Witam drogie Panie. Chciałbym wam opowiedzieć moją historię z którą sobie nie mogę poradzić a jednak chciałbym oceny kogoś postronnego. Z góry zaznaczę że jestem krytyczny wobec siebie i wszystkie uwagi postaram się brać do siebie.
Jestem Marcin i mam 25 lat. Poznałem swoją dziewczynę w pracy. Jesteśmy ze sobą 3 miesiące. I od jakiegoś miesiąca jest kiepsko. A mianowicie od początku. Zaczęliśmy się spotykać, szybko stwierdziliśmy że nadajemy na tych samych falach i że spróbujemy zrobić z tego coś fajnego. Było naprawdę super. Spotykaliśmy się często, największa przerwa to 3 dni. I zawsze jak to mówiliśmy sobie czekaliśmy na spotkania jak dziecko na śweta. Byliśmy w sobie zakochani i jej śmiech strasznie mnie cieszył. Po jakimś czasie ona przeszła z uczuciami do codzienności a ja natomiast cały czas jestem na fali. Myślę o niej, chciałbym być tylko z nią. Ona natomiast ma wiele obowiązków i już nie ma tyle czasu dla mnie co kiedyś. Wydaje mi się ze z powodu mniejszej ilości spędzanego czasu ja dawałem z siebie coraz więcej i więcej. Jej koleżanki są mną podobno zachwycone. A i Kasia (bo tak ma na imię) ostatnio stwierdziła ze ma szczęście, ale o tym poniżej. Ale po kolei. Wszystko było super jakoś do 11 lutego kiedy to bez przyczyny nie odzywała się przez cały dzień. A po tym nadeszły bardzo zimne dni. Ja na fali moich uczuć i z powodu rozłąki pojechałem do niej jakoś parę dni później i wyznałem miłość (bardzo możliwe że to był błąd) ale nie liczyłem na odpowiedz. Po prostu mi ulżyło trochę. Widząc że coś ją trapi a nie chce ze mną rozmawiać spotkałem się z jej przyjaciółką by zapytać co się dzieje. Nie dowiedziałem się niczego. Natomiast ona dowiedziała się o tym spotkaniu i się strasznie zezłościła. Że gadam o tym z jej przyjaciółką. Az tak ze pisała ze nie wie co ma robić i co z nami będzie. Wtedy ja stwierdziłem ze może za dużo chciałem i ze osaczyłem ją. I dałem jej spokój na jakiś czas. Przez 2 tyg nasza relacja opierała się raczej na paru SMS-ach i troszkę rozmowie przez tel. 1 marca poszliśmy razem ze znajomymi na imprezę która planowaliśmy prawie od początku. Po tej imprezie chyba pękła i napisała mi ze ?nie rozumiem dlaczego ja jestem taka jędzą a ty dalej jesteś taki miły i dobry. Chyba musi ci naprawdę na mnie zanercze? po tym napisała ze ?jest dla mnie mega ważne to ze moi znajomi cie lubią, mam mega szczęście ze cie mam i nie zasługuję na ciebie? bo faktem jest ze mam z nimi super kontakt. A na koniec pytanie czy wyznanie miłości było prawdą czy tylko desperackim ratunkiem naszego związku. Powiedziałem ze to nie rozmowa przez SMS-y i ze pogadamy jak się spotkamy. Akurat tak wypadło ze co 5 dnia miesiąca jeździmy zawsze gdzieś zjeść. Pojechaliśmy wczoraj. I w drodze do restauracji zapytałem co się działo i czy naprawdę było tak źle że myślała o odejściu. Ona nie umiała mi nic odpowiedzieć. Cały wieczór było miło do momentu aż nie powiedziałem jej że zaplanowałem na następny weekend wyjazd do jej przyjaciółki do warszawy. Problemem było to że znowu gadałem z jej przyjaciółką i że planuje. Ja raczej jestem pomijany w jej planach. Ona nie nawiedzi planować czegoś. Natomiast z koleżanką potrafi zaplanować wyjazd do gdańska w którym mnie nie ma w planach
. Rozumiem bo tez wizje wieloletnich planów mnie przerażają, ale chcąc spędzić z nią fajnie weekend oberwało mi się na maxa. Czuję się trochę taktowany niepoważnie. Odwiozłem ją do domu. Po czy wchodzę na facebooka i widzę że komentuje moje nowe zdjęcia lajkuje je. Wiem ze pewnie to brzmi dziwnie ale wtedy zwariowałem, bo niby rozstajemy się skłóceni ale po chwili daje mi sygnały że nie jest zła bo tak to odebrałem. Ale od tej kłótni po kolacji nie gadaliśmy.
Drogie Panie nie wiem gdzie popełniłem błąd żebym tak musiał cierpieć. Piszcze prosto z mostu co uważacie że się dzieje. Zadawajcie pytania a ja odpowiem. Dużo z was pewnie zasugeruje mi rozstanie ale dobrze pewnie wiecie że się dobrze mówi ale gorzej jest z wykonaniem. Chciałbym tylko żeby było tak jak na początku i wybudować z czasem coś naprawdę wartościowego. Czekam na krytykę i pozdrawiam serdecznie.