
Ja nie mam pewności ci do zdrady, mysle ze jej nie było, ze nowa kobieta pojawi sie po rozwodzie, ale mize i to nie szybko bo on bedzie chciał poszaleć. Jednak takim moim marzeniem jest to by innej nie miał ![]()
Czy coś podejrzewałam
nie
bo nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłyby mnie zdradzić
on mnie zdradzał w "pracy"
mnie traktował tak jak zwykle
oprócz tych ostatnich miesięcy
gdy przyjechał w listopadzie , zachowywał się inaczej
był milczący i agresywny
wtedy domyślałam się że coś jest nie tak, ale nie że zdrada
pytała, go ale on zaprzeczał
aż któregoś dnia zapytałam i już nie zaprzeczył
ja i tak wierzyłam w każde jego słowo
byłam bardzo zapatrzona w niego
i chyba dalej jestem
i to jest smutne
wiem, że w jakiś sposób jestem psychicznie uzależniona od niego
ale w tym wszystkim nie chodzi tylko o mnie
bo jeszcze jest nasz syn
wspólne zobowiązania
sorry
ale czy chociaż przez moment pomyślałaś - o matko jaka jestem głupia...
przecież to wszystko ...no moja wina
facet pieprzy się z inną ma w dupie odpowiedzialność miłość ale nie, ale nie, bo my takie Matki Polki jesteśmy...
tak nas wytresowano...
jesteś młoda - uciekaj dziewczyno uciekaj...póki czas
Teo napisał/a:zakochanawiosna napisał/a:Tego niewiem napewno jak bedzie traktował inna, ale nie potrafię przestać o tym myśleć ze ja mimio ze kocham bardzo jestem tak traktowana a bycie mize ta druga w przyszłości bedzie mieć u boku siebie idealnego partnera na którego zawsze bedzie mogła liczyć i ktory da jej szczescie na zawsze a nie tak jak mi na początku kiedy jeszcze nie wyjechał, No w sumie po wyjeździe początkowo tez było ok:) dopiero potem były nieporozumienia. Chociaż ostatnio pokazał ze hest zazdrosny gdy wybrałam sue na babski weekend z koleżankami
Ojej, jakbym o sobie czytała XD Też miałam schizy, że on z tej drugiej da to, czego mi nie chciał, że będzie robił i będzie taki cudowny dla niej, jak dla mnie nie był. Wręcz uważałam, że na pewno tak będzie, bo na mnie się nauczył co robić, a co nie i dla niej to już będzie przecudowny!
Mimo, że on odszedł dla innej, to też był zazdrosny, a jak!Taki pies ogrodnika
zakochanawiosna napisał/a:Ale koledzy zawsze nie bedą przy nim. Moze z czasem zrozumie ci bym bardzo chciała. Ja idealna nie byłam, ale ma tak cudowne wesołe dziecko, otwarte do ludzi i swiata:) stracił juz tyle z jej życia mize z czasem otrzezwieje ze mize stracić jeszcze wiecej i to go ruszy, to go znotywuje do działania, jednak odp na to chyba da mi dopiero zycie, bo na dzień dzisiejszy jestem w stanie czekac aż on wróci bo jakos nie potrafię siebie wyobrazić u boku innego, chyba wogole nam jakaś niechęć do innych mężczyzn.
Och! I ta ciągła troska o niego, taaak, znam
Ja to miałam nawet faze, że się martwiłam, że on za późno się obudzi i będzie chciał wrócić, ale już nie będzie do czego i on biedny zostanie sam XD Fakt, krótko mnie to trzymało, ale i takie schizy były
Moja droga, ja mężata nie byłam, ale ze swoim przeżyłam 8 lat i to nie od 12 roku zycia, bo poznaliśmy się znacznie później więc związek w sumie był dorosły.
Była wielka miłość, obietnice, uwielbienie, ochy i achy i sama nie wiem, co jeszcze. Na pierścionek już zbierał, oświadczał się przy każdej możliwej okazji, aż w końcu wyjechał i łup - poznał dziewczynę, ona była tam, ja tu uznał, ze te 8 lat nic nie znaczy i w ogóle mam się gonić. No to się pogoniłam wcześniej próbują oczywiście na wszystkie możliwe sposoby to ratować.
On dostał hopla na punkcie tamtej, ale to nie przeszkadzało się mu ze mną przespać jak przyleciał do PLOna była "taka jak zawsze chciał", ale nie przeszkadzało mu to w rozmowach ze mną i trudnościami w określeniu się i zdeklarowaniu.
W końcu stwierdziłam "chuj, przecież go nie zaczaruje i do niczego nie zmuszę!" Kontakt się właściwie urwał, ja postanowiłam pozbierać się do kupy i zacząć sobie układać wszystko od początku. Głupim trafem poznałam faceta, który okazał się moim "mężczyzną idealnym", a ja jego "kobietą idealną" i znowu były motylki, ale też poznałam czym jest prawdziwy związek kochających i troszczących się o siebie ludzi. Niesamowicie odżyłam i wszystkie rany mi się wygoiły.
A mój były? Po ok pół roku nieodzywania się napisał maila do mnie, potem drugiego i trzeciego. Było tam, że to chyba jednak ja byłam tą jedyną, że to ze mną lepiej ogólnie wszystko się układało, że pamięta o mnie, że ojej. Za takie słowa i maila jeszcze kilka miesięcy temu dałabym się pokroić, sprawiłyby, że skakałabym do góry z radości. Wiesz, co poczułam teraz? Zrobiło mi się dosłownie niedobrze.Wiosenko, nie piszę Ci tego, żeby dać Ci nadzieje, że on się jednak opamięta i wróci. "Oni zawsze wracają" - tak powiedziała moja bardzo dobra znajoma psycholog. I to jest prawda, bo oni zawsze wracają, ale to MY musimy być 100 % pewne, czy tego powrotu chcemy. Twój obecny stan jest niestabilny, jesteś roztrzaskana, wydaje Ci się, ze kochasz i że wszystko wybaczysz aby wrócił - to normalne, ale nie daj się. Długa droga przed Tobą, stawanie na nogi, odnajdywanie siebie, sklejanie godności, ale kiedy w końcu to zrobisz, to będziesz mogła podjąć odpowiednią dla SIEBIE decyzję.
Więc jak widzisz z mojego przykładu on wcale nie był lepszy dla tej swojej nowej, może na chwilę i na początku, ale nie cały czas. Oni się orientują co tracą i chcieliby to z powrotem. Ale MY nie jesteśmy zabawkami. To MY musimy ich obedrzeć z tej całej "wspaniałości", w którą ich ubraliśmy i wtedy zobaczymy tego, kim naprawdę jest.
Świetnie opisałaś swoją historię, fajny dobór słów, aż usmiechnełam się czytając to co napisałaś, a usmechu już dawno nie było u mnie widać
Bardzo się cieszę, że ułożyło ci się w życiu,że poznałaś tego "idealnego" i dla którego ty jesteś "idealna". Tak jak mowisz ja teraz jestem roztrzaskana, nie wiem kiedy zdołam się pozbierać, kiedy zdołam zacząć stawiać pierwsze kroki bez niego, może się uda, a może jak głupiutkie stworzonko będę czekać z nadzieją, ze on sie opamięta. Chciałabym żyć z nim jak już to wielokrotnie powtarzam, mimio, że wy kochane kobietki opisujecie swoje historie pełne wiary i nadziei w to, że rozwód to nie koniec świata, że ten co miał okazać się tym jedynym wcale nim nie był bo pojawił się ktoś lepszy, ktoś kto pokochał, docenił, uwierzył w was. Duper tylko pozazdrościć
Obyście cały czas byly już takie szcześliwe.
Ja nie wiem jak będzie w moim przypadku, tego nie wiecie Wy, to dopiero pokaże życie, ale ta niepewność jest najgorsza, wręcz na dzień dzisiejszy bardzo przytłaczająca
Cieszę się, że uśmiech u Ciebie wywołałam
Wiesz co, zrób tak jak ja - nie myśl o tym, że musisz go natychmiast z życia wyrzucić, nie.
Pierwszy ogromny plus to fakt, że jego przy Tobie nie ma. Nie musisz go oglądać, nie musisz go słuchać, nie musisz podejmować decyzji o wyrzuceniu go z domu. To daje Ci przewagę.
Jak sypiasz? Pewnie ciężko. Postaraj się zajmować swoją głowę w miarę możliwości. Ja np przez pierwsze 3 miesiące oglądałam tv wszystko co się dało - seriale, filmy, wszystko (omijałam tylko ckliwe komedie romantyczne). Wiosna idzie, jest więcej słońca, postaraj się wystawiać na nie jak najczęściej, to poprawia samopoczucie i humor.
Musisz się w końcu przekonać, że czas się zająć sobą, więc zbieraj się powoli w miarę możliwości. Za każdym razem kiedy o nim pomyślisz wal się czymś ciężkim
albo postaraj się zamienić tę myśl na coś przyjemnego i neutralnego. Twój mózg musi się odzwyczaić od myśli o nim.
Postanów sobie, że idziesz na przód, ale drzwi za sobą nie zamykasz - ja tak zrobiłam. Nie spaliłam mostów, bardzo długo miałam nadzieję, że wróci, ale mimo to zajęłam się sobą i nie odmawiałam sobie przyjemności wolnej kobiety
Powiem szczerze, że jak się już ogarnęłam to poszłam z siostrą do klubu i powiem Ci, że był to najbardziej udany wypad do klubu jaki miałam w życiu, a wiesz czemu? Bo byłam sama i wolna i mogłam robić i zachowywać się jak mi się chciało bez żadnych głosików w głowie, że tak nie wypada, bo jestem zajęta. Spotkałam wtedy akurat kumpla przypadkiem, przetańczyliśmy i przepiliśmy całą noc, a o flirtach nie wspomnę.
Musisz odzyskać siebie i to jest możliwe, ale musisz chcieć ![]()
Sypiam ciezko to fakt, czasami wogole nocy nie przespie, na dzień dzisiejszy nie potrafię myśleć o sobie o tym by iść na przód. W ciagu dnia staram sie jakos nie myśleć o tym, jest dziecko, obowiązki, także sobie zrobiłam mala przyjemność i wieczorkiem zaczęłam jeździć na rowerze. Ale przychodzą te momenty ze w domu wszystko zrobione dziecko smacznie śpi w swoim pokoju a ja zostaje sama ze swoimi myślami, swoim smutkiem i żalem, obawa przed tym co bedzie, przed tym ze juz nigdy go nie odzyskan, w pewien sposób chyba sama jestem uzależniona od swojego meza psychicznie jak to wcześniej wspominała salvahe,
Czasami mysle, a moze jednak do tego rozwodu nie dojdzie, moze on jeszcze sie ogarnie, przemysli, do sprawy jest czas. A moze gdyby sprawa przebiegła łagodniej bez żadnych kłótni gdybym w niektórych rzeczach dogadala sie z nim była by szansa na powrót po rozwodzie?
Sypiam ciezko to fakt, czasami wogole nocy nie przespie, na dzień dzisiejszy nie potrafię myśleć o sobie o tym by iść na przód. W ciagu dnia staram sie jakos nie myśleć o tym, jest dziecko, obowiązki, także sobie zrobiłam mala przyjemność i wieczorkiem zaczęłam jeździć na rowerze. Ale przychodzą te momenty ze w domu wszystko zrobione dziecko smacznie śpi w swoim pokoju a ja zostaje sama ze swoimi myślami, swoim smutkiem i żalem, obawa przed tym co bedzie, przed tym ze juz nigdy go nie odzyskan, w pewien sposób chyba sama jestem uzależniona od swojego meza psychicznie jak to wcześniej wspominała salvahe,
Czasami mysle, a moze jednak do tego rozwodu nie dojdzie, moze on jeszcze sie ogarnie, przemysli, do sprawy jest czas. A moze gdyby sprawa przebiegła łagodniej bez żadnych kłótni gdybym w niektórych rzeczach dogadala sie z nim była by szansa na powrót po rozwodzie?
Zobacz jak bardzo jesteś uzależniona i jakie głupoty piszesz. Ciągle doszukujesz się swojej winy. Po co? Musisz w końcu dopuścić do siebie fakt, że on Ciebie nie chce. I nie ma siły na świecie, aby go zmusić. Chcesz żeby był z Tobą z litości? Dla świętego spokoju?
Nie nie chce by był ze mną z litości czy dla świętego spokoju. Ja poprostu bie wierze ze tak szybko uczucie mija. Skoro bie kocha dlaczego znajomym mówi ze sam juz nie wie co chce, dlaczego jest zazdrosny? Dlaczego twierdzi ze w zyciu roznie bywa, ze bie wie ci nam los zgotuje. Po co to? Nie piszcie tylko proszę ze robi tak by rozwód spokojnie przebiegł bo i tak bedzie bez orzekania o winie, nie wiem ci nim kieruje, ja przecież nie zgodzę sie na to by byc zona jak kolegów brak. Nawet jezeli kiedyś los ma nam zgotowac jakaś niespodziankę chciałabym zeby on zrozumiał ze zycie rozrywkowe swoją droga a rodzina swoją i to wlasnie z rodzina powinien dążyć przez zycie. W dalszym ciagu wierze ze kiedyś nam sie uda, ze nim kieruje teraz złość, żal, a zarazem chęć pożycia jak kawaler a gdzieś w głębi duszy poczucie tego ze jest tata i mężem, ze gdzieś w nim tli sie dalej to uczucie. Moze coś w tum jest ze jak straci to zrozumie ile miał