witam na imie mam robert ,mam 35lat i postanowilem napisac tu na forum bo juz psychicznie nie daje rady.przez ostatnie 3miesiace stracilem 4-5kg na wadze ,brak snu ,brak koncentracji i logicznego myslenia na codzien ,siwe wlosy na glowie i mocne mysli o samobujstwie.nie bede pisal calej historii w drobiazgach bo to chyba byla by cala ksiazka.a wiec napisze w skrocie !
bylem z moja zona 11lat razem z tego 10lat po slubie.dzieci nie mielismy ale to nie ten temat.drogie panie ,chodzi o to ze jakies 3miesiace temy sie rozstalismy ,powodem bylo w 90% to ze ja bylem nie fer ,egoistyczny ,nie raz agresywny i traktowalem swoja zone(partnerke) bardziej jako dobrego kumpla z ktorym mozna isc do sypialni.podkreslam ze nigdy ja nie zdradzilem lub oszukalem.a wiec dla tego sie rozeszlismy.no i teraz jest nastepujacy problem !!! mniej wiecej po 6-7tygodniach mieszkania osobno(bez kontaktu) gdy oboje troche w jakis sposob ochlonelismy ,zaczelismy z jej inicjatywy spotykac sie tak jak kumpel i kumpela na kawe.ze 3-4razy przez te 3miesiace.na wszystkich spotkaniach atmosfera byla nawet bardzo dobra ,zadnych klutni,wyzutow itd.bylo calkiem neutralnie.zona powiedziala i dala mi do zromumienia ze pomimo tego ze ja tak bardzo zranilem to i tak czy tak jestem jej facetem jej zycia.ale podkreslila tez ze juz sobie nic wiecej ze mna wyobrazic nie moze ,tylko przyjazn.ja zaakceptowalem to w zupelnosci i tak sie spotykalismy na ta kawe czy pizze jako po kumpelsku.az do momentu kiedy ja stwierdzilem ze tak na takim etapie kumpelskim nie potrafie ,poniewarz za duzo do mojej zony czuje.dzisiaj przy naszym ponownym spotkaniu na kawie nie wyczymalem uczuciowo i powiedzialem jej prosto w oczy ze nie moge tak na dluzsza mete zyc(spotykac) sie z nia jako kumpel ,bo za wielkie sa moje uczucia wobec niej.ona na to ze tego zrozumiec nie moze.powiedziala mi ze ona juz do mnie prawie nic nie czuje ale chce mnie miec zawsze jako bardzo dobrego kolege przy sobie.na to dalem jej do zrozumienia ze ja tak nie moge(potrafie) bo predzej czy pozniej sie uczuciowo wypale i nie bede nawet mogl prowadzic normalnego zycia i ze pragnolbym w takim razie zebysmy lepiej calkiem zerwali kontakt bo tego nie wyczymam.a ona na to ze tego nie rozumie i ze ma takie uczucie ze przez to ze ja jej juz nie chce widziec ani slyszec to ze ja tym ja chce ukarac.
drogie panie ,jak myslicie czy jej podejscie jest normalne ze tak argumentuje moje szczere prozby ???